Dodaj do ulubionych

wysokość alimentów

27.09.11, 06:04
no cóż miał być spokojny rozwód z wcześniejszymi ustaleniami, ale na ustaleniach ustnych meża się skończyło. Gdy przeszedł czas konkretów i realizacji ustaleń po prostu się wycofał. Mam do Was konkretne pytanie jak wyliczyć realnie wysokość alimentów, co brać pod uwagę przy wyliczaniu. Wiem że nie raz mecenasi przeginają (zna tą branżę), dlatego nie mam zamiaru łudzić sie z dostanę 5 tys na dwójkę dzieci, a później okaże się, że mam 1,5tys. Mam o tyle cieżką sytuację, że mamy rozdzielność majątkową, wszystko jest na niego , a ja na dodatek pracuję u niego na zasadzie współpracującej i nie dostaję pensji. PIT mojego męża za 2010 r w rubryce dochód wyniósł 270 tys. zł, tylko ma on mnóstwo kredytów część na firmę część na os. fizyczną i nie wiem czy to też jest uwzględniane... W każdym bądź razie chłopcy chodzą na zajęcia dodatkowe tylko nie mam na to rachunków, bo który nauczyciel takowe mi da. Nie chcę od niego nie wiadomo czego tylko takich alimentów by dzieciaki mogły nadal pozwolić sobie na życie na tym samym poziomie, on proponuje alimenty w wysokości 500zł na dziecko...
Obserwuj wątek
    • bozka45 Re: wysokość alimentów 27.09.11, 06:36
      Przydałaby się solidna wymiana doświadczeń w procedurze i ważnych aspektach ustalania przed sadem wysokości alimentów. Zainteresowanych bedzie multum. Bo i pierwotne okreslenie i podnoszenie alimentów.
      Jestem zainteresowana. Na 15-latkę otrzymuję 550 zł, na zarabiajaca studentke na płatnych studiach - zero. Tatuś jej rzuci, ile i kiedy chce. Ona nie ma odwagi wystąpic do ojca o alimenty.
      Problemem jest ustalenie wysokości jego dochodów, bo pracuje za granicą i wiem, że w firmie od zawsze była podwójna ksiegowosc. co innego na reke, co innego - na papierze. Ostatnio kupił lepsze auto, to moze swiadczyć o wysokości jego sytuacji finansowej.
      Przybieram sie do tego jak pies do jeża...
    • mayenna Re: wysokość alimentów 27.09.11, 09:18
      Było tu już kilka wątków o alimentach. Poszukajcie w wyszukiwarcesmile
      W przypadku pracy zagranicą i ukrywania części dochodu: wystąpiłabym o podwyżkę alimentów jako pełnomocnik córki; znalazłabym w Internecie ile może zarabiać w danym kraju osoba o takim zawodzie jak zobowiązany do alimentów, albo na takim stanowisku i na tej podstawie dowodziłabym, ze go stać na podwyżkę.

      W kwestii alimentów i ich wysokości to rachunki sa dowodem na rzeczywiste wydatki na dziecko ale niekoniecznym. Musisz po prostu spisać ile i na co wydajesz, dołączyć te rachunki, które możesz i czekać co sąd postanowi.
      Moim zdaniem w sądzie warto wspomnieć, że eksmąż zgodził się na proponowana kwotę. To on ma wykazać, ze proponowana przez ciebie kwota jest dla niego za wysoka. Przy dochodach rzędu kilkunastu tysięcy miesięcznie jego propozycja 500 zł alimentów na dziecko może wywołać śmiech i zezłościć sad. Postaraj się, żeby on to powiedziałsmile
      • ronald.tusk Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 27.09.11, 09:29
        Robicie listę zakupów (spożywka, ubrania, opłaty itp.) w zależności od potrzeb dziecka, dajecie ex-owi a on wszystko to dostarcza pod Wasze drzwi. Ciekaw jestem opinii. Proszę tylko nie pisać, że nie chcecie go oglądać bo "deliverkę" można załatwić bez widzenia wink
        • on.a29 Re: Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 27.09.11, 09:51
          5 % się zgodzi na coś takiego smile już widzę jak rezygnują z ŁATWEJ gotówki.....szkoda tylko że w wielu przypadkach całość w rzeczywistości nie idzie TYLKO na dziecko...Ojcowie nie mają żadnej kontroli jak pieniądze przez nich zapracowane...często siedzące w domu mamy roztrwaniają na siebie smile a nie tak jak to powinno być na DZIECKO lub DZIECI
          • ronald.tusk Ja myślę, że nawet te 5% się nie zgodzi... 27.09.11, 09:59
            Ja też chciałbym mieć pewność przez 20 lat, że jak mnie z roboty wyleją, to zawsze są alimenty wink I to wszystko pod płaszczykiem dobra dzieci wink Hipokryzja na tym świecie nie ma granic (w obie strony).
            • mayenna Re: Ja myślę, że nawet te 5% się nie zgodzi... 27.09.11, 10:17
              A utrzymałbyś siebie i dzieci tylko z tej kwoty?
              Ja ci mogę napisać w jaki sposób mój eksmąz nie płaci mi ani złotówki alimentów i nic go złego za to nie spotyka. Zrezygnuj z pracy i przejdź na utrzymanie mamy. Zawsze możesz powiedzieć, że nie możesz pracować bo jest bezrobocie i musisz opiekować się matka - staruszką. Widuj dzieci raz w miesiącu i kupuj im lizaki, lody. Tyle wystarczy, żeby nic ci nie mozna było zrobić.I nie będziesz musiał utrzymywać przez 20 lat pazernej baby.
              • ronald.tusk Moja ex twierdzi, że na usprawiedliwione potrzeby 27.09.11, 10:23
                dziecka potrzebuje 3000 złotych miesięcznie. Odpowiadam na pytanie. Tak. Spokojnie bym się utrzymał. Dziękuję za uwagę.
                • altz Re: Moja ex twierdzi, że na usprawiedliwione potr 27.09.11, 11:05
                  ronald.tusk napisał:

                  > dziecka potrzebuje 3000 złotych miesięcznie. Odpowiadam na pytanie. Tak. Spokoj
                  > nie bym się utrzymał. Dziękuję za uwagę.
                  Też bym się spokojnie utrzymał.
                  Co do mężów, którzy niby nie płacą, to oni czasami płacą, bo wzięli kredyt z Funduszu Alimentacyjnego, państwo za nich wzięło. Jeśli coś dostaną w spadku, to zostanie im odebrane na pokrycie tego kredytu, zawsze będzie to ich obciążać, aż do całkowitej spłaty.
                • mayenna Re: Moja ex twierdzi, że na usprawiedliwione potr 27.09.11, 11:14
                  Nie wiem o jakie miasto chodzi. U siebie też bym się utrzymała, ale już w takiej Warszawie to raczej trudno by było. Sam policz: połowa tej kwoty to mieszkanie - kawalerka, do tego opłaty, jedzenie, ubranie. Minimum socjalne to ok 500 zł na osobę w rodzinie, do tego przedszkole, wydatki na wycieczki, przyjemności, książki, leki, dentysta.Nie widzę możliwości zakupu z tych pieniędzy willi, samochodu, wydatków na kosmetyczkę czy wczasy w Tunezji.
                  Proponuję iść do sądu, a nie tu na forum ciśnienie podnosić innym, niewinnym tej sytuacji, kobietom.
                  • ronald.tusk Re: Moja ex twierdzi, że na usprawiedliwione potr 27.09.11, 11:23
                    mayenna napisała:

                    > Sam policz: połowa tej kwoty to mieszkanie - kawalerka, do tego opłaty,

                    Rozumiem, że właścicielka dziecka z nim nie mieszka tylko dochodzi? wink
                    • mayenna Re: Moja ex twierdzi, że na usprawiedliwione potr 27.09.11, 12:25
                      Właścicielka mieszka w wynajętym mieszkaniu wraz z dzieckiem. Koszt mieszkania tez jest ważny. Nie da sie mieszkać i nie ponosic kosztów. Ale rozumiem, ze ty tylko o swojej sytuacji jesteś w stanie myśleć, chociaż pod swoją byłą żonę podciągasz wszystkie kobiety, które dostaja alimenty.
                      • ronald.tusk Absolutnie! Mój skrzywiony ;-) 27.09.11, 12:33
                        > Ale rozumiem, ze ty
                        > tylko o swojej sytuacji jesteś w stanie myśleć, chociaż pod swoją byłą żonę pod
                        > ciągasz wszystkie kobiety, które dostaja alimenty.

                        ...obraz świata powstał na bazie własnych doświadczeń, obserwacji związku brata oraz znajomego.
                        • malgolkab Re: Absolutnie! Mój skrzywiony ;-) 27.09.11, 12:37
                          ronald.tusk napisał:


                          >
                          > ...obraz świata powstał na bazie własnych doświadczeń, obserwacji związku brata
                          > oraz znajomego.
                          to po co wybieracie takie babska?? wink
                        • on.a29 Re: Absolutnie! Mój skrzywiony ;-) 27.09.11, 12:37
                          Związek brata to moje doświadczenie smilesmile ja na Ciebie nie paszcze jak inne smile
                          • malgolkab Re: Absolutnie! Mój skrzywiony ;-) 27.09.11, 12:49
                            on.a29 napisała:

                            > Związek brata to moje doświadczenie smilesmile ja na Ciebie nie paszcze jak inne smile
                            nie ma to jak ze swoim facetem popisać sobie na forum wink
                            • on.a29 Re: Absolutnie! Mój skrzywiony ;-) 27.09.11, 12:53
                              Nie Mój on....to że na niego nie naskakuje, nie znaczy że się z nim zgadzam - pokrecony troche jak dla mnie i za bardzo agresywny, zdecydowanie za bardzo agresywny....ale, że to nie ja go wkurzam nie znaczy że jesteśmy razem - powierzchowne założenie....poprzedni komentarz był w formie żartu smile smile
                              • ronald.tusk Facet powinien być agresywny ;-) 27.09.11, 12:57
                                A może się mylę? Łagodny jak baranek powinien być TYLKO dla swojej kobiety i dzieci. UWAGA! Kolejność jest bardzo ważna (dla kobiet) wink
                                Pozdrawiam serdecznie.
                                • on.a29 Re: Facet powinien być agresywny ;-) 27.09.11, 13:01
                                  Agresywny może i tak...ale nie atakujący zawzięcie - byle do celusmile
                                  Twoje komentarze są czasem na granicy absurdu - dobrze o tym wiesz smile
                                  • ronald.tusk Oczywiście, że wiem, ale czy nasz kodeks 27.09.11, 13:02
                                    rodzinno-opiekuńczy i sądownictwo a także cała nasza rzeczywistość nie jest na granicy absurdu?
                                    • on.a29 Re: Oczywiście, że wiem, ale czy nasz kodeks 27.09.11, 13:03
                                      Jest, i zarówno mamusie walczące o alimenty jak i tatusiowie od nich się uchylający to wykorzystują smile
                            • on.a29 Re: Absolutnie! Mój skrzywiony ;-) 27.09.11, 13:00
                              To tak jak z farbowaniem włosów....jedna taka w żartach już pisała o tym że nexia farbnęła się na taki kolor jak onasmile nie mogę mieć brata jak w/w ronald.tusk?
                              Malgolkab - troszkę dystansu smile na tym forum jesteś jedną z rozsądniej myślących - takie moje wrażenie i nie przymilam się Tobie....
                              w wielu rzeczach się z Tobą zgadzam, co nie znaczy, że doświadczenia kazdy ma inne...to też poglądy na dany temat też smile
                        • mayenna Re: Absolutnie! Mój skrzywiony ;-) 27.09.11, 12:59
                          Ronald, a po co w takim razie jesteś na forum? Czytasz inne watki poza tymi w których obrażasz kobiety?
                          Masz tu przekrój najróżniejszych historii.

                          Tak z ciekawości zapytam: jaka była ta kobieta, która pokochałeś i z która masz dzieci, przed rozwodem? Przyczyna rozpadu waszego małżeństwa nie była przypadkiem twoja zdrada? Jej reakcja i postawa mi to sugeruje.
                          • ronald.tusk No właśnie NIE. To ja miałem rogi... 27.09.11, 13:03
                            Pewnie teraz sobie z łatwością wytłumaczysz moją frustrację wink
                            • mayenna Re: No właśnie NIE. To ja miałem rogi... 27.09.11, 13:31
                              ronald.tusk napisał:

                              > Pewnie teraz sobie z łatwością wytłumaczysz moją frustrację wink
                              Ronald, ja po prostu usiłuję zrozumieć.
                              Nie mam takich doświadczeń jak ty. Nie znam takich kobiet, o jakich piszesz. Zapytam za Malgolką: skąd wy takie żony bierzecie?


                              • ronald.tusk A myślisz, że ona zawsze taka była? 27.09.11, 13:41
                                Już to gdzieś pisałem, ale w życiu "każdego" (uwaga cudzysłów) związku jest kilka check point-ów:
                                1)Motyle w brzuchu. Jest pięknie. Laska zostanie grotołazem, spadochroniarzem, pełnia zrozumienia i akceptacji dla swojego mężczyzny, byle tylko facet stracił głowę
                                2)Zaczynają się rozmowy o tzw. stabilizacji co oznacza mniej więcej tyle: koniec ze spadochroniarstwem teraz masz głównie dostarczać zasoby bo w planie mam dzidziusia. Z tym da się jeszcze żyć, bo bywają lepsze i gorsze dni, więc facet w imię spokoju i udanego seksu wieczorem przyzna się nawet do tego, że jest pawianem. Nie mówię, że nie ma tu naszej winy (idziemy po najniższej linii oporu).
                                3)Ślub. Innymi słowy umowa cywilno prawna oddająca własność nad facetem w ręce kobiety. W praktyce oznacza to kompletne zniewolenie dla faceta. Uzyskać rozwód z orzekaniem o winie i alimenty na siebie nie jest przecież wcale tak trudno. Powoli zaczynają się schody. Humory, przepychanki, ja jestem najważniejsza, po co ciągle łazisz tu i tam itp.
                                4)Dziecko. Facet zostaje zepchnięty do roli dostarczyciela zasobów nie mniej jednak ma jeszcze wpływ na cokolwiek w domu. Generalnie zajmuje już przedostatnie miejsce w łańcuchu pokarmowym wyraźnie za teściową ale także przed psem. Zaczyna się wieczny ból głowy, otyłość, brak ruchu i wieczne narzekanie, bo mąż Jolki to jest taki zaradny. Nie ważne, że Jolka dostaje w łeb co wieczór a gość zarabia 1/4 tego co ty. Ale za to jaki piękny bukiet kwiatów jej kupił po ostatniej awanturze. Nie to co ty, tylko róże i róże. Zero w tobie oryginalności.
                                5)Rozwód. Facet staje się tylko i wyłącznie bankomatem oraz źródłem niszczenia psychicznego przez ex żonę a także leczenia własnych kompleksów na zasadzie pokazywania mu gdzie się tylko da, że nie ma nic do powiedzenia, eksia ma setki adoratorów o on ma tylku bulić i od czasu do czasu MOŻE się spotkać z dzieckiem.

                                Ufff...ale się napsiałem wink
                                • mayenna Re: A myślisz, że ona zawsze taka była? 27.09.11, 14:18
                                  Uśmiałam się.
                                  Jeszcze jedno pytanie: a gdzie tu jest ten agresywny samiec?smile Bo z tego opisu to ameba jakaś bezwolna i podporządkowująca się jak tylko widmo braku seksu na horyzoncie zaświta.

                                  Zdolność prawna do podpisania umowy miałeś wiec konsekwencje powinieneś rozważyć przed jej podpisaniem. Nie wierzę, że przed ślubem nie było oznak z kim się wiążesz. No to , jak my wszyscy, pijesz teraz to piwo, którego nawarzyłeśsmile
                          • ronald.tusk Jeszcze jedno mi się podoba, ale to normalne... 27.09.11, 13:05
                            nazywanie pewnych rzeczy po imieniu nazywa się OBRAŻANIEM KOBIET wink
                            Jeszcze raz pozdrawiam serdecznie wszystkie NORMALNE (w miarę) kobiety...
                            • malgolkab Re: Jeszcze jedno mi się podoba, ale to normalne. 27.09.11, 13:21
                              ronald.tusk napisał:

                              > nazywanie pewnych rzeczy po imieniu nazywa się OBRAŻANIEM KOBIET wink
                              ja tam sie obrażona nie czujęwink generalnie trudno mnie obrazić, sama mówię to co myślę. natomiast denerwuje mnie uogólnianie... choć nie twierdzę, że w wielu sprawach nie masz racji.

                            • mayenna Re: Jeszcze jedno mi się podoba, ale to normalne. 27.09.11, 13:34
                              Mnie okropnie boli określenie 'właścicielka dzieci'.Ale nie z powodu właścicielki, tylko dlatego, ze dziecko nie jest przedmiotem, a to określenie uprzedmiotawia je.
                              • on.a29 Re: Jeszcze jedno mi się podoba, ale to normalne. 27.09.11, 13:39
                                Nie bierz do siebie tego co napisze....bo nie taki mój cel i zamierzenie....Ale są takie matki, które dzieci w ten sposób traktują. I to jest żałosne i smutne zarazem.

                                W sądach dzieci to tylko karta przetargowa! Zawsze ... no może prawie zawsze.
                              • ronald.tusk Moja była będąc jeszcze w związku ciągle mi 27.09.11, 13:46
                                powtarzała (przy okazji sporów), że ona MI urodziła dzieci i w związku z tym każda różnica zdań powinna być rozstrzygnięta zgodnie z jej punktem widzenia. To był absolutny aksjomat i argument obalający wszystko inna. Rozumiesz to co chciałem przekazać? Ona nie urodziła dzieci NAM, SOBIE tylko MI. Po rozwodzie okazało się, że jednak dzieci urodziła sobie. Mnie to już nawet nie drażni, bo przyzwyczaiłem się do tego, że nikt inny jak kobiety potrafi dostosowywać punkt widzenia o aktualnych potrzeb.
                                • altz Re: Moja była będąc jeszcze w związku ciągle mi 27.09.11, 14:33
                                  ronald.tusk napisał:

                                  > Ona nie urodziła dzieci NAM, SOBIE tylko MI. Po rozwodzie okaza
                                  > ło się, że jednak dzieci urodziła sobie.

                                  Widzę, że niczego nie rozumiesz, ona urodziła Tobie ma Twoją prośbę, w związku z tym, że chciałeś, więc masz obowiązek utrzymywać dziecko i ją również.
                                  Dlaczego matkę? Widziałem taki program o rybach głębinowych. Rzadko się spotykają, więc gdy już się spotkają, samiec kopuluje z samicą i się z nią zrasta.
                                  U Ciebie jest podobny przypadek (oprócz tego kopulowania), matka z dzieckiem są zrośnięci i tak już musi być. Chcesz podjąć decyzję na temat dziecka? A przyrośnięta matka?! I już jesteś ugotowany.
                                  Nie licz, że się rozłączą, co to, to nie. Matka będzie miała dziecko na co dzień, a jak już dziecko będzie dorosłe, to nadal będą mieszkać razem. Znam wiele takich przypadków, chłopak (pod 60 lat) nie ożenił się, bo się mamie wybranka nie spodobała, drugi chłopak (pod 50) nigdy się nie ożenił, bo mama nie chciała obcej baby, trzeci (trochę młodszy) ukrywa się ze swoją dziewczyną i drży cały na samą myśl ujawnienia, a dziewczyna nawet boi się powiedzieć o swoich planach ucieczki od matki. Znam takich osób wiele, za dużo. smile
          • altz Re: Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 27.09.11, 10:07
            > Ojcowie nie mają żadnej kontroli jak pieniądze przez nich zapracowane.
            > ..często siedzące w domu mamy roztrwaniają na siebie smile a nie tak jak to powinn
            > o być na DZIECKO lub DZIECI
            Jeśli to jest kwota do 1000 zł na osobę dziecko bez specjalnych wydatków (np. kalectwo dziecka), to nie warto nic kontrolować, bo to są normalne życiowe wydatki. Tacy panowie chyba są chorzy z tego powodu, że nie mogą kontrolować byłą partnerkę i stąd te histerie.
            Ojcowie płacący wielkie kwoty to jest wierzchołek drzewka i raczej rzadka sprawa, wtedy bym chciał mieć wgląd. A matki wydające na alkohol to jest niezmierna rzadkość.
            Ja nie sprawdzam, na co wydaje matka dzieci, ona mnie też nie kontroluje, pod tym względem mamy zaufanie do siebie. Płacę regularnie według umowy, czasami coś dołożę, gdy wiem, że jest jakiś większy wydatek, a ja jakoś przeżyję za te resztki, ona nie prosi o więcej, bo wie, że ja więcej nie mam.
          • mayenna Re: Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 27.09.11, 10:11
            Oczywiściesmile
            Bardzo łatwa gotówka. Nie wiem czy nie łatwiej w kopalni zarobić bo to i nikt ci nie wypomni, i jednak lżejsza harówka.
            Poproszę chociaż jeden przykład kobiety, która na alimentach byłego męża dorobiła się willi, samochodu, kolii z diamentów i czego tam jeszcze bez własnego wkładu.Bez swojej pracy.
            • ronald.tusk Tu nie chodzi o wille i samochód. 27.09.11, 10:25
              Tu chodzi o pewność niewielkiego (choć nie zawsze) lecz stałego dopływu pieniędzy.
              • mayenna Re: Tu nie chodzi o wille i samochód. 27.09.11, 10:52
                Tak, i tu się zgadzam, ale dzięki temu twoje dziecko przynajmniej chleb z masłem dostanie każdego dnia. To jest zabezpieczenie twoich dzieci, a nie byłej żony.
                • ronald.tusk Błąd! Dziecku chleb mogę dostarczyć sam... 27.09.11, 10:56
                  Mamusia powinna na niego zarobić.
                  • mayenna Re: Błąd! Dziecku chleb mogę dostarczyć sam... 27.09.11, 11:03
                    A tatuś to zarobić nie musi?
                    Dzieci zwykle maja dwoje rodziców. Alimenty to zabezpieczenie potrzeb dziecka od tego rodzica, który nie jest na co dzień z dzieckiem. Poczytaj to forum to może zrozumiesz, czemu w prawie tak to skonstruowano.
                    • ronald.tusk Tatuś i mamusia mają obowiązek zarobić na dzieci. 27.09.11, 11:11
                      Poza tym tatuś po rozwodzie nie ma już obowiązku utrzymywać mamusi a mamusia nie ma obowiązku pracować koszuli tatusiowi. Uprościłem temat ale może w ten sposób uda mi się pokazać o co mi chodzi.
                      • mayenna Re: Tatuś i mamusia mają obowiązek zarobić na dzi 27.09.11, 11:18
                        Owszem. Tylko sąd alimenty zasądza na dzieci, nie na mamusię.Chyba, że ty płacisz na eksżonę. Ronald, idż do sądu i tam walcz bo ta krucjata na forum nic nie daje. Nie poprawi w żadne sposób twojej sytuacji.Szkoda energii.
                        • ronald.tusk Sąd również w 97% wypadków decyduje o tym, 27.09.11, 11:22
                          że beneficjentem alimentów będą mamusie. Później ten sam sąd decyduje ile mamusia pod płaszczykiem dzieci ma skonsumować a facet, który ciężko pracuje na to wszystko musi dzwonić i prosić o możliwość kontaktu z dzieckiem. A co? Ukarać dziada - wszak zmarnował mi życie!
                      • malgolkab Re: Tatuś i mamusia mają obowiązek zarobić na dzi 27.09.11, 11:23
                        ronald.tusk napisał:

                        > Poza tym tatuś po rozwodzie nie ma już obowiązku utrzymywać mamusi a mamusia ni
                        > e ma obowiązku pracować koszuli tatusiowi. Uprościłem temat ale może w ten spos
                        > ób uda mi się pokazać o co mi chodzi.
                        też tak uważam.
                        sama byłam 2,5 roku na wychowawczym, potem wróciłam do pracy na pół etatu - była to wspólna decyzja moja i ex. Jak się rozeszliśmy ani przez chwilę nie pomyślałam, że ex ma mnie utrzymywać, po prostu musiałam znaleźć dodatkowe źródło zarobku i to takie, które umożliwi mi zawiezienie syna rano do przedszkola i odebranie go po południu. W tej chwili zarabiam prawie 4 razy więcej niż w momencie rozejścia się z exem...
                        ex ma płacić alimenty na dziecko, a nie partycypować w utrzymywaniu mnie.
                    • obrazo-burca Re: Błąd! Dziecku chleb mogę dostarczyć sam... 27.09.11, 11:21
                      Prawnie też można skonstruować opiekę naprzemienną i jakoś w Polszcze się nie daje.
                      A larum na tym forum podnoszone było wielkorotnie.
                      • ronald.tusk W Polsce się nie daje bo właścicielki dzieci muszą 27.09.11, 11:25
                        się na to zgodzić. A która zrezygnuje w takiej sytuacji z bezstresowej comiesięcznej zapomogi w postaci alimentów. Ja proponowałem swojej ex opiekę naprzemienną, ale stwierdziła, że to nie wchodzi w grę bo chcę JEJ zabrać alimenty wink. Tłumaczyłem jak mogłem, że będę płacił dalej byle tylko dziecko było połowę czasu u mnie i połowę u niej. NIE! Dlaczego? Bo NIE!
                        • malgolkab Re: W Polsce się nie daje bo właścicielki dzieci 27.09.11, 11:31
                          ronald.tusk napisał:

                          > się na to zgodzić. A która zrezygnuje w takiej sytuacji z bezstresowej comiesię
                          > cznej zapomogi w postaci alimentów. Ja proponowałem swojej ex opiekę naprzemien
                          > ną, ale stwierdziła, że to nie wchodzi w grę bo chcę JEJ zabrać alimenty wink. T
                          > łumaczyłem jak mogłem, że będę płacił dalej byle tylko dziecko było połowę czas
                          > u u mnie i połowę u niej. NIE! Dlaczego? Bo NIE!
                          to, że masz taka ex to nie znaczy, że wszystkie są takie.
                          mój ex widzi syna 4 dni w miesiącu- zawsze są to dni weekendowe, w tygodniu nie ma czasu, na 10 tygodni wakacji widzi syna tydzień, w porywach do 2 - mieszka w tym samym mieście. Ja od początku nie chciałam sztywnych ustaleń, wielokrotnie mu mówiłam, że może odbierac syna z przedszkola i nie muszą to byc jakieś stałe dni, możemy dogadywać się na bieżąco itd. Tylko ja w przeciwieństwie do ciebie nie uważam, że każdy facet jest beznadziejnym ojcem, bo ja na takiego trafiłamsmile
                        • obrazo-burca Re: W Polsce się nie daje bo właścicielki dzieci 27.09.11, 11:32
                          >NIE! Dlaczego? Bo NIE!

                          Bo jest proste sam ponosząć część kosztów utrzymania płaciłbyś jej mniej.
                          Ja przecież usłyszałem, że chcę opieki naprzemiennej, bo się chcę wymigać z alimentów. No i weź tu gadaj.
                          • ronald.tusk Ale ja jej chciałem płacić tyle samo ;-) 27.09.11, 11:40
                            Nigdy nie spotkałeś się z argumentem ze strony naszych "bomb hormonalnych" pod tytułem: NIE BO NIE?
                      • malgolkab Re: Błąd! Dziecku chleb mogę dostarczyć sam... 27.09.11, 11:26
                        obrazo-burca napisał:

                        > Prawnie też można skonstruować opiekę naprzemienną i jakoś w Polszcze się nie d
                        > aje.
                        > A larum na tym forum podnoszone było wielkorotnie.

                        tak jak są kobiety, które uważają, że im się należy i dziecko jest ich własnością (co mi sie osobiście w głowie nie mieści), tak są też mężczyzni, którzy nie chcą opieki naprzemiennej i sami sprowadzają się do roli bankomatu (co nie mieści się w głowie Tobie np.)
                        • obrazo-burca Re: Błąd! Dziecku chleb mogę dostarczyć sam... 27.09.11, 11:30
                          nio i powinno być jak we Włoszech, nie przymus, ale możliwość opieki naprzemiennej.
                          • malgolkab Re: Błąd! Dziecku chleb mogę dostarczyć sam... 27.09.11, 11:32
                            obrazo-burca napisał:

                            > nio i powinno być jak we Włoszech, nie przymus, ale możliwość opieki naprzemien
                            > nej.
                            tak powinno być, tylko do tego potrzeba dwójki dojrzałych ludzi, a to juz jest problem uncertain
                            • mamameg Re: Błąd! Dziecku chleb mogę dostarczyć sam... 27.09.11, 13:49
                              tak powinno być, tylko do tego potrzeba dwójki dojrzałych ludzi, a to juz jest
                              > problem uncertain

                              O, idealnie ujęte. Ile razy prosiłam o pójście z dzieckiem do lekarza/ na zajęcia dodatkowe/ na wywiadówkę w szkole, zawsze odpowiedź była 'nie, bo nie".
                              • ronald.tusk A ja tam nawet w trójce klasowej jestem ;-) 27.09.11, 13:52
                                Ja nie rozumiem jak można uchylać się od kontaktów z własnym dzieckiem. Rozumiem, że niektórych z nas boli widok jakiegoś dresa obok naszej byłej żony, ale cóż są temu winne dzieci?
                                • malgolkab Re: A ja tam nawet w trójce klasowej jestem ;-) 27.09.11, 13:57
                                  ronald.tusk napisał:

                                  > Ja nie rozumiem jak można uchylać się od kontaktów z własnym dzieckiem.
                                  też tego nie rozumiem
                                  >Rozumiem, że niektórych z nas boli widok jakiegoś dresa obok naszej byłej żony, ale có
                                  > ż są temu winne dzieci?
                                  tego dresa nie trzeba przecież oglądaćwink
                                  • ronald.tusk Re: A ja tam nawet w trójce klasowej jestem ;-) 27.09.11, 14:01
                                    malgolkab napisała:

                                    > tego dresa nie trzeba przecież oglądaćwink

                                    No właśnie tak staram się robić... wink
                                    • malgolkab Re: A ja tam nawet w trójce klasowej jestem ;-) 27.09.11, 14:20
                                      ronald.tusk napisał:

                                      > malgolkab napisała:
                                      >
                                      > > tego dresa nie trzeba przecież oglądaćwink
                                      >
                                      > No właśnie tak staram się robić... wink
                                      i prawidłowosmile
                              • malgolkab Re: Błąd! Dziecku chleb mogę dostarczyć sam... 27.09.11, 13:55
                                mamameg napisała:

                                > tak powinno być, tylko do tego potrzeba dwójki dojrzałych ludzi, a to juz jest
                                > > problem uncertain
                                >
                                > O, idealnie ujęte. Ile razy prosiłam o pójście z dzieckiem do lekarza/ na zajęc
                                > ia dodatkowe/ na wywiadówkę w szkole, zawsze odpowiedź była 'nie, bo nie".

                                u mnie to samosmile ewentualnie jeszcze - "idź ty, bo ja nie lubię dentystów/lekarzy/badania krwi i mógłbym się zdenerwować"
            • on.a29 Re: Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 27.09.11, 10:43
              Łatwa, bo nie zarobiona!
              Mało tego....I nie mówię tu o wszystkich kobietach....mamusie często siedzą w domu, do pracy nie zamierzają iść bo po co - można przecież starać się również o alimenty na siebie smile
              A jak ojciec chce zobaczyć dziecko to słyszy -" jak zapłacisz" , "jak się do łożysz do.... "
              I ja nie wypominam jej matkom, które faktycznie muszą się użerać z byłymi mężami ale prawda jest taka, że nie tylko takie są. Są tez takie, które na pieniążki czekają a dzieci z tego ani grosza nie widzą....Łatwo jest krzyczeć - rozmawiać już nie.
              • mayenna Re: Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 27.09.11, 10:58
                Możesz mi wytłumaczyć czemu uważasz, że alimenty są niezarobione?
                Wiesz co to jest bezrobocie? Kiedy ostatni raz szukałaś pracy? Czy ty masz w ogóle dzieci bo jakoś mi tak tutaj raczej teorią pachnie, a nie praktyką.
                A ile twój partner tych alimentów byłej zonie płaci?smile
                • on.a29 Re: Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 27.09.11, 11:31
                  Ale ja pracę mam, mój M też, i jego była też smile i nie o nasze relacje tu chodzi bo są poprawne.
                  Była mojego brata to podobna kobietka do wielu tu użalających się, i żerujących tongue_out
                  Alimentów była żona nie zarabia smile Zarabia były mąż, który mimo, że ma warunki nie może sprawować opieki bo nasz powalony system w większości wypadków powierza mamusi - cudownej osobie, który dup.y nie ruszy do pracy...i woli walczyć i ciągać się po sądach "walcząc jak lwica o więcej pieniędzy dla dziecka" a tak naprawdę maluch chodzi w byle jakich ciuszkach, do przedszkola nie chodzi - bo po co - babcia się nim zajmie.
                  Ale że rażąca krzywda w oczach państwa dziecku się nie dzieje więc tak jest...
                  I wiem co to jest bezrobociesmile Ale mamusia pracy nie szuka, bo po co smile mozna podwyższyć
                  Już tyle razy to powtarzam...nie stać kogoś na opiekę nad dzieckiem, oddaj ją ojcu - takiemu który chce oczywiście:0 a wierz mi - wielu takich!! I widuj dziecku dwa razy w miesiącu - ciekawa jestem, której z mamusiek by to pasowało. Dziecko miało by przecież wszystko co mu ojciec zapewni smile

                  • malgolkab Re: Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 27.09.11, 11:36
                    on.a29 napisała:

                    > I widuj dziec
                    > ku dwa razy w miesiącu - ciekawa jestem, której z mamusiek by to pasowało.
                    >
                    żadnemu normalnemu rodzicowi to by nie pasowało... ale są i tacy jak mój ex, dla których to jest pełnia szczęściauncertain mimo, ze mógłby syna widywać kilka razy w tygodniu (i nie musiałyby to byc dni stałe).
                    • on.a29 Re: Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 27.09.11, 11:40
                      Ok, Twój ex taki jest. Ale jeśli by nie był? Zgodziłabyś się na oddanie dziecka pod jego opiekę wiedząc, że tam mu będzie lepiej... to trudne wiem. Ale często jest tak..."nie oddam, dziecko zostaje ze mną, nie mam kasy na to ale co tam...tatuś będzie płacił"
                      Ale mam pogląd na sytuację brata i wkurza mnie to...


                      • malgolkab Re: Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 27.09.11, 11:54
                        on.a29 napisała:

                        > Ale częst
                        > o jest tak..."nie oddam, dziecko zostaje ze mną, nie mam kasy na to ale co tam.
                        > ..tatuś będzie płacił"
                        > Ale mam pogląd na sytuację brata i wkurza mnie to...
                        znam na szczęście tylko jedną taką kobietę (i to nie mam z nią stałego kontaktu) i też mnie to wkurza, z resztą nie raz mówię takim narzekającym, ze zawsze mogą powierzyć dziecko ojcu. I zawsze uważałam, że za wyjątkiem karmienia piersią ojciec może robic dokładnie to samo co matka.
                        >
          • odmieniona44 Re: Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 27.09.11, 14:47
            on.a29 napisała:

            > "5 % się zgodzi na coś takiego smile już widzę jak rezygnują z ŁATWEJ gotówki.....s
            > zkoda tylko że w wielu przypadkach całość w rzeczywistości nie idzie TYLKO na d
            > ziecko...Ojcowie nie mają żadnej kontroli jak pieniądze przez nich zapracowane.
            > ..często siedzące w domu mamy roztrwaniają na siebie smile a nie tak jak to powinn
            > o być na DZIECKO lub DZIECI"
            Jakieś argumenty na poparcie tej tezy czy tylko bajeczka choopa.... co to mu żona życie zmarnowała ?
            Tak się zastanawiam.....najbliższe 500 zł to na brylanty czy norki roztrwonić...
            • on.a29 Re: Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 27.09.11, 15:05
              A czy ja tu o 500 pln coś wspomniałam? Dowody...łatwo pytać, może nazwisko mam podać...swój komentarz do powyższego już dałam.
              Nie zgadzasz się z nim ok?
              A powiedz mi...skąd niepracująca matka często ma kasę na fryzjera, papieroski, ciuchy dla siebie...a dziecko chodzi w szmatkach? Mało takich przypadków na świecie?
              I nie mów że nie ma takich przypadków bo będziesz śmieszna.
              Nie mówię że wszystkie kobiety otrzymujące alimenty są złe - i nigdy tego nie sugerowałam ale prawda jest taka, że wygodniej jest otrzymywać kasę niż np. ubranka, opłacanie przedszkola, szkoły... to tylko przykłady WIEM że kosztów jest więcej...ale gdy oboje rodziców pracuje na kilkulatka np. w małej miejscowości to 500 pln wystarczy x 2 dzieci x 2 rodziców = 2000.....wiele jest rodzin które za tą kwotę całą 4 osobową rodzinę muszą utrzymać..... a często się zdarza, że za mniej. Skromnie - nie zawsze znaczy źle. Wysokość alimentów to rzecz względna. A pani nie napisała dlaczego ma rozdzielność majątkową....może mąż za wczasu się zabezpieczył??

              Tak naprawdę nie wiemy czy autorka postu napisała prawdę, jeśli trafiła na palanta, takie życie, nie ona pierwsza i nie ostatnia.... smile Więc pozostaje nam tylko gdybaniesmile
              Szkoda dzieci tylko.... i nie mowiłam, że tak nie jest.

              • mayenna Re: Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 27.09.11, 15:11
                on.a29 napisała:


                > A powiedz mi...skąd niepracująca matka często ma kasę na fryzjera, papieroski,
                > ciuchy dla siebie...a dziecko chodzi w szmatkach?
                Od bogatego kochankasmile
                Może jej rodzina pomaga?
                Mój eks też nie chodzi obdarty, piwo pije, papierosy pali a na alimenty nie ma, biedaczeksmileA ja jak słysze, że syn buty po miesiącu niszenia podarł to mam ochotę płakaćsmile
                • on.a29 Re: Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 27.09.11, 15:26
                  Ok...i woli te pieniądze na siebie wydać niż na dziecko...

                  Mayenna ja nie chcę się tutaj z Tobą kłócić bo do Ciebie nic nie mamsmile nie znamy się smile
                  Przyjmij tylko proszę do wiadomości że nie każdy jest taki jak ten "ex" z własnych doświadczeń....Trochę dystansu!!
                  • mayenna Re: Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 27.09.11, 15:45
                    Ja to doskonale wiem. Raczej Ronaldowi tą dość oczywistą prawdę tłumacz.
          • gregoriane Re: Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 27.09.11, 22:35
            on.a29 napisała:

            > 5 % się zgodzi na coś takiego smile już widzę jak rezygnują z ŁATWEJ gotówki.....s
            > zkoda tylko że w wielu przypadkach całość w rzeczywistości nie idzie TYLKO na d
            > ziecko...Ojcowie nie mają żadnej kontroli jak pieniądze przez nich zapracowane.
            > ..często siedzące w domu mamy roztrwaniają na siebie smile a nie tak jak to powinn
            > o być na DZIECKO lub DZIECI

            Jestes glupia
            taka matka siedzi z dizckiem, gdy on go nie ma i moze orbic co chce
            jak wycenisz wolnosc matki
            na ile?
            • ronald.tusk Przepraszam, ale nie wytrzymałem... 27.09.11, 22:47
              gregoriane napisała:

              > Jestes glupia
              > taka matka siedzi z dizckiem, gdy on go nie ma i moze orbic co chce
              > jak wycenisz wolnosc matki
              > na ile?

              Możliwość wychowywania dzieci to PRZYWILEJ. Wbij sobie to do głowy tępa matko polko! Wolność? Oddaj dzieci ojcu i korzystaj z wolności! Chryste czemu większości kretynek w tym kraju wolność kojarzy się z włóczeniem się po dyskotekach z drechami co odjeżdżają z piskiem opon starym golfem III. Sorry, ale szlag mnie trafił w tym momencie...
              • altz Re: Przepraszam, ale nie wytrzymałem... 28.09.11, 08:01
                Też uważam, że posiadanie dzieci obok siebie to przywilej.
                Takie babskie gadanie, bo chciałyby wolności i dzieci przy sobie, do tego dużo pieniędzy, pomarzyć każdy może. wink
                Na pewno nie powinieneś obrażać innych na forum.
              • mayenna Re: Przepraszam, ale nie wytrzymałem... 28.09.11, 08:45
                Ronald, widzisz może ona o innym rodzaju wolności mówi. Nie napisała wszak, ze po dyskotekach chce latać.
                Też uważam, ze wychowanie dzieci to przywilej i nie dałabym rady żyć bez niego. Jednak to także ograniczenie.Dobrowolne, chciane, ale jednak ograniczenie. Rodzic musi dbać o potrzeby mieszkaniowe dziecka - sam mógłby mieszkać w gorszych warunkach. Nie jest tak mobilny jak osoba samotna bo wiąże go szkoła i środowisko dziecka. Nie zostanie po godzinach, nie podejmie żadnych niezaplanowanych obowiązków bo dziecko potrzebuje opieki. Odpowiedzialność za byt i potrzeby dziecka, ten materialny, też nas wiąże finansowo.Mam świadomość, ze piszę te słowa do ojca, który chce odpowiedzialność dzielić z matką, tylko widzisz, słowa które cię tak wzburzyły mogła napisać osoba, która alimentów nie dostaje, a ojciec nie ma życzenia widywać dzieci częściej niż raz w miesiącu i to tylko wtedy gdy akurat nie ma innych planów.
                I tu widać różnicę: mój plan jest podporządkowany dzieciom i ich wychowaniu, jego plan zawiera dzieci niejako przy okazji. To jest ten brak wolnoścismile
                • malgolkab Re: Przepraszam, ale nie wytrzymałem... 28.09.11, 09:17
                  mayenna napisała:

                  > Ronald, widzisz może ona o innym rodzaju wolności mówi. Nie napisała wszak, ze
                  > po dyskotekach chce latać.
                  nie wiadomo o czym ona pisała, bo jedynym argumentem było "jesteś głupia" - tak dyskutują 3-4 latki (mój 5 latek już się pozbył tego nawyku i używa sensowniejszych argumentówwink
              • malgolkab Re: Przepraszam, ale nie wytrzymałem... 28.09.11, 09:13
                ronald.tusk napisał:

                > gregoriane napisała:
                >

                >
                > Możliwość wychowywania dzieci to PRZYWILEJ.
                Dokładnie też to tak rozumiemsmile
                >Chryste czemu większoś
                > ci kretynek w tym kraju wolność kojarzy się z włóczeniem się po dyskotekach z d
                > rechami co odjeżdżają z piskiem opon starym golfem III. Sorry, ale szlag mnie t
                > rafił w tym momencie...
                Ronald, większość kretynów też niestety rozumie wolność jako szlajanie sie po lokalach, zarywanie lasek (może i na golfawink i chlanie z kumplami (częstomłodszymi o kilkanaście lat, bo równolatkowie maja inne zajęcia).
                Niektórym po prostu się wydaje, że dziecko nic nie zmienia, że dalej bedzie tak jak było (imprezy, wyjazdy itd.) - nie zależy to od płci tylko od poziomu rozwoju emocjonalnego...
              • zmeczona100 Re: Przepraszam, ale nie wytrzymałem... 28.09.11, 10:23
                Przywilej dla tych, którzy tych dzieci nie wychowują- dla mnie to np. obowiązek.
                Wolnośc wcale nie kojarzy mi się z wieczornymi wyjściami do klubów czy wyjazdów w ostatniej chwili w jakieś fajne miejsca, tylko z tym, że mogę robić, co mi się chce, gdzie, z kim i kiedy i nie muszę mieć na głowie tego, że ktoś ogranicza moje "chcenie", bo jest pod moją opieką i mam wobec niego obowiązki (chodzi o granice prawa i zasad dobrego wychowania).

                Zamiast przywileju zdecydowanie wolę satysfakcję, bo świadomość, że kształtuję młodego człowieka, który będzie miał określony charakter, postawy w przyszłości, satysfakcja z uczestniczenia w jego dorastaniu, w zmianach, jakie w nim zachodzą, jak z dziecka staje się powoli samodzielnym bytem daje mi ogromną satysfakcję. Na pewno dlatego, że póki co nie mam z synem żadnych problemów natury wychowawczej. Sprawdzam się po prostu jako matka tongue_out

                Gdybym jednak nie została z dzieckiem, ale byłabym tą płacącą alimenty, to i tak mogłabym taką satysfakcję odczuwać, bo przecież uczestniczenie w życiu dziecka to nie tylko kontakt osobisty, codzienny. Za to nie miałabym obowiązków bardziej przyziemnych typu choćby pranie czy gotowanie wink

                Powiem więcej- te obowiązki kradną czas, który można poświęcić z dziećmi, bo nie wszystko da się robić razem smile A potem człowiek pada na gębę, bo sił brakuje.
                • malgolkab Re: Przepraszam, ale nie wytrzymałem... 28.09.11, 10:31
                  zmeczona100 napisała:





                  >
                  > Gdybym jednak nie została z dzieckiem, ale byłabym tą płacącą alimenty, to i ta
                  > k mogłabym taką satysfakcję odczuwać, bo przecież uczestniczenie w życiu dzieck
                  > a to nie tylko kontakt osobisty, codzienny. Za to nie miałabym obowiązków bardz
                  > iej przyziemnych typu choćby pranie czy gotowanie wink
                  >
                  to ja wolę być tą, która pierze, gotuje i czasem pada na pysksmile decyzję o posiadaniu dziecka podjęłam świadomie, a skoro na jego ojca wybrałam Piotrusia Pana to ponoszę tego konsekwencje...
                  • mayenna Re: Przepraszam, ale nie wytrzymałem... 28.09.11, 11:06
                    malgolkab napisała:

                    decyzję o posia
                    > daniu dziecka podjęłam świadomie, a skoro na jego ojca wybrałam Piotrusia Pana
                    > to ponoszę tego konsekwencje..

                    Dokładnie. Jest jednak jedno ale: Piotruś Pan nie ponosi żadnych konsekwencji swoich decyzji i na pewno jest bardziej uroczy w odbiorze niz samotna matkasmile
                    • malgolkab Re: Przepraszam, ale nie wytrzymałem... 28.09.11, 11:10
                      mayenna napisała:



                      > Dokładnie. Jest jednak jedno ale: Piotruś Pan nie ponosi żadnych konsekwencji s
                      > woich decyzji i na pewno jest bardziej uroczy w odbiorze niz samotna matkasmile
                      zalezy jak dla kogosmile choć faktycznie przymiotnik [i]urocza [i] do mnie raczej nie pasujetongue_out
                  • zmeczona100 Re: Przepraszam, ale nie wytrzymałem... 28.09.11, 11:13
                    decyzję o posia
                    > daniu dziecka podjęłam świadomie, a skoro na jego ojca wybrałam Piotrusia Pana
                    > to ponoszę tego konsekwencje...

                    U mnie z kolei syn był decyzją podjętą wspólnie i wspólnie mieliśmy go wychowywać. No i świadomie nie decydowałabym się na związek z socjopatą...
                    • malgolkab Re: Przepraszam, ale nie wytrzymałem... 28.09.11, 11:27
                      zmeczona100 napisała:


                      >
                      > U mnie z kolei syn był decyzją podjętą wspólnie i wspólnie mieliśmy go wychowyw
                      > ać. No i świadomie nie decydowałabym się na związek z socjopatą...
                      >
                      hm, u mnie też miało być wspólniewink tylko tak jak mój mąż z dnia na dzień nie stał się nagle niedojrzały i przeświadczony o własnej wyższości, tak i Twój nagle nie został socjopatą...Chodziło mi o to, że skoro byłam zaślepiona i nie zwracałam uwagi na pewne sygnały, to takie są konsekwencje, a nie o to, ze świadomie wybrałam PP na męża i ojca...
                      • zmeczona100 Re: Przepraszam, ale nie wytrzymałem... 28.09.11, 11:32
                        Malgolko, to nie chodzi o zaślepienie, ale i o maskowanie się drugiej strony smile
                        Każdy może się zmienic, jeśli chce i widzi w tym korzyści dla siebie. A że zmiany takie nie są najczęściej trwałe, to potem powoli poznajemy stare- stałe oblicze pana...
                        • malgolkab Re: Przepraszam, ale nie wytrzymałem... 28.09.11, 11:35
                          coś w tym jest, ale nawet jak ktoś się maskuje to pewne rzeczy czasem wychodzą, tylko staramy się ich nie widzieć lub jakoś sobie tłumaczymy (przynajmniej tak było u mnie). Nie wiem jak w Twoim przypadku, ale ja byłam "ostrzegana" przez kilka osób z najbliższego otoczenia, tylko po prostu uważałam, że ja wiem lepiej, a oni się nie znająwink po paru latach potwierdziło sie wszystko...
                          • zmeczona100 Re: Przepraszam, ale nie wytrzymałem... 28.09.11, 11:50
                            Nie no, ja też dostrzegałam jakieś tam niepokojące sygnały (np. chorobliwa zazdrość, stronienie od ludzi), no i też sobie to tłumaczyłam: z zazdrości to sobie żartowałam (bo po prostu do głowy mi nie przychodziło, że on tak na serio), że nie lubi spotykać się z innymi ludźmi to dlatego, że mamy mało czasu dla siebie (bo mieszkaliśmy na początku na różnych krańcach Polski, a do tego m. miał bardzo różne wyjazdy, kursy itp.)
                            Niestety, w moim otoczeniu nikt go nie znał, a poza tym własnie nie było okazji do tego, by się poznać; jedynie moja babcia, która chyba normalnie ma jakiś dar widzenia więcej, niż inni, kiedy już ogłosiliśmy datę ślubu, to w rozmowie na boku tylko pytała, czy muszę to robić już teraz, czy jestem pewna, że to ten właściwy człowiek... Ona akurat miała kilka okazji, aby się z nim spotkać- w małym gronie rodzinnym...
                            Moja mama dopiero kiedy powiedziałam im o tym, że złożyłam pozew o rozwód, powiedziała mi o tym, że odkąd zobaczyła, że między nami jest chyba coś na poważnie, to modliła się o to, aby nic z tego nie wyszło, bo przyszły zięć jej się w ogóle nie podobał (monotematyczny, mało zainteresowany sprawami innych, chcący być ciągle w centrum zainteresowań itp.). Tyle tylko, że mama po prostu wierzyła w moją mądrość życiową i w to, że sama potrafię o siebie zadbać big_grin
                            Gdybym przed tym, jak się już w nim zakochałam na zabój (i oslepłam wink poznała jego rodzinę, to nie doszłoby do naszego ślubu- za wiele złego spostrzegłabym tam, aby leźć w taką patologię...
                            • malgolkab Re: Przepraszam, ale nie wytrzymałem... 28.09.11, 12:12
                              zmeczona100 napisała:


                              > Niestety, w moim otoczeniu nikt go nie znał, a poza tym własnie nie było okazji
                              > do tego, by się poznać; jedynie moja babcia, która chyba normalnie ma jakiś da
                              > r widzenia więcej, niż inni, kiedy już ogłosiliśmy datę ślubu, to w rozmowie na
                              > boku tylko pytała, czy muszę to robić już teraz, czy jestem pewna, że to ten w
                              > łaściwy człowiek...
                              miałam to samo z moją mamęsmile

                              > Gdybym przed tym, jak się już w nim zakochałam na zabój (i oslepłam wink poznała
                              > jego rodzinę, to nie doszłoby do naszego ślubu- za wiele złego spostrzegłabym t
                              > am, aby leźć w taką patologię...
                              to akurat nie do końca tak działa chyba, może wtedy tym bardziej tłumaczyłabyś jego dziwne zachowania... po drugie - to tak jakby za parę lat jakaś dziewczyna skreśliła Twojego syna, bo ma ojca socjopatę
                • on.a29 Re: Przepraszam, ale nie wytrzymałem... 28.09.11, 10:37
                  Droga Zmeczona100 - rozumiem ale..... Są ojcowie, którzy chcieliby się z Tobą zamienić...ale niestety, wszystkich byłych mężów na tym forum szufladkuje się według jednej kategorii - niepłacących, nie interesujących się dziećmi - tak nie wolno!
                  I wierz mi - uczestniczenie w wychowaniu dziecka z punktu widzenia ojca widzącego dziecko co drugi weekend to nie to samo co Ty przeżywasz...to nie ta sama satysfakcja...To żal rozstania za każdym razem jak się to dziecko odwozi....rozwód się wzięło z matką nie z dzieckiem...i to duża kara dla ojca...lub czasem dla drugiego rodzica.
                  Nie wszystkie matki są takie, że nalegają na kontakt ojca z dzieckiem...często właśnie ograniczają do dwóch weekendów w miesiącu...
                  Ja tylko próbuję uświadomić co niektórym...bez obrażania, bez sarkazmu ( choć czasem się to nie udaje), że nie zawsze sytuacja jest tak jasna jak przedstawia ją tylko jedna strona...
                  To tyle na ten tematsmile
                  • zmeczona100 Re: Przepraszam, ale nie wytrzymałem... 28.09.11, 11:25
                    on.a29 napisała:

                    > Droga Zmeczona100 - rozumiem ale.....

                    droga Ona wink

                    Zauważ, że nie uogólniam i nie piszę o wszystkich ojcach, że rozwiedli się ze swoimi dziećmi i mają je w d.pie. Mam świadomość, że jest różnie i że są także matki, które walczą z ojcem o dzieci. No i że są ojcowie, którzy chcą uczestniczyć w życiu dziecka i o to walczą.

                    Mój syn jest na tyle duży, że byłoby kompletną głupotą z mojej strony, gdybym w jakikolwiek sposób ingerowała w relacje między nim a ojcem- przecież to i tak w końcu zwróciłoby się przeciwko mnie. Ojciec może spotykać się z synem tak często, jak tylko chciałby, czyli poza czasem syna w szkole. Mógłby go zabierać na wspólne wakacje z "tamtymi", mieszkać z nimi na weekendy, święta czy inne wolne. Dzieciak miałby ojca, a ja mogłabym odpocząć i poświęcić trochę czasu tylko dla siebie (bo tego zawsze mi brakuje). jednak tak się nie dzieje- ojciec ma nowe życie i w związku z tym wypełnione innymi, ważniejszymi sprawami, więc ten czas dla syna reglamentuje, bo nie uważa tego za przyjemność, tylko za obowiązek dokumentowania "zaangażowania" siebie w życie dziecka.
                    Niektórzy nie dojrzewają do roli rodzica- po prostu sad
            • on.a29 Re: Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 28.09.11, 08:32
              Obrażanie mnie to Twój jedyny argument? Krzykiem nic nie załatwisz a poziom wypowiedzi świadczyć może tylko o poziomie intelektualnym...
              Wolność matki? Matka, która posiadanie dziecka rozpatruje w granicach wolności, jej ograniczenia lub braku - nigdy nie powinna zostać matką, a jeśli taką została - niech dzieckiem (dla jego dobra) zajmuje się ojciec....lub dalsza rodzina!
              Ot co!
              • mayenna Re: Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 28.09.11, 09:00
                A co zrobić jak ojciec właśnie nie chce się zajmować i to zupełnie?
                Ja się na samotne macierzyństwo nie pisałam. Decydowałam się na dzieci w sytuacji gdy było nas dwoje. Po drodze eks mi się po prostu z tego układu wypisał i to zupełnie.
                Nie płaci alimentów i nie ma nawet takiego zamiaru. Dzieci zabiera wtedy gdy ma taką ochotę a najchętniej widuje je po godzinie codziennie bo blisko mieszkamy i w ciągu godziny to żadnych problemów nie ma. Nawet rozważałam przekazanie mu opieki na jakiś czas, żeby zrozumiał czym jest ten obowiązek ale niestety, nie mam jaj i nie dałabym rady tego zrobić bo skrzywdziłabym w ten sposób swoje dzieci.
                • on.a29 Re: Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 28.09.11, 09:17
                  Mayenna, ale ja Ciebie rozumiem, i nie pisze o przypadkach gdy ojciec nie chce się zajmować swoim dzieckiem...Ale wierz mi...mimo że wiele z was ma przykre doświadczenia z byłymi mężami to bywa też i tak że byłe żony są tą gorszą stroną...
                  Naprawdę - widzę to na co dzień....a cierpi tylko dziecko...wieczna walka ze strony matki, która na każda próbę rozmowy - grzecznej rozmowy - ( często jestem tego świadkiem) zaczyna wrzeszczeć na byłego przy dziecku nie na temat... Mały wtedy przychodzi do mnie bo niezręcznie się czuje... za każdym razem bardzo przeżywa powrót do domu....boli go brzuch bo wie, że będzie wypytywany...że "mamusia" znowu będzie złe rzeczy na "tatusia mówić"
                  A obrażanie mnie bez żadnych merytorycznych argumentów przez inne osoby takie jak Gregoriane świadczy o ich poziomie.
                  Zawsze są dwie strony medalu...
                  znam osobę na tym forum....podobną do was....nawet nie wiesz jak ona przedstawia sytuacje z życia wzięte...normalnie baśnie rodem z baśni Andersena....10 % prawdy. I jak mam reagować? Tak jak każda z was bronię swojego zdania. A że moje zdanie wynika z innego punktu widzenia...

            • malgolkab Re: Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 28.09.11, 09:09
              gregoriane napisała:

              > on.a29 napisała:
              >
              > > 5 % się zgodzi na coś takiego smile już widzę jak rezygnują z ŁATWEJ gotówki
              > .....s
              > > zkoda tylko że w wielu przypadkach całość w rzeczywistości nie idzie TYLK
              > O na d
              > > ziecko...Ojcowie nie mają żadnej kontroli jak pieniądze przez nich zaprac
              > owane.
              > > ..często siedzące w domu mamy roztrwaniają na siebie smile a nie tak jak to
              > powinn
              > > o być na DZIECKO lub DZIECI
              >
              > Jestes glupia
              cóż za argumentwink ty za to jak widać prezentujesz wysoki poziom intelektualny
              > taka matka siedzi z dizckiem, gdy on go nie ma i moze orbic co chce
              to zalezy ile dziecko ma lat - jesli mniej niż 3 i wymaga stałej opieki to ok, jesli starsze to chodzi do przedszkola/szkoły - większość ludzi posiadających dzieci pracuje.
              > jak wycenisz wolnosc matki
              > na ile?
              jak ktoś się czuje zniewolony to proponuję oddać dziecko pod opiekę 2 stronie; ja bynajmniej nie zazdroszczę swojemu ex, że może robić co chce
        • mayenna Re: Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 27.09.11, 09:58
          Piszesz z zupełnie innego poziomu doświadczeń. Myślę, że ja i wiele kobiet na tym forum zrezygnowało by z gotówki na rzecz takiej listy comiesięcznych zakupów.
          Ty trafiłeś na pazerna harpie, albo tylko tak nam tu eksżonę przedstawiasz, a ja trafiłam na cwaniaka, który wykalkulował, ze nie dostanę od niego złotówki. Mogę ci jego patent przekazać.
        • zmeczona100 Re: Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 27.09.11, 11:33


          ronald.tusk napisał:

          > Robicie listę zakupów (spożywka, ubrania, opłaty itp.) w zależności od potrzeb
          > dziecka, dajecie ex-owi a on wszystko to dostarcza pod Wasze drzwi. Ciekaw jest
          > em opinii. Proszę tylko nie pisać, że nie chcecie go oglądać bo "deliverkę" moż
          > na załatwić bez widzenia wink

          big_grin Z przyjemnością big_grin
          Tylko po co ojcu taki problem i takie wydatki? big_grin
          • malgolkab Re: Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 27.09.11, 11:38
            mój ex sam zaczał rozmowę o alimentach na syna, jeszcze zanim złożył pozew. Jasno dał do zrozumienia, że chce po prostu płacić raz w miesiącu, a oprócz tego nie chce nic kupować, wybierać, wozić, jeździć itd.



            • zmeczona100 Re: Drogie panie. A co Wy na taką propozycję? 28.09.11, 11:29
              O, klon "mojego" wink
              Mój nie rozmawiał nawet- zaczął przekazem słać mi parę groszy. Mimo, że wtedy jeszcze mieszkał z nami, to nic nie kupował np. synowi do jedzenia- wyglądało to żenująco, kiedy sam jadł np. kolację, a syna nawet nie zapytał, czy ma ochotę na to samo.
              No i oczywiście nic się nie zmieniło w innych sprawach- zero zainteresowania zdrowiem syna, szkołą, jego sprawami z podwórka itp.
          • ronald.tusk O Jezu! Jaki problem i jakie wydatki? 27.09.11, 11:42
            Świadomość, że owoce mojej ciężkiej pracy idą tylko na lepsze życie mojego ukochanego dziecka BEZCENNA!
            • bramstenga Re: O Jezu! Jaki problem i jakie wydatki? 27.09.11, 13:00
              Tylko wiesz... To chyba nie wystarczy, bo a nuż matka pożre te wszystkie frykasy zakupione z Twoich ciężko zapracowanych pieniążków, a dziecko będzie chleb ze smalcem pałaszować? Dopracuj metodę, ronald! Może jakieś kamerki w domu wstrętnego babiszona czy cóś big_grin
            • mayenna Re: O Jezu! Jaki problem i jakie wydatki? 27.09.11, 13:18
              Wiesz, czemu sąd nie uznaje czegoś takiego, jak lista zakupów? bo przy konfliktach około rozwodowych to nawet marka proszku i papieru toaletowego może być kwestią sporną.Dziecko ma dostać to co mu potrzebne. Przy takiej organizacji zanim rodzice udowodniliby sobie słuszność bądź niesłuszność wydatków to traciło by dziecko. Lepszy jest system, gdy jedno dostaje jakiś fundusz na wydatki a drugi nie ma prawa tego kwestionować. Jeśli dziecko nie ma należnych mu rzeczy to druga strona może zawiadomić sąd i kuratora.
              Sąd i tak ma roboty dużo a takie rozwiązanie prowadzi do konfliktów na tle marek, cen i potrzeb. Tu już o papier toaletowy były bojesmile Złośliwy eksmąż mógłby uznać, że do prania najlepiej nadaje się szare mydło i nie zakupić odpowiedniego proszkusmile

              Jeszcze jedna sprawa: na opiekę naprzemienną zgodę może wyrazić sąd i każdy z panów może wnieść stosowny wniosek w tej sprawie. Nie rozumiem czemu odpuszczacie skoro wam tak zależy?
              • ronald.tusk Re: O Jezu! Jaki problem i jakie wydatki? 27.09.11, 13:22
                mayenna napisała:

                > Lepszy jest system, gdy jedno dostaje jakiś fundusz na wydatki a drugi
                > nie ma prawa tego kwestionować.

                Lepszy jest rzeczywiście, ale tylko dla beneficjenta środków.

                > Nie rozumiem czemu odpuszczacie skoro wam tak zależy?

                Nie odpuszczam. Jestem bardzo blisko znalezienia się w tych 3% facetów, którzy wychowują własne dzieci a nie używają ich do załatwiania swoich spraw.
                • mayenna Re: O Jezu! Jaki problem i jakie wydatki? 27.09.11, 13:56
                  ronald.tusk napisał:

                  > mayenna napisała:
                  >
                  > > Lepszy jest system, gdy jedno dostaje jakiś fundusz na wydatki a drugi
                  > > nie ma prawa tego kwestionować.
                  >
                  > Lepszy jest rzeczywiście, ale tylko dla beneficjenta środków.
                  Ano, nie masz racji. Miałam system kartkowo -zakupowy w czasie opieki nad leżącym bratem. Pisałam:'dwa opakowania chusteczek nawilżanych' - dostawałam dwie paczki chusteczek nawilżanych, a jakże, ale po 15 sztuk. Takich co do higieny w podroży służą a nie do zmiany pampersów. O różnicy w cenach nie wspomnę.. Pisałam: 'chuda drobiowa wędlina' - dostawałam pasztet drobiowy bo nie było nic z drobiu w tym sklepie w którym raczyli kupować.Diabetyk nie powinien jeść takich rzeczy.Pisałam 'pieluchomajtki rozmiar 4l chłonne' a dostawałam 3l, niechłonne. Brata ciężko mi było w nie przwinąć i po prostu zalewał sie bo nie trzymały. Zamiast kupić paczkę największą kupowali po 10 sztuk bo to taniej. Jeśli czegoś z listy nie było w danym sklepie to po prostu nie kupowali.O zarzutach, ze mam fanaberie i za dużo tych zakupów jest, ze koszt utrzymania ojca za duży, nawet nie mam ochoty mówić. Wierz mi, ze efekt był taki, że w pewnym momencie usłyszałam"nie mam pieniędzy' i musiałam sama utrzymywać brata przez dwa miesiące bo nawet na leki nie dostałam. Opóźnienia i braki w zakupach były ustawicznie.

                  Alimenty są po to aby uniknąć takich sytuacji, aby osoba odpowiedzialna za byt tej drugiej nie mogła powiedzieć: nie mam i nie dam, bo ona ma obowiązek utrzymać swoje dziecko.
                  • mayenna Re: O Jezu! Jaki problem i jakie wydatki? 27.09.11, 14:01
                    Nie dodałam, ze tłumaczyłam czemu takie zakupy a nie inne, ale oszczędność była tam hasłem przewodnim. Mnie dowożenie bardziej pasowało bo teraz sama muszę to dowieźć, muszę tez myśleć czy dana kwota mi wystarczy a zawsze są jakieś dodatkowe wydatki. Także Ronald to nie jest takie dobre rozwiązanie jak uważasz. Rodzi dużo więcej możliwości do konfliktów i niezadowolenia obu stron.
                  • zmeczona100 Re: O Jezu! Jaki problem i jakie wydatki? 28.09.11, 10:06
                    mayenna napisała:

                    Pisałam:'dwa opakowania chusteczek nawilżanych' - dostawałam dwie pa
                    > czki chusteczek nawilżanych, a jakże, ale po 15 sztuk. Takich co do higieny w p
                    > odroży służą a nie do zmiany pampersów. O różnicy w cenach nie wspomnę.. Pisała
                    > m: 'chuda drobiowa wędlina' - dostawałam pasztet drobiowy bo nie było nic z dro
                    > biu w tym sklepie w którym raczyli kupować.
                    Pisałam 'pieluchomajtki rozmiar 4l chłonne' a dostawałam 3l, niechłonne. B
                    > rata ciężko mi było w nie przwinąć i po prostu zalewał sie bo nie trzymały.

                    Phi, czepiasz się szczegółów big_grin Wielki mi różnice wink
                    Taka drobiazgowa jesteś, zamiast się cieszyć, że chłop w ogóle zrobił zakupy big_grin Docenić trzeba, a nie mieć jakieś nieuzasadnione pretensje tongue_out
            • zmeczona100 Re: O Jezu! Jaki problem i jakie wydatki? 28.09.11, 10:12
              ronald.tusk napisał:

              > Świadomość, że owoce mojej ciężkiej pracy idą tylko na lepsze życie mojego ukoc
              > hanego dziecka BEZCENNA!

              Dla niektórych świadomość, że muszą płacić jest porażająca wink
              • ronald.tusk I uważam, że to normalne. 28.09.11, 15:46
                Jakbyś się czuła, gdyby Zakład Energetyczny przysłał Ci fakturę na 450 złotych i napisał "tyle bo tyle"? Debilny przykład ale chyba obrazuje o co tu chodzi...
    • malgolkab Re: wysokość alimentów 27.09.11, 10:09
      casy15 napisała:

      Mam o tyle cieżką sytuację,
      > że mamy rozdzielność majątkową, wszystko jest na niego , a ja na dodatek pracuj
      > ę u niego na zasadzie współpracującej i nie dostaję pensji.
      to nie ma nic wspólnego z alimentami na dzieci

      > W każdym bądź razie chłopcy chodzą na zajęcia dodatkowe tylko nie mam na to rachunk
      > ów, bo który nauczyciel takowe mi da.
      każdy, o ile są to zorganizowane zajęcia dodatkowe, chyba, że płacisz nauczycielowi na lewo za tzw. korepetycje...
      >Nie chcę od niego nie wiadomo czego tylko
      > takich alimentów by dzieciaki mogły nadal pozwolić sobie na życie na tym samym
      > poziomie, on proponuje alimenty w wysokości 500zł na dziecko...
      to może spisz wydatki na dzieci z wyszczególnieniem: jedzenie, media, zajęcia itd. i wtedy zacznij rozmawiać z mężem. Na razie masz pozycję roszczeniową, z wypowiedzi nie wynika, że chcesz dostawać alimenty na pokrycie potrzeb dzieci tylko, że chcesz wytargać jak najwięcej.
    • wawrzanka Re: wysokość alimentów 27.09.11, 11:03
      casy15 napisała:

      > Mam do Was konkretne pytanie jak wyliczyć realnie wysokość alimentów, co brać pod uwagę przy wyliczaniu.

      e-prawnik.pl/forum/domowy/prawo-rodzinne/jak-przedstawic-szczegolowe-wydatki-na-dziecko.html
    • bozka45 Re: wysokość alimentów 27.09.11, 19:25
      I jak zwykle na tym forum..... emocje, emocje, emocje.... A miałam nadzieję, że nastąpi konkretna wymiana doswiadczeń, wsparcie prztykładem lub opstudzenie.... Szkoda, że watek sie rozmywa, ba! ... że sie rozmył sad
    • kowalka33 Re: wysokość alimentów 29.09.11, 07:53
      Po pierwsze musisz mieć pełnomocnika , jest to konieczne , zapewne ojciec chłopcow będzie takowego posiadał na tym nie wolno oszczedzać (nat. w takiej sytuacji ). Mysle ze jeżeli ktoś zarabia ok. 300 tyś rocznie to to jest człowiekiem mega zajętym i dzieci raczej wychowywać nie będzie , nie licząc pewnie rzadkich odwiedzin w weekendy. Taka kasa nie rosnie na drzewach...cały trud wychowania spadnie na ciebie. Nie bardzo rozumiem czemu dzieci tak majetnego człowieka maja chodzic do bylejakich szkół, chodzić w butach ccc a nie ecco, sugerowana przez ciebie kwota jest jak nabradziej zasadna jesli jestes w stanie udokumentować wysokie wydatki , wynikające z poziomu zycia. Dobra szkoła prywatna kosztuje w większym miescie ok 1500 (nie pisze o szkolach dla bogaczy), ma ten plus ze zapewnia wszystkie zajecia dodatkowe w jednym miejscu i nie trzeba dzieci wozić. Mąż sobie planować ze pyknie po 500 i wymiksuje się od wychowania....na dodatek
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka