Dodaj do ulubionych

Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszych?

19.03.09, 10:50
Moja mama odeszła w ub.roku (rak), tata 3 lata temu. Jestem mężatką i mam małe
dziecko. Widzę jednak, że moje życie po śmierci rodziców diametralnie się
zmieniło, ja się zmieniłam. Jak zmarł tata poczułam utratę połowy gruntu pod
nogami, po śmierci mamy druga połowa gruntu się zawaliła. Jestem najmłodsza z
trójki rodzeństwa i byłam z mamą bardzo związana, dzwoniłyśmy do siebie
codziennie. Teraz stałam się inną osobą, nie widzę sensu życia, bo i tak
wszyscy umrzemy, nic mnie nie cieszy. Z beztroskiej roześmianej dziewczyny
stałam się zamkniętą osobą. Poza tym moje emocje są "linią prostą", tzn.
dawniej byłam ekspresyjna, jak się cieszyłam - to całą sobą, jak smuciłam też
całą sobą, teraz nie mam wogóle takich odczuć - wszystko jest bezemocyjne, nie
mam marzeń, nie mam pragnień, uczucia są na poziomie "zero", żadna wiadomość
mnie nie rusza. Stałam się twarda. Do męża też zrobiłam się chłodniejsza. Jest
on zamknięty w sobie i po śmierci mojej mamy może niepotrzebnie oczekiwałam od
niego aby się wczuł w to co ja czuję, aby gdzieś mnie zabrał na wakacje, żebym
się oderwała od tego (mama 9 mies. chorowała przed śmiercią), mówiłam mu o tym
wprost ale on twierdził że trzeba wrócić do normalnego życia i tyle, nie
czułam wcale że mnie rozumie. Poza tym 1 raz, niedługo po śmierci mamy puścił
na CD jakiąś muzykę dance, na to ja powiedziałam, że nie mam ochoty teraz
takiej muzyki słuchać, to on na to, że on chce żeby było normalnie. Na to ja
się rozpłakałam i wyszłam. Nie potrafi mnie przepraszać za takie rzeczy a ja
się odsunęłam od niego. Teściowie są w sumie ok, ale są mentalnie zupełnie
inni niż moi rodzice, nie czuję z nimi kontaktu emocjonalnego mimo, że bardzo
ich lubię i często rozmawiamy. Teraz jestem w ciąży i źle się czuję, jest mi
niedobrze a muszę się zajmować 2-latką jeszcze, nie widzę aby mąż się tym
przejmował chociaż mówię mu o moim samopoczuciu, dawniej mama dzwoniła i
zawsze się o mnie martwiła co i jak, zawsze o wszystko wypytała, teraz mi
brak kogoś kto się o mnie martwi, komu mogę wszystko powiedzieć, kogoś kto
mnie kochał i akceptował bezwarunkowo.
Obserwuj wątek
      • jukalive Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 27.05.09, 23:02
        Ja się zmieniłam w identyczny sposób - kompletnie zamknęłam się w sobie, i
        musiało upłynąć sporo czasu zanim znów zaczęłam się otwierać. Teraz wiem, że
        taka reakcja, takie zamrożenie uczuć jest sposobem, żeby poradzić sobie ze zbyt
        silnymi emocjami, rozpaczą, gniewem... tak boli, że lepiej nie czuć w ogóle...
        Poradziłabym ci jednak, żebyś spróbowała skontaktować się z tymi swoimi
        uczuciami i wyraziła je jakoś. To boli, ale w efekcie pomaga. Pozdrawiam!
      • irka-irena Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 18.07.10, 10:47
        przeżyłam to samo, jedynie dzieci były dla mnie tlenem
        dopiero kiedy zorientowałam się, że taka ja-mama uderzam we własne
        dzieci, krzywdzę je i nie daję dzieciństwa takiego, jakie powinny
        mieć, zaczęłam nad sobą pracować, przełamywać się, trochę wbrew
        uczuciom, bo ta ciągła linia, to też uczucie - tylko beznadziei
        tak - wszyscy umrzemy, a gdy umiera ktoś, kogo kochamy, to bardzo
        boli
        łatwiej jest nie kochać...
        ale szkoda życia, bo mamy je tylko jedno
        bądźmy takimi wspaniałymi mamami, jak nasze były dla nas
        i mimo tej straty, tego bólu, nie odsuwajmy się dłużej od naszych
        najbliższych, którzy żyją obok nas
        kochajmy ich, bo ich jeszcze mamy
        i włóżmy trochę czułości w relację z mężem, z dziećmi...

        to wcale nie jest proste, ale możliwe... mnie to zajęło prawie 5
        lat...

        3majcie się ciepło :)
    • halas1961 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 19.03.09, 14:32
      Droga akado
      Masz rację mamy kochają bezwarunkowo i zawsze pocieszą, pomogą. Mamy
      maja to do siebie, że ich dzieci są dla nich najwiekszym skarbem,
      całym światem, promirnirm, iskierką. Niestety kiedyś musi przyjść
      ten moment kiedy odejdą. WIem jak strasznie ci ciężko bez jej
      wsparcia, telefonów, bez jej głosu, pocieszenia.
      Spróbuj nauczyc się mówic do swojej mamy. Ona jest obok i kiedy
      będzie mogła napewno Cie będzie wspierać. TAk jak mnie wspiera moja
      córka. Zobaczysz, jeszcze to wszystko się zmieni. Masz dzieci, które
      zwykle tez kochają swoich rodziców bezwarunkowo. Czas szybko leci i
      za chwile one bedą Twoją podporą, kims z kim będzie można pogadac ,
      kto będzie się martwił o ciebie i Cię słuchał i one napewno będą cię
      kochać bezwarunkowo, tak jak to robiła mama. Bo sama wiesz
      przecież ,że mamy dla swoich dzieci są też całym światem.

      Pozdrawiam
      halina-mama Agatki
    • elsy Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 19.03.09, 20:11
      droga akado
      czytam Twój wpis jakbym siebie czytała.....
      dokładnie te same myśli,uczucia,podobna sytuacja rodzinna,relacje z
      rodzicami,stosunek do teściów....
      jedno jest tylko inne,jedno i najważniejsze z tego-mam jeszcze Mamusię,na
      szczęście....ale bardzo się boję,że i ją stracę,to na razie strach
      irracjonalny,ale wiadomo,że życie kiedyś dobiegnie do końca,szczególnie gdy się
      ma już wnet 60 lat i chore serce...

      3 miesiące temu zmarł na raka mój kochany Ojciec,moje życie też bardzo się
      zmieniło,na zewnątrz wydaje się być podobne,ale w środku to nie ja,umarła już
      część mnie wraz z Nim,mój stabilny świat się zawalił,
      zamknęłam się w sobie,wraz z moimi uczuciami,których do końca nie są w stanie
      zrozumieć inni ani nawet mój mąż,choć on twierdzi co innego...mam dwoje małych
      dzieci,ale miłość do nich i ich miłość do mnie nie jest niestety w wstanie mi
      zastąpić mojego ukochanego Taty...nie da się wrócić do normalnego życia,przecież
      ono nie istnieje, nigdy już nie będzie normalnie,bo dla mnie normalne,to znaczy
      takie jak kiedyś,wraz z tymi uczuciami co kiedyś,wraz z Tatą....
      Czuję,że powiesz,że moja sytuacja jest inna jednak,wiem,jest inna,lepsza,bo
      przecież Mamunia żyje,ale uczucie,które narodziło się w moim sercu po śmierci
      Taty,ten ból,pustka tęsknota itd.pokazały mi jak wygląda życie po stracie
      kochanego rodzica,kochanej osoby,potrafię sobie teraz wyobrazić,co będzie gdy
      stracę też Mamę,dlatego,choć nie do końca tak jak Ty,wiem co wtedy będę
      czuła,wiem,że będzie jeszcze gorzej,że zawali mi się świat do końca,że nigdy już
      nie będę szczęśliwa tak jak kiedyś,mimo męża, dzieci,bo dzieci dają inny rodzaj
      szczęścia,niż to jakie daje świadomość ,że kochani,bliscy rodzice żyją,ich
      obecność na co dzień,głos,miłość jaką dają i jaką ja im
      daję,wsparcie,bezwarunkowa troska i inne uczucia jakie na pewno nie są Ci obce

      też byłam z moimi Rodzicami bardzo blisko emocjonalnie ( z mamą nadal jestem
      oczywiście bardzo bardzo,codzienny kontakt,rozmowy odwiedziny itd)dodatkowo
      mieszkam niedaleko,tak,że nie wyobrażam sobie też stracić mamę,wiem,że bedzie
      wtedy tak samo jak u Ciebie..i wielu innych osób ,które były mocno związane z
      rodzicami,żaden człowiek,nikt i nic nie jest w stanie ich zastąpić

      jeśli chcesz porozmawiać to pisz

      przepraszam jeśli czymś Cię uraziłam
      pozdrawiam ciepło
    • amberka2 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 25.03.09, 16:11
      ja czuje dokladnie to samo co ty.
      Tate stracilam 14lat temu gdy mialam 18 lat. Mama odeszla trzy
      miesiace temu, w miesiac po narodzinach mojego pierwszego dziecka.
      Nie mam rodzenstwa.
      Bylam z mama bardzo zzyta. Codziennie do niej dzwonilam. Bardzo mi
      jej brakuje zwlaszcza teraz kiedy mam malutka coreczke.
      Mam wspanialego meza i cudowna tesciowa, ktorzy sa dla mnie ogromnym
      wsparciem w tych ciezkich chwilach. Moja mala coreczka deje mi
      ogromna radosc i kocham ja podwojnie za siebie i za mame, ktora tak
      bardzo pragnela zostac babcia.
      Podobnie jak Ty bardzo sie zmienilam. Kiedys uwielbialam podroze,
      zwiedzac nowe kraje, poznawac inne kultury, a teraz nic mnie tak
      naprawde nie cieszy. Maz chce zabrac mnie gdzies daleko na wakacje,
      a mi jest wszystko jedno. Zyje troche mechanicznie. Tesknota za
      mama jest ogromna i wcale nie slabnie tylko nasila sie....
      Wszyscy mi mowia jaka jastem dzielna i jak wspaniale daje sobie
      rade. Na zewnatrz staram sie usmiechac i normalnie funkcjonowac, ale
      w srodku jest ogromna pustka i bol nie do zniesienia.

      "teraz mi brak kogoś kto się o mnie martwi, komu mogę wszystko
      powiedzieć, kogoś kto mnie kochał i akceptował bezwarunkowo"


      • annmaria Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 26.03.09, 18:08
        Kiedy umiera rodzic stajemy sie po prostu sierotami. Tracimy poczucie
        bezpieczenstwa bez wzgledu na to ile mamy lat. Jestem starsza od Was sadzac po
        tym jak piszecie o malych dzieciach. Moja corcia jest pewnie w Waszym wieku. Nie
        zmienia to jednak kompletnie niczego. Dopoki sa rodzice swiat ma swoj porzadek i
        wydaje sie ze tak bedzie zawsze. Kiedy odchodza niebo wali sie na glowe. Mnie
        zawalilo sie rok i siedem miesiecy temu. I na pewno nie jestem juz tym samym
        czlowiekiem. Kiedy odszedl Tato umarl kawalek mnie. I podobnie jak Was wiosna
        nie cieszy....
    • ma.ria Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 29.03.09, 01:10
      Rozumiem Cię bardzo dobrze.Ja sraciłam MOJĄ UKOCHANĄ MAMUSIE W 2007
      roku... odeszła na raka... w strasznych mękach...
      Jestem jedynaczką.Czuje,że bardzo sie zmieniłam bo część mnie
      umarła razem z moją MAMUSIĄ byłysmy bardzo zżyte.Byłyśmy
      przyjaciółkami.Wszystkie tajemnice powierzałam MAMUSI i tylko ONA
      potrafiła mnie zrozumieć,wysłuchać i pomóc.Kochała bezinteresownie
      i bezgranicznie całym sercem jak nikt inny na
      świecie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      Cierpienie bardzo mnie zmieniło bardzo już nie jestem taką osobą
      jak wcześniej.Unikam kontaktów z koleżankami,sąsiadami.
      Nie ma dnia żebym nie myslała o mojej MAMUSI nie ma ani minuty bez
      wspomnień........ Tak strasznie mi JEJ brakuje.Tak bardzo
      chciałabym się z NIĄ pośmiać,wyjść na miasto,pojeździć na
      rowerze.Wspólnie pooglądać telewizje.Porozmawiać na różne tematy.
      Nie mam już mojego SKARBA... nikt juz sie nie troszczy nie martwi o
      mnie i nie rozumie, nie wysłucha nie pocieszy.... nie ma komu
      wypłakać się na ramieniu ze zrozumieniem.... Bo tylko MATKA
      wszystko wie i zrozumie!!!!!!
      Mam 29 lat mam męża, dzieci jeszcze nie mamy mimo to,że jesteśmy 2
      lata po ślubie... za dużo się wydarzyło a ja nie jestem na nie
      gotowa.I nie będą mieć CUDOWNEJ BABUNI.......a Mamusia tak
      czekała...
      Mężowi nie moge mówić o swoich myślach o tęsknocie za MAMUSIĄ bo po
      prostu On już nie chce mnie słuchać i patrzeć jak płacze...
      Część mnie umarła i już nigdy nie powróci...
      • halas1961 Re: Jak Wy zmieniliście się po - do ma.ria 29.03.09, 09:59
        Poruszył mnie Twój wpis. Tak pieknie i z tak wielką miłością napisałaś o swojej
        mamusi. O swojej tęsknocie. I tak prawdziwie, bez niepotrzebnych słów. Nie miej
        żalu do męża, mężczyzni tak mają.
        Widzę to po tym co piszą tu kobiety na forum no i częściowo po swoim mężu
        również. Tylko częściowo, ponieważ od nas odeszła córka, więc zdarza się że
        płaczemy razem. Ale mówic raczej o tym z nim nie mogę.
        Ja wiem ,ze mój mąż boi sie takich rozmów, bo na nowo cierpi.
        On stracił wiarę. Ja się w niej umocniłam. I mam za to wciąż nieustająco (w
        mniejszych lub większych odstepach czasu) znaki od swojej córeńki ,że ona nadal
        cieszy się życiem. Miałam o tym nie pisać, co zdarzyło się dzis nad ranem. Ale
        teraz pomyślałam, napisze dla Ciebie.
        Dzis nad ranem Agatka dala mi znów sygnal ze jest obok. Nie mysl tylko ze
        zwariowalam. Kota zamykam w drugim pokoju, ale on jest taki cwany ze skacze na
        klamke i umie otworzyc drzwi. Nad ranem obudzilam sie bo cos tzasnelo(teraz sie
        okazalo ze kot zwalil doniczke) i juz nie spalam twardo, tylko taki półsen(te
        odwiedziny Agaci zawsze sa w takim momencie). Slysze, ze otwiera kot drzwi i
        wlazi na tapczan,łasił sie do mojej twarzy i chodzil po mnie, a potem polozyl
        sie za plecami, jeszcze pamietam ze w tym połśnie odezwalam sie do niego i
        powiedzialam co ty tam napsociłeś, ze tak trzasnęło. Usnęłam twardo. Wstaje
        teraz a drzwi zamkniete do drugiego pokoju, kot w kuchni na pufie.
        To zdarzyło się naprawdę, nie wydawało mi się. Juz kilka było takich
        sytuacji, które opisywałam. Tak się cieszę dzis rano. Wiem znow napewno, ze nasi
        bliscy nadal cieszą się zyciem i kiedy bardzo tęsknimy lub potrzebujemy ich
        wsparcia zjawiaja sie obok. Wystarczy tylko w to uwierzyć i zacząć dostrzegać te
        malenkie znaki, a z czasem stana się tak wyraźne jak to miało miejsce dziś. Ktoś
        może pomysli wariatka , bo kot to przecież nie jej dziecko, ale ja wiem, że moje
        dziecko może dziś nie mogło dać mi w inny sposób znaku, że jest obok i dlatego
        ten kot:)
        HAlina-mama Agatki
    • ezwa Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 29.03.09, 21:29
      moja mama również odeszła w ub. roku (rak). ja z mamą mieszkałam,
      byłyśmy ze sobą bardzo zżyte, była to moja przyjaciółka, zawsze
      mogłam się jej poradzić i bardzo ją kochałam. jak się
      dowiedziałyśmy, że jest chora przewrócił mi się świat do góry
      nogami. mimo, że była chora cały czas myślała o mnie, bo dowiedziała
      się w szpitalu o badaniach genetycznych i mnie na nie wygoniła. po
      prostu była kochana. jest mi bardzo ciężko. jeśli chodzi o facetów
      to oni po prostu nie wiedzą jak się zachować, a poza tym stratę
      rodzica może zrozumieć jedynie osoba która to przeszła. mi pomagają
      rozmowy o mamie, w rozmowach często przypominam co mama mówiła,
      myślała itp., to sprawia, że czuję, że ona jest przy mnie.
    • akado Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 30.03.09, 20:10
      Do Mamy Agatki -
      Dziękuję za te słowa otuchy. Szkoda że moja mama nie daje mi żadnych znaków,
      czasem myślę, że może jest o coś zła na mnie i dlatego nie przychodzi? To
      dodatkowo mnie dobija. Może jest zła że nie powiedzielismy jej prawdy o
      przerzutach (ale jak była zdrowa to mówiła że w takiej sytuacji nie chciała by
      znać prawdy). Gdyby przyszła choćby we snie i powiedziała że wszystko u niej ok,
      że jest przy nas i się nami opiekuje czy coś takiego, to poczułabym się lepiej a
      i może odżyła na nowo, kto wie..... A tak to tylko wegetacja... Czasem myslę o
      moim życiu i normalnie mam wrażenie że to co najlepsze, to juz mnie spotkało a
      teraz to już nic mnie nie czeka. Mam udane małżeństwo, udane dziecko, drugie w
      drodze, i mam wrażenie jakbym miała 70 lat. Jakbym juz przezyła moje życie. Nie
      wiem po co rano wstaję.
      • halas1961 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 30.03.09, 22:17
        wydaje mi się, że Mama wcale nie jest zła na Ciebie.
        Znaki być może pojawia sie za jakis czas. Zauwazyłam, że nie trzeba na siłe
        przywoływac tych ktorzy odeszli. Znaki bardzo subtelne, ale napewno znaki
        stamtąd często pojawiają się wtedy kiedy ich nie oczekuję i kiedy nie wzywam.
        Takim dowodem dalszego istnienia mojej Agatki sa dla dla mnie również sytuacje
        które się zdarzaja. Tak jakby ktos kierował mna i podpowiadal co mam robić.
        Zreszta juz o tym pisalam.
        Uważam też, że najlepsze chwile tu na ziemi są juz poza mną.
        Co do Twoich podobnych odczuc, to jest normalny etap w przeżywaniu żałoby. To co
        najlepsze przed Toba. Bądź pewna, że przed Tobą. Nastepne nowe życie, dorastanie
        Twoich dzieci, ich sukcesy, małe kłopoty, sekrety mówione mamie (Tobie) na ucho,
        mnóstwo cudownych chwil. Jak najbardziej wiesz po co rano wstajesz:) To
        tęsknota za mamą kazała Ci napisać ,że nie wiesz. Przecież nie chciałabyś aby
        Twoje dzieci czuły się tak jak Ty teraz, a więc napewno wiesz dlaczego znów
        następnego ranka warto wstać:)
        Dobranoc
        Halina-mama Agatki
        • akado Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 01.04.09, 09:07
          Mamo Agatki -
          Piszesz, że dorastanie dzieci itp. Wiesz, ja po śmierci rodziców mam jakiś
          wewnętrzny lęk, że coś się stanie kiedyś mojemu mężowi, że życie jest takie
          kruche i nie można być pewnym dnia ani godziny i zostanę całkiem sama, na
          dodatek z dziećmi i że sobie nie poradzę wcale i to wszystko mnie przeraża
          bardzo. Pewnie dlatego żyję w ciągłym podświadomym lęku o przyszłość i czasem to
          po głowie mi głupie myśli chodzą, że chciałabym umrzeć przy drugim porodzie, bo
          wtedy spotkam moich rodziców, skoro oni nie chcą do mnie przychodzić:(
          • justynakm1 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 01.04.09, 11:43
            Rodzice mojego narzeczonego stracili ukochanego syna (mają jeszcze
            wspaniała córke), ale Kubus byl wielką dumą tat (poszedł w jego
            slady, ojciec zawsze był dla niego wzorem), i synkiem Mamy...
            widzę , jak oni strasznie cierpia po Jego odejśćiu, jak chudną,
            martwie sie o nich. Wiem, że czują sie osamotnieni, zdruzgotani.
            Często ich odwiedzam, rozmawiamy o Kubusiu, popłaczemy, ale jest nam
            lepiej.. widzieli nasza milość w czasach najlepszych i najgroszych,
            wiedzą ile moja siła i wiara i nadzieja znaczyła dla Kuby i jak
            dodawał mu i tak nieziemnskich sił do walki. Widzą moja rozpacz,
            choc ukryta w pracy dzięki lekom, to jednak okropną w czasie
            wolnym...Tak starsznie mi Go brakuje. Zmieniłam się, nie mam chęci
            na nic, tylko bym spała. Do pracy chodzę jak robot, nie odbieram
            telefonów od znajomych. Byłam zwiażana z Kubą tak bardzo, zawsze
            razem do znajomych,ze trudno mi jest pojąć, ze teraz bede ich
            odwiedzac sama - zapewne dlatego ich unikam...i czuję taka ciaglą
            igłe w sercu, taki ból. Wczoraj oglądałam krótkie filmy, nagrany
            jest na nich Kuba - serce mi pękało na 1000 kawałków.. tak strasznie
            Go kocham, tesknie. To byl fantastyczny mężczyzna, moj nauczyciel,
            niepokorna dusza :-)
    • gotan_2008 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 01.04.09, 21:31
      smierc bliskich bardzo zmienia i tak naprawde ani my, ani to co nas otacza nie
      bedzie takie samo. Tzn. bedzie, ale nie dla nas, bo my ponieslismy najwieksza
      strate.
      Ja nie potrafie sie cieszyc tym, ze jest wiosna. Z mama zawsze sie cieszylysmy,
      ze dni sa coraz dluzsze, ze ptaki wrocily do nas, kwiaty kwitna, a teraz mam to
      w nosie. Jak dla mnie moze tego nie byc. Ja juz nie potrafie sie tym cieszyc.
      Unikam ludzi, bo mnie wkurzaja. Niedawno byla pierwsza rocznica smierci mamy,
      nikt poza mna nie byl na cmentarzu. 3 dni po pierwszej rocznicy uslyszalam, ze
      moge juz przestac nosic zalobe, bo rok juz minal i powinnam zaczac korzystac z
      zycia. A ja nie chce. Nie potrafie. To jest moj bol, moja strata. Mama byla moja
      jedyna rodzina. Codziennie do niej dzwonilam, zeby pogadac o pie...ch, zapytac
      jak sie czuje. Tego mi najbardziej brakuje.
      Dbam o jej cholerne tulipany w ogrodku, bo wiem, ze to by bylo dla niej wazne,
      zima dokarmiam wroble i sikorki, bo to tez bylo dla niej wazne, ale to juz nie
      jest to samo.
    • constelacja Zwyczajnie skamieniałam 05.04.09, 20:37
      po śmierci męża .. skamieniałam
      zwyczajnie.. i to nie był powolny proces to było jak grom
      cały rok żyłam jak za szybą, coś robiłam, coś mówiłam.. to pewne ale nie
      pytajcie o szczegóły bo nie pamietam... później powolutku, powolutku wracałam do
      życia ... a teraz po prawie czterech latach wiem, że żałobę i ból po stracie
      trzeba przeżyć... nie wolno walczyć z poczuciem strachu, leku , osamotnienia...
      trzeba pozwolić sobie na łzy , rozpacz... trzeba przeklinać los i pytać
      Dlaczego, dlaczego, dlaczego... trzeba wykrzyczeć swój ból!!!

      ja sobie to odebrałam ... byłam jak kamień.. jak słup ...i już nie umiem płakać,
      cierpieć... bolesne nowiny przyjmowałam z kamienną twarzą myśląc "niech jeszcze
      i to... jakoś muszę to przetrwać"... teraz jest lepiej... jest dużo lepiej
    • kicek856 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 05.04.09, 20:48
      Po śmierci mojego ojca nie czułam nic bo mama rozwiodła sie gdy przyszłam na świat lecz w 2006 roku w pażdzierniku zmarła moja mamuśia jedyna osoba która mnie wychowała moja przyjaciółka zachorowała na raka i pół roku pózniej ja straciłam zmieniłam sie wtedy ale na lepsze zaczełam doceniac to co dawniej było nie zbyt ważne cierpiałam ale trzymało mnie moje pierwsze starsze dziecko przy zdrowych zmysłach bo wiedziałam że muszę być żoną i matką. Teraz w zeszłym miesiącu zmarł mój młodszy synek miał 14 miesięcy jestem na psychotropach nie umiem żyć. Jestem z Tobą. MAMA CZARUŚIA.
    • formacjatv Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 21.04.09, 11:33
      Witam,
      jestem dziennikarką nowo powstałego TALK SHOW w jednej ze stacji
      komercyjnych. Bohaterami naszego programu będą ludzie, którzy
      przeszli w życiu ważne, przełomowe wydarzenie, które miało
      decydujący wpływ na ich dalsze losy.
      Do jednego z pierwszych odcinków chciałabym zaprosić osoby, które
      udźwignęły krzyż, jakim jest śmierć swojego dziecka.
      Nagrania realizowane będą w maju. Zainteresowane osoby proszone są
      o kontakt:
      program@formacjatv.pl

      697-667-712

      Z wyrazami szacunku,

      Anna M.

      Studio Produkcji Telewizyjnej FORMACJA.
    • beasingiel_44 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszyc 28.04.09, 20:34
      Powiedziala bym krotko na ten temat :
      Czas swoje zrobi i wyleczy wszystkie rany
      Moze wyswiechtany to cytat ale moge smialo powiedziec, ze nic i nikt inny mi nie pomogl tak jak to uczynil czas.
      Zycie jest piekne i nalezy zyc skoro nie ma sie dla kogo to chociazby dla samej siebie zeby ciszyc sie tym co daje nam zycie a mamy je prawdopodobnie tylko jedno.........
      Po smierci partnera jak zasklepia sie rany wstapic w nowy zwiazek, gorzej jest gdy chodzi o dziecko a jest sie w podeszlym wieku tu juz indywidualna sprawa kazdego czy potrafi sie w zyciu odnalezc, wle dobrego uczynic moga znajomi , przyjaciele lub rodzina Ale zyc trzeba gdyz nie wiem czy powtornie uda nam sie doswiadczyc tak pieknego zjawiska jakim jest zycie.
      • polineczqa Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 29.04.09, 10:58
        Masz racje trzeba dalej żyć według mnie jeszcze pełniej i głebiej
        przeżywać każdy dzień.Z odejściem mamy pożegnałam pewień etap mojego
        życia i każdego dnia staram się zmieniać w sobie coś na lepsze.
        Więcej zaczęłam rozmyślać,ale jednocześnie niczego nie
        planuje.Tydzień po pogrzebie miałam już pierwszą wizyte u
        psychologa.Sama poszłam poprosiłam o skierowanie i nie żałuje.Czas
        leczy rany i dlugie rozmowy o tym co nas w środku boli i czego nie
        umiemy zrozumieć na ta chwilę.
        • goska797 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 28.05.09, 19:54
          Śmierć zmienia. Na ten temat rozmawiałysmy już z Mamą Agatki, na
          stworzonym przez nią wątku. Mój tata zmarł można powiedzieć nagle
          pół roku temu. Mogę teraz powiedzieć, że żyje. Mam 25 lat, meża a i
          mimo to bardzo mi go brakuje. Bywam na cmentarzu kiedy tylko mogę.Po
          tym momencie żalu, osamotnienia teraz odczówam strach, o którym mówi
          Akadu. Boję się, że cos się stanie mężowi, że zostanę sama. Nie dam
          sobie rady. Mam też czasami mysli, że ja też nie długo tam dołącze
          szczególnie po śnie, w którym tata mi pow, że niedługo się spotkamy.
          Pytanie czy tam czas mierzony jest podobnie jak tu?Czy te "niedługo"
          to naprawde jest całkiem blisko? Mam ten lęk i nie potrafię się go
          pozbyć.
          • halas1961 Re: Jak Wy zmieniliście się po-dogoska797 28.05.09, 21:32
            Gosiu, nie bój się.
            Takie stany lęku ma kazdy, zwłaszcza po tym jak ktos bliski odejdzie. To jest
            zupelnie normalna reakcja.
            "Niedługo" we śnie to z pewnością nie znaczy jutro czy za rok. Czytałam w bardzo
            mądrej księdze, że niedługo w pojęciu wieczności to może byc 70 czy 80 lat,
            różnie. Tam nie ma pojęcia czasu takiego jak tutaj, ponieważ nie ma też śmierci.
            A to co nam się wydaje, że tu trwa długo, np.mówimy człowiek dożył pięknych lat
            , ma 85 czy 90 lat, to w rzeczywistości jak mgnienie, jak moment. I pewnie
            chodziło o to "niedługo". A jeszcze Ci powiem, że podobno oprócz Boga nawet Ci
            co są już tam nie wiedzą kiedy któreś z nas do nich dołączy. Myślę, że staraj
            się jednak uspokoić i nie przywiązuj wagi do tego "niedługo".
            Halina-mama Agatki
            Halina-mama Agatki
    • kasia2401 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 30.10.09, 21:51
      Odczuwam wyraźnie to co ty ( mam 24 lata ) w ubiegłym roku straciłam oboje rodziców. Mamę w maju , tatę w kwietniu. Nic mnie nie cieszy, nie mam pragnień i marzeń. Raz jest dobrze a raz źle. Zyję tylko dla siostry i mojego chłopaka. Pisałaś, że masz rodzeństwo? Jakie masz z nimi relacje? Myslę, ze Twój mąż chce dobrze, tylko nie umie się odnaleźć w tej sytuacji. Musisz być dla niego bardziej wyrozumiała, bo takie zadręczanie się nic nie da. Masz dzieci, jest dla kogo żyć. Ludzie, którzy nie przeżyli tragedii nigdy nas nie zrozumieją. Mój chłopak też chce dla mnie dobrze, wiem ,że chce zrozumieć ale nie potrafi. Musimy życ i być silni nic nam innego nie pozostaje.. srecem jest z Tobą , nasi rodzice napewno na nas patrzą z nieba i wspierają nas.
      • olaopolanka Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 11.11.09, 12:37
        Po smierci Mamy, jest mi wszystko totalnie obojetne, jestem pusta w
        srodku,wszystko i wszyscy mnie draznia, ciagle chcialabym byc sama, praca jest
        dla mnie udreka.I nie boje sie smierci/Mama lezala 3 miesiace na OIMIE, przy
        mnie odeszlo 5 osob, mam ciagle ich twarze w pamieci..../, wrecz sama chcialabym
        odejsc.
        • kopciuszek125 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 11.11.09, 22:15
          Ja też bardzo się zmieniałam po odejściu mojej mamy już nic będzie takie jak
          dawniej. Zmuszam się aby wstać rano bo mam trzech mężczyzn pod opieką inaczej
          chyba bym nie wstała. Zmuszam się do wszystkiego trzeba poprać poprasować i
          posprzątać, ale nieraz to nawet nie chce mi się włosów wymyć. Cały czas
          prześladuje mnie myśl a po co jak i tak człowiek musi wszystko zostawić i
          odejść. Śmierci się nie boję wcale tylko cierpienia bo wiem że nasza medycyna
          nie radzi sobie z tym.
    • edik70 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 12.11.09, 11:41
      Ja nawet do znajomych nie wspominam już jak bardzo cierpię po
      śmierci mojego tatusia.Minęło już 3 lata,zmarł na raka,od wykrycia
      choroby pół roku.Jak komuś mówię,że mi Go brak coraz bardziej to mam
      wrażenie,że dziwnie na mnie patrzą.Po Jego smierci rozwiodłam
      się,czego akurat nie żałuje.Drugi związek też mi się rozpadł.Nie ma
      dnia,zebym nie myślała o tatusiu.Myślałam,że uczucie do dwójki moich
      dzieci zastąpi mi Jego brak,ale tak się nie stało.Jak widzę jakąs
      scenę w filmie dzieci z ojcem,to nie daję rady.Oglądam siebie na
      zdjeciach sprzed kilku lat,mój naturalny uśmiech.Jak teraz oglądam
      się na obecnych zdjeciach,to sie nie poznaję.Niedługo mam 18-stkę
      chrześnicy i juz się boję.Mie mam odwagi powiedzieć bratu,że nie mam
      siły iść.Ciągle jestem sama,jak ja mam uśmiechać się do tych
      zdjęć,no jak się zmusić?JAK DALEJ ŻYĆ?????
    • helllo-kitty Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 19.11.09, 22:17
      Witam wszystkich, to mój pierwszy post. Półtora miesiąca temu zginął zupełnie nagle i niespodziewanie (wciąż nie została ustalona dokładna przyczyna śmierci) moj chłopak. Byliśmy ze sobą 2,5 roku, był mi najbliższy na świecie... Budowaliśmy naszą relację stopniowo, z czasem stawała się coraz głębsza i jeszcze piękniejsza. Dzięki temu było między nami dużo czułości i niesamowita, nieopisana bliskość. Wiedziałam, że nigdy nie znalazłabym lepszego chłopaka, był zupełnie inny niż wszyscy, z którymi wcześniej miałam do czynienia. Teraz myślę sobie, że już tutaj, na Ziemi musiał mieć w sobie coś z anioła. Miał niespotykaną u mężczyzn umiejętność kochania. Był bardzo ważnym człowiekiem dla wielu osób, przekonuję się o tym szczególnie teraz, patrząc jak głęboko znajomi przeżywają jego brak.
      Byliśmy swoimi pierwszymi poważnymi partnerami i razem odkrywaliśmy wszystkie tajniki wspólnego życia... Mogłabym o naszym związku pisać bardzo długo, ale to nie jest przedmiotem dyskusji.

      Co się zmieniło w moim życiu od tego strasznego październikowego wieczora?
      Tak jak większość piszących wyżej osób czuję, jakby mój ukochany zabrał ze sobą moją osobowość, to, kim byłam. Nie potrafię wskrzesić sobie zapału do tego, co robię. Działam jak automat, żyję z dnia na dzien, zeby tylko dotrwać do wieczora. Każda czynność traci swój urok, bo nie mam się z kim nią cieszyć, chociaż nie narzekam na brak wsparcia bliskich. To jednak jest zupełnie coś innego...

      Tęsknota, zagubienie, uczucie pustki i inne 'żałobne' emocje są chyba w większości uniwersalne. Ale wydaje mi się, że trwałe zmiany odbijają się w naszym światopoglądzie.
      Moje podejście do życia jest po przeżyciu takiej tragedii zupełnie inne. Przestałam przejmować się rzeczami, które wcześniej mi przeszkadzały. Wczesne wstawanie, dużo zajęć na uczelni, brzydka pogoda, korki, nieprzyjemne zachowania ludzi... Teraz wiem, że to wszystko nie jest powodem do jakiegokolwiek obniżenia nastroju. Często ludzie naprawdę łapią doły z takich prozaicznych powodów, a mnie kompletnie przestało to ruszać. Wiem, że w porównaniu do tego co MOZE sie nam przytrafić, to wszystko jest niczym.

      Poza tym, zupełna nagłość śmierci mojego chłopaka uświadomiła mi (dobitnie!), że naprawde trzeba szanować każdy swój moment. Nie mówię, że zaczełam wyciskać wszystko z każdej chwili, to za trudne, ale staram się zawsze pozytywnie odnosić do innych, przynosić im pozytywne emocje. W ogole zaczelam zastanawiać się jak moje zachowanie może wpływać na samopoczucie innych. Jezeli tylko wiem, ze moje slowo czy gest moze komus poprawic humor, staram sie wlasnie tak dzialac. Mojej rodzinie bardzo chcialabym okazywac na codzień wiecej czulosci, do tego dążę. Jestem szczęśliwa, że moja relacja z chłopakiem opierała się na opiekuńczości i zgodzie, że nie muszę teraz żałować i wyrzucać sobie, że zadawałam mu ból. Cieszę się, że mówiliśmy o swojej wzajemnej miłości codziennie, czerpaliśmy z niej to, co najlepsze,nie raniliśmy się wzajemnie. To jest myśl, przynosząca mi ukojenie w żałobie.
      I jeszcze jedno :) kiedy patrzę na znajome (i nieznajome) pary, mam ochotę krzyczeć, namawiać ludzi do czerpania ze swojego związku, do okazywania jak najczęściej pięknych emocji, do przebaczania sobie nawzajem, do cieszenia się sobą, póki jest taka możliwość.

      Moze troche za bardzo się rozpisałam ;) ale pozwala mi to uporządkować mysli. Cieszę się, że trafiłam na to forum.
      Pozdrawiam wszystkich i życzę dużo siły...
      • mamu49 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 20.11.09, 09:46
        Witaj, jestem matką Tomasza, który siedem miesięcy temu zmarł nagle
        w wieku niespełna 22 lat. Do dnia dzisiejszego nie znam przyczyny
        śmierci i wszystkie sekcje i badania toksykologiczne nic nie
        wykazały. Napisalaś, że Twój kochany też zmarł nagle i nie wiesz
        dlaczego. Czy mogłabyś do mnie napisać i podać mi więcej szczegółów.
        Będę bardzo wdzięczna. Iwona z Łodzi. Podaję mój adres e-mail
        iwonusj@op.pl
        Pozdrawiam i przytulam bardzo mocno
        • helllo-kitty Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 20.11.09, 18:44
          Witam,
          odpisalam na priv. Rozumiem co to znaczy nie wiedziec co tak naprawde spowodowalo smierc najblizszej osoby... Staje sie ona po prostu naglym zgasnieciem, zniknieciem, koncem. Bardzo ciezko to zrozumiec i sie z tym pogodzic, czy chociaz przyjac to do wiadomosci. Mam jeszcze nadzieje ze dokladniejsze wyniki sekcji zwlok powiedza cos wiecej.
          Pozdrawiam bardzo,
          K
          • vipercia Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 22.11.09, 01:41
            ja po śmierci mojego Męża przestałam się obawiać własnej śmierci ...
            zrozumiałam też pełniej słowa "spieszmy się kochać ludzi tak szybko
            odchodzą" ... zrozumiałam że zapewniał nam poczucie bezpieczeństwa
            (pod każdym względem) ... oraz że zycie bez Niego jest i będzie
            bardzo smutne
    • basia9989 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 07.07.10, 18:55
      Mój tato zmarł na nowotwór złosliwy 25.06.2010 rok.Nie mogę się pogodzić ze
      smiercią taty bo był bardzo mlody 59 lat.Mam strasznie mieszane uczucia.Nie mogę
      nawet pisać przepraszam.Serce chce mi peknąć.Nie mam z kim pogadac,wyzalić
      się.Nikt mnie nie rozumie bo znajomi mają obydwojga rodziców.
    • ma.ria Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 08.07.10, 22:53
      Gdy odeszła jedyna mi najbliższa osoba w życiu moja MAMUNIA też na
      raka umarła mając 47 lat:(( stałam się jakby niewidzialną osobą...
      żyje ale to dla mnie wegetacja...
      Z osoby zwarjowanej,towarzyskiej i wiecznie uśmiechniętej zrobiłam
      się zimna , oschła i nie widze sensu życia.....
      Zdaje sobie sprawe że zrozumie mnie tylko osoba która przeżyła to
      samo bo mówiąc o tym komuś kto tak okrutnej tragedi nie zaznał to
      pojęcia nie ma z jakim bólem tęsknoty trzeba codziennie się zmierzyć
      i z tymi wspomnieniami i snami które przypominają o wszystkim....
      Już nigdy nie będe tą samą szaloną dzieczyną nigdy!!!!!!! Umarłam
      razem z moją MAMUNIĄ!!! Została jakaś część mnie która się męczy i
      po prostu musi być i jakoś funkcjonować choć nawet nie ma się na to
      ochoty....
      Boże jakby moja MAMUNIA teraz żyła ale byłabym szczęśliwa. Znów
      prowadziłybyśmy rozmowy do białego rana i śmiałybyśmy się jak
      szalone. Poszłybyśmy wspólnie na zakupy i spacerowałybyśmy w naszym
      ulubionym miejscu... MAMO JAK JA BARDZO CIĘ KOCHAM!!!!!!
      Już nikt nigdy nie powie mi KOCHAM CIĘ CÓRECZKO nie będzie się
      martwić o mnie i dzwonic i pytać jak się czuje.Zotałam sierotą
      prawdziwą sierotą. Aż brak mi słów na opisanie moich bolesnych
      odczuc....
      Unikam znajomych męcze się i denerwuje rozmawiając z nimi. Oni
      wogóle nie rozumieją mojego zachowania i dla nich to takie proste
      była umarła przykro nam i nie ma i trzeba żyć dalej ale dla mnie to
      była jedyna na świecie najukochańsza MAMUNIA bez której już nic
      nigdy nie będzie takie samo ani ja ani mój sztuczny świat w którym
      ciągle musze grać trudną role z przyklejonym uśmiechem...
      Jak mówiła moja MAMUNIA że "najedzony głodnemu nie współczuje" tak
      samo nas po stracie tak ważnych osób najważniejszych nie zrozumie
      ten kto ma rodziców i nawet nie potrafi ich szanować!!
      Tylko MAMA kocha bezgranicznie i bezwarunkowo i jest najlepszą
      przyjaciółką!!!!!!!!!
    • fiolinka33 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 11.07.10, 23:56
      Po śmierci mojej córki zaczęło walić się moje zycie jak domek z kart, zaczęło
      brakować w nim kolejnych elementow...
      nie moglam i nie chcialm sie z tym pogodzic... ale to co sie dzialo wtedy w moim
      zyciu, zmusilo mnie do szybkiego powrotu do rzeczywistosci - musialm szybko
      wrocic do pracy, wtedy czulam sie z tym podle, teraz wiem, ze to mnie uratowalo...
      odsunelam sie od znajomych, pourywalam kontakty... a raczej to ludzie odsuneli
      sie ode mnie - bo chyba bali sie tego co sie stalo, nie potrafili stanac twarza
      w twarz z moim bolem, cierpieniem i problemami jakei mnie mecza...
      woleli sie odsunac..
      a ja ja z pozoru niewiele sie zmienilam... nadal kocham sie smiac, ciesze sie
      zyciem, realizuje marzenia - ale tak naprawde to pozory... w srodku cos we mnie
      peklo... nie ma juz tej dziewczyny sprzed ciazy... nie ma juz osoby, ktora
      zawsze darzyla do celu.... a moze dziewczyna jest tylko celu juz brak?
      boje sie nowych zwiazkow, boje sie tego ze znow ktos mnei zrani.. ze pokocham i
      mi go odbiora... boje sie, ze jezeli sie zakocham to kawalek mojego serca bedzie
      nalezal do kogos innego niz moje dziecko :( boje sie, ze jezeli bedzie mniej
      bolec, to tak jakbym ja zdradzila, oszukala...
      boje sie zycia dalej...
      ale budze sie co rano, ubieram, maluje przyklejam usmiech numer 5 i ide do pracy....

    • raffaella54 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 27.08.10, 12:49
      Czy zmieniłam się po śmierci syna?...powiem tak-nie tyle zmieniłam się,to chyba
      za mało i za słabo powiedziane-raczej stalam się kimś innym.
      Poprzednio-byłam agnostyczką,osoba nastawioną raczej na "wyścig szczurów"niż
      sprawy duchowe,przytwierdzoną mocno do spraw tego świata,ukierunkowaną na
      zdobycze materialne i prestiż.
      Teraz-jestem osobą głęboko wierzącą,chociaż nie katoliczką,dostrzegam iluzję i
      ulotność spraw ziemskich,przestałam lękać się czegokolwiek,a przede wszystkim
      śmierci,postrzegam życie jako rolę do jak najlepszego odegrania w teatrze świata.
      Moim nauczycielem i przewodnikiem w tej nowej rzeczywistości stał się mój zmarly
      syn,za życia schorowany,słaby,niedojrzały emocjonalnie,wymagający ciągłej
      opieki.Obecnie odbieram go jako kogoś silnego,nieskończenie mądrzejszego ode
      mnie,kto wskazuje mi właściwą drogę poprzez dar swojego zycia i
      czystej,bezwarunkowej miłości.Odczuwam całym swoim jestestwem,iż moje dziecko
      patrzy na mnie z usmiechem i słyszę w głowie słowa wypowiedziane jego
      charakterystycznym głębokim głosem "opłaciło się,zrozumiała"...
      • first.marionetka Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 27.08.10, 15:24
        Mnie brakowało słów, żeby wpisać się w tym wątku.
        Teraz za Raffaellą mogę napisać " stałam się zupełnie kimś innym".
        Kiedyś wydawało mi się, że wszystko jest proste, z wszystkim dam sobie radę.
        Z odejściem mojego Syna, nie dałam sobie rady.

        Ja w głębi duszy zawsze czułam się blisko GÓRY.
        Sprawy materialne traktowałam na marginesie życia...... więc nie bardzo potrafię
        odczytać..... o co chodzi???? stałam się chyba bardziej zagubiona, nieufna,
        nierozumiejąca " o co chodzi????, jak nigdy dotąd.
        Z moim Synem ełączyłą mni bardzo mocna więź emocjonalna- tego się nie robi matce...
        Zmieniłam się, " wiem, że nic nie wiem".... może to dlatego, że jeszcze się nie
        podniosłam, jeszcze mnie nie ma.
        To, że jeszcze mnie nie ma to pewnik.
        • tilia7 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 27.08.10, 16:51
          Marionetko,obiema rekami się podpisuję pod Twoją wypowiedzią.Ja też zawsze byłam
          raczej ku Górze-choć niekoniecznie ku religii i wierze,ale na pewno ku
          duchowości.I tak jak Ty nie rozumiem,o co chodzi.I tak,jak Ty jestem pewna,że
          jeszcze mnie nie ma.I nie wiem jeszcze,czy kiedykolwiek zdołam być.A jeśli
          zdołam,to kim będę.

          Za 3 dni minie 17 miesięcy od śmierci mojego ukochanego.Pomyślałam sobie dziś,że
          ten pierwszy rok,to było jak tsunami:walka o to,żeby
          przeżyć,instynktowne,zaciekłe łapanie się czegokolwiek,żeby mnie nie
          zdmuchnęło,nie zatopiło,nie przygniotło.Żeby przetrwać.
          A teraz jest ten moment po tsunami,kiedy człowiek wstaje i dziwi się,że
          przeżył.A potem rozgląda się dookoła siebie szeroko otwartymi oczami.I od tego
          momentu zaczyna żałować,że nie dał się pochłonąć żywiołom:(
          • first.marionetka Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 27.08.10, 22:21

            Tak, masz rację- duchowość. A inaczej, karmienie duszy. Zawsze tego
            potrzebowałam jak tlenu.
            Z finansami nie miałam nigdy problemów. Może kogoś innego taki status materialny
            by nie zadawalał, ja nigdy nie nie narzekałam.
            Potrafiłam cieszyć się dobrze zrobionym zdjęciem, wierszykiem, drobnostkami.
            Potrafiłam kochać...... i nie pojmuję, dlaczego było mi dane kochać i poczuć
            smak rozstania...... i kompletnego niezrozumienia świata.
            Pogubiłam się i to bardzo..... brakuje mi wszystkiego. Spokojnych myśli,
            logicznego kojarzenia.... wszystko się rozsypało, rozlało jak mleko......a ja
            nieporadna stoję i nie wiem co dalej.......

            W moich notatkach wpisałam zdanie " zatrzymaj się i pomyśl po co żyjesz" - nawet
            nie bardzo wiem skąd to zdanie wzięłam.
            Kiedyś, bez problemu udzieliłabym odpowiedzi po co żyję.
            Byłaby to moja odpowiedź, którą potrafiłabym obronić.
            Teraz ja zwyczajnie nie wiem jak żyć i po co żyję.
            Poszukuję, ale nie ma zadawalających mnie odpowiedzi.
            Jego obecność byłaby zadawalająca. Ale to jest nierealne.
            Te puzzle które układałam nie pasują, trzeba zmienić "pudełko" i rozpocząć
            układanie nowych........
            Wiesz Tilio, za tą moją matową szybę dochodzi zdecydowanie mniej Światła,
            aniżeli wtedy, gdy było mi dane być z moim dzieckiem..... zdecydowanie
            mniej...... i tylko pamięć wcześniejszego Światła karze mi nie popadać w
            zwątpienie....... czuję taką potworną nierealność tego świata, taką sztuczność,
            nienaturalność życia, świata.
            A wcześniej wszystko było realne i na swoim miejscu.
            Ty liczysz czas, ja się z nim ( czasem) pożegnałam, nie liczę go.
            Pokonałam czas i jest mi z tym lżej....... po danym dniu myślę, dzień bliżej
            Ciebie.... to jest mój czas.
            Czy tak się da żyć? da- jestem tego smutnym dowodem.............
            • tilia7 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 27.08.10, 23:03
              Wiem Marionetko,wiem,że tak się żyć nie da a co gorsza niestety się żyje...
              Ja też nie wiem po co żyję.Nie wiem,czemu żyję.Mój rozum podsuwa mi jakieś
              argumenty,próbuje przekonać,że można,podpowiada,że inni też przeszli straszne
              rzeczy a żyją,każe chronić bliskich,szukać pomocy w terapii.Rozum...A uczucia
              nawet nie walczą.Nawet nie chcą już brać udziału w tych
              przepychankach.Rezygnacja,poddanie i szyderczy śmiech z tych wszystkich prób
              "życia".Próbuję walczyć,ale tak naprawdę całą sobą mam ochotę wykrzyczeć:"Dajcie
              mi spokój,pozwólcie mi nie żyć.Pozwólcie mi Nie Żyć po swojemu":(
              Piszesz,że za Twoją matową ścianę dociera mniej Światła.Do mnie ostatnio Światło
              nie dociera.A jeśli próbuje dotrzeć-odwracam oczy...
              • first.marionetka Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 28.08.10, 11:13

                Wydaje mi się, że są upadki tak trudne,że podnoszenie trwa i trwa.....w moim
                przypadku to podnoszenie będzie trwać do końca moich dni.
                Podobnie jak Ty Tilio wiem, że muszę chronić moich bliskich.
                Mam jeszcze mamę i nigdy przenigdy nie chciałabym Jej zadać cierpień.
                Ale "siada" fizyczność i ten " bełkot" w głowie, to straszne niezrozumienie....
                ' o co chodzi...... nie pytam dlaczego ja, bo niby dlaczego nie ja.
                Podobno wszystko jest po coś. Nieraz myślę, że rozstanie z moim Synem jest po to
                , żebym oszalała. Ale po co światu moje szaleństwo?????
                Coraz wyraźniej, częściej widzę tyle bólu, tyle nędzy tego świata, że napawa
                mnie to przerażeniem.
                Czuję się taka zagubiona. Szukająca drogi, pragnąca Światła..... ale pomimo
                bliskości innych ludzi czuję , że jestem z tym bólem i zagubieniem samiuteńka.
                Doskonale wiecie o czym piszę, bo z Waszych wpisów wyczytuję to samo.
                Taka " obca", przyglądający się z boku światu,innym, ze świadomością, że nie
                należę już do tego świata.
                A może już powinnam powiedzieć " moje królestwo jest nie z tego świata" ???? ale
                jeszcze tu jestem, a " jakoby mnie nie było".
                Podłe uczucie.....
                • raffaella54 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 28.08.10, 13:08
                  Moje drogie,serce się kraje przy czytaniu Waszych wypowiedzi.Tak bardzo
                  chciałoby się pomóc,ale jak?Jest tyle ksiażek niosących otuchę i
                  pocieszenie,może to by choć trochę pomogło?...Takie mądre z Was
                  kobietki,zrozumiałybyście...
                  Przesyłam cieplutkie pozdrowienia.
                  Rozumiem Wasz ból,pzecież też jestem matka po stracie ukochanego nad wszystko
                  dziecka.
                  • first.marionetka Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 28.08.10, 20:23
                    Raffaello, czytałam, czytam ( choć obecnie z miernym zrozumieniem)ale, no
                    właśnie ale..... gdy świat legł w gruzach, gdy ból obezwładnia najpierw trzeba
                    złapać oddech. Ja jestem jeszcze kochana pod gruzami wspomnień i to nie czas na
                    oddech.
                    Lektura i owszem, ale tylko po to, żeby nie oszaleć.
                    Jest jeden wspólny mianownik piszących na tej stronie. A mianowicie, z osobami,
                    które przeszły na drugą stronę tęczy łączyła nas nieprawdopodobna, wręcz
                    metafizyczna więź.
                    Ja wiem, że wiele matek ma ot, takie chłodne relacje z dziećmi.
                    Ja od urodzenia Syna widziałam w Nim to lepsze ja......odeszło to lepsze ja w
                    wymiar, do którego to gorsze nie wpuszczają....... jak tu nie wyć z rozpaczy......
                    Która książka powie mi jak dalej żyć? Ale tak w sposób skondensowany.
                    Nie zrozum mnie źle, ale uważam, że nie ma takiej....nawet Biblia nie daje w
                    takim bólu stabilnego ukojenia.
                    Może płynie to stąd, że ból większy od wiary.... może i tak....
                    • tilia7 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 28.08.10, 23:12
                      Mądre książki.No tak.Kocham książki,staram się wybierać te mądre i czytam
                      naprawdę bardzo dużo.Książki mnie w pewnym sensie ratują-choć nie w taki
                      Rafaello sposób o jaki Tobie chodzi-ratują mnie,bo czasami udaje im się odwrócić
                      na moment moją uwagę,bo w świecie,który się zawalił,zostały czymś stałym,bo
                      stanowią pożywkę dla intelektu.
                      Ale jeśli chodzi o jakieś mądrości,które pomogłyby mi
                      przeżyć...Próbowałam.Widocznie nie czas na to.Rozum mam sprawny i może by coś do
                      niego dotarło.Ale serce nie przyjmuje pociechy,mądrości,niczego.Chcę,żeby mój
                      ukochany żył i był zdrowy.A jeśli tego mieć nie mogę,to całe mądrości świata nic
                      mnie w tej chwili nie obchodzą.Zupełnie nic.
                      Może to się zmieni i oby się zmieniło.Może znajdę kiedyś drogę,którą jakoś uda
                      się pełznąć.Ale nie teraz.Teraz jest tylko ból.Teraz jestem JA JA JA SAMA ZE
                      SOBĄ i z moim bólem.I choć to kolejny paradoks żałoby:w bezkresnej pustce,która
                      mnie otacza nie ma miejsca na nic więcej.
                      • raffaella54 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 29.08.10, 09:13
                        Tilio,Marionetko,jeszcze raz powiem,że serce mi się kraje,tak bardzo,bardzo
                        chciałabym pomóc...Wiem,zdaję sobie sprawe,że nic na siłę.Ale znam swoją drogę i
                        cóż,z całą pewnością nie jest to droga dla wszystkich.Nie chcę przez to ,broń
                        Boże,powiedzieć,że czuję się w jakis sposób lepsza,lecz to,iż trzeba całkowicie
                        zmienić swój system przekonań,poświęcić mnóstwo czasu i pieniędzy.Droga jest
                        długa,wyboista i nieraz ogarnia człowieka zmęczenie,zwątpienie i upada na
                        duchu.Myslę,że w chwili obecnej jestem dopiero na początku,ale nie widzę już
                        innej alternatywy.Czy opłaciło się?Uwazam,że bardzo,ale to nie miejsce na takie
                        rozważania.
                        W każdym razie przytulam Was,wszystkie cierpiące po stracie ukochanych,bardzo
                        mocno i myslami ciągle jestem z Wami.
                      • first.marionetka Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 29.08.10, 09:17
                        Tilio, piszesz:
                        Teraz jest tylko ból.Teraz jestem JA JA JA SAMA ZE
                        SOBĄ i z moim bólem.I choć to kolejny paradoks żałoby:w bezkresnej pustce,która
                        mnie otacza nie ma miejsca na nic więcej.

                        Tak, dokładnie tak to czuję. I choć robię pewne ruchy, wychodzę do ludzi to idę
                        z tą wewnętrzną pustką i chłodem.
                        Choć mam przyklejoną kolejną maskę teatralną i może inni myślą " już jest
                        lepiej" to ja wiem, że to dalszy ciąg mojej nieuczciwej gry, bo nie jest lepiej.....
                        Inni starają się omijać mojego Syna, żeby nie ranić i to też boli, bo
                        podpowiada, że skazali Go na zapomnienie.
                        A On przecież był, jest i będzie po kres moich dni.... aż do spotkania.
                        Tilio, intelekt u mnie trochę stępiał, spowolnił i to też jest dla mnie niemiłe.
                        Bo jasnością umysłu można moim zdaniem najbardziej ukoić ból duszy, najbardziej
                        dogadać się z własną duszą.
                        Miałam tak w tym "znieczuleniu ogólnym" w początkowym okresie.
                        Czułam kontakt intelektu z duszą. Teraz jest we mnie rozsypka...... i nie ma
                        książki, człowieka coby posiadali instrukcję jak "powrócić".

                        W ostatnim okresie widuję bardzo dużo osób " innych", nieobecnych w tej
                        rzeczywistości i zadaję sobie pytanie " może oni po stracie kogoś bliskiego
                        przeszli w tą inność??? i wtedy mobilizuję się, bo.... nie chciałabym pójść tą
                        drogą.
                        Zdecydowanie lepsze zagłębienie się w lekturze, ucieczka w plenery, do lasu.
                        Może tej jesienie dam radę wybrać się na grzyby.
                        Tu będzie lżej bo On mniej chętnie jak ja chodził na grzyby.
                        Poza lasem to wszędzie jest obecny, dosłownie wszędzie............

                        • tilia7 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 29.08.10, 13:35
                          Marionetko,ja też mam takie odczucia,jeśli chodzi o intelekt.Myślę,że to nie
                          jest tak,że intelekt stępiał,tylko że faktycznie nie ma kontaktu z duszą i ma o
                          wiele mniejszy wpływ na emocje.Pisałam o tym zresztą wcześniej.Długo było tak,że
                          trwała wojna:rozum przekonywał argumentami rozumowymi,że trzeba żyć,że mimo
                          wszystko,że się da.Uczucia się nie zgadzały i wysuwały swoje argumenty-mające
                          zresztą po części też podstawy intelektualne.Ale była jakaś interakcja,jakiś
                          kontakt z samą sobą.Teraz uczucia po prostu przestały w ogóle reagować na
                          argumenty rozumu.On się stara,coś tam próbuje,ale to wszystko trafia w pustkę
                          albo na mur obojętności,rezygnacji.Uczucia mówią po prostu :NIE.

                          Ja też widzę czasem takie osoby.Żywe trupy,zamknięte w swoim ciasnym koszmarnym
                          świecie,szalone szaleństwem,które nie przynosi ulgi i dla mnie to też jest
                          jeszcze powód do mobilizacji.Jeszcze.

                          Wiem,że jest świat,że są piękne miejsca,że są dobrzy,mądrzy,ciekawi
                          ludzie,wiem,że mam kochającą rodzinę,że można robić mnóstwo
                          rzeczy,tylko...właśnie ta wewnętrzna pustka i chłód.Nie ma na nie lekarstwa i
                          cokolwiek zrobię,gdziekolwiek pójdę,z kimkolwiek będę,ta Pustka i Chłód i Ból są
                          zawsze we mnie.Więc po co robić cokolwiek,skoro to,co najważniejsze ani odrobinę
                          się nie zmienia?
                          Ciężko.Ciężko jest oczywiście cały czas.Ale chyba teraz jest jednak moment
                          krytyczny,moment w którym czuję,że wyczerpałam już wszystkie dostępne mi
                          możliwości i naprawdę się o siebie boję.Trzymam samą siebie na uwięzi jak
                          dzikiego konia,który z całych sił chciałby uciec.I naprawdę się boję,że mi sił
                          nie starczy i go w końcu puszczę.
                          • first.marionetka Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 29.08.10, 14:47
                            Tilio, starczy sił, musi starczyć.
                            Zobacz, nie jesteśmy same w tym bólu,
                            osamotnieniu, chłodzie. Jest nas tu więcej. Wspieramy się. Jedna drugiej
                            podpowiada, nieraz nawet nie wiedząc o tym, że to robi i to jest ta nasza siła.
                            I podnosimy się z tych obolałych, potłuczonych kolan, bo tak trzeba.
                            Jak jest krytycznie zawsze znajdzie się słowo, zdanie które pomoże.
                            W moich uszach słyszę znalezione zdanie sprzed roku " nie proś Boga o
                            śmierć,proś Boga o szczęście" i pokornie proszę i może jest to szczęście moim
                            udziałem,ale ja nie potrafię tego nazwać, dostrzec, ale naprawdę proszę Boga o
                            szczęście.
                            Może tym szczęściem jest właśnie to, że nie oszalałam.....może właśni to.
                            A może to, że nie zatraciłam wrażliwości w tym ogromnym bólu....

                            Wiesz, uważam, że największym naszym bólem w chwili obecnej jest to, że
                            utraciłyśmy wraz z Nimi dobrze znaną ścieżkę, obrany tor życiowy, a na chwilę
                            obecną jeszcze nie określiłyśmy się co do nowej ścieżki.
                            Matka, która rozstaje się z dzieckiem może np. pomagać innym dzieciom i wówczas
                            ma poczucie, że dzięki takiej pomocy jest bliżej swojego dziecka.
                            Ja jeszcze tego nie widzę....... robię to, co bym robiła gdyby mój Syn był i
                            niestety robię to trochę z rozpędu i nie daje to ukojenie, tylko poczucie, że
                            "no przecież coś robię"....
                            nie osłabia mnie to, ale też i nie wzmacnia.
                            Nie potrafiłabym np. pomagać w hospicjum, bo zdecydowanie jestem za słaba na to.
                            Nic bym nie mogła tym ludziom ofiarować.
                            Tak jak widzisz nie mam pomysłu na siebie w tej nowej rzeczywistości.
                            Rzeczywistości, która mnie przerosła.

                            W tej nowej rzeczywistości są miliony pytań, kłótnie wewnętrzne i
                            zagubienie..... ale jest też i Światło, bo o nie proszę najbardziej.
                            Tilio, żeby nasze puzzle pasowały musimy "powrócić do Siebie", do tych dawnych
                            Siebie z tym Światłem, które spowodowało, że tak mocno potrafiłyśmy/potrafimy
                            kochać. Tak myślę.......
                            • tilia7 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 29.08.10, 15:35
                              Dziękuję Marionetko za dobre słowo.To prawda,że wsparcie tutaj jest bardzo duże
                              i czasem ktoś świadomie a czasem nawet nieświadomie zapala tą zapałeczkę,która
                              choć na chwilę rozświetla ciemność.
                              Masz rację,to jest taki moment,że nie wiadomo kim się jest i co ze sobą
                              zrobić.Piszesz,że robisz różne rzeczy po prostu z rozpędu-dokładnie tak to
                              wygląda.Ja się ostatnio czuję,jak postać z kreskówki,co to jeszcze biegnie a nie
                              widzi,że już jej się ziemia skończyła dawno pod nogami.Nie umiem się
                              odnaleźć.Takie traumatyczne wydarzenia doprowadzają niestety do dezintegracji
                              osobowości i chyba właśnie dobrnęłam do tego etapu:(Jeszcze niedawno,jakieś dwa
                              miesiące temu,mimo równie silnego cierpienia,czułam jakąś taką
                              spójność,własne,wyraźne granice.Postawiłam sobie za cel pokonywanie własnej
                              słabości i jakoś to krok po kroku szło.Teraz mam wrażenie,że się
                              rozpłynęłam,roztopiłam i że powoli znikam.I że już nic więcej zrobić nie
                              mogę.Nie tylko nie umiem znaleźć tej nowej drogi,ale nawet jeszcze nie potrafię
                              zaakceptować,że to ma być jakaś inna droga niż ta,która miała być z Nim...Więc
                              jest tak,że choć najbardziej ze wszystkich rzeczy boję się szaleństwa,to
                              paradoksalnie czasem chcę sobie na nie pozwolić,żeby mnie "zwolniło z obowiązków".
                              Dokucza też lęk.Lęk trudny do określenia,taki "przed wszystkim".To właściwie
                              zrozumiałe.Skoro można tak po prostu,wysiadając pewnego wieczoru z
                              tramwaju,dowiedzieć się,że ukochany człowiek właśnie się zabił-to trudno nie
                              czuć,że świat jest zagrożeniem.Skoro mogą się tu dziać takie rzeczy,to o jakim
                              poczuciu bezpieczeństwa można mówić?Ale bez poczucia bezpieczeństwa nie da się
                              żyć,to nasza najbardziej podstawowa potrzeba.Nie mam pojęcia co zrobić,żeby się
                              poczuć bezpieczniej w tym świecie.Lęk moim zdaniem jest uczuciem
                              najstraszniejszym ze wszystkich jakie mnie w tej żałobie dotknęły.Lęk i poczucie
                              dojmującej,najgłębszej ,najstraszliwszej samotności i pustki-ale te dwie rzeczy
                              wiążą się ze sobą bardzo ściśle.

                              Jeśli jesteśmy przy puzzlowych porównaniach,to teraz jest taki etap,kiedy nie
                              chce mi się nawet układać,kiedy mam ochotę kopnąć w te cholerne kawałeczki,żeby
                              się rozwaliły tak bardzo,że nikt ich już nigdy nie poskłada.I tego się boję
                              najbardziej,że ze zmęczenia i rezygnacji sama sobie na to szaleństwo pozwolę:(
                              Ale próbuję.Ciągle próbuję.Czasem po prostu przez chwilę trzeba przestać się
                              szarpać i przeczekać.Dlatego robię teraz to,co robiłam na samym początku mojej
                              tragedii:bez planów,bez zadań do wykonania,staram się po prostu przetrwać
                              najbliższą minutę,godzinę,odhaczyć kolejny dzień,kolejny tydzień,kolejny
                              miesiąc.Tyle już dziwnych i trudnych uczuć się przeze mnie przetoczyło jak
                              tajfun,może i to przetrwam.Tylko wciąż nieodmiennie pytam:PO CO?
                              • first.marionetka Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 29.08.10, 16:19
                                Na pytanie po co? odpowiadam sobie - bo tak trzeba.
                                Bo trzeba iść, aż do spotkania.
                                I idę pomimo bólu, rozsypki wewnętrznej, z nadzieją, że dam radę, że wdrapię się
                                na jakąś górę, gdzie znajdę odpowiedzi na wszystkie pytania.
                                Wkurza mnie, że to nasze tu i teraz to pasmo tajemnic.
                                Jak już pisałam, tajemnica życia, tajemnica śmierci, religii itd.
                                ale tak to jest i trzeba się z tym pogodzić.
                                Ja nie poddałam się lękowi. Poddałam się zagubieniu, straceniu orientacji. Ale
                                gdzieś w środku mam poczucie, że mam mapę i tylko na chwilę to zagubienie.
                                Tilio, dobrze że piszesz o tym co czujesz na dziś. Zapewne znajdzie się wśród
                                nas ktoś, kto jest dalej w przeżywaniu straty i podpowie co jemu pomogło.

                                Ja w tym momencie, gdy przez myśl mi nie przeszło, że matka może się podnieść po
                                stracie dziecka przeczytałam inną matkę, która ze spokojem napisała podniosłam
                                się....... zatrzymałam się i nie wierzyłam, że to wykonalne.
                                Nie miałam prawa kwestionować Jej wypowiedzi i wówczas zrozumiałam, że pomimo
                                bolu, krzyku, narzekania trzeba się podnosić.
                                Choć podnoszę się strasznie powoli,wiem , że trzeba..............
                                • raffaella54 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 29.08.10, 17:08
                                  Czytam ostatnia wypowiedź Marionetki i zdaję sobie nagle sprawe,ze chociaż nie o
                                  mnie pisała,ja jestem tą ,która się podniosła po śmierci dziecka i nawet
                                  powolutku,kuśtykając,próbuje iść dalej,jakkolwiek rok temu zdawało się to dalsze
                                  od od drogi na Marsa,raczej bliższe samounicestwieniu.Wtedy to przyszłość jawiła
                                  się jako bezdenna przepaść, całe moje jestestwo wyło z wszechogarniającego bólu
                                  a jedyną czynnościa,którą chciałam wykonać było natychmiastowe odebranie sobie
                                  życia.Nie zrobiłam tego tylko ze względu na rodzinę-nie chcialąm przysparzać im
                                  dodatkowego bólu.

                                  A jednak,a jednak-dziś jest inaczej...zamiast szarpiącej rozpaczy ogarnia mnie
                                  tęsknota i lagodny,cichy smutek...
                                  • first.marionetka Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 29.08.10, 18:37
                                    A u mnie, pomimo, że chcę się podnieść jest rozpacz, ból, niezrozumienie.
                                    Podnoszę się i upadam.
                                    Ale są też takie chwile jak dziś, gdzie potrafię się uśmiechnąć.

                                    Spotkałam dziś przed windą ( u znajomej) ok. 11 letnią dziewczynkę. Rozpoczęła
                                    ze mną rozmowę n/t windy.
                                    Nacisnęła na parterze i jedzie ta z wyższego piętra,a nie ta z niższego.
                                    Zapytała mnie czy wiem dlaczego. Odpowiedziałam, że może na tym niższym
                                    ktoś tę windę zatrzymał. Pomyślała i odpowiedziała no właśnie, tak może być.
                                    I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ale Ona gdy Jej odpowiadałam z mojej
                                    twarzy zsunęła wzrok po całej mojej osobie i.... powiedziała " ładnie pani
                                    wygląda" odpowiedziałam dziękuję, Ty również bardzo ładnie wyglądasz. Wysiadła
                                    wcześniej a ja uśmiechnęłam się całą sobą. Jak dawno tego nie robiłam. Byłam
                                    ubrana na czarno i temu dziecku to nie przeszkadzało. Ona zobaczyła to " coś" co
                                    pozwoliło Jej powiedzieć mi coś miłego.
                                    Uwierzcie mi, poczułam radość w sercu.
                                    To taka drobnostka, ale z miłej strony świata.
                                    • margolka-and-more Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 29.08.10, 22:20
                                      Ten świat jest piękny. Ludzie są w ogromnej większości dobrzy. To
                                      wiedziałam od zawsze. Zawsze cieszyło mnie życie, mimo mniejszych i
                                      większych górek.
                                      Potem przerwa - długi tunel, w którym nie widać było nic, ani
                                      pięknego, ani brzydkiego świata - choć ciągle otaczała mnie
                                      bezinteresowna troska innych.
                                      Już widzę świat na nowo. Jest tak piękny, jak pamiętałam, może
                                      jeszcze bardziej poruszający, bo teraz widzę, jak bardzo jest
                                      bezbronny. Chłonę życie na wszystkie sposoby, bo wiem teraz, jak
                                      bardzo jest kruche.
                                      Ale patrzę na ten świat jak na cenny obraz, który niesforny dzieciak
                                      pomazał grubym czarnym flamastrem. Tak - jest wspaniały. Gdyby nie
                                      ten flamaster.
                                      Gdyby nie cierpiała. Gdyby Jej - nasze ufne patrzenie w przyszłość
                                      miało szansę zaistnieć.
                                      Ale jest piękny świat. Tylko ten flamaster...
                                        • margolka-and-more Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 30.08.10, 00:26
                                          Ja zawsze miałam wrażenie, że jestem jakoś tak obok tego świata. I
                                          jakoś starałam się dostosować. Więc mam zawód, pracę, rodzinę, swoje
                                          pasje, swoje grono znajomych, akceptujących mnie taką "oboczną".
                                          Moja K. nie musiała mnie akceptować lub nie. Była z tej samej co moja
                                          "oboczności". Krótka wizyta Małego Księcia na jednoosobowej planecie,
                                          do której przynależałam.
                                          Stąd nie ma we mnie lęku - no, może przed tym, że to życie będzie
                                          trwało za długo. Jest tylko straszna tęsknota. Nie byłoby jej, gdyby
                                          nie ten moment absolutnej radości, że jest ktoś jeszcze na mojej
                                          planecie.
                                          I nawet gdybym mogła cofnąć czas, nigdy bym nie zrezygnowała z tej
                                          radości.
                                          Nawet jeśli przez to uświadomiłam sobie istnienie czarnego flamastra.
                                          Który i tak był, tylko ja go chyba nie widziałam, Tilio...
                                          • tilia7 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 31.08.10, 13:23
                                            Nie przeszkadzałoby mi może bycie jedyną osoba na planecie Małego
                                            Księcia,bo ja też zawsze byłam,jak to piszesz Margolko "oboczna" i
                                            nawet sama siebie właśnie za tę obocznośc najbardziej lubię i
                                            cenię.Moje bycie oboczną jest wręcz jedną z moich najbardziej
                                            fundamentalnych cech.Ale przedtem to była obocznośc opanowana,pod
                                            kontrolą,przyjazna i ona wynikała ze mnie a nie ja z niej.
                                            Mój lęk dotyczy prozy życia.Bo niestety,jeśli się decydujemy życ,to
                                            musimy o siebie zadbac,zarobic na jedzenie,mieszkanie,znosic
                                            kontakty z ludźmi,nawet te zupełnie niechciane itd.I boję się,że na
                                            to mi sił psychicznych nie starczy,że nie dam rady dostosowac się na
                                            tyle,żeby móc funkcjonowac właśnie na takim poziomie.Boję się,że
                                            teraz zostanie ze mnie tylko obocznośc a ja sama zniknę.
                                        • first.marionetka Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 30.08.10, 13:16
                                          Tilio, przynależymy, choć wmawiamy sobie, że nie. Ja robię dokładnie to samo co
                                          Ty.Wypieram się tego świata, tej rzeczywistości bez Jego fizycznej obecności.
                                          Ta nasza wczorajsza wymiana myśli, ta dziewczynka uświadomiły mi, że jestem tu i
                                          teraz i nawet potrafię zobaczyć zsuwający się po całej mojej opatulonej w czerń
                                          sylwetce bystry wzrok dziewczynki.
                                          Tak jakby tym wzrokiem " odczarowała mnie".
                                          Już nie byłam tą oschłą kukłą, tylko szybko musiałam Jej coś miłego odpowiedzieć.
                                          Na naszej ścieżce w tym bólu są takie właśnie dziewczynki, które budzą nas
                                          słowem ze koszmarnego snu.
                                          W normalnym funkcjonowaniu, ot nic takiego, w tym zakleszczeniu ważny moment.

                                          Tilio, ja jeszcze nie mam pojęcia jak stabilnie stanąć na nogi.
                                          Ale wiem, że trzeba wstawać.
                                          Nigdy nie pozwalałam sobie na myśli samobójcze. Na wewnętrzną histerię, nieład
                                          tak, ale uciec od życia i zostawić innych z tym bólem, NIE.
                                          Ja wpadłam w dół niepogodzenia. Tęsknoty, nierozumienia świata.
                                          Taki debilizm życiowy, taki nieprawdopodobne uwstecznienie.
                                          Być może ten stan uchronił mnie od głębszych myśli autodestrukcyjnych.
                                          Też doceniałam piękno świata, a teraz ta szyba i pytanie, co za nią jest.
                                          Bo już na pewno nie tamta rzeczywistość.
                                          Nieraz jak już czuję, że stoję na nogach, to mam uczucie, jakbym Go
                                          zdradzała...... Jego nie ma , a ja chcę być......
                                          no cóż nie myśli się logicznie...........

                                          Rafaello, jak poradziłaś sobie z bólem? być może pisałaś,ale ja tego nie doczytałam.
                                          Jeżeli zechcesz napisz.
                                          • raffaella54 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 30.08.10, 17:10
                                            Marionetko,pisałam juz tutaj,że moja droga jest tego rodzaju,że nie wszyscy by
                                            chcieli bądź mogli ją przejść.Sama dopiero jestem na jej początku,choć rezultaty
                                            są dość spektakularne.Obawiam się jednak,że niektórzy zarzuciliby mi fanatyzm
                                            czy też sekciarstwo,chociaż nie ma w tym żadnej prawdy,a ja wolałabym tego uniknąć.
                                            Serdecznie pozdrawiam.
                                              • grazyna1965 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 30.08.10, 22:22
                                                Od kilku już dni przymierzam się żeby napisać w tym wątku i dopiero
                                                dziś zebrałam się jakoś w sobie. Jak zmieniłam się po śmierci
                                                najbliższej mi osoby na świecie? No właśnie..jak? Na pewno na
                                                gorsze, zdecydowanie..nawet nie potrafię określić jaka teraz jestem.
                                                Kiedyś nie miałam z tym żadnego problemu, było wszystko
                                                jasne..miałam wady ale też mnóstwo zalet, za które lubiłam siebie.
                                                Długo trwało to ,,polubienie" samej siebie, myślę, że od momentu
                                                urodzenia Patryni pokochałam siebie.Już chciałam być dobra, zależało
                                                mi na tym, pielęgnowałam w sobie to co sprawiało, że z radością
                                                budziłam się rano. Była przeciez Patra,potrzebowała mojej opieki,
                                                mojej troski. Starałam się całe moje życie kierować sercem, nie
                                                rozumem. Czasami źle na tym wychodziłam ale wciąż miałam to uczucie
                                                spełnienia jako człowiek. Przecież byłam matką, byłam dobrym
                                                człowiekiem.. a teraz? Patrzę w lustro i nie wiem kim jestem. Nie
                                                poznaję siebie, nie wiem co jest dobre a co złe, nie wiem na ile
                                                mogę wybaczyć sobie. Rozum podpowiada mi, że staczam się co raz
                                                bardziej, że już nie widać "człowieczeństwa" ale serce nie słucha
                                                mnie, pęka każdego dnia i jest niewzruszone. Odsuwam od siebie
                                                wszystko i wszystkich, chcę być w moim świecie. Mój świat to świat z
                                                Patrą...wiem, rozum mówi mi, że już nie mogę mieć tego ale serce nie
                                                słucha. Ono pragnie tylko tego, wbrew logice, rozumowi, wbrew
                                                wszystkiemu.Ja już nie umiem inaczej żyć, nie mogę przestawić się na
                                                świat bez Patry. Nie widzę już w sobie dobra.Skamieniałam.Czasami
                                                jestem przerażona sobą ale nie mogę już nic z tym zrobić.Nie ma to
                                                dla mnie już żadnego znaczenia. Na początku miało, chciałam znów
                                                być "dobra", taka jak przedtem gdy żyła Patra ale z każdym miesiącem
                                                bardziej kamienieję.Czuję się tak pokrzywdzona, tak bardzo zraniona,
                                                że nie ma we mnie już miejsca na nic więcej.Tylko czasami patrzę w
                                                lustro i myślę o tym co powiedziałaby mi Patrynia widząc mnie
                                                taką.Pewno nie podoba Jej się to co widzi, nie taką miała matkę
                                                kiedyś.Ale wiem jedno, Ona mnie rozumie i wie, że to jest dla mnie
                                                za trudne. Pewnie chce się przytulić do mnie, jak dawniej, i
                                                powiedzieć "oj, mami,mami,ja wiem jak ci ciężko". Tylko Ona to wie.I
                                                myślę sobie, że każdego dnia pomaga mi, najbardziej jak może. Pewnie
                                                dlatego każdego dnia budzę się, mimo wszystko.I walczę o każdy
                                                dzień.Od 31 miesięcy.
                                                mama Patryni
                                                • tilia7 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 31.08.10, 13:00
                                                  Grażynko,czuję dokładnie to samo.Żyję,nie żyjąc.Nie umiem
                                                  zdecydowac,co mnie bardziej przeraża:śmierc czy dalsze życie.A
                                                  przede wszystkim mam głębokie poczucie,że nie chcę już w tym
                                                  wszystkim brac udziału.Własnie tak.Nie chodzi o to,żeby dosłownie
                                                  nie życ.Chodzi o to,żeby nie brac udziału w życiu.Jestem płaska jak
                                                  kartka.Z jednej strony życie,z drugiej strony śmierc.I zupełnie nic
                                                  po środku.
                                                  • margolka-and-more Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 01.09.10, 00:19
                                                    ... myślę, że tym wszystkim koszmarnym czynnościom, które TRZEBA wykonać - trzeba wstać, iść do pracy, zająć się dziećmi, nakarmić zwierzaki, popłacić rachunki, trzeba pogadać z sąsiadką, wreszcie trzeba zanieść świeże kwiaty i przetrzeć znicze - tym wszystkim zadaniom, zadankom, które tak nieważne stają się wobec tamtego pytania ALE DLACZEGO, wobec dnia, w którym misternie pleciony przez nas sens życia nagle znikł - tym sprawom przyziemnym zawdzięczamy przetrwanie. Nie do końca wiem po co - ale po coś trzeba przetrwać. Nie znam sensu tego świata, ale intuicja mi podpowiada, że on gdzieś jest. I po to trzeba przetrwać. Żeby go odkryć na nowo. Ja mojej K. obiecałam, że Ją odnajdę. Gdziekolwiek będzie. Że nigdy już nie będzie sama.
                                                    A to tego trzeba być. Po prostu.
                                                  • first.marionetka Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 01.09.10, 11:07

                                                    Margolko, napisałaś:
                                                    Nie znam sensu tego świata, ale intuicja mi podpowiada, że on gdzieś
                                                    jest. I po to trzeba przetrwać.

                                                    Poszukiwanie sensu tego świata zawładnęło mną całkowicie.
                                                    Nie dociera do mnie, że na tej ścieżce będę potykała się o
                                                    tajemnice... ja chcę dotrzeć do sensu tego świata...... jakże
                                                    inaczej mam odbudować siebie, jak ja nic nie rozumiem....????

                                                    tak Margolko ....misternie pleciony przez nas sens życia nagle
                                                    znikł .... szukam podpowiedzi jak go odszukać na tych bezdrożach
                                                    życia zwanych wegetacją.
                                                  • tilia7 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 01.09.10, 22:51
                                                    Ja tez intuicyjnie przeczuwam,że to wszystko ma sens.Rzecz w tym,że nie widzę w
                                                    tym obecnie MOJEGO własnego sensu.
                                                    I z jednej strony bardzo mi to dokucza,bo życie bez sensu jest straszne.Ale z
                                                    drugiej strony ja tego sensu nie będę szukać na siłę.Bo niestety niesie to z
                                                    sobą mnóstwo zagrożeń,łatwo zejść na manowce i uwierzyć w pierwszy lepszy
                                                    sens,który przyniesie łatwą pociechę, a który może wcale nie być tym jedynym
                                                    sensem.Jak się bardzo chce znaleźć drogę to czasem się ją zaczyna widzieć
                                                    tam,gdzie jej nie ma.

                                                    No i jeszcze taka sprawa:my zakładamy,że jeśli jest jakiś sens,to on jest
                                                    taki,że my go możemy zaakceptować i uznać za dobry i słuszny dla nas.A przecież
                                                    on może być zupełnie inny niż byśmy chcieli.Może jest jakiś sens
                                                    Wszechświata,który w żaden sposób nie jest naszym osobistym czy nawet ludzkim
                                                    sensem?Jeśli złapię,zabiję i zjem kurczaka to mój sens jest oczywisty:byłam
                                                    głodna to zjadłam kurczaka.Czy dla kurczaka ma to jakiś sens?Wątpię:(
                                                  • first.marionetka Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 02.09.10, 07:45

                                                    Tilio, masz rację, że taka jednoznaczna, przesadna determinacja o
                                                    której piszę może zaprowadzić na manowce.
                                                    Ale uważam, że należy robić jakieś założenia, określić się jak żyć
                                                    dalej.
                                                    Ja wiem, że założenia, planowanie sobie, a czas, los i tak ma swoje
                                                    plany.
                                                    Ale człowiek już taki jest, chce być wewnętrznie uporządkowany, mieć
                                                    co nie co " poukładane", przynajmniej takie potrzeby są bliskie
                                                    mojej osobie.
                                                    W tym bałaganie myślowym bardzo mi źle.....

                                                    Moja babunia mawiała " żołnierz strzela, a Pan Bóg kóle nosi".
                                                    Ta sama mądrość podana inaczej przez Arthura Schopenhauera
                                                    " los rozdaje karty, a my tylko gramy".
                                                    Założenia, plany a i tak będzie co ma być...............
                                                  • tilia7 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 02.09.10, 11:56
                                                    Jak najbardziej,ja też mam potrzebę poukładania siebie od nowa,wewnętrznego ładu,określenia,co po tej
                                                    katastrofie zostało nienaruszone(o ile coś zostało),co się zmieniło,co przepadło na zawsze,co przybyło.Moją
                                                    najpilniejszą potrzebą jest uzyskanie chocby minimum wewnętrznego poczucia bezpieczeństwa,równowagi i
                                                    nauczenie się życia z samą sobą po tym wszystkim.Szukanie sensu w znaczeniu:"co dalej zrobic z własnym życiem"-
                                                    jak najbardziej,to jest nie tylko ważne ale wręcz konieczne.Natomiast szukanie sensu w znaczeniu:"zrozumiec sens
                                                    świata" to już tak średnio.Bo myślę,że nie da się zrozumiec,że to można tylko intuicyjnie przeczuwac.Za mali
                                                    jesteśmy a Wszechświat za duży.Ja wciąż pamiętam o tym,że Wszechświat to nie jest tylko nasza Ziemia i niebo
                                                    nad nią.To są tysiące,miliony galaktyk,gwiazd,planet,układów i dla tego wszystkiego jakiś jeden współny sens.I
                                                    czas liczony w eonach,kiedy my jesteśmy tu lat kilkadziesiąt zalediwe.To jakby ktoś nam dał okruszynkę biszkoptu i
                                                    na jej podstawie kazał powiedziec,jaki to jest tort.
                                                    Zresztą może byc i tak,że cały sens,w tym również sens śmierci tłumaczy ewolucja:słabsi umierają,silniejsi mogą
                                                    przetrwac,rozwój techniki powoduje większą liczbę wypadków,stres i brak poczucia więzi z ludźmi powoduje
                                                    większa liczbę samobójstw,a zanieczyszczone powietrze i inne sprawy "cywilizacyjne" większą liczbę chorób.I może
                                                    nie byc żadnej innej odpowiedzi na nasze rozpaczliwe:"dlaczego?" poza strasznym do przyjęcia ale niestety
                                                    prawdopodobnym:"bo tak".
                                                    Więc ja dokładnego sensu Wszechświata nie potrzebuję poznawac,a nawet powiem tak:gdy któregoś dnia
                                                    odkryję,że wydaje mi się,iż go znam,to zacznę się o sobie martwic;)

                                                    Natomiast zawsze miałam takie poczucie,o którym już pisałam,że w tym Wszechświecie wszystko jest ze sobą
                                                    połączone,że Wszystko jest Wszystkim.Że każdy nasz uczynek,najdrobniejszy nawet,ma konsekwencje,dobre lub
                                                    złe.Że każde dobro powoduje,że świat jest o tę drobinkę lepszy a każde zło,że o tę drobinkę gorszy.Że Bóg,jeśli
                                                    istnieje,nie decyduje w takich sprawach,to my mamy wpływ na to jaki jest świat.Tylko trudno to zobaczyc.Ale
                                                    działanie idzie od naszej strony.Tak jak pisałam-nie ma co pytac Boga,czemu tyle dzieci głoduje na świecie,tylko
                                                    trzeba nakarmic choc jedno.Jeśli zrobi to odpowiednio wielu ludzi,nie będzie tylu głodnych dzieci.Mnie to się wydaje
                                                    całkiem oczywiste.Dlatego myślę,że szukanie wielkiego sensu trzeba zaczynac nie od wielkich ideii,ale od siebie.I
                                                    robic,jak to już pisałam w innym wątku:możliwie najlepiej to,co jest dla nas możliwe do zrobienia.
                                                    Moim kryterium jest bycie w zgodzie ze sobą.Żebym każdego dnia mogła spojrzec sobie w lustrze w
                                                    twarz,wiedząc,że nie zrobiłam niczego niezgodnego z moim wewnętrznym przekonaniem.Polecałam już i jeszcze raz
                                                    się odwołam do "Władcy Pierścieni".Uwielbiam tę książkę(film również jest bardzo dobry),bo Tolkien pokazał,że
                                                    świat jest i piękny i straszny,że jest dobro i jest zło,że nikt nie obiecywał,że będzie łatwo,że nawet zazwyczaj jest
                                                    ciężko.Świat bywa okrutny,podły,jest pełen cierpienia i bólu i nie zmieni się go w idealny,nigdy.A mimo to trzeba iśc
                                                    i robic swoje możliwie najepiej.Tylko i aż tyle.I z tego próbuję zrobic mój sens.
                                                  • tilia7 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 02.09.10, 12:08
                                                    I żeby nie byc gołosłowną podpieram się słowem poety-noblisty:


                                                    Czesław Miłosz

                                                    Wiara

                                                    Wiara jest wtedy, kiedy ktoś zobaczy
                                                    Listek na wodzie albo kroplę rosy
                                                    I wie, że one są - bo są konieczne.
                                                    Choćby się oczy zamknęło, marzyło,
                                                    Na świecie będzie tylko to, co było,
                                                    A liść uniosą dalej wody rzeczne.

                                                    Wiara jest także, jeżeli ktoś zrani
                                                    Nogę kamieniem i wie, że kamienie
                                                    Są po to, żeby nogi nam raniły.
                                                    Patrzcie, jak drzewo rzuca długie cienie,
                                                    I nasz, i kwiatów cień pada na ziemię:
                                                    Co nie ma cienia, istnieć nie ma siły.


                                                    Nadzieja

                                                    Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,
                                                    Że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,
                                                    I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.
                                                    A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem,
                                                    Są niby ogród, kiedy stoisz w bramie.

                                                    Wejść tam nie można. Ale jest na pewno.
                                                    Gdybyśmy lepiej i mądrzej patrzyli,
                                                    Jeszcze kwiat nowy i gwiazdę niejedną
                                                    W ogrodzie świata byśmy zobaczyli.

                                                    Niektórzy mówią, że nas oko łudzi
                                                    I że nic nie ma, tylko się wydaje,
                                                    Ale ci właśnie nie mają nadziei.
                                                    Myślą, że kiedy człowiek się odwróci,
                                                    Cały świat za nim zaraz być przestaje,
                                                    Jakby porwały go ręce złodziei.


                                                    Miłość

                                                    Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,
                                                    Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,
                                                    Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.
                                                    A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,
                                                    Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,
                                                    Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.
                                                    Wtedy i siebie, i rzeczy chce użyć,
                                                    Żeby stanęły w wypełnienia łunie.
                                                    To nic, że czasem nie wie, czemu służyć:
                                                    Nie ten najlepiej służy, kto rozumie.

                                                  • first.marionetka Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 02.09.10, 12:27
                                                    Pięknie Tilio to napisałaś. Dziękuję.

                                                    Też postrzegam Wszechświat szerzej. Ziemia to mała łupinka w oceanie Wszechświata.
                                                    To co piszesz Tilio, było dla mnie oczywiste wcześniej.
                                                    Teraz nic nie jest proste, nic nie jest oczywiste.
                                                    Teraz poszukuję, miotam się i tonę w domniemaniach, domysłach….. po co??? Chyba, żeby zagłuszyć ból, uspokoić
                                                    wnętrze….

                                                    Czyniłam dobro, przynajmniej starałam się i to bardzo… i co???? Jestem w miejscu, gdzie zaczynam poznawać
                                                    wszystko od nowa….. osłabiona, wycieńczona bólem.
                                                    Leszek Kołakowski za Markiem Aureliuszem pisze, że po pierwsze trzeba sobie postanowić, iż każda rzeczywistość
                                                    nam dana jest najlepsza, a po drugie , nie szukać w życiu sensu.
                                                    A jeśli ktoś szuka, to sam sobie jest winien.
                                                    Coś w tym jest, sens jest chyba dalej niż sięgają nasze zmysły.
                                                    A póki co trzeba iść do przodu..........
                                                  • tilia7 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 02.09.10, 12:52
                                                    Wiem Marionetko,dla mnie też to było oczywiste przedtem a teraz się miotam.Ale chyba to jednak tak jest,że ten
                                                    Wyższy Sens jest nie do ogarnięcia.Bo my myślimy tak:starałam się czynic dobro i co?Spotkała mnie taka straszna
                                                    krzywda zamiast nagrody?Mam takie samo poczucie krzywdy,że ja się starałam,że ufałam światu a on mnie tak
                                                    bezwzględnie i podle skrzywdził.A tymczasem wygląda na to,że nie ma ani wyraźnych kar za zło ani nagród za
                                                    dobro.W każdym razie nie tu i nie w taki sposób jakbyśmy chcieli.Po prostu spotykają nas różne
                                                    zdarzenia,niekoniecznie "zaprogramowane" na górze.
                                                    No i są rzeczy,na które mamy wpływ oraz takie,na które wpływu naprawdę nie mamy.Dlatego piszę,że należy
                                                    robic "swoje",czyli to,co jest w naszym zasięgu.
                                                    To niewiele ułatwia w naszej sytuacji i przy takim natężeniu bólu,wiem.Ale ja osobiście myślę,że żadne
                                                    wytłumaczenie tego bólu nie zmniejszy,żadna pociecha.To,co się stało Marionetko z Twoim Synem, z moim
                                                    mężczyzną,z innymi bliskimi obecnych tu osób,jest nieodwracalne.A ja myslę,że nasze szukanie sensu jest trochę
                                                    takim szukaniem "kwiatu paproci",który mógłby przywrócic Im życie:(Sama łapię się na tym,że myślę
                                                    czasem:"przeciez musi byc jakiś sposób,musi".Ale nie ma.Dlatego tak trudno zrozumiec i zaakceptowac świat,w
                                                    którym dzieją się takie rzeczy,dlatego szukamy rozpaczliwie,mając nadzieję,że jeśli wystarczająco dużo
                                                    zrozumiemy,to może jednak...
                                                  • first.marionetka Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 02.09.10, 13:18
                                                    "Dlatego tak trudno zrozumiec i zaakceptowac świat,w którym dzieją się takie rzeczy,dlatego
                                                    szukamy rozpaczliwie,mając nadzieję,że jeśli wystarczająco dużo zrozumiemy,to może jednak... "
                                                    - tak, to jest trafne podsumowanie.
                                                    Myślę, że potrzebujemy czasu, żeby nasze głowy jak szafy przewietrzyć, opróźnić ze zbędnych
                                                    " ciuchów" czyt. myśli.
                                                    Ale póki co jest jak jest, dlatego piszemy o bólu z którym sami sobie nie radzimy.
                                                    I sama wiesz, że nieraz jedno słowo, zdanie pozwoli się zatrzymać i na chwilę złapać zdrowy
                                                    oddech....
                                                    Ja ostatnio mam tak, że budzę się rano i nie wierzę w to co się stało. I mierzę się z rzeczywistością,
                                                    w której muszę sama siebie przekonywać " stało się" i ty tu zostałaś i to ty masz uporać się z tą inną
                                                    rzeczywiostością.....
                                                  • tilia7 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 02.09.10, 16:44
                                                    Długo miałam taki okres,że rano,po przebudzeniu musiałam sobie "powiedziec",że mój ukochany nie
                                                    żyje.Teraz rano budzę się już o tym wiedząc,ale nie zmienia to faktu,że wciąż wywołuje to lęk i
                                                    niedowierzanie.Czasem w środku dnia mam takie "zachwiania" tego,co jest prawdą a co nie.Jakiś
                                                    czas temu,czytając książkę,nagle dozanałam bardzo silnego uczucia,że w ogóle nie jest to prawdą i
                                                    żebym nie myślała o tym,bo naprawdę się zdarzy.Tak bardzo to było silne,że musiałam wstac i
                                                    zobaczyc,że mam kupione znicze na cmentarz:(Takich chwil nienawidzę,bo nie dają żadnej
                                                    ulgi,żadnego pocieszenia,za to wzmagaja lęk,że się wariuje.
                                                    Mam czasem tak,że nie umiem o tej śmierci pomyślec w ogóle jak o czymś realnym,czymś,co
                                                    naprawdę dotyczy mnie,jak o czymś,co jest teraz moim życiem:(A czasem wręcz
                                                    przeciwnie,wszystko wraca z taką intensywnością,taką wyrazistością,jakby działo się dopiero co albo
                                                    wręcz teraz.
                                                    Jedno jest dla mnie pewne:niezaleznie jaką drogą pójdę dalej,zawsze będzie to dreptanie w kółko
                                                    wokół tego,co się stało.Różni mądrzy a czasem przemądrzali ludzie mówią,że trzeba to zostawic i iśc
                                                    dalej,nie oglądając się za siebie.Chciałabym ich widziec na moim miejscu,na naszym miejscu.Iśc dalej
                                                    może tak,ale "nie oglądając się za siebie"?Mój Boże...Wybacz im,bo nie wiedzą,co mówią...
                                                  • agalt Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 01.09.10, 12:06
                                                    grazyna1965 napisała:

                                                    >"Nie chodzi o to,żeby dosłownie nie życ.Chodzi o to,żeby
                                                    > nie brac udziału w życiu"
                                                    > ..dokładnie tak Tilio, dokładnie tak

                                                    A u mnie, cholerka, znowu na odwrót. Bo tak na tu i teraz, to rzeczywiście, nie
                                                    mam zbytniej chęci brać udziału w życiu. Ale tak na W OGÓLE, NA ZAWSZE, NA
                                                    WIEKI, to bym już chciała być po tamtej stronie. Wiem, że Jaś po mnie wyjdzie,
                                                    że znowu go spotkam. I tak trudno mysleć, że tyle jeszcze trzeba czekać. Choć z
                                                    drugiej strony mam tu dla kogo zyć i wiem, że powinnam. I nawet chcę, tyle, że
                                                    to chcenie z rozsądku, z obowiązku.
                                                    Jednak moje chcenie bycia już po tamtej stronie nie ma przełożenia na myśli
                                                    samobójcze. I ani przez chwilę nie miało. Chyba drugiego dnia po pogrzebie
                                                    policzyłam ile dni koniecznie muszę przeżyć. Teraz już ich nie liczę, bo nie da
                                                    sie policzyć tęsknoty.
                                          • tilia7 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 31.08.10, 13:15
                                            Marionetko,ja opłakuję samobójcę,nie ma takiej możliwości,żebym nie
                                            myślała o samobójstwie.Moje:Dlaczego? dotyczy samobójstwa,nie da się
                                            tego ominąc,nijak.Zresztą rozpisałam się o tym,odpowiadając Ince,to
                                            tu już nie chcę się powtarzac.Jeśli masz ochotę zajrzyj do
                                            wątku:"Zabierz mnie Boże stąd",tam więcej moich refleksji na ten
                                            temat.

                                            Wiem,że przynależymy.Ale nie czuję,że przynależę.Czuję
                                            samotnośc,odcięcie,innośc.Wiem,że to nie jest obiektywna prawda,ale
                                            cóż,uczucia są subiektywne z zasady i moją prawdą jest to,co ja
                                            teraz czuję.A czuję,że nie przynależę.
                                            Dostrzegam te drobne ale istotne elememty,które są takimi powiewami
                                            z lepszej strony świata.Wiem też,że dzięki takim drobinkom światła
                                            udało mi się dotąd przetrwac.Był taki okres,kiedy chłonęłam te
                                            drobinki jak odkurzacz.Teraz jest niestety taki okres,kiedy trudno
                                            mi je dostrzec a jeszcze trudniej przyjąc.Odbijają się od mojego
                                            bólu i lęku,i spadają potłuczone na ziemię.Mimo to staram się ich
                                            szukac,bo czasem,którejś udaje się przeniknąc do środka.

                                            I to poczucie zdradzania,właśnie.Wiem z całą pewnością,że mój
                                            mężczyzna chciałby dla mnie wszystkiego,co najlepsze.Zawsze we mnie
                                            wierzył, w moją siłę,w moją mądrośc,w moją intuicję.Zawsze
                                            mobilizował,zachęcał do wysiłków.Wierzył we mnie chyba bardziej niż
                                            ja wierzę w samą siebie.I Jego miłośc mobolizuje mnie do walki o
                                            siebie.To na pewno.A mimo to,kiedy tylko trochę wstanę,kiedy poczuję
                                            się odrobinę silniejsza,właśnie poczucie zdrady się pojawia.Jak to
                                            żyję?Jak to żyję i po co,skoro Jego nie ma?Skoro On nie chciał i nie
                                            mógł życ?Po co,po co,po co?I tak w kółko trwa ta polka galopka,ten
                                            wyjątkowy dance macabre.
                                            • first.marionetka Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 31.08.10, 15:43
                                              Tilio, piszesz:
                                              I tak w kółko trwa ta polka galopka,ten wyjątkowy dance macabre.
                                              Trafnie to ujęłaś. I ta okropna świadomość, że tak już będzie, że
                                              czas niewiele zmieni, niestety.

                                              Ale pomimo tego co pisze Grażynka, którą jakże bardzo mocno rozumiem.
                                              Co piszesz Ty Tilio, trzeba w tej innej rzeczywistości dać sobie
                                              szansę na godne życie.
                                              Może życie to za dużo powiedziane. Dać sobie zgodę na przechodzenie
                                              przez " czas" aż do spotkania.

                                              Ja np. mam coś takiego, że nie przyjmuję nowej wiedzy, pisząc nie
                                              ogarniam treści , taki zamęt w głowie.
                                              Bardzo denerwujący. Ale myślę, że on jest tam po to, aby ta głowa
                                              nie rozpadła się na kawałki, tak jak rozpadło się serce.
                                              Może przez to jest mi lżej, bo taka otępiała na wszystko potrzebuję
                                              więcej czasu. I złoszczę się na swój stan, a mniej myślę o rozstaniu.
                                              Mądrze napisała Agalt, że wszystko jest po coś.
                                              Ja daję sobie szansę, aby to zrozumieć. Aby pojąć sens tych rozstań.
                                              Jak taki raczkujący dzieciak upieram się, że musi być wyjaśnienie
                                              dlaczego to co najważniejsze, czyli miłość zostaje brutalnie
                                              przerwana..... przychodzimy tu po miłość, dla miłości i......... no
                                              właśnie i nie rozumiem po co światu takie rozstania......czemu to ma
                                              służyć????
                                              wiem, że piszę jak dzieciak, ale takie właśnie pytania miotają moim
                                              wnętrzem. Logika, zaburzona logika. Takie śmierci zaburzają wszelką
                                              logikę....
                                              i pomyśleć, że gdyby nie Jego odejście nie byłoby serii pytań na
                                              które trudno znaleźć odpowiedzi....
                                    • tilia7 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 29.08.10, 23:06
                                      Marionetko,czasem się zdarzają takie dobre zdarzenia.Dziś Ty byłaś moim dobrym
                                      zdarzeniem,bo rozmowa z Tobą bardzo mi pomogła.Jakoś mi lżej,że ktoś rozumie i
                                      że to z siebie wyrzuciłam.Bardzo Ci dziękuję.

                                      Tobie Rafaello tez dziękuję za współczucie.

                                      I przy okazji odkryłam,dlaczego moje uczucia się na mnie obraziły,czemu
                                      przestały słuchać rozumu.Otóż najbardziej ze wszystkiego nienawidzę hasła:"weź
                                      się w garść"-nienawidzę nieprzytomnie i wściekam się,kiedy je słyszę.A
                                      jednocześnie własnym rozumem do tego właśnie próbuję przekonać moje uczucia:żeby
                                      wzięły się w garść,kiedy one się wziąć w garść nie mogą.Więc nie dziwię się,że
                                      przestały traktować mnie poważnie i przestały się z intelektem liczyć.
                                      To cenna lekcja.Bezcenna nawet.
                • tilia7 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 28.08.10, 20:21
                  Marionetko,ja wciąż właśnie obłędu boję się najbardziej i dokładnie tak,jak
                  piszesz,pytam,po co światu moje szaleństw?
                  Doświadczam samotności tak głębokiej,na takim poziomie,że żaden człowiek nie
                  jest w stanie tej samotności ukoić ani zapełnić tej pustki, w której się
                  znajduję.Strata partnera dodatkowo niesie ze sobą i to utrudnienie,że nie można
                  się nawet do nikogo przytulić,schronić się w czyjeś ramiona,wypłakać,że nie ma
                  tego kogoś,kto mógłby utulić,ukoić choć na chwilę swoją obecnością.A wszyscy
                  inni,choć wspierają,zupełnie nie rozumieją,zupełnie.
                  Ja też mam wrażenie,że już nie z tego świata jest moje królestwo.I że piekło
                  jest po tej,nie po tamtej stronie.
    • hala30 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 17.09.10, 10:35
      Prawie 6 miesięcy temu zginął mój 24-letni Syn. Dorosły, młody człowiek. Pełen planów,nadziei, pełen życia. Wraz z jego odejściem skończyło się i nasze życie. Mieliśmy jedno dziecko, jesteśmy za starzy na kolejne rodzicielstwo. Klapa na całej linii. Zostaliśmy sami z psami. Naszym i Synkowskim. Nie mamy planów, nadziei, nie mamy nic. Została pamięć, zdjęcia, gitary i ulubione narty Syna. Moje serce jest puste i zimne. Czuję się tak jakbym skamieniała od środka. Jestem tak skupiona na swoim bólu, że nie potrafię współczuć innym. Stałam się paskudną egoistką. Przedtem taka nie byłam. Byłam dobrym i empatycznym człowiekiem. Teraz... właściwie to nie wiem kim jestem.

      R.M.Rilke "Pieta"

      Wielka jest nędza moja
      i bez nazw.
      Jak w środku głazu, taki we mnie mróz.
      Stwardniałam wskroś i wiem już tylko
      jedno:
      tyś rósł-
      ..........i rósł
      by poza serca mego sedno
      wystawać.
      Dziś leżysz na kolanach mych na poprzek,
      dziś cię nie mogę więcej już
      urodzić.
      • kalincia Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 22.09.10, 21:18
        zobojętniałam na problemy świata, przewartościowałam wszystko, zmieniłam się pod chyba każdym względem.. to, co kiedyś sprawiało mi radość, dzisiaj jest mi często obojętne..
        nauczyłam się, że dzisiaj jestem, a jutro równie dobrze może mnie nie być...
        zrozumiałam, żeby nie przekładać spotkań z ludźmi, bo 'jutro' może być za poźno.. a najważniejszy w życiu jest drugi CZŁOWIEK, bo tak naprawdę żyjemy dla ludzi.. a oni odchodzą za szybko ..
        nauczyłam się też, że w życiu piękne są tylko chwile..

        miałam niewiele ponad 20 lat gdy musiałam się zmierzyć ze śmiercią i nauczyć się żyć od nowa..
        • first.marionetka Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 24.09.10, 10:02

          Kalińciu, pięknie napisałaś. Dziękuję.
          To też prawda o mnie, matce, która rozstała się na chwilę ze swoim Synem...
          pozostało tak wiele niedokończonych rozmów.....
          Dla mnie pocieszeniem jest, że "każde jutro" może być już naszym wspólnym jutrem.
          A póki co trzeba tak żyć, aby "po pierwsze nie szkodzić " Innym.......
          • smutna_100 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 25.09.10, 19:42
            ja podobnbie jak osoba 2 posty niżej-tez zobojetniałam na siwat. jest mi wszytsko totalnie obojetne, na niczym mi nie zalezy.Moja Babcia była dla mnie kims wiecej niz "tylko" babcią od prezentów...była osoba która uczyniła moje dziecinstwo szczesliwym. i nie potrafie sobie wyobrazic ze teraz 1 listopada pójde na jej grób-nie potrafie.Nie potrafie sie pogodzic ze smiercia, nawet sie z Nia nie pożegnałam. Ona byla zawsze przy mnie kiedy to bgyło potrzebne a ja...szkoda słów...Nie potrafie usmiechac sie jak dawniej, nawet mi sie nie chce.wychodze do ludzi ale wtedy zakładam maske i udaje a jak wracam do domu to wszytsko pęka.czuje ze przez ostatnie 2 miesiace zyłam jak za szybbą-wszytsko robiłam mechanicznie...kazdego dnia czuje ogromny ból.Woczraj mineły 2 miesiące od pogrzebu...
    • ania_marta76 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 03.01.14, 22:53
      jakbym słuchała siebie, tam od środka...
      czytając Wasze posty poczułam na chwile, że nie jestem sama ze swoimi uczuciami... bo czuję się dokładnie tak samo jak Wy po stracie dwojga rodziców...
      najchętniej to bym z Wami pogadała od czasu do czasu...
      dzisiaj, wczoraj, przedwczoraj chyba mam te gorsze dni... choć one zdarzają się dosyć często ostatnio... we grudniu minęły dwa lata od odejścia taty, we wrześniu minął rok od odejścia mamy...cholernie ich brakuje...ale nie rozmawiam o tym z nikim
      trzymajcie się ciepło:)
      • f.l.y Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 04.01.14, 23:20
        zabrzmi może głupio - ale dotarło do mnie, że każdego to czeka i mnie też, może później, może szybciej, tego nie wie nikt...

        ponieważ już dwa razy porządkowałam mieszkanie po Rodzicach, najpierw po Mamie, potem po Tacie - wiem, jakie to dla mnie było bolesne (bo co zrobić z rzeczami osobistymi) a jednocześnie kłopotliwe...bo było tego, a było.... rzeczy potrzebnych i niepotrzebnych...

        to, co nazwałam 'zabrzmi głupio' to to, że ogarnęłam swoje rzeczy do takiego stanu, żeby nie zostawiać po sobie kłopotu... i tak jeszcze zastanawiam się, czy nie powinnam przejrzeć i wyrzucić zbędnych dokumentów, starych rachunków, ubrań, które kiedyś 'może się przydadzą jak schudnę', a przecież nie schudnę i będą leżeć..

        oczywiście mam też spisane wszelkie 'zalecenia', prośby i opisane sprawy, o których mój jedyny syn wiedzieć powinien, żeby nie musiał się zbytnio męczyć zamykając sprawy po mnie..

        a dosłownie odpowiadając na zadane w wątku pytanie - moja Mama zmarła w samotności, w szpitalu w innym mieście, i do końca życia będę miała wyrzuty z tego powodu, że nie przenieśliśmy jej do Warszawy bliżej domu (myśleliśmy, że wyjdzie z choroby) i że nie było mnie przy niej w chwili śmierci, mój Tata natomiast umarł przy mnie, w domu i całe szczęście, bo wiem, jak to jest ważne dla mnie i jak było dla Niego - zmieniło mnie to tak, że dotarło do mnie to, jak bardzo miękka jestem psychicznie od tamtego dnia...


        • ania_marta76 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 05.01.14, 23:34
          moja mama też zmarła w samotności w szpitalu i tak jak Ty serce boli do dzisiaj i będzie bolało, że tak się stało; bardzo ją chciałam wyciągnąć z tego szpitala ale moja wiedza wtedy była zbyt mała czy tak się w ogóle da no i fakt , że lekarze cały czas twierdzili, że ja leczą wiec ciągle była nadzieja a może się poprawi i wyjdzie z tego...
          odwiedzałam ją codziennie i byłam tam po dwie trzy godziny jak tylko mogłam - ale nie mogłam przy niej być cały dzień a wiem że jej mnie brakowało - wiem bo byłyśmy bardzo związane...chciałam ja do końca trzymać za rękę
          To są takie przeżycia i ból z którym się żyje do końca życia... i tylko Ty, ja i osoby które to przeżyły wiedzą i rozumieją to
          trzymaj się ciepło
          • seestern517 Re: Jak Wy zmieniliście się po śmierci najblizszy 02.07.16, 00:37
            Jak ja sie zmienilam?no coz... Nigdy nie myslalam,nie wierzylam w to,ze moge stracic swoj dom,swoj swiat i rodzine i juz dawno to sie stalo i nadal mi sie nie chce wierzyc... Czasami budze sie i wydaje mi sie ze jestem dzieckiem i jestem tam,w swoim pokoju w domu rodzinnym,jak bym nie chciala tego puscic,z tym sie rozstac.pamietam kazdy szczegol tego domu,jak byly urzadzone pokoje,gdzie stal telewizor,choinka na Sylwestra.Uwielbialam snieg,zime,zabawy w sniegu,sanki,lyzwy... Pamietam dlugie jesienne wieczory,zapach palonych zoltych lisci,zapach suszonych grzybow.Bylam beztroska,mialam duzo kolezanek i kolegow,uprawialam sport...teraz jestem dorosla,i jestem w obcym kraju i tego domu juz nie ma,bo zostal sprzedany przez moja matke,ktora wszystko odziedziczyla,a mnie nie chce znac...porozdawala lub powyrzucala moje rzeczy...przez wiele lat bylo bardzo ciezko,lecz staram sie zyc... Teraz jest lato i tu cudzoziemcy przewaznie wyjezdzaja do swoich rodzin i jest mi nieco smutno,ze tam,w swoim kraju juz nie mam nikogo,to znaczy mam jakas tam dalsza rodzine,lecz po wszystkim,co zrobila moja matka nie mam ochoty tam jechac.jezdze na wczasy,juz czwarty raz do tego samego hotelu,pisze wiersze,opiekuje sie dziecmipracuje,gotuje,plywam w jeziorze.W dzien jakos idzie,a wieczorami czesto placze...tak okolo godziny...stalam sie duzo bardziej czula i chyba odwazna.nie zamykam sie w sobie,mam przyjaciol nieduzo,ale takich prawdziwych.czasami bardzo tesknie ,po prostu tesknie,wspominam ogladam zdjecia...po jakims czasie to przechodzi.zartuje,smieje sie,ogladam telewizje...a potem to przychodzi:ten smutek,te lzy...ide spac,by jutro znowu probowac zyc...pozdrawiam i przytulam wszystkich.dobranoc.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka