nandita_7
24.09.12, 10:07
Za kilka dni będzie najprawdopodobniej po wszystkim. O ile skończy się na jednej rozprawie. Wydawało mi się, że już się pogodziłam z tą sytuacją. Po jego wyprowadzce odczułam ogromną ulgę. A teraz... sypię się. Generalnie cały system przestaje działać w wielu miejscach, czuje się fatalnie i psychicznie, i fizycznie. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Przestaję nad sobą panować. nie rozumiem, czemu. Przecież nie kocham go już. Byłam gnojona i poniewierana przez bardzo długo, mimo wszystko jak ostatnia idiotka kochałam i miałam nadzieję na lepsze jutro. Aż któregoś dnia wywinął mi takie świństwo (przez które miałam problemy zdrowotne), że w jednej chwili poczułam, że miłości we mnie już nie ma. Więc skąd teraz łzy, strach i te paskudne emocje? Owszem, boję się przyszłości, pracę mam niepewną, mieszkania wcale. Im bliżej TEJ daty, tym bardziej wszystko mi się trzęsie. I jak ja mam w sądzie zachować spokój?