pazurek86
11.11.13, 10:21
Witam! Mam 2 synów (4 i 5lat). Od ponad roku nie jestem z ich ojcem, a moim jeszcze Mężem. W tym miesiącu składam pozew rozwodowy.
Od 2 miesięcy spotykam się z kimś. Od razu wiedział, jaka jest moja sytuacja (pracujemy razem). Zaraz przed pierwszym spotkaniem powiedziałam mu, że ma się zastanowić, że mam dzieci, że nie chce pewnego dnia usłyszeć, że jednak nie, bo mam dzieci...
Spotkał ich raz, dosłownie na minutę - na samym początku. Wszystko było ok. Spotykaliśmy się bez nich, bo łatwo się do kogoś przywiązują i nie chciałam, aby były rozczarowane...
Jednak pewnego dnia zaczęłam czuć, że coś się zmieniło. Oczywiście doszło do rozmowy i usłyszałam, że on jednak nie będzie w stanie wychowywać nie swoich dzieci. Że chce mieć własne dzieci, własną rodzinę, a nie być doczepionym klockiem.
Powiedział, że zależy mu na mnie, że dobrze mu ze mną, ale nie chce mnie oszukiwać i chce, żebym wiedziała co on czuje. Z jednej strony byłam wściekła, rozżalona, ale z drugiej... skoro ich ojciec potrafił ich zostawić, to jak mogę wymagać od obcego faceta takiej deklaracji. Nic nie trwa wiecznie.
Jestem osobą, która sama i to bardzo dobrze radzi sobie z wychowaniem dzieci. Nie oczekuję od niego, że zwalę na niego całą odpowiedzialność i masę obowiązków. Chciałabym, aby był dla chłopców mężczyzną w domu, który będzie grał z nimi w piłkę, czytał bajki, który zrobi kanapki i dopilnuje, zęby umyli zęby. Nie teraz oczywiście! Tylko za jakiś czas.
Długo rozmawialiśmy i doszliśmy do wniosku, że nadal będziemy spotykać się tak jak obecnie. Być może on dojrzeje do takiego zachowania, być może pojawi się miłość do mnie i akceptacja dla nie swoich dzieci. Nie wiem czy to dobra decyzja, ale jeśli nie spróbuje, to będę już zawsze żałowała.
Czy można wymagać od kogoś obcego takiej deklaracji? Czy można wymagać, aby od razu szalał za naszymi dziećmi? Czy spotkaliście się z sytuacją kiedy akceptacja, miłość do nie swoich dzieci przyszła z czasem?