Dodaj do ulubionych

Jak żyć?...

02.08.11, 10:45
Historia banalna,jakich wiele-mąż,żona i... kochanka.
Po 30 latach razem...
Najpierw On przez kilkanaście lat pił(nie był agresywny)-piekło.Praca,często na 2 etaty,utrzymanie domu,dzieci.Potem praca za granicą,bo przecież u nas bezrobocie.Pięć lat temu wreszcie poszedł na terapię.Przestał pić,ale...w tym całym AA bardzo się zmienił.Przede wszystkim stał się cholernym egoistą.Ja pracowałam dalej,może za rzadko przyjeżdżałam do domu?Ale wysyłałam kasę a jemu było ciągle mało.Rok temu odkryłam,że od dwóch lat ma "panienkę"-kilkanaście lat młodszą ode mnie-również z AA.Szok!!!Przez tydzień prawie nie jadłam,prawie nie spałam,nie wiem,jak zdołałam pracować.Nie pamiętam.Po tygodniu-długi mail.Na spokojnie,już bez nerwów.Oczywiście do niczego się nie przyznał.Ale z panienką zerwał.W ciągu tego roku próbowaliśmy to jakoś poskładać.Jednak w maju okazało się,że to się znowu zaczyna,od początku,to samo.Wtedy powiedziałam-"dość"!
Depresja,załamanie nerwowe,drastyczne pogorszenie warunków finansowych...Całkowity brak poczucia własnej wartości.Tylko syn,mieszkający ze mną,trzyma mnie przy życiu.On się już wyprowadził,papiery są w sądzie.A ja nie mogę się wciąż pozbierać.Wiem-muszę zadbać o siebie,spotykać się z ludźmi.Tylko...zupełnie nie mam na to ochoty.Próbowałam-nic z tego nie wychodzi.Rozum kontra emocje.Ja ze swoimi emocjami nie mogę sobie poradzić.To tak boli...Czy kiedyś przestanie?Jak żyć dalej ze świadomością,że jestem stara i nikomu niepotrzebna(bo tak się czuję)?Jak szmata,zużyta i kopnięta w kąt-bo wygodniej jest kupić nową,świeżą...Jak żyć?..............
Może ktoś z Was jest w podobnej sytuacji(mam 53 lata) i może mi pomóc?Ja wiem-nie ma recepty na życie.Ale czasami kilka słów otuchy bardzo pomaga.
Obserwuj wątek
    • fibrefood Re: Jak żyć?... 02.08.11, 11:31
      Witaj smutna. Prawdopodobnie nie powiem nic, co natychmiastowo poprawi Ci nastroj, ale jezeli moge dac Ci jakas porade to - poszukaj dobrego psychologa. Pomoze ci on odbudowac poczucie wlasnej wartosci i sensu zycia, jesli skupisz sie na terapii i postarasz sie wyciagnac z niej jak najwiecej - powinno sie udac. Nie masz kontroli nad zachowaniem Twojego meza, ale masz kontrole nad tym, jak Ty sie z tym czujesz i jak mozesz sobie z tym poradzic. Nie jest to latwe i rozumiem ze Twoja sytuacja demobilizuje od wszelakich dzialan, ale albo przemozesz sie zeby cos z tym zrobic - albo depresja wezmie gore. W takich sytuacjach pomaga tez aktywnosc fizyczna, pomaga nabrac troche dystansu i spojrzec na sytuacje z innej perspektywy- podobno 20 minutowy spacer to odpowiednik jednego antydepresanta..Trzymaj sie, przez wszystko da sie przejsc, trzeba czasu i trzeba wysilku, ale na pewno z pomoca psychologa dojdziesz do momentu, w ktorym powiesz sobie ze zycie jest znowu piekne i ze warto..53 lata to nie jest starosc a to, czy widzisz w swoim zyciu sens zalezy glownie od Ciebie.Nie poddawaj sie dlatego, ze ktos zadecydowal, ze nie chce z toba byc. Sprobuj powalczyc.Trzymam za Ciebie kciuki.
      • 1.smutna Re: Jak żyć?... 02.08.11, 12:03
        Dzięki bardzo.Do psychologa chodzę już jakiś czas.Tylko na dzień dzisiejszy nie bardzo pomaga...Najgorsze jest to,że ja to wszystko wiem,rozumiem.Tylko depresja-mimo leków-ciągle jest górą.Nie mogę się zmobilizować do żadnych konkretnych działań.Ale ciągle próbuję...
    • altz Re: Jak żyć?... 02.08.11, 12:01
      Nie wiem, o co ta cała histeria?
      Popatrz na to inaczej:
      - dziecko jest już duże, nie ma powodu mieszkania razem z mężem,
      - to Ty pogoniłaś męża, bo zachowywał się wielokrotnie wbrew wszelkim zasadom, on Cię nie zostawił, tylko Ty jego, ale powód był i to nie jeden,
      - warunki finansowe się poprawią, bo nie będziesz utrzymywać męża i jego kochanek. wink

      Same plusy, a związki są przereklamowane wink Wiem, że to może boleć, ale takie jest życie, to nie gra komputerowa, tutaj nie ma drugiej szansy i liczy się odwaga.
      Zawsze można rozwijać swoje własne zainteresowania, nawet te najbardziej zwariowane, syna weźmiesz za granicę, a sama z czasem znajdziesz kogoś uczciwego. Więcej odwagi, nie masz żadnych zobowiązań, więc masz otwartą kartę na wszystko.
      • 1.smutna Re: Jak żyć?... 02.08.11, 12:10
        Dzięki,Altz.Kurczę,to brzmi fajnie i logicznie.Krótko i treściwie smile.Tylko ja czuję się taka zmęczona,chciałabym już odpocząć-a chciałam jeszcze pomóc dzieciom(mam 2 synów).Chociaż są dorośli-dopiero zaczynają to dorosłe życie...
        • 1.smutna Re: Jak żyć?... 02.08.11, 12:50
          Poza tym-dzieci potrzebują już chyba nie mnie,tylko po prostu kasy.A ja nie moge się zmobilizować do niczego.Jeszcze jeżdżę do pracy,ale bardzo te wyjazdy ograniczyłam w ostatnim roku(co wcale nie pomogło) i nie mogę się wycofać.A najgorsze-że chyba nie chcę...Czuję się jak "wypluta",czasem nie mogę wstać z łóżka-wiem,to typowa depresja.Mój błąd-to zaufanie drugiemu człowiekowi bardziej,niż sobie.Może dlatego tak bardzo mnie to złamało,jak zawiódł.I nieważne jest kto kogo "pogonił".To-jak piszesz-nie gra komputerowa.To życie.I boli to,że ktoś,komu oddałeś całe swoje życie,po tylu latach,tylu różnych doświadczeniach,dobrych i złych-koszmarnie zawiódł,na całej linii(to był naprawdę dobry człowiek.Kiedyś).
          A syna za granicę nie zabiorę.Nie chcę i nigdy nie chciałam "tam" mieszkać.Tu jest mój dom.I to nie jest żaden patriotyzm-tu jestem u siebie,tu czuję się pewnie.Ten,kto kiedykolwiek wyjeżdżał "za chlebem",wie,o czym mówię.
          • garibaldia Re: Jak żyć?... 02.08.11, 13:48
            1.smutna napisała:

            > Poza tym-dzieci potrzebują już chyba nie mnie,tylko po prostu kasy.A ja nie mog
            > e się zmobilizować do niczego.

            Dzieci dorosłe? No więc dzieci zakasują rączki i biorą się za zarabianie pieniędzy na siebie. Nie rób dłużej z siebie typowej poświęcającej się żony alkoholika. Jak braknie alkoholika to zaczniesz się poświęcać dla dzieci... i co ci z tego przyjdzie? że ty będziesz wypruta z sił i energii a dzieci zmęczone twoim cierpiętnictwem.
            Dzieci, nawet te dorosłe, chcą matki zadowolonej, stojącej prosto, mającej pomysły na swoje życie, pokazujacej im swoją postawą że trzeba mądrze brać i mądrze dawać a nie wyręczać leni. Nie rezygnuj z pracy, trzymaj jej się bo kryzys ci niedługo minie a kawał życia jeszcze przed tobą. Ale pieniądze zostawiaj dla siebie! Zafunduj sobie fryzurę, sanatorium, wczasy, samochód, wyjścia do nowych i starych znajomych. Rozejrzyj się wokoło co byś mogła wokół siebie zmienić by ci się żyło lepiej. Pozbyłas się z domu darmozjada na którego harowałaś długie lata. Czego tu żałować? Tylko tego, że się dałaś wrobić w tą harówę dla kogoś niewdzięcznego, i odpowiednio wcześnie nie wymogłaś by cię odciążał od utrzymywania rodziny.
            Nie rób z dzieci kalek, pasywnych i roszczeniowych, wciskając im kasę zarobioną kosztem nadmiernego wysiłku twojego zdrowia zamiast przykładu "kto pracuje ten ma, kto nie pracuje ten nie ma". Dzieci nie potrzebują matki-cierpiętnicy. Tym bardziej gdy ona twierdzi, że to "dla nich" się tak poświęca. Rozumiem, że teraz chcesz "mieć kogoś własnego" i podczepiasz się emocjonalnie pod dzieci, ale uświadom sobie że jesteś odrębną jednostką, a dzieci dorosłe i jak pojadą za granicę to będzie to ich wybór. Potrzebują pieniędzy to niech jadą, albo szukają pracy na miejscu. Nie wyręczaj ich w utrzymywaniu się. Im wcześniej zaczną zarabiać na siebie tym dla nich lepiej. A ty zajmij się swoim życiem i tym, żeby za 10-15 lat gdy się zbliży emerytura -mieć na koncie oszczędności pozwalające ci nie być dla nikogo ciężarem. Dzieci niech idą własną drogą. Nie zatrzymuj ich pozą "to dla was tak tyram". Pracuj dla siebie i naucz się sama korzystać z owoców swojej działalności, swojego wysiłku.
        • justy-nka58 Re: Jak żyć?... 02.08.11, 12:53
          Trochę Ci zazdroszczę,piszesz ze było piekło!!! i co tęskno za tym piekłem??,może czujesz się zraniona dlatego ,że cię zostawiono ale to żaden powód do tragedii.53 lata?? to samo życie się zaczyna,dzieciom możesz pomóc ale nie musisz o tym też musisz pamiętać.Myslę,ze taki nastrój jest chwilowy,psycholog Ci nie pomoże jeżeli sama nie otrzepiesz się z takich myśli.
          • 1.smutna Re: Jak żyć?... 02.08.11, 12:58
            Może...
          • justy-nka58 Re: Jak żyć?... 02.08.11, 13:01
            Pracuj jaj najwięcej i jak najdłużej ,bo jak stracisz pracę w tym wieku to będzie faktycznie tragedia,innej tu nie widzę.
            • justy-nka58 Re: Jak żyć?... 02.08.11, 13:04
              Dzieci masz odchowane i wara od Twojej kasy,maż poszedł w siną dal i niechaj sobie idzie,wolnych facetów jest multum i w każdym wieku można się dostosować,natomiast w każdym wieku pracy nie znajdziesz.
              • 1.smutna Re: Jak żyć?... 02.08.11, 13:12
                Justy-nko!Ja pracuję za granicą i na czarno!W Polsce mam zagwarantowane 860 zł.emerytury!Jak będę za to żyła???Wraz z mężem straciłam źródło dochodu(prywatna firma) i nie mam siły i ochoty o to walczyć.A za granicą nie mogę pracować legalnie,ponieważ mam w Polsce rentę i mogę ją stracić.To niewiele,ale na stałe...Jak to widzisz? wink
                • justy-nka58 Re: Jak żyć?... 02.08.11, 13:23
                  Do emerytury to Ci jeszcze daleko i całe szczęście,to może poszukaj w Polsce pracy i przewartościuj swoje życie.Tak myslę że pracujesz za granica by pomóc dzieciom a to bardzo zły pomysł.
                  • 1.smutna Re: Jak żyć?... 02.08.11, 13:49
                    Tak,masz rację-dlatego również.Ale ja w moim mieście i w moim wieku pracy nie znajdę.Już od 2 lat szukam-nawet uwzględniając "program 50+".Nie ma-finał!Więc co miałam robic?Wyjechałam.I chyba zapłaciłam wysoką cenę.Tylko,co dalej?Nie mam ani siły,ani chęci.Nawet dzieci mnie nie mobilizują-Boże,jak się z tego wygrzebać???
      • 1.smutna Re: Jak żyć?... 02.08.11, 14:25
        Jeszce jedno-Altz,znajdę kogoś uczciwego?W dzisiejszym świecie?-Kiedy wszystko kręci się koło pieniędzy?Kiedy kasa jest wazniejsza od wszystkiego?Nie ma uczuc,idei,wiary w coś pięknego,bez interesu?I jeszcze-zaufać komuś?CHYBA ŻARTUJESZ,CZŁÓOWIEKU???
        • ekscytujacemaleliterki Re: Jak żyć?... 02.08.11, 14:34
          Smutna,
          Nie wszyscy ludzie są tacy. Kiedyś przyjdzie czas, że przestaniesz patrzeć na innych przez pryzmat swojego męża.
          Głowa do góry! Będzie dobrze! Ten zły czas minie! Jeszcze będziesz się usmiechać i cieszyć życiem smile
        • altz Re: Jak żyć?... 02.08.11, 15:04
          1.smutna napisała:

          > Jeszce jedno-Altz,znajdę kogoś uczciwego?W dzisiejszym świecie?
          Znajdziesz! I to szybciej, niż Ci się wydaje. Ja znalazłem, ufam na 200% wink
          Moja Pani też się śmieje, jak jej wszyscy mówią, żeby uważała, bo wiadomo, jacy są faceci, a czasami ktoś powie, że mogę być oszustem matrymonialnym. Nawet ostatnio były mąż tak powiedział. Śmiejemy się z tego razem. To on ma problem, nie my. Muszę mu kiedyś dobrą wódkę postawić, że mi kobitę oddał, a wziął sobie gorszą. wink
          Z kimś wartościowym warto choćby sprzedawać wodę z saturatora, nie jest ważne, co się robi.
          Spróbuj zrobić coś dla siebie, coś szalonego, zarób trochę pieniędzy i pojedź choćby gdzieś na tydzień, albo na zimę do Indii. Za te 860 zł można spokojnie przezimować w niektórych krajach na dobrym poziomie i ciesząc się z życia.
    • heksa_2 Re: Jak żyć?... 02.08.11, 13:46
      Weź się kobieto w garść i nie marudź. Jestem w tej samej sytuacji, tylko szczęśliwie jestem od Ciebie młodsza. O rokwink Nie mam zagwarantowanej żadnej emerytury. Mam wolny zawód, jestem twórcą i nie mam kompletnie nic pewnego w zanadrzu. I nie wiem dlaczego, ale podjęcie decyzji o rozwodzie dodało mi skrzydeł. Odcięcie sie od męża seksoholika jest jak wyzwolenie. Po raz pierwszy myślę tylko o sobie i robię to, co dla MNIE jest dobre. Dzieci są dorosłe i samodzielne. Rozstanie z mężem potraktowałam jak odcięcie gangreny. Nie roztkliwiaj się nad sobą. Działaj pragmatycznie i logicznie. Wiem, że poczucie własnej wartości jest zrujnowane, a urażona duma podpowiada rózne scenariusze. Przede wszystkim zadbaj o dowody winy męża. Działaj spokojnie i celowo. Postaraj się o rozwód z wyłącznej winy męża. Alimenty pomoga ci poprawić sytuacje finansową. Jesteś typową osobą współuzależnioną i musisz sie z tego wyleczyć. Reszta sama się ułoży, zobaczysz. Głowa do góry!
      • 1.smutna Re: Jak żyć?... 02.08.11, 14:11
        Słuchaj,dowody to ja mam niepodważalne-maile,zdjęcia itp.Ale pani adwokat powiedziała,że nie warto walczyć-kupę kasy zostanie w sądzie,a wygrana wcale nie jest taka pewna.Sytuację dodatkowo komplikuje fakt,że od kilku lat mielismy separację(tylko na papierze)-podałam go dlatego,żeby nie płacić za niego długów,jak pił.A on to teraz wykorzystał...Więc poszłam na "ugodę"-i dostanę "w tyłek".On-myślę-wie,że ja jestem zupełnie złamana psychicznie i z tego korzysta.A ja-idiotka-nie umiem i nie chcę nic nic robić w tym kierunku,żeby wygrać.Matko,przecież tu nie ma wygranych!To jest klęska dla wszystkich-czy ja się mylę???
        • garibaldia Re: Jak żyć?... 02.08.11, 14:18
          Uwolnienie się od alkoholika nie uważam za klęskę. On zawsze może wrocić do aktywnego picia, jesteś pewna że byś to uniosła znowu za 10 za 20 lat?
          Przed tobą możliwe lepsze życie. Jeśli w to uwierzysz. Jednak jeśli będziesz się z całej siły trzymać wizji że to klęska - to nikt ci nie przegada ze jest inaczej a sama zostaniesz w poczuciu nieszczęścia. Myślę, że teraz masz włączony syndrom współuzależnienia- .. tracisz osobą uzaleznioną i nie wiesz jak żyć bo ty jestes uzalezniona od zajmowania się nim. Cel życia runął. Stąd depresja i stąd masochistyczne ruchy w kierunku położenia sprawy sądaowej..
        • heksa_2 Re: Jak żyć?... 02.08.11, 17:27
          Dziewczyno, to klasyczne współuzależnienie. Weź się za siebie i nie roztkliwiaj się. Wszystkie atuty są w twoich rękach. Pokaż facetowi, ile jesteś warta. Złość to bardzo dobry motywator. Wstań z kolan. Postaw się do pionu. Zastanów się, co tak naprawdę straciłaś? Bo wydaje mi się, że kulę u nogi. Poczytaj sobie chocby wątek tesknoty, a zobaczysz, jaką masz komfortową sytuację. Powodzenia.
      • armia55 Re: Jak żyć?... 02.08.11, 19:28
        > I nie wiem dlaczego, ale podjęcie decyzji o rozwodzie dodało mi skrzydeł.
        Ja po wyjściu z rozprawy rozwodowej czułam ogromną lekkość , jakby mi ktoś zdjął pare kilo z pleców. smile
    • mau3 Re: Jak żyć?... 02.08.11, 14:08
      Byłam w podobnej sytuacji i też w necie szukała rady.Przez przypadek wpadłam na Byłeżony.pl Dostałam mnóstwo wsparcia, zobaczyłam też ,że nie jestem sama. Mnóstwo teraz kobiet jest w takiej sytuacji jak Ty. I myślę że dasz radę, skoro przez dłuższy czas sama utrzymywałaś rodzinę.smile
      • garibaldia Re: Jak żyć?... 02.08.11, 14:11
        Przestan spamować, znowu tu wróciłaś trollico?
        • 1.smutna Re: Jak żyć?... 02.08.11, 14:42
          Jesteś cholernie miła-dzięki!!!
          • garibaldia Re: Jak żyć?... 02.08.11, 14:50
            Smutna, jeśli przestaniesz tak strasznie nadwrażliwie koncentrowac się tylko na sobie, to może zauważysz że Mau3 to troll który reklamuje od dawna jakąś stronę internetową wplatając odnośnik do niej do każdej wypowiedzi.
            • altz Re: Jak żyć?... 02.08.11, 15:20
              garibaldia napisała:

              > Smutna, jeśli przestaniesz tak strasznie nadwrażliwie koncentrowac się tylko na
              > sobie...

              Smutna,
              faktycznie to jest reakcja dużo mówiąca o stanie psychicznym, a przecież realnie patrząc nie jest źle. Dzieci są duże, sama jesteś w stanie się utrzymać. To nie Ty masz problem, ale mąż, myślę, że gorzej na tym wszystkim wyjdzie.
              Trochę się pomęczysz, zaczniesz szukać kogoś, jak już przestaniesz szukać kogoś do pary, to się ktoś znajdzie, z kim można konie kraść. Tak to bywa. A mąż niech sobie żyje własnym życiem.
              Trochę zazdroszczę Ci tego, że masz już dorosłe dzieci. Ja zupełnie nie liczę na żadną emeryturę, bo nie będzie na to czasu. Dzieci pójdą w świat, a ja do trumny wink Jakoś inaczej będę musiał sobie to wszystko zorganizować, żebym też miał z tego życia przyjemność.
              A Ty jeszcze możesz zaszaleć, nic Cię nie trzyma, jesteś wolna. Jak będziesz chciała, to się przeniesiesz dokądkolwiek za pracą, byle Ci się podobało.
        • 1.smutna Re: Jak żyć?... 02.08.11, 20:43
          Ja nie jestem typem "walecznym i przebojowym".Po czyms takim uciekam,chowam się w kąt.Nie wiem,czy tu wrócę,czy odważę się jeszcze tu zajrzeć.Ale dzięki wszystkim,którzy dodali mi otuchy-fajnie jest wiedzieć,że człowiek nie jest sam,że są ludzie,którzy przeżywają podobne relacje,że...no,ogólnie ktoś-chociaż gdzieś tam,w czasoprzestrzeni-ma podobne problemy i-WAŻNE-sobie radzi!Bo to wszystko jest do pokonania,prawda?Dzięki Wam wszystkim.Boże,mam nadzieję,że sobie poradzę...
          • heksa_2 Re: Jak żyć?... 02.08.11, 21:09
            Być może to, że musisz się zmobilizować sprawi, że się zmienisz? Ja jestem zdecydowanie dypem defensywnym, ale musiałam wyciagnąć głowę z piasku i stanąć oko w oko z problemem. I to uwolniło moją siłę i energię. Życzę Ci tego samego. A forum pomaga naprawdę. Masz tu zaglądać. To doda Ci siły i odwagi.
          • rybak Re: Jak żyć?... 03.08.11, 10:25
            Smutna, pomyśl tylko: masz przed sobą statystycznie ponad ćwierć wieku czynnego życia.
            To kawał czasu, kiedyś średnia wieku w europie była właśnie taka, a w niektórych krajach taka jest i dziś.

            Popatrz na aktywa:
            - dzieci odchowane
            - marny mąż z łowy
            - jesteś panią samej siebie
            - możesz wreszcie popatrzeć na swoje plusy (a nie wpadać w wieczne niedowartościowanie za sprawą toksycznego męża.

            I pewnie masz ich więcej, tylko dziś sama nie umiesz ich dostrzec, bos pokaleczona i masz zdartą "emocjonalną skórę".

            A Twoje życiowe minusy?
            Większość z nich - tych prawdziwych - miałaś i PRZED pognaniem męża.
            Więcej Ci powiem - w ogóle miałaś ich WIĘCEJ przed tym wystawieniem mu walizek.

            Pomyśl tylko - tyle lat orałaś za dwoje plus na dzieci. Dziś masz to z głowy - możesz wreszcie pomyśleć WYŁĄCZNIE o sobie.

            Więc to zrób.
            Ćwierćwiecze (albo i sporo więcej) - przed Tobą. Wykorzystaj je dobrze.
            A ani się spostrzeżesz, jak będziesz miała wszystko to, na czym Ci zawsze zależało, tylko sama nie miałaś dotychczas odwagi, by to życzenie wypowiedzieć głośno.

            Powodzenia
    • armia55 Re: Jak żyć?... 02.08.11, 19:17
      Rozumiem co przezywasz, dobra wiadomosć na przyszłość .....z czasem będzie lepiej.
      Ja mam 44 lata, od ponad 4 lat jestem po rozstaniu. Jesteś troszkę starsza, ale nie w tym rzecz.
      Chodzi o to, przynajmniej ze mną tak było ze trzeba te uczucia przezyć , uwolnić.
      Pozwalałam sobie na taki luz jak byłam sama. Syn miał wtedy 14 lat i to był bardzo trudny czas również dla niego, przy nim się mobilizowałam.
      Nie wiem skad ja miałam wtedy tyle siły i rozumu smile ale nie robiłam nic na siłe, jak chciałam leżeć i gapić sie w sufit pół dnia to tak leżałam.
      Znajdz cos dla siebie co bedzie ci sprawiało przyjemność.
      Z czasem przejdzie ten ból.
      • libra22 Re: Jak żyć?... 03.08.11, 00:58
        Może psycholog jest kiepski, skoro Ci nie pomaga. Albo nie dajesz sobie pomoc, bo lepiej Ci z rola ofiary. Podobna role mialas z mezem pijakiem. Poszukaj jednoczesnie terapii dla osob wspoluzaleznionych od alkoholu.
        Klasycznie najglebsza rozpacz trwa ok. pol roku. Potem przez nastepne 1,5 staje sie na nogi i zamyka ten rozdzial. A po 6 podobno wg badan kobiety staja sie bardzo szczesliwe. I nie sluchaj, ze na pewno kogos fajnego poznasz = moze tak, moze nie. Ja i bez tego jestem szczesliwa ( choc oczywiscie fajniej by bylo kogos miec)
    • paaprota Re: Jak żyć?... 06.08.11, 18:49
      Witam
      Jestem w tym samym wieku, kilka lat po rozwodzie, też z powodu kochanki.
      Czytam i się zastanawiam czy te wszystkie porady na pewno piszą osoby samotne? Tyle tutaj głupiego huraaaa-optymizmu. I skąd się on wziął?
      Czy któraś was wie, co to znaczy powrót do pustego domu, szykowanie obiadu tylko dla siebie, długie samotne wieczory przed telewizorem i puste weekendy gdy nie ma do kogo gęby otworzyć? Spotkanie raz w tygodniu z równie samotną koleżanką, czekanie na dzieci i telefon, że przepraszają, ale dziś nie przyjdą? Psa nie ma bo przy takim trybie życia wciąż by był sam, kota nie ma bo alergia, rybki zdechły. Spacer w samotności, gdy ciągle napotykasz jakąś parkę trzymającą się za rączki. Wyć się chce.
      Tak wygląda samotne życie kobiety w pewnym wieku.
      A wy tu opowiadacie bajki że niby to wielkie szczęście żyć samotnie.
      • adaria38 Re: Jak żyć?... 07.08.11, 11:55
        Jeśli nie masz partnera to pozostaje ci szczęśliwe życie w pojedynkę. Albo nieszczęśliwe-jeśli będziesz wolała żyć nieszczęśliwie.
        Oczywiście ,że przyjemniej żyć w parze, bo przynajmniej wracając z pracy jest się z kim pokłócić.
        Ale co się rzuca w oczy, ludzie nieszczęśliwi w pojedynkę to tacy którzy wyrzekli się siebie, swojej indywidualności, kobiety nie umiejące sobie znaleźć innego miejsca, inaczej żyć poza obsługą męża, domu, dzieci... Bez wyraźnych pasji, bez większych zainteresowań, mał otowarzyskie.
        I lista rzeczy "dlaczego nie mogę być szczęśliwa": pies do towarzystwa nie, bo... , wyjazd do sanatorium nie, bo... , nauka czegoś nowego co da frajdę nie, bo.., zainicjowanie spotkania z sąsiadami nie, bo.., wyjście na dansing nie, bo... , zapisanie się do PTTK nie, bo..., itd
        Chcąc być wśród ludzi trzeba ich poszukać, bo rzadko obcy szukający towarzystwa pukają do drzwi.
        Jak ktoś się uprze by być w pojedynkę nieszczęśliwym to będzie nieszczęśliwy, czekający na "godota". Na dzieci które nie mają czasu mu życia wypełniać, na sąsiadkę która się nie domyśla że mogłaby odwiedzić, na znajomych którzy może kiedyś zadzwonią i zorganizują sobą mój czas.... A czemu nie wziąć życia w swoje ręce i zrobić coś nietypowego?
        Trudno żyć szczęśliwie jeśli tkwi się w otoczeniu w którym jest mi źle ; ale nie ma się chęci i inicjatywy zmiany tego.
        Jest taka mantra-modlitwa, bardzo życiowa, którą warto w życiu przemyśleć i zastosować :
        Panie, daj mi odwagą bym zmienił to co mogę zmienić,
        wewnętrzne opanowanie bym pogodził się z tym czego zmienić nie mogę
        i mądrość w odróżnianiu jednego od drugiego.

      • justy-nka58 Re: Jak żyć?... 07.08.11, 13:10
        Aż przykro czytać,że w takim wieku piszesz tak dziecinnie.
        • justy-nka58 Re: Jak żyć?... 07.08.11, 13:11
          To było oczywiście do paaproty.
      • kasper254 Re: Jak żyć?... 07.08.11, 17:19
        Paaprota-niektórzy, jak im się dom pali, to się cieszą, że chociaż mogą się ogrzać za darmo.
    • harcerzyk12 Droga Kobieto 07.08.11, 17:25
      Czym tu się przejmować skoro już się stało i raczej nie odstanie? Zajmij się najpierw sobą jeśli nie masz z kim porozmawiać polecam psychologa jest w każdym mieście nawet państwowo.
      Później przede wszystkim odpocznij i rób tylko to na co masz ochotę odreaguj stres.

      A jeśli już poczujesz się na siłach i nabierzesz dystansu do sprawy to poprostu wyjdź do ludzi i uwierz mi że jest szansa że spotkasz kogoś kto jeszcze pokaże że życie jest piękne.

      p.s. jeśli czujesz taką potrzebę spal zdjęcia męża a może jego jakąś ulubioną koszulę może chodź przez chwilę będzie ci lepiej

      ściskam mocno i trzymam kciuki
    • paaprota Re: Jak żyć?... 07.08.11, 21:48
      Dzięki, dostałam odpowiedzi, Same banały. "Spali koszulę męża" ? A niby co to pomoże i po co to robić? Koszul już nie ma a mąż dawno pochowany na dnie pamięci.
      Może są tutaj kobiety które wiedzą o czym ja piszę, które przeszły przez okres smutku i samotności, gdy po powrocie z pracy bierzesz tabletkę i idziesz spać, aby jak najszybciej był nowy dzień. Jak sobie radzicie, jak wygląda Twój dzień, gdy wraca się z pracy o godzinie 16, szukam inspiracji, nie frazesów w stylu "weź się za siebie". "Wyjdź do ludzi" - kolejny frazes, mam sobie zrobić napis na czole czy powiesić tabliczkę na szyję?
      Chyba autorka tematu wie o czym ja mówię.
      A poza tym to fajnie się Was czyta, zwłaszcza tych, którzy ani dnia nie byli sami.


      • 1.smutna Re: Jak żyć?... 11.08.11, 09:58
        Paaproto,dokładnie wiem,o czym piszesz...Wyjechałam juz do pracy-i to mnie jeszcze trzyma.Wiem,że muszę,po prostu potrzebuję kasy-po tylu latach pracy zostałam "na lodzie".Praca jednak-to również jakieś zajęcie,nie ma zbyt dużo czasu na myślenie.Wiesz,myślę że ci wszyscy,tutaj,chcą dobrze.I dla nas to czasem rzeczywiście frazesy,ale ci,którzy piszą "trzymaj się,będzie dobrze,potrzeba czasu"-są już trochę "dalej".I może rzeczywiście kiedyś będzie lepiej.Wierzę,chcę wierzyć w powiedzenie,że "czas to najlepszy lekarz".Emocje opadną,powoli faktycznie zajmiemy się czymś innym...A pusty dom?-Jezu,ja myslałam początkowo,że oszaleję!Próbowałam sobie wmówić,że nareszcie będę miała dużo miejsca dla siebie i...za każdym razem po otwarciu szafy-wyłam,nie płakałam...I wiem,że za 3 tygodnie wrócę i będzie podobnie.Przysięgam sobie,że będzie inaczej,ale to niewiele pomaga...A jeszcze gorsze jest to,że ja go nawet znienawidzieć nie potrafię,mimo usilnych starań-bo to pewno pomogłoby.Biorę leki antydepresyjne,już podwojoną przez lekarza ilość-i jakoś funkcjonuję.Próbuję się spotykać ze znajomymi-ale to się robi trochę żenujące.Samotne koleżanki narzekają(więc to dołuje jeszcze bardziej),a mężatki...czują się zagrożone (!).Tak,dokładnie-i to się czuje wink).A ja na razie nie mogę patrzeć na facetów!
        Pozdrawiam serdecznie
        • heksa_2 Re: Jak żyć?... 11.08.11, 10:04
          Z własnego doświadczenia wiem, że najlepszy jest kontakt z rozwódkami. Serio.
          • justy-nka58 Re: Jak żyć?... 11.08.11, 12:56
            A ja z własnego doświadczenia wiem,że ,muszę myśleć o dziś i jutro i to pozytywnie jakkolwiek by było,wracając do "wczoraj" to faktycznie jest horrorem.
            • noname2002 Re: Jak żyć?... 12.08.11, 08:43
              A mnie po przeczytaniu wątku nasuwa się pytanie:czy będąc z mężem alkoholikiem nie odczuwa się samotności?
              • 1.smutna Re: Jak żyć?... 15.08.11, 20:37
                Do nonametongue_outewnie tak,tylko ten mój "były" od 5 lat nie pije.I już myślałam,że najgorsze mamy za sobą,że teraz może być tylko lepiej.Jaka byłam naiwna i głupia!-Najgorsze dopiero nadeszło.Niespodziewanie,może dlatego był to taki szok..."przestał pić i zmieniły mu się priorytety"-jak powiedziała mi mądra pani psycholog...
                • 1.smutna Re: Jak żyć?... 15.08.11, 20:40
                  Noname-sorry,ten jęzor("buźka") wyszedł mi niechcący.Miał być dwukropek i duże P smile))
                • heksa_2 Re: Jak żyć?... 16.08.11, 00:17
                  Byłas dla niego częścią tamtego zycia... A teraz ma nowe.
    • puzzle33 Re: Jak żyć?... 12.08.11, 12:04
      1.smutna napisała:

      > Jak żyć
      > dalej ze świadomością,że jestem stara i nikomu niepotrzebna(bo tak się czuję)?
      > Jak szmata,zużyta i kopnięta w kąt-bo wygodniej jest kupić nową,świeżą...Jak ży
      > ć?..............
      Zastanów się, czy Twoje wyobrażenia o sobie i swojej sytuacji są racjonalne. Według mni fakt, że odrzucil Cię jakiś facet, nie ma nic wspólnego z Twoją wartością. Czyżby zasadzała się ona na akceptacji owego pana?smile
      Jeśli masz ochotę, odezwij się na priv. Jestem w podobnej sytuacji, tylko ciut starsza. Moje samotnicze doświadczenie sięga 5ciu lat.
      • 1.smutna Re: Jak żyć?... 15.08.11, 20:30
        Puzzle33,chętnie pogadam na privie-tylko..jak się to robi?? O matko,aż mi głupio,ale tu mam tak mało czasu i chęci,ze "wpadam" tylko na chwilę...I zwyczajnie nie wiem,jak na ten twój priv wejść wink .Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka