Dodaj do ulubionych

zastanowcie sie

16.10.04, 21:45
co prawda nie jestem mezczyzna, nie jestem po rozwodzie w dodatku jestem
kilkanascie lat od ciebie mlodsza ale w koncu to forum wiec napisze i swoje
zdanie...nie dziwie ci sie ze boisz sie kolejnego zwiazku uwazam ze to
naturalne, ze po kilkunastu latach nieudanego zwiazku masz obawy przed
angazowaniem sie w cos nowego, ze nie jestes pewien. naturalne rowniez jest
ze nie chcesz byc sam, ze chcesz miec dom , kochajaca osobe i cieply posilek.
masz juz za soba troche doswiadczenia ktorego brakuje tej dziewczynie z racji
wieku co jest rzecza oczywista i ani dobra ani zla-rozumie sie to samo przez
sie i mozecie miec rozne oczekiwania. uwazam ze po 1:musicie miec wspolne
oczekiwania i na prawde jasna sytuacje oboje musicie wiedziec czego chce
drugie i zastanowic sie czy potraficie to sobie dac. Po2;zastanow sie czy
masz sile na ewentualne kolejne nieudane malzenstwo...jezeli macie stworzyc
trwaly zwiazek, nie moze byc miedfzy wami absolutnie zadnych niedomowien.
po3: czy ta kobieta ma prawo wymagac od ciebie natychmiastowych deklaracji??
moze powinna wykazac sie wyrozumialoscia...zrozum ze jesli zwiazesz sie nie
bedac do konca pewien ze tego chcesz znowu okaze sie to klapa ...wyobraz
sobie jak bedziesz sie czul po nastepnych kilku/kilkunastu latach kolejnego
nieudanego zwiazku...nie trzymaj sie kurczowo tego co cie nie satysfakcjonuje
do konca. z tego co piszesz wynika ze macie jednak troche inne oczekiwania i
troche inna wizje waszego zwiazku...jak wiec mozecie stworzyc cos spojnego??
zwiazek to twoerzenie czegos razem-tego samego przez dwoje ludzi a nie
tworzenie dwoch roznych rzeczy ... nie wiem moze jestem mloda i glupia;P)) i
sama jeszcze malo przezylam ale troszke wiem o zwiazkach z duza roznica wieku
jednak z drugiej strony nio i mysle to co napisalam...co nie oznacza ze
zwiazek miedzy ludzmi ktorych dzieli kilkanascie lat nie ma racji bytu-
oczywiscie istnieja i takie szceslkiwe zwiazki ale mimo wszystko sa one
trudniejsze i z oczywistych powodow czesto przeszkoda sa rozne
oczekiwania...to by bylo na tyle..pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • jarkoni Re: zastanowcie sie 17.10.04, 23:17
      ulala no trochę zasiałaś wątpliwosci..Nikt nie jest pewien swojej przyszłosci,
      wiem i sam sie boję zwiazku z kims dużo młodszym, ale mam do wyboru czy ona
      młoda i inne spojrzenia na zycie czy sam..Zakochałem się, i tyle..Co nie
      zmienia tego ze to ja sie rozwodzę i wszystkie stresy i negatywne odczucia
      zwiazane z rozwodem są tylko moje..Młoda panna ma wymagania i mało mnie
      wspiera..Moze się pakuję w kolejny nieszczęśliwy zwiazek..Czas
      pokaże..Pozdrawiam ciepło..
      • ulala.v Re: zastanowcie sie 19.10.04, 10:44
        ...jarkoni...ropzumiem ze jestes zakochany i w obecnej chwili nie widzisz ze
        moze byc jakas inna kobieta oprocz niej ale nieprawda jest ze albo z nia albo
        sam...zastanow sie czy lepiej wpakowac sie w kolejny nieszczesliwy zwiazek i
        potem tego zalowac czy lepiej profilaktycznie sie nie wpakowywac i poczekac na
        szczesliwy... pozdrwiam serdecznie i zycze madrej decyzji
        • skorpion44 Re: zastanowcie sie 19.10.04, 15:28
          A poza tym, przestań się mazgaić - jesteś facet, czy troczek od kaleson... Tak
          czytam to co piszesz i wychodzisz na straszną popierdółkę -weź się w garść!
          Zdecydowałeś się na ten "zabieg" to do dzieła - bo zachowujesz się jak
          panienka - chciałabym, a boję się! U mnie jest tak - przemyslę, podejmuje
          decyzję i działam - szybko i zdecydowanie zmierzam do celu! Takich pieszczochów
          babki też nie lubią, bo są nudni!
          • cma1 Re: zastanowcie sie 20.10.04, 15:30
            skorpion ale wyszedl z ciebie teraz macho!!
            pozdrawiamwink
            • skorpion44 Re: zastanowcie sie 20.10.04, 18:36
              cma1 - nie lubię takiego określenia mężczyzny (samiec) i nie zamierzam się na
              takiego kreować. Tacy faceci są śmieszni, żeby nie powiedzieć żałośni. Jeśli
              oceniasz mój ostatni post, to chyba jasne, że jest czas na refleksje, ale nie
              może trwać wiecznie - rozczulanie się nad sobą do niczego nie prowadzi. Uważam
              po prostu, że Jarek powinien wreszcie zdecydować się - przeprosić żonę i jesli
              ona zechce dotrwać przy niej do późnej starości, albo uregulować istniejącą
              sytuację w sposób prawny. Stanie w tzw. "rozkroku" nie jest dobre dla samego
              kroku smile I do tego namawiam jarka. To samo bym radził jego żonie, jeśli by tu
              zabrała głos. Czy źle radzę?
              • jarkoni Re: zastanowcie sie 20.10.04, 23:10
                po pierwsze ci wszyscy kreujacy się na macho są rzeczywiście żałośni..Po drugie
                skorpion trochę racji masz z tym "rozkrokiem" Ale on nie wynika z braku decyzji
                czy się rozwodzić czy nie..Bardziej wynika z tematu forum, czyli "i co dalej"
                Jestem w miarę asertywny i nawet trochę inteligentny i myślacy...Aaaaa i nie
                troczek bynajmniej smileNie chodzi o rozwód bo to przesądzone, chodzi o to czy
                rzucać się i walczyć o związek, gdzie wiem że kocham i być może tak
                odpowiadajacej mi kobiety nie znajdę...Jesli w ogóle kiedykolwiek..A ona po
                paru miesiącach czekania zaczyna mieć dosyc..Znam teksty typu czas leczy rany i
                na pewno poznasz kogoś...Nic więcej nie powiem bo znowu wyjdę na słabeusza
                targanego rozterkami..
                • ulala.v Re: zastanowcie sie 21.10.04, 11:19
                  >chodzi o to czy rzucać się i walczyć o związek, gdzie wiem że kocham i być
                  może tak odpowiadajacej mi kobiety nie znajdę...Jesli w ogóle kiedykolwiek..
                  jezeli jestes pewien ze kochasz i chcesz to chyba warto walczyc...
                  ...a jezeli miewasz watpliwosci i nachodza cie mysli ze byc moze jestes z nia
                  dlatego ze nie ma innej i ze strachu przed samotbnoscia a nie do konca cie ten
                  zwiazek satysfakcjonuje to ...jak bedzie mial sie spieprzyc to sie na pewno
                  spieprzy tylko jesli o to chodzi to im pozniej tym gozej i bardziej boli...
                  ...a jesli chodzi o kwestie przyzwyczajenia...do wszystkiego mozna...do innej
                  tez kiedystam
                  >A ona po paru miesiącach czekania zaczyna mieć dosyc...ja bym miala dosyc
                  jakby mnie ktos ponaglal i nie wierzyl chyba sama w koncu bym ktosia do
                  wszystkich diablow poslala;P)))
                  kim ja jestem zeby rady rozdawac??tongue_out sama jestem mloda i glupia hehe po prostu
                  musissz chyba byc pewnym a jesli jestes to super i gratulacje to wtedy oznacza
                  ze moze to tylko kryzys albo jakis sprawdzianm dla was i jak dacie rade to
                  oksmile) trzymaj sie cieplutko
                  • alfa159 Re: zastanowcie sie 21.10.04, 21:34
                    Jarkoni...Przeczytałam teksty...widzsz mimo że twierdzisz że kochasz tę panne
                    to jakos nie mogę uwierzyc..w JEJ dobre intencje. Jestem kobietą i gdybyfacet
                    którego kocham rozwodził sie DLA mnie byłabym dla niego podpora...w końcu robi
                    to dla mnie...Nie wiesz co dalej? Boisz się samotności? A pomyslałes,ze trwały
                    związek powinien na czyms trwałym sie opierać?Na czym Ty sie będziesz opierał?
                    jeżeli teraz panna nie jest zainteresowana Twoimi rozterkami..wybacz..długo z
                    nią nie będziesz...Pewnie będzie nawet Twoja żoną..ale czy nie poszuka sobie
                    kogoś na boku? Masz gwarancje że nie?Jestem dojrzałą kobietą wiem że małżeństwo
                    czy inny związek powinien oparty być na PRZYJAŻNI...tego tu wybacz...nie
                    widzę..Poza tym stosuje wocec Ciebie grę nazwałabym to nawet szantażem ...że
                    nie bedzie czekac...to tylko świadczy o tym czego tak naprwdę chce...Nie Twojej
                    obecności ale obrączki chyba nieważne z kim...Powiem tak....nie widze WASZEGO
                    wspólnego życia i im szybciej sobie uzmysłowisz tym lepiej Ty potrzebujesz
                    kobiety...ciepłej , serdecznej, przyjaznej,wiek nie jest istotny,ale oddanej
                    Tobie, takiej przy której mozesz płakac i śmiać się byc SOBĄ...Potrzebujesz
                    kobiety,z która bedziesz sie rozumiał na wszystkich płaszczyznach...Na tym
                    polega życie.Wiesz wybacz..ale nie bardzo wierze w Twoja miłóść do niejza dużo
                    rozterek...masz.MOże to tylko fatalne zauroczenie? Ale odwazny jestes...albo
                    zwariowany.... rzucasz dom żone i dzieci..dla panny której to nawet nie
                    interesuje...Podziwiam...Pozdrawiam...pa
                    • jarkoni Re: zastanowcie sie 21.10.04, 22:46
                      Alfa zgadzam się ze wszystkim co mówisz...logiczne i rzeczowe, ale u mnie
                      rzadzi serce...Kocham Ją i wierzę, ze sie zmieni i że będzie dobrze...Naiwny?
                      Pozdrawiam
                      • alfa159 Re: zastanowcie sie 21.10.04, 23:13
                        Pytasz czy naiwny?....Raczej nieświadomy...Mówisz kochasz i sercem
                        patrzysz...bo rozum spi..To lepiej obudż..rozum..nie warto za cenę ZNOWU
                        nieszczęśliwego zwiazku marnowac sobie i JEJ zycia...Powiem inaczej..skad wiesz
                        że po kilku latach nie będzie miała żalu,zes sie jej uczepił?To Ty
                        walczysz...nie Ona..Życie jest za krótkie...by je przezyć w ciąłym
                        poszukianiu...i stresie..Może najpierw sie wycisz..posłuchaj siebie czego tak
                        naprawde chcesz? A jeszcze jedno..to..że tak walczysz o NIĄŁ to nie jest
                        przypadkiem Meska Ambicja????? W końcu to przez nia porzuciłes rodzinę...Jeżeli
                        tak...to nie rokuje to dobrze...jakos mnie nie przekonujesz..że jestes
                        zakochany...Wybacz...Nie zazdroszczę Tobie....Pozdrawiam....
                        • jarkoni ja się zastanowiłem... 21.10.04, 23:59
                          Powiem co czuję...Jesli kiedykolwiek poznałas kogoś..partnera, znajac mase
                          ludzi różnych do których masz zawsze jakieś zastrzeżenia mimo, ze znasz i
                          lubisz..Jeśli pasuje Ci wszystko i to WSZYSTKO : wygląd,styl bycia,jak się
                          porusza,z czego śmieje, co jada,jak mówi,jaka jest na codzień,jaka w
                          stresie,jaka kiedy źle się czujesz,jaka przy zakupach,jak sie ubiera,jak
                          maluje,jaka w kuchni,jak całuje, jaka jest w łóżku,jak rozmawia z ludźmi,jak
                          się uśmiecha,jak mnie dotyka,jak sie na cos wścieka,jak przeprasza i
                          dziekuje,jak pachnie, jak macha ręką na pożegnanie, jakie lubi filmy, co czyta,
                          czy lubi spacery, czy ufa mnie i ja jej, czy mozemy liczyc na siebie, czy
                          lubimy razem pizzę, czy może jak idziemy do jakiejś knajpki,a może jak razem
                          coś robimy w kuchni,czy przytulenie to rozkosz czy raczej jeśli leżymy i
                          przytulamy to max rozkosz,czy kłócimy się na zakupach,czy daję jej bez obaw
                          swoje auto,wspieram jak tylko mogę i wiem ze ona i ja polegamy na sobie,czy
                          mamy swoje słowa i powiedzenia których nikt inny nie rozumie,czy dobrze nam ze
                          sobą.............Jesli to nie jest kochana kobieta, to jaka powinna byc..Mówię
                          co myśle dziś tu i teraz, moze przekonałem ze zakochany, bo jesli nie to co?
                          Wyrachowanie to nie miłość...Walczę o nią...Jaką miłośc Ty znasz Alfa? Nie taką
                          właśnie? Pozdrawiam ciepło
                          • alfa159 Re: ja się zastanowiłem... 22.10.04, 00:15
                            Ups.......tak taka Miłość znam...ale najbardziej w tym wszystkim zainteresowało
                            mnie słowo...ZAUFANIE...Jeżeli tak czujesz i wierz,że to jest PRAWDZIWE...to
                            KOCHAJ....POWODZENIA....pozdrawiam...pa
                          • kama01 Re: ja się zastanowiłem... 22.10.04, 14:16
                            witam
                            zawsze, kiedy byłam ZAKOCHANA tak właśnie czułam. Zachwycona byłam wszystkim,
                            każdym drobiazgiem... Teraz, kiedy KOCHAM wiem, że z moim mężczyzną chcę być, z
                            nim chcę się zestarzeć. I nie mam tylu wątpliwości, co Ty.
                            Mówisz, że sobie ufacie i się wspieracie? Wybacz, jakieś to sprzeczne z innymi
                            Twoimi postami.
                            Wiem też, że jeśli zna się inną osobę ileś czasu, to w sposób naturalny tworzy
                            się pewien intymny świat.
                            Jeśli tak bardzo się starasz i tak zaciekle walczysz, to dlaczego ona tego nie
                            bierze? Szkoda, że tylko Twój punkt widzenia znamy...
                            • jarkoni Re: tylko mój punkt widzenia.. 08.11.04, 21:53
                              kama01 a wiesz że to racja? Mozna wszystko to co piszę odbierać jako mój
                              subiektywny punkt widzenia. Nie mam na to wpływu, mówię co myślę i czuję, Ona
                              się tu nie pojawi i nie zweryfikuje niczego...Jedyny mój argument to tylko to,
                              ze nie mam powodu, zeby gdziekolwiek oszukiwać..Mówię jak jest i już
                              • kama01 Re: tylko mój punkt widzenia.. 08.11.04, 22:01
                                może być tak, że Twoja panna ma jakieś zastrzeżenia prócz tych, które
                                przedstawiłeś (tzn., że nie jesteś wolny). Może Ty o tym nie wiesz? Jeden z
                                moich znajomych obudził się zdziwiony z pozwem rozwodowym w dłoni "Przecież tak
                                wspaniale było..." Czasem nie słucha się bliskich i kochanych osób i nie
                                zauważa, że cierpią, że nie spełniają się w związku. Trochę nieskładny chyba
                                ten mój dzisiejszy post, ale wybacz - późna pora
              • cma1 Re: zastanowcie sie 21.10.04, 17:41
                skorpion44 hm, tak cie odebralam. a moze powinnam napisac, ze jestes
                zdecydowany? i do tego bardzo stanowczy. ja taka nie potrafie byc. i na pewno
                nie potrafie radzic komus tak zdecydowanie.

                jarek, a moze sprobowalbys przestac analizowc? moze po prostu zyj i nie probuj
                odpowiadac sobie na pytania, na ktore i tak odpowiedzi nie znasz? ja tak robie.
                i rozwiazanie pojawia sie czasami po kilku dniach, czasami czekam dluzej.
                odpocznij od myslenia....

                pozdrawiamsmile
                • jarkoni Re:nie zastanawiam się..chcę 21.10.04, 22:27
                  cma ja żyję swoim życiem, jeśli kocham to chcę..Jeśli ktoś kto kochał a ma
                  watpliwości to walczę..Bo chcę i kocham, bo twardy jestem..Może się nie uda,
                  moze ona nie dla mnie, ale walczę. I życzyłbym Ci zeby ktos aż tak walczył o
                  Ciebie, mimo że mówisz, że już nie chcesz...Rozumiesz to?
                  • cma1 Re:nie zastanawiam się..chcę 22.10.04, 14:15
                    gdyby ktos tak o mnie walczyl jak mowisz.... rozmarzylam siesmile
                    rozumiem cie i zycze ci wytrwalosci w tej walce. chociaz hmmm, nie bardzo
                    wierze w twoja wygrana...
                    • kama01 Re:nie zastanawiam się..chcę 22.10.04, 14:22
                      ćma, gdyby dla mnie mężczyzna zdecydował się na rozwód i przewrócenie swojego
                      życia do góry nogami to nie musiałby o nic walczyć. Już by mnie miał. Chyba,
                      że... ja miałabym inny pomysł na moje życie. Dziwi mnie bardzo, że kobieta
                      Jarka lekceważy to, że wyprowadził się z domu i złożył pozew rozwodowy.
                      • zosienka23 Re:nie zastanawiam się..chcę 23.10.04, 22:43
                        a moze po prostu chce byc z boku tego zamieszania rozwodowego?Moze zle jej z
                        poczuciem, ze ona jest przyczyna?Moze nie wspiera go teraz, nie zachęca, bo
                        chce żeby to była wyłacznie jego decyzja?
                        • kama01 Re:nie zastanawiam się..chcę 23.10.04, 23:58
                          Jarek napisał wyraźnie, że to właśnie jego kobieta oczekuje natychmiastowych
                          decyzji i deklaracji. A decyzja przecież została już podjęta i czekają go
                          trudne chwile.A wtedy trzeba wspierać kochaną osobę.
                          • zosienka23 Re:nie zastanawiam się..chcę 24.10.04, 09:22
                            No to oczywiscie, ze powinna go wspierac, a nie traktowac tego wszystkiego,
                            jakby sie jej z gory nalazalo.
                            Mysle, ze to wynika z braku zrozumienia, braku dojrzalosci co ma zwiazek z
                            mlodym wiekiem. Jest panną z czysta karta, za nią pewnie tylko
                            jakies "zerwania" z chlopakiem, jesli w ogole. Moze wydaje jej sie proste
                            rozstanie z kims,z kim juz nic nie łączylo, kogo się nie kochało, ale rozwód
                            nigdy nie jest prosty. Nie ejstem rozwodka, ale tak mysle.
                            Byc moze Jarek nie daje jej odczuc, ze mu ciezko...
                            To wersja optymistyczna....a pesymistyczna...? Ze dziewczyna mysli tylko o
                            sobie, jest jej z Jarkiem wygodnie, wiec z nim jest, on jej "nadskakuje", a to
                            fajne uczucie..w tym scenariuszu nie widze szans na udany zwiazek.
                            • jarkoni Re:nie zastanawiam się..chcę 04.11.04, 20:40
                              zosienka23 mysle i czuje podobnie, jakoś tak w głebi serca oczekiwałem
                              wsparcia, parę miesiecy było wsparcie, zero pytań, czyli "kocham i czekam",
                              teraz nagle "już Cię nie chcę i nie wierze w nic, nie mam siły czekać mimo że
                              kocham"...I to niezależnie od tego co z moim rozwodem, a rozwodzę się dla niej
                              i tylko dla niej...Wiesz co? Teraz to jest dla mnie dopiero "ROZWÓD...I CO
                              DALEJ" Ja już nie wiem nic, zakręt życiowy max...buziak pozdrawiam
                              • farfocle Re:nie zastanawiam się..chcę 05.11.04, 08:39
                                jarkoni napisał:
                                a rozwodzę się dla niej
                                > i tylko dla niej...



                                po takim tekscie facet zostalby skreslony,

                                jesli nie stac cie na rozwod dla siebie samego, i tak naprwade nie ty chcesz
                                rozwodu ale nowa dziewczyna go wymaga i przemycasz tym tekstem obarczanie
                                odpowiedzialnoscia za rozwod obecna mlodziutka dziewczyne - to czlowieku wracaj
                                w te pedy do zony!!!! nie pieprz zycia kolejnej kobiecie!!!
                      • farfocle Re:nie zastanawiam się..chcę 04.11.04, 12:35
                        > kama01 napisała:
                        > ćma, gdyby dla mnie mężczyzna zdecydował się na rozwód i przewrócenie swojego
                        > życia do góry nogami to nie musiałby o nic walczyć. Już by mnie miał. Chyba,
                        > że... ja miałabym inny pomysł na moje życie. Dziwi mnie bardzo, że kobieta
                        Jarka lekceważy to, że wyprowadził się z domu i złożył pozew rozwodowy.


                        a ja jestem bardzo ciekawa kiedy Jarek jej powiedzial, ze ma żone i dzieci.
                        bo jesli najpierw ja zbajerował zanim poznala szczegoly, albo opowiedal ze "juz
                        z zona nic go nie laczy" itd.... to sorry- ale niech sie sam buja teraz z
                        rozwodem, niech doprowadzi do sytuacji w ktorej z zona go faktycznie nic nie
                        laczy przynajmniej formalnie.. bo to on ma wyczyscic swoja sytuacje jesli chce
                        wchodzic w nowy zwiazek.
                        nie mam zmilowanie dla naginajacych fakty dla wlasnych celow panow ok 40.tki smile
                        i wcale sie nie dziwie dziewczynie, ze chce w tej sytu\acji konkretnej
                        deklaracji.skad ma wiedziec, ze nie jest tylko zapelnieniem pustki po zonie?
                        a Jarek to by chcial niezobowiazujaco, zeby wpadla posprzatala, ugotowala,
                        obsluzyla w lozku, - ale zeby on nie musial juz brac za zwiazek
                        odpowiedzialnosci i najlepiej nic nie obiecywac?..
                        sorry- albo-albo. wchodzisz komus w życie to zastanow sie z czym i po co.
                        • sabizadumana Re:nie zastanawiam się..chcę 04.11.04, 13:05
                          Ja mu zycze, ze pomieszkal z ta Pani rok lub dwa i nadal byl tak zakochany. Z
                          calego serca mu tego zycze.

                          Zeby ten caly ideal nie legl w gruzach, bo pani np. nie zbiera naczyc ze stolu
                          po sobie, ze w ciezkich chwilach odwraca sie od niego i nie ma dla niego czasu,
                          ze wiecej czasu poswieca przed lustrem niz na rozmowie z nim etc etc.
                          Zakochanie to jedno, milosc to zupelnie co innego. Predzej czy pozniej
                          zakochanie mija pod naporem codziennosci.
                        • jarkoni Re:nie zastanawiam się..chcę 05.11.04, 12:33
                          farfocle, może rzeczywiście było to trochę niefortunne smormułowanie " rozwodzę
                          się dla niej i tylko dla niej" Oczywiście masz rację, że robię to głównie dla
                          siebie samego..Chciałbym być dobrze zrozumiany..Może po kolei : po pierwsze,
                          znamy się niecałe 3 lata, Ona od początku wiedziała, że jestem
                          żonaty..Wiedziała też co się dzieje w moim małżeństwie i że nie jest w nim
                          różowo..Już słyszę komentarze, że każdy facet koło 40stki ZAWSZE tak mówi żeby
                          zbajerować młodą laskę, hmmm. W moim przypadku jak widać mówiłem prawdę, cóż,
                          przecież jednak się rozwodzę..Po drugie : już po kilku tygodniach znajomości
                          wiedzieliśmy, że cholernie zaiskrzyło, że dobrze się czujemy ze sobą..Po
                          jeszcze kilku tygodniach wiedzieliśmu, że się kochamy..Ale szczerze mówiąc nie
                          było rozmów o wspólnej przyszłości..Takie status quo..Oboje unikaliśmy takich
                          rozmów..Zdawaliśmy sobie chyba sprawę z kruchości tego co jest i uznaliśmy że
                          jest dobrze tak jak jest..Ja zdawałem sobie sprawę, że ona w końcu kogoś sobie
                          znajdzie a ona nie myślała wtedy nawet, że chciałaby na poważnie związać się z
                          takim facetem jak ja i założyć ze mną rodzinę..Był nawet taki epizod, że nie
                          widywaliśmy się jakieś 2 miesiące, bo poznała chłopaka.Musiałem to
                          zaakceptować, chociaż bolało..Jednak wiele prawdy jest w inwokacji "Pana
                          Tadeusza"..Zrozumiałem wtedy jak bardzo kocham i jak bardzo mi zaczyna zależeć
                          na tym, żeby było coś więcej, czyli stały formalny związek..Zdarzył się cud,
                          wróciła, stwierdziła, że nie mogła z nim być bo myślała o mnie...Kolejne
                          miesiące to sielanka, ale też pierwsza poważna rozmowa..Że ona chce mieć
                          normalnego faceta, związek z perspektywami a nie tymczasowość..I ja to
                          doskonale rozumiem..Ja też zrozumiałem, że tego chcę..Wyprowadziłem się z domu,
                          to było rok temu, wynająłem mieszkanie..Przez cały rok poznawaliśmy się coraz
                          lepiej, rozumieliśmy się, było nam dobrze, wychodziliśmy razem, wyjeżdżaliśmy,
                          mieliśmy wspólnych znajomych, poznałem Jej rodziców, ona moich.Nie mieszkaliśmy
                          ze sobą, może to błąd.. Oczywiście były i kryzysy, jak w każdym związku..Ale
                          nigdy nawet nie podnieśliśmy głosu na siebie..Był kryzys jakieś 4 miesiące
                          temu, kiedy ona stwierdziła, że marzy o normalnym domu, rodzinie, dziecku a nie
                          widzi żebym ja robił coś konkretnego z rozwodem..Wyprostowaliśmy to, ja
                          rzeczywiście ufając żonie, która miała złożyć pozew, żyłem beztrosko przez parę
                          miesięcy czekając na ten pozew i to absolutnie moja wina..Uzgodniliśmy, że ja
                          działam z rozwodem, ona o to nie pyta, tylko chce zobaczyć konkrety..Jasno i
                          prosto..Sęk w tym, że kiedy są już konkrety i pozew od żony to hmm niedawno się
                          dowiedziałem, że jej to już nie interesuje...I stąd ten zakręt życiowy obecny i
                          uczucie pustki..A pomyśleć, że w głównym wątku wahałem się jeszcze nie tak
                          dawno czy to rozsądne tak szybko wkraczać w nowy związek i to z kimś o wiele
                          młodszym..A tu życie pisze swój scenariusz..Jetem pewien, że chcę z Nią być..A
                          ona nie chce mnie nawet widzieć, mimo że kocha..Bardzo się rozpisałem..Pewnie
                          urzekła Cię moja historia, ech...Ale chciałem, żebyś dobrze zrozumiała, że nie
                          sprzeczności w tym, o czym pisałem wcześniej..Tzn że rozwodzę się oczywiście
                          dla siebie, nie ma powrotu do dawnego związku, ale jednak to Ona była
                          katalizatorem, rozwodzę się myśląc ciągle, że to Ją chcę mieć za partnerkę
                          życiową, stąd to stwierdzenie " rozwodzę się dla niej" Mam nadzieję, że udało
                          mi się jakoś składnie to wszystko opowiedzieć..Pozdrawiam wszystkich
                          • alfa159 Re:nie zastanawiam się..chcę 12.11.04, 08:52
                            Jarkoni, hmm ja to moge powiedziec.."a nie mówiłam"? Wczesniej zabierałam głos
                            twierdzac,że jakos ta Twoja Panna nie bardzo CIe kocha ...i jakby tak
                            wyszło...znów rozstanie...dla Ciebie dobrze..,ze teraz...Mówiłam o oddaniu i
                            wspieraniu...przez Pannę..nie było widac tego... i dobrze że sie tak
                            stało...nie rozpaczałabym za nią.Niech ułoży sobie życie po swojemu... Ty
                            natomisat zacznij układac sobie swoje życie( i kto to mówi...sama mam niezły
                            bałagan w swoim życiu...).Nie twórz nowego mglistego obazu Panny i jej oddania
                            i swojej miłości do niej...Zamknij ten rozdział...mimo,ze boli...Potrzebujesz
                            ciepłej,serdecznej Duszy która jest przy Tobie niezaleznie od humoru...doła czy
                            rozwodu...taka która pogłaszcze i przytuli i jest na wyciagnięcie reki...Przy
                            niej zapomnisz Pannę...a życie może samo sie poukłada? Wiesz i tak niezależnie
                            od Twojego czy mojego i wszystkich punktu widzenia...to Życie i tak napisze
                            swój scenariusz...moze to lepiej..zawsze mozna na kogoś zwalić..
                            heh...pozdrawiam alfa
                            • jarkoni Re:nie zastanawiam się..chcę 13.11.04, 03:04
                              alfa szczerze mówiąc tracę siły na walkę...I zaczynam mieć wredne mysli typu:
                              niech kogoś pozna i ten ktoś nie będzie OK, i niech zatęskni za tym co
                              straciła..Wredne co? Ale tylko momentami tak myslę, durnymi wrednymi
                              momentami..Generalnie życzę jej szczęscia i będę happy jak miło ułoży sobie
                              życie, czyli szybko biała suknia, mąż, dziecko..Będę szczęsliwy jeśli ona
                              bedzie szczęśliwa
                              • libressa Re:nie zastanawiam się..chcę 13.11.04, 03:08
                                I to mi sie podoba, bede szczesliwy kiedy ona bedzie szczesliwa smile
                                Lbressa
      • plathess Re: zastanowcie sie 22.04.05, 02:33
        jarkoni napisał:

        > ulala no trochę zasiałaś wątpliwosci..Nikt nie jest pewien swojej przyszłosci,
        > wiem i sam sie boję zwiazku z kims dużo młodszym, ale mam do wyboru czy ona
        > młoda i inne spojrzenia na zycie czy sam..Zakochałem się, i tyle..Co nie
        > zmienia tego ze to ja sie rozwodzę i wszystkie stresy i negatywne odczucia
        > zwiazane z rozwodem są tylko moje..Młoda panna ma wymagania i mało mnie
        > wspiera..Moze się pakuję w kolejny nieszczęśliwy zwiazek..





        Skoro już teraz mało cię wspiera, to 99% to pomyłka.
    • ulala.v WAŻNA WIADOMOŚĆ 25.10.04, 17:53
      napisałam do Jarka w niedziele rano @ i odpisał mi prosząc o przekzanie pewnej
      informacji: Jarek wyjechał, wraca w okolicach soboty-niedzieli, prosił o
      przekazanie Wam pozdrowień i dalsze dyskusje na forum, obiecał, że jak wróci to
      poodpisuje, bo jemu zależy na tym aby forum nie wygasło. Pozdrawiam równieżsmile)
      • cma1 Re: WAŻNA WIADOMOŚĆ 25.10.04, 20:17
        dzieki za przekazanie info. moze po powrocie okaze sie, ze wszystkie zakrety mu
        sie poprostowaly i to forum nie bedzie juz potrzebnesmile
        zycze mu tego z calego serca!!
    • princeska Re: zastanowcie sie 07.11.04, 13:31
      Zainteresował mnie temat tego forum,bo sama mam podobne problemy,o których na
      razie nie chciałabym pisać.Przeczytałam uważnie wypowiedzi Jarka i chciałąbym
      żeby mu się udało,choć przepraszam za pesymizm,wydaje mi się to już raczej mało
      prawdopodobne.Być może za długo zastanawiałeś się nad rozwodem a Twoja ukochana
      żyła w tym czasie jako ta gorsza,druga,na tzw."miłe chwile".Trzymam
      kciuki.Pozdrowienia dla Skorpiona44.
      • skorpion44 Re: zastanowcie sie 07.11.04, 15:33
        Dziękuje Princesko za pozdrowionka. Też Cie pozdrawiam!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka