Dodaj do ulubionych

akceptacja dzieci

11.11.13, 10:21
Witam! Mam 2 synów (4 i 5lat). Od ponad roku nie jestem z ich ojcem, a moim jeszcze Mężem. W tym miesiącu składam pozew rozwodowy.

Od 2 miesięcy spotykam się z kimś. Od razu wiedział, jaka jest moja sytuacja (pracujemy razem). Zaraz przed pierwszym spotkaniem powiedziałam mu, że ma się zastanowić, że mam dzieci, że nie chce pewnego dnia usłyszeć, że jednak nie, bo mam dzieci...

Spotkał ich raz, dosłownie na minutę - na samym początku. Wszystko było ok. Spotykaliśmy się bez nich, bo łatwo się do kogoś przywiązują i nie chciałam, aby były rozczarowane...
Jednak pewnego dnia zaczęłam czuć, że coś się zmieniło. Oczywiście doszło do rozmowy i usłyszałam, że on jednak nie będzie w stanie wychowywać nie swoich dzieci. Że chce mieć własne dzieci, własną rodzinę, a nie być doczepionym klockiem.
Powiedział, że zależy mu na mnie, że dobrze mu ze mną, ale nie chce mnie oszukiwać i chce, żebym wiedziała co on czuje. Z jednej strony byłam wściekła, rozżalona, ale z drugiej... skoro ich ojciec potrafił ich zostawić, to jak mogę wymagać od obcego faceta takiej deklaracji. Nic nie trwa wiecznie.
Jestem osobą, która sama i to bardzo dobrze radzi sobie z wychowaniem dzieci. Nie oczekuję od niego, że zwalę na niego całą odpowiedzialność i masę obowiązków. Chciałabym, aby był dla chłopców mężczyzną w domu, który będzie grał z nimi w piłkę, czytał bajki, który zrobi kanapki i dopilnuje, zęby umyli zęby. Nie teraz oczywiście! Tylko za jakiś czas.

Długo rozmawialiśmy i doszliśmy do wniosku, że nadal będziemy spotykać się tak jak obecnie. Być może on dojrzeje do takiego zachowania, być może pojawi się miłość do mnie i akceptacja dla nie swoich dzieci. Nie wiem czy to dobra decyzja, ale jeśli nie spróbuje, to będę już zawsze żałowała.

Czy można wymagać od kogoś obcego takiej deklaracji? Czy można wymagać, aby od razu szalał za naszymi dziećmi? Czy spotkaliście się z sytuacją kiedy akceptacja, miłość do nie swoich dzieci przyszła z czasem?
Obserwuj wątek
    • argentusa Re: akceptacja dzieci 11.11.13, 10:58
      Każdy jest inny. Być może twój partner nigdy nie będzie takim mężczyzną w życiu twoich dzieci jakbyś chciała.
      Nie przywiązywałabym się zanadto do idei: chłopcy będą mieli nowy wzorzec męski w domu. Odkąd pamiętam wiedziałam,ze mój partner byc może nigdy nie będzie miał wzorcowo bliskiej więzi z moimi dziećmi.
      Przyszły mi do głowy takie refleksje:
      << Że chce mieć własne dzieci, własną rodzinę, a nie być doczepionym klockiem.
      Być może nie wyobraża sobie ,ze mógłby nie być klockiem będąc w rodzinie patchworkowej.
      << jak mogę wymagać od obcego faceta takiej deklaracji.
      Pomysł żeby w ogóle tego wymagać jest imo nie na miejscu.

      <<< Chciałabym, aby był dla chłopców mężczyzną w domu, który będzie grał z nimi w
      > piłkę, czytał bajki, który zrobi kanapki i dopilnuje, zęby umyli zęby. Nie ter
      > az oczywiście!
      Hmm, wiesz, my mieszkamy wspólnie już jakiś czas, wcześniej parę lat się spotykaliśmy, a do dzisiaj mi do głowy nie przyjdzie żeby oczekiwać tego od chuopa. Trochę nie mieści mi się w głowie takie oczekiwanie. Pewnie, że jak umieram z gorączki to on chłopaków do i ze szkoły weźmie, ale żeby oczekiwać ze zagra w piłkę? Jak sam a rzadka połaskocze albo wytłumaczy jak coś zrobić (gdy SAMI go o to pytają) to jak najbardziej. Ale nic ponadto. Ja od początku jasno i klarownie powiedziałam, że nie CHCĘ by był dla nich drugim ojcem. Bo ojca to już mają.
      Czytanie bajek?
      <<<< być może pojawi się (...)i akceptacja dla nie swoich dzieci.
      A to, już moim zdaniem warunek niezbędny do dobrego związku.
      Czego Ci mocno życzę
      I jeszcze coś: Nie ma NIC ZŁEGO w tym, że twój partner NIE BĘDZIE kochał twoich dzieci. Ciebie ma kochać, dzieci dobrze gdyby lubił, ale nic ponadto nie musi a i tak macie szansę na dobre życie.
      Ar.
      • mayenna Re: akceptacja dzieci 11.11.13, 14:21
        Argi ty nie oczekujesz miłości i zaangażowania w swoje dzieci od pana, ale dziewczyna już tak. co widać po tym poście. Jak dojdą wspólne dzieci( pan chce je mieć) to sytuacja gdy jedno jest kochane przez oboje rodziców, a drugie przez jednego może przerosnąć wszystkich. Model z obojętnym panem może jej nie odpowiadać. Mnie tez by nie odpowiadał. Jak chciałabym rodziny. Moje dzieci angażowałyby się w pana i od nich tez bym tego oczekiwała, nie tylko od kandydata na męża.Na tym polega wg mnie rodzina.
        Ona powinna sobie uczciwie postawić pytanie czego chce. Nie liczy ,ze się coś zmieni, że się pan lub ona dostosują, ale podjąć nawet najboleśniejszą decyzję w oparciu o racjonalne dane: on nie chce wychowywać cudzych dzieci, chce własne. Jak pani jest w stanie to przyjąć i zaakceptować to ok, ale jak liczy na zmiany, to niech lepiej się z panem już pożegna.

        jest jeszcze jedna kwestia: czy pan zechce być chłopakiem mamy, bez prawa głosu i wychowywania dzieci. jak dzieci się do takiej sytuacji dostosują?
        Ja w tej sytuacji stawiam sobie za wzór rodzicielstwo zastępcze; dzieci nie moje, ale traktuję jak własne i oczekuję traktowania jak rodzic. To jest bardzo czytelne dla wszystkich stron. Taki układ, gdzie rola pana jest dziwna i niespójna nie zda egzaminu jeśli oczekuje się tworzenia rodziny, nie wspólnego gospodarstwa domowego.
        • maria1110 Re: akceptacja dzieci 11.11.13, 14:52
          Trzeba pamiętac że dzieci rosną i problemow nie będzie ubywac...
    • kami_hope Re: akceptacja dzieci 11.11.13, 12:34

      Ja dalabym sobie spokoj z takim panem. Nie to, ze bylby zly... ot po prostu nie dla mnie. Szkoda czasu. Nie ma co trwonic energi na bezprzyszlosciowe dzialania. Twoje nadzieje prowadza do pozniejszych frustracji i rozczarowan. tak ja mysle. Twoje zycie, Ty decydujesz, Twoje konsekwencje.
      • jan7911 Re: akceptacja dzieci 11.11.13, 15:27
        Facet jest bardzo nieuczciwy względem "pazurka". Przed pierwszym spotkaniem wyrażnie mu powiedziała że ma dwoje dzieci. Wówczas mu to nie przeszkadzało. Zaczęło przeszkadzać po 2 miesiącach spotkań - gdy partnerka się zaangażowała, a on być może już osiągnał swój zamierzony cel. Raptem po 2 miesiącach zaczynają mu przeszkadzać dzieci. Przypuszczam że chce mieć tylko seks bez zobowiązań -nic więcej. Zostaw go jak najszybciej..
        • argentusa Re: akceptacja dzieci 11.11.13, 20:28
          Mam odmienne zdanie: uczciwością jest komunikat, że ma problem z dziećmi.
          A, że nie wie jak będzie? Jakby każdy wiedział co uniesie a czego nie, to by świat nie był pełen rozczarowanych ludzi.
          Ja akurat rozumiem rozterki i brak zdecydowania pana. Oczekujecie, ze człowiek, który nie ma dzieci będzie ochoczo deklarował, ze zajmie się czyimś potomstwem a nawet pokocha ( i najlepiej by nie było to wciskanie kitu, prawda?)
          Najlepszego w poszukiwaniu takiego partnera.
          <<<Raptem po 2 miesiącach zaczynają mu
          > przeszkadzać dzieci.
          A kiedy miał się o tym przekonać, po 15 minutach od poznania?
          Ar.
          ps. Wielu spośród moich rozwiedzionych kumpli nie wiąże się w ogóle z samodzielnymi matkami, bo zewsząd otacza ich oczekiwanie, że zaczną ojcować nie swoim dzieciom. Ojcować w rozumieniu KOCHAĆ. Kiedy w końcu kobity pojmiecie, że facet będący Waszym partnerem NIE MUSI kochać waszych dzieci. A życie może być całkiem fajne i dla was i pana i dla waszych dzieci.
          I wiem co piszę, bo jestem też mamą adopcyjną, z tym, że decyzję o pokochaniu czyjegoś dziecka podjęłam bez przymusu czy też czyjegoś oczekiwania.
          No i mój partner nie ojcuje moim dzieciom, bo ojca to one już mają. Co nie przeszkadza mu kupując słodycze, kupować je też dla nich. Ale żebym oczekiwała by ich kochał? Nigdy w życiu mi to do głowy nie przyszło, bo to już byłoby wmanipulowanie gościa.
          • altz Re: akceptacja dzieci 11.11.13, 21:21
            argentusa napisała:
            > Mam odmienne zdanie: uczciwością jest komunikat, że ma problem z dziećmi.
            Też tak uważam. Ma problem i mówi o tym. Tak się załatwia poważne sprawy, a nie zamiata pod dywan, a jak ktoś jest niepoważny, to będzie udawał, na krótką metę. smile

            Akurat poczytanie maluchom na dobranoc, nie jest wielkim osiągnięciem, bo małe dzieci są elastyczne i chętne porozumienia, dopiero nastolatki potrafią się ostro okopać, wykorzystywać wszystkie możliwe sposoby do osiągnięcia celu. Polubić malucha to drobiazg, pan po prostu nie miał małych dzieci w pobliżu, nie ma takich doświadczeń, co nie oznacza, że na pewno byłbym złym opiekunem i towarzyszem dla kilkulatka.
            • argentusa Re: akceptacja dzieci 11.11.13, 21:36
              > Akurat poczytanie maluchom na dobranoc, nie jest wielkim osiągnięciem,
              Zależy dla kogo. Mnie aż wykręca jak mam to zrobić. Zdecydowanie jestem molem książkowym, ale wolę czytać "po cichu".
              Ar.
          • mayenna Re: akceptacja dzieci 11.11.13, 22:08
            Argi,
            można spokojnie zostać samą.
            Ja nie wyobrażam sobie nietworzenia rodziny. I można się w niej nie kochać, ale w pełni akceptować już trzeba. Oczekuję, że jak ktoś decyduje się dzielić ze mną życie to w każdym aspekcie, w tym wspierającym mnie jako matkę tez.
            Od dzieci tez oczekiwałabym akceptacji, szacunku jak dla ojca, o wspólnocie życia w domu. spędzania czasu razem jako rodzina nie wspomnę.
            Dlatego twój model wcale nie jest jedyny możliwy i najlepszy. Każdy musi sam zdecydować czego chce i jak ma wyglądać wspólne życie. W tym przypadku pani oczekiwania są inne niz pana, a oczekiwanie ze czas i zażyłość to zmieni jest błędem. Jakby on sam deklarował, że potrzebuje czasu aby ułożyć stosunki z nimi to jest nad czym myśleć. Jak mówi, że nie da rady to się to raczej nie zmieni.
            • argentusa Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 09:30
              > można spokojnie zostać samą.
              Pełna zgoda.
              Kolejnymi alternatywami są:
              1- szukać dalej kogoś kto uniesie bycie tatą, ( albo: kogoś kto nie chce więcej dzieci a czyjeś mu nie przekadzają, nie chce dzieci w ogóle, itp - w zależnosci od MOŻLIWOŚCI i potrzeb)
              2- zmienić oczekiwania
              3- poszukać innego niż partner wzorca meskiego dla dzieci -tu trudno o dobry ukłąd gdy się mieszka.

              > Od dzieci tez oczekiwałabym akceptacji, szacunku jak dla ojca,
              tu mam inaczej, oczekiwałąbym szacunku jak dla KAŻDEGO człowieka

              << spędzania czasu razem jako rodzina nie wspomnę.
              jasne, z tym, ze warto pamiętać ,ze są RÓZNE wzorce rodziny.
              Dla mnie niezdrowe jest udawanie, że jesteśmy rodziną naturalną jak nią nie jesteśmy. I konieczność kochania moich dzieci. Takiej konieczności nie widzę, co więcej uważam, że jest szkodliwa. Ale jak wiadomo, co kto woli.
              No i pozostaje rzeczywistość: czy mamy prawożządać kochania naszych dzieci od innych ludzi. Ale to z gatunku filozofii smile))
              Ar.
              ps. oczywiscie model przeze mnie przyjęty i zaakceptowany nie jest jedynym obowiązującym.
              • mayenna Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 17:00
                Argi, miłości przychodzi sama albo nie. Jednak można określić czy jesteśmy w stanie dostosować sie do danej sytuacji emocjonalnie, czy nie.
                Wymagać poczucia odpowiedzialności i przynależności już można, solidarności i wielu spraw, które można podciągnąć pod określenie: wychowanie, a także miłość. Bo to zakres materialnych świadczeń w miłości.
    • xciekawax Re: akceptacja dzieci 11.11.13, 18:52
      Chyba decyzjie o byciu w tym zwiazku i czekaniu az panu sie odmieni juz podjelas, ale pozwole sobie na kilka obserwacji:

      1) nie mozesz oczekiwac ze wypowiedz magiczne slowa : "Mam dzieci wiec pomysl o tym zanim zaczniesz mnie randkowac" i pan od razu bedzie wiedziec co to znaczy randkowac z samotna matka. Po prostu nie mozesz tego wymagac, bo dopuki sie tego nie przezyje to sie nie wie. Wiec Jedyne co mozesz zrobic to obserwowac pana, nieangazowac sie zbyt szybko i po pewnym czasie zdecydowac czy kontynuowac zwiazek czy zakonczyc.

      2) Moim zdaniem pan polozyl Ciebie w miejscu bardzo dla SIEBIE wygodnym. Przywiazalas sie do niego, wiec pan sie wystraszyl i zostawil sobie furtke otwarta zeby zwiac KIEDYKOLWIEK bedzie mu wygodnie. Powiedzial Ci ze to co mu oferujesz (dwojke dzieci i samotna matka) nie pasuje mu. Wiec czego od niego jeszcze chcesz? ze zmieni zdanie? nie zmieni. Wcale nie chce poznac Twoich chlopcow, nie obchodza go. Nie obchodzisz jego jako unit rodzinny.
      Teraz kazdego dnia, jak mu sie znudzi uklad z Toba - on odejdzie mowiac : "przeciez bylem szczery, przeciez powiedzialem ci czego ja chce (swojej rodziny, ze nie chce byc zastepczym facetem dla Twoich dzieci). Wiec czemu mialabys byc zdziwiona.

      3) to ze godzisz sie na taki ulkad pokazuje twoja desperacjie. Teraz ten pan juz nie bedzie Ciebie szanowal jako niezalezna kobiete.

      4) oczekiwanie ze facet bedzie bajki czytal dla Twoich dzieci jest mocno przesadzone. Jednak pan powinien akceptowac w pelni ze masz dzieci i obowiazki z tym zwiazane. A z tego co opisalas pan w ogole nie przejawia takiej akceptacji.

      • kalpa Re: akceptacja dzieci 11.11.13, 22:37
        Nie każdy jest w stanie żyć na co dzień z nieswoimi dziećmi. Po prostu ... Nawet jak mu fajnie z kobietą, która jest ich mamą..Kobiety też doświadczają niechęci wobec nieswoich dzieci, bo wystarczy poczytać forum "macochy", żeby się przekonać, że to dosyć częsty problem patchworkowych rodzin.
        Dużo zależy od samego dziecka, bo z jednym żyje się łatwiej z innym nie.
        • kami_hope Re: akceptacja dzieci 11.11.13, 22:52
          Otoz to. Ludzie sa rozni i maja rozne potrzeby. Oczekiwania autorki watku roznia sie od potrzeb tego pana. I te oczekiwania z czasem sie nie zmiena. Mozna probowac naginac sie do rzeczywistosci, ale wczesniej czy pozniej, roznica potrzeb stanie sie powaznym problemem. Pani bedzie rozczarowana, a pan? - przeciez powiedzial na poczatku, ze nie widzi sie w roli ojczyma (ma usprawiedliwienie)

          Z tego co napisala autorka wynika, ze zdecydowala sie podtrzymac ta znajomosc. Moje pytanie: tylko po co? Czy "z braku laku"?
          Oj... ludzie sami pakuja sie w uklady, ktore nie rokuja, a pozniej cierpia.
          Jak mialam ze 20lat, to tez mi sie wydawalo, ze "cierpienie uszlachetnia". Ech...
          Moze kazdy ma jakis swoj prog na odczuwanie cierpienia, i dopoki do niego nie dobije, to nie zrozumie, ze to droga do nikad?
          • argentusa Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 09:34
            Kami, fajnie to napisałaś smile
            Z tym,ze ja zrozumiałam,ze autorka szukała odpowiedzi bo być może jest na rozdrożu i sama chce zobaczyć jak to "w praniu wyjdzie". A może wyjdzie dobrze? (tj. ona odpuści trochę oczekiwaniom a pan trochę się zbliży do dzieciaków.
            U nas jakoś samo się porobiło, że mimo braku deklaracji (z obu stron żeby było jasne wink, a raczej po wyartykułowaniu obaw (obustronnych) nasze dzieci stały się nam jakoś bliższe poprzez codzienność. Ja pytam o jego potomstwo - czaaasem, a on naprawi to czy tamto moim.
            hihi regularnie jednak may czas WYŁACZNIE dla siebie, jak dzieciaki są u drugich rodziców.
            Czego i Panstwu życzę,
            Ar.
    • yoma Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 10:08
      Oj, miła autorko...

      > Czy spotkaliście się z sytuacją kiedy akceptacja, miłość do nie swoich dzieci przyszła z czasem?

      Mylisz dwie rzeczy, i to silnie. Co innego akceptacja, co innego miłość. Akceptacji masz prawo i powinnaś wymagać. Miłości - nie. Do przemyślenia pozostaje kwestia, czy masz prawo wymagać miłości do siebie, skoro powiadasz

      > , być może pojawi się mi
      > łość do mnie

      że jej nie ma. Czyli co? Facet nie kocha nawet ciebie, a ty się domagasz, żeby pokochał twoje dzieci?

      > . Chciałabym, aby był dla chłopców mężczyzną w domu, który będzie grał z nimi w
      > piłkę, czytał bajki, który zrobi kanapki i dopilnuje, zęby umyli zęby.

      Związek młodziutki, miłości nie ma, a ty już wtłaczasz faceta w rolę: ma być wzorcem męskim dla twoich synów. To przypomina budowanie domu od dachu, nie od fundamentów. Podobno robi się takie rzeczy, ale po co?

      > (pracujemy razem).

      Stare studenckie przysłowie powiada: nie bierz d... z własnej grupy smile

      > Zaraz przed pierwszym spotkaniem powiedziałam mu, że ma się za
      > stanowić,

      Hmmm dziwne... Pytanie mam do dzieciatych: wy też przed kawą z kolegą z pracy krzyczycie: tylko się poważnie zastanów, bo ja mam dzieci? Coś mi się widzi, że autorka jeszcze na etapie "znajomości z pracy" wtłoczyła pana, w swojej głowie, w schemat, a teraz się dziwi, że pan do schematu nie pasuje.
      • argentusa Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 10:41
        Pytanie mam do dzieciatych: wy też przed kawą z kolegą z pracy k
        > rzyczycie: tylko się poważnie zastanów, bo ja mam dzieci? C
        eeeeeeee, jak idziemy na kawę z kolegą z pracy to nie w celach randkowych.
        takie brutalne: tam, gdzie się pracuje to się ..., nie wojuje.

        A jak idę na randkę to idę na randkę, a nie ciągnę na tę randkę dzieci. (nawet mentalnie, ofkors)
        I dotyczy to też mojego obecnego związku, my naprawdę na randki bezdzieciowe chadzamy...
        Ar.
        • yoma Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 10:44
          Popieram pogląd smile
    • zofiulina1971 Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 10:11
      A dla mnie to jakaś desperacja i tyle. Jeszcze nie zdążyłaś się rozwieść, a już szukasz nowego tatusia dla swoich dzieci. Na dodatek facet Cię NIE KOCHA. Wiesz o tym, ale brniesz w ten, ekhem, "związek", jak ćma do światła.

      "Być może pojawi się miłość do mnie" - no paradne po prostu. Ile zamierzasz czekać?

      Naprawdę tak bardzo boisz się być sama?

      To takie wczepianie się w mężczyznę, nieestetyczne i obleśne. Bardzo Cię przepraszam.
      • yoma Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 10:13
        Hihi... to ja tu piszę elaborat, a ty w dwóch krótkich żołnierskich słowach mówisz to samo big_grin
        • zofiulina1971 Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 10:24
          big_grin

          Żeby nie było - wg mnie samotna matka jak najbardziej ma prawo mieć kochanka, ale powinna umieć oddzielić przelotnego lawstoranta od życiowego partnera. I nie sprowadzać każdego "kolegi z pracy" do domu dzieciom.

          A później rozpacz po forach, że dzieci się przyzwyczaiły i tęsknią...
          • argentusa Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 10:38
            jesooo, muszę koniecznie popracować nad treściwymi sposobami wypowiedzi.
            No zabiłaś Z. mnie "treściwością w 3 zdaniach".
            Uszanowanie Pani się składa.
            Ar.
            no ba, toż to my tutaj od miesięcy, lat .. apelujemy" Zwolnić, zwolnić TEMPO". Puścić jedną gałą, dopiero łapać drugąąąąąąą. Albo nie łapać. Co kto woli.
          • yoma Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 10:41
            Popieram pogląd smile
    • pazurek86 Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 11:06
      Wybaczcie, ale ja się Was nie pytam czy robię dobrze, ani nie proszę o opinię na temat tego, że się jeszcze nie rozwiodłam – widocznie mam ku temu powód i za przeproszeniem – nic Wam do tego.

      Zadałam proste pytania – „Czy można wymagać od kogoś obcego takiej deklaracji? Czy można wymagać, aby od razu szalał za naszymi dziećmi? Czy spotkaliście się z sytuacją kiedy akceptacja, miłość do nie swoich dzieci przyszła z czasem?

      Inne komentarze są naprawdę zbędne. Za własne zdanie na zadane pytania i dobre słowo dziękuję.

      Ktoś pisał o miłości po 2 miesiącach znajomości…. Litości… I czy ja gdzieś napisałam, ze przyprowadzam każdego faceta do domu, aby poznał moje dzieci? Kogoś wyobraźnia poniosła.

      I tak jak napisałam, a ktoś nie chciał zauważyć – ja piszę o przyszłości...

      Co do „zdania” przed pierwszym spotkaniem – mam dosyć przyjaciół z którymi piję kawę, to była randka, stąd też moja szczerość i postawienie jasno sprawy.

      Dzieci to moje życie i nie będę ich pomijała, jak niektórzy.

      Pozdrawiam!
      • yoma Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 11:10
        Wiesz co, ty naprawdę żyjesz we własnym świecie. Odpowiedzi na pytania dostałaś. Nikt nigdzie nie napisał, czy robisz dobrze, czy źle. Nikt nigdzie nie napisał, że przyprowadzasz każdego faceta do domu. Wpasowujesz odpowiedzi w schemat, tak jak tego nieszczęsnego chłopa...
        • pazurek86 Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 11:20
          Wiesz co, ty naprawdę żyjesz we własnym świecie.
          I nic Ci do niego…

          Odpowiedzi na pytania dostałaś.
          Owszem i za nie podziękowałam.

          Nikt nigdzie nie napisał, czy robisz dobrze, czy źle. Nikt nigdzie nie napisał, że przyprowadzasz każdego faceta do domu.
          Nie? Poczytaj raz jeszcze odpowiedzi… że mam go zostawić, że dać sobie z nim spokój, że moja decyzja jest błędna, ktoś podaje alternatywy, dowiedziałam się, że jestem desperatką...
          I nie sprowadzać każdego "kolegi z pracy" do domu dzieciom. przewidziało mi się?
          • zofiulina1971 Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 11:35
            Cytujesz moje wypowiedzi, więc czuję się wywołana do tablicy.

            Powiedz mi w którym miejscu napisałam, że chodzi o Ciebie? Gdzie napisałam, że konkretnie Ty jesteś desperatką?

            Jednak szybko się okazało, że Autorce wcale nie chodzi o czyjekolwiek obiektywne spojrzenie na sprawę. Ba, specjalnie nie kryje, że chodzi jej o potwierdzenie, że nic złego się nie dzieje i że "związek" - wbrew opisom i logice - rokuje. A te z nas, które jej napisały, jak to widzą, ale nie po oczekiwanej przez Autorkę linii, otrzymały złośliwości.

            Dziwi mnie i taki brak rozsądku, i taka bezczelność. Przyszłaś tkać iluzję, to napisz wprost albo tkaj ją w chałupie.
            • yoma Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 11:53
              > A te z nas, które jej napisały, jak to widzą, ale nie po oczekiwanej przez Auto
              > rkę linii, otrzymały złośliwości.

              Częste na forum.
          • yoma Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 12:32
            O tyle mi do niego, że wytykasz z niego głowę i domagasz się opinii. Co uczyniłam.
          • xciekawax Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 16:20
            Ja napisalam ze ty decyzjie o pozostaniu z panem juz podjelas - i mialam w sumie racjie.
            Napisalam ze Twoje zachowanie pokazuje desperacjie - bo pokazuje. (co nie znaczy ze wyzywam cie od desperatki). Ale facet wyraznie Ci powiedzial ze on od zwiazku chce czegos czego nie masz do zaoferowania (brak "bagazu", czystej karty) - a ty nadal z nim jestes. Nazywaj to jak chcesz - ja to nazywam po imieniu. Ale tez ja bym panu podziekowala i nie tracila z nim czasu.
            Opisujesz swoja historie - wiec komentuje jak ja to widze z mojego punktu widzenia. Sorry ze nie podoba Ci sie to co pisze. w sumie nie, nawet mnie to nie obchodzi.
      • gustavo.fring Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 12:17
        A nie jesteś czasem przewrażliwiona na swoim punkcie?
      • triss_merigold6 Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 13:18
        Wymagać deklaracji nie możesz.
        Jedyne czego możesz wymagać to akceptacja faktu, że masz dzieci i związane z dziećmi obowiązki, ograniczenia i model życia.
        • mayenna Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 16:51
          Triss, a dlaczego nie może wymagać deklaracji?
          Ma potrzebę takiej deklaracji, jest to dla niej ważne to czemu ma nie wymagać?
          • triss_merigold6 Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 17:01
            Bo po tak krótkiej znajomości składanie podobnych deklaracji bardzo źle by świadczyło o facecie.
            Zresztą... może sobie wymagać tylko, że to bez sensu.
            • argentusa Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 17:55
              takie ładne sformułowanie: "Głupio chcieć".
              Zgadzam się tutaj z Triss. Deklaracje twierdzące wzięłabym za skrajny brak dojrzałości i odpowiedzialności.
              • jan7911 Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 22:22
                Będąc mężatką puszcza się na boku. Chyba nie ta kolejność - wcześniej rozwód a pózniej bzykanko. .
            • mayenna Re: akceptacja dzieci 12.11.13, 22:39
              Nie rozumiem czemu? Pani ma dzieci, pan po dwóch miesiącach uważa, że nie umie żyć z kimś kto je ma. Na tym poziomie można takiej deklaratywności wymagać. To jest jak brama: można chcieć ją przekroczyć, lub uznać, że wolimy nie próbować, ze to nie dla nas.
              Jak np. pan ma nietypowe upodobania seksualne np. lubi regularny seks z jednym partneremsmile to wiadomo czy się dasz radę dostosować do nich czy nie I to już raczej dość szybko. Nikt nie oczekiwałby że on zrezygnuje z upodobań. Raczej radą było by szukanie kogoś, komu one odpowiadać będą. to czemu tutaj każecie dziewczynie nie oczekiwać? Ona ma to w sobie, chce tego i podejrzewam że wśród 4 mld ludzi na Ziemi jeszcze się trafi jej ktoś kto jest w stanie te potrzeby zrealizować.
              • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 13.11.13, 07:27
                własnie

                ale nie z tym panem, nie na siłę, pan jakby się dystansuje i teraz to albo wpaść w panikę i pana ucapić, albo posłac do panien, które moga mu dać pierworodnego potomka

                fajnie, że pan uczciwie stawia sprawę - można zareagować wedle własnej woli

                ps. Pazurku, możesz tez uznać, że tu siedzą same zgorzkniałe rozwódy i zazdroszczą chłopa i szansy na portasy w domu smile wtedy wystarczy bardzo, bardzo cierpliwie czekać i bardzo, bardzo się starać - może pan ów pokocha Ciebie i kto wie, stanie się cud i pokocha tez dzieci, przyjdzie ta miłośc niepostrzeżenie jak mgła jesienna, delikatnie, bez słów, pełna spokoju i bezpieczeństwa, którego sama tak potrzebujesz w zranionym sercu... i życie stanie się prostsze. Od niechcenia wtedy zajrzysz tu na forum i wszystkim nam pokażesz. Choćby zdjęcie brylantowego pierścionka zaręczynowego. Ja tam bym padła z zazdrości - za taki pierścionek mogłabym kupić pewnie całąbelę lnu do szycia...
                Tak czy siak, powodzenia smile
                To twoje życie. Urządź je po swojemu. Całkowicie po swojemu, bez kompromisów tam, gdzie sa niewskazane.
                • krokodil123 Re: akceptacja dzieci 13.11.13, 07:49
                  Jak ja się z jakimś panem spotykam na 1-2 czy 3 spotkaniem sama nie wiem czy chce być z tym człowiekiem na 2 lata, "na zawsze" czy wogóle nie.
                  A co dopiero deklaracji składać czy się ustosunkowywać do dzieci.

                  A i podejrzewam że i dzieci i stosunki rodzinne są różne. Jedne dzieciaki bardziej zaborcze, większe problemy zdrowotne, inne bardziej samodzielnie i okazy zdrowia. Jak facet dzieciaków nie miał dla niego to wszystko teoria-dopiero w praktyce się okaże czy ma zadatki na dobrego partnera dla matki z 2-ga dzieciaków czy nie.

                  Tak samo jak się popisał i ich własny ojciec. Chyba autorka jako kobieta z zasadami też go swoimi metodami sprawdziła i prześwietliła. Chyba była pewna że to jest ten który będzie jej mąż i któremu urodzi dzieci, chyba były śluby i deklaracje i co?????
                  Tak samo jak z w moim życiem. Człowiek się stara wybierać mądrzę, stara się zabezpieczyć a życie zupełnie coś innego. Jak zdałam sobie z tego sprawy zdecydowałam się bardziej obserwować i wyciągać wnioski niż żądać deklaracje i liczyć na słowa.
                  • mayenna Re: akceptacja dzieci 13.11.13, 08:44
                    Krokodyl, to wszystko jest bardzo słuszne. jedna kwestia: tu nie jest mowa o 2- 3 randce. Państwo zastanawiają się już czy im razem po drodze, czy nie.Wychodzi z tych rozmów jasno, że jedna ze stron ma obiekcje na temat czego, czego druga zmienić nie może. Ta przeszkoda pozostanie i jak pan twierdzi, że jej nie jest w stanie pokonać to dla swojego emocjonalnego dobra, lepiej się w taki związek nieangażować. Z życia mi się wydaje, że jak już między ludźmi następuje zmiana to zwykle na gorsze - i w tym wypadku twój przykład z małżeństwem autorki jest tego potwierdzeniem.
                    Namawiasz jednym słowem panią na opieranie decyzji życiowych na wierze w cudowne przemienienie z czasem, na liczenie, że może jednak czas zadziała. Weźmiesz odpowiedzialność za ewentualną porażkę? Bo tu nawet statystycznie wyliczona szansa na dobry obrót sprawy jest mniejsza niż 50% bo on mówi wyraźnie o tym co czuje, czego chce. Mozna zaklinać rzeczywistość i liczyć na cud, ale ból i konsekwencje z czasem są większe niż na początku.
                    A to jest jednak typowo kobiece: nie zwracać uwagi na wyraźne słowa mężczyzny i liczyć, że rzeczywistość się ugnie z czasem.
                    • mayenna Re: akceptacja dzieci 13.11.13, 09:01
                      * nie angażować. Przepraszam
                    • triss_merigold6 Re: akceptacja dzieci 13.11.13, 09:18
                      Bo pani niepotrzebnie przyspiesza. Po dwóch miesiącach spotykania się pani już projektuje i rozważa jaką rolę nowy mężczyzna powinien odgrywać w życiu jej dzieci. Zamiast myśleć, mogłaby po prostu skupić się na tym, żeby się dobrze bawić, chodzić na randki, mieć relaksacyjny seks. Po co od razu kwestie przyszłości i budowania rodziny do tego mieszać.

                      Pan powiedział, że chciałby mieć własne dzieci w przyszłości i kul, ma do tego prawo. Teraz pani ma wybór: skończyć spotykanie się i szukać innego obiektu albo nie szukać albo przyjąć, że mają taki rekreacyjny układ, bez ciśnienia.
                    • krokodil123 Re: akceptacja dzieci 13.11.13, 11:29
                      A ja zrozumiałam inaczej:

                      "Od 2 miesięcy spotykam się z kimś. Od razu wiedział, jaka jest moja sytuacja (pracujemy razem). Zaraz przed pierwszym spotkaniem powiedziałam mu, że ma się zastanowić, że mam dzieci, że nie chce pewnego dnia usłyszeć, że jednak nie, bo mam dzieci.."

                      Dla mnie oni się spotykają od 2 miesięcy, a pytanie zasadnicze do Pana było przed pierwszej randki (kiedy chyba nie wiadomo było czy seksualnie do siebie pasują).

                      Może autorka wyjaśni kiedy był związek skonsumowany przed pytaniem czy po, a może jeszcze nie poszli do łóżka.
                      • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 13.11.13, 11:34
                        tak, i doda, w jakiej pozycji...

                        jeśli ją te dzieci dyskfalifikowały jako partnerkę dla tegoż osobnika, to dobrze, że powiedziała -to chyba naturalne, w końcu człowiek nei musi umieć lubić dzieci. A im jaśniej sprawy się stawia, tym łatwiej podejmować decyzje, a nie gdybać - a może pomyślał to-tamto-albo co innego. Ludzie po to dostali od Bozi języki, żeby również rozmawiać.

                        A teraz, jak juz wiadomo, na czym stoją, to mogą sobie decydować, co dalej, każde z osobna i samodzielnie.

      • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 16.11.13, 20:59
        >Czy sp
        > otkaliście się z sytuacją kiedy akceptacja, miłość do nie swoich dzieci przyszł
        > a z czasem?
        Jak najbardziej. Tak się dzieje przy adopcji. To nie jest tak, że dostajesz dziecko i pstryk już je kochasz. Jest to proces, który musi potrwać. I to w dwie strony. Jednostronnie nie da rady.

        >Czy można wymagać, aby od razu szalał za naszymi dziećmi?
        Nie. Nie można. Tak samo jak nie da rady wymagać od dzieci, aby natychmiast szalały za " nowym tatą ". Jest to proces, który wymaga czasu.

        Wśród moich kolegów, którzy byli w sytuacji, że nowa partnerka była z przychówkiem, zwykle żródłem konfliktów na tle tychże dzieci była niezgoda kobiet na ingerencję w procesy wychowawcze. Ciężko np. współfinansować utrzymanie kompletnie rozpuszczonego, rozwydrzonego dziecka, jeżeli nie ma się nic do powiedzenia w kwestji jego wychowania.
        • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 16.11.13, 21:04
          pierwsze pytanie - czy jesteś rodzicem adopcyjnym?

          drugie pytanie - czy nei dziwi Cię, że niemal zawsze dziecko partnerki to rozwydrzony, rozpuszczony bachor?
          ciekawe, prawda?
          • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 08:01
            > pierwsze pytanie - czy jesteś rodzicem adopcyjnym?

            Tak. Jestem rodzicem adopcyjnym. I znam też paru innych. Problemy wątkodawczyni są mi dobrze znane.

            > drugie pytanie - czy nei dziwi Cię, że niemal zawsze dziecko partnerki to rozwy
            > drzony, rozpuszczony bachor?

            Nie zawsze dziecko partnerki ( partnera ) to rozwydrzony, rozpuszczony bachor. Znam różne przypadki, ale zawsze kończyły się katastrofą ( raptem dwie znane mi sytuacje ), konflikty odnośnie metod wychowawczych.

            Wychowywanie dzieci bez wyrażnie zaznaczonych granic to dramat, ale to już inna historia.
            • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 08:08
              Zapomniałem dodać. Od znajomego psychologa wiem, że jeśli dziecko jest rozwydrzonym i rozpuszczonym " bachorem", to trzeba się zastanowić co też takiego dzieje się w domu z rodzicami ( rodzicem ), że on się tak zachowuje.
              • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 09:01
                owszem - jeśli jest się postronnym, niezaangażowanym widzem. Jeśli się w chodzi w układ,to normalne, szczęśliwe, kontaktowe dziecko może wydawać się rozwydrzonym bachorem i wówczas osąd kompletnie traci traci obiektywizm.
                I to moment, kiedy należy się przyjrzeć przede wszystkim sobie.
                • altz Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 09:35
                  lampka_witoszowska napisała:
                  > Jeśli się w chodzi w układ,to normalne, szczęśliwe, kontaktowe dziecko może wydawać się
                  > rozwydrzonym bachorem i wówczas osąd kompletnie traci traci obiektywizm.

                  Może tak być, ale na to chorują przede wszystkim osoby, które nie miały doświadczenia z dziećmi, nie mają własnych dzieci, a nawet w rodzinie nie ma tych dzieci zbyt wiele i za często.
                  Czasami jest tak, że z boku widać lepiej, nie bez powodu psycholodzy mają jakieś sukcesy, przez dystans, nie przez wiedzę, która zazwyczaj jest mizerna.
                  Widać w rodzinie kurs na katastrofę. Rodzic się podoba, jest akceptowany, ale jest niewydolny wychowawczo, dzieci nie mają jasnych ram, a często do tego dokłada się sam rozwód i jego konsekwencje, zmiana miejsca zamieszkania, szkoły, utrata stałego kontaktu z drugim rodzicem, zmiana środowiska i przyjaciół. Nic nie mówić? Potem się cieszyć, że się przewidziało katastrofę?
                  Osobiście znam takie sytuacje, jedna skończyła się śmiercią dziecka, inne niewiele lepiej, chronicznym bezrobociem dzieci w przyszłości, alkoholizmem, życiem na garnuszku starego rodzica.
                  • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 12:13
                    otóż to

                    ja bym mówiła, ale przy tym rodzic musiałby być otwarty na komunikat - najczęsciej jest tak, że się zaperza i tyle korzysci z tego mówienia

                    ale i tak warto - a nuż kiedyś okoliczności złożą się tak, że pomyśli - albo się okaże, że pomyśli od razu
            • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 08:17
              Jeśli jesteś rodzicem adopcyjnym to raczej wiesz, że na adopcję ludzie się decydują sami - dziecko partnerki zaś przynosi wybór partnerki, nie dziecka.
              Co innego kupić kota, a co innego kupić kotkę i dostać nosorożca gratis do zakupu, nicht so?
              czyli nie można mówić o rozwijającej sie miłości, na którą człowiek od początku się decyduje (już nei wspomnę, że część - jak nie większość - rodziców naturalnych również uczy się miłości do własnego dziecka, nie czuje jej od razu - mimo, że kobiecie mocno tu pomagają hormony)

              druga sprawa - Ty znasz dwa przypadki, ja jeden. Swój. I co jakiś czas wersje pisane męskie, że ona nie pozwala wychowywać, ona rozpuściła, ona to i tamto. Jak dla mnie zero akceptacji i zero wyczucia - jak chłop chce wejść w rodzinę, to wypadałoby uszanować zwyczaje tejże rodziny przy budowaniu (powoli) nowych relacji. Wypada przejawić delikatność (tak, wiem, chłop panem jest i basta) i uwagę dla reszty ludzi (ludzi, nie poddanych. Dziekco to człowiek. Nawet dziecko partnerki - to też człowiek, o dziwo).
              I wtedy zaręczam, wszystko fajnie się ułoży.

              Chyba, że partnerka poza pociągającą figurą ma kompletnie odmienny charakter i priorytety życiowe - i rzeczywiście dzieciaka rozpuszcza. To chyba nei partnerka dla mądrego, doświadczonego, jedynego myślącego obiektywnie/rozsądnie misia.
              • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 18:49
                > Jeśli jesteś rodzicem adopcyjnym to raczej wiesz, że na adopcję ludzie się decy
                > dują sami - dziecko partnerki zaś przynosi wybór partnerki, nie dziecka.

                Nie zgadzam się. Jeśli " nowa " partnerka ma przychówek. To wybieram ją i DZIECKO!

                >I co jakiś czas wersje p
                > isane męskie, że ona nie pozwala wychowywać, ona rozpuściła, ona to i tamto. Ja
                > k dla mnie zero akceptacji i zero wyczucia - jak chłop chce wejść w rodzinę, to
                > wypadałoby uszanować zwyczaje tejże rodziny przy budowaniu (powoli) nowych rel
                > acji. Wypada przejawić delikatność (tak, wiem, chłop panem jest i basta) i uwag
                > ę dla reszty ludzi (ludzi, nie poddanych. Dziekco to człowiek. Nawet dziecko pa
                > rtnerki - to też człowiek, o dziwo)

                Masz 110% racji. Empatia, takt i wyczucie u faceta są tu niezbędne. Nie licząc sytuacji skrajnych, które znam. Np. kolega za cholerę nie mógł zaakceptować faktu, że szesnastoletni byk, syn jego partnerki zawsze w kuchni zostawia po sobie syf, nigdy nie pomagał matce w pracach domowych, itd. Kolega nie potrafił się zdobyć , aby po nim sprzątać. Jakakolwiek próba zmiany tego stanu rzeczy przez kumpla wywoływała wrogość kobiety i dziecka, to podziękował jej za współpracę.
                • mayenna Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 19:45
                  samiec_omega napisał(a):

                  Kolega nie potrafił się
                  > zdobyć , aby po nim sprzątać. Jakakolwiek próba zmiany tego stanu rzeczy przez
                  > kumpla wywoływała wrogość kobiety i dziecka, to podziękował jej za współpracę.
                  To nie świadczy najlepiej o koledze skoro taki niewielki problem zniszczył mu związek i miłość. Ale moim zdaniem nie kochał tej kobiety, skoro nie potrafił znaleźć wspólnie z nią dzieckiem rozwiązania. Ale on pewnie z tych co każą, a inni muszą natychmiast posłuchać i zastosować.
                  • mayenna Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 20:11
                    Rodzina to nie współpraca biznesowa. Jak on ma podejście: 'po byku nie będę sprzątał' to faktycznie nie nadawał się do tworzenia rodziny bo to wspólnota, nie interesy poszczególnych członków.Może za kilka lat ten byk za sprzątanie po nim w kuchni i życzliwość podcierałby panu tyłek i zmieniał pampersy.
                    • altz Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 20:47
                      mayenna napisała:
                      > Może za kilka lat ten byk za sprzątanie po nim
                      > w kuchni i życzliwość podcierałby panu tyłek i zmieniał pampersy.

                      A może za kilka lat ten byk by podrósł i domagał się utrzymania i kieszonkowego od partnera matki bez żadnego wkładu od siebie? Różnie to bywa.
                      Zauważyłem, że na forum krąży pogląd: od swoich dzieci trzeba wymagać, ustawiać na baczność i pilnować punktualności, odbierać i oddawać jak paczkę, a od dzieci partnerki nie wolno wymagać. wink
                      • mayenna Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 21:07
                        Alez ja nie napisałam że nie wolno wymagać. Tylko takie zmiany wymagają wyjścia od akceptacji dziecka, życzliwości i są niezwykle delikatne , wymagające czasu.
                        Altz, zamieszkujesz z obcymi ludźmi, przychodzisz do ustalonego układu domowego to zmieniasz go od razu pod siebie? Czy musisz się raczej dostosować do obyczajów tego domu?
                        Z podejściem negatywnym, przypisywaniem nastolatkowi złych cech, które zaowocują w przyszłości to od razu jesteś skazany na fiasko relacji. To podobnie jak w nauczaniu: motywacja i wychowanie powinny być pozytywne, zakładać że dziecko ma pozytywy i ich w nim szukać.
                        • mayenna Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 21:11
                          Jak mówię: pan poza wyjściem: sprzątam po chłopaku i wymuszam na nim sprzatanie miał jeszcze różne pośrednie wyjścia. Nie umiał tego problemu rozwiązać ewolucyjnie, życzliwie i niekonwencjonalnie może. To świadczy tylko o jego braku kompetencji wychowawczych, elastyczności i kreatywności w życiu.
                        • altz Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 22:30
                          mayenna napisała:
                          > zamieszkujesz z obcymi ludźmi, przychodzisz do ustalonego układu domowego
                          > to zmieniasz go od razu pod siebie? Czy musisz się raczej dostosować do obycza
                          > jów tego domu?

                          Jednym słowem, pan był między obcymi ludźmi i odradzasz mu zamieszkanie razem, bo nie będzie miał żadnego głosu?
                          Jakie miał wyjście? Zamieszkać osobno i zaczekać, aż dziecko urośnie i wyjdzie z domu? Odpuścić to przyjmując do wiadomości, że syn i jego matka są niechlujami i sprzątać po nich?
                          Sprzątać tylko po sobie? Nie sprzątać w ogóle i zaczekać aż nadjedzie moment, kiedy wszystkim to znacznie przeszkadzać?

                          Ja wiem, wszystko zależy od sposobu komunikacji, ale również chęci. Jeśli tych chęci nie ma, to szkoda sobie psuć nerwy i lepiej się rozstać. A poszło tylko o sprzątanie po sobie w kuchni! smile
                          • mayenna Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 23:11
                            Pan zamieszkał u pani i do niej i jej domu powinien się dostosować. Jakby było odwrotnie to mógł tego samego od niej oczekiwać. mógł osiąść z matka i dzieckiem i normalnie powiedzieć o problemie, Zapytać jak oni uważają że mozna to rozwiązać i spróbować coś ustalić.

                            A wyjść jest więcej: mógł jeść poza domem, zamykać kuchnie i nie korzystać z niej po nastolatku, zatrudnić panią do sprzatania, ustalić dyżury na sprzatanie z jego matką, przeczekać bo problem możę się rozwiązać sam, stosować metodę zdartej płyty, komunikatu bezpośredniego o neutralnej treści; ale wynik tez byłby nie od razu, prosić matkę by sama znalazła rozwiązanie bo mu zależy i nie jest w stanie tego znieść, że jest nieposprzątane...smile Mam dalej uskuteczniać te burze mózgów?
                    • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 00:23
                      > Rodzina to nie współpraca biznesowa. Jak on ma podejście: 'po byku nie będę spr
                      > zątał' to faktycznie nie nadawał się do tworzenia rodziny bo to wspólnota, nie
                      > interesy poszczególnych członków.Może za kilka lat ten byk za sprzątanie po nim
                      > w kuchni i życzliwość podcierałby panu tyłek i zmieniał pampersy.

                      Mayenna. Rozwala mnie to twoje podejście. Sądzisz,że kolega powinien zaakceptować i polubić mieszkanie w syfie ? Sądzisz, że po szesnastoletnim królu słońce ma sprzątać i go obsługiwać ?

                      Garść szczegółów. Kumpel miał swoje mieszkanie ( chata kumpla jest duuża )i jego partnerka oprócz rozpuszczonego jak dziadowski bicz szesnastolatka miała swoje mieszkanie . Pani wynajęła swoją chałupę i przeprowadziła się do kolegi razem ze swoim dzidziusiem. Założenie taktyczne takiego manewru było takie, że pani dołoży się do kosztów utrzymania CAŁEJ rodziny. Zawsze dodatkowe pieniądze się przydadzą. Jak łatwo się domyśleć, pani się nie dokładała, to po pierwsze primo. Nie tak się umawiali!! Całe koszty ponosił kolega.
                      Po drugie primo. No jakże to tak szesnastolatek i żadnych wymagań ? Co to za wspólnota ? Pamiętam powrót z weekendowego wyjazdu. Młodzian był w tym czasie sam w domu. Takiego syfu to ja nawet u Arabów nie widziałem- miałem okazję to zobaczyć. Mamusia tolerująca takie zachowania potomka to czysta patologia.
                      • argentusa Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 20:30
                        też na miejscu pana bym się wściekła.
                        i uciekła szybciorem. Obecny nie jest od utrzymywania moich dzieci i już, sprzatania po nich i ma prawo wymagać by zachowywały się w sposób akceptowany przez nas oboje.
                        Ale to trzeba mieć zbliżone choć poglądy na życie.
                        Ar.
                  • yoma Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 20:54
                    Mayenna, to nie jest niewielki problem. Nie jest, nie jest. A kolega rozwiązanie próbował znaleźć:

                    > Jakakolwiek próba zmiany tego stanu rzeczy przez kumpla wywoływała wrogość kobiety i dziecka, to podziękował jej za współpracę.

                    Natomiast nie wytrzymam, żeby nie wtrącić, gdzie kol. Omega ma błąd na wejściu. Tu:

                    > nigdy nie pomagał matce w pracach domowych, itd.

                    Bo w ten sposób kolega zakłada, że te prace domowe są tak czy owak obowiązkiem matki, a byk najwyżej może pomóc. Nie ma łatwo, dwoje mieszka, dwoje robi. Taka jest moja doktryna, tak ja to widzę.
                    • mayenna Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 21:14
                      yoma napisała:


                      >
                      > > Jakakolwiek próba zmiany tego stanu rzeczy przez kumpla wywoływała wrogoś
                      > ć kobiety i dziecka, to podziękował jej za współpracę.
                      No to jeszcze trzeba zanalizować na czym ta zmiana polegała skoro budziła wrogość i agresję. Bo te uczucia nie biorą się ot tak sobie, Może pan powinien popracować nad taką komunikacją, która nie rani, nie wywołuje agresji.
                    • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 00:45
                      Natomiast nie wytrzymam, żeby nie wtrącić, gdzie kol. Omega ma błąd na wejściu.
                      > Tu:
                      >
                      > > nigdy nie pomagał matce w pracach domowych, itd.
                      >
                      > Bo w ten sposób kolega zakłada, że te prace domowe są tak czy owak obowiązkiem
                      > matki, a byk najwyżej może pomóc

                      Nie, to nie tak. Wyjaśniam nieporozumienie. Jego partnerka jest rozwódką i kilka lat mieszkała TYLKO z synem. W tym czasie dobra mamusia zrobiła z niego króla słońce. Jej syn nie miał żadnych obowiązków, a ja uważam, że POWINIEN pomagać matce.

                      >Nie ma łatwo, dwoje mieszka, dwoje robi. Taka
                      > jest moja doktryna, tak ja to widzę.

                      Dokładnie tak. 110% racja. Ja i mój kolega myślimy tak samo.
                      Ale najpierw było: dwoje mieszkało razem, jedno robiło. Potem troje mieszkało razem, dwoje robiło. Po przegranej walce aby troje mieszkało razem i troje robiło, jest znowu sytuacja wyjściowa, że dwoje mieszka razem i jedno robi .

                      Kolega zakłada, że dorastający syn MUSI mieć jakieś obowiązki.
                      • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 08:14
                        musi, musi. tylko to rola matki, by nauczyć -a naprawianie sytuacji to jednak trudne jest, skoro matka wczesniej z jakiegoś powodu zarzuciła uczenie syna podstawowych spraw (zakładam albo jej poczucie winy i głupie "wynagradzanie" synowi braku mężczyzny w domu - zamiast z niego zrobić mężczyznę, albo jej przekonanie, że to baba jest od roboty domowej. Obie te motywacje sa cholernie silne i trudne do zmiany, szczególnie po latach. Trudno zakładać, że od gadania się uda. W rok, najlepiej w miesiąc. Więc z faktami zastanymi lepiej się godzić, niż zmieniac komuś charakter - choć to diabelnie trudne, to godzenie się)

                        inna rzecz - kiedy kolega zaczął 16 latka nazywac "bykiem" albo "królem słońce"? bo jako matka dośc szybko bym podziękowała komuś za współpracę potakim nazywaniu dzieciaka...

                        a jeszcze inna rzecz - niemój swego czasu swoją starsza córkę "próbował" nauczyć odkurzać swój pokój. 9-latkę. Pokazał, jak to się robi. Za tydzień padło hasło: sprzątamy, poodkurzaj - dziewczynka uznała, że nei umie, niech tata pokaże. Tata pokazał, odkurzył cały pokój. Za tydzien padło hasło: ok, poodkurzaj, kochanie. Moda uznała, ż enei umie i nie wie, jak - tata pokazał. Zasugerowałam, że może dnak młoda robi go z lekka w konia, bo on odkurza, ona na łóżku coś czytała czy rysowała... otóż nie. Dziecku trzeba najpierw pokazać, a nie wymagać. no, ok... smile
                        Młoda jst fajną, inteligentną dziewczyną smile
                        • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 10:23
                          lampka_witoszowska napisała:

                          > musi, musi. tylko to rola matki, by nauczyć -a naprawianie sytuacji to jednak
                          > trudne jest, skoro matka wczesniej z jakiegoś powodu zarzuciła uczenie syna pod
                          > stawowych spraw

                          Masz rację, tylko proszę zwrócić uwagę na fakt, że pani z dzieckiem wprowadzili się DO MOJEGO KOLEGI. Nawet w hotelach obowiązują jakieś cywilizowane zasady.

                          >Więc z faktami zastanymi lepiej się godzić, niż zm
                          > ieniac komuś charakter - choć to diabelnie trudne, to godzenie się)

                          Nie zgadzam się z tym poglądem.
                          W jednym z poprzednich postów wspomniałem o pewnym osobniku płci męskiej mieszkającemu w akademiku, któremu dobra mamusia " wynagradzała " brak mężczyzny w domu sprzątając mu pokój i robiąc mu pranie ( w akademiku!!! ). Dobra mamusia tak chłopaka wytrenowała, że ten młody DOROSŁY mężczyzna miał niezwykle osobliwe zwyczaje. Otóż miał tak z 10 koszul. Jak się pierwsza zabrudziła, to wymieniał ją i brudną wrzucał do tapczanu. Następną brudną też trzymał w tapczanie, oczywiście wszystko przemieszane z pościelą. Jak już wszystkie były brudne, to z tapczanu wyciągał tą, która trafiła tam najwcześniej, póżniej następną brudną itd. W efekcie od niego waliło tak, że jak wpadł np. do mojego pokoju, to trzeba było go po jego wizycie długo wietrzyć.
                          Piszesz, że " Więc z faktami zastanymi lepiej się godzić, niż zmieniac komuś charakter ".
                          Jego współspacze ( pokój był trzyosobowy ) nie pogodzili się z zastanymi faktami, nie każdy da radę żyć w smrodzie.
                          " Trudno zakładać, że od gadania się uda " . Dokładnie tak. Gadanie nie pomogło, koledzy obili mu gębę. To w końcu pomogło. Śmiem twierdzić, że min. " wynagradzanie " i " dobroć " mamusi zrobiła z niego aspołecznego typa. Każdy kiedyś idzie w świat, gdzie nie ma mamusi. I co wtedy ?

                          > inna rzecz - kiedy kolega zaczął 16 latka nazywac "bykiem" albo "królem słońce"
                          > ? bo jako matka dośc szybko bym podziękowała komuś za współpracę potakim nazywa
                          > niu dzieciaka...

                          Ja go tak nazywam, nie kolega. Do tych nazw mogę dorzucić jeszcze "śmierdzący leń", "pasożyt"," nieuk".

                          > a jeszcze inna rzecz - niemój swego czasu swoją ......
                          Nietwój trochę dziwnie to rozegrał
                          Ja ( my) 4-latka uczyliśmy sprzątać nieco inną metodą. Wspólna zabawa o nazwie sprzątanie. W międzyczasie telefon do żony w pracy, aby po powrocie do domu ZAUWAŻYŁA jak jest pięknie, czysto jak wspaniale, kto tak pięknie odkurzył, itd. Efekt był taki, że młody chętnie to robił aby tylko zasłużyć na pochwałę.

                          Ja widzę też taką różnicę że 9-latka to jeszcze dziecko, a 16-latek to już prawie dorosły, który już za 3 lata może trafić do np. akademika.
                          • lampka_witoszowska Re: :) 18.11.13, 10:53

                            samiec_omega napisał(a):

                            >
                            > Masz rację, tylko proszę zwrócić uwagę na fakt, że pani z dzieckiem wprowadzili
                            > się DO MOJEGO KOLEGI. Nawet w hotelach obowiązują jakieś cywilizowane zasady.

                            ale mieszkanie kolegi, który zaproponował pani, by to był ich wspólny DOM, to tez nie hotel...
                            skoro tak chciał, by traktowano jego zaproszenie, to albo na piśmie (jak w hotelu), albo ustalić przynajmniej ustnie przed faktem zamieszkania - i kazdy wie, na czym stoi

                            jak wspólne mieszkanie traktować jako gościnę u kogoś, to sorry... odechciewa się w ogóle związków big_grin

                            Każdy kiedyś id
                            > zie w świat, gdzie nie ma mamusi. I co wtedy ?

                            wychowa go świat albo koledzy gębę obiją, albo żona za niego będzie sprzątac. Nie wiesz?
                            tak samo jednak nie porównywałabym kolegów przypisanych w akademiku do brudasa z własnoręcznym wyborem partnera/partnerki. Koledzy nie decydowali się na kolegę uprawiając tzw. narzeczeństwo, czyż nie?
                            żonie/mężowi brudasowi jak gębę obić, to poleci na skargę o przemoc domową - bo w sumie zrozumiałe, że w swoim domu (a za taki uznajmy wspólny adres) nikt lany być nie chce. W gościnie i w hotelu też raczej nie.
                            >

                            >
                            > Ja go tak nazywam, nie kolega. Do tych nazw mogę dorzucić jeszcze "śmierdzący l
                            > eń", "pasożyt"," nieuk".

                            łiiitam, ty to możesz, myślałam, że pan reprezentowął swoje wrogie poglądy ukochanym najbliższym smile

                            >
                            > > a jeszcze inna rzecz - niemój swego czasu swoją ......
                            > Nietwój trochę dziwnie to rozegrał
                            > Ja ( my) 4-latka uczyliśmy sprzątać nieco inną metodą. Wspólna zabawa o nazwie
                            > sprzątanie. W międzyczasie telefon do żony w pracy, aby po powrocie do domu ZA
                            > UWAŻYŁA jak jest pięknie, czysto jak wspaniale, kto tak pięknie odkurzył, itd.
                            > Efekt był taki, że młody chętnie to robił aby tylko zasłużyć na pochwałę.
                            >
                            > Ja widzę też taką różnicę że 9-latka to jeszcze dziecko, a 16-latek to już praw
                            > ie dorosły, który już za 3 lata może trafić do np. akademika.

                            otóż to, ale jak 4latka nie nauczysz, to 9latek zrobi Cię w konia, a 16latek wyzwie...
                            ja w każdym razie z moją córką tez problemów nie mam, o dziwo. Wie, że to wspólna chałupa, o która wszyscy zamieszkujący dbają. I obie narzekamy na obowiązki, i obie sprzątamy jak nam się stan domu nei podoba. Z prawem odłożenia na później, byle przed spaniem swoje odbębnić. I rzeczywiście pochwały cuda potrafią zdziałać.
                            Podziękowanie za solidne zrobienie czegoś - też.

                            Ba, nawet jak za moją 6latkę kurze wytarłam, to w zamian poprosiłam o coś w zamian. Dostałam laurkę.

                            To naprawdę nei jest jakies koszmarnie trudne - współpracowac z własnym dzieckiem. O ile nie ma się samemu namieszane w głowie.
                      • yoma Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 09:22
                        Ależ ja się z tobą całkiem zgadzam, ja tylko zwracam uwagę na to magiczne słowo POMAGAM tak na marginesie.

                        BTW telewizor wczoraj włączywszy, trafiłam na jakąś dyskusję właśnie o podziale obowiązków domowych. Mądrzyła się jakaś pani psycholog, że faceci się garną do POMAGANIA w domu, tylko trzeba im na to pozwolić. No to jeśli pani psycholog nie widzi podstawowego błędu na wejściu...

                        POMOC jest dobrowolna, więc byku twojego kumpla uznał, że POMAGAĆ nie musi, a jeszcze jak go matka utwierdziła w tym przekonaniu... Ja tam popieram kumpla, że się wymiksował.
                        • triss_merigold6 Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 09:51
                          Ja również popieram, że się wymiksował.
                          Nie wiem czy ktoś zauważył, ale ów pan miał własne mieszkanie i pani z nastoletnim dziecięciem wprowadziła się do niego. Konsekwentnie według forumowych mądrości, to pani z dziecięciem powinna się dostosować.
                          • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 10:35
                            triss_merigold6 napisała:

                            > Ja również popieram, że się wymiksował.
                            > Nie wiem czy ktoś zauważył, ale ów pan miał własne mieszkanie i pani z nastolet
                            > nim dziecięciem wprowadziła się do niego. Konsekwentnie według forumowych mądro
                            > ści, to pani z dziecięciem powinna się dostosować.


                            Właśnie
                        • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 10:15
                          ja tez popieram, że się wymiksował, ale nie popieram, że się wmiksował

                          kładę nacisk na bycie mądrym przed, nie po
                          • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 10:28
                            > kładę nacisk na bycie mądrym przed, nie po

                            Tego nie da się uniknąć. Przed wspólnym zamieszkaniem widzimy tylko wersję demo. I trudno zakładać, że najbardziej banalne, codzienne sprawy mogą być aż takim problemem.
                            • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 10:56
                              bezpieczniej jednak zakładać, że banalne problemy urosną do rangi horroru. tak bywa w życiu, więc nei ma co swojej skóry narażac. Ale jak ktoś jeszcze chętny do zabawy w dom, to rzeczywiście lubi się przekonac o tej starej mądrości ludowej smile
                          • yoma Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 12:07
                            > kładę nacisk na bycie mądrym przed, nie po

                            Lampuchna, gdyby to było takie proste, toby tego forum nie było smile Człowiek jest tak dziwnie zorganizowany, że PRZED zawsze ma nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży...

                            ... przy odrobinie dobrej woli wszystkich stron...
                            • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 12:21
                              nadzieja musi mieć jasno wytyczone granice, bo się rozwydrzy big_grin

                              ale przy odrobinie dobrej woli... i tu się zgadzam całkowicie, aż szkoda tych ludzi
                        • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 10:34
                          >Mądrzyła się jakaś pani psycholog, że faceci się garną do
                          > POMAGANIA w domu, tylko trzeba im na to pozwolić.

                          Ona ma rację. Zaraz się biorę za gotowanie obiadu.

                          >Ja tam popieram kumpla, że
                          > się wymiksował.
                          To nie tak. On za nic świecie nie może zrozumieć dziwnego zachowania swojej byłej partnerki. Ja też tego nie rozumiem. Wymiksowanie się odbiera jako kolejną już porażkę życiową.
                          • yoma Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 12:04
                            > Zaraz się biorę za gotowanie obiadu.

                            Jak tak, to nie "bierzesz się za gotowanie obiadu" tylko "pomagasz obiadowi się ugotować" tongue_out

                            > Wymiksowanie się odbiera jako kolejną j
                            > uż porażkę życiową.

                            Oj tam. Nie trafił swój na swego, po prostu, niczyja wina.
                  • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 23:45
                    > To nie świadczy najlepiej o koledze skoro taki niewielki problem zniszczył mu z
                    > wiązek i miłość. Ale moim zdaniem nie kochał tej kobiety, skoro nie potrafił z
                    > naleźć wspólnie z nią dzieckiem rozwiązania. Ale on pewnie z tych co każą, a in
                    > ni muszą natychmiast posłuchać i zastosować.

                    Nie zgadzam się. To był wielki i fundamentalny problem, mamusia- kwoka włażąca prawie dorosłemu synusiowi w tyłek i nie dająca sobie nic powiedzieć. Ona mi przypominała matkę pewnego "ludzia" z akademika, która przyjechała do niego w odwiedziny i dorosłemu chłopu zrobiła pranie i sprzątała pokój, taka to była dobra mamusia!!! Chłopina nie miał potem życia w akademiku.
                    A ten mój kolega miał bardzo prosty wybór. Albo siedzieć cicho i się nie wtrącać, albo się wynosić. Moim zdaniem ta kobieta nie kochała kumpla, i ma bardzo zryte pod beretem.
                    • mayenna Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 23:55
                      A kumpel nie zaobserwował przed przeprowadzką jakie ona ma układy z dzieckiem? czy liczył, że ją zmieni?smile
                      A mnie się wydawało że tacy rodzice jak opisujesz to są troskliwi. Mnie sumienie gryzie, że za mało dbam o dzieci.
                      Jaki ktoś ma model rodzicielstwa to jego sprawa. to jak z preferencjami seksualnymi - prywatność.Ale wyszło, że nie chodziło o samo sprzatanie, ale ogólna postawę matki wobec syna i jej wieź z nim. To jest większy problem niż samo sprzatanie kuchni.
                      • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 01:19
                        mayenna napisała:

                        > A kumpel nie zaobserwował przed przeprowadzką jakie ona ma układy z dzieckiem?
                        > czy liczył, że ją zmieni?smile

                        Wiesz, to jak z narzeczeństwem, które jest wersją demo. Dopiero pod wspólnym dachem wszystko wychodzi.

                        > A mnie się wydawało że tacy rodzice jak opisujesz to są troskliwi. Mnie sumieni
                        > e gryzie, że za mało dbam o dzieci.

                        No nie żartuj. Mamusia, która DOROSŁEMU synowi sprząta pokój w akademiku jest troskliwa ? Pamiętam, że jego sublokator zawołał kolegów, żeby się też pośmiali. On nie miał potem życia. Mamusia zrobiła z niego pośmiewisko.

                        >Ale wyszło, że nie chodziło o samo sprzatanie, ale ogólna pos
                        > tawę matki wobec syna i jej wieź z nim. To jest większy problem niż samo sprzat
                        > anie kuchni.

                        Więż matki z synem nie ma tu nic do rzeczy. Taka postawa matki ( brak jakichkolwiek wymagań ) to czysta patologia i robienie mu wielkiej krzywdy.
                        Zadziwia mnie, że zwrócenie uwagi na jakieś negatywne zachowanie dzidziusia jest żródłem śmiertelnej obrazy zarówno matki jak i syna.

                        Np. ubawiła mnie opowieść kolegi o wspólnym, niedzielnym, rodzinnym obiedzie. Jak już wszyscy usiedli przy stole, to kumpel zwrócił uwagę szesnastolatkowi, aby zmienił skarpetki i umył nogi, bo okropnie cuchnęło ( młody prosto po powrocie z gry w piłkę (!?) usiadł przy stole). Była uprzejma odpowiedż młodego : " Spi....laj ty ch..ju ! I trzaśnięcie drzwiami. Miły, grzeczny, dobrze wychowany chłopiec.
                        Wtedy lepiej się rozstać. Po co się wzajemnie męczyć ?
                        • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 08:21
                          powoli... kazdy raczej wie, że taka "niewinna" uwaga pod adresem nastolatka wywoła wojnę światową - i jak już masz cały ładunek emocjonalny ze strony kolegi pod adresem tego chłopaka, to bierz poprawkę. Możliwe, że ta sama sytuacja opowiedziana przez matkę czy nastolatka wyglądałaby duuuuużo zabawniej. Osłem byłby ów kolega...

                          jak sie zaczyna wojowanie, to się kończy rozumienie. I musi pieprznąć, żeby od nowa cokolwiek budowac, możliwe, że osobno.

                          Zgodze się z Mayenną - nei po to jest narzeczeństwo, żeby udawać, że nie ma problemów. Najpier się omawia najwazniejsze, alarmowe sprawy. Jak się alarmowych spraw nie widzi - a kumpel widział ten upaprany blat kuchenny - to się nei leci w związek pod jednym adresem.

                          Skoro juz wiemy, że jak baba wiąże się z alkoholikiem licząć, że on po ślubie się zmieni - to baba jest głupia - to tak samo wiemy, że jak chłop wiąże się z problemami, to po ślubie problemy nei znikną.
                          • yoma Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 09:23
                            > - to się nei leci
                            > w związek pod jednym adresem.

                            No toż kumpel Omegi nie poleciał, a teraz zbiera cięgi od obcych z obcego forum tongue_out
                            • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 10:17
                              a tam, nie poleciał - zaproponował mieszkanie u siebie? zaproponował
                              pomieszkali, się rozstali i stąd opowiesci smile
                          • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 10:47
                            lampka_witoszowska napisała:

                            > powoli... kazdy raczej wie, że taka "niewinna" uwaga pod adresem nastolatka wyw
                            > oła wojnę światową

                            Nie, ja tego nie wiem.

                            >Możliwe, że ta sama sytuacja opowi
                            > edziana przez matkę czy nastolatka wyglądałaby duuuuużo zabawniej.

                            Nie rozumiem. Co jest zabawnego w takim zachowaniu ( " Spier...laj ", " Ty ch..ju " pod adresem było nie było członka rodziny in spe ) ? Jak synuś będzie mówił do matki per " Ty ku..wo " to też będzie zabawne ? Ręce opadają.

                            " Osłem byłby ów kolega.. " , gdyby to tolerował. Zabawne jest to, że mamusia nie widzi jaką krzywdę wyrządza dziecku swoją " dobrocią ".
                            • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 11:00
                              ojtam, nie zrozumiałes

                              do sytuacji, gdy dzieciak tak mówi, jest daleka droga, to raz

                              dwa, jak chcesz uczynić uwagę o skarpetkach szefowi albo ojcu, to go prosisz na stronę i delikatnie zwracasz uwagę - dzieciak tez lubi być szanowany. Szanowany dzieciak umie szanowac innych. U 16latka to głupie dopiero wypracowywać szacunek do innych. Skoro tak się odezwał, to albo mamusia zawaliła sprawę, albo konflikt już był pięknie zaostrzony i wybuchło

                              trzy, nie, taka odzywka mnie nei śmieszy - co nie zmienia faktu, że ta sama sytuacja opowiedziana przez drugą stronę konfliktu nie wyglądałaby zgoła inaczej. O to mi szło

                              ps. i nie ma sensu zmuszac nastolatka do szacunku dla obcego pana dlatego, że ten postanowił sypiac z mamusią.
                              • triss_merigold6 Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 11:07
                                Ależ nie musi go szanować, cenić czy lubić. Wystarczy na początek żeby zachowywał się poprawnie i uprzejmie, zgodnie z zasadami współżycia społecznego i zwracał jak do dorosłego, a nie jak do kolegi ze szkoły.
                                • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 11:29
                                  jasne, a najbardziej wartościowe rozmowy to te obejmujące ustalenia, co kto powinien big_grin

                                  zrobił źle, porażająco, okropnie, ale jednak bym go za to nie ścięła publicznie - tylko szukała przyczyn, bez tego do dzieciaka zwłaszcza nastoletniego nie dotrzesz. Fakt, można też sobie odpuścić. Można się obrazić i już. Wszystko można smile
                                  tylko dobrze najpierw wiedzieć, co chcemy osiągnąć.

                                  Sądzę, że obrazą majestatu to się na mało kogo poza służbą wpływa w świecie osób dysponujących sprawnym ośrodkiem mowy.
                                  a jeszcze mniej daje świnte oburzenie. Ale - co kto woli.
                                  • triss_merigold6 Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 11:39
                                    Akurat b. wielu psychologów i pedagogów zaleca spisanie z dzieckiem kontraktu, takiej umowy wiążącej obie strony.
                                    Przyczyn można szukać np. w niewydolnej wychowawczo matce, która nie potrafiła wyznaczyć granic ani wymagać elementarnych rzeczy. Oczywiście obcy facet tych braków nie nadrobi, bo z punktu zostanie odrzucony. Cóż, wyrazy współczucia dla wszystkich uczestników tej zabawy.
                                    • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 12:25
                                      taaa, tylko najpierw do tego psychologa trzeba się wybrać - a żeby się wybrac, to trzeba w ogóle problem zauważyć

                                      i jeszcze chcieć się nim zająć
                                  • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 12:25
                                    > zrobił źle, porażająco, okropnie, ale jednak bym go za to nie ścięła publicznie
                                    > - tylko szukała przyczyn, bez tego do dzieciaka zwłaszcza nastoletniego nie do
                                    > trzesz. Fakt, można też sobie odpuścić. Można się obrazić i już. Wszystko można

                                    To była tylko kropla, która przelała szalę goryczy. Nie można prowadzić walki z koalicją matki ze zrytym beretem i rozpuszczonym, robiącym totalny syf wokół siebie, zawalającym szkołę nastolatkiem o normalność w swoim domu. Dom to nie pole bitwy.

                                    > Sądzę, że obrazą majestatu to się na mało kogo poza służbą wpływa w świecie osó
                                    > b dysponujących sprawnym ośrodkiem mowy.
                                    > a jeszcze mniej daje świnte oburzenie. Ale - co kto woli.

                                    No ja bym się czuł nieco dotknięty, gdyby ktoś nazwał mnie " chu..em " w moim WŁASNYM domu. Podejrzewam, ze kobiety mogą się czuć nieco urażone, gdy nazwać je " kur...ami ". Nie jestem do tego przyzwyczajony.
                                    Czyli jak bachor rzuca " ch..jami " w domu, to uszy po sobie. Na paluszki i cichutko i grzecznie obsługiwać księcia.
                                    Tu nikt nie był święcie oburzony. Obeszło się bez adwokata. Kolega miał niezły ubaw, twierdzi, że jak pomieszkał trochę z kobietą, to zrozumiał dlaczego mąż ją zostawił mimo jej nieprzeciętnej urody i wysokiej pensji.
                                    • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 12:32
                                      samiec_omega napisał(a):
                                      >
                                      > To była tylko kropla, która przelała szalę goryczy. Nie można prowadzić walki z
                                      > koalicją matki ze zrytym beretem i rozpuszczonym, robiącym totalny syf wokół s
                                      > iebie, zawalającym szkołę nastolatkiem o normalność w swoim domu. Dom to nie po
                                      > le bitwy.

                                      tu pełna zgoda

                                      >
                                      > No ja bym się czuł nieco dotknięty, gdyby ktoś nazwał mnie " chu..em " w moim W
                                      > ŁASNYM domu. Podejrzewam, ze kobiety mogą się czuć nieco urażone, gdy nazwać je
                                      > " kur...ami ". Nie jestem do tego przyzwyczajony.


                                      ale tylko w swoim WŁASNYM domu? big_grin powtarzam - jak do tego domu kogoś wprowadzasz, to ten dom jest już tak samo Twój, jak i czyjś. Nie z prawnego punktu widzenia, ale życia rodzinnego w ogóle nei warto prowadzić patrząc tylko na prawo. Bo okaże się, że przed każdym stosunkiem seksualnym należy podpisac umowę o dzieło - i co? kicha

                                      ...
                                      > Czyli jak bachor rzuca " ch..jami " w domu, to uszy po sobie. Na paluszki i cic
                                      > hutko i grzecznie obsługiwać księcia.

                                      ale poza białe i czarne bywają w świecie jeszcze jakies kolory? czy tylko albo zabić, albo obsługiwać? big_grin

                                      > Tu nikt nie był święcie oburzony. Obeszło się bez adwokata. Kolega miał niezły
                                      > ubaw, twierdzi, że jak pomieszkał trochę z kobietą, to zrozumiał dlaczego mąż j
                                      > ą zostawił mimo jej nieprzeciętnej urody i wysokiej pensji.

                                      to proponuję lepiej dobierać kolegów, skoro rzeczywiście miał ubaw. To niechże mu tej radości starczy do końca życia, bo dobry ubaw jest - dobry.
                                      Choć większośc znanych mi ludzi taka sytuacja mało by rozbawiła.
                                      Ale jaki człowiek, taki ubaw...

                                      Dlatego żadnego chłopa nie zapraszam do domu. Jeszcze mi ubawu dostarczy... błe.
                                      • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 13:56
                                        lampka_witoszowska napisała:

                                        > ale poza białe i czarne bywają w świecie jeszcze jakies kolory? czy tylko albo
                                        > zabić, albo obsługiwać?

                                        A co innego można zrobić jeśli jest KOALICJA matki i syna ? Może zwiększyć kieszonkowe ? W takim domu można zwariować.

                                        > ale tylko w swoim WŁASNYM domu? big_grin powtarzam - jak do tego domu kogoś wprowadza
                                        > sz, to ten dom jest już tak samo Twój, jak i czyjś. Nie z prawnego punktu widze
                                        > nia, ale życia rodzinnego w ogóle nei warto prowadzić patrząc tylko na prawo

                                        Masz 100% racji.
                                        Tylko jest nie do utrzymania sytuacja, gdzie w tym domu nie ma się nic do powiedzenia, nie mówiąc już o szacunku. Ja nigdy w życiu nie zetknąłem się z sytuacjami jw.
                                        Oczywiście nie tylko w swoim własnym domu wyzwiska są żle widziane.

                                        .> B
                                        > o okaże się, że przed każdym stosunkiem seksualnym należy podpisac umowę o dzie
                                        > ło - i co? kicha

                                        Tej metafory poetyckiej nie zrozumiałem.



                                        Podsumujmy: kolega zamieszkał z nową partnerką i jej 16-letnim synem w jednym mieszkaniu. Mieszkanie partnerki zostało wynajęte. Pani miała zgodnie z umową dokładać się do kosztów utrzymania rodziny, czego nie zrobiła. Synuś sprawiał trudności w szkole, był nieco arogancki, lubił trochę powyzywać domowników, preferował zapach człowieka, a nie mydło, czy nie daj Bóg dezodoranty. Ale nie wszystko jest białe lub czarne. Kolega, partner matki okazał się typem aspołecznym, nie lubił sprzątać po przemęczonym 16-latku. To straszne, ale nie toleruje pieszczotliwych określeń typu " ty Chu..ju ". Młody lekkiego życia nie ma. To strasznie ciężka praca grać po całych nocach na komputerze. Wymaganie czegokolwiek od tak miłego i przepracowanego młodzieńca jest nieludzkim okrucieństwem. Tylko ostatnia kanalia może się domagać odrabiania lekcji. Po co się uczyć ? Jakaś praca w niedalekiej przyszłości ? Przecież troskliwa mamusia zawsze da kasę.

                                        > to proponuję lepiej dobierać kolegów,
                                        > Ale jaki człowiek, taki ubaw.
                                        Do tej rady się nie zastosuję. Kolega bez wątpienia jest wredny i podły. Pewnie tak jak i ja. Widzę, że tu na forum świat jest prosty jak konstrukcja cepa. Męższczyżni są z założenia żli, a kobiety dobre. Nawet te postępujące tak głupio, jak wspominana przeze mnie "troskliwa" i "dobra" mamusia.
                                        • chalsia Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 14:05
                                          > Męższczyżni są z założenia żli, a kobiety dobre.

                                          kobiety są z założenia dobre - za wyjątkiem sytuacji, gdy są złe
                                          mężczyźni są z założenia źli - za wyjątkiem sytuacji, gdy są dobrzy
                                          ergo - fifty fifty
                                          • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 14:09
                                            chalsia napisała:

                                            > > Męższczyżni są z założenia żli, a kobiety dobre.
                                            >
                                            > kobiety są z założenia dobre - za wyjątkiem sytuacji, gdy są złe
                                            > mężczyźni są z założenia źli - za wyjątkiem sytuacji, gdy są dobrzy
                                            > ergo - fifty fifty

                                            Dziękuję za sprostowanie. Moja ironia była nie na miejscu. Chalsia, podzielam twoje poglądy.
                                        • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 14:24
                                          samiec_omega napisał(a):

                                          > lampka_witoszowska napisała:
                                          >
                                          > > ale poza białe i czarne bywają w świecie jeszcze jakies kolory? czy tylko
                                          > albo
                                          > > zabić, albo obsługiwać?
                                          >
                                          > A co innego można zrobić jeśli jest KOALICJA matki i syna ? Może zwiększyć kies
                                          > zonkowe ? W takim domu można zwariować.

                                          można iśc do psychologa, można usiłowac dotrzeć do młodego nie z pozycji siły, można zwiększyć kieszonkowe, można zmniejszyć kieszonkowe, można ustalać do bólu jakiekolwiek rozwiązania wspólnie, można przepraszać, że się w ogóle żyje, można popełnic samobójstwo, można dac młodemu na piwo, można z nim poćwiczyć na siłowni, można usiłowac się do niego czegoś nauczyć, bo w czymś pewnie jest jednak dobry - pomimo, że zły, zły, zły... naprawdę nie wyobrażam sobie nie zawalczyć o coś, na czym mi zalezy. Nie mówiąc o człowieku.

                                          >
                                          > .> B
                                          > > o okaże się, że przed każdym stosunkiem seksualnym należy podpisac umowę
                                          > o dzie
                                          > > ło - i co? kicha
                                          >
                                          > Tej metafory poetyckiej nie zrozumiałem.

                                          to było o spojrzeniu na życie tylko z prawnego punktu widzenia.


                                          >
                                          >
                                          >
                                          Kolega bez wątpienia jest wredny i podły. Pewnie
                                          > tak jak i ja. Widzę, że tu na forum świat jest prosty jak konstrukcja cepa. M
                                          > ęższczyżni są z założenia żli, a kobiety dobre. Nawet te postępujące tak głupio
                                          > , jak wspominana przeze mnie "troskliwa" i "dobra" mamusia.

                                          ok, zrozumiałam smile
                                          Ty masz rację i kolega miał rację, dzieciak jest do niczego, matka tak samo. Jesli będzie ktokolwiek miał inne zdanie, to jest tendencyjny i nie ma racji z założenia.
                                          • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 16:58
                                            lampka_witoszowska napisała:

                                            >Ty masz rację i kolega miał rację, dzieciak jest do niczego, matka tak samo. Je
                                            > sli będzie ktokolwiek miał inne zdanie, to jest tendencyjny i nie ma racji z za
                                            > łożenia.

                                            Poddaję się. Gdzie ja to napisałem ? To mi przypomina rozmowę z moją żoną. Ja jedno powiem, a ona słyszy drugie ( " bo ty chciałeś przez to powiedzieć ").

                                            >naprawdę nie wyobrażam sobie nie zawalcz
                                            > yć o coś, na czym mi zalezy
                                            Ile można walczyć ? W pewnym momencie nie ma już o co.
                                            Kończę i pozdrawiam.
                                            • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 17:21
                                              może żona mając inne niż Twoje zdanie też słyszała, że ma solidarne jajniki czy jest typowym typem z forum rozwodowego big_grin

                                              nie, no można czepiać się kobiet, czemu nie, mnie to ani grzebie, ani zięci - ale bardziej sensowne przyjrzeć się swojemu sposobowi na zwycięstwo w rozmowie

                                              ogólnie - pewnie, że dobrze, że pan się ewakuował, choć - przypuszczam, że mogło im się powieść, a pan nie wychodzi z tej wizji taki święty i niewinny jak lelija. Ale co tam, nie mój zięć, nie moja sprawa.
                                              • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 17:37
                                                > może żona mając inne niż Twoje zdanie też słyszała, że ma solidarne jajniki czy
                                                > jest typowym typem z forum rozwodowego big_grin

                                                Nie, nigdy nie mówiłem o solidarnych jajnikach.

                                                > nie, no można czepiać się kobiet, czemu nie, mnie to ani grzebie, ani zięci - a
                                                > le bardziej sensowne przyjrzeć się swojemu sposobowi na zwycięstwo w rozmowie

                                                >przypuszczam, że mogł
                                                > o im się powieść
                                                Moim zdaniem to było mało prawdopodobne. Poza tym nie pasowali do siebie.

                                                Ja się poddaję. Nie nadaję się do związków. Nie próbuję już zrozumieć kobiet. I na tym poprzestańmy
                                                • argentusa Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 20:26
                                                  hihihih omega, ty się nie zarzekaj.
                                                  Ja twierdziłam że się też nie nadaję. Aż spotkałam Obecnego, który też się nie nadawał do związków. hihihi i się porobiło.
                                                  Co prawda my tworzymy bardzo nietypową parę co to jednak daje sobie mnóstwo swobody. Ale jednak zwiunzek ze wspólnym adresem to jest.
                                                  Ar.
                                                  • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 19.11.13, 07:40
                                                    zarzekanie to baaaardzo wyraźna prośba, żeby ktoś przekonał, że jest inaczej smile

                                                    czyli - w końcu się uda smile
                              • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 12:01
                                > ojtam, nie zrozumiałes

                                Przyznaję się, nie zrozumiałem.

                                > dwa, jak chcesz uczynić uwagę o skarpetkach szefowi albo ojcu, to go prosisz na
                                > stronę i delikatnie zwracasz uwagę

                                Nigdy nie byłem w sytuacji, aby było to konieczne. Śmierdziele to jednak rzadkość w moim otoczeniu. Dla mojego kolegi to też była nowość.
                                >U 16latka to głupie dopiero wypracowywać szacu
                                > nek do innych.
                                Racja. Mamusi to on chwały nie przynosi.



                                > ps. i nie ma sensu zmuszac nastolatka do szacunku dla obcego pana dlatego, że t
                                > en postanowił sypiac z mamusią.

                                A co to ma wspólnego z jego zachowaniem ? Jak myślisz, do matki odnosi się inaczej ? Zgadnij jak mu idzie w szkole ?
                                Mamusia nie da na swojego króla słońce złego słowa powiedzieć. I to jest zabawne.
                                • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 12:39
                                  samiec_omega napisał(a):

                                  >
                                  > > dwa, jak chcesz uczynić uwagę o skarpetkach szefowi albo ojcu, to go pros
                                  > isz na
                                  > > stronę i delikatnie zwracasz uwagę
                                  >
                                  > Nigdy nie byłem w sytuacji, aby było to konieczne. Śmierdziele to jednak rzadko
                                  > ść w moim otoczeniu. Dla mojego kolegi to też była nowość.

                                  szczerze mówiąc, ja tez nie, niemniej mając wyobraxnię i jakąkolwiek zdolnośc przewidywania, mniej więcej wiem, jak bym się zachowała. Rozumiem, że to jednak dar niebios, bo powiadasz - nie każdy wie, jak się zachować w nieznanych sobie sytuacjach?


                                  > >U 16latka to głupie dopiero wypracowywać szacu
                                  > > nek do innych.
                                  > Racja. Mamusi to on chwały nie przynosi.
                                  >
                                  >
                                  >
                                  mam wrażenie, że on na swój rachunek pracuje i generalnie czałowiek, czy mały, czy duży, na szacunek zasługuje - nie na ustawianie go w szeregu. A taie podejście przebija z twoich wpisów, tak a propos. Chyba, że zyjesz w świecie, gdzie Twoja praca czy zachowanie przynosi chwałę Twoim rodzicom. To ok. Każdy tu jednak po swojemu patrzy.

                                  > > ps. i nie ma sensu zmuszac nastolatka do szacunku dla obcego pana dlatego
                                  > , że t
                                  > > en postanowił sypiac z mamusią.
                                  >
                                  > A co to ma wspólnego z jego zachowaniem ? Jak myślisz, do matki odnosi się inac
                                  > zej ? Zgadnij jak mu idzie w szkole ?
                                  > Mamusia nie da na swojego króla słońce złego słowa powiedzieć. I to jest zabawn
                                  > e.

                                  ale po co mam zgadywać? na razie kończy się na tym, że matka wpatrzona w jedyną bliską osobę, a coraz więcej ludzi kończy na czepianiu się chłopaka. Tak najłatwiej. w ogóle mam wrażenie, że większośc ciotek dewotek łazi za innymi, obgaduje, ale ich serduszka przepełnia miłość bliźniego i chcenie tylko dobrze smile
                                  uwielbiam pasjami takich świętych, dobrych ludzi smile dostarczają mi ubawu nieodmiennie smile
                                  • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 14:06
                                    Tego nie zauważyłem. Przepraszam

                                    > ale po co mam zgadywać? na razie kończy się na tym, że matka wpatrzona w jedyną
                                    > bliską osobę, a coraz więcej ludzi kończy na czepianiu się chłopaka. Tak najła
                                    > twiej. w ogóle mam wrażenie, że większośc ciotek dewotek łazi za innymi, obgadu
                                    > je, ale ich serduszka przepełnia miłość bliźniego i chcenie tylko dobrze smile
                                    > uwielbiam pasjami takich świętych, dobrych ludzi smile dostarczają mi ubawu nieodmiennie

                                    Szczególnie czepianie się nauczycieli w szkole jest podłe. Przecież chłopak jest taki zdolny i taki dobry. To na pewno przez wrednych nauczycieli ją zawali.
                                    Czy twoja wyrozumiałość nie jest przypadkiem spowodowana, tym, że sama byłaś taką matką ?

                                    O co chodzi z tymi ciotkami-dewotkami to nie rozumiem
                                    • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 14:28
                                      tak, byłam taką matką, babką i prababką big_grin

                                      już wiem, Ty i tylko Ty masz rację smile

                                      o ciotkach dewotkach - chodziło o to, że robisz i Ty, i kolega.
                                      Jak ciotki dewotki. Same święte, to inni zawalili - tu: mamusia z synkiem.
                                      Ale moim zdaniem nie będziesz się przeciez przejmować, przecież masz rację.
                                      • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 16:48
                                        > już wiem, Ty i tylko Ty masz rację
                                        Każdy ma swoje zdanie na ten temat. Kompletnie nie rozumiem twojego, kobiecego rozumowania . Niemniej dziękuję za wyjaśnienia. W moim otoczeniu jest kilka takich matek- " bardzo troskliwych ", wynagradzających i chroniących. . Nigdy ich nie rozumiałem i nadal nie rozumiem, ale dzięki temu wątkowi mam pewne wyobrażenie ( niewielkie ) o ich pokrętnej logice

                                        > o ciotkach dewotkach - chodziło o to, że robisz i Ty, i kolega.
                                        > Jak ciotki dewotki. Same święte, to inni zawalili - tu: mamusia z synkiem.
                                        Nie rozumiem. Mamusia nie zawaliła sprawy ?

                                        > Ale moim zdaniem nie będziesz się przeciez przejmować, przecież masz rację.
                                        A niby dlaczego miałbym się tym przejmować ? Co mnie obchodzi co robią zupełnie obcy dla mnie ludzie.
                                        • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 17:27
                                          samiec_omega napisał(a):

                                          > > już wiem, Ty i tylko Ty masz rację
                                          > Każdy ma swoje zdanie na ten temat. Kompletnie nie rozumiem twojego, kobiecego
                                          > rozumowania . Niemniej dziękuję za wyjaśnienia. W moim otoczeniu jest kilka ta
                                          > kich matek- " bardzo troskliwych ", wynagradzających i chroniących. . Nigdy i
                                          > ch nie rozumiałem i nadal nie rozumiem, ale dzięki temu wątkowi mam pewne wyobr
                                          > ażenie ( niewielkie ) o ich pokrętnej logice

                                          może masz typowo męski ograniczony umysł? bo ja o swoim nigdy nie słyszałam, żeby był przypisany do kobiecości big_grin ale skoro czujesz się na siłach wyciągać takie wnioski za pośrednictwem internetu... powodzenia smile może potrzebujesz smile

                                          >
                                          > > o ciotkach dewotkach - chodziło o to, że robisz i Ty, i kolega.
                                          > > Jak ciotki dewotki. Same święte, to inni zawalili - tu: mamusia z synkiem
                                          > .
                                          > Nie rozumiem. Mamusia nie zawaliła sprawy ?

                                          zawaliła, zawaliła. Ale jakbym rozmawiała z niemoim - problem do rozwiązania, trza się skupić na rozwiązywaniu, to nie - lepiej poszukajmy winnego, potem go rozstrzelamy najwyżej i już. A że problem pozostanie nierozwiązany, to wiecznie umykało wyrośniętemu chłopcu smile

                                          >
                                          > > Ale moim zdaniem nie będziesz się przeciez przejmować, przecież masz racj
                                          > ę.
                                          > A niby dlaczego miałbym się tym przejmować ? Co mnie obchodzi co robią zupełnie
                                          > obcy dla mnie ludzie.

                                          to na diabła dyskutujesz z obcymi?
                                • malgolkab Re: akceptacja dzieci 19.11.13, 10:10
                                  samiec_omega napisał(a):


                                  > > ps. i nie ma sensu zmuszac nastolatka do szacunku dla obcego pana dlatego
                                  > , że t
                                  > > en postanowił sypiac z mamusią.
                                  >
                                  Ja swoje dziecko uczę, że szanować ma każdego, lubić nie musi
                                  • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 19.11.13, 10:16
                                    i ma szanować każdego dlatego, że ten ktoś sypia z tą czy inną osobą??? to ciekawe podejście smile wzorem Yomy - równiez gratuluję

                                    ja swoje dziecko uczę, że szacunek nalezy się każdemu - nie z powodu tego czy owego
                                    • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 19.11.13, 10:25
                                      i oczywiście zakładamy, że dziecko - nawet nastoletnie - to tez człowiek, któremu szacunek się należy?
                                      wink

                                      ciekawe, ile razy dorosłego trzeba ośmieszyć, żeby wybuchnął. A nastolatek ma być dojrzalszy, bardziej opanowany i nie ma prawa wybuchnąć? to wyobraź sobie, że Tobie ktoś zwraca przy stole uwagę, że śmierdzą Ci stopy (wyobraź sobie, nie zapewniaj, że nigdy nei śmierdzą) - rozumiem, że przez szacunek dla rozmówcy przeprosisz i wyjdziesz do łazienki się wykąpać. A nastolatka tego dopiero trzeba nauczyć.
                                      • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 19.11.13, 11:17
                                        lampka_witoszowska napisała:


                                        > ciekawe, ile razy dorosłego trzeba ośmieszyć, żeby wybuchnął. A nastolatek ma b
                                        > yć dojrzalszy, bardziej opanowany i nie ma prawa wybuchnąć? to wyobraź sobie, ż
                                        > e Tobie ktoś zwraca przy stole uwagę, że śmierdzą Ci stopy (wyobraź sobie, nie
                                        > zapewniaj, że nigdy nei śmierdzą) - rozumiem, że przez szacunek dla rozmówcy pr
                                        > zeprosisz i wyjdziesz do łazienki się wykąpać.

                                        Nie ma prawa wybuchnąć. Nie ma prawa wyzywać kogokolwiek. Nie i tyle.
                                        Przez szacunek dla rozmówcy, czy samego siebie nie siądę do stołu bez Kąpieli ( jeśli jestem po treningu jak ww. nastolatek). Tak samo jak w klubie fitness gdzie bywam osobnik, który wejdzie do sauny razem ze swoim potreningowym potem ( a powinien go zostawić pod prysznicem ) jest bezlitośnie wyrzucany za drzwi przez obsługę. Bardzo rzadko się tacy zdarzają, ale się zdarzają. Ci śmierdziele jakoś nie wybuchają, tylko potulnie się zmywają. Nie ma dla nich litości- odstraszają klientelę.

                                        >A nastolatka tego dopiero trzeba
                                        > nauczyć.

                                        Zawsze sądziłem, że zasad higieny uczy się już dzieci, a nie dopiero nastolatki.
                                        • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 19.11.13, 11:27
                                          ta dyskusja traci sens - ja o jednym, o próbowaniu sił przez dwóch samców pod jednym adresem, o siłowaniu się, komu szacunek należy się bardziej i większy, a Ty o dobrym wychowaniu

                                          jak o dobrym wychowaniu - to tak, masz całkowitą rację

                                          jak o napiętej sytuacji, która grozi wybuchem (z reguły mniej dojrzałej, słabszej i mniej opanowanej jednostki) - to ja mam rację

                                          i finito. I mam wrażenie, że nie ma sensu w deliberować, co pan mógł, a czego nie zrobił, podobnie jak co mogła i mamusia, i nastoletni syn - i tez nie zrobili. I już.


                                          Najważniejsze są recenzje, które wystawiamy sami sobie.
                                    • malgolkab Re: akceptacja dzieci 19.11.13, 19:27
                                      lampka_witoszowska napisała:

                                      > i ma szanować każdego dlatego, że ten ktoś sypia z tą czy inną osobą??? to ciek
                                      > awe podejście smile
                                      >
                                      Nie, ma po prostu szanować. Pan oczywiście chłopaka też.
                                      Nie ma znaczenia kto z kim sypia.
                                      • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 19.11.13, 20:42
                                        nie o sypianiu też był mój wpis, a o wymaganiach stawianych przez pana, który poczuł się - moim zdaniem - dobroczyńcą, panem i głową rodziny smile
                                        chyba, że głównie na sypianie zwróciłaś swą uprzejmą uwagę - to ja już nic na to nei poradzę, ale zabawnie wyszło smile

                                        ps. jesteś pewna, Małgolka, żę Twój syn całe życie będzie chętnie godzinami przesiadywał w wannie? bo o ile mnie pamięć nie myli, temat mycia się w pewnym wieku u nastolatków to temat wybitnie zbędny - pamiętam przemowy nauczycieli, zapach kolegów, że paść można było, a i z zajęć pedagogiki coś mi zostało w głowie smile ale - oczywiście, to na marginesie, kompletnie bez znaczenia - chłopak był do szpiku kości zepsuty i zły, co na forum rozwodowym roku pańskiego 2013 niemal grupowo stwierdzono big_grin
                                        • malgolkab Re: akceptacja dzieci 19.11.13, 21:39
                                          Lampko, z tą higieną to pewnie, że się zgodzę wink Do tej pory pamiętam smród w pokoju chłopaków na koloniach/obozach smile Mam też brata 1,5 roku młodszego i pamiętam okres niechęci do kąpieli. Tyle, że rodzice suszyli mu głowę i mieli decydujące zdanie.
                                          Niestety - jestem w stanie uwierzyć w to, że 16-latek nie robi nic, bo mama robi za niego - znam wiele takich przykładów. Chociażby mój własny małżonek - tzn. mama bardzo by chciała za niego nadal wszystko robić i obrażała się jak on nie chciał. Tyle, że on właśnie nie chciał, a wielu to pasuje. Teściowa do tej pory jest zszokowana, że synuś gotuje, sprząta, prasuje etc. Z resztą teściu w domu też podobno nic nie robił, a w 2 związku robi wszystko i doskonale mu to wychodzi.
                                          I o ile mamie może to pasuje, to jej chłopu pewnie już niekoniecznie.
                                          • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 20.11.13, 08:53
                                            i tu się zgodzę całkowicie - ale skoro matka nic z tym nie robi, o zgrozo, to jej partner nic nie zrobi, przynajmniej póki dzieciak mu nie zaufa i nie potraktuje jak kogoś, kto stoi po jego stronie

                                            a facet w moim odczuciu próbował - i poszło w obrzydliwy konflikt

                                            i już pomijając niefajne relacje między dzieciakiem a matką - tu facet jako dorosły zawalił, bo chciał tylko wymagać. A tak się z ludźmi nei da - stawiać żądania, wymagania i dać to, co wygodnie i łatwo (mieszkanie), a nie dać tego, co trzeba (zwyczajna przyjaźń)
                                        • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 20.11.13, 02:25
                                          lampka_witoszowska napisała:


                                          >a o wymaganiach stawianych przez pana, który p oczuł się - moim zdaniem - dobroczyńcą, panem i głową rodziny.

                                          Moim zdaniem pan nie czuł się dobroczyńcą , panem i głową rodziny. Pan przeszedł ciężki rozwód, chciał znowu założyć rodzinę, zaczęły mu się " jazdy " z nową partnerką i jej latoroślą. Dom to nie pole bitwy. Poczuł się tym zmęczony i tyle.


                                          Problem, o którym tu dyskutowaliśmy jest stary jak świat. Dobrze jego istotę oddaje powieść Dąbrowskiej " Noce i Dnie " ( pamiętasz ten świetny serial ? ). Rozpuszczony Tomaszek i jego mamusia Barbara Niechcic ze zrytym beretem . Nie każdy jest jak Bogumił Niechcic.


                                          malgolkab napisała:

                                          >Niestety - jestem w stanie uwierzyć w to, że 16-latek nie robi nic, bo mama robi za niego - >znam wiele takich przykładów. Chociażby mój własny małżonek

                                          Pan nie akceptował sytuacji, że panicz żył bez żadnych wymagań, a pani wszystko za niego robiła i pani nie chciała zmienić swojego postępowania względem panicza, tj. przestać za niego robić. Pan też nie chciał zmienić swojego postępowania względem panicza- nie chciał zacząć za niego robić. Pan i pani wyrażnie nie pasowali do siebie.
                                          • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 20.11.13, 08:59
                                            cały czas piszesz w kategoriach - pan to ten dobrotliwy, już zaaspirował do Bogumiła Niechcica smile - a matka z synem to ci źli

                                            a na świecie rzadko jest tak, że ten to biały, tamten czarny i już - tak to tylko w bajkach dla dzieci, Omega smile

                                            na marginesie - nie broń takiego widzenia przez siebie świata, a już szczególnie stosując teksty o typowych jajnikach forumowych czy sugerując, że adwersarz sam na pewno jest rozpuszczającą mamuśką. To nie ma sensu - jedynej słusznej racji nie udowodnisz, a polegniesz jako wartościowy rozmówca
                                            • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 20.11.13, 17:29
                                              lampka_witoszowska napisała:

                                              > cały czas piszesz w kategoriach - pan to ten dobrotliwy, już zaaspirował do Bog
                                              > umiła Niechcica smile - a matka z synem to ci źli

                                              Nie piszę tak!!! Piszę, że mamusia opisywana przeze mnie ma "zryty beret" . Nie rozpatruję tego w kategorii dobra i zła. Niby dlaczego miałbym to robić ?


                                              Po prostu sam miałem chorobliwie nadopiekuńczą matkę. I z autopsji wiem jakie piekło taka chodząca dobroć może stworzyć domownikom. Np. nigdy nie zdarzyło mi się SAMEMU zrobić sobie śniadanie! Ona musiała się " POŚWIĘCAĆ " !!!! Koszmar. Nie chce mi się dalej pisać na ten temat.
                                              Czy piszę tu, że mój ojciec był dobrotliwy, a matka była zła ? Piszę tylko o chorobliwej nadopiekuńczości matki. Akurat ja tej nadopiekuńczości będąc nastolatkiem nienawidziłem.
                                              I nic nie dało się przetłumaczyć.
                                              Wybrałem sobie taki kierunek studiów, którego nie było w rodzinnym mieście, tak aby być możliwie daleko od " troskliwej " mamusi.


                                              > na marginesie - nie broń takiego widzenia przez siebie świata

                                              Do takiego widzenia świata, jakie mam jestem głęboko przywiązany.

                                              >a już szczególni
                                              > e stosując teksty o typowych jajnikach forumowych czy sugerując, że adwersarz s
                                              > am na pewno jest rozpuszczającą mamuśką.

                                              Czy adwersarz jest rozpuszczającą mamuśką czy nie jest, nie ma dla mnie żadnego znaczenia. To nie moja sprawa. Chociaż jestem bardzo ciekawy dlaczego NIEKTÓRE matki są takie nadopiekuńcze. Kilka w realu ( min. swoją ) o to pytałem, ale nic się od nich nie dowiedziałem

                                              Lubię, gdy adwersarz jest innego zdania na dany temat niż ja. Dzięki temu można na dyskutowany problem spojrzeć z innej perspektywy.

                                              Między innymi na swojego nastolatka i jego zachowanie patrzę teraz nieco inaczej.

                                              " Jajniki forumowe ". Nie widzę nic złego w fakcie, że kobiety na wiele spraw patrzą jak kobiety, a mężczyżni po " męsku ".


                                              >To nie ma sensu - jedynej słusznej rac
                                              > ji nie udowodnisz

                                              Nie mam jedynej, słusznej racji i nie chcę niczegoi nikomu udowadniać. Ja po prostu uwielbiam dyskutować. Jeśli kogoś uraziłem, to przepraszam.
                                              Czas zakończyć ten wątek.
                                              • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 20.11.13, 17:57
                                                a, to teraz rozumiem. No, i ok smile
                        • yoma Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 09:29
                          Omega, a ten twój kumpel nie mieszka czasem pod Poznaniem? smile

                          Był z rok temu wątek, dłuuugi i angażujący większość stałych bywalców. Pani z synem wprowadziła się do pana, syn syfił i brudził, pan nie wytrzymywał, pierze latało. Większość forum zgodziła się, że ależ tak, oczywiście, syn nie powinien syfić i brudzić.

                          Chociaż nie, tam syn był młodszy tongue_out
                          • triss_merigold6 Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 09:53
                            Wątki z Piegusem w roli głównej? Czadowe były, ale tam dzieciak był młodszy. Za parę lat ma szansę być równie syfiący jak mamusia (bo ona też była niezła).
                          • samiec_omega Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 10:51
                            > Omega, a ten twój kumpel nie mieszka czasem pod Poznaniem? smile

                            Nie, ja mieszkam w 3city.

                            Sytuacje jw. to standard
                            • triss_merigold6 Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 10:58
                              To jest standard w sytuacji gdy rodzic - bez względu na płeć, polecam forum Macochy - czuje się winny i stara zrekompensować dziecku brak pełnej rodziny. Im starsze dziecko i dłużej samotna matka czy samotny ojciec, tym gorzej, bo dzieci są zwyczajnie zazdrosne i starają się pozbyć konkurenta/tki do rodzicielskiego czasu, uczuć, zainteresowania itd.
                              • malgolkab Re: akceptacja dzieci 19.11.13, 10:07
                                triss_merigold6 napisała:

                                > Im starsze dziecko i dłużej samotna matka czy samotny ojciec, tym gorzej, bo dzieci
                                > są zwyczajnie zazdrosne i starają się pozbyć konkurenta/tki do rodzicielskiego
                                > czasu, uczuć, zainteresowania itd.
                                Po czym dorosłe dziecko zakłada własną rodzinę, a mamusia/tatuś zostają sami i do końca życia narzekają jakie to dziecko niewdzięczne, "bo przecież ja wszystko poświeciłam/em". Scenariusz 2 - role się odwracają i zazdrosny rodzic robi wszystko by pozbyć się każdego konkurenta/konkurentki i albo dziecko się buntuje (patrz scenariusz 1) albo zostaje z rodzicem i umartwiają się razem jacy to inni ludzie źli.
                                • chalsia Re: akceptacja dzieci 19.11.13, 17:32
                                  > Po czym dorosłe dziecko zakłada własną rodzinę, a mamusia/tatuś zostają sami i
                                  > do końca życia narzekają jakie to dziecko niewdzięczne, "bo przecież ja wszystk
                                  > o poświeciłam/em". Scenariusz 2 - role się odwracają i zazdrosny rodzic robi ws
                                  > zystko by pozbyć się każdego konkurenta/konkurentki i albo dziecko się buntuje
                                  > (patrz scenariusz 1) albo zostaje z rodzicem i umartwiają się razem jacy to inn
                                  > i ludzie źli.

                                  wiesz, jest jeszcze jeden - najzwyklejszy - scenariusz - niech będzie, że nr 3 - dorosłe dziecko zakłada rodzinę, a mamusia/tatuś rzucają się nareszcie w wir nieskrępowanego życia - nie narzekają, nie wichrzą w życiu dziecka, nie umartwiają się, po prostu miło i szczęśliwie żyją, poświęcając się temu, czemu chcą
                • malgolkab Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 19:45
                  samiec_omega napisał(a):

                  > > Jeśli jesteś rodzicem adopcyjnym to raczej wiesz, że na adopcję ludzie si
                  > ę decy
                  > > dują sami - dziecko partnerki zaś przynosi wybór partnerki, nie dziecka.
                  >
                  > Nie zgadzam się. Jeśli " nowa " partnerka ma przychówek. To wybieram ją i DZIEC
                  > KO!
                  >
                  Otóż to smile
                  • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 08:25
                    oczywiście, że taK - ale widzicie różnicę miedzy decyzją o adopcji a decyzją o związku z kobietą, która ma dziecko? smile
    • tricolour Jak wywrócić życie do góry nogami? 13.11.13, 15:49
      Oto przepis:

      1. Nie mieszkać z Mężem (co za idiotyzm rozstawać się z Bogiem) od roku i nie mieć unormowanego stanu cywilnego.
      2. Związać się z kolegą z pracy.
      3. Napadać na ludzi, by szaleńczo polubili dzieciary z poprzedniego związku, który jest/nie ma/ będzie/nie będzie/.
      4. Oczekiwać deklaracji od pierwszego lepszego faceta, by zajmował się cudzym potomstwem skoro ten WYRAŹNIE chce własnego, a nie cudzego z używanej mocno cudzej żony.
      • yoma Re: Jak wywrócić życie do góry nogami? 13.11.13, 16:08
        Dobre, bo mocne smile

        Dodam ad 4: częstokroć w przyrodzie samiec zagryza młode nienoszące jego genów. Od samca człowieka można wymagać niezagryzania, ale od razu miłości?
    • anderikka Re: akceptacja dzieci 15.11.13, 14:15
      Gdy moi rodzice się rozwiedli, mama dostała opiekę nade mną (miałam 12 lat), mimo że tato też o tę opiekę wnioskował (chociaż chyba nie spodziewał się, że będzie inaczej).
      Mama wyprowadziła się, ja z nią, chociaż bardzo nie chciałam - ani zostawiać taty, ani wyprowadzać się z naszego mieszkania. Z nami zamieszkał jej facet. Wszystko było niby ok, między nami poprawne stosunki. Ale w końcu między mamą a nim zaczęło się psuć, nie wiedziałam konkretnie, dlaczego, i on się wyprowadził. Wtedy mnie z mamą zrobiło się nieznośnie, ja metodą "kolejnych kroków" zamieszkałam u taty, i już tak zostało. Byłam szczęśliwa, ojciec też smile I tak zostało.
      A facet mamy wprowadził się znowu.
      Chcę Ci przez to pokazać, że komuś najpierw może się wydawać, że zaakceptuje cudze dzieci, a potem sobie uświadamia, że nie, i nic na to nie poradzisz. A u Ciebie, skoro jeszcze przed zamieszkaniem mówi "Nie", to raczej marne szanse na pozytywną zmianę .
      • dreemcatcher Re: akceptacja dzieci 15.11.13, 14:44
        czyli jednym słowem mamie nie zależało na opiekowaniu się tobą bo jak sama wspomniałaś wybrała faceta a ty miałaś szczęście bo ojciec chciał się opiekować tobą .
        • anderikka Re: akceptacja dzieci 15.11.13, 15:41
          Oczywiście, że jej nie zależało. Myślę (zrozumiałam to kilku po latach), że tak naprawdę nie chciała mieć opieki nade mną i ze mną mieszkać, tylko to raczej było na zasadzie, że nie wypadało w sądzie działać inaczej.
          A ponieważ wcześniej rodzice się ciągle kłócili, to po zamieszkaniu z samym tatą zaczęło się moje szczęśliwe dzieciństwo smile
          Jestem wdzięczna facetowi mojej mamy za to, że nie chciał wychowywać czyjegoś dziecka.
          • dreemcatcher Re: akceptacja dzieci 15.11.13, 16:31
            ta informacja powinna być na tapecie na forum żeby nienawidzące matki polki swoich byłych mężów wzięły pod uwagę dziecko
            • anderikka Re: akceptacja dzieci 16.11.13, 09:07
              I matki czasem zlewają dzieci, i ojcowie... Zależy od człowieka.
              A moja mama do tego stopnia wstydziła się mnie nie zabrać, że kiedy już mieszkałam u taty, to zawsze w rozmowach z rodziną i znajomymi umniejszała jakby ten czas mojego pobytu u niego, to znaczy gdy mnie gdzieś zabrała albo byłam u niej, to opowiadała o tym w taki sposób, że słuchacz miał wrażenie, że mowa jest o jakichś bardzo dużych przedziałach czasu i głównie mieszkam z mamą. A gdy już byłam starsza i potem prawie pełnoletnia, to mówiła, że jestem zbuntowana jak każda nastolatka i że nie może się ze mną dogadać i wolę być u ojca, bo on mnie rozpuszcza.
              Oczywiście dopiero kilka lat temu dotarło do mnie, że to była taka manipulacja.
              • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 16.11.13, 19:55
                oj, to jak już osładzamy wątek znanymi sobie sytuacjami, to dorzucę przez uprzejmość swoje trzy gorsze

                mój tata (ojczym, dla jasności) podrywając mamę zawsze miał dla mnie czas, misia, lizaka - miałam 3 lata i był to pierwszy facet, któremu się oświadczyłam. Nie wiem, dlaczego wiedziałam, że z tym powinnam poczekać na moment, gdy mama na chwilę wyjdzie z pokoju. Potem z mamą zrobiło się nieznośnie. Jak byłam nastolatką, mówiła, że jak każda nastolatka jestem zbuntowana - po prawdzie miała tak wiele do powiedzenia, że nie mogła mnie słuchać. No, i te ciągle oceny...
                Tata (ojczym) był tym, z którym pierwszy raz poszłam do ginekologa (przez grzeczność nei przytoczę słów mamy, gdy dowiedziała się, że trzeba). Tata pierwszy wiedział o moim rozwodzie, pierwszy o obronie. Do pierwszego ślubu mnie prowadził, przed drugim oświadczyny przyjęłam przy jego grobie. Wiem, że mnei zna jak nikt i jest po mojej stronie. To on zawsze słuchał - choć nie zawsze się zgadzał z tym, co mówię. Ale przy nim czułam się i kochana, i szanowana. I o to w sumie chodzi.
                Nie o udownodnienie, czy mamusia jest zła, czy tatuś jest zły - ale o dziecko. Mówienie prawdy, powiedzenie czasem "przepraszam", słuchanie dzieciaka jak kogoś ważnego. Można zacząć od chowania się za fotelami z trzylatkiem.

                Reszta uczestników zabawy przegrywa - i nieważne czy to mamusia, co musi mieć portki za wszelką cenę w chałupie, czy pokrzywdzony przez świat tatuś (niechcący przy okazji chory na rywalizację i wrogość wobec mamusi), czy ojczym/partner mamy/partnerka taty czy ciotka klotka.
                • anderikka Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 07:37
                  lampka_witoszowska napisała:

                  > Reszta uczestników zabawy przegrywa - i nieważne czy to mamusia, co musi mieć p
                  > ortki za wszelką cenę w chałupie, czy pokrzywdzony przez świat tatuś (niechcący
                  > przy okazji chory na rywalizację i wrogość wobec mamusi), czy ojczym/partner m
                  > amy/partnerka taty czy ciotka klotka.

                  Ja też tak to widzę. Tylko czasem zastanawiam się, czy ci według mnie przegrani też tak się czują. A może są zadowoleni? Zresztą - jeśli tak, to niech im wyjdzie na zdrowie.
    • malgolkab Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 11:23
      Mój mąż zanim związał się ze mną twierdził, że nie wyobraża sobie być z kobietą z dzieckiem. Teraz jest moim mężem smile
      Na początkowym etapie znajomości do głowy mi nie przyszło poznawać go z synem, nie widziałam takiej potrzeby. Po kilku miesiącach poznali się (syn zna większość moich kolegów/koleżanek, był to więc kolejny kolega mamy). Panowie się zaakceptowali od początku, ale do głowy mi wtedy nie przyszło myśleć o wspólnym wychowywaniu mojego dziecka czy miłości między nimi. Wszystko potoczyło się naturalnie i póki co nie narzekam smile
      Nie wiem czego Ty oczekujesz po 2 miesiącach spotykania się? Kanapek, mycia zębów, czytania bajek? Coś tu jest bardzo nie tak, na miejscu tego pana zwiewałabym prędziutko.
      • mulka Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 14:32
        malgolkab napisała:

        > Nie wiem czego Ty oczekujesz po 2 miesiącach spotykania się? Kanapek, mycia zęb
        > ów, czytania bajek? Coś tu jest bardzo nie tak, na miejscu tego pana zwiewałaby
        > m prędziutko.

        Pan jako przyjemna pomoc domowa. Kanapka, bajka, ząbki. I pani będzie zadowolona.
        Ale gdy pan naprawdę zechce uczestniczyć w życiu rodziny, a w rodzinie różnie bywa, czasem trzeba na dzieci nawet (o zgrozo!) krzyknąć, to pani pana skarci: Nie krzycz na MOJE dzieci!

        Też bym zwiewała będąc na miejscu tego pana. Zresztą pan chyba dał już to pani do zrozumienia.
        • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 16:22
          ...bo ciągle kobiecie bez chłopa składa się życzenia: i żebyś sobie ŻYCIE UŁOŻYŁA
          • malgolkab Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 19:37
            W życiu takich życzeń nikomu nie złożyłam i mi też nigdy takowych nie składał - jak czytam takie wpisy to doceniam jak mądrych i sensownych ludzi mam w otoczeniu.
            • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 20:00
              no i pewnie dlatego jednak kilka kobiet nei ma w tym życiu tego typu problemów co autorka

              a to żadna zasługa miec takie czy inne otoczenie - otoczenie można wychować. Nawet wypada - trafi na słabszą jednostkę i będzie tradycyjny problem: jak upolowac chłopa
              • malgolkab Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 21:08
                lampka_witoszowska napisała:


                > a to żadna zasługa miec takie czy inne otoczenie - otoczenie można wychować. >
                Zasługa na pewno nie, ale szczęście. Wychowuję swoje dziecko, dorosłych ludzi nie zamierzam, jeśli czyjeś zachowanie mi nie odpowiada po prostu ograniczam kontakty z nim do minimum.
                • lampka_witoszowska Re: akceptacja dzieci 17.11.13, 22:04
                  otóż to smile niemniej czasem warto zadać sobie nieco trudu i oświecić bliźnich - szczególnie jeśli trafi na współczujących najbliższych krewnych - wszystkich - a i tak bywa smile
            • yoma Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 12:07
              Małgolka, gratulacje smile
              • malgolkab Re: akceptacja dzieci 18.11.13, 22:18
                Dziękuję, dobra kobieto big_grin
    • violadamore Re: akceptacja dzieci 02.12.13, 14:26
      Nie czytalam wszystkich postow, wiec moze sie za kims powtorze: wszystko zalezy od tego, czego Ty chcesz, do czego dazysz. Jesli wystarczy Ci zwiazek na zasadzie pana "dochodzacego", to wszystko jest ok. Jesli jednak docelowo marzysz o zbudowaniu rodziny, to niestety Twoj obecny partner sie do tego nie nadaje. Czy mozna oczekiwac, ze obcy mezczyzna zaakceptuje nasze dzieci i bedzie gotowy do poswiecenia im jakiejs czesci swojej uwagi i czasu? Mozna. Wszystko zalezy od tego, kto jaki mi cel, czego sie szuka i na kogo sie trafi. Moim celem na przyklad bylo zalozenie nowej rodziny, z pelnym zaakceptowaniem moich dzieci przez nowego partnera, i to sie udalo. Podejrzewam, ze to sa rzadkie egzemplarze w naturze, ale one mimo wszystko istnieja. Przykro, ze Twoj partner a priori odrzuca taka mozliwosc, a Ty musisz to potraktowac powaznie, w sensie nie rob sobie nadziei, ze to sie moze u niego zmienic. Zycie w patchworku nie jest latwe i wymaga po pierwsze bardzo silnej, zdrowej wiezi miedzy partnerami, po drugie sporej dozy zyczliwsoci i pokory ze strony tego "dopietego", po trzecie trudnej sztuki kompromisu. Wiec jesli juz na poczatku sa fochy i krecenie nosem, to potem moze byc juz chyba tylko gorzej. Masz dwa wyjscia: albo godzisz sie na taki uklad, bez ambicji zbudowania rodziny, albo nie tracisz czasu na niewlasciwego faceta.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka