Dodaj do ulubionych

A jednak koniec

24.06.12, 16:49
Najtrudniej przekonać samego siebie,że coś się skończyło.
Wczoraj miałam duże przyjęcie w domu, cała gromada rozbrykanych dzieci, część samych ( koledzy ze szkoły), część z rodzicami, piękna pogoda, dużo atrakcji, konkursów (przygotowanych wcześniej przez moje dzieci) , generalnie najlepsze przyjęcie urodzinowe o jakim marzy każdy młody jubilat.
Było tak... normalnie?
Przyjechał eks, przewracał grilla, wcześniej pomagał przygotować całą tą zabawę dzieciom, ustawiając z nimi jakieś specjalne namioty, bramki ( bo przecież meczyk w czasie euro być musi) i przerabiając gąbki na specjalne miecze do walk na punkty.
Było ... świetnie. Dzieci zadowolone, babcie i dziadkowie uśmiechnięci, ciocie rozradowane, tort pyszny i tak dalej...
Idylla, sielanka, raj na ziemi...
No właśnie, to teraz pytanie, czemu ja w takim razie, jak już goście się rozjechali, wzięłam po tej imprezce szklaneczkę z lodem i dolewając sobie alkoholu w ilościach dużo za dużych jak na moje w sumie skromne możliwości, łkając przy tym histerycznie co jakiś czas, doprowadziłam się do stanu mocnego upodlenia?
co?
Czy naprawdę nie da się jakoś przestać wracać do tego czego już nie ma? Nie da się tego rozwodowego plastra emocji oderwać jakoś szybciej? Nie da się jakoś "wygumkować" przeszłości?
Może mam sobie wytatuować na ręce TJK- To Już Koniec?
Idę się zaraz spocić na korcie, na takim kacu to może nawet padnę na jakiś zawał, albo mnie jakiś inny szlag trafi. I dobrze. W sumie życie jest ostatnio bardzo męczące.
Jak to mówi ludowe porzekadło: Co cię nie zabije, to cie wzmocni.
Ja bym od siebie dodała, ze może i wzmocni, ale przy okazji okaleczy.

Obserwuj wątek
    • baabcia Re: A jednak koniec 24.06.12, 17:04
      póki masz dzieci w domu nie waż się chlać i łkać
      nie pozwalam smile

      zrobisz sobie kuku nawet nie wiesz co ryzykujesz
      pieprz faceta dbaj o swój wizerunek

      nie rób tego więcej co opisałaś
      możesz nie organizować więcej urodzinowego party - niech sam zorganizuje
      możesz wiele - by nie szlochać
      ale nie wolno Ci spieprzyć RODZINY
      teraz Ty jesteś głową i utrzymaj to

      i nie zakładaj, że miłość musi minąć
      gdyby umarł nie minęło by Ci?

      trzymaj się i nie zaniedbuj - kiedy odchowasz dzieciaki pozwalam dołować - jest nadzieja, że wnuki Cię powstrzymają swoim urokiem

      nie daj się
      masz być lepsza od niego smile
      masz być lepsza bez niego smile

      truć czy starczy?
      • unema Re: A jednak koniec 24.06.12, 22:14
        Dzięki.

        > i nie zakładaj, że miłość musi minąć
        > gdyby umarł nie minęło by Ci?

        To całkiem ciekawy punkt widzenia. Wart propagowania. Każdy jakoś walczy z tym niechcianym uczuciem, a wystarczy pozwolić mu znaleźć swoje miejsce pamięci.
        Spróbuje tak na to spojrzeć.
        • baabcia Re: A jednak koniec 25.06.12, 00:11
          chcesz to poszukaj - pisałam więcej o tym
          o rozdzielaniu i pamiętaniu o dobrych czasach i fajnym partnerze
          a zapominaniu o złych rzeczach, które żegnasz wraz z tym exem co to słabo wypadł

          przecież nie byli podobni prawda? smile smile smile

          dbaj o dobre wspomnienia - możesz nie mieć lepszych smile
    • izak28 Re: A jednak koniec 24.06.12, 17:51
      Cholera, nie powiem nic mądrego, bo u mnie mijają 3 lata od rozstania a doliny podejrzanie często mnie ostatnio nawiedzają. I też się zastanawiam kiedy to się skończy???

      Ale dzięki za pomysł na kolejny tatuaż, może jakbym codziennie patrzyła na TJK to w końcu bym się z tym wszystkim pogodziła??? wink
      • unema Re: A jednak koniec 24.06.12, 22:17
        Wiesz, to może mieć wiele znaczeń to TJK
        na przykład Teraz Ja K....wa
        smile
    • zabelina Re: A jednak koniec 24.06.12, 23:40
      > Jak to mówi ludowe porzekadło: Co cię nie zabije, to cie wzmocni.
      > Ja bym od siebie dodała, ze może i wzmocni, ale przy okazji okaleczy.

      Już jakiś czas temu do tego doszłam. Złe doświadczenia nas zmieniają. Niestety na gorsze.
    • roma113 Re: A jednak koniec 25.06.12, 12:03
      unema napisała: Czy naprawdę nie da się jakoś przestać wracać do tego czego już nie ma? Nie da się tego rozwodowego plastra emocji oderwać jakoś szybciej? Nie da się jakoś "wygumkować" przeszłości?

      Ale po co wygumkować? Przecież to jakaś (ważna) część twojego życia. Nie da się wygumkować. Czy jakichś wcześniejszych facetów z przeszłości starasz się wygumkować? Pewnie nie - bo po co? Warto właśnie pielęgnowac wspomnienia.
      Obawiam się, że po prostu się z rozwodem nie pogodziłaś - albo kochasz nadal byłego męża, albo jesteś przez niego zdominowana - nie chcesz lub nie potrafisz uświadomić sobie, że już jesteście osobno, może boisz się wzięcia odpowiedzialności...
      Ja też przez jakiś czas tak miałam: oglądałam zdjęcia, wzruszałam się, gdy widziałam, jak się bawi z dziećmi itp. Ale któregoś dnia mi to nagle przeszło. Nie wiem, jaki był powód. Po prostu złapałam się na tym, że gdy na niego patrzę, to widzę człowieka, z którym mnie emocjonalnie już nic nie łączy - jakbym spotkała kolegę z liceum, z którym całowałam się na ławce - fajne wspomnienie i tyle, nic więcej.
      Ale co znaczy, że doprowadziłaś się do stanu upodlenia? Zrobiłaś awanturę, rozpłakałaś mu się na piersi, apelowałaś, żeby wrócił na dowolnych warunkach, zgwałciłaś go? Na czym to upodlenie polegało?
      Masz prawo do emocji. Nie znam dobrze twojej sytuacji, bo mi się te forumowe nicki i ich historie trochę mylą. Ale wygląda na to, że po prostu nie potrafisz lub nie chcesz takiej grubej kreski postawić. Stanie okrakiem nie jest proste, bo w sumie sama nie wiesz, gdzie stoisz. Ale często jest korzystne. Ja daleka jestem od stawiania recept i promowania jedynie słusznych wyjść - każdy jest inny, każdy ma inną historię, potrzeby, charaktery. Nie ma w dziedzinie uczuć i związków uniwersalnych prawd. Tak samo jak nie zawsze da się działać rozsądnie (ja się nawet kiedyś z byłym mężem przespałam, co potem odchorowałam jak zatrucie starym mięsem i nikomu nie życzę). Ja się uniezależniłam od byłego męża po kilku miesiącach. Odkryłam radość z życia bez niego. Gdy teraz myślę o moim małżeństwie, to jestem jedynie wściekła na siebie, że tak długo zwlekałam z rozwodem, że godziłam się na upokorzenia. Zgoda na każde upokorzenie osłabia człowieka, przygina do ziemi, utrudnia mu wyprostowanie się. Czym więcej sie upokorzeń przyjęło bez gadania, tym trudniej się później wyprostować - jakby się człowiek wstydził samego siebie
      Jedyne co mogę radzić, to znaleźć sobie jakieś zajęcie - nie koniecznie musi to być inny facet (chociaż jeśli fajny, to czemu nie?), i nie przede wszystkim inny facet, bo ta obsesja, że kobieta bez faceta "do śmierci" jest mało warta, to jakiś dramat polskich kobiet. Znajdź sobie jakieś hobby, zajęcie społeczne, dodatkową pracę - coś, co cię naprawdę interesuje, pasjonuje, funkcjonuj w jakimś środowisku. I nie wykręcaj się sama przed sobą, że nie masz czasu - jak będziesz chciała, to trochę znajdziesz, prawda? wink



      • unema Re: A jednak koniec 25.06.12, 18:52
        roma113 napisała:
        Ale co znaczy, że doprowadziłaś się do stanu upodlenia? Zrobiłaś awanturę, rozp
        > łakałaś mu się na piersi, apelowałaś, żeby wrócił na dowolnych warunkach, zgwał
        > ciłaś go? Na czym to upodlenie polegało?

        Upodlenie polegało na upiciu się i łkaniu na piersi, ale własnej, a nie cudzej.
        Temat zgwałcenia mężczyzny, który sobie tego nie życzy zasługuje na osobny wątek , ale nie wiem czy to właściwe forum do takich rozważań wink

        > Jedyne co mogę radzić, to znaleźć sobie jakieś zajęcie - nie koniecznie musi to
        > być inny facet (chociaż jeśli fajny, to czemu nie?)

        Na razie chyba jednak facetom podziękuję, przynajmniej jako partnerom. Jakoś nie czuję potrzeby posiadania "przyjaciela". Jak to się zmieni to pewno sam się jakiś znajdzie, albo nie.
        Co do zajęć i czasu to właściwie mam nadmiar jednego i niedobór drugiego.

        Dzięki za wsparcie Roma.
        Jak to śpiewa ulubiona piosenkarka moich dzieci Sylwia Grzeszczak to był "Gorszy dzień".
        Chociaż do tego mojego nastroju pewno bardziej by pasowały słowa piosenki grupy Dżem pod identycznym tytułem.
        www.youtube.com/watch?v=6Zm1JqQ3LO0
        w sumie było " no to cyk" big_grin



Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka