sm.utna
29.03.14, 11:45
Przegrałam apelację. No cóż, został mi niesmak. Nie wiem jak żyć w takim kraju, gdzie ofiara przemocy w rodzinie dostaje po łapach a przemocowiec dostaje bonusa...
Kiedyś tu już pisałam, dostałam super rady i pomoc, dziękuję.
Sprawa wygląda mniej-więcej tak:
Żyłam z przemocowcem i alkoholikiem przez prawie 10 lat, były interwencje policji, wyrok za przemoc. Kiedy nic nie pomagało, straciłam resztki poczucia obowiązku i znalazłam siłę, by złożyć papiery o rozwód. Fakt, pomógł mi w tym nowy facet, który dał mi siłę do walki i nową wiarę we mnie jako człowieka. Wiecie jak to jest żyć z przemocowcem? Wiecie. To nie będę pisać o tym, że każdy powrót byłego do domu stał pod znakiem zapytania: trzeźwy czy nie? Będzie w złym humorze? Póki miałam jeszcze siłę by walczyć o małżeństwo- walczyłam, ale po 8 latach i kolejnym "przypadku", złożyłam papiery o rozwód i wyprowadziłam się. Wyprowadziłam się, bo bałam się, że facet który na trzeźwo w miarę się kontrolował, to po alko będzie się mścił. Przecież już nie musi się starać, prawda? No i tak wyprowadzona zostałam z kredytami, które to ja zaciągałam na dom, bo szanowny eks, nie miał stałej pracy. Potem w 2009 w litopadzie złożyłam papiery o podział majątku. Noooo, i tu zaczyna się śmieszne. Sprawa miała swój finał w październiku zeszłego roku. No, trwała bagatela 4 lata. Potem dowiedziałam się, że były złożył apelację, więc i mój adwokat poradził mi to samo. Złożyłam. Zaskarżyłam parę punktów, między innymi to, że sąd rejonowy nie wziął pod uwagę tego, że eks był przemocowcem i alkoholikiem, że przedstawił tylko dwie umowy zlecenia na cały okres naszego małżeństwa, (ja przedstawiłam ciągłość pracy i dodatkowe umowy zlecenia, by móc jakoś utrzymać rodzinę), i że to ja spłacam kredyty, za rzeczy które zostały w tamtym domu. Przecież nie wyjmę pieca do centralnego, albo nie zdemontuję wyposażenia kuchni. Zostało uwzględnione natomiast to, że były korzysta z domu sam, a ja z dziećmi muszę mieszkanie wynajmować i tu mi zasądzono "pożytki". 28.03.2014 odczytano decyzję Sądu Apelacyjnego. Sąd apelacyjny przychylił się do rozliczenia działki po cenach na dzień wystawiania opinii biegłego (to było do przewidzenia, bo wcześniej było rozliczenie po cenie zakupu, co były zaskarżył), ale dalej usłyszałam, że przecież nie musiałam się wyprowadzać, zabrano mi te "pożytki" i zasądzono niższą kwotę spłaty.
Ja, ofiara przemocy zostałam potraktowana jako ta niewierna żona, a eks jako ofiara zdrady małżeńskiej....
Dziwne, bo w komisji zasiadały dwie kobiety. Nie mówię, że powinnam dostać całość wartości domu dla siebie. We wniosku pisałam, że chcę tylko tyle, by mi wystarczyło na mieszkanie dla mnie i dla dzieci. Tylko tyle. Nie chciałam zwrotu pieniędzy za kredyty. Nie chciałam nic ponad to, by też mieć gdzie mieszkać. On został w 150 metrowym domu. Ja dostanę 150 tys. w dwóch ratach, z czego połowa pójdzie na spłatę długów i opłacenie adwokata i postępowania sądowego. Druga połowa, te 75.000 mają mi wystarczyć na mieszkanie.
Stąd moje pytania: jak żyć w takim kraju, który potępia uciekające żony i daje bonusy przemocowcom? Skąd te żony mają brać siłę i motywację, by nie pozwolić się traktować jak worki treningowe, skoro prawo je potępia? Sprawiedliwość? Gdzie jej szukać?
Pozdrawiam