Witam,
bardzo chętnie poczytam Wasze opinie na temat mojego małżeństwa. Może rzeczywiście to ja mam problem ze sobą.
Otóż znamy się bardzo długo, a od 12 lat jesteśmy małżeństwem, dwójka dzieci w wieku szkolnym i przedszkolnym. Od zawsze byłam osobą towarzyską, lubię czynne spędzanie czasu, lubię jak coś się dzieje. Mój mąż domator (choć chodziliśmy na imprezy), pilot, telewizor...więc ja siedziałam obok lub sama z dziećmi na rowerze, na nartach itp. a mąż mówił to ja zrobię obiad.
Ale dwa lata temu znalazłam sobie hobby...zaczęłam się udzielać społecznie, organizować i się zaczęło...nagle mąż zaczął zauważać, że nie ma mnie w domu, że mam inne sprawy...
Chciałam, żeby zaczął mi pomagać ale On wolał, żebyśmy wrócili do "starego" systemu. To jeden problem.
Drugi.
Mieszkaliśmy w małym mieszkaniu po moich namowach kupiliśmy większe. Oczywiście wszystko załatwiłam ja od kredytu (przyjechał, pokazałam palcem gdzie ma podpisać i pojechał ) po przeprowadzkę, remont tego nowego.
Ten zeszły rok był tragiczny w Naszych relacjach, ciche dni zamieniające się w miesiące i do tego doszły mega problemy finansowe. I teraz sedno - mi przestało zależeć. To ja organizuję wszystko w Naszym życiu - dzieci, dodatkowe zajęcia, wakacje, wszystkie sprawy związane z poważnymi decyzjami. Sama dbam o swój samochód, przegląd, jak ciekło paliwo w garażu spod mojego samochodu i przyszli sąsiedzi, że śmierdzi..mnie nie było w domu to mąż wysłał mi sms'a paliwo Ci cieknie i tyle, zamiast wyprowadzić samochód chociaż na zewnątrz.
Do tej pory to unikałam tematów które Go drażniły, żeby nie było awantury. Od prawie roku zrezygnowałam częściowo z tej pracy społecznej (hobby), pracuję na dwóch etatach z czego jeden to sklep, który niestety zamykam. Przez ten cały rok małżonek raz płacił, raz nie płacił, więc ja robiłam wszystko żeby płacić kredyt i jakieś rachunki. Bilans na koniec roku jest katastrofalny. Teraz mąż daje 1tyś złotych i tekst przecież Ci więcej nie wytrzasnę, a w domu siedzi 2 dni w tygodniu. Ja zamykam sklep i szukam stałej, normalnej pracy na umowę. W między czasie znalazłam dodatkową, może 7zł/h to nie majątek ale jak się nie ma nic to trzeba łapać wszystko.
Nie układa Nam się nic, nie mam żadnego wsparcia z Jego strony ( no oprócz częściowej opieki nad dziećmi ale w końcu to też są Jego dzieci i zrobi coś w domu : obiad, pranie ).
Niestety nie przewidziałam takich okoliczności i nie stać mnie samej na to mieszkanie, a mój małżonek od początku jego nie chciał i teraz ma pretekst...Ty go chciałaś to teraz się sama martw jak zdobyć na nie pieniądze. Jutro robię zdjęcia i wystawiam na sprzedaż ale znam realia teraz co się dzieje na rynku i wiem, że możemy sprzedawać je i rok. Pożyczyłam pieniądze, żeby zapłacić stare rachunki i biegiem szukam pracy, a ON ??? Siedzi w domu i korzysta ze wszystkiego i płaci śmieszny tysiąc złotych, który nawet nie pokrywa kosztów kredytu. Najgorsze, że nie mam z kim zostawić dzieci, żeby być bardziej dyspozycyjną.
Marzy mi się chwila kiedy przyszedłby ktoś do mnie i powiedział : dzisiaj zrobimy to i to, ja jutro zawiozę dzieci, a ty zrób zakupy i nie zapomnij zapłacić za ten rachunek co Ci dałem. ( bo oczywiście wszystkie opłaty to też moja sprawa, bo ja mam konto z przelewami internetowymi)
Może trochę chaosu jest w tym poście ale może uda Wam się troszkę to wszystko ogarnąć.
Czy ja oczekuję za dużo ? Czy ciągle jak słyszę a TY na każde moje pytanie w stosunku do Niego to nie może mnie szlag trafić. Jak sprzedamy to mieszkanie to będę chciała rozwodu (chyba) tylko szkoda mi dzieci.
Czekam na Wasze opinie i z góry dziękuję