Dodaj do ulubionych

Moja historia Kraków

14.02.23, 21:17
Witam, opiszę Wam moją sytuację i ciekawa jestem czy ktoś potrafi mi pomóc. Poznaliśmy się z mężem gdy miałam 17 lat, dla mnie to za wcześnie żeby wchodzić w poważny związek. Poznała nas moja koleżanka, nie było chemii , wspólnych obietnic, ale zadzwonił po wakacjach. Dodam, że koleżanka mówiła mi jak nam zazdrości i że super pasujemy, czego ja nie czułam. Niestety chociaż wiedziałam że to nie to kontynuowałam ten związek, robiłam dwa kierunki studiów w jednym czasie i był on dla mnie pewnego rodzaju odskocznią. Poznałam jego rodzinę, pomyślałam że co jak co ale z rodziną to ślubu nie biorę, biorę tylko męża. Od początku wiedziałam że się dla niego nie zmienię, będę niezależna. Trzeba przyznać że czułam śię ze sobą dobrze, lubiłam siebie. Jednak do pewnego czasu. Po ślubie zderzyłam się ze ścianą, mąż powiedział jeszcze przed ślubem że pasuję do jego rodziny(!!!!!), ale ja chciałam założyć własną, chciałam też mieć przy sobie niezależną osobę i iść razem przez życie. Wracając ze spotkań z rodziną męża czułam się skołowana i źle( są spoza Krakowa).Ciągle coś mi nie pasowało. Zaczęłam pracować, w pewnym momencie mój mąż zaczął ingerować w moją osobę, a to nie trzeba się tak starać, zaczęłam myśleć że naprawdę jest moim życiowym inhibitorem. Praca mu moja nie pasowała, zmieniałam też kilka razy, ciągle chciał tą niezaradną i uzależnioną od niego. Przychodziłam do pracy zdekoncentrowania i bez motywacji. Nasze współżycie też nie układało się najlepiej, najczęściej byłam na to w ogóle nie gotowa i sprawiało mi to ból, unikałam czasem. Sprawa jest dziwna bo gdy ja chciałam to on wtedy nie chciał. Moja rodzina napomknęła o dziecku, ale ja nie chciałam jeszcze miałam 26 lat ,ale zaszłam szybko i urodziłam dzisiaj 15 letnią dziewczynę. Nie chciałam więcej dzieci, nie wiem dlaczego uważałam że następne może być chore. Mój zawód jest wymagający koncentracjii skupienia( laboratorium), ale postanowiłam kontynuować w nim pracę. Po dwóch latach pracy całkowicie straciłam siłę i chęć żeby tam pracowac, mąż wtedy nie pomagał mi w obowiązkach domowych. Postanowiłam zamknąć działalność i znależć lepszą pracę. Wtedy zaczęłam zauważać że mąż stosuje przemoc psychiczną, zaczęłam się źle czuć w małżeństwie , zaczęłam mówić o rozwodzie, na początek mentalnym. Jednak mąż od razu powiedział to ok ja wracam do mojej rodziny a ty zostajesz w krakowie. W sumie bez rozmów, wyjaśnień. Moja rodzina była przeciwna bo jest dziecko wtedy 5 letnie. Dodam że byłam do tego czasu osobą poukładaną, zawsze porządek, ugotowane i ja też starałam się. Ale nie jestem osobą wylewną, zawsze raczej dobrze ale na dystans. Moja mama powiedziała że nawet niech nie biorę pod uwagę rozwodu. Wychodząc do sklepu zostałam po drodze złapana i siłą wsadzona do auta i zawieźli mnie do psychiatry. Już wcześniej mąż mówił że zrobi ze mnie wariatkę. Zaaplikowano mi olanzapinę a mojej mamie powiedzieli że to anoreksja. Mąż zmuszał mnie do brania leków, jak również potem do przeprowadzki do innego miasta. W sumie byliśmy poza Krakowem 2 lata. Tam też było między nami źle, nawet wyciągnęłam walizkę i chciałam się wynieść. Czułam się źle po tych lekach , izolowałam się od niego , nie spałam dużo, chodziłam na obcasach po domu co go denerwowało. Niestety w czasie rozmowy o dziecku dałam się sprowokować i podrapałam go za uchem. to juz było podstawą żeby mnie zawieżć do szpitala psychiatrycznego, a był sylwester. nie chcieli mnie przyjąć za pierwszym razem. Dodam że mąż jest policjantem. Dopiero za drugim razem przyjęli mnie , nie będę pisać dokładnie.Zdiagnozowali niby zespół paranoidalny. W wypisie po dwóch tygodniach mąż podał że według niego mam problemy w kontaktach z ludźmi i za często zmieniam pracę.Powiedziałam sobie że już nigdy tam nie trafię. Postanowiłam udawać miłą i nawiązac za namową mamy kontakt z dwoma siostrami. Wróciliśmy do krakowa, byłam u mojej psychiatry, ona powiedziałam że nam nie jest potrzebne leczenie tylko psychoterapia, dodała też że ludzie się też przecież rozwodzą. Było ogólnie coraz gorzej między nami, ja już jako osoba przestałam istnieć. Udawałam że jem , że śpię, ogólnie pięknie ładnie, bo on zwyczajną chce. W wieku około 10 lat zaczęły być problemy z dzieckiem, była do tej pory dosyć spokojna więc też nie wiedziałam co robić. Mówiła że chce być na wypadek rozwodu i ze mną i z nim. Przestała chcieć, nie chciała jeździć na rowerze, uczyć się. Załuję że nie zmieniłam szkoły. Zaczęło się zawalanie szkoły, problem na każdym kroku. Wiem że tata kazał podkurzać mamusię. Mówiła że jest lesbijką, a od trzech lat mówi że jest chłopcem i chce zmienić płeć, tatuaż, kolczyki, nauczanie w domu w 8mej klasie. Prawnik u którego byłam kilka dni temu powiedział że gdybym te 10 lat temu nie pozwoliła na leczenie i rozwiodła się to teraz nie byłoby takiej sytuacji z dzieckiem. Nauczanie indywidualne też ma w tym roku. Mamy mieszkanie bez kredytu, ja teraz zmieniam pracę, już czuję się wypalona w laboratorium i zaczynam pracę w biurze. Zastanawiam się czy poczekać jeszcze 3 lata i wyjechać np do Niemiec bez brania papierkowego rozwodu. Prawnik proponował separację faktyczną. Ja jeszcze chcę żyć, niestety z mężem nie czeka mnie nic pozytywnego. Nie chcę być na siłę wcielana do jego rodziny ani jakoś dziwnie się zmieniać. Czuję że jeśli czegoś nie zrobię, będzie tylko gorzej. Nadmieniam że chciałam jeszcze zmienić mieszkanie, na większe, żeby mieć więcej przestrzeni ale nic z tego nie wyszło.
Obserwuj wątek
    • krokodil123 Re: Moja historia Kraków 15.02.23, 06:50
      Trochę chaotycznie.
      Ogólnie zrozumiałam że od samego początku jesteś, byłaś ambitna i wykształcona kobieta która dążyła do samodzielności tylko.....i tu się zaczyna od 10 lat chcesz się rozwieść a nie możesz, nie umiesz????
      A to mama nie pozwala???
      A to mąż ci leki dał, a to lekarze takie, nie takie, a to prawnik też.
      W tym wszystkim nie składając wniosek o tozwod tak jak niby pragniesz to się odpowiedzialność na dziecko też przerzuca.

      A teraz może do Niemiec wyjadę, mieszkanie większe chcę...

      A czy możesz powiedzieć w cym jest problem złożyć papiery o rozwód jak się od 10 lat rozwodu pragnie?

      A może jesteś jak moja teściowa która kombinowała 20 lat UWAGA- Jak się z mężem rozwieść ale tak aby on się nie dowiedział!

    • lzyoporanku Re: Moja historia Kraków 15.02.23, 07:23
      myślę, że dojrzałaś już do tego, że naprawdę wiesz, czego chcesz...jak większość ludzi na pewnym etapie własnego życia. Żeby coś zmienić w swoim życiu, małżeństwie, wcale nie trzeba się separować czy rozwodzić. Często to droga donikąd i przynosi jeszcze więcej bólu i samotność. Myślę, że szczerą rozmową z mężem, sygnalizowaniem swoich potrzeb i....bycie konsekwentnym w dążeniu do zmian, przyniesie te zmiany...oczywiście, że nie będzie to za pstryknięciem palcem. Wszystko da się zmienić i uratować, tylko trzeba się postarać, często to proces długotrwały, tak jak długotrwałe było psucie Waszego małżeństwa. Uwierz mi, że skutecznie można ograniczyć i kontakty z rodziną męża, ulepszyć seks, a także wzajemne relacje. Najlepiej zacząć od siebie i być motorem zmian, a mąż widząc pozytywy, sam dołączy i będzie za Tobą. To tak w wielkim skrócie. Wspólny front wychowawczy do dziecka, przyniesie poprawę sytuacji, bo dzieci wykorzystują wszystkie słabe strony rodziców. Do dzieła, masz o co walczyć...o rodzinę. Psychiatrzy czy psycholodzy często sugerują rozwód, a nie rozwiązanie problemu. Myślisz, że po rozwodzie problem zniknie? Często jeszcze się spotęguje i dojdą nowe problemy. Bądź sobą, nikogo nie udawaj, wprowadź zdrowe relacje w rodzinie. Ktoś musi zacząć....
    • synapsa40 Re: Moja historia Kraków 15.02.23, 09:03
      Wiem, że chaotycznie ale ciężko opisać to wszystko. Psycholog dziecka też doradził mi żebym zaczęła wreszcie o siebie walczyć. Po pierwsze dostałam po głowie 10 lat temu, nie mogłam sobie wyobrazić jak można tak postępować z człowiekiem, zmusić go do czegoś, zamknąć gdzieś. Doszłam do wniosku że nie znam życia, ludzi, widziałam tylko czubek własnego nosa , swoje dążenia i potrzeby. Uważałam że jestem kimś, dziecko musi być ze mną. Ukrywałam sytuację w domu, psychiatra ? to raczej był powód do wstydu. Bałam się o dziecko, zaczęłam przyglądać się ludziom, rodzinie i czy mi przypadkiem nie robią czegoś złego za plecami. W czasie nauczania w domu udawałam że jest dobrze. Czułam się depresyjnie, dziecko też zaczęło mówić o depresji, nie napisałam ale jest cała pocięta na ciele.Dla mnie jej cięcia były koszmare, trwało to rok. Udawanie dobrego małżeństwa dla dobra dziecka, ona sama zaczęła nas rozdzielać tak to czułam. śpimy teraz w osobnych pokojach. Miałam też przez pewien czas problemy zdrowotne, razem z córka miałyśmy niedoczynność tarczycy, teraz w normie. Jeśli chodzi o wyjazdy za granicę są w mojej rodzinie częste, moja mama zresztą powiedziała że boi się w Polsce pracować u kogoś. Gdy przyszłam kiedyś do pracy w poniedziałek koleżanka powiedziała co mi się stało, gdzie byłam, niszczą cie, a byłam u rodziny męża. Mój mąż gdy widział że jestem w miejscu pracy rozwojowym, chcę i wreszcie zacznę normalnie funkcjonować , przeszkadzał mi i rezygnowałam. Mój mąż jest raczej nie do zmiany, to typ niby fajnego gościa, ale niezły z niego kombinator. Myśli że już dałam sobie spokój z chceniem, podobaniem się i seksem. Dwa lata temu miałam konto na badoo, miałam ponad 3000 polubień, bardzo mi w sumie to konto pomogło.


      • lzyoporanku Re: Moja historia Kraków 15.02.23, 09:57
        pozamiatane u Ciebie synapso...a wiesz dlaczego, bo przechodząc kryzys w małżeństwie, zaczęłaś szukać znajomości w internecie( badoo)...naprawdę musisz się tam dowartościowywać?
        jeszcze nic nie zrobiłaś, a już oceniłaś męża...ze się nie zmieni. Ty już masz konkretny plan w głowie...rozwód, dlatego o naprawie małżeństwa trudno mówić. Jak kobieta naprawdę chce, może swoje małżeństwo naprawdę przewrócić do góry nogami w sensie pozytywnym. Niczego teraz nie musisz ukrywać a robić wszystko, żeby Tobie i twojej rodzinie było dobrze....napraw relacje z mężem, niech wróci czułość...wtedy wróci siła i chcenie dla obu stron, skorzystacie wszyscy...Wasze dziecko także. Niech Ci radzi Twój rozsądek i serce, nie osoby trzecie. Nie żyj dla kogoś ani pod czyjeś normy( znajomi, rodzina), żyj dla siebie i swojej rodziny, bo tak powinno być. To, że nie wychodziłaś za mąż z motylami w brzuchu, nie świadczy, ze nie kochasz męża. Jak go zabraknie, możesz się przekonać, jaką głupotę zrobiłaś, że nie walczyłaś o Was. Poczytaj trochę tematów na forum a zobaczysz, że mało tu szczęśliwców po rozwodzie, a przed Wami jeszcze szansa na dobre życie.
        • synapsa40 Re: Moja historia Kraków 15.02.23, 10:05
          Mój mąż wiedział że zakładam konto na badoo, dał mi wolną rękę. Miałam założyć na Instagramie( mam teraz), ale uważałam że poznam i porozmawiam lepiej z kimś na badoo. Od początku zaznaczałam że szukam kolegi.
          • lzyoporanku Re: Moja historia Kraków 15.02.23, 10:23
            synapso..naprawdę nie wiesz z czym igrasz i ile rozpadło się związków przez internetowe znajomości. Ty już w swym sercu podjęłaś decyzję....
            nie obraź się, ale to powiem...niby wykształcona, doświadczona...a jednak niemądrze myśląca.
            • synapsa40 Re: Moja historia Kraków 15.02.23, 10:31
              Niczego nie żałuję, z nikim się nie umówiłam, tylko z kilkoma osobami rozmawiałam, też z jedną kobietą, oczywiście pytała czego tu szukam. Poprawiłam sobie raczej humor na tym portalu, co ludzie potrafią napisać i raczej doszłam do wniosku że najlepiej być niezależną i odciąć się emocjonalnie.
        • monia.oblednie.zakochana Re: Moja historia Kraków 20.01.24, 14:56
          To jest bardzo głupia rada. Nie można panować nad swoimi uczuciami. Albo się kogoś kocha albo nie. A zmienić się wątpię. Miał szansę się zmienić tyle czasu i nic. Takie traktowanie jest karalne. To że ktoś szuka osoby która mu będzie w życiu odpowiadała i dawała oparcie a nie traktowała przedmiotowo jest bardzo ważne. Tak powiedziała mi psycholog szkolna i radziła wyprowadzić z domu skoro źle się czuję bo dzieci to odczuwają. Nie masz prawa nikogo tak krytykować zwłaszcza że wiele ta kobita przeszła. Ciekawe gdyby ciebie to spotkało co byś zrobiła?
        • taki-sobie-nick Re: Moja historia Kraków 18.02.25, 01:03
          lzyoporanku napisała:

          > pozamiatane u Ciebie synapso...a wiesz dlaczego, bo przechodząc kryzys w małżeń
          > stwie, zaczęłaś szukać znajomości w internecie( badoo)...naprawdę musisz się ta
          > m dowartościowywać?
          > jeszcze nic nie zrobiłaś, a już oceniłaś męża...ze się nie zmieni.

          Ja nie potrafiłabym żyć z mężem, który robił ze mnie chorą psychicznie.
    • bastetbb Re: Moja historia Kraków 15.11.23, 13:54
      Synapso. Jesteś ofiarą przemocy i manipulacji. Mąż policjant zrobił z Ciebie wariatkę. Zacznij od nowa bez niego. Ten wyjazd za granicę jest dobry, ale nie powinnaś zaniedbać córki. Walcz o siebie, o nią. Odezwij się, jak to wszystko się dalej potoczyło. Pozdrawiam.
    • monia.oblednie.zakochana Re: Moja historia Kraków 20.01.24, 14:50
      Mam wrażenie jakbym czytała o swoim życiu. Mój mąż też mi nie pozwalał się rozwieść. Wtedy z dziećmi zdecydowali zrobić że mnie osobę psychicznie chorą. Umieścili mnie w szpitalu i wmuszali leki których nie powinnam brać. Po wyjściu nie zmieniłam zdania co do rozwodu. Zostałem pobita i opluta przez syna. Próbowali mnie znowu umieścić w szpitalu. Jednak uratowała mnie mama i siostra. Na chwilę zamieszkałam u nich. Mąż wcześniej jeszcze zabrał mi telefon i klucze od domu. Jak chciałem uciec przez okno i iść na policję to potem wezwał właśnie karetkę nie mogłam się bronić. Miałam wtedy podbite oko przez starszego pełnoletniego syna. Jak zastanawiali się co powiedzą że mam oko podbite syn wymyślił że powiedzą że byłam agresywna. Jak wróciłam od mamy postanowiłam że będę udawać że biorę leki. Ja się wtedy psychicznie uspokoiłam. Po pewnym czasie zapytałem czy widzą poprawę. Powiedzieli że tak ale widać że ci te leki pomagają. Mimo to w domu czułam się okropnie. Przez ten czas poszłam po kryjomu do psychiatry sądowego i napisał że nie muszę brać żadnych leków. Poszłam do adwokatki, która powiedziała mi że przez pobyt w szpitalu mogę nie dostać dzieci muszę być na to przygotowana. Zaleciła separację nieformalną. Mąż miał w domu robić wszystko sam. Zamieszkałam w innym pokoju. W tym czasie poznałam kogoś z kim chciałabym spędzić resztę życia. Spotykamy się od 4 lat. Niestety nie mamy jeszcze wystarczającej ilości pieniędzy na własny dom, więc zbieramy. Nadal nie czuję się dobrze w domu. Chociaż stosunki z dziećmi starszymi się poprawiły. Jestem w zawieszeniu i nie umiem podjąć narazie decyzji o rozwodzie, bo nadal boję się że nie będę miała gdzie zamieszkać z dziećmi albo męża spłacić lub że nie dostanę opieki nad dziećmi. Niesyty fakt że nic mi nie było a papier ze szpitala był ważniejszy. Czemu niektórzy robią krzywdę swoim niby osobom które kochają? A może nie kochają tylko chcą mieć paczkę, sprzątaczkę i niańkę.
    • nida21 Re: Moja historia Kraków 19.02.25, 19:15
      Nikt Ci nie będzie potrafił pomóc jeżeli Ty sama sobie nie pomożesz.
      - "Prawnik u którego byłam kilka dni temu powiedział że gdybym te 10 lat temu nie pozwoliła na leczenie i rozwiodła się to teraz nie byłoby takiej sytuacji z dzieckiem."
      Myślę, że prawnik miał rację. Dziecko widzi nienormalną sytuację w domu i też cierpi. Skutkiem tego są teraz kłopoty wychowawcze. Zmiana szkoły nic nie da, Was trzeba zmienić. To, że opowiada o chęci zmiany płci, to tym się nie przejmuj, bo tak młodzież dzisiaj rozmawia z doroslymi, gdyż widzi efekty w postaci szoku.
      Jeżeli masz siłę, to się z nim rozwiedź i wtedy planuj swoje dalsze życie. Bez całkowitego odcięcia się od niego, a nie tylko połowicznego nie będziesz sobą. Nie słuchaj też co mówią Twoi rodzice w kwestii rozwodu, albo raczej jego niebrania. Sama zuważasz, że z mężem nie czeka Ciebie nic pozytywnego. Ratuj siebie, swoje życie, bo od Twoich decyzji zależy dalszy Twój los, spokój, chęć do życia. Dowiedz się u psychiatry jeżeli dalej bierzesz te leki, które zaaplikowano Ci na siłę, czy możesz się z nimi sukcesywnie rozstać pod kontrolą. To wszystko czekając na rozwód i porządkując swoje życie. Pomyśl także, że swoją bierną postawą dajesz negatywny wzór swojej córce na przyszłość. A swoją drogą to nieraz słyszałam, o ciężkim życiu w małżeństwie z policjantem.
      • erwin444 Re: Moja historia Kraków 20.02.25, 15:16
        Ogranicz mu prawa . Dziecko do leczenia skoro się cięło.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka