Dodaj do ulubionych

Chętnie poznam Wasze zdanie.

05.02.13, 16:52
Witam,
bardzo chętnie poczytam Wasze opinie na temat mojego małżeństwa. Może rzeczywiście to ja mam problem ze sobą.
Otóż znamy się bardzo długo, a od 12 lat jesteśmy małżeństwem, dwójka dzieci w wieku szkolnym i przedszkolnym. Od zawsze byłam osobą towarzyską, lubię czynne spędzanie czasu, lubię jak coś się dzieje. Mój mąż domator (choć chodziliśmy na imprezy), pilot, telewizor...więc ja siedziałam obok lub sama z dziećmi na rowerze, na nartach itp. a mąż mówił to ja zrobię obiad.
Ale dwa lata temu znalazłam sobie hobby...zaczęłam się udzielać społecznie, organizować i się zaczęło...nagle mąż zaczął zauważać, że nie ma mnie w domu, że mam inne sprawy...
Chciałam, żeby zaczął mi pomagać ale On wolał, żebyśmy wrócili do "starego" systemu. To jeden problem.
Drugi.
Mieszkaliśmy w małym mieszkaniu po moich namowach kupiliśmy większe. Oczywiście wszystko załatwiłam ja od kredytu (przyjechał, pokazałam palcem gdzie ma podpisać i pojechał ) po przeprowadzkę, remont tego nowego.
Ten zeszły rok był tragiczny w Naszych relacjach, ciche dni zamieniające się w miesiące i do tego doszły mega problemy finansowe. I teraz sedno - mi przestało zależeć. To ja organizuję wszystko w Naszym życiu - dzieci, dodatkowe zajęcia, wakacje, wszystkie sprawy związane z poważnymi decyzjami. Sama dbam o swój samochód, przegląd, jak ciekło paliwo w garażu spod mojego samochodu i przyszli sąsiedzi, że śmierdzi..mnie nie było w domu to mąż wysłał mi sms'a paliwo Ci cieknie i tyle, zamiast wyprowadzić samochód chociaż na zewnątrz.
Do tej pory to unikałam tematów które Go drażniły, żeby nie było awantury. Od prawie roku zrezygnowałam częściowo z tej pracy społecznej (hobby), pracuję na dwóch etatach z czego jeden to sklep, który niestety zamykam. Przez ten cały rok małżonek raz płacił, raz nie płacił, więc ja robiłam wszystko żeby płacić kredyt i jakieś rachunki. Bilans na koniec roku jest katastrofalny. Teraz mąż daje 1tyś złotych i tekst przecież Ci więcej nie wytrzasnę, a w domu siedzi 2 dni w tygodniu. Ja zamykam sklep i szukam stałej, normalnej pracy na umowę. W między czasie znalazłam dodatkową, może 7zł/h to nie majątek ale jak się nie ma nic to trzeba łapać wszystko.
Nie układa Nam się nic, nie mam żadnego wsparcia z Jego strony ( no oprócz częściowej opieki nad dziećmi ale w końcu to też są Jego dzieci i zrobi coś w domu : obiad, pranie ).
Niestety nie przewidziałam takich okoliczności i nie stać mnie samej na to mieszkanie, a mój małżonek od początku jego nie chciał i teraz ma pretekst...Ty go chciałaś to teraz się sama martw jak zdobyć na nie pieniądze. Jutro robię zdjęcia i wystawiam na sprzedaż ale znam realia teraz co się dzieje na rynku i wiem, że możemy sprzedawać je i rok. Pożyczyłam pieniądze, żeby zapłacić stare rachunki i biegiem szukam pracy, a ON ??? Siedzi w domu i korzysta ze wszystkiego i płaci śmieszny tysiąc złotych, który nawet nie pokrywa kosztów kredytu. Najgorsze, że nie mam z kim zostawić dzieci, żeby być bardziej dyspozycyjną.
Marzy mi się chwila kiedy przyszedłby ktoś do mnie i powiedział : dzisiaj zrobimy to i to, ja jutro zawiozę dzieci, a ty zrób zakupy i nie zapomnij zapłacić za ten rachunek co Ci dałem. ( bo oczywiście wszystkie opłaty to też moja sprawa, bo ja mam konto z przelewami internetowymi)
Może trochę chaosu jest w tym poście ale może uda Wam się troszkę to wszystko ogarnąć.
Czy ja oczekuję za dużo ? Czy ciągle jak słyszę a TY na każde moje pytanie w stosunku do Niego to nie może mnie szlag trafić. Jak sprzedamy to mieszkanie to będę chciała rozwodu (chyba) tylko szkoda mi dzieci.
Czekam na Wasze opinie i z góry dziękuję smile
Obserwuj wątek
    • yoma Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 17:15
      Hm. Bez urazy, ale to klasyczny przykład gał, które widziały.

      Od początku było wiadomo, że ty aktywna, a mąż domator - i co, nagle zaczęło ci to przeszkadzać? Nie wymagaj od męża, żeby się zmienił dlatego, że ty się zmieniłaś.

      No to lecimy.

      > Chciałam, żeby zaczął mi pomagać ale On wolał, żebyśmy wrócili do "starego" sys
      > temu. To jeden problem.
      Znaczy, w tej pracy społecznej miał ci pomagać? A niby z jakiej paki?

      > Ten zeszły rok był tragiczny w Naszych relacjach, ciche dni zamieniające się w
      > miesiące i do tego doszły mega problemy finansowe.
      No wiesz... jak się podejmuje poważne zobowiązanie finansowe wbrew woli współmałżonka i jeszcze ma do niego pretensje, że nie rzuca się w szaleńczy wir pracy, żeby to zobowiązanie spłacić...

      a w domu siedzi 2 dni w
      > tygodniu.

      Zaryzykuję twierdzenie, że 80% społeczeństwa w wieku produkcyjnym tak ma...

      nie mam żadnego wsparcia z Jego strony ( no oprócz częś
      > ciowej opieki nad dziećmi ale w końcu to też są Jego dzieci i zrobi coś w domu
      > : obiad, pranie ).
      Logiczne, bo skoro ty zasuwasz na dwóch etatach plus biznes i praca społeczna, to ktoś musi te dzieci nakarmić.

      > Sama dbam o swój sam
      > ochód, przegląd,
      Wiesz co? Ja też smile

      To ja organizuję wszystko w Naszym życiu - dzieci, dodatkowe zajęcia,
      > wakacje, wszystkie sprawy związane z poważnymi decyzjami.
      Podsumowując: znałaś faceta bardzo długo, a zatem przed ślubem i 12 lat po ślubie godziłaś się, ba, wchodziłaś z pełną świadomością w układ, że ty w domu nosisz portki, a on pełni rolę dziecka. Co się takiego stało, że nagle przestało ci to odpowiadać? Wypalenie? Być może, ale dlaczego psy wieszasz na facecie, który jest, jaki jest od bardzo długo i jeszcze dwunastu lat?

      Spójrz optymistycznie: to jest jedyny konstans w twoim życiu. Świat się może zawalić, a Ziemia zacząć obracać w drugą stronę, a twój mąż będzie nadal dawał ci 1000 i siedział przed telewizorem, ugotowawszy wpierw obiad. Takie stałe są w życiu cholernie cenne smile

      BTW gdzieś widziałam bardzo zbliżony merytorycznie wątek. Może znajdę.
      • syde Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 17:38
        Masz rację...od zawsze było, że to ja mówiłam choć dzisiaj do kina - dobrze itd. Ale to nie ja się zmieniłam, bo ja zawsze chodziłam, robiłam. Jak pojechaliśmy w góry to ja jeździłam na nartach ze starszym, a mąż z młodszym dzieckiem stał pod stokiem. Próbowałam namówić, że teraz Ty załóż narty, spróbuj - NIE !!! Ale później pretensje, że ja kazałam Mu jechać. Choć szczerze powiem, że wolałabym jechać tylko z Młodym, bo przecież samochodem to też ja jechałam całą drogę, bo to mój samochód, bo ja lepiej go znam, a warunki w górach ciężkie. To On zaczął mi robić wymówki, że nie siedzę obok Niego przy telewizorze tylko zajmuje się głupotami. Tak prosiłam Go, żeby zajął się razem ze mną tą pracą społeczną, bo to jest związane z Naszym synem, a nie taka zupełnie społeczna praca dla kogoś obcego. Tylko organizując coś dla wszystkich dzieci równoznaczne jest z tym, że mój syn też będzie miał frajdę z tego i będzie czerpał z tego radość.
        Zgadzam się również z tym, że to ja chciałam ten dom ale idąc tym tropem to, ja chciałam dzieci, ja chciałam kupić poprzednie mieszkanie itd.
        I co, że ja to wszystko chciałam to teraz ja mam wytrzasnąć na wszystko kasę ???
        I to nie jest tak, że On siedzi z dziećmi i gotuje Im obiadki, a ja latam po świecie. Siedzi z Nimi dwa dni w tygodniu + jeden dzień albo sobota albo niedziela. Nie wspomnę, że dzieci chodzą w tygodniu do przedszkola i szkoły, więc siedzi sobie w domku sam. A w pozostałe dni nie ma Go w ogóle, bo wraca późno i wtedy ja potrafię iść do pracy, odebrać dzieci, zawieźć na treningi i ogarniać dom. Jestem tym zmęczona, bo tak naprawdę to w czym On mi pomaga ? A drażni mnie kiedy wracam z kolejnego etatu i wchodzę do domu, a mąż leży przed telewizorem, jedno dziecko przed laptopem 3h, a drugie przed bajkami...wrrrr..
        • nowel1 Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 17:49
          Nie wiem, czego oczekujesz.
          Bo nie istnieją czarodziejskie różdżki zmieniające domatora, człowieka trochę nawet leniwego, spokojnego, w gejzer pracoholizmu i maszynę do zarabiania pieniędzy.
          Żadne z Was się nie zmieniło i nie zmieni.
          Pewnie był okres zauroczenia, erotycznej fascynacji, który nawet bardzo różnych ludzi potrafi do siebie przyciągnąć, a to wygasa. I wygasło.
          Albo zamienicie to na coś innego - przywiązanie, przyjaźń, szacunek; albo żegnajcie się ze sobą, i tyle.
          Kwestia kredytu - przeszarżowałaś, i tyle. Powinien Cię powstrzymać, ale chyba w tym układzie nie potrafił. Odpowiadacie za to rzecz jasna oboje, ale tej ilości pretensji do niego chyba jednak nie rozumiem.
        • jagienka_2 Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 17:53
          Syde, zaimki: on, mu, jemu, swój, ich, im, nasze etc. piszemy małymi i tylko małymi literami. Nie odbieraj tego jako złośliwości, ta informacja może się przydać podczas pisania CV lub listu motywacyjnego, żeby się nie skompromitować...
          • nowel1 Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 17:55
            jagienka_2 napisała:

            > Syde, zaimki: on, mu, jemu, swój, ich, im, nasze etc. piszemy małymi i tylko ma
            > łymi literami. Nie odbieraj tego jako złośliwości, ta informacja może się przyd
            > ać podczas pisania CV lub listu motywacyjnego, żeby się nie skompromitować...


            Oooo, miałam to dodac, a zapomniałam smile To jest naprawdę bardzo drażniący zwyczaj...
            Jedynie w listach zwracając się do kogoś piszemy "Twoje" "Tobie" dużą literą.
            • syde Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 18:12
              Dobrze smile
            • logicman Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 18:13
              Przypomniało mi się, że na lekcjach religii pisaliśmy On, Jego itp.
              To chyba wyjątek od reguły wink
              • jagienka_2 Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 18:27
                To nie jest wyjątek, o Bogu piszemy właśnie w taki sposób, jak również w nadzwyczajnych sytuacjach o osobach zmarłych bądź szczególnie zasłużonych.
                Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta koszmarna maniera pisania wielką literą niemal każdego zaimka osobowego i dzierżawczego...
                • logicman Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 19:00
                  IMHO z braku wyczucia w jakim celu używa się wielkiej litery w określonych przypadkach.
                  Z tym wyjątkiem ironizowałem, jakbyś nie zauważyła wink
                  • nowel1 Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 19:10
                    logicman napisał:

                    > IMHO z braku wyczucia w jakim celu używa się wielkiej litery w określonych przy
                    > padkach.


                    Bardzo dobrze ujęte.


                  • jagienka_2 Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 19:10
                    Zauważyłam, ale dzisiaj mam misję i nikt, i nic mnie nie powstrzyma przed tym, żeby się w końcu rozprawić z błędną pisownią nieszczęsnych zaimków. Przynajmniej na tym forum wink
                    • yoma Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 19:45
                      Jagienko, zostaw misję.

                      Albowiem choć z postu założycielskiego wieje chłodem i niechęcią do męża, to może to pisanie Go, Jemu jednak o czymś świadczy, podświadomość daje głos smile
                      • logicman Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 19:47
                        yoma napisała:

                        > podświadomość daje głos smile

                        Dokładnie tak samo to odebrałem (niezależnie od kontekstu językowego).
                        • notting_hill Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 21:17
                          No, ale "Nas"? O czym TO ma świadczyć?

                          • logicman Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 21:22
                            Może to logiczna pochodna od "On"? wink
                          • yoma Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 06.02.13, 10:17
                            Noo, może ci "My" jeszcze są wartością (a nie już tylko ja i On).
                            • inna_nowa_ja Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 10.02.13, 22:43
                              ja przez długi czas na tym forum pisałam: Jego, On, Go.. jak to dobrze że takie forum jest coby uzmysłowić poprawność pisownismile
                              A w mailach np w pracy powinno się pisać z duzej czy z małej? np Dziekuje Ci...?
                              • logicman Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 10.02.13, 23:12
                                inna_nowa_ja napisała:

                                > A w mailach np w pracy powinno się pisać z duzej czy z małej? np Dziekuje Ci..
                                > .?

                                W mailach służbowych, gdy jestem z kimś po imieniu stosuję formę analogiczną jak w korespondencji prywatnej (czyli Ci/Ciebie/Tobie). W ten sposób okazujesz szacunek osobie zwracając się do niej bezpośrednio.
                                Sam się zastanawiam jak to wygląda z punktu widzenia formalnej poprawności językowej.
                                • anbale Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 10.02.13, 23:28
                                  logicman napisał:

                                  > W mailach służbowych, gdy jestem z kimś po imieniu stosuję formę analogiczną ja
                                  > k w korespondencji prywatnej (czyli Ci/Ciebie/Tobie). W ten sposób okazujesz sz
                                  > acunek osobie zwracając się do niej bezpośrednio.
                                  > Sam się zastanawiam jak to wygląda z punktu widzenia formalnej poprawności języ
                                  > kowej.
                                  >
                                  A jak to powinno wyglądać w korespondencji "czatowej", typu gg czy skype, ze znajomymi?
                                  Czy używanie Ci/Tobie jest wskazane czy wygląda pretensjonalnie? Nigdy nie jestem pewna
                                  • logicman Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 11.02.13, 09:29
                                    IMHO nie wygląda pretensjonalnie, sam stosuję taka właśnie formę - nawet gdy piszę z kolegą, którego znam od dzieciństwa i łączy nas wiele hektolitrów wspólnie wypitego piwa wink
                                  • mola1971 Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 11.02.13, 09:34
                                    Mnie w szkole uczono, że w korespondencji, zwracając się do kogoś w drugiej osobie liczby pojedynczej oraz mnogiej, należy używać wielkich liter. I tej zasady się trzymam smile
                                    Przy czym ja pisanie na forum/gg/skype/maile etc. traktuję jako korespondencję, w sensie, że jest to słowo pisane. Nie ma to nic wspólnego z szacunkiem (lub też jego brakiem) do rozmówcy, bardziej chodzi o poprawność językową.
                                    Czy robię dobrze? Pewności nie mam, bo język jest żywy i zasady się zmieniają. Trzeba byłoby zapytać prof. Miodka, lub prof. Bralczyka smile
        • anbale Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 19:29
          A co cię do niego przywiało, co było dla ciebie pociągające w nim ?
          Bo chyba coś musiało być, a jak było- to co się z tym stało? Może warto się do tego dokopać, może was oboje życie rozczarowało i zgaśliście trochę...

        • yoma Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 19:54
          > Ale to nie ja się zmieniłam,

          A jednak tak. Zmieniłaś się pod tym względem, że choć brałaś sobie męża biernego i mało aktywnego, to ci to nie przeszkadzało. Zaczęło przeszkadzać teraz. Co się stało?

          > Zgadzam się również z tym, że to ja chciałam ten dom ale idąc tym tropem to, ja
          > chciałam dzieci, ja chciałam kupić poprzednie mieszkanie itd.
          > I co, że ja to wszystko chciałam to teraz ja mam wytrzasnąć na wszystko kasę ??

          Ale wiesz, jeśli mąż był zdecydowanie przeciw temu teraz domowi, a ty wiedziałaś - bo wiedziałaś - że on jest w stanie włożyć w interes tylko 1000 miesięcznie, no to nie wymagaj teraz od niego, żeby został nagle prezesem banku z pensją 300 tys. miesięcznie. Bo nie zostanie.

          > ja potrafię iść do pracy, odebrać dzieci, zawieźć na treningi i ogarniać dom.
          > Jestem tym zmęczona,
          I się nie dziwię.

          > wracam z kolejnego etatu i wchodzę do domu, a mąż leży przed telewizorem, j
          > edno dziecko przed laptopem 3h, a drugie przed bajkami...wrrrr..
          Też się nie dziwię. Tylko wobec tego po co ci ten kolejny etat? No rozumiem, żeby żyć na jakiejś tam stopie. Ale może warto odpuścić stopę i etat w imię uboższego, ale szczęśliwszego małżeństwa, o ile coś się tam jeszcze tli między wami?

          No i znowu: co się takiego stało, że ci to nie przeszkadzało przez X lat, a teraz zaczęło? Przemęczenie? Możliwe. Wtedy nie ma to jak samotna podróż dla odpoczynku i poukładania sobie w głowie. Nie żartuję.
        • malgolkab Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 06.02.13, 10:20
          syde napisał(a):


          > . Ale to nie ja się zmieniłam, bo ja zawsze chodziłam, robiłam.
          No, on też się nie zmienił, był domatorem i jest nadal. Czyli co - Ty masz zostać jaka jesteś, a on zmienić się pod Ciebie?
          >To On za
          > czął mi robić wymówki, że nie siedzę obok Niego przy telewizorze tylko zajmuje
          > się głupotami. Tak prosiłam Go, żeby zajął się razem ze mną tą pracą społeczną,
          > bo to jest związane z Naszym synem, a nie taka zupełnie społeczna praca dla ko
          > goś obcego. Tylko organizując coś dla wszystkich dzieci równoznaczne jest z tym
          > , że mój syn też będzie miał frajdę z tego i będzie czerpał z tego radość.
          Czyli Ty możesz mieć pretensje, że on nie chce brać udziału w Twoim hobby (praca społeczna), a on nie może mieć, że nie chcesz z nim siąść i oglądnąć coś w tv.

          > Jestem tym zmęczona, bo tak naprawdę to w czym On mi pomaga ?
          Zajmuje się dziećmi przez pół tygodnia, upierze, ugotuje itd. czyli dzieli z Tobą obowiązki domowe. Gdyby był w pracy od rana do nocy to pewnie byś narzekała, że wszystko robisz sama, a dla niego tylko praca się liczy.

          Prosiłaś o ocenę - moim zdaniem chcesz na siłę zrobić z męża kogoś kim on ni jest i nigdy nie był, masz pretensje o coś o czym wiedziałaś i co Ci nie przeszkadzało przez kilkanaście lat - ja się nie dziwię, że chłop nie wie o co Ci chodzi.
    • yoma Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 20:02
      Znalazłam ten wątek, o którym wspomniałam, widzę pewne analogie. Długi jak cholera, więc streszczę.

      Pani się skarży, że ona zasuwa jak samolocik, a mąż nie robi nic. Na początku jest oczywiście chór "co za leniwa świnia, nie mąż", po czym w miarę rozwoju wątku okazuje się, że problem ma pani. Bo mąż robi i to całkiem sporo, natomiast pani ma a) przymus robienia. Czegokolwiek. Nie umie usiąść, odpocząć, poczytać, przytulić się, ona musi coś robić i takiego samego latania jak z propellerem wymaga od męża; b) przymus kontroli zrobionego i udowadniania, że zrobiono źle (mąż pomalował przedpokój, ale został niepomalowany szlaczek, mąż odrobił z dzieckiem lekcje, ale źle mu przeczytał zadanie); c) przymus porządku i podłogi lśniącej na glanc.

      Może i u ciebie tak jest, że musisz coś robić, choć mogłabyś spokojnie z tego zrezygnować?

      tinyurl.com/adr8s7e
      • anbale Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 20:28
        To chyba wcale nierzadki syndrom. Pracowałam kiedyś z kobietą, niezwykle aktywną, utyskującą jak bardzo jest umęczona "bezczynnością" męża. W końcu małżeństwo się rozpadło, rozwiedli się. Kiedyś mi opowiedziała historię rozpadu: nie mogąc spać o 2 w nocy, żeby nie marnować czasu, zaczęła zdejmować i namaczać firanki ze wszystkich okien w domu i wtedy w mężu coś pękło, wyprowadził się, posypało się...
        • yoma Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 21:12
          Powiem tak: jak musi, niech zdejmuje i namacza, ale niech nie budzi, żeby jej odpiąć żabki. Żyj i daj żyć innym.
      • syde Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 06.02.13, 00:28
        Nie mam tak, że muszę coś robić. I niestety nie mam błysku w domu. Owszem sprzątam ale nie poleruję big_grin
        Nigdy nie kontroluję jak coś zrobi. Nigdy nie przynosił tylko tysiaka do domu, bo wtedy nie bralibyśmy kredytu. I nie popadajmy ze skrajności pensji tysiąc złotych w skrajność 300tyś. Jestem zmęczona tylko tym, że nie mogę liczyć, że coś zostanie zrobione za mnie i tak naprawdę bez mojej wiedzy.
        Myślę, że jest tutaj za mało informacji, bo owszem kiedyś było super, bo ja robiłam nie narzekałam ale w zamian on nie robił mi awantur, że jak wychodzę na zebranie to na pewno idę na randkę. Jak dbam o siebie to dla siebie, a nie żeby wszystkim się wkoło podobać itd. Ciężko to wszystko ująć w takim wątku.
        • yoma Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 06.02.13, 10:20
          > Nie mam tak, że muszę coś robić. I niestety nie mam błysku w domu. Owszem sprzą
          > tam ale nie poleruję big_grin

          Czyli to nie jest skrajny przypadek, no i chwalić bogów smile

          > Ciężko to wszystko ująć w takim wątku.

          I wątki mają to do siebie, że istotne informacje wychodzą w trakcie. W porządku.
    • nigdy_w_zyciu1 Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 21:20
      Będę nieobiektywna.
      Pozbyła bym się z domu gada. Raczej się nie zmieni, a jeśli nawet - postawiony pod murem to na chwilę.
      Mieszkanie zawsze można sprzedać lub zamienić na mniejsze z dopłatą. Jesteś ogarniętą kobietą to coś wymyślisz na pewno.
      A trzeciego dziecka bym nie trzymała pod dachem.
      Chyba,że Ci tak wygodnie...
      • jagienka_2 Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 21:27
        Nie podoba mi się nazywanie kogokolwiek gadem. Jak widać, czepiam się nie tylko zaimków wink
        • nigdy_w_zyciu1 Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 21:38
          Jagienka czepiaj się wink
          Jestem na etapie,gdzie nazwanie faceta gadem to prawie jak komplement wink Nie miałam jednak w zamiarze nikogo obrazić tak więc mam nadzieję,że autorka wątku się obrazi smile
      • syde Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 06.02.13, 00:32
        Absolutnie nie jest mi wygodnie. Szkoda mi tylko dzieci ale wychodzę z założenia, że one nie stracą taty (mam taką nadzieję) tylko zyskają zadowolonych rodziców ale oddzielnie...chyba.

        nigdy_w_zyciu1 napisał(a):

        > Będę nieobiektywna.
        > Pozbyła bym się z domu gada. Raczej się nie zmieni, a jeśli nawet - postawiony
        > pod murem to na chwilę.
        > Mieszkanie zawsze można sprzedać lub zamienić na mniejsze z dopłatą. Jesteś oga
        > rniętą kobietą to coś wymyślisz na pewno.
        > A trzeciego dziecka bym nie trzymała pod dachem.
        > Chyba,że Ci tak wygodnie...
    • eicron Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 05.02.13, 22:38
      syde napisał(a):

      > Witam,
      > bardzo chętnie poczytam Wasze opinie na temat mojego małżeństwa. Może rzeczywiś
      > cie to ja mam problem ze sobą.
      > Otóż znamy się bardzo długo, a od 12 lat jesteśmy małżeństwem, dwójka dzieci w
      > wieku szkolnym i przedszkolnym. Od zawsze byłam osobą towarzyską, lubię czynne
      > spędzanie czasu, lubię jak coś się dzieje. Mój mąż domator (choć chodziliśmy na
      > imprezy), pilot, telewizor...więc ja siedziałam obok lub sama z dziećmi na row
      > erze, na nartach itp. a mąż mówił to ja zrobię obiad.

      > Czy ja oczekuję za dużo ? Czy ciągle jak słyszę a TY na każde moje pytanie w st
      > osunku do Niego to nie może mnie szlag trafić. Jak sprzedamy to mieszkanie to b
      > ędę chciała rozwodu (chyba) tylko szkoda mi dzieci.
      > Czekam na Wasze opinie i z góry dziękuję smile

      Moim zdaniem powinnaś się zainteresować, co Twój mąż myśli o Waszym małżeństwie.
      • syde Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 06.02.13, 00:41
        Co myśli :

        1) całe zło to to mieszkanie, bo było nam dobrze w 50m, a mi się zachciało 100 ( przy tych zarobkach jakie mieliśmy stać nas było, nie przewidziałam, że mój mąż przy spadku pensji nie zrobi nic, żeby to szybko poprawić )
        2) siedzimy w domu, trzymamy się za rączki i oglądamy telewizję.
        3) nie wychodzę nigdzie i z nikim
        4) jestem żoną i matką, nie mam własnych zainteresowań, nie mogę porozmawiać przez telefon, bo i po co. On kolegów nie ma, więc oczekuje, że ja też nie będę mieć koleżanek, bo o kolegach to już nie wspomnę, choć nigdy nie dałam mu żadnych powodów do takiego zachowania.

        Naprawdę nie należę do kobiet gderających, kocham piłkę nożną, oglądam mecze, pije piwo. Jestem normalna smile


        eicron napisał:

        > syde napisał(a):
        >
        > > Witam,
        > > bardzo chętnie poczytam Wasze opinie na temat mojego małżeństwa. Może rze
        > czywiś
        > > cie to ja mam problem ze sobą.
        > > Otóż znamy się bardzo długo, a od 12 lat jesteśmy małżeństwem, dwójka dzi
        > eci w
        > > wieku szkolnym i przedszkolnym. Od zawsze byłam osobą towarzyską, lubię c
        > zynne
        > > spędzanie czasu, lubię jak coś się dzieje. Mój mąż domator (choć chodzili
        > śmy na
        > > imprezy), pilot, telewizor...więc ja siedziałam obok lub sama z dziećmi
        > na row
        > > erze, na nartach itp. a mąż mówił to ja zrobię obiad.
        >
        > > Czy ja oczekuję za dużo ? Czy ciągle jak słyszę a TY na każde moje pytani
        > e w st
        > > osunku do Niego to nie może mnie szlag trafić. Jak sprzedamy to mieszkani
        > e to b
        > > ędę chciała rozwodu (chyba) tylko szkoda mi dzieci.
        > > Czekam na Wasze opinie i z góry dziękuję smile
        >
        > Moim zdaniem powinnaś się zainteresować, co Twój mąż myśli o Waszym małżeństwie
        > .
        • errormix Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 06.02.13, 08:51
          syde napisał(a):

          > Co myśli :
          >
          > 1) całe zło to to mieszkanie, bo było nam dobrze w 50m, a mi się zachciało 100
          > ( przy tych zarobkach jakie mieliśmy stać nas było, nie przewidziałam, że mój m
          > ąż przy spadku pensji nie zrobi nic, żeby to szybko poprawić )


          No i masz odpowiedź. Chciałaś nowego mieszkania, namawiałaś, wierciłaś mu dziurę w brzuchu, zrzędziłaś. Chłop nie chciał się zgodzić, więc ty pozałatwiałaś wszystko żeby on nie musiał, ale nie przyszło ci do głowy, że on tego po prostu nie chce, a załatwiając to stawiasz go w jeszcze gorszej sytuacji. Więc się zgodził, choć sama piszesz że w mniejszym mieszkaniu było dobrze. Teraz nie ma pracy, więc ty mu wiercisz znowu dziurę i marudzisz, że nie robi nic by to naprawić. Nie dziw mu się więc, że zachowuje się tak jak się zachowuje. To mieszkanie to dla niego tylko problem. Teraz, gdy nie ma pracy, jeszcze większy. Twój mąż to domator. A wiesz co to znaczy? To znaczy, że przyzwyczaił się do tego mieszkania, które mieliście, było mu tam dobrze, nie potrzebował zmian. Zgodził się na większe dla ciebie, dla świętego spokoju. Doceń to.


          > 2) siedzimy w domu, trzymamy się za rączki i oglądamy telewizję.

          Wiele kobiet, na twoim miejscu, poszłoby do Częstochowy na kolanach żeby mieć w domu faceta, który trzymałby ją za rączkę i oglądał tv. Dla niego to trzymanie za rączkę i ten telewizor to swego rodzaju wyznacznik bliskości, spokoju rodzinnego, stałości i przywiązania do ciebie. Domatorzy nie lubią zmian, rewolucji. Lubią bliskość i święty spokój. Jemu do szczęścia jesteś potrzebna ty, twoja osoba. Tobie - stado znajomych, wycieczki, wyjazdy, imprezy itp. Na początku znajomości on oczywiście z tobą jeździł, wychodził, spotykał się z twoimi znajomymi, ale na dłuższą metę nie da się robić czegoś co nie leży w twojej naturze. Tak samo jak ciebie uwiera siedzenie w domu. Ty chcesz żyć tak jak ty chcesz i wymagasz tego od męża. Dlaczego nie zastanowisz się nad tym, że on oczekuje tego samego od ciebie?

          > 3) nie wychodzę nigdzie i z nikim

          j.w.

          > 4) jestem żoną i matką, nie mam własnych zainteresowań, nie mogę porozmawiać pr
          > zez telefon, bo i po co. On kolegów nie ma, więc oczekuje, że ja też nie będę m
          > ieć koleżanek, bo o kolegach to już nie wspomnę, choć nigdy nie dałam mu żadnyc
          > h powodów do takiego zachowania.

          j.w.

          >
          > Naprawdę nie należę do kobiet gderających, kocham piłkę nożną, oglądam mecze, p
          > ije piwo. Jestem normalna smile

          Nie znam osoby, która powiedziałaby o sobie że jest nienormalna big_grin

          A teraz siądź sobie spokojnie na kanapie, zrób kawę i się zastanów. Ale tak poważnie. Czego ty właściwie oczekujesz od małżeństwa? Co jest w tym małżeństwie ważne? Czy to, że ty po okresie stagnacji i wychowywania dzieci masz teraz chęć wychodzić, spotykać się i "nadrabiać" stracony czas, a on nie, jest warte rozwodu? Czy wg. ciebie, jak już się rozwiedziesz, to masz pewność że nowy facet będzie z tobą biegał o 5 rano, mył okna o 6, szedł na fitness o 16, wybierał się z tobą do znajomych o 18 i przez cały dzień nawet nie spojrzy na pilota?

          W każdym związku jedną z najważniejszych rzeczy jest określenie zasad, jakie mają w nim obowiązywać. Ty i twój mąż tego nie zrobiliście. On na początku starał się przypodobać tobie i robił rzeczy, których tak naprawdę nie lubił, a ty nawet jeśli to zauważałaś, wychodziłaś z założenia, że z czasem on się zmieni, albo mu się to spodoba, albo to ty pójdziesz na jakieś ustępstwa i będzie git.

          Jak widzisz, ludzkie charaktery się nie zmieniają. Każdy jest taki jaki jest. I inny nie będzie.

          Więc jeśli jeszcze nie dopiłaś tej kawy, co ją sobie zrobiłaś, to zapytaj siebie na głos, czy to o czym nam tutaj piszesz, warte jest rozwodu, warte jest rozbicia rodziny, spraw sądowych, podziałów majątków, ustalania opieki nad dziećmi, fundowania im stresów, układania życia praktycznie od nowa i pytania za jakiś czas, które może paść z ust któregoś z dzieci: Mamo, rozwiodłaś się z tatą, bo ty chciałaś chodzić na imprezy, a on nie?

          Z tego co piszesz nie wynika, że się kłócicie, robicie awantury, bijecie się, albo pijecie. U was jest różnica charakterów. I oczywiście, z takich powodów ludzie się też rozwodzą. Tyle tylko, że jesteście już 12 lat po ślubie. I zakładając, że się jednak rozwiedziesz, to musisz zastanowić się też jak długo ty jeszcze będziesz miała ochotę na te wyjścia, to bieganie, to urozmaicanie życia, tylko po to by coś się działo?
          • yoma Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 06.02.13, 10:23
            > Nie znam osoby, która powiedziałaby o sobie że jest nienormalna big_grin

            Oooo, Error, bardzo cię przepraszam, ale... tongue_out
        • eicron Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 06.02.13, 17:25
          syde napisał(a):

          > Co myśli :

          To co napisałaś poniżej to nie jest odpowiedź na pytanie, co Twój mąż myśli o Waszym małżeństwie. To jest tylko opis tego, w jaki sposób Twój mąż okazuje Ci swoje niezadowolenie z obecnego stanu rzeczy.

          > 1) całe zło to to mieszkanie, bo było nam dobrze w 50m, a mi się zachciało 100
          > ( przy tych zarobkach jakie mieliśmy stać nas było, nie przewidziałam, że mój m
          > ąż przy spadku pensji nie zrobi nic, żeby to szybko poprawić )
          > 2) siedzimy w domu, trzymamy się za rączki i oglądamy telewizję.
          > 3) nie wychodzę nigdzie i z nikim
          > 4) jestem żoną i matką, nie mam własnych zainteresowań, nie mogę porozmawiać pr
          > zez telefon, bo i po co. On kolegów nie ma, więc oczekuje, że ja też nie będę m
          > ieć koleżanek, bo o kolegach to już nie wspomnę, choć nigdy nie dałam mu żadnyc
          > h powodów do takiego zachowania.
          >
          > Naprawdę nie należę do kobiet gderających, kocham piłkę nożną, oglądam mecze, p
          > ije piwo. Jestem normalna smile

          No nie, skoro kochasz piłkę nożną, oglądasz mecze i pijesz piwo to nie jesteś normalna wink Miłego kibicowania dziś wieczorem smile
          • yoma Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 06.02.13, 17:57
            Co do piłki nożnej, to już chyba czwarta czy piąta na tym forum, więc to już jest chyba norma tongue_out
            • syde Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 06.02.13, 18:14
              Tą piłką nożną i piwem to chciałam tylko nakreślić obraz, że nie jestem gderliwą babą, co mąż siedzi przed telewizorem z piwem w ręku, oglądając mecz, a ja mu biednemu kołki ciosam, bo sama tak często robię smile a nie latam i firanki ciągle piorę jak co niektórzy mi tu sugerowali. tongue_out
              Dzięki za odpowiedzi, przemyślę sobie jeszcze raz wszystko.
              • yoma Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 06.02.13, 18:26
                Nie chodziło o kompulsywne pranie przez ciebie firanek (chociaż kto cię tam wiedział, mało danych), ale o umiejętność tzw. usiąścia na czterech. Zeznałaś, że takową posiadasz, czyli nie w tym leżał problem, uprzejmie dziękuję smile
            • eicron Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 06.02.13, 18:20
              yoma napisała:

              > Co do piłki nożnej, to już chyba czwarta czy piąta na tym forum, więc to już je
              > st chyba norma tongue_out

              Albo sygnał że istnieje jakiś związek między piłką nożną a rozwodami wink
              • yoma Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 06.02.13, 18:27
                > Albo sygnał że istnieje jakiś związek między piłką nożną a rozwodami wink

                W tych małżeństwach, w których żona siedzi z piwem przed telewizorem z meczem, a mąż gdera... smile
                • eicron Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 06.02.13, 18:48
                  yoma napisała:

                  > > Albo sygnał że istnieje jakiś związek między piłką nożną a rozwodami wink
                  >
                  > W tych małżeństwach, w których żona siedzi z piwem przed telewizorem z meczem,
                  > a mąż gdera... smile

                  ...że mu ktoś jego królestwo i rolę społeczną zapitolił wink
                  • yoma Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 07.02.13, 09:26
                    Powiem ci, że więcej znam facetek niż facetów lubiących piłkę nożną, więc gdzież ta rola społeczna? (A to już jest temat na całkiem osobne rozważania.)

                    BTW kto nie oglądał, to wkopano naszym orłom sokołom 2:0.
          • syde Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 06.02.13, 18:08
            Wzajemnie Eicron big_grin
    • tricolour Sama jesteś sobie winna... 05.02.13, 22:57
      ... w bardzo znaczącej części: wykastrowałaś kota. Na dodatek było to kot z natury kanapowy, który po wykastrowaniu w ogóle nie nadaje się już do niczego oprócz siedzenia na kolanach i mruczenia. Niestety nie będziesz miała z niego pożytku do czasu aż mu odrośnie.

      Rozwód. Jeśli planujesz rozwód, to tak na zdrowy rozsądek rozwód powinien być z Twojej winy. Nie możesz mieć pretensji, że domator jest domatorem, bo kim ma być skoro tak chciałaś domatora, że aż go poślubiłaś i masz z domatorem dzieci?
      • syde Re: Sama jesteś sobie winna... 06.02.13, 00:49
        To nie tak, że on był domatorem i tylko siedzieliśmy w domu. Ludzie...jak byliśmy młodzi chodziliśmy na imprezy, jeździliśmy na wycieczki itd. Później nastał czas stabilności czyli ślub, po dwóch latach pojawił się syn, własne biznesy, kolejne dziecko. I teraz jak dzieci są już większe to można znów trochę poszaleć smile Ja nie mówię o dyskotekach, tylko o spotkaniach ze znajomymi, wypadach 3-4 dniowych ale jemu się nie chce. Idź, jedź sama i dwa lata temu zostawałam, odmawiałam znajomym. Ale później stwierdziłam, że ja tak dłużej nie mogę, bo to jemu się zmieniło. I zaczęłam jeździć i to nie sama tylko zawsze z dziećmi. Nawet w tym roku byłam sama z dziećmi na sylwestra, bo jemu się też nie chciało, bo między nami się nie układa, więc on nie pójdzie do znajomych - naszych wspólnych. Ach...


        tricolour napisał:

        > ... w bardzo znaczącej części: wykastrowałaś kota. Na dodatek było to kot z nat
        > ury kanapowy, który po wykastrowaniu w ogóle nie nadaje się już do niczego opró
        > cz siedzenia na kolanach i mruczenia. Niestety nie będziesz miała z niego pożyt
        > ku do czasu aż mu odrośnie.
        >
        > Rozwód. Jeśli planujesz rozwód, to tak na zdrowy rozsądek rozwód powinien być z
        > Twojej winy. Nie możesz mieć pretensji, że domator jest domatorem, bo kim ma b
        > yć skoro tak chciałaś domatora, że aż go poślubiłaś i masz z domatorem dzieci?
        • tricolour Poprosiłaś o opinie... 06.02.13, 08:52
          ... sama z siebie, nikt siłą na forum nie zaciągnął. No to dostałaś opinie po tym co i jak napisałaś.

          A gdy odpowiedzi nie podobają Ci się (bo ukazują Twoją współodpowiedzialność za nędzny stan rzeczy) to prostujesz pierwotną wypowiedź, by odpowiedzi straciły moc. Proszę bardzo - możesz się okłamywać, ale po co? Poprawi to coś?

          Facetowi się nie chce. Jemu dlatego się nie chce, bo Ty i tak wszystko ogarniesz. Po co się wysilać gdy ma się jelenia do zapierdalania?
          • scindapsus Re: Poprosiłaś o opinie... 06.02.13, 09:59
            tricolour napisał:

            ciach
            > Facetowi się nie chce. Jemu dlatego się nie chce, bo Ty i tak wszystko ogarnies
            > z. Po co się wysilać gdy ma się jelenia do zapierdalania?

            Jakie to jest prawdziwe
            I nie trzeba pisać nic więcej.

        • kalpa Re: Sama jesteś sobie winna... 06.02.13, 08:59
          Syde, po latach wspólnego życia wychodzą rzeczy, które drażnią, choć na początku tego się nie odczuwało i nie zauważało. Nie ma się temu co dziwić. I nie ma co się zajmować nadmierną analizą- zmęczenie materiału po latach. I nie o tym chce pisać czyja wina itp, bo to nie ma sensu.
          Jest ci żle, niewygodnie i odczuwasz potrzebę zmiany, bo ci za bardzo dopiekła obecna sytuacja.
          Ale jesli masz wizję, że weźmiesz rozwód i potem się poukłada z kim NOWYM... to tutaj mocno przyhamuj. Codzienność po rozwodowa nie jest często łatwa, odpada pomoc byłego partnera, a nowy- nawet najfajniejszy -jeśli się znajdzie- nie zawsze jest w stanie sprostać codziennemu życiu z nieswoimi dziećmi. A to bardzo prosta i krótka droga do frustracji. Nie czarujmy się- cudowne happy endy miewają swoje ciemne strony...
          Piszę z autopsji....
          • syde Re: Sama jesteś sobie winna... 06.02.13, 10:25
            Dzięki za wszystkie odpowiedzi. Przemyślę wszystkie sprawy przy kawie big_grin
            Natomiast większość z was nie rozumie sedna sprawy, że tu nie chodzi o imprezy, a o wspólne życie. Mąż nie stracił pracy, bo jest sam sobie szefem tylko nie robi nic, żeby poprawić swoją sytuację finansową, która jest teraz tragiczna. Właśnie odłączyli nam gaz i co....przez tydzień nie zrobił nic. Musiałam pożyczyć kasę, iść zapłacić, podpisać na nową umowę i...w piątek będzie ciepło i ciepła woda i to wszystko znów JA. Takich sytuacji jest mnóstwo, codziennych złośliwości i dajcie już spokój z tym sprzątaniem i myciem okien, bo to nie JA big_grin
            Nie wiem czy chcę rozwodu ale teraz mam szansę na ułożenie sobie życia jeszcze i nie mówię tu o innych portkach. Tylko jeżeli teraz ogarniam większość to i później dam radę ale mając dwójkę dzieci, a nie trójkę. Jeżeli teraz nie mogę liczyć na niego jak jest źle to później jak będę chora, niedołężna big_grin to będę miała w nim oparcie ?
            Nie macie czasami tak, że małżonek przyjdzie i powie...kupiłem bilety, bo leci fajny film w kinach albo dzisiaj jest ładna niedziela choć pojedziemy nad wodę, dzieci się pobawią w wodzie my odpoczniemy. Chodzi mi, żeby zdjął z moich barków część spraw, bo już mi kręgosłup siada.
            Miłego dnia smile
            • yoma Re: Sama jesteś sobie winna... 06.02.13, 10:45
              > .przez tydzień nie zrobił nic

              A co, u licha, miał robić? Skoro ty przez 12 + x lat byłaś od tego?

              Ja cię rozumiem, że masz dosyć. Ale jeśli w ciągu 24 godzin chcesz zmienić reguły w trakcie gry, to tak się nie da.
            • kalpa Re: Sama jesteś sobie winna... 06.02.13, 10:47
              Syde ja cię doskonale rozumiem!
              I też wolę radzic sobie z 2 niż z 3 dzieci w tym jednym w dorosłych portkach ! wink
              Nie tylko ty masz dosyć- wiele z nas przez to przeszło, że exio z superfantastycznego młodziaka przeistoczył się w kanapowca, z którym codzienność stała się udręką.
              Ty jesteś zaradna babeczka i to twoja bardzo silna strona... i możliwe, że własnie dzięki temu funkcjonujecie, bo ie biedę..
              W swoich "podróżach po małżeńskich" poznałam fajnych facetów, ciekawych i inteligentnych, ale kompletnie nie do codziennego życia, w którym trzeba zapłacić rachunki na czas, kupić/ugotować/ naprawić/załatwić itp... i to wcale nie byli zdziadziałe misie!!
              Ale coraz częściej mam wrażenie, że mężczyźni -jak już są wolni- niekoniecznie chcą wchodzić znowu w kierat codzienności...bo to zwyczajnie męczy, nudzi i lepiej sobie skakać radośnie z kwiatka na kwiatek, sączyć romantycznie winko w uroczej restauracyjce w malutkim miasteczku, gdzie nie ma stresu związanego z zepsutym samochodem,cieknącym kranem, irytującej nastolatki/latka w domu itp...
              stąd wiem, że czasem wygodę "nie mienia problemów z zasiedziałym panem z puszką piwa na sofie" opłaca się samotnością...
              I proszę wszystkich fajnych panów, żeby na mnie teraz nie skakali wink
              Ja sama - prawdopodobnie- gdybym była wolna, miała odchowane dzieci itp- nie pchałabym się w męczący kołowrotek codziennych problemów z nieswoimi dziećmi, ich humorami i chimerami... bo fajniej kupić bilety i iść gdzieś nie myśląc o tym, czy maluchy są szczęśliwe pod opieka babci/niani/sąsiadki wink
              A Tobie Syde życzę siły i odciążenia smile
              • syde Re: Sama jesteś sobie winna... 06.02.13, 10:55
                Dzięki Kalpa smile
                Myślę, że również ma tu znaczenie, że między nami jest 8 lat różnicy i kiedyś jak ja miałam lat naście, a później dzieścia to wydawało mi się, że to dojrzały, zaradny facet.
          • yoma Re: Sama jesteś sobie winna... 06.02.13, 10:39
            Syde

            idzis, to jest tak.

            > jemu się nie chce. Idź, jedź sama i dwa lata temu zostawałam, odmawiałam znajomym

            Z własnego podwórka przykład. Ja uwielbiam łazić. Mój mąż nie łazi, z rozmaitych powodów. I co, ja mam mieć pretensje, że on ze mną nie łazi, a on strzelać focha, że mu się urywam do lasu czy w inne góry? No bez sensu przecież. Ja łażę, on nie łazi, obie strony przyjęły do wiadomości z wszystkimi konsekwencjami.

            Z tego, co piszesz, u was też tak było. Czy, i kiedy, któreś z was zaczęło się upierać "nigdzie nie pójdziesz, zostaniesz ze mną w domu za rączkę przy TV" albo "starczy tego siedzenia przed TV, idziemy na imieniny do Ziutków"?

            BTW ty możesz iść do Ziutków, a dzieci zostawić mężowi. Daj mu pokazać, że jest na tyle kumaty, że je ogarnie, choćby to miało oznaczać siedzenie przed bajkami.

            Druga sprawa - piszesz, że chciałabyś, żeby mąż raz na rok zrobił coś sam z siebie. W tej chwili nie zrobi, bo mu to do głowy nie przyjdzie, bo zawsze ty wszystko ogarniałaś. Rzecz jest być może do rozwiązania w wyniku długich nocnych Polaków rozmów, ale na pewno nie od razu.

            Co radzę: naprawdę radzę zrobić sobie urlop. Jesteś przemęczona, rozgoryczona i nie stać cię na w miarę obiektywny ogląd spraw. Zostaw dzieci mężowi, dadzą sobie radę, i jedź na dwa tygodnie gdzieś, gdzie ci dobrze. Odpoczniesz, ochłoniesz, nabierzesz dystansu, przemyślisz, nabierzesz być może ochoty do poważnej rozmowy z mężem bez fochów i wyrzutów.

            Tylko błagam, nie mów, że sobie bez ciebie nie poradzą. Bo sobie poradzą śpiewająco.
            • syde Re: Sama jesteś sobie winna... 06.02.13, 11:09
              Właśnie tak było. On mówił idź z dziećmi na spacer, rower ja zrobię obiad. I tak było. Tylko on się tak do tego przyzwyczaił, że stało się to normą, bo jechał właśnie Kubica, bo jest zmęczony itp. I właśnie dla mnie to siedzenie za rączkę przed telewizorem wieczorem jak się ma do ciągłego spędzania czasu w ciągu dnia samej ? Mieszkamy na dużym zamkniętym osiedlu i sąsiedzi owszem wychodzą pojedynczo ale czasami spędzają czas razem właśnie na rodzinnym spacerze. Ale to naprawdę poboczny temat, który owszem ma wpływ na całość, bo to się tak zbiera, zbiera..
              Jak ja mam wyjechać gdzieś jak nie mam na rachunki, powiedz.
              Jak w tydzień miał znaleźć pieniądze na gaz, a jak ja je znalazłam ? Trzeba działać, bo toniemy, a on tego nie rozumie. Napisać pismo do banku, żeby zawiesić raty na pół roku i znów decyzja czy za pół roku spłacimy od razu te 6 rat, czy mają dopisać do kredytu ? Decyzja ciężka, bo jak mają dopisać raty do kredytu to muszą sprawdzić zdolność i tu znów mur. Jak zaryzykuję, że za pół roku znajdę dobrą pracę, sprzedamy mieszkanie, a tego nie zrobimy to co znów będzie, że ja podjęłam taką głupią decyzję. Oj...każdy mówi dobrze, że trafiło na ciebie, bo ty dasz sobie radę, bo ty masz mocną psychikę ale ja już właśnie słabnę sad
              • yoma Re: Sama jesteś sobie winna... 06.02.13, 11:22
                I dlatego wyjedź. IMHO pierwsze, co teraz powinnaś zrobić, to wyplątać się z kołowrotu i nabrać dystansu. Na gaz się znalazło, to i na wyjazd się znajdzie, to nie musi być Hilton na Maderze.

                Na sprzedaż mieszkania nie licz. Rynek nieruchomości leży i kwiczy, a jeszcze obciążone... Chyba że za bezcen, co was nijak nie urządza.
                • syde Re: Sama jesteś sobie winna... 06.02.13, 11:30
                  Nie jest obciążone tylko na kredyt ( i to nie na 100% wartości, nawet nie na 50% smile ), a raty na razie płacę, bo to dla mnie priorytet.
                  • yoma Re: Sama jesteś sobie winna... 06.02.13, 11:40
                    Czyli jest obciążone. Nie oszukuj się, że "nie jest zadłużone, tylko na kredyt". Nabywcy ryba, czy ma spłacać raty zadłużenia, czy raty kredytu, on nie chce spłacać w ogóle.
                    • syde Re: Sama jesteś sobie winna... 06.02.13, 11:53
                      Nabywca nic nie płaci, bo jak kupuje mieszkanie to wpłaca zadatek, a ja spłacam kredyt i po temacie smile
                      Przerabiałam to już z poprzednim mieszkaniem, więc jestem mundra big_grin
                      • logicman Re: Sama jesteś sobie winna... 06.02.13, 12:39
                        Znajdź klienta, który teraz tak chętnie wpłaci Ci zadatek smile
                        Nieruchomości do wyboru, do koloru, ciężko sprzedać cokolwiek o ile solidnie nie zejdziesz z ceny.
                      • yoma Re: Sama jesteś sobie winna... 06.02.13, 12:44
                        Syde, już obojętnie kto płaci - nie łudź się, że strzelisz palcami i sprzedasz mieszkanie, z kredytem czy bez. Rynek leży.

                        Ale jeśli ten kredyt mieszkaniowy jest równy wysokości ewentualnego zadatku, czyli nie są to jakieś porażające pieniądze, to rozważ wzięcie drugiego kredytu na spłatę kredytu mieszkaniowego i wtedy sprzedajesz czyste mieszkanie.

                        Tylko nie zlecaj tego mężowi!
                      • sebalda Re: Sama jesteś sobie winna... 06.02.13, 13:09
                        Może nie do końca na temat, ale takie miałam skojarzenie. Oglądałam wczoraj wspaniały film Rozstanie www.filmweb.pl/film/Rozstanie-2011-609587. Jest tam ogromna złożoność problemów, ale punktem ich wyjścia jest niemożność dogadania się dwojga małżonków. Ani jedno, ani drugie nie chce popuścić. Decydują się na separację, ona ma nadzieję, że on się ugnie, on dalej stoi na swoim (też słusznym) stanowisku. Nie chcę spamować, film polecam z całego serca, ale dla mnie spośród wszystkich poruszonych problemów jeden był szczególnie bolesny: totalnie rozerwane dziecko. Mądra, wrażliwa dziewczynka stawiana w sytuacji absurdalnego wyboru, bo rodzice nie potrafią się dogadać. I jak uważam, że gdy problemem jest na przykład przemoc, alkoholizm, wzajemna nienawiść rodziców, to dla dobra dzieci taki związek trzeba skończyć, tak gdy w grę wchodzi okopywanie się na swoich stanowiskach, upór, brak pewnej elastyczności, trzeba zrobić wszystko, by to naprawić i nie zabierać dzieciom rodziny.
                        Bardzo dużo czytam historii małżeńskich. I bardzo rzadko faceci są aktywni, wyrywni, chętni do przejmowania inicjatywy. Większość kobiet skarży się na ten brak inicjatywy, że kina nie zaproponuje, kwiatów nie kupi. Gdybyż tylko takie problemy były na świeciewink Wielu facetów tak ma i trudno, trzeba nauczyć się z tym żyć, a rozwodzić się z tego powodu to już naprawdę przegięcie. Tak uważam.
                        • kalpa Re: Sama jesteś sobie winna... 06.02.13, 14:05
                          Kolejne związki na ogół borykają się z podobnymi problemami co wcześniejsze...
                          tez na początku obie strony wykazują entuzjazm, często napędzani nowym, ożywczym uczuciem.
                          Potem jest ten sam kołowrotek, w którym - często niestety- pojawia się to samo zmęczenie i te same problemy.
                          I sama się zastanawiam jak sobie poradzić, co i jak zmieniać, żeby nie popaść w stare schematy...
                          • anbale Re: Sama jesteś sobie winna... 06.02.13, 14:22
                            Nie zawsze tak bywa.
                            Mój aktualny związek- mieliśmy bardzo trudne początki, myśmy jakby od razu, na pierwszy rzut mieli okazje się zweryfikować jako Ci, co nie opuszczą się w biedzie.
                            Entuzjazm, romantyczność, uniesienia, które to zazwyczaj przerabia się najpierw- u nas przyszły po tym trudnym, skomplikowanym czasie w którym byliśmy zmuszeni się nawzajem wspierać .
                            I teraz jest bardzo dobrze, chciałabym żeby tak zostało.
    • xciekawax Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 06.02.13, 20:26
      Mi sie wydaje ze on nieswiadomie Ci na zlosc robi bo zrobilas wbrew jego woli kupujac to mieszkanie, i urazilas jego godnosc nie liczac sie z jego zdaniem.

      rozwine to:

      w domu nosisz portki, wiec on spodnice. Nawet jak facet sie na to zgadza - to jednak razi to jego godnosc. Ty, czym wiecej zarabialas, tym pewniej sie czulas dominujac wszystko i wszystkich. Zaczelas mowic o mieszkaniu - on powiedzial NIE. Ty to olalas. Jego poczucie wartosci padlo. Bo bez urazy, ale nie liczysz sie z jego zdaniem.

      Wiec podswiadomie ( i tutaj to zgaduje) moze nawet stracil prace, albo zrobil tak aby stracic. I teraz nie szuka pracy bo sie na Tobie msci. To zemsta. taki palec w ciebie "Acha! teraz cierp sobie za to ze nie liczylas sie z moim zdaniem". Rozumiesz? On moze nawet nie zdawac sobie z tego sprawy ze tak czuje/robi.

      Kiedy ostatnio zapytalas sie jego o zdanie i zrobiliscie tak jak on postanowil?

      I ja rozumiem ze zycie z takim dzieckiem jest ciezkie, i nawet bym Cie rozumiala gdybys sie rozwiodla. Szczegolnie ze ty po prostu chcesz aby on Ciebie wspieral, a on ciebie nie wspiera bo widzi w Tobie wielkiego faceta, w dodatku z maczuga, takiego Cowboja. I byc moze nawet sie Ciebie boi. (mowimy tutaj tylko o tym co u niego w glowie moze siedziec - a nie ze fizycznie sie boi).

      Tak czy inaczej, jezeli chcesz dac szanse - to musicie isc do psychologa razem. Potraktoj to jako Twoj nastepny projekt/ hobby.

      Musicie przerobic wasze uczucia, i kto ma jakie oczekiwania od partnera. Moze on czulby sie bardziej pewny swojej roli jako mezczyzna gdyby mial wiecej obowiazkow - ale te obowiazki nie moga byc mu dane jak dziecku (np: ty wynosisz kosz na smieci, itd... ). Obowiazki powinne wyniknac z poczucia odpowiedzialnosci za rodzine.

      Pozdrawiam!

      • sebalda Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 06.02.13, 21:05
        Ty potrzebujesz jego zaangażowania i inicjatywy, on Twojego ciepła. Macie inne oczekiwania, ale tak sie zdarza w związkach i na ogół przy obustronnych staraniach to się udaje jakoś ogarnąć. Ale kluczowym słowem jest OBUSTRONNYCH. Czy Ty czasami dajesz mu to ciepło? Czy udaje Ci się przemóc i go za tę rękę przed telewizorem potrzymać? Nie? Bo Cię denerwuje jego brak inicjatywy? Skoro Ciebie on denerwuje, to może to działa też w drugą stronę? Sprawdziłaś kiedyś, co się dzieje, gdy Ty się choć trochę dostosujesz? Ty zrobisz krok w jego stronę? Piszesz, że on na początku się starał, wychodził z Tobą. Ale nigdzie nie napisałaś, że i Ty czasami się starałaś wyjść jego oczekiwaniom na przeciw. Uważasz, że to jest ok?
        Skądinąd, jakie to dziwne, że ludzie się tak beznadziejnie dobierają i jeszcze robią sobie dzieci. Ja tam bym chciała mieć takiego spokojnego, lubiącego ciepło misia. Co z tego, że to mój mąż jest stroną zaradną i z inicjatywą, jak ta zaradność przejawia się w chęci niepodzielnego rządzenia, wręcz ubezwłasnowolnienia mnie, podporządkowania sobie? Do tego stopnia, że bezwiednie nabawiłam się przy nim wyuczonej bezradności? A może z Twoim mężem jest trochę tak jak ze mną? Może to Ty go ubezwłasnowolniłaś, aż się poddał i przestało mu zależeć? Ktoś pisał tutaj o kastracji. Może coś jest na rzeczy?
        A jakim jest ojcem? Jaki stosunek mają do niego dzieci? Myślałaś o tym, jak one przyjęłyby Wasz rozwód? A może tak jak z mężem, wymagasz od nich także, żeby się podporządkowały Twojej woli???
        • balshoy Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 07.02.13, 13:12
          kobiety mówcie co czujecie!
          facet nie zawsze się domyśli, nawet jak bardzo kocha
          ale jak zrozumie o co Wam chodzi to będziecie szczęśliwsze
          nawet jeżeli jest domatorem a będzie miał czytelny przekaz, na pewno żywiej zareaguje na wasze potrzeby, zainteresowania
          ja niestety za późno zrozumiałem co i jak mogę zrobić, a moja zamykała się kokonie
          i teraz uroiła sobie, że Bóg podesłał jej miłość życia
          i zrobiła coś czego Bóg nie pochwala...ba, jaka ironia losu
          a ja przeżywam horror bo tak bym chciał być z nią i dla niej
          • to_nie_ja2 Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 07.02.13, 13:28
            To samo dotyczy mężczyzn.
            Generalnie komunikacja to podstawa.
            Mój mąż też zapomniał powiedzieć mi jak bardzo i od jak dawna jest nieszczęśliwy. Powiedział za to koleżance w pracy, która postanowiła go skutecznie pocieszyć. Jest obecnie jego "drugą szansą na bycie szczęśliwym".
            Szkoda, że żadne z nich nie pomyślało o szczęściu dwójki malutkich dzieci sad
            • altz Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 07.02.13, 16:07
              to_nie_ja2 napisała:
              > Powiedział za to koleżance w pracy, która postanowiła go skutecznie pocieszy
              > ć. Jest obecnie jego "drugą szansą na bycie szczęśliwym".
              Miłość jeszcze przed wiosną? To takie miłe! Trzeba trzymać za nich kciuki, żeby im się udało!

              > Szkoda, że żadne z nich nie pomyślało o szczęściu dwójki malutkich dzieci sad
              Jesteś dziwna na tle forum, tutaj większość pań uważa, że szczęście rodzica jest najważniejszą rzeczą, bo szczęśliwy rodzic, to i szczęśliwe dzieci.
              Ale może nie zrozumiałem dokładnie i chodziło tylko o kobiety, a mężczyzn się to nie tyczyło? :o
              • to_nie_ja2 Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 07.02.13, 16:28
                altz napisał:

                > Miłość jeszcze przed wiosną? To takie miłe! Trzeba trzymać za nich kciuki, żeby
                > im się udało!
                Wiem, że przemawia przeze mnie złość, ale ja wcale im nie kibicuję.

                > > Szkoda, że żadne z nich nie pomyślało o szczęściu dwójki malutkich dzieci
                > sad
                > Jesteś dziwna na tle forum, tutaj większość pań uważa, że szczęście rodzica jes
                > t najważniejszą rzeczą, bo szczęśliwy rodzic, to i szczęśliwe dzieci.
                > Ale może nie zrozumiałem dokładnie i chodziło tylko o kobiety, a mężczyzn się t
                > o nie tyczyło? :o
                Tak wiem, dziś już słyszałam, że dziwna jestem smile
                A tak na poważnie, teraz na etapie kiedy moje dzieci i ich szczęście są dla mnie najważniejsze.
                • altz Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 07.02.13, 18:04
                  to_nie_ja2 napisała:
                  > Tak wiem, dziś już słyszałam, że dziwna jestem smile
                  > A tak na poważnie, teraz na etapie kiedy moje dzieci i ich szczęście są dla mni
                  > e najważniejsze.
                  Trochę ironicznie napisałem, bo widzę różne traktowanie na forum i mocny podział zgodnie z płcią.
                  Straty muszą być, to rozwód, a nie majówka. Zazwyczaj tak jest, że dziecko traci jednego rodzica, choćby z powodów organizacyjnych, dlatego warto się starać porozumieć. Widzę, że niewiele kobiet to potrafi, co dziwne, nawet te, które rozpoczęły demontaż rodziny.
                  Warto się starać o dobre układy. Stare żelazko czy stracony tysiąc z rachunku, nie są warte wojny o wszystko, bo później straty z tego tytułu będą wielokrotnie większe.
                  Podawać rękę, ale pilnować kieszeni. wink
    • velluto Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 07.02.13, 18:23
      W zasadzie wychodzi na to, ze jesteś singielką. Wszystko na twojej głowie, jaka jest w zasadzie korzysć z posiadania tego faceta jako męza?

      Nikt go siłą nie zmuszał do kupna wiekszego mieszkania - podobnie jak ty podjął pewną decyzję, i tak samo powienien brać na siebie jej konsekwencje. To nie jest dziecko.

      Bzdurą jest usprawiedliwianie trutnia "że nie chciał". Facet daje gówniany tysiąc zł na zycie, siedząc 2 dni w tygodniu na kanapie? a laska ma pracować na 2 etatach, bo "sama chciała"? litosci... to jak dojdzie do podziału majątku, to on się wypnie na spłatę, bo nie chciał większego mieszkania? jakos wątpię.

      Jest domatorem, ok, można zyć z 30 letnim emerytem (jakoś?) i może nawet da się to znieść. Ale rady typu "przecież mozesz sama" są do bani. Gdzie i kiedy ma się tworzyć bliskość, jeśli para nie dzieli NIC? ani radości, ani trosk. O zainteresowaniach nie wspomnę, nie muszą zajmować się tym samym, ale COKOLWIEK razem robic powinni.

      Żadnesię radykalnie nie zmieni, czy da się z tym zyć - nie wiem. Ja nie potrafiłam. IMO to równia pochyła.

      Mam wrażenie, ze dusisz sie w tym związku a dodatkowo jesteś przytłoczona obowiązkami.

      Jakie są te dobre cechy twojego męża, które to rekompensują?
      • nandita_7 Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 08.02.13, 08:52
        > kobiety mówcie co czujecie!
        facet nie zawsze się domyśli, nawet jak bardzo kocha
        ale jak zrozumie o co Wam chodzi to będziecie szczęśliwsze
        nawet jeżeli jest domatorem a będzie miał czytelny przekaz, na pewno żywiej zareaguje na wasze potrzeby, zainteresowania
        ja niestety za późno zrozumiałem co i jak mogę zrobić, a moja zamykała się kokonie

        Nie zamykałam się. Mówiłam. Wprost. Unikając gadulstwa. Jasno, zwięźle. Wielokrotnie. Przekaz był czytelny. Reakcji nie było.
      • syde Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 08.02.13, 10:08
        Dokładnie tak się czuję - singielką tyle, że z dziećmi smile

        Zakup mieszkania to też nie było tak, że ja go postawiłam pod ścianą i powiedziałam podpiszesz albo....tylko były rozmowy, a on nie chciał tego mieszkania, bo woli nie podejmować żadnych decyzji, boi się ryzyka itd.
        Duszę się w tym związku ale dlatego, że jak mamy my problem to i tak zajmować się nim muszę sama.
        Poza tym jeżeli chodzi o telewizor to zawsze siedziałam z nim, bo...jak mówiłam wyłącz to i chodźmy spać choć raz bez tego pudła to co robił mój mąż...padały słowa daj cię podrapie i kończyło się, że ja usypiałam w 5 minut, a on siedział dalej. I teraz jak ja nagle wstałam i zamiast grzecznie spać obok, poszłam do komputera to się zaczęły schody.
        Dobre cechy - zawsze pamiętał o urodzinach, rocznicach, ogólnie był czuły, opiekuńczy ale to wszystko się teraz zmieniło. A jak nie było żadnych problemów tylko istna sielanka to i ja nie widziałam, że nie mam w domu odpowiedzialnego, zaradnego męża.
        Nie raz rozmawiałam, żeby zrobił coś sam, wybrał nawet głupie wakacje ze znajomymi, bo zawsze jeździmy dużą grupą to zawsze padała odpowiedź - kochanie ty to zrobisz lepiej.
        I od razu napiszę nigdy jak coś zrobił nie mówiłam, że JA zrobiłabym to lepiej - NIGDY !!! No chyba, że coś ewidentnie zwalił big_grin
        • sebalda Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 08.02.13, 10:27
          Syde, a ja mam cały czas przed oczami obraz faceta, którego żona jest wiecznie niezadowolona, wiecznie w pretensjach, która jest obrotna i zaradna, wobec czego zawsze wie lepiej, zrobi lepiej, zaplanuje lepiej, więc po co on ma się starać? Ona jest lepsza, on tu tylko sprząta, więc się poddał, odpuścił.
          A co do mieszkania, że bał się ryzyka. Przecież sama widzisz, że słusznie się bał. Teraz odreagowujesz na nim swoją własną, wybacz, głupotę? Przerzucasz winę na niego?
          Masz pretensję, że nie bierze dodatkowej roboty, że ma dwa wolne dni w tygodniu (ja też i wiele, wiele ludzi w tym kraju), ale konieczność jego dodatkowej roboty wynika z Twojego błędu, Twojego przeinwestowania, więc dlaczego żądasz od niego dodatkowego wysiłku? Czy to ma być sprawiedliwe? Czy Ty prosisz go, czy raczej wysuwasz żądania? Bo ja odnoszę wrażenie, że raczej to drugie. On okopał się na swojej pozycji: "dajcie mi spokój, przecież i tak moje zdanie się nie liczy", a Ty chcesz był był pełen werwy i inicjatywy?
          Pytałam o stosunki z dziećmi? Jakim jest ojcem? Jak on z dziećmi, a dzieci z nim się dogadują? Myślałaś kiedyś o tym, że może wina za taki stan rzeczy leży też przynajmniej częściowo po Twojej stronie? Czy raczej wszystko co najgorsze, to on?
          • heksa_2 Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 08.02.13, 11:04
            A ja tu widzę obraz faceta z depresją.
          • syde Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 08.02.13, 11:07
            sebalda napisała:

            > Syde, a ja mam cały czas przed oczami obraz faceta, którego żona jest wiecznie
            > niezadowolona, wiecznie w pretensjach, która jest obrotna i zaradna, wobec czeg
            > o zawsze wie lepiej, zrobi lepiej, zaplanuje lepiej, więc po co on ma się stara
            > ć? Ona jest lepsza, on tu tylko sprząta, więc się poddał, odpuścił.

            O czym ty piszesz ? Nie mam ciągłych pretensji, a wręcz zawsze przychodziłam i brałam się do roboty. A teraz jak on odpuścił we wszystkim i właśnie ciągle ma pretensje o wszystko, bo 15 minut później wróciłam z pracy itp. to powiedziałam dosć.

            > A co do mieszkania, że bał się ryzyka. Przecież sama widzisz, że słusznie się b
            > ał. Teraz odreagowujesz na nim swoją własną, wybacz, głupotę? Przerzucasz winę
            > na niego?

            Wybacz ale nie brałam pod uwagę, że z normalnych zarobków nagle spadnie do 1tyś i to przez rok, albo nie płacił w ogóle, bo miał focha albo za obóz dziecka, którego tak bardzo kocha nie da itd. Były rozmowy i postanowiliśmy płacić wszystko na pół i co...on nie ma. I jeżeli przez rok ja utrzymywałam większość to stąd te problemy, bo moje finanse się też skończyły.

            > Masz pretensję, że nie bierze dodatkowej roboty, że ma dwa wolne dni w tygodniu
            > (ja też i wiele, wiele ludzi w tym kraju), ale konieczność jego dodatkowej rob
            > oty wynika z Twojego błędu, Twojego przeinwestowania, więc dlaczego żądasz od n
            > iego dodatkowego wysiłku?

            Czy jeżeli masz problemy finansowe, nie masz na rachunki to wtorek, czwartek siedzisz sobie w domku ? ? ?
            Ja mam tylko niedzielę wolną i to też nie każdą, bo wiem co to odpowiedzialność za rodzinę.

            Czy to ma być sprawiedliwe? Czy Ty prosisz go, czy ra
            > czej wysuwasz żądania?

            Kiedyś prosiłam teraz przestało mi zależeć.

            Bo ja odnoszę wrażenie, że raczej to drugie. On okopał s
            > ię na swojej pozycji: "dajcie mi spokój, przecież i tak moje zdanie się nie lic
            > zy", a Ty chcesz był był pełen werwy i inicjatywy?
            > Pytałam o stosunki z dziećmi? Jakim jest ojcem? Jak on z dziećmi, a dzieci z ni
            > m się dogadują? Myślałaś kiedyś o tym, że może wina za taki stan rzeczy leży te
            > ż przynajmniej częściowo po Twojej stronie? Czy raczej wszystko co najgorsze, t
            > o on?

            Dzieci - dla mnie osoba, która pozwala, żeby dzieci w zimnym były mieszkaniu w okresie zimowym i bez ciepłej wody to nie jest dla mnie kochający tak naprawdę tatuś. Owszem są za nim, bo tata pozwala siedzieć 3h przed bajkami i laptopem, a mama goni. Tylko dlaczego jak jest temat ważny, szkolny czy problem z kolegą, czy że trzeba gdzieś jechać to zawsze przychodzą do mnie. Czyli reasumując : tata jest kochany, bo dużo pozwala i spełnia zachcianki i siedzi więcej w domu ale mama jest od problemów i wspólnego spędzania czasu ale tego prawdziwego, a nie elektronicznego. To ja chodzę do kina, na lodowisko, na boisko, na rower. Jak pójdzie tata to jest święto, więc to na pewno jest dla nich atrakcja ale zrozumieją to jak będą starsze, a poza tym nigdy nie gram dziećmi, a mój mąż owszem i to też jest ta różnica między prawdziwą miłością rodzicielską.
            • anbale Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 08.02.13, 11:38
              A jaka jest/była sytuacja w jego rodzinnym, jaki model małżeństwa prezentują jego rodzice?
              Tak pytam, bo mój były mąż też tak zupełnie się "wyalienował", żył własnym życiem spychając mnie na jego margines (choć okoliczności były zupełnie inne niż u Ciebie)- i właśnie małżeństwo jego rodziców w ten sposób funkcjonuje, ojciec robi co chce, matka się przystosowała, więc eksmąż nie wyobrażał sobie, że może być inaczej.
              Jak Ciebie czytam to nawiedzają mnie wspomnienia mojej własnej, małżeńskiej bezradności, próby kontaktu z kompletnie zamkniętym i okopanym na swoich pozycjach człowiekiem.
              Wiem, że to jest bardzo trudne, mnie się nie udało tego pociągnąć, wypaliłam się.
              O dziwo, gdy mąż zauważył, że "na serio" odeszłam nabrał nagle ochoty na reformowanie się- nie wiem, może jakiś wstrząs podziała też na Twego ślubnego?
            • eicron Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 08.02.13, 18:28
              Syde, czego Ty tak naprawdę chcesz?
              • moniapoz Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 08.02.13, 19:56
                pewnie potwierdzenia, że rozwód to jedyne rozwiązanie smile
                • eicron Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 08.02.13, 20:52
                  moniapoz napisała:

                  > pewnie potwierdzenia, że rozwód to jedyne rozwiązanie smile

                  Jeśli tak, to kto się zgłasza na ochotnika, aby wziąć odpowiedzialność za ten rozwód i jego konsekwencje? wink

                  Ja jakby co odpadam ze względu na przekonania smile
    • oczy123 twoj post moze byc przestroga 08.02.13, 13:13
      jak sobie spieprzyc stabilne i spokojne zycie


      • kalpa Re: twoj post moze byc przestroga 08.02.13, 13:48
        A ja rozumiem frustracje Syde...
        Mnie by też wpiep.. gdyby mój mężczyzna siedział z piffkiem w dłoni i miał w d.. wszystko.
        Taki trochę pan Kiepski mi sie wydaje... tyle, że Kiepski zrobił szoł, z którego dochód pozwolił mu na spokojne życie wink wink
        Szczerze mówiąc kiedy zaczyna się młżeństwo- to pierwsze zawierane w młodym wieku- to się o sobie i życiu niewiele. I teksty "kochanie, z tobą to byle gdzie i w byle czym" mają swój urok, sens i smak.
        Po 10 latach najczęściej ma się byle jakiego życia dosyć.
        Ja też chce żyć na dobrym poziomie, bo nie widzę powodu dla którego miałabym z tego rezygnować w imię cudownego spokoju z piffkiem w dłoni.
        Może dlatego jestem nadal singielką wink
        • oczy123 Re: twoj post moze byc przestroga 08.02.13, 15:33
          kalpa napisała:

          > A ja rozumiem frustracje Syde...
          > Mnie by też wpiep.. gdyby mój mężczyzna siedział z piffkiem w dłoni i miał w d.
          > . wszystko.
          > Taki trochę pan Kiepski mi sie wydaje... tyle, że Kiepski zrobił szoł, z któreg
          > o dochód pozwolił mu na spokojne życie wink wink
          > Szczerze mówiąc kiedy zaczyna się młżeństwo- to pierwsze zawierane w młodym wie
          > ku- to się o sobie i życiu niewiele. I teksty "kochanie, z tobą to byle gdzie i
          > w byle czym" mają swój urok, sens i smak.
          > Po 10 latach najczęściej ma się byle jakiego życia dosyć.
          > Ja też chce żyć na dobrym poziomie, bo nie widzę powodu dla którego miałabym z
          > tego rezygnować w imię cudownego spokoju z piffkiem w dłoni.
          > Może dlatego jestem nadal singielką wink

          biernosc sprawa wzgledna moze jest jak kiepski ...a moze ma inny temperament jest spokojniejszy nie ma gonitwy ..tego nie wiemy ale to nie zbrodnia

          widac ze jest ulegly bo zgadza sie na wszystko co ona wymysli ale tez nie wiemy czy moze sie nie zgodzic ? jezeli nie maja intercyzy to i tak poplyna razem .....ona pierwsza on razem z nia prosto na dno taki jest urok malzenstwa

          mam kolezanke ktora splacila juz ponad 140 000 tysiecy od smierci meza jego kredytow i zobowiazan a ciagle cos wychodzi musiala bo chciala mieszkanie po nim w ktorym mieszkali

          z technicznego punktu widzenia kiedy swoja aktywnosc skupila na zaciaganiu pozyczek i inwestowaniu ich a potem zamykaniu interesu ...zalatwila ich obydwoje

          a moral z tej historii jest taki jak w bajkach KRASICKIEGO przewrotny

          i pytanie czy gdyby mieli podpisana intercyze to wolalabys byc teraz w jej sytuacji ? czy meza ?

          ona dlugi kredyty 2 gowniane etaty ?
          on jedna praca po pracy film i piwko ?

          wiec ktore z nich jest bystrzejsze ?
      • anbale Re: twoj post moze byc przestroga 08.02.13, 13:48
        oczy123 napisał:

        > jak sobie spieprzyc stabilne i spokojne zycie
        >
        >
        Wychodząc z takiego założenia człowiek powinien okopać się w swym grajdole, zrezygnować ze wszystkich pragnień, ambicji i tęsknot i cieszyć się, że ma stabilnie...
        • oczy123 Re: twoj post moze byc przestroga 08.02.13, 15:01
          anbale napisała:

          > oczy123 napisał:
          >
          > > jak sobie spieprzyc stabilne i spokojne zycie
          > >
          > >
          > Wychodząc z takiego założenia człowiek powinien okopać się w swym grajdole, zre
          > zygnować ze wszystkich pragnień, ambicji i tęsknot i cieszyć się, że ma stabiln
          > ie...

          hmm...........branie kredytu mieszkaniowego kiedy nie ma sie stalej i pewnej pracy inwestowanie w sklep ktory zaraz sie zamyka dlugi, histeryczne szukanie pracy za 7zl na godzine .......2 bylej jakie etaty caly dzienm poza domem ...a w perspektywie komornik windykacja ? bezdomnosć ?

          YES YES YES to jest zycie pełna piersia...........
          • anbale Re: twoj post moze byc przestroga 08.02.13, 15:19
            Najprościej jest oceniać, jak się zna zakończenie jakiejś historii. Podjęła kobieta ryzyko, być może wystarczyłoby parę szczęśliwych zbiegów okoliczność i autorka wątku byłaby kobietą sukcesu.
            No ale zdecydowanie najbezpieczniej jest na przykład załatwić sobie rentę i z domu nie wychodzić- to na pewno...
            • tricolour Nie zbiegi okoliczności decydują o sukcesie... 08.02.13, 15:38
              ... o sukcesie decyduje praca nad przyszłością. Ryzyko podejmuje się oceniając to ryzyko, a w szczególności ryzyko związane z mężem-nierobem.

              Mówiąc inaczej: do decyzji trzeba merytorycznych podstaw.
              • oczy123 Re: Nie zbiegi okoliczności decydują o sukcesie.. 08.02.13, 15:52
                tricolour napisał:

                > ... o sukcesie decyduje praca nad przyszłością. Ryzyko podejmuje się oc
                > eniając to ryzyko, a w szczególności ryzyko związane z mężem-nierobem.
                >
                > Mówiąc inaczej: do decyzji trzeba merytorycznych podstaw.

                nierob to zbyt mocne slowo w koncu prace mam i do niej chodzi a to ze nie podziela jej pasji w braniu kredytow czy prowadzeniu sklepu bo woli ten czas spedzic dłubjac w nosie i rozmyslajac nad sytuacja polityczna w polsce albo ogladajac ROZMOWy w TOKU nie znaczy ze jest nierobem ..ma prawo i do odpoczynku .....

                zreszta moze w jakis uleglo-dominujacy sposob do siebie pasuja
                • moniapoz Re: Nie zbiegi okoliczności decydują o sukcesie.. 08.02.13, 16:10
                  > nierob to zbyt mocne slowo w koncu prace ma

                  no obśmiałam się...facet który rzekomo nie jest nierobem daje na utrzymanie rodziny 1000 zl

                  wow....faktycznie .....nie jest nierobem .....

                  • oczy123 Re: Nie zbiegi okoliczności decydują o sukcesie.. 08.02.13, 16:45
                    moniapoz napisała:

                    > > nierob to zbyt mocne slowo w koncu prace ma
                    >
                    > no obśmiałam się...facet który rzekomo nie jest nierobem daje na utrzymanie rod
                    > ziny 1000 zl
                    >
                    > wow....faktycznie .....nie jest nierobem .....

                    ile daje to inna sprawa ile zarabia tez inna jak sie dogadali tego nie wiemy ...ale prace ma wiec nazywanie nierobem jest jest za mocne ...a to ze smiesza ci takie rzeczy swiadczy o tobie
                    • moniapoz Re: Nie zbiegi okoliczności decydują o sukcesie.. 08.02.13, 17:24
                      przecież autorka wyraźnie pisze, że ona dwoi się i troi żeby ratować byt rodziny a mężowi się nie chce, bo ma focha (przecież wszystkiemu winna jej decyzja o kupnie mieszkania) i daje tylko 1000 zł.
                      ona chciała większego mieszkania i być może wymusiła trochę to na mężu ale jak się jest zgraną rodziną to właśnie w takich chwilach poznaje się komu na tej rodzinie faktycznie zależy i kto bierze na siebie odpowiedzialność za nią. już nawet nie chodzi o autorkę, ale są dzieci które nic tu nie zawiniły więc dla mnie ojciec który obija się w tygodniu (bo opieka polegająca na posadzeniu dzieci przed kompem czy TV to po prostu obijanie) i przynosi do domu 1000 zł podczas gdy rodzina ma poważne problemy finansowe - to nierób.

                      • eicron Re: Nie zbiegi okoliczności decydują o sukcesie.. 08.02.13, 18:25
                        moniapoz napisała:

                        > przecież autorka wyraźnie pisze, że ona dwoi się i troi żeby ratować byt rodzin
                        > y a mężowi się nie chce, bo ma focha (przecież wszystkiemu winna jej decyzja o
                        > kupnie mieszkania) i daje tylko 1000 zł.
                        > ona chciała większego mieszkania i być może wymusiła trochę to na mężu ale jak
                        > się jest zgraną rodziną to właśnie w takich chwilach poznaje się komu na tej ro
                        > dzinie faktycznie zależy i kto bierze na siebie odpowiedzialność za nią. już na

                        Kluczowe jest tutaj Twoje stwierdzenie: "jak się jest zgraną rodziną". Czytając wypowiedzi syde odnoszę wrażenie, że ona i jej mąż (już) nie są.

                        > wet nie chodzi o autorkę, ale są dzieci które nic tu nie zawiniły więc dla mnie
                        > ojciec który obija się w tygodniu (bo opieka polegająca na posadzeniu dzieci p
                        > rzed kompem czy TV to po prostu obijanie) i przynosi do domu 1000 zł podczas gd
                        > y rodzina ma poważne problemy finansowe - to nierób.

                        O tym czy facet jest nierobem decyduje jego dochód?
                        • moniapoz Re: Nie zbiegi okoliczności decydują o sukcesie.. 08.02.13, 19:53
                          >O tym czy facet jest nierobem decyduje jego dochód?


                          nie, oczywiście, że sam dochód nie decyduje, ale także zaangażowanie w życie rodziny w tym w wychowywanie dzieci. tego zaangażowania nie widać u męża autorki...a wychowywanie dzieci poprzez posadzenie ich przed TV czy komputerem i podanie posiłku to żadne wychowywanie. po prostu nie widzę u niego poczucia odpowiedzialności za rodzinę i tyle.
                          być może autorka do tego doprowadziła a może jemu tak wygodnie - tego nie wiem.
                          • eicron Re: Nie zbiegi okoliczności decydują o sukcesie.. 08.02.13, 20:46
                            moniapoz napisała:

                            > >O tym czy facet jest nierobem decyduje jego dochód?
                            >
                            > nie, oczywiście, że sam dochód nie decyduje, ale także zaangażowanie w życie ro
                            > dziny w tym w wychowywanie dzieci. tego zaangażowania nie widać u męża autorki.
                            > ..a wychowywanie dzieci poprzez posadzenie ich przed TV czy komputerem i podani
                            > e posiłku to żadne wychowywanie. po prostu nie widzę u niego poczucia odpowiedz
                            > ialności za rodzinę i tyle.
                            > być może autorka do tego doprowadziła a może jemu tak wygodnie - tego nie wiem

                            To kto do tego doprowadził chyba nie ma teraz znaczenia. Jak zauważyłaś, na tej sytuacji najbardziej cierpią dzieci i dlatego syde powinna coś z tym zrobić. Im dłużej to trwa tym większe straty u dzieci.
            • oczy123 Re: twoj post moze byc przestroga 08.02.13, 15:41
              anbale napisała:

              > Najprościej jest oceniać, jak się zna zakończenie jakiejś historii. Podjęła kob
              > ieta ryzyko, być może wystarczyłoby parę szczęśliwych zbiegów okoliczność i aut
              > orka wątku byłaby kobietą sukcesu.
              > No ale zdecydowanie najbezpieczniej jest na przykład załatwić sobie rentę i z d
              > omu nie wychodzić- to na pewno...

              typowo polska mentalnosc ..... zastaw sie a postaw sie
              • anbale Re: twoj post moze byc przestroga 08.02.13, 15:50
                Mnie się raczej wydaje, że typowa polska mentalność to wielogodzinne seanse siedzenia na kanapie z piwem w dłoni i krytykowanie tych, co usiłują coś robić ze swoim życiem...
                • oczy123 Re: twoj post moze byc przestroga 08.02.13, 16:07
                  anbale napisała:

                  > Mnie się raczej wydaje, że typowa polska mentalność to wielogodzinne seanse sie
                  > dzenia na kanapie z piwem w dłoni i krytykowanie tych, co usiłują coś robić ze
                  > swoim życiem...

                  tam nie bylo nic ani o wielogodzinnym siedzeniu ani o krytykowaniu ...ubarwiasz historie

                  tam bylo o tym ze nie chce z nia wspodzialac w sposob jakiego ona oczekuje......... i w sytuacji kiedy zaczynala swoaj przygode ale tez kiedy interes i kredyt na mieszkanie przerosły SILACZKE

                  wiec albo na samym poczatku zostala postawiona bledna TEZA (ze maz pomoze choc przeslanek do tego nie bylo)albo bohaterka postu chce uniknac odpowiedzialnosci kiedy zaczyna rozumiec ze traci grunt pod nogami i sie nie wywinie


          • syde Re: twoj post moze byc przestroga 08.02.13, 22:21
            Oczy umiesz czytać ???
            Gdzie ja napisałam, że nie mieliśmy stałej pracy przy braniu kredytu ?
            Gdzie ja napisałam, że sklep, który zamykam dopiero co otworzyłam ? Skąd te dziwne wnioski ?
            Sklep zamykam po 10 latach jakbyś chciał/chciała wiedzieć. Pracy szukam dodatkowej na razie, bo muszę pozamykać stare sprawy i wtedy znajdę stałą pracę za normalne pieniądze - mam nadzieję.
            • triss_merigold6 Re: twoj post moze byc przestroga 08.02.13, 22:34
              Facet, który daje na życie rodzinne 1000 zł w sytuacji, gdy rodzina jest w trudnej sytuacji, jest nierobem.
              Trudno, sprzedaj to mieszkanie i uwolnij się. Bez niego będzie Ci łatwiej, a na 2 dzieci dostaniesz alimenty wyższe niż ten tysiąc złotych.
              • syde Re: twoj post moze byc przestroga 08.02.13, 22:44
                Mieszkanie od wczoraj wystawione sad
                Choć mam nadzieję nikłą, że może uda mi się dostać pracę, która pozwoli mi dać możliwość jego zatrzymania. W desperacji wysłałam swoje zgłoszenie do agencji....nie towarzyskiej big_grin
                I dzisiaj pani zadzwoniła z propozycją zagrania epizodu w Prawo Agaty. Może od czegoś trzeba zacząć wink
                Naprawdę mieszkając w stolicy można ratować się dodatkową pracą tylko jak się chce. Moim zdaniem trzeba przetrzymać ten kryzys i tyle. A 3tyś na dwie dorosłe pracujące osoby do naprawdę tak dużo ?
                • mola1971 Re: twoj post moze byc przestroga 08.02.13, 23:12
                  Aha, czyli mieszkasz w Wawie. Zatem Twój małżonek to zwykły nierób jest.
                  • tautschinsky Re: twoj post moze byc przestroga 09.02.13, 11:12
                    mola1971 napisała:

                    > Aha, czyli mieszkasz w Wawie. Zatem Twój małżonek to zwykły nierób jest.


                    Chyba zainspirowałaś mnie do bruatalności wobec kobiet pracujących
                    wokoło jako sprzedawczynie (od zatrzepania tego, gdzie tylko nie spojrzę)
                    i syczenia: NIEROBY...! big_grin (zarabiają niewiele więcej niż tysiaczka na rękę
                    te nieroby, a często nie dobijają nawet do tego, zwłaszcza te harujące w
                    małych sklepikach). Ale to są nieroby zgodnie z twoją definicją. Dzisiaj żaden żeński nierób nie może powiedzieć, że nie może pracować gdzie indziej skoro nierób mógłby pracować choćby w policji, wojsku, nie mówiąc o bankach i samorządach, gdzie tego patałajstwa sporo. A taki nierób pracujący w sklepie, zarabiając tysiaka, nawet nie zarobi na opiekunkę, jest więc paskudnej maści nierobem, bo druga strona musi się dokładać do opiekunki lub dzieci w imię widzimisię nieroba w kobiecej skórze samotnie gniją w norach big_grin
                    • mola1971 Re: twoj post moze byc przestroga 09.02.13, 16:27
                      W Wawie sprzedawczynie zarabiają 1000 PLN? Chyba coś Ci się nie potaśtasiało. Nawet w Biedronce pensja jest niemal dwukrotnie wyższa niż 1000 PLN netto.

                      I ja ja Cię zainspirowałam do brutalności??? Dobry żart big_grin Przecież Ty i bez mojej inspiracji jesteś jedną wielką brutalnością, chamstwem i agresją.
                      • tautschinsky Re: twoj post moze byc przestroga 09.02.13, 16:45
                        mola1971 napisała:

                        > W Wawie sprzedawczynie zarabiają 1000 PLN? Chyba coś Ci się nie potaśtasiało. N
                        > awet w Biedronce pensja jest niemal dwukrotnie wyższa niż 1000 PLN netto.


                        Tiaaaa... w Warszawie wszyscy zarabiają od 6 tysi w górę, a wszelkie twierdzenia, że jest inaczej są brudną i wrogą propagandą Chińskiej Republiki Ludowej. Przejdź się kobieto po tej psiej stolicy i zorientuj, ile te kobiety zarabiają na rękę pracując w sklepach, sklepikach i wykonując inne zawody, takie jak sprzątaczka, robotnica itd., itd. I rzeknij im, kiedy ci odpowiedzą, że marzą o pełnym tysiaku na rękę, że podle ci kłamią w żywe oczy, bo ty swoje wiesz! big_grin Jeśli jakimś cudem ma któraś z nich normalną umowę na pełny etat, a nie 1/4 etatu mimo pracy na 1,5 etatu, to jest szczęściarą. Idź, proszę i parsknij takiej śmiechem w jej twarz, że kłamczuchą i powinna się wstydzić, bo taka prawda razi w twoje dobre samopoczucie.


                        > I ja ja Cię zainspirowałam do brutalności??? Dobry żart big_grin Przecież Ty i bez m
                        > ojej inspiracji jesteś jedną wielką brutalnością, chamstwem i agresją.


                        Postawa jaką prezentujesz i tobie podobne osoby są dla inspiracją do skrajnie negatywnych uczuć względem kobiet. Prezentujesz postawę roszczeniową i podwójne standardy zależnie od płci, podobnie jak każda kobieta na tym forum (wątpię, by był tu jakiś wyjątek od reguły).
                        • mola1971 Re: twoj post moze byc przestroga 09.02.13, 16:52
                          W przeciwieństwie do Ciebie z nikogo nie szydzę. Jeśli jakaś kobieta pracuje za psie pieniądze w jakimś małym sklepiku, wystarczy, że poszuka innej pracy choćby we wspomnianej Biedronce. Podstawowy warunek jednak jest taki, że ona sama musi tej pracy poszukać, bo praca do niej nie przyjdzie.

                          Co do reszty to nie chce mi się z Tobą gadać. Cokolwiek bym nie napisała, to byłaby to woda na młyn Twojej agresji i chamstwa. Zatem dla mnie EOT.
              • mola1971 Re: twoj post moze byc przestroga 08.02.13, 23:11
                triss_merigold6 napisała:
                > Facet, który daje na życie rodzinne 1000 zł w sytuacji, gdy rodzina jest w tru
                > dnej sytuacji, jest nierobem.
                > Trudno, sprzedaj to mieszkanie i uwolnij się. Bez niego będzie Ci łatwiej, a na
                > 2 dzieci dostaniesz alimenty wyższe niż ten tysiąc złotych.

                Zgadzam się. Poza tym, że dostanie alimenty wyższe niż 1000 PLN.
                Wszystko zależy od tego gdzie mieszka i jak sąd podejdzie do jego zarobków na poziomie 1000 PLN. Znaczy czy potraktuje je poważnie, czy raczej się nieźle ubawi. A to czy podejdzie poważnie, czy się ubawi, zależy od tego gdzie mieszka. Jeśli w Wawie to masz Triss rację, jeśli poza (w sensie sąd inny niż warszawski) to raczej w tej sytuacji liczyłabym na alimenty na poziomie max 300 - 400 PLN na dziecko.
                • krokodil123 Re: twoj post moze byc przestroga 09.02.13, 07:30
                  Oooo.....moja droga......a jaką prace ma twój mąż za te 1000 zł w Warszawie?
                  Podobno w Biedronce więcej zarabiają, może jako nocny stróż-emeryta na parkingu osiedlowym.
                  A może on z wypłaty płaci alimenty lub inne zobowiązania i mu te 1000 zostaje na rękę.
              • altz Re: twoj post moze byc przestroga 09.02.13, 11:21
                triss_merigold6 napisała:
                > Bez niego będzie Ci łatwiej
                Dzieciom chyba też? Bo nie dopisałaś? smile

                > a na 2 dzieci dostaniesz alimenty wyższe niż ten tysiąc złotych.
                O ile nic się nie zmieniło, to Fundusz Alimentacyjny daje tylko po 500 zł, więc więcej nie będzie.
                Wypada brać najgorszy przypadek za wiarygodny.

                Obawiam się, że ich teraz nie stać na rozwód. Jeśli chcą się rozstać, to powinni się solidnie do tego przygotowywać.
    • esteraj Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 09.02.13, 13:01
      Syde, czy rozmawiałaś z mężem, jak on dalej wyobraża sobie Wasze małżeństwo?
      Jak na razie, to on postanowił sobie płacić Tobie tysiąc zł. i ma dobrą wymówkę, że Ty chciałaś większego mieszkania, to się o nie martw... Zwala na Ciebie całą odpowiedzialność.
      Tobie ta sytuacja nie odpowiada i masz do tego prawo.
      Pozwól swojemu mężowi na dokonanie jakiegoś wyboru, na podjęcie decyzji.
      Zamiast wymuszać coś na mężu, przedstaw mu swoje rozwiązania, w tym także rozwód.
      Co on na to?
      Zgadza się? Nie zamierza niczego zmienić?
      A może rozwód nie jest mu na rękę? Bo jeśli nie chciałby rozwodu, to niech on przedstawi swój plan naprawy.


      -------------
      To co się zdarza, nie zdarza się Tobie lecz dla Ciebie. Dzięki temu masz możliwość poznawania siebie i własnego rozwoju.
      • syde Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 09.02.13, 13:30
        Rozmów było dużo. Podstawą było sprzedaż tego mieszkania, zakup innego, tańszego. A najlepiej wyprowadzka na drugi koniec miasta do mieszkania jego rodzinnego. Nie jestem w stanie się na to zgodzić. Tu jest mój dom, szkoła, koledzy, środowisko mojego dziecka. Tu mam mamę. Cały czas mowa jest tylko o tym mieszkaniu ale tamto mniejsze też było na częściowy kredyt...ogólnie koszty wzrosły o właśnie 1tyś.
        Natomiast ten stan rzeczy jest już ostatnim stadium w naszym małżeństwie. A zaczęło się od zwyczajnej zazdrości. On praca, dom, praca. Ja praca, dom, hobby, rodzina. Zaczęłam się udzielać, zaczęli ludzie do mnie dzwonić. Coś się działo wokół mnie. Zebrania, rozliczenia, spotkania z burmistrzem ogólnie zaczęłam żyć życiem trochę ponad dom, mąż, dzieci. Każde moje spotkanie nie ważne, że z facetami, którzy mogliby być moimi ojcami to i tak kończyło się, że każdy jest mój. Na samym początku to było zabawne, mąż po tylu latach jest o mnie zazdrosny ale później stało się to nie do zniesienia. Ciągła kontrola, telefony i od tego tak naprawdę się zaczęło....i kiedyś mi zależało, a teraz po roku ciągłych awantur, samej dbania o wszystko....wypaliłam się. Na wakacje pojechałam sama z dziećmi i naszymi znajomymi...ale wyszło i tak, że na pewno podrzucałam im dzieci na noc, a sama szłam. Ja nie wiem co ty tam robiłaś ? Tak się kończy każda rozmowa. Powiedziałam, że musi iść się zacząć leczyć. Reasumując to mieszkanie i teraz problemy to już ostatnie stadium sypania się naszego małżeństwa.
        On nie chce rozwodu i ja to wiem, bo mu wygodnie ale nie robi nic żeby wziąć się w garść, przestać myśleć, że zdradzam go na każdym kroku, zacząć myśleć o odpowiedzialnym rodzicielstwie. Ale nie chcę, żebym to ja mu powiedziała zrób to i to. Znalazła pracę, zamknęła jego biznes i uratowała go kolejny raz przed wzięciem odpowiedzialności za wszystko.
        Przykład mówię jest abolicja ZUS, masz zaległości właśnie w tamtym okresie. Idź złóż dokumenty. Odpowiedź : minęło już 10 lat...to uległo przedawnieniu. Mówię : człowieku jeżeli abolicja obejmuje od 99r to po co taka abolicja....cisza. Do tej pory byłoby...usiadłabym do internetu, wydrukowała formularz, wypełniła, poprosiła o podpis i może nawet zawiozła i złożyła do ZUS jakbym mogła za niego zgodnie z prawem.
        I takie jest moje życie.
        • eicron Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 09.02.13, 14:53
          syde napisał(a):

          > On nie chce rozwodu i ja to wiem, bo mu wygodnie ale nie robi nic żeby wziąć si
          > ę w garść, przestać myśleć, że zdradzam go na każdym kroku, zacząć myśleć o odp
          > owiedzialnym rodzicielstwie. Ale nie chcę, żebym to ja mu powiedziała zrób to i
          > to. Znalazła pracę, zamknęła jego biznes i uratowała go kolejny raz przed wzię
          > ciem odpowiedzialności za wszystko.

          A czego Ty chcesz?

          Chcesz ratować Wasze małżeństwo czy chcesz rozwodu?
        • yoma Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 09.02.13, 15:01
          Słuchaj, a ty tak cykasz tymi problemami, bo tak, czy je wymyślasz na bieżąco?
          • syde Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 10.02.13, 20:46
            Niestety nie wymyślam na bieżąco tylko ostatni rok mi się tak ułożył.

            Czego ja chcę ?
            Na tą chwilę chyba najlepsza byłaby separacja....może te pare tygodni lub miesięcy pokazałoby, że coś się jeszcze tli...nie wiem. Myślę, że trudno mi jest podjąć ostateczną decyzję, bo mamy dzieci.

            Dzięki za wszystkie odpowiedzi i podpowiedzi smile
            Odezwę się może za jakiś czas..... jak chcecie big_grin
            • yoma Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 11.02.13, 11:00
              Wiesz, na ogół chorobliwa zazdrość jest większym problemem niż trzymanie się za rączkę przed TV, więc się dziwię, że wylazła dopiero w drugiej setce postów.

              Się odzywaj, nie ma zakazu smile
            • eicron Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 11.02.13, 22:35
              syde napisał(a):

              > Czego ja chcę ?

              Mam wrażenie, że sama nie wiesz wink

              > Na tą chwilę chyba najlepsza byłaby separacja....może te pare tygodni lub miesi
              > ęcy pokazałoby, że coś się jeszcze tli...nie wiem. Myślę, że trudno mi jest pod
              > jąć ostateczną decyzję, bo mamy dzieci.

              Przeprowadzenie separacji wymaga ustalenia między małżonkami kwestii władzy rodzicielskiej, kontaktów z dziećmi oraz alimentów, tak jak w przypadku rozwodu. Przypuszczalnie najlepiej byłoby zawrzeć porozumienie o wspólnym wykonywaniu władzy rodzicielskiej, gdzie byście mogli opisać Wasze obowiązki w tym zakresie. Mężowi dobrze by to zrobiło, Tobie być może też wink

              Od tego w jaki sposób przebiegłyby ustalenia mogą zależeć Wasze wzajemne relacje po separacji oraz relacje męża z dziećmi, dlatego warto byłoby się do tematu przyłożyć. Moim zdaniem najlepiej skorzystać z pomocy dobrego mediatora rodzinnego - ktoś w końcu powinien zadbać o interes dzieci. To trochę kosztuje, ale z drugiej strony Wasze ustalenia i ich respektowanie lub nie będzie miało bardzo duży wpływ na dzieci. Jeśli mieszkasz w Warszawie, nie powinnaś mieć problemu ze znalezieniem mediatora.

              Separacja oznacza też rozdzielność majątkową, co powinno Ci dać mniejszy lub większy komfort odnośnie spraw finansowych.

              Powinnaś się również zastanowić, co dalej. Problemy same się nie rozwiążą. Po separacji dobrze byłoby znaleźć jakiegoś specjalistę od ratowania małżeństw - mediatora/psychologa/terapeutę - byle skutecznego wink

              Ze względu na przeżyte razem lata i przede wszystkim dzieci - warto podjąć próby ratowania małżeństwa. Jeśli Wasze małżeństwo się rozpadnie, dzieci surowo Was osądzą jak dorosną. Będą się pytać - dlaczego - oraz - co zrobiłaś aby ratować ich świat rodzinny. Ja tam bym się bez walki na taki sąd nie narażał wink

              Oczywiście możesz zostawić sprawy bez zmian, ale weź pod uwagę, że kryzys w małżeństwie sprzyja pojawianiu się ,,bratnich dusz''. Ci przyjaciele potem mogą szybko podjąć decyzje o rozwodzie za małżonków, a to może boleć wink

              Tak czy inaczej powodzenia smile
        • esteraj Re: Chętnie poznam Wasze zdanie. 11.02.13, 15:05
          syde napisał(a):
          > A zaczęło się od zwyczajnej zazdrości. On praca, dom, praca. Ja praca, dom, hobby,
          > rodzina. Zaczęłam się udzielać, zaczęli ludzie do mnie dzwonić. Coś się działo w
          > okół mnie. Zebrania, rozliczenia, spotkania z burmistrzem ogólnie zaczęłam żyć
          > życiem trochę ponad dom, mąż, dzieci.

          Syde, czy uważasz, że zazdrość Twojego męża była faktycznie bezpodstawna?
          Przypomnij sobie, jak czułaś się w tamtym okresie. Czy nie zepchnęłaś go na drugi plan?
          I nie chcę Cię tutaj o nic oskarżać... po prostu, spójrz na tę sytuację oczami swojego męża.
          Wiem... chciałaś, żeby on też się udzielał..., ale może bałby się, że znowu w kolejnej dziedzinie życia uświadomisz mu, że jesteś od niego lepsza...
          Na pewno Twój mąż miał zaburzone poczucie wartości. Na ile próbowałaś mu je budować?
          Czy pozwoliłaś mu podjąć decyzję samodzielnie i ponieść jemu jej konsekwencje?
          Czy pozwoliłaś mu na jego odpowiedzialność, czy dusiłaś jego zapędy w zarodku, mówiąc, że jego pomysły są bezsensu? Czy pozwoliłaś mu na podjęcie jakiegokolwiek ryzyka?

          Jak często pytałaś się męża, co jest dla niego ważne?
          Jaki jest jego punkt widzenia?

          Pisałaś, że był czas, kiedy mu ustępowałaś i robiłaś tak jak on tego chciał, czyli leżenie na kanapie i oglądanie TV.
          W takich sytuacjach, nie chodzi o to, by jedno ustępowało drugiemu, tylko żeby dążyli do kompromisu, ustalali coś i dokonywali wyboru.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka