Dodaj do ulubionych

Zdrada, rozwód i ... ?

10.10.10, 09:40
Jestem na początku nowej i nieznanej drogi. Nie chcę nią iść, ale chyba nie mam innego wyjścia. Żona zakochała się w koledze z pracy. Może nie od razu, ale jak to bywa powstanie nowych relacji niszczy te stare... Jakiś czas temu połapałem się co się święci... najpierw rozmowy, wypieranie się wszystkiego, ale to i tak było klasyczne zauroczenie, którego symptomy podręcznikowo się sprawdzały.
Po dotarciu do dowodów nadciągającego niebezpieczeństwa wypieranie było bezsensowne i pojawiło się zapewnianie o niezmiennych priorytetów i wartości w życiu.
Niestety, słowa słowami a pewne sprawy między innymi się nakręcały.
Ostatnio powiedziała pewnie, zdecydowanie, że chce rozwodu (nie rozstania). Ale ...
dalej wypiera się chęci związania z nim. Tylko tyle, że parę spraw ujrzało światło dzienne ... ich chęć rozwodów zbiegła się w czasie. Poza tym ... choć jest to może być subiektywna ocena ... facet miał już romans parę lat temu, ten obecny przelał czarę goryczy żony ... ma poważne problemy alkoholowe ... jest... eeee, jest jaki jest i tak w chwili obecnej nie ma to znaczenia, to może mieć jakiś znaczenie, jak skończy się zauroczenie, a zacznie proza życia i problemy.
Moja (jeszcze żona) chciałaby rozwodu bez orzekania winy, korzystnych dla siebie rozwiązań finansowych (nowe, wymarzone i pieczołowicie wykończone mieszkanie, choć kupione na kredyt), no i oczywiście to co dla mnie jest ważne i najboleśniejsze ... by nasze dziecko zostało z nią.
On chyba nie walczy o swoje dziecko, bo i tak by nic nie wygrał ze swoją żoną.

Proszę o praktyczne wskazówki. Nie oczekuję pocieszania, głaskania po głowie ... mój ból i sam muszę sobie z tym poradzić. I proszę o nietrolowanie czy wbijanie szpil ... masochistą nie jestem
Obserwuj wątek
    • lastsenses Re: Zdrada, rozwód i ... ? 10.10.10, 10:41
      sam musisz wiedzieć czy chcesz i masz siłę walczyć, (orzekanie o winie, prawnik, dowody itd), czy powiesz ok kochana żono - było, minęło, dzielimy wszystko na pół i idź, gdzie chcesz.
      Ja walczyć nie lubię - nic dobrego z tego nie wynika, są tu osoby dla którychwalka stała się celem życia - i dobrze im z tym. Sam zdecyduj.
      • dsz27 Re: Zdrada, rozwód i ... ? 10.10.10, 11:25
        Witaj,

        W tematach finansowych nie doradzę. Tu sugerowałabym poradę prawnika. Natomiast w kwestii dziecka... Spróbujcie się dogadać, mam nadzieję, że to możliwe. Oboje Rodzice mają takie samo prawo do wychowywania swojego dziecka. Nawet po rozwodzie. Nasz szara rzeczywistość jest jaka jest ale na tym forum jest kilku Panów którym udało się całkiem sprawnie uregulować te tematy.

        Ze swojego doświadczenia powiem Ci, że da się dogadać. Dla dzieci. Mój ex odszedł ale zawsze miał możliwość uczestniczenia w życiu swoich dzieci, tak często jak tylko chciał. Fakt, że nie sprawdził się jako mąż nie wykluczyło go z bycia dobrym rodzicem. Oczywiście nie było by tak różowo, gdybym starała się mu dokopać wykorzystując do tego młodych. Niestety tak czasami bywa.
        Tak czy inaczej, finalnie, dopracowaliśmy system, który działa bardzo sprawnie.
        Dzieci mieszkają ze mną. Ojciec odwiedza ich regularnie dwa-trzy razy w tygodniu. Mam nadzieję, że z czasem zacznie ich także zabierać do siebie. Na co bardzo liczę.

        Mimo wszystko z Twojego postu nie "bije" jeszcze (przynajmniej dla mnie) ewidentny koniec tego małżeństwa. Może uda się to jeszcze poskładać do kupy....

        Życzę powodzenia.
    • lucyliu Re: Zdrada, rozwód i ... ? 10.10.10, 12:14
      Przykro to się czyta... no ale musisz sparować się z tematem, dziecka nie podzielicie na pół, więc musicie się dogadać co do opieki nad nim. Masz warunki do opieki to walcz o dziecko, np 50/50 albo tydzien u Ciebie, tydzień u żony, podobno tak się da.
      Z doświadczenia (na szczęście nie swojego) wiem że raczej tej zdrady nie zapomnisz, bo już będzie w Tobie siedzieć i przypominać się w najmniej oczekiwanych dla Ciebie momentach. Patrząc na doświadczenia innego mężczyzny (mojego partnera), radzę Ci rozwodzić się teraz na Twoich warunkach, bo kobiety potrafią odwrócić kota ogonem tak, że jeśli nie zrobisz tego teraz to potem może okazać się, że przy poźniejszym rozwodzie to Tobie wciśnie się winę za rozpad związku nie pamiętając że zanim mąż się wkurzył i zdecydował na rozwód, to się kilka gorących romansów zaliczyło..
      Masz twarde dowody, masz argumenty które są niepodważalne (dowody zdrady) to idź i walcz o swoje, nie będziesz finansowym frajerem w przyszłości (chociaż z tego co piszesz żona próbuje już zrobić z Ciebie frajera..). Wiem że to jest bardzo brutalne i bolesne podejście do życia jednak w sytuacjach określonych to jedyne rozsądne bo za parę lat i tak się rozejdziecie ale Ty już nie bedziesz miał tak "świeżych" i twardych dowodów i pójdziesz z torbami jak nic.
      Nie zgadzaj się na rozwód na warunkach żony, chyba że ręczysz za nią że nic Ci nie wywinie przez następne 5 lat, poza tym jak macie kredyt na mieszkanie to jak załatwisz jego spłatę i zwolnienie Cię z obowiązku ich płacenia (bo kredyt podpisywaliście wspólnie..). No chyba że żona weźmie pożyczkę i splaci Twój udział. Ja bym się tam nie przejmowała mieszkaniem (raczej kredytem który Cię obciąża) bo mieszkanie możesz sobie kupić nowe i bez wspomnień.
      • to.ja.kas Re: Zdrada, rozwód i ... ? 10.10.10, 12:39
        Poczytaj Rybaka czy Errora. Nie, u Ciebie nie musi tak być, ale....ale pamietaj, że (co często podkreśla Tricolour) miedzy ludzmi którzy nie tworzą już rodziny, zaczynają się rozstawac i walczyć o swoje nie ma już lojalności i na dobre serce nie ma co liczyć.
        Co radzę?
        radzę robić wszystko by dojśc pokojowo do jakiegoś konsensusu i podjąć wspolnie satysfakcjonujące dla wszystkich (o ile to mozliwe w tej sytuacji) decyzje, ale przygotuj się na wojnę. I idz do prawnika, a wcześniej zastanów się czego Ty chcesz, co jest dobre dla Twojej córki i zgodnie z tym działaj.
        Powodzenia.
    • beata-12345 Re: Zdrada, rozwód i ... ? 10.10.10, 13:49
      Może najpierw separacja, żebyście oboje się zastanowili, czego tak naprawdę chcecie? A jak układało się między Wami przed romansem żony?

      Co do rozwodu i podziału majątku, to ja miałam własne mieszkanie, więc nie znam tego problemu. Jak duże mieszkanie, to może dałoby się sprzedać i kupić dwa mniejsze?

      Nie polecam rozwiązania, że dziecko spędza tydzień u mamy, tydzień u taty, bo psychologowie odradzają takie rozwiązanie. Dziecko musi mieć jedno miejsce i takie przerzucanie go z miejsca na miejsce może spowodować zachwianie poczucia bezpieczeństwa. Ja się dogadałam ze swoim eks i on odwiedza syna oraz go zabiera kiedy syn chce, więc generalnie raz w tygodniu bywa u nas, a raz na dwa tygodnie w weekend bierze go do siebie. Czasem co tydzień. Syn ma 13 lat, więc jemu pozostawiam decyzję.
      • to.ja.kas Re: Zdrada, rozwód i ... ? 10.10.10, 14:01
        którzy psychologowie nie polecają opieki naprzemiennej? Możesz podac źródło?
        • beata-12345 Re: Zdrada, rozwód i ... ? 10.10.10, 15:35
          Na przykład dr Barbara Smolińska, psycholog dziecięcy od lat piszący do miesięcznika "Dziecko". Justyna Dzięgielewska, też psycholog - podkreśla stale, że to jest rozwiązanie, które można tylko w niektórych przypadkach stosować i musi być spełnionych wiele warunków, żeby to zafunkcjonowało dobrze, czyli tak, aby dziecku nie robić krzywdy.
          • to.ja.kas Re: Zdrada, rozwód i ... ? 10.10.10, 16:01
            jak wszystko....najprostsze rozwiązania i te najlepsze tez BY MOGŁY funkcjonować potrzebne jest spełnienie PEWNYCH, OKRESLONYCH warunków. Nie ma teorii które sprawdzałyby się w kazdej sytuacji. Opieka naprzemienna MOŻE powodować u dziecka zaburzenie poczucia bezpieczeństwa czy tożsamości, ale opieka przyznana jednemu rodzicowi może tez być dla dziecka koszmarem jeśli ten rodzic NIE SPEŁNI OKREŚLONYCH warunków. I tyle.
            • beata-12345 Re: Zdrada, rozwód i ... ? 11.10.10, 17:58
              Czyli jak zwykle wszystko zależy od mądrości sędziów i ich właściwej oceny sytuacji. Niestety, w sądach rodzinnych nie orzekają tuzy sądownictwa...
    • nangaparbat3 Re: Zdrada, rozwód i ... ? 10.10.10, 17:25
      Czy jestes pewien, że pan ma problemy z alkoholem? W tym kontekście perspektywa, że dziecko zamieszka z nim moze budzic uzasadniony niepokój. I ta kwestia wydaje mi się teraz najistotniejsza - bo Ty, dorosły, poradzisz sobie, dziecko juz nie.
    • zmeczona100 Re: Zdrada, rozwód i ... ? 10.10.10, 17:40
      Anti, czy jesteś pewien, że doszło w ogóle do zdrady, romansu?

      > Może nie od razu, ale jak
      > to bywa powstanie nowych relacji niszczy te stare...

      Może i bywa, ale to regułą żadną nie jest.

      Z własnego doświadczenia mogę Ci tylko powiedzieć, że jeśli poznajesz inne osoby, w towarzystwie których dostrzegasz, że można żyć normalnie, bez kłótni, obwiniania, wzajemnego niezrozumienia, że relacje, które masz z mężem/ żoną są dalekie od normalności, że dociera do Ciebie to, iż żyjesz w małżeństwie, jak w więzieniu i po przeanalizowaniu swojego małżeństwa dochodzisz do wniosku, że to nie to, że nie czujesz żadnej satysfakcji z życia z tym konkretnym człowiekiem, że nie ma szans na powodzenie terapii, to jedynym wyjściem z tej chorej sytuacji jest rozwód.

      Może Twoja żona któregoś razu zawiodła się na Tobie, albo straciła do Ciebie zaufanie?

      Widzisz, mi otworzyły się oczy w trakcie choroby mojego syna, który musiał być leczony terapią niestandardową. Był to przede wszystkim strach, lęk o dziecko, o to, jak sobie z tym wszystkim da radę, no i ogromna odpowiedzialność za terapię. Poznałam wtedy wiele osób w podobnej sytuacji- również małżeństwa, gdzie małżonkowie się wspierali, rodziców, którzy razem organizowali leczenie swojego dziecka. I doszłam do wniosku, że skoro w takiej chwili, jaką jest poważna choroba naszego syna ja nadal nie mam wsparcia, ba! nawet żadnego zainteresowania tymi problemami ze strony męża, a tylko jego pretensje, że świat nie kręci się jednak wokół niego, to czy jest to małżeństwo "na dobre i złe"? Po co mi taki ktoś, kto jest kulą u nogi, hamulcowym życia rodzinnego, kto zachowuje się skandalicznie wobec mnie i syna. I dlatego podjęłam decyzję o rozwodzie. Z tym, że kilkanaście miesięcy później wyszło na jaw, że ma kochankę i że znalazł ją sobie na portalu randkowym, na którym był aktywny prawie od początku choroby syna.
      Moja decyzja wynikła więc nie z powodu nowych znajomości (wśród nich mężczyzna, którego jako jedynego poznał mąż i w którym widział mojego kochanka), ale z powodu zachowania męża. Posiadanie w tym czasie kochanki niejako "usprawiedliwiało" jego zachowanie i spowodowało, że wystąpiłam o rozwód z orzeczeniem jego wyłącznej winy.

      Może i u Was jest podobnie.
      • antiabscessus Re: Zdrada, rozwód i ... ? 11.10.10, 11:26
        Zawieść zawiodłem ... raz jeden jedyny, kiedy mnie się wydawało, że nasz związek się wypalił... chciałem zniknąć, ale następnego dnia byłem z powrotem, bo nie wiedziałem jedno ... moje życie bez żony i dziecka będzie żadne. Pomogła mi żona, bo dzwoniła, przyjechała do mnie ... rozmawialiśmy i wyjaśniliśmy wszystko. Wróciłem, bo wiedziałem gdzie jest moje miejsce i czego rzeczywiście chcę. Było to moje chwilowe zwątpienie, ale długo musiałem pracować na jej zaufanie, choć nigdy mi jego braku nie okazywała.
        Ale też z drugiej strony, kiedy sama przeżywała osobistą tragedię choroby i śmierci matki, byłem dla niej wsparciem i to zawsze mówi.
        Jak w każdym związku, bywały lepsze i gorsze dni ... mogła na mnie zawsze liczyć, nawet jeśli to wiązało się dla mnie z dużym wysiłkiem.
        Teraz też ... boli ogromnie, żal jest niewyobrażalny, lecz jestem w stanie mimo, że jej romans trwa już od paru miesięcy do roku (emocjonalna zdrada pewnie miała początek przed rokiem, kiedy pojawiły się zmiany w zachowaniu żony, takie podręcznikowe symptomy zdrady), do zamknięcia tego rozdziału i odbudowania związku. Pewnie będzie inny już, ale nie znaczy, że gorszy czy nijaki.
        Co nas nie zabije, to nas wzmocni... oby to drugie.
        • zmeczona100 Re: Zdrada, rozwód i ... ? 11.10.10, 19:49
          Anti, z zaufaniem jest tak, że łatwo jest je zdobyć, ale odzyskać utracone- to jest dopiero sztuka...
          Można zresztą coś przebaczyć, ale z pamięci tego nie wymażesz.

          Ten jeden raz dowiódł, że działasz pochopnie i sam nie wiesz, czego chcesz. Dlatego może żona woli nie żyć w niepewności, kiedy nastąpi kolejny raz. Tzn. piszę to na podstawie mojego doświadczenia i wcale tak być nie musi.

          Być może, że są pary, które po zdradzie potrafią żyć w zgodzie, szczęściu, razem, ale ja takich osobiście nie znam- wszystkie rozpadały się wcześniej czy później. Ja na pewno nie potrafiłabym żyć ze świadomością, że mój mąż/ partner mnie zdradził. To spowodowałoby u mnie utratę zaufania na zawsze.

          Być może, że bylibyście po jaj zdradach normalną parą, ale pomysł, jak wyglądałoby Twoje życie- czy byłbyś w stanie z powrotem jej zaufać i nie sprawdzać każdego jej kroku w nadziei, że wystarczy upilnować, a do kolejnego wyskoku nie dojdzie. Jak ktoś chce, to sposób znajdzie i na to.

          No cóż, sam musisz zdecydować, co dalej. Jeśli Ci zależy, to na pewno spróbowałabym szczerej rozmowy na neutralnym gruncie i zaczęłabym od pytania, czego we mnie nie toleruje.
    • tully.makker Re: Zdrada, rozwód i ... ? 10.10.10, 20:34
      Wszystko cudnie, ale czy chcesz, zeby twoje dziecko zamieszkalo z alkoholikiem?

      Upewnij sie, czy rzeczywiscie facet ma problemy z piciem, zbierz dowody i jesli to sie potwierdzi- walcz.
    • antiabscessus Re: Zdrada, rozwód i ... ? 10.10.10, 22:06
      Dzięki wszystkim... za dobre słowo.

      Prawie osiem lat małżeństwa ... i nagle, to wszystko to co przeszliśmy razem, osiągnęliśmy, sporo trudności i przeciwności (w tym rodzinnych tragedii) w ciągu paru miesięcy ma wylądować w koszu. Jak w każdym związku bywają lepsze i gorsze dni. Według jej słów nie żałuje ani sekundy naszego małżeństwa... tylko, że ono się wypaliło (???) Ja tak nie uważam, ale na siłę nie zatrzymam przecież. Do tanga trzeba dwojga, ale ten drugi to teraz nie ja.

      Jego problemy alkoholowe - jak nazwać niemal codzienne popijanie paru piw czy paru szklanek whiskacza ... czasami cały weekend, a w poniedziałek w samochód i do pracy. Nawet do tego stopnia, że żona musiała wzywać pogotowie do gorączkującego dziecka, bo tatuś był po paru głębszych.
      Wniosek – alkohol ważniejszy niż zdrowie swojego potomka, nie mówiąc o zdrowiu czy nawet życie innych, którzy się do niego o pomoc zwracają.

      Co do naszego dziecka, to właściwie ostatni rok ja się nim zajmowałem, bo mi charakter pracy na to pozwalał... mama wiecznie w pracy, po pracy zmęczona i jak nie spała to siedziała w wirtualnej rzeczywistości. W ostatnie wakacje nauczyłem ją jeździć na rowerze - mój osobisty powód dumy i radości - i całe wakacje jeździliśmy razem ... żona chyba raz czy dwa wsiadła na rower, choć specjalnie jej kupiliśmy i to na jej życzenie. Podział obowiązków pół na pół byłby dla żony bardzo wygodny, ale mam świadomość, że dla dziecka nie koniecznie. Ograniczać praw w żadnym wypadku nie zamierzam, ale nie chcę też narażać mojego dziecka na niebezpieczeństwo, o którym wyżej.

      Dziecko jest moim życiem ... żona, którą nadal kocham i jestem w stanie wiele wybaczyć (nie bezwarunkowo), w tej chwili nie jest chyba sobą, a raczej zaprzeczeniem siebie z blisko 40 lat - kryzys wieku średniego??? Dla niego ten raz jest już drugim romansem, dlatego jego żona powiedziała basta i go wystawia za drzwi. Piotruś Pan potrzebujący obsługi, więc nie zdziwię się jak za jakiś czas zmieni ją na młodszy model.

      Fakt, mieszkanie to tylko rzecz materialna i może lepiej je zmienić, bo mimo wszystko będzie się źle kojarzyło. Odkładać pewnych spraw nie chcę w czasie nie chcę, żeby później nie obudzić się z ręką w nocniku. Dlatego w najbliższym czasie wybiorę się do prawnika, by pomógł mi przez to przejść. Pozew oczywiście z orzeczeniem o winie, choć żonie marzy się bez winy, bo później może zwalić na mnie, no i szybciej może się połączyć z ukochanym.

      Dowody oczywiście są i to mocne … fakty, daty, smsy, maile, bilingi, zeznania świadków, potencjalne opinie (w tym psychologa) raczej na moją korzyść.

      Walka nie jest celem mojego życia, ale chcę to jasno i klarownie zakończone, skoro ona tak bardzo tego końca chce. Ja osobiście wolałbym koniec jej romansu, ale skoro teraz tak wybrała, to nie mam na to wpływu. Ale na inne sprawy z nami związane mam i z tego skorzystam.
    • altz Re: Zdrada, rozwód i ... ? 11.10.10, 18:32
      Walcz i nie odpuszczaj.
      Jeśli ulegniesz i będziesz miękki, to stracisz wszystko, łącznie z opinią u małżonki.
      Puści Cię w skarpetkach, zabierze dziecko, wiedz, że jesteś na przegranej.
      Postaraj się o rozwód z orzeczeniem o winie, albo przeciągaj rozwód, może się coś wyklaruje i minie do tego czasu zauroczenie małżonki.
      Jeśli wygrasz rozwód z orzekaniem o winie, to będziesz miał większe szanse na opiekę, tym bardziej, że facet popija.
      Wszystko uczciwie, bez numerów i naciągania faktów, a z adwokatem możesz spokojnie wygrać, oni potrafią napisać pismo, ale to Ty wiesz wszystko.
      Wejdź na forum na stronie wstroneojca.pl, tam Ci pomogą w sprawach procesowych (pisma, koszty itd.) Powodzenia!
      • zmeczona100 Re: Zdrada, rozwód i ... ? 11.10.10, 19:39
        altz napisał:


        > Wejdź na forum na stronie wstroneojca.pl, tam Ci pomogą w sprawach procesowych
        > (pisma, koszty itd.)

        I wszystko jasne big_grin

        Autorze, jeśli zależy Ci na pokojowym rozstaniu się z matką dzieci, to proszę, nawet tam nie zaglądaj smile
        • antiabscessus Re: Zdrada, rozwód i ... ? 12.10.10, 09:53
          Nie pałam nienawiścią do żony i pewnie nie będę. Z pomocy korzystam i będę korzystał, ale specjalistów. Jakiś czas temu zacząłem spotykać się z psychologiem, tak by zmienić w naszym związku to co jest dla niego destrukcyjne. Spotkania mi osobiście już pomogły ... żona poszła raz i stwierdziła, że "nie będzie nikt jej mówił co ma robić w życiu" ... trudno jej wybór. Wychodzi na to, że może mam swoje wady i ułomności, ale nie takie, które niszczą związek i których nie można zmienić. Zatem problemy leża po obu stronach … ale zmian trzeba chcieć.

          Zdrady, nawet emocjonalnej (bo i tak jest to zdrada) nie zapomni się, to jasne, ale można żyć dalej normalnie zostawiając takie zdarzenia w przeszłości - tam jest ich miejsce. Z drugiej strony mój stan ducha z przeszłości pozwala mi rozumieć obecny stan żony. I nawet nie staram się wartościować, kto komu większy czy mniejszy ból zgotował. Było minęło ... moje minęło dawno, żony jeszcze nie i chciałbym by w końcu nastąpił ten moment kiedy ona zostawi to w przeszłości. I pójdziemy dalej ... razem. I będziemy odbudowywać lub zbudujemy na nowo. Materiału na budowanie jest od groma i trochę.

          Póki co przygotować się też muszę na plan B, którego uniknięcia pragnę jak niczego bardziej w życiu. Zimny, chłodny osąd stanu i szans przez prawnika jest dużo lepszy niż emocjonalne i subiektywne poparcie. Hehe... mój warunek jest jeden, to musi być prawniczka. Bo wtedy opinia jest jeszcze wiarygodniejsza.
          Poza tym biorę pod uwagę (może niepotrzebnie się łudzę, ale trudno...), że zimny prysznic w postaci perspektywy orzeczenia o jej winie, do tego rozwleczona w czasie rozprawa może zweryfikuje jej postrzeganie rzeczywistości...

          Może i jestem głupi powiecie, ale kocham ją ... choć ciężko mi jest z tym. Nienawiści nie czuję i chyba nie będę nigdy do niej żywił takiego uczucia. To nie jest zła kobieta, tylko trochę sobie w życiu pomieszaliśmy. Dotychczasowe nie było klapą, więc dlaczego miałoby wylądować w koszu? To że pojawił się inny, z którym łączą sprawy zawodowe? Życie to nie praca przede wszystkim.
          Zmęczona ... związałabyś się z i ufała facetowi, który porzucił żonę i dziecko, a na koncie ma już co najmniej jeden romans w trakcie małżeństwa ... z takim którego będziesz musiała obsługiwać, choć tego lubisz, na którego nie będziesz mogła w pełni polegać - z wymianą żarówki w domu, prasowaniem, zmywaniem (jest zmywarka, ale ją trzeba załadować i rozładować), praniem, odkurzaniem, płaceniem rachunków??? Z takim który jak jest źle to ucieka w wirtualny świat blogów, portali i cholera jeszcze wie czego … aha, wybierze towarzystwo ulubionej whisky, a nie Twoje? I mając na uwadze swój wiek (prawie 40 lat) nie będziesz miała obaw, że znajdzie się młodsza, ładniejsza, bez zmarszczek i śladów po ciąży? Bo w tej grupie zawodowej ciągle się pojawia "świeża krew". A facet już ma na koncie niedwuznaczne relacje. No i jak powierzysz opiekę nad bądź co bądź tylko swoim dzieckiem facetowi, które swoje widuje sporadycznie ... choć jego ex mu w cale tego nie utrudnia?

          Subiektywne to i pełne goryczy, ale tak może w tym nowym związku być ... jej życie, jej wybór, to i później też jej będzie ewentualny żal. Ale dziecka nie pozwolę jej skrzywdzić, bo krzywda jest zbyt realna a to moje dziecko i do tego jeszcze małe, bezbronne i cholernie narażone na różne niebezpieczeństwa – w tym psychiczne.
          • zmeczona100 Re: Zdrada, rozwód i ... ? 12.10.10, 10:10
            To jestem rówieśniczką Twojej żony wink

            Pisałam Ci wcześniej, że może chce rozwodu nie z powodu tamtego pana, tylko z powodu dostrzeżenia w swoim związku, a raczej w Tobie, czegoś, co jej przeszkadza i nie widzi szans na pozytywne zmiany- być może dostrzegła to przez tamtą znajomość właśnie. Rozsądna kobieta w naszym wieku nie pędzi za przygodami, nie traci kontaktu z rzeczywistością, bo wie, że to, co najważniejsze, to stabilizacja w związku. Dlatego jakoś trudno mi zrozumieć postawę Twojej żony.

            Ja nie byłabym w stanie być z takim kimś, jak opisałeś, ale też nie potrafiłabym na nowo zaufać partnerowi, który by mnie zawiódł w bardzo istotnych sprawach. Z tym, że wiem, iż są kobiety, które nie wyobrażają sobie życia bez męskich gaci w sypialni wink Ot, np. kochanka mojego jeszczemęża, której zresztą dziękuję Bogu, bo inaczej jeszcze długo żyłabym w nieświadomości, z kim się związałam.

            No cóż, jeśli nie chcesz wojny, to orzekanie o jej winie na pewno ją wywoła. A jeśli żona będzie miała świadków, którzy potwierdzą Twoja ucieczkę, to... wina będzie obopólna...

            Jeśli chcesz jej dać na otrzeźwienie, to radzę bez adwokata i na pierwszej sprawie powiedzieć, że widzisz szansę na ratowanie związku, bo Ty żonę nadal kochasz i poprosić o zawieszenie sprawy np. na rok. Zauroczenie mija po mniej więcej 2 latach, więc jest szansa, że żona się obudzi. Obudziłaby się znacznie szybciej, gdyby z panem zamieszkała. No ale wtedy Ty raczej zmieniłbyś zdanie...
            • antiabscessus Re: Zdrada, rozwód i ... ? 12.10.10, 10:58
              Nie twierdzę, że było wręcz idealnie ... ja mam swoje wady tak jak ona. Wiem co jest we mnie istotą naszych problemów i nad tym pracuję ... jak sama twierdzi póki co z sukcesem. Ona o swoich wadach nie chce rozmawiać, nic nie chce zmieniać. Mówię o wadach, a nie błahostkach.

              Wiesz, może i tak by było lepiej gdyby stawiała sprawy jasno, a ona całkowicie wypiera to co się między nimi dzieje. Pewnie popadłbym w paranoję, tyle że dowody świadczą przeciwko jej słowom. Nie chcę ich używać, to zostawiam na ostateczność. Rzeczowe rozmowy między nami nic nie pomogły... to że ją kocham jest pewna i chyba, to jest chyba źródłem jej szacunku dla mnie. Hehe, ona ma gotowy plan .... znikam z domu (tego nie powiedziała, ale może jeszcze mijam się w drzwiach z tym panem, wręczam mu klucze i życzę powodzenia???), układam sobie życie, ale dzieckiem zajmuję jak dotychczas w tym, jak będą chcieli sobie pojechać na romantyczny weekend, to dziecko będzie u mnie.

              Zgodziłabyś się na coś takiego????? Ja nie i z szacunku dla samego siebie rozpatruję również plan pesymistyczny.

              Ten ich związek się rozleci ... i nie dlatego, że jej życzę. Tak po prostu będzie za rok, dwa, góra trzy lata. Będzie pewnie zbyt dumna by się przede mną przyznać. Czy ja wtedy będę miał jeszcze na tyle silne uczucie by próbować ... nie wiem, choć jak mawiał JB007 never say newer.
              • zmeczona100 Re: Zdrada, rozwód i ... ? 12.10.10, 11:32
                Anti, te wady to ona nabyła już w trakcie małżeństwa?

                Moją "wadą" był np. fakt posiadania dużego grona znajomych. On- chorobliwie zazdrosny- na wszelkie sposoby działał, abym tylko nie spotykała się z nimi, bo on ich nie cierpiał, no a sama mogłabym jeszcze sobie z którymś na coś pozwolić.... Tyle tylko, że kiedy się poznaliśmy i później do ślubu, było dokładnie tak samo- duże grono znajomych. Ślubu nie bierze się z nieznajomym, więc wiedział dokładnie, jak jest i skoro mimo tej "wady" zdecydował się ze mną ożenić, to znaczy, że ją zaakceptował. Jak ja zaakceptowałam to, że nie lubi żadnego towarzystwa, nie ma znajomych czy przyjaciół (no dobra- powody wyszły znacznie później).

                Dlatego nie na miejscu jest to, że po ślubie oczekuje się zmiany w kierunku, który nam odpowiada. Podobnie jest z panami, którzy jęczą, że ich żony to tylko piłują szpony, chodzą do solarium i fryzjera, zużywają tonę kosmetyków w ciągu miesiąca i nie gotują obiadów wink
                Jasne, że należy rozmawiać o sobie i starać się tak postępować, aby "mi nie ubyło", a jemu- pomogło wink No ale oczekiwanie radykalnych zmian nie jest na miejscu.

                Piszesz o dowodach- czy faktycznie wskazują one na zażyłe relacje? Na to, że ich korespondencja wykraczała poza zwyczajowe ramy i np. pisała o Waszych sprawach, Waszego dziecka, mieszkania, planów itp.? czy tylko jest to bogata korespondencja o niczym?

                Widzisz, mój "mąż" włamał się do mnie na maila. No i zdobył "dowody"- jakieś ponad sto maili, napisanych w ciągu prawie 3 lat z jedną z osób (a w sumie to było takich osób z kilkanaście- jedni się pojawiali, inni znikali). A w nich np. sformułowania typu: "Dam Ci pyska przy najbliższej okazji", "Kochana, jesteś wielka", "Co ja bym bez Ciebie zrobił" itp. Na pierwszy rzut oka- zdrada jak nic. Ale po analizie maili widać dokładnie, że te maile dotyczyły tylko jednego problemu- choroby, z jaką przyszło się zmagać mi i jemu (a raczej- im), a wtręty osobiste były znikome i głównie z jego (ich) strony. No i widać, z jakim poczuciem humoru prowadziliśmy tę korespondencję (mąż nie ma go ani za grosz). A pisanie do mnie per kochanie pochodzi głównie od jego żony, z którą wymieniałam się mailami także z jego adresu. Jeśli więc zajdzie konieczność, to kobitkę wezwę na świadka z tym, że będzie trudno, bo to drugi koniec Polski, a ona jest akurat w ciąży. Bo to są moi przyjaciele do dziś.

                Czyli- nie zawsze jest tak, jak nam się wydaje wink

                PS Mój też miał podobny plan- miałam zniknąć wraz z synem z jego pola widzenia, nieważne gdzie i za co ma żyć jego syn- on ma teraz nową rodzinę, więc potrzebuje forsy, no i mieszkania. Ale, cholera, jakoś nie możemy zniknąć do tej pory wink
                • antiabscessus Re: Zdrada, rozwód i ... ? 12.10.10, 12:45
                  Oboje mieliśmy znajomych, obydwoje jesteśmy towarzyscy, choć bez szaleństw ... chodziliśmy wszędzie razem, fajnie się czuliśmy i bawiliśmy we wspólnym gronie. Z czasem relacje się rozluźniły, bo nowe obowiązki (mieszkanie, dziecko, praca), ale to nie stanowiło problemu. Teraz żona odnowiła relacje z niektórymi koleżankami, właściwie dwoma, trzema, wspierające chyba rozwój sytuacji. Pozostałe, nawet takie z którymi mocno jest związana od najmłodszych lat, poszły w odstawkę, bo pewnie nie poparły by jej działań.
                  Ja cały czas chcę życia towarzyskiego, bo zmieniły się okoliczności i mamy do tego warunki. Możemy robić wypady do kina, na kolację, na piwo ze znajomymi ... dziecko do babci, a wracać możemy na piechotę czy taksówką. Możliwości jest multum, a poprzednio było to problemem, bo niemal eskapada. Tyle, że ostatnio ciągle coś jest przeszkodą... a to zmęczenie po pracy, a to a to że spotkanie jest tylko ludzi z pracy bez rodzin, a to ... cała masa wymówek.
                  Nie jest tak, że uważam, że tylko razem powinniśmy wychodzić z domu ... nigdy nie stawałem okoniem przed babskimi wieczorami. No może ostatnio, jak już pewne sprawy ujrzały światło dzienne, a spotkanie tylko z jedną i tą samą koleżanką, która przestała też dzwonić na domowy, przychodzić do nas czy zapraszać nas do siebie.
                  Spędzanie czasu w necie (allegro i inne portale) w nadmiarze - trudno objawy to w paru słowach opisać - to coś co pojawiło się dopiero długo po ślubie, a właściwie nie tak dawno. Nie mówię, żeby unikać netu, ale zwykle siadam do kompa, jak wszystko co miałem w domu zrobić zrobiłem. I nie wsiąkam w net i jestem nieobecny.
                  Żona zaczęła dbać o siebie diametralnie różnie niż dotychczas ... solarium zawsze omijała, ze względu na wrażliwą skórę. Teraz chodzi notorycznie z dwóch powodów: 1. ten pan lubi opalone kobiety, 2. w czasie wyjścia do solarium kwitnie korespondencja smsowo-mailowa.
                  Dbanie o siebie nie jest dla mnie ŻADNĄ PRZESZKODĄ! Boli tylko, że teraz dba - choć wcześniej sugerowałem co mogłaby kupić, ale odpowiadała, że to nie jej styl - tak jak on lubi ... opalenizna, szpilki (zawsze mówiła, że w jej pracy trzeba mieć wygodne obuwie), czy seksowna bielizna (stringów nigdy nie chciała kupić, ba brzydziła się).
                  Pierwotnie maile z tym facetem nie były wskazujące na cokolwiek. Wskazująca stała się częstotliwość i pory kontaktów poza pracą (nawet na urlopie, gdy spaliśmy ona jeszcze smsowała). Ja też pracuję z ludźmi z którymi lubię się .... czasami też ślę buziaki, mówię kochana. To nie jest to co nazywam dowodem.
                  Maile ostatnie są jednoznacznie wskazujące na romans ... padają deklaracje, słowa, opis marzeń i planów na przyszłość, opis spotkań etc. to jest ten dowód.
                  No i klasyka na podsumowanie ... uciekanie w trakcie na balkon czy gdzieś indziej, bo rzekomo koleżanka ma problemy - wcześniej nie było to dla nie problemem. Nie zostawianie telefonu na wierzchu ... zawsze w zasięgu ręki, pod kontrolą. Ba ... kiedyś torebkę rzucała gdziekolwiek, teraz zawsze przy łóżku .... a rano zabierała do łazienki??? To mnie cały czas bawi do łez smile))
                  • zmeczona100 Re: Zdrada, rozwód i ... ? 12.10.10, 22:06
                    Anti wink
                    O tych znajomych to był tylko mój przykład wink

                    No cóż- jej postępowanie jest jednoznaczne, niestety.
              • naliterem Re: Zdrada, rozwód i ... ? 13.10.10, 12:09
                >Będzie pewnie zbyt dumna by się przede mną przyznać. Czy ja wtedy będę miał jeszcze na tyle silne uczucie by próbować ... <

                Przeczytałam twoją historię i moja ma podobny wymiar - choć fakty zupełnie inne.
                I wiesz - to powyższe zdanie jest czymś co mi do tej pory dawało siłę do proszenia o zastanowienie.
                Mojemu mężowi jest teraz łatwo powiedzieć, że nie jest pewny, że może będzie żałował ale chce podjąć ryzyko rozwodu, bo teraz uważa że tak będzie lepiej. Znam go, wiem ile podjął w życiu błędnych decyzji, których żałował. Tylko że ta jedna - nie dotyczy tylko jego ale całej rodziny. Ryzykuje nie tylko sobą.
                I wiem że jak po fakcie stwierdzi że to był błąd, zaciśnie zęby ale nigdy się do tego nie przyzna. A mleko już się wyleje.
            • antiabscessus Re: Zdrada, rozwód i ... ? 12.10.10, 21:46
              Z ostatniej chwili ... tak czy owak spotkałem się z prawnikiem i póki co następnego kroku nie zamierzam na razie uczynić, aczkolwiek nie będę biernie wyczekiwał.
              Otóż nie ma obecnie opcji rozprawy pojednawczej a tym bardziej odroczenia na rok. Z drugiej strony ponieważ (dzięki Bogu) jest dziecko, to nie będzie to tak szybkie zakończenie, bo opinia psychologa i szeroko rozumiane dobro dziecka.
              • zmeczona100 Re: Zdrada, rozwód i ... ? 12.10.10, 22:03
                Rozprawy pojednawczej nie ma już od wielu lat. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby w ostatniej chwili, tj. na sali, zmienić zdanie. Odroczyć sprawę można- o ile jest się powodem, a nie pozwanym wink
        • altz Re: Zdrada, rozwód i ... ? 12.10.10, 15:49
          Co tu jest jasne? smile
          Małżonek kręci i nie wie, jaką wersję wybrać.
          Jeśli faktycznie małżonka chciała się ustawić i zabrać wszystko, zając się dzieckiem i zamieszkać z alkoholikiem, to co można na to poradzić? Walcz i tyle.

          Potem się to wszystko rozmyło w dalszym opisie.
          Nie wierzę w tej sytuacji w przyjacielskie rozstanie.
          Ale sugerowałem również przeciąganie, aż się coś zmieni.
          Oby mnie moja intuicja zwiodła, czego Wam serdecznie życzę.
          • antiabscessus Re: Zdrada, rozwód i ... ? 12.10.10, 18:21
            Przyjacielskie rozstanie? Nie wydaje mi się, żeby coś takiego istniało w rzeczywistości ... zawsze żal zostanie. Już abstrahując od mojej sytuacji, to np. on ze swoją żona doszedł do porozumienia co do rozstania (jakby miał szanse na nierozstanie, po drugim już romansie) niby przyjacielskie relacje??? Nie, mimo wszystko żal z jej strony jest i będzie. A może i z jego z czasem się pojawi żal?
    • ef.endir ! 12.10.10, 18:32
      Skora ta droga jest dla Ciebie nieznana, to tutaj przeczytasz o "paru drogach" podobnych do Twojej.
      Decyzji oczywiście nie podejmiesz. I nie ważne jak i kto Ci będzie radził, poczekasz aż to się stanie. Jak wynika z waszego małżeńskiego stażu to...... wszystko przed wami.
      Skoro kochasz to nie rób nic. Pozwu o rozwód przecież nie złożysz a będziesz miał czas na przyjrzenie się temu wszystkiemu. Żona po jakimś czasie może się ocknie?
      Ale jeśli nie i jeśli to ona złoży pozew o rozwód.......
      no to już dziś zaczynaj zbierać papierki. Nie po to, żeby rozwód był z jej winy (to zazwyczaj odradzam) ale żeby dziecko mieszkało z Tobą i żeby podział majątku przeprowadzić "normalnie". To, że dzisiaj ona ma wyrzuty sumienia i powoli, delikatnie przyzwyczaja Cie do swojego odejścia, nie znaczy, że na sali sądowej też tak będzie. Szczególnie kiedy dostaniesz "widzenia" 2x w miesiącu i alimenty do zapłacenia a dzieciak codziennie będzie chciał się z Tobą widzieć. Ale możliwości nie będzie.......
      Powodzenia.
      Ja jestem na końcu tej drogi. Prawie takiej samej jak Twoja (romans mojej prawie ex trwał.....dłuuugo, nie ja złożyłem wniosek o rozwód). Dzieciak mieszka ze mną, podział przede mną.
      • antiabscessus Re: ! 13.10.10, 13:02
        Na razie nie zamierzam wychodzić z inicjatywą ... nie chcę jej wyręczać. Wręcz odwrotnie staram się uratować to, co z małżeństwa zostało. Przynajmniej próbuję ... nigdy później dziecko nie zarzuci mi, że nic nie zrobiłem.
        Póki co, tamten się wyprowadza od żony i znalazł sobie lokum w pobliżu pracy ... hehe, tak na marginesie również niedaleko nas.
        Pożyjemy zobaczymy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka