annubis74
08.07.09, 19:27
Jestem jak dzisiejszy dzień, we łzach...
wystarczy że spotkam kogoś z Twoich znajomych (miałaś ich tak wielu)
i oni mówią: nie możemy uwierzyć... są tacy którzy dopiero teraz
dowiedzieli się o Twojej śmierci. Mówią: przecież jeszcze niedawno
widzieliśmy ją... Kwitła... To prawda... Co za perfidia losu...
Wydawało się że takich jak Ty śmierć nie dogoni tak szybko... Mamo..
Dom jest tak pusty bez Ciebie... Dziś byłam w Waszym mieszkaniu i
wyłam, wbrew nadziei błagałam o jakiś cud... wiem że to
niemożliwe... ciężko mi... Faceci przeżywaja to inaczej, bardziej do
wewnątrz: tata, brat, mąż... siedzimy i milczymy... godzimy się z
faktami... nie ja nie potrafię się pogodzić... bierność i rezygnacja
nie leży w mojej naturze. Tak jak nie leżała w Twojej. Do tej
fatalnej choroby...Póki byłaś w szpitalu drżeliśmy o twoje zdrowie i
życie ale można było coś robić, chodzić dowiadywać się, szukać
ratunku. 3 tygodnie temu byłam u Ciebie w szpitalu i myślałam że to
straszne widzieć Cię w takim stanie... a teraz wiem że to jeszcze
było szczęście... jeszcze była nadzieja... Codziennie przed snem
mówię Maluchowi o Tobie, nic jeszcze nie rozumie, ale chcę byś była
w jej życiu obecna tak jak do tej pory tylko inaczej... Patrzę na
Twoje zdjęcie.. Kochana Moja ile bym dała żeby się do Ciebie
przytulić... Mamusiu... Oddałabym duszę diabłu żeby Cię uratować...
ale widać nie był zainteresowany