30.11.04, 09:42
Nie wiem, jak przebiega tok myślowy u mężczyzny po 40-ce. Wahania i brak
zdecydowania niekoniecznie są oznaką słabego charakteru. Taki facet dobrze
wie, czego chciałby od życia. Jeszcze lepiej wie, co chciałby zapewnić swojej
partnerce. Jeśli zostawia żonie cały swój(w zasadzie-ich) dotychczasowy
dorobek-co ma do zaoferowania nowej partnerce? Zważmy, że nie każdy jest
prezesem dobrze prosperującej spółki z kapitałem zagranicznymwink
Myslę, że stąd między innymi te wahania. Dodać do tego nalezy obawy typu-a co
rodzice (jej przeciez go lubia, jego tak w niego wierzą), dalsza i bliższa
rodzina(siostra zmieni o nim zdanie a zawsze był dla niej wzorem), środowisko
("nigdy nie powiedziałabym, taki porzadny człowiek!") no i oczywiście
dzieci...
Są to trudne decyzje. Trzeba mieć na ich podjęcie duuużo siły. A potem
jeszcze więcej wiary, że będzie dobrze. A jeśli osoba, dla której to robimy
jest tego warta to na pewno będzie.
Witam wszystkichsmile
Obserwuj wątek
    • jarkoni Re: obawy? 30.11.04, 20:10
      Clio11, oj masa obaw...Nie jestem słaby charakter, akurat w tej sytuacji sobie
      mało radzę...Ale trafiłaś idealnie...Psycholog?Zostawiam wszystko byłej żonie,
      to prawda, mam firmę ale to nie zagraniczna spółka, chociaż radzę sobie
      nieźle...Myślę i o zabezpieczeniu finansowym, i o tym co mysli o mnie "nowa"
      rodzina ( a myśli, że facet w srednim wieku poderwał nam młodą siostrę/kuzynkę,
      jeśli cokolwiek nie tak to zabijemy, bo nienawidzimy go)..Wszyscy znajomi mają
      mnie za ostatniego gnoja, bo powinienem trwać w związku, w którym byłem ( no
      proszę taki porządny niby a zostawił żonę z dziećmi dla młodej...jak zawsze ci
      faceci...)..No i oczywiście dzieci....Clio już wiem czego się bałem zaczynając
      to forum, nawet może nie uswiadamiając sobie do końca tego...Teraz po miesiącu
      już inaczej, mam gdzieś cały świat i opinie innych, tych co to niby wiedzą
      zawsze co dla Ciebie ma być najlepsze a co nie, i jak powinno się zyć i
      najlepsze złote srodki...Teraz chcę Ją odzyskać i już się nie waham, ale chyba
      zbyt późno...I to teraz boli...Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie
      • jarkoni Re: obawy? 30.11.04, 20:48
        Aaaaa clio i oczywiście może moja rodzina troszkę bardziej tolerancyjna, ale
        Tata poznał Ją...I powiedział : synu, rozwodzisz się, bywa, ale poznaj kobietę
        a nie dziewczynkę...zostawi Cie i będzie bolało, nie angażuj się....Czasami
        myślę : prorok czy co? Ech życie...
        • clio11 Re: obawy? 01.12.04, 08:50
          Każdy z Twoich bliskich chce dla Ciebie dobrze. Tylko to jest takie ich
          subiektywne pojęcie dobra. Według Twojego Ojca będziesz szczęśliwy z kobietą
          bardziej...hmmmm, wiekową? Najczęściej wiek idzie w parze z doświadczeniem, ale
          jeśli jest Ci bliski ktoś młodszy to znaczy, że przez to...głupszy?
          Ej, zapytaj wprost, może jeszcze nie spisała Cię na straty. Zapytaj jak Ona
          sobie tę sytuację wyobraża. Jej też nie jest łatwo.
          A że ojciec może mieć rację? Tu musisz sobie odpowiedziec na pytanie, czy
          chcesz być Z kimś, czy PRZY kimś (na starość).Pozdrawiam.
          • anuteczek Re: obawy? 01.12.04, 09:26
            Wiecie,
            Ja tak sobie myślę, że czasami faceci i ich rodziny boją się związku z
            młodszymi dziewczynami. Tymczasem niektóre dziewczyny wolą mężczyzn a nie
            chłopców... Tylko, że taka sytuacja nie jest łatwa ani dla dziewczyn, ani dla
            facetów, ani dla rodzin, zwłaszcza jak facet ma dzieci...
            andzia
            • clio11 Dojrzałość 01.12.04, 13:39
              Jest po prostu w cenie smile Tak jak odpowiedzialność. Dość nasłuchałam się już o
              odpowiedzialności; sporo "swojego" przeszłam. Niech nikt ni mie mówi, że
              WSZYSCY rozwodnicy są nieodpowiedzialni, tak jak nie WSZYSTKIE młode kobiety
              muszą być lekkomyślne i żądne kasy. Łatwo sypać sloganami, trudno tolerować,
              najtrudniej zrozumieć. A wszystko "dla dobra" tego/tej, któremu "padło na
              mózg". Bo przecież większość nas-rozwodników i rozwódek tak jest postrzegana,
              nieprawdaż?
              • keisiinom Re: Dojrzałość 01.12.04, 15:20
                Nie jestem rozwódką. Troszkę już przeżyłam, ale nie znowu tak wiele, więc w
                jakiejkolwiek licytacji szans nie mam. Żyję sobie spokojnie w tzw. normalnej
                rodzinie i w zasadzie nie mam na co narzekać. Zdaję sobie z tego sprawę,
                doceniam, choć- oczywiście- są sprawy, które mimo młodego wieku inaczej bym
                załatwiała. Nieważne.
                W mojej "normalnej" rodzinie nie było rozwodów. I z założenia nie będzie. I tak
                jak kiedyś to troszeczkę przerażało (bo przecież nie mogę być tą pierwszą), tak
                teraz raczej drażni. Tym bardziej, że to nie jest niechęć do określonego
                człowieka, który postąpił tak, czy inaczej. To niechęć do rozwodu jako takiego
                i wszystkich, którzy przez to przeszli.
                A ja? Do tej pory byłam raczej grzeczną córką, wnuczką itd. Tyle że chyba
                właśnie zebrałam siły, żeby troszeczkę powalczyć o swoje zdanie.
                Przestanę być grzeczna? Zdaniem niektórych pewnie tak. A moim- ktoś zasługuje
                na to, żeby nie kłamać na jego temat. Bo ileż można...
                Jest starszy? Jest.
                Rozwiedziony? Tak.
                Będzie problem? Pewnie ogromny.
                I pewnie nieraz usłyszę, że to nie tylko jemu padło na mózg. Trudno. Przeżyję.
                A jeśli tak, to kto wie, może to też coś znaczy...?
                Pozdrawiam
                • anuteczek Re: Dojrzałość 01.12.04, 15:27
                  Ja jestem pierwsz w mojej "normalnej' rodzinie i co? nic. Rozrabiam dalej, bo
                  pcham łapy między drzwi i spotykam się ze starszym, dzieciatym rozwodnikiem...
                  Póki co rodzina nie jest uświadomiona, ale jak będzie coś poważniejszego - tym
                  bardziej, że mam jakiś uraz do małżeństwa i papierka, to też usłyszę swoje.
                  Usłyszę i puszczę mimo uszu... Nie będę sobie brała tego do serca. Będę żyć po
                  swojemu
                  andzia
                • jarkoni Re: Dojrzałość 01.12.04, 20:09
                  keisiinom napisała:

                  > Nie jestem rozwódką. Troszkę już przeżyłam, ale nie znowu tak wiele, więc w
                  > jakiejkolwiek licytacji szans nie mam. Żyję sobie spokojnie w tzw. normalnej
                  > rodzinie i w zasadzie nie mam na co narzekać. Zdaję sobie z tego sprawę,
                  > doceniam, choć- oczywiście- są sprawy, które mimo młodego wieku inaczej bym
                  > załatwiała. Nieważne.
                  > W mojej "normalnej" rodzinie nie było rozwodów. I z założenia nie będzie. I
                  tak
                  >
                  > jak kiedyś to troszeczkę przerażało (bo przecież nie mogę być tą pierwszą),
                  tak
                  >
                  > teraz raczej drażni. Tym bardziej, że to nie jest niechęć do określonego
                  > człowieka, który postąpił tak, czy inaczej. To niechęć do rozwodu jako
                  takiego
                  > i wszystkich, którzy przez to przeszli.
                  > A ja? Do tej pory byłam raczej grzeczną córką, wnuczką itd. Tyle że chyba
                  > właśnie zebrałam siły, żeby troszeczkę powalczyć o swoje zdanie.
                  > Przestanę być grzeczna? Zdaniem niektórych pewnie tak. A moim- ktoś zasługuje
                  > na to, żeby nie kłamać na jego temat. Bo ileż można...
                  > Jest starszy? Jest.
                  > Rozwiedziony? Tak.
                  > Będzie problem? Pewnie ogromny.
                  > I pewnie nieraz usłyszę, że to nie tylko jemu padło na mózg. Trudno.
                  Przeżyję.
                  > A jeśli tak, to kto wie, może to też coś znaczy...?
                  > Pozdrawiam

                  Nie będę się rozwodził ( no i popatrzcie, znów ta durna gra słów....ech ten
                  język polski) Nie będę się rozwodził zbyt długo nad Twoim postem....Żadnych
                  długich komentarzy...Ale miło mi było to przeczytać...Ech jak mało na tym
                  świecie osób walczących o szczęście swojego jedynego danego życia, niż
                  tkwiących w stereotypach....bo tak trzeba i tak wypada...keisiinom....hmmm
                  uwielbiam Cię smile
              • anuteczek Re: Dojrzałość 01.12.04, 15:21
                Wiesz clio,
                Mnie bardzo męczą te stereotypy, zwłaszcza, ze często rozmowa ucina się po tym,
                jak się przyznam,ze jestem rozwódką...
                a.
                • gotyma Re: Dojrza?os´c´ 01.12.04, 15:43
                  anuteczek, ja tez jestem po rozwodzie i mam dwoje sporych juz dzieci. nie wiem, moze obracam
                  sie w innym srodowisku? owszem spotykam sie ze wspolczuciem (bo to ex znalazl sobie
                  mlodsza i mnie porzucil) ale jakos nie jestem traktowana jak tredowata. wrecz przeciwnie - mam
                  duzo przyjaciol. panowie tez nie uciekaja na wiesc o moim stanie cywilnym. a moze tego nie czuje i
                  nie widze? ale wlasnie ci ludzie pomagaja mi zyc i byc normalna.
                  mysle, ze raczej wydaje ci sie, ze tak jest jak piszesz? naprawde sa ludzie, ktorym to nie
                  przeszkadza. i kazdy ma prawo do szczescia niezaleznie od tego co go w zyciu spotkalo. na
                  pewno spotkasz takich!
                  zycze powodzenia
          • jarkoni Re: obawy? 01.12.04, 20:16
            clio11 napisała:

            > Każdy z Twoich bliskich chce dla Ciebie dobrze. Tylko to jest takie ich
            > subiektywne pojęcie dobra. Według Twojego Ojca będziesz szczęśliwy z kobietą
            > bardziej...hmmmm, wiekową? Najczęściej wiek idzie w parze z doświadczeniem,
            ale
            >
            > jeśli jest Ci bliski ktoś młodszy to znaczy, że przez to...głupszy?
            > Ej, zapytaj wprost, może jeszcze nie spisała Cię na straty. Zapytaj jak Ona
            > sobie tę sytuację wyobraża. Jej też nie jest łatwo.
            > A że ojciec może mieć rację? Tu musisz sobie odpowiedziec na pytanie, czy
            > chcesz być Z kimś, czy PRZY kimś (na starość).Pozdrawiam.

            Wiesz clio że czasem najbardziej wkurza jak wszyscy chcą dla Ciebie "dobrze"????
            I interesuje ich tylko dobrze w ICH rozumieniu...Oni wiedzą lepiej...ech...Mało
            ważne czego TY chcesz, niby słuchają i potakują, ale nie słyszą...I za chwilę:
            no tak, ja to rozumiem ( a nie słuchał)...ALE nie powinno się, ale tak nie
            wypada, ale tak się nie robi, ale przemyśl to jeszcze, ale u nas w rodzinie
            nikt jeszcze....Aż się ciśnie na usta : CO LUDZIE POWIEDZĄ, O TO CHODZI, TAK?
            • clio11 Re: obawy? 02.12.04, 09:47
              Ano, tak...
              Czytałeś "Malowanego ptaka"? Stado ma swoje prawa. Jesli jesteś inny-masz
              szanse być zadziobany.
              • jarkoni Re: obawy? 02.12.04, 11:05
                clio11 napisała:

                > Ano, tak...
                > Czytałeś "Malowanego ptaka"? Stado ma swoje prawa. Jesli jesteś inny-masz
                > szanse być zadziobany.

                Clio...otóż to, dokładnie tak..Najpierw patrzą z niedowierzaniem, próbują
                przekonywać, potem odpychają, a finalnie, czasem zupełnie nieświadomie, potafią
                zadziobać..I wbrew pozorom nie mówię tylko o sobie, myślę że moja dziewczyna
                została "zadziobana" i dlatego już jej nie ma..Ale ufam ciągle, że jeszcze żyje
                i uda się ją uratować..Niepoprawny optymista jakiś smile
              • jarkoni Re: obawy? 07.12.04, 18:16
                Poza tym clio tak sobie teraz myslę: gdzie są granice tej inności, tyle się
                mówi teraz o legalizacji związków homoseksualnych, Holandia legalizuje
                eutanazję, już nie wspomnę o "miękkich" narkotykach...W Afryce ciągle w XXI
                wieku setkom tysięcy kobiet wycina się łechtaczki...W Tajlandii rodzice
                sprzedają córki za parę dolarów do burdeli...Oj dużo byłoby przykładów...A ja
                się TYLKO rozwodzę, i zakochałem się w młodszej...Za to mam być zadziobany?
                Ech ta Dulszczyzna czasem co z nas wyłazi....Przepraszam za ostry post, ale coś
                bez humoru dziś jestem...I nie wiem, czy na pewno jeszcze chcę...Dołek mały
                typu Mariański, sorry...
                • clio11 Re: obawy? 08.12.04, 10:30
                  Na doła mariańskiego polecam w "zimowe"(gdzie ta zima?) wieczory grzańca
                  wawelskiego ew. floriańskiegowink
                  A co do inności...To, czego inni nie doświadczyli i nie znają zawsze okazuje
                  się czymś złym w ich oczach. Nieznanego boi się większość. Zresztą, ci, co
                  krytykują to w większości bez skazy ludzie sąwink. A że Ci się jakoś przestaje
                  chcieć też się nie dziwię. Może Ona tylko szukała pretekstu? Zastanów się. A
                  poza tym-poczekaj. Jeśli wróci-będzie Twoja na zawsze(ponoć jest takie
                  powiedzenie-jesli ktoś chce odejść-nie zatrzymuj go, bo jesli wróci to na
                  zawsze). A jesli nie? Bóg z nią...Sorki. Dziś ja mam kiepski dzień. Dostało sie
                  wszystkim. Nawet psusad

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka