Dodaj do ulubionych

Czy brać adwokata?

17.02.05, 17:16
Zwracam się z tym pytaniem do osób, które się rozwodzą albo są już
rozwiedzione. Chodzi mi o rozwód bez orzekania o winie. Mamy z mężem już
ustaloną rozdzielność majątkową i przeprowadzony podział majątku, chciałabym
przeprowadzić w miarę możliwości rozwód z klasą, bez wyciagania brudów,
ciągania dziecka (7 lat) do biegłego psychologa, chociaż wiem, że jeżeli
sędzia zleci to nie ma wyjścia. Zaznaczam, że przyczyną rozpadu pożycia nie
jest ani zdrada żadnej ze stron ani alkohol, nie znęcanie się fizyczne, ale
znęcanie się psychiczne wynikające z chorobliwej (podkreślam chorobliwej)
zazdrości męża. Niemniej jednak nie chciałabym opowiadać o tym w Sądzie,
jeżeli mamy sie rozstać na poziomie. Proszę więc, powiedzcie, jakich pytań
można spodziewać się od Sędziego, iprócz tych o aktualną więź fizyczną,
gospodarczą i emocjonalną.
Obserwuj wątek
    • bezecnymen Re: Czy brać adwokata? 17.02.05, 17:42
      niestety...
      wszyscy będziecie musieli zaliczyć wizytę w poradni rodzinnej, każde u innego
      osobnika-psychologa, na ich opinni bowiem oprze się sąd, wydając orzeczenie o
      przyznaniu opieki, orzeczeniu winy itp szczegółach
      no to jakie podasz powody dla których chcesz sie rozwieść? musisz podac
      przykłady tejże zazdrości i to w obecności męża, a jesli on zaprzeczy, to wtedy
      juz bez''prania'' w/w brudów się nie obędzie
      chorobliwa zazdrość to jak rozumiem absolutnie przesadna a przede wszystkim
      bezpodstawna...to jak tu mówić o orzeczeniu bez winy strony? sąd może nawet was
      skierować na badania i przydzielic kuratora zamiast dac rozwód, stwierdzając,
      że jesteście samolubnymi egoistami którzy z błahego powodu chcą pozbawic
      dziecko pełnej rodziny
      • joanek1 Re: Czy brać adwokata? 17.02.05, 19:09
        Bezecnymenie, ale mi nie zależy na orzekaniu winy, nie chcę też, żeby dziecko
        włóczyło sie po Sądach i poradniach psychologicznych, chociaż już nie jedno
        widziało i słyszało. Nie sądzę, żeby mąż czemukolwiek zaprzeczał, bo mam
        naprawdę niezbite dowody jego terroru psychicznego (świadków, nagrania). Ja
        chcę tylko formalnie zakończyć związek, który już nie istnieje. Zgodnie z
        prawem nie ma między nami już wspólności majątkowej, podzieliliśmy także
        notarialnie majątek wspólny (każde z nas osobno ma swoje mieszkanie i drugie
        nie ma do tego mieszkania żadnego prawa)-nie ma więc między nami więzi
        gospodarczej, nie istnieje między nami już żadna więź fizyczna i emocjonalna,
        choć istnieje pewne ryzyko, że odnośnie więzi emocjonalnej mąż ze swojej strony
        może twierdzić coś innego, pomimo tego, iż w chwili obecnej podobno on też
        zgadza sie na rozwód, ale nie wiem, co powie na sali sądowej. Ja jednak
        stanowczo jestem pewna, że już nie kocham męża i że na pewno mu nie wybaczę
        jego zachowania w ten sposób, byśmy mogli się zejść. Co tylko można było już
        ustalić, ustaliliśmy tzn. mąż regularnie przesyła mi zaakceptowaną i uzgodnioną
        przez nas oboje kwotę alimentacyjną, choć nie mogę nazwać tego alimentami, bo
        są to tylko pokojowe uzgodnienia między nami, regularnie też odwiedza córkę, w
        sprawach wychowania której potrafimy sie pokojowo dogadać. Córka może widywać
        się z tatą kiedy tylko ma ochotę i nie ma na tym tle między nami żadnych
        problemów, mąż jest obecny w naszym domu na wszystkich uroczystościach córki
        (urodziny itd.) Taka sytuacja trwa już od kilku miesięcy i dziecko w pełni ją
        akceptuje. Rozwód nie wniesie więc żadnych rewolucyjnych zmian w naszym życiu.
        Wiem, że z wniesieniem pozwu powinnam jeszcze z miesiąc bądź dwa poczekać, by
        upłynął odpowiedni czas separacji. Ja chcę tylko wiedzieć, czy łatwiej i w
        kulturalniejszy sposób dostanę rozwód podając dokładną przyczynę tj. chorobliwą
        zazdrość męża czy bardziej ogólną czyli różnicę charakterów i czy szykować
        pieniądze na adwokata czy nie?
        • bezecnymen Re: Czy brać adwokata? 17.02.05, 19:15
          wobec tego nie widze problemu...na razie ale zaklep sobie adwokata na wszelki
          wypadek jesli na rozprawie cos pojdzie nie tak jak to zaplanowalaś
          • joanek1 Re: Czy brać adwokata? 17.02.05, 19:24
            Ale jakie pytania może stawiać Sędzia, jakieś konkretne przykłady-w przypadku
            rozwodu bez orzekania o winie.
            • bezecnymen Re: Czy brać adwokata? 17.02.05, 19:39
              trudno mi na to odpowiedzieć bo bralem udział tylko w jednym rozwodzietongue_out w moim
              przypadku pozew żony był o rozwód z mojej winy, ale na drugiej rozprawie
              pojawił sie jej adwokat ze zmianą na bez orzekania, widocznie doszedł do
              wniosku i przekonał zonę że taki wynik jest nierealny, o co pytano? na zmianę,
              o to czy ja potwierdzam to co mowila zona i odwrotnie,a jesli nie to jaka jest
              wersja drugiej strony, Was na pewno o ta zazdrośc, ale jakie bedą konkretnie
              pytania nie mam pojęcia
              • joanek1 Re: Czy brać adwokata? 17.02.05, 19:54
                Dzięki za odpowiedź mimo tak małego doświadczenia, lepsze to niż nic
      • nyna Re: Czy brać adwokata? 10.03.05, 14:12
        Jak człowiek chce się rozwieść, to się rozwiedzie i w każdej jchwili może na
        przykaład zmienić zdanie, czy chce rozwodu z orzeczeniem o winie, czy nie Ja
        tak zrobiłam i bardzo się cieszę, chociaż trwało to bardzo długo, bo 1.5 roku,
        warto było. Cham nie będzie mnie zastraszał i się śmiał. Nie ma zmiłuj się dla
        kłamstwa przed ołtarzem. Trzeba wykazać niedojrzałość i doprowadzić aby winny
        poniósł karę. Jeżeli teraz popuścicie, to będziecie gorzko tego żałować,
        poznacie w przyszłości kogoś i co?
    • emka69 Re: Czy brać adwokata? 17.02.05, 18:37
      ja nie miałam adwokata. Ze względu na to że dziecko było niepełnoletnie sąd
      wysłał mi kuratora, który przeprowadził wywiad w domu w jakich warunkach jest
      wychowywane. To było wszystko
      • joanek1 Re: Czy brać adwokata? 17.02.05, 19:14
        Podniosłaś mnie na duchu. Oboje chcieliście rozwodu czy tylko ty?
        • emka69 Re: Czy brać adwokata? 18.02.05, 11:00
          joanek1 napisała:

          > Podniosłaś mnie na duchu. Oboje chcieliście rozwodu czy tylko ty?
          Ja chciałam mój były się zgodził z orzeczeniem o jego winie. Myślał że to
          kolejne straszenie po to aby się zmienił. Teraz wie że to koniec i wyprowadził
          się. Jestem wolna!!!!!!!! Życzę powodzenia
          • joanek1 Re: Czy brać adwokata? 18.02.05, 12:01
            Dzięki
            • julka1800 Re: Czy brać adwokata? 18.02.05, 12:41
              Joanek,
              opisze moj przypadek: M wnosił o rozwod, bez orzekania, o dzieci dla siebie i
              polowe mieszkania - na sprawie pojednawcze to potwierdzil, ja nie chcialam
              rozwodu i to powiedzialam. Ja bylam z adwokatem , M bez. Przed druga rozprawą M
              znalazł sobie adwokata. Moj adwokat poradzil mi ze jesli nie chce tego
              przyslowiowego prania brudow, spokoju dla siebie i dzieci /wszyscy wiedza że
              rozwod to lekko powiedzane hustawka nastrojow, a dzieci potrzebują spokoju w i
              tak już zburzonym ukladzie rodzinnym/ to powinnam sie na rozwod zgodzic ale na
              moich warunkach. Postawilam wiec warunki: rozwod bez orzekania, dzieci ze mną,
              splata w kwocie x. O dziwo M przystał na wszystkie warunki. Nie było psychologa
              ani dzieci nie byly przez nikogo przesluchiwane. Na druga rozprawe poszliśmy
              oboje z adwokatami z ustalonymi juz warunkami - I TO CI RADZE - dogadać sie
              poza salą sadowa, sami lub za posrednictwem adwokatow jesli nie mozecie
              rozmawiac sami ze sobą.
              Teraz wiem dlaczego M zgodzi sie na moje warunki rozwodu: 2 miesiące poźniej
              urodzilo mu sie dziecko z inną kobietą. Wina była oczywista.
              • joanek1 Re: Czy brać adwokata? 18.02.05, 13:04
                A w jakim wieku były wtedy wasze dzieci? Nie jest tak, że nie możemy ze sobą
                już rozmawiać. Przeprowadzaliśmy już rozmowę na ten temat planowanego rozwodu-
                hipotetyczne pytania i odpowiedzi nas obydwu: rozwód?- TAK, bez orzekania o
                winie?-TAK, niezgodność charakterów?-TAK, czy kocha Pani męża?-NIE, czy kocha
                Pan żonę?-......... (odpowiedź wymijająca) O rozwód będę wnosić ja i czuję,że
                po tej ostatniej odpowiedzi zaczną sie problemy, ale może się mylę? Chyba
                jednak wezmę adwokata.
                • julka1800 Re: Czy brać adwokata? 18.02.05, 13:13
                  to nie rozumiem: skoro na pytanie rozwód - TAK, to na pytanie: czy kocha Pan
                  żonę - powinno paść NIE /nikogo nie chce urazic/ W przecinym wypadku Sąd spyta:
                  o to dlaczego w takim razie chce się Pan rozwieść, skoro kocha Pan żonę? I
                  wtedy wszystko od początku. Z wyciaganiem rzeczy o krotych nie chce sie mowic
                  publicznie.


                  nasze dzieci wtedy miały 5 i 3
                  • joanek1 Re: Czy brać adwokata? 18.02.05, 13:22
                    Ależ Julko, ja sama prosiłam i nadal proszę męża, żeby on tylko powiedział w
                    Sądzie, że mnie NIE kocha, bo w przeciwnym razie zaczną się problemy i będę
                    musiała wszystko opowiedzieć, dziecko do psychologa itd., a naprawdę chciałabym
                    sobie i jemu tego oszczędzić. Teraz tak siedzę i myślę, że chyba jednak bez
                    adwokata sie nie obędzie.
                • emka69 Re: Czy brać adwokata? 18.02.05, 13:14
                  Pamiętaj, że jeżeli zgodzisz się na rozwód z twojej winy lub bez orzekania o
                  winie możesz w przyszłości płacić alimenty na twojego byłego - chyba że on
                  powtórnie się ożeni.
                  • joanek1 Re: Czy brać adwokata? 18.02.05, 13:35
                    Z moralnego punktu widzenia to rozwód następuje z winy męża, ale mi nie zależy
                    na tym, by udowadniać mu winę. Wiem, że przy rozwodzie z orzeczeniem winy
                    strona winna nie ma prawa ubiegać się o alimenty, a strona niewinna ma takie
                    prawo bez podawania konkretnych przyczyn. Przy rozwodzie bez orzekania o winie
                    każda ze stron ma takie prawo przez 5 lat (no chyba, że wcześniej sie ożeni lub
                    wyjdzie za mąż), ale musi udowodnić, że jej standard życia po rozwodzie
                    znacznie zmalał w porównianiu ze standardem, jaki miała w trakcie trwania
                    zwiazku małżeńskiego. Sądze jednak, że nam to nie grozi, chociażby z tego
                    powodu, że mamy już od jakiegoś czasu rozdzielność majątkową, każde ma więc
                    swój budżet i trudno by było udowodnić, że rozwód coś tutaj zmienił.
                    Przynajmniej ja tak myślę, ale może się mylę. W każdym razie dzięki za
                    odpowiedź.
          • czekolada72 Emko! 18.02.05, 12:32
            • czekolada72 Re: Emko! 18.02.05, 12:33
              Emko, czy moglabys konkretniej napisac o tej wizycie kuratora? Przede mna
              rozwod bez orzekania, pozew wnosil malzonek.
              • emka69 Re: Emko! 18.02.05, 13:18
                odwiedziła mnie pani kurator - dziecka przy tym nie było. zapisała czy dziecko
                ma swój pokój ile zarabiam, czy ojciec dziecka łoży na utrzymanie jak się córka
                uczy, jakie miała kontakty z ojcem, czy ojciec dziecka mieszka z nami itp. Była
                to raczej wizyta pro forma zobaczyła że nie ma patologii i na tym koniec
                • czekolada72 Re: Emko! 18.02.05, 13:21
                  a czy to bylo jakos wczesniej ustalone? przepraszam, czy Ty pracujesz? bo
                  jakbys byla wtedy w pracy?
                  • emka69 Re: Emko! 18.02.05, 13:37
                    nie rozumiem pytania wogóle pracuję ale nie w tej chwili.
                    Trudno jest wytłumaczyć jak było z moim rozwodem Straszyłam nim kilka lat.
                    Któregoś dnia powiedziałam że wysłałm pozew. Nie uwierzył. Przekonał się
                    dopiero kiedy znalazł przypadkiem dowód wpłaty w kasie sądu ( ale była
                    awantura). Później uznał że to kolejne moje straszenie. Powiedziałam że chcę
                    rozwodu ze względów finansowych. Częste mandaty i kary pieniężne w przypadku
                    utraty przez niego pracy mogły być płacone przeze mnie. Myślał, że po rozwodzie
                    będziemy mieszkać razem ale już kilka lat wcześniej był wymeldowany ( efekt
                    jednego z moich "straszeń") Zgodził się na rozwód z jego winy - gdyby się nie
                    zgodził i tak dopięłabym swego. dzisiaj jest bez pracy i ja nie muszę go
                    utrzymywać - w przypadku orzeczenia mojej winy lub bez orzekania o winie mógłby
                    wystąpić do sądu o przyznanie alimentów z mojej kieszeni.
                    • joanek1 Re: Emko! 18.02.05, 13:44
                      Ja myślę Emko, że czekolada chaiała zapytać (mnie też to interesuje), czy
                      wizyta Pani kurator była wcześniej ustalona, czy umówiła się, że przyjdzie
                      tego a tego dnia, o tej godzinie. Co by było, jeżeli by Cie nie zastała, bo
                      byłabyś np. w pracy
                      • bezecnymen Re: Emko! 18.02.05, 13:49
                        to juz kwestia nastawienia kuratora..zwykle zapowiada wizytę, bo nie chce mu
                        sie całować klamki, ale może byc i tak, że odpowiednio poinformowany pojawi się
                        z zaskoczenia
                      • emka69 Re: Emko! 18.02.05, 15:32
                        U mnie wizyta nie była zapowiedziana. Zastała mnie w trakcie remontu - życia i
                        mieszkania.
                        • emka69 Re: Emko! 18.02.05, 15:34
                          Była w godzinach popołudniowych. Pewnie gdyby mnie nie zastała to musiałaby się
                          za mną umówić.
                          • kruszynka301 Re: Emko! 18.02.05, 16:46
                            u mnie kurator przyszła niezapowiedziana - wizyta trwała jakieś 10 minut, bo sama mówiła, że głównie chodzi jej o rozmowę z dzieckiem rozwodzących się rodziców, a dziecko... miało wtedy 6 miesięcy i spało 20/24hwink.
                            • emka69 Re: Emko! 18.02.05, 20:32
                              bez komentarza
                              • czekolada72 Dzieki za odpowiedzi :) 11.03.05, 09:02
    • bursztynowe Re: Czy brać adwokata? 18.02.05, 14:47
      Nie
      Dlaczego? Jeśli jesteście zgodni to nie mapotrzeby..
      W sądzie musicie udowodnić zanik więzi (prawnicy wyróżniają trzy formy)
      W każdym razie sąd będzie pytał o wspólne gospodarstwo - oczywiście najlepiej
      jak bedziecie fizycznie odseparowani
      Sąd zapyta o seks, czy uprawiacie, i kiedy ostatni raz.
      Poza tym sąd zbada kwestie dziecka - czy rodzice partycypują w wychowaniu i
      pokrywaniu kosztów. Ale przede wszystki będzie dociekał, czy dziecku nie dzieje
      sie krzywda, czy w związku z rozpadem mąłżeństwa rodziców nie ma jakiś
      problemów, (np. opuszczanie sie w nauce, wagarowanie, narkotyki, itp)>
      prawdopodobnie będziecie musieli przedstawić świadka który zezna jak te kwesit
      wyglądają (świadka będzie musiała zgłosić strona powodowa).
      Jeśli się oboje zgadzacie na rozwód bez orzekania o winie, wykażecie że więź
      umarła, prowadzicie odrębne życie (a nawet macie własne odrębe związki),
      alimenty nie stanowią problemu, sąd powinien dać wam rozwód na drugim (po
      pojednawczym) posiedzeniu (no chyba że jest bardzo wredny)...
      Kuratror, psychologowie, adowkat - to są narzędzia przy konflikcie, jeśli
      jesteście zgodni to można (i trzeba) się bez tego obejść.

      Pozdrawiam
      • joanek1 Re: Czy brać adwokata? 18.02.05, 19:26
        Gospodarstwa wspólnego nie ma, jesteśmy fizycznie odseperowani, pozycia też nie
        ma. Dziecko nie chodzi jescze do szkoły. Oboje partycypujemy w wychowaniu i
        pokrywaniu kosztów. Zadne z nas nie ma odrębnego związku, no ale to chyba nie
        jest przeszkoda!!! w otrzymaniu rozwodu???
        • bursztynowe Re: Czy brać adwokata? 20.02.05, 01:39
          Nie powinno być z tym problemu...

          Pozdrawiam
    • tricolour Re: Czy brać adwokata? 18.02.05, 21:42
      Masz dość osobliwe podejście do rozwodu.
      Chcesz się rozwieść, ale sądowi niewiele chcesz powiedzieć.
      Brudów prać nie chcesz, a rozwód, to brudy właśnie!
      Rozwód ma być z klasą... ciekawe, co to znaczy. Ma być orkiestra, telewizja,
      wywiady?
      Po prostu masz ochotę na rozwód, a sąd ma Ci dać prezent.

      Jakieś to dziecinne i naiwne.
      • joanek1 Re: Czy brać adwokata? 18.02.05, 22:22
        Ta uwaga była naprawdę złośliwa. Nie oczekuję ani orkiestry ani telewizji ani
        wywiadów, bo nie ma się czym chwalić i żeby sprawa była jasna rozwód traktuję
        jako porażkę życiową. Rozwód z klasą to znaczy bez opowiadania Sądowi tego
        wszystkiego przez co się przechodziło. Czy naprawdę nie można się kulturalnie
        rozwieść? Nie jest tak, że mam po prostu ochotę na rozwód (jak to uszczypliwie
        ująłe/a/ś), bo rozpad mojego małżeństwa nastąpił już dużo wcześniej, ja tylko
        chcę, żeby stan formalny odpowiadał temu faktycznemu.
        • tricolour Re: Czy brać adwokata? 18.02.05, 22:31
          Jeżeli stan formalny ma odpowiadac fatycznemu, to miej odwagę nazwać rzeczy po
          imieniu. Taka umiejętnośc to podstawa, by ową równowagę osiągnąć.
          Jeżeli nie chcesz nic opowiadać, to niczego tez nie osiągniesz. Nie liczysz
          chyba na to, że sąd da Ci rozwód bez powodu. Jak chcesz opisac ten powód?
          Milczeniem?
          Złośliwy byłem - to fakt. Tówj post wywarł na mnie negatywne wrażenie - ot, ja
          chcę, to sąd musi. Nawet nie będe nic gadała byle sądowi. Ma byc kulturalnie!
          • joanek1 Re: Czy brać adwokata? 18.02.05, 23:01
            Tricolour, źle mnie zrozumiałeś, ja wiem,że Sądowi (nie byle Sądowi) muszę
            opowiedzieć, co było powodem rozpadu małżeństwa. Pytanie brzmiało, czy lepiej
            podać przyczynę dokładną- chorobliwa zazdrość- czy bardziej ogólną- niezgodność
            charakteru i czy brać adwokata czy też nie?
            Długo po rozstaniu z mężem dochodziliśmy do tego, żeby ze sobą móc spokojnie
            porozmawiać i to, co było sie już nie wróci, ale nie chcę wielu jego zachowań
            opowiadać, bo są tak wstydliwe i w oczach Sędziego mąż wyjdzie na idiotę. Ja
            sie po prostu zastanawiam, czy naprawdę musze wytoczyć najcięższe działa czy
            można jakos łagodniej!!! TO WSZYSTKO i nie ma to nic wspólnego, z tym, że jak
            to ujałeś "ja chcę, to sąd musi". Sądzisz, że jeżeli będzie tak skompromitowany
            to jak będą wyglądały później nasze kontakty w sprawach dotyczących dziecka, a
            chyba przynajmniej w tych sprawach powinniśmy mówić jednym głosem.
            • tricolour Re: Czy brać adwokata? 18.02.05, 23:57
              Jezu!
              Na chorobliwą zazdrość, to sie idzie do psychologa i leczy, a nie do sądu po
              rozwód.
              Myslisz, że w sądzie zastaniesz idiotów? Co im odpowiesz, gdy Cię spytają o to,
              co ja w poprzednim zdaniu?
              • joanek1 Re: Czy brać adwokata? 19.02.05, 00:06
                ależ ja byłam u psychologa, nawet załatwiłam go mężowi tylko on nie chciał
                skorzystać z jego usług, bo jak powiedział nie będę z niego robić idioty, a
                poza tym psycholog był mężczyzną i usłyszałam, że na pewno jest moim kochankiem
                i chcemy go w cos wrobić.... Po 8 latach takich dyskusji poddałam się....
                • zembig Czy aby nie za bardzo się tłumaczysz? 19.02.05, 00:12
                  joanek1 napisała:

                  > ależ ja byłam u psychologa, nawet załatwiłam go mężowi tylko on nie chciał
                  > skorzystać z jego usług, bo jak powiedział nie będę z niego robić idioty, a
                  > poza tym psycholog był mężczyzną i usłyszałam, że na pewno jest moim
                  kochankiem
                  >
                  > i chcemy go w cos wrobić.... Po 8 latach takich dyskusji poddałam się....
                  Decyzja zapadła, jak rozumiem, na pewno nie jedną noc zarwałaś, myślac, co
                  zrobić i jak długo jeszcze wytrzymasz, czas trochę odpuścić i zaakceptować to,
                  co się stało. Coć wiem, że jeszcze będzie ci cięzko, ale to się przewali jak
                  chmury, potem zaświeci słoneczko.
                  • joanek1 Re: Czy aby nie za bardzo się tłumaczysz? 19.02.05, 00:16
                    Podoba mi się to pytanie w tytule. Dużo osób mówi mi, że się za bardzo
                    tłumaczę, ale po pozostałość po 8 latach tłumaczenia sie ze wszystkiego przed
                    mężem, bo ......nie chciałam rozbijać rodziny.
                    • zembig Re: Czy aby nie za bardzo się tłumaczysz? 19.02.05, 00:31
                      Ja wytrzymałem podobnie, tzn. 10 lat formalnego związku poprzedzonego 5-letnią
                      znajomością.
                      • joanek1 Re: Czy aby nie za bardzo się tłumaczysz? 19.02.05, 00:34
                        ja już po 8 latach byłam u kresu wytrzymałości i na skraju załamania
                        nerwowego...
                        • zembig Re: Czy aby nie za bardzo się tłumaczysz? 19.02.05, 00:46
                          Ja już byłem przekonany,że kobiety są silniejsze! wink Tak naprawde, to każda
                          sytuacja jest inna i każdy z nas jest inny. Ja jestem już kilka lat po
                          faktycznym rozstaniu i długo po rozwodzie.W razie co, pisz na priv. Dobranoc.
                          • joanek1 Re: Czy aby nie za bardzo się tłumaczysz? 11.03.05, 19:24
                            Zembig, sprawdź prosze pocztę
      • bezecnymen Re: Czy brać adwokata? 18.02.05, 22:30
        alez masz dzis humorek tricoloursmile
        • tricolour Re: Czy brać adwokata? 18.02.05, 22:32
          Witaj,
          Zawsze mnie cholera bierze, jak dorośli ludzie kręcą przy znaczeniach słów.
          Rozwód, to porażka, ale ma byc kulturalnie!
          Czujesz, bracie?
          • bezecnymen Re: Czy brać adwokata? 18.02.05, 22:44
            ech każdy by chciał przejśc przez to w miare bezbolesnie, bo i tak ma dosyć
            problemow... problem w tym, że sie tak nie da i naiwnościa jest planowac
            kulturalny rozwód...jedno słowo, jeden komentarz i całą umowę wezmą diabli i
            zacznie się wolna amerykanka, ofkoz zdarzają się spokojne rozwody, ale
            przewidzieć tego, czy zaplanować na 100% nie sposób
          • joanek1 Re: Czy brać adwokata? 18.02.05, 23:09
            drogi tricolourze,
            słowo "porażka" nie wyklucza słowa "kulturalnie", więc jako dorosła osoba nie
            pokręciłam znaczenia słów.
            W moim poście adresowanym do Ciebie "porażka" była odpowiedzią na Twoje słowa:
            "Po prostu masz ochotę na rozwód, a sąd ma Ci dać prezent"- na porażki chyba
            się nie ma ochoty i na pewno nie chce się ich dostawać w prezencie!!!!!! I tak
            właśnie powinienes to słowo POCZUĆ!!!
            • tricolour Re: Czy brać adwokata? 18.02.05, 23:53
              Nie musimy przekonywać się nawzajem, prawda?
              Napisałaś post, który wydał mi się śmieszny i naiwny. Mam prawo do takich
              odczuć i do tego, by je wyrazić.
              Ty możesz się nie zgodzić sie z moim zdaniem.

              Ale żeby wymagać ode mnie, abym "właściwie" poczuł? Masz bardzo roszczeniowe
              zachowania.
              • joanek1 Re: Czy brać adwokata? 19.02.05, 00:03
                Tak,mój post mógł Ci sie wydać śmieszny i naiwny i masz prawo do innego
                zdania, ale nie musisz go wyrażać od razu tonem złośliwym i uszczypliwym, bo
                jeżeli ktoś nie ma racji (choć nie sądzę, żeby w tym wypadku tak było) to można
                mu to powiedzieć w delikatny sposób, przynosi nawet lepsze efekty.
                • tricolour Re: Czy brać adwokata? 19.02.05, 00:11
                  Prawda. Nie zawsze tak umiem.
                  Jeżeli Cię dotknąłem, to przepraszam.
                  • joanek1 Re: Czy brać adwokata? 19.02.05, 00:20
                    Przeprosiny przyjęte smile
                    • tricolour Re: Czy brać adwokata? 19.02.05, 00:23
                      Niecierpliwie czekałem na ten doniosły moment smile
                      Inaczej nie zasnąłbym...

                      Życzę Ci spokojnej nocy.
                      • joanek1 Re: Czy brać adwokata? 19.02.05, 00:25
                        hahahaha smile
                        I to nie było złośliwe wink
                        Tobie również spokojnej nocy, juz bez wyrzutów sumienia...
            • zembig Re: Czy brać adwokata? 19.02.05, 00:00
              Hej! Przede wszystkim wydajesz się bardzo zdołowana. To normalne, kiedy
              człowiek zaczyna sobie zdawać sprawę z porażki, klęski, zawiedzionych nadzieji.
              I czesto jeszcze ze straconych lat. Ale spoko, jeśli się dogadujecie, to rozwód
              w gruncie rzeczy jest formalnością. Zawsze to łatwiej, kiedy powie ci to ktoś z
              dużym doświadczeniem (mecenas?), ale za jaką kasę! W razie czego zawsze można
              poprosić sobie gościa jeśli na przykład nie będziecie w stanie dojść do
              porozumienia w sprawie alimentów. Ja zacząłem od wizyty u bardzo miłej p.
              adwokat, a chyba powinienem właśnie zacząć od porozmawiania z kimś, kto już to
              przeszedł. Jeśli sami dogadacie także sprawy finansowe i w czasie rozprawy twój
              były się nie wycofa, to całość zamknie się w trzech rozprawach. Co do pytań
              sądu, to trzeba się niestety dobrze przygotować psychicznie, a jak mi
              powiedziała p.a., najgorszy klient to szczery przed sądemsmile)).
              Myślę, że rozwód z klasą jest możliwy, to właśnie taki, gdy obie strony wiedzą,
              czego chcą, potrafią z sobą o tym porozmawiać, a potem jeszcze wytrzymać przy
              tym w czasie rozprawy. Powodzenia.
              • joanek1 Re: Czy brać adwokata? 19.02.05, 00:12
                Dzięki, aż mi sie lepiej na duszy zrobiło
                • bezecnymen Re: Czy brać adwokata? 19.02.05, 00:30
                  no i tak miłym akcentem możnaby zamknąć topiksmile
                  • tricolour Re: Czy brać adwokata? 19.02.05, 00:33
                    Amen.
      • bursztynowe Re: Czy brać adwokata? 20.02.05, 01:43
        Przepraszam ale troszkę nie masz racji...

        Można rozwieść sie z klasą. Co prawda, sąd zostanie wprowadzony w osłupienie,
        bo to raczej nietypowe zjawisko...

        Mój rozwód był spokojny, choć cyrki były. Ale znam parę, która rozwiodła się
        naprawdę elegancko, na drugim posiedzeniu, bez brudów, bez świństw i innych
        takich.

        To zalezy tylko od ludzi...

        Pozdrawiam
    • jolesz49 Re: Czy brać adwokata? 19.02.05, 15:24
      po co? ja miałem ale jako mężczyzna podobną sytuację. podobieństwo polegało na
      tym, że po prostu małżeństwo było i trwało 30 lat ale sie rozpadło. Długo by o
      tym pisać. Nie brałem i moje była nie brałą adwokata, bowiem rozwód
      przeprowadzono "z klasą" i za porozumieniem stron. Oczywiście pani sędzia
      zadawała pytania o alkowę, może i była ciekawa i tego aspektu, lecz ja
      odpowiedziałem, że jest to sprawa prywatna, osobista, a moje odczucia tej
      płaszczyzny są takie to a takie i poprosiłem o dalsze pytania. Tym sposobem
      zakończyłem tę może i krępującą stronę. Sama rozprawa odbyłą się w 15 minut i
      po niej poszliśmy na kawę. I to tyle. Jeśli chcesz czegoś więcej się dowiedzieć
      w tym problemie - jolesz49@gazeta.pl pozdrawiam jurek PS wszystko zależy od
      poziomu partnerów, bowiem oczywistym jest, że jeśli jeden z nich zaczyna coś
      tam, to sprawa się ciągnie i odpowiednio więcej kosztuje a do niczego nie
      prowadzi, no może do zaspokojenia własnych ambicji i aspiracji a po co?
      • tricolour Re: Czy brać adwokata? 19.02.05, 15:37
        "po prostu małżeństwo było i trwało 30 lat ale sie rozpadło"

        Kiedyś miałem rower, ale popsuł się. Wyrzuciłem grata i sprawiłem sobie nowy.
        Serio.
        Mam wrażenie, że bardziej przejmowałem się tym rowerem niż Ty swoim
        małżeństwem. Tak to wynika z Twojego chłodnego postu.
        • bellima Re: Czy brać adwokata? 20.02.05, 15:38
          jasne, lepiej zrobic publiczne pranie brudow przy rozwodzie, krzyki, wyzwiska,
          rozdzieranie szat, zeby wszyscy widzieli ze malzenstwo bylo dla ciebie wazne i
          wlasnie w-momencie-rozwodu cierpisz bo "teraz" sie rozpada...

          moze tricoulor zastanow sie troche podczas czyszczenia tego rowera? i nie sadz
          innych az tak swoja miara bo nie staje smile

          • bezecnymen Re: Czy brać adwokata? 20.02.05, 17:01
            wiesz bellima? oświeciłaś mniesmile
            wreszcie wiem po co jeszcze jedna scena/widowisko w sądzie skoro podobnych się
            zrobiło setki wcześniej...
            ŻEBY WSZYSCY WIDZIELI!!!
            • joanek1 Re: Czy brać adwokata? 20.02.05, 17:09
              No, ale chyba trudno było by znależć w Sądzie podziw dla swojej gry aktorskiej,
              bez względu na to ile razy wcześniej odgrywało się już tą sztukę...?
              SĄD TO NIE TEATR!
              • bezecnymen Re: Czy brać adwokata? 20.02.05, 17:13
                życie to jest teatr... a sąd jest częscią życia, stąd tragedie i komedie, a dla
                tych, co uważaja, że rozwód mozna sciśle zaplanować...sztuka dell'arte
                • joanek1 Re: Czy brać adwokata? 20.02.05, 17:19
                  No tak, życie to nie bajka...., ale zawsze myślałam,że na przedstawienia chodzi
                  się do do cyrku, widać świat idzie z postępem....
                  • bursztynowe Re: Czy brać adwokata? 20.02.05, 17:42
                    niektórzy robią z życia cyrk...
                    • joanek1 Re: Czy brać adwokata? 20.02.05, 17:54
                      Pewien znajomy cudzoziemiec mawiał, że Polska to jeden wielki kyrk....
                • joanek1 Re: Czy brać adwokata? 20.02.05, 18:25
                  "Zycie to jest teatr"...
                  chyba jeszcze raz pójdę na Casting do Starego w Krakowie....
                  nie, nie tym razem na "Szkołę żon", ale żadnych COMMEDII DELL'ART...
              • bursztynowe Re: Czy brać adwokata? 20.02.05, 17:41
                Dokładnie odwrotnie...
                Strony często wykorzystuja sąd i sprawę rozwodową do kontunuacji wojny jaką
                prowadzili wcześniej przez lata. I wszystkie chwyty są dozwolone: kłamstwa,
                aluzje, teatr łez... tylko po to by dokopac parnertowi, albo "wzruszyć" są tak
                by orzekł wyłączną winę drugiej strony, zasądził wyższe alimenty... po to by
                generalnie jak najbardziej sponiewierać swoją byłą drugą połowę... w imię
                swoich tzw. krzywd

                Nie wierzysz? Nie szkodzi. Tak jak znam parę, która rozeszła sie naprawdę z
                klasą, na drugim posiedzeniu, bez brudów, krzyków, oskarżeń.. tak również znam
                sprawę rozwodu, który trwał siedem lat, rozwodu małżeństwa które miało od dawna
                podzielony majątek, dorosłe i samodzielne dzieci i widać dużo chęci do
                prowadzenia działań wojennych...

                Co kto lubi..

                Pozdrawiam
                • joanek1 Re: Czy brać adwokata? 20.02.05, 17:46
                  "...Tak jak znam parę, która rozeszła sie naprawdę z
                  klasą, na drugim posiedzeniu, bez brudów, krzyków, oskarżeń..."
                  Tak właśnie chcę, stąd moje pytanie w poście...
    • olgajan Re: Czy brać adwokata? 10.03.05, 12:00
      Mój rozwód był bez orzekania o winie, oboje z moim byłym mężem ustaliliśmy, ze
      z powodu równicy charakterów, sąd nas pytał na czym ta róznica polega itp.
      Odpowiadalismy zgodnie. Nie potrzeba było adwokatów. Na drugiej rozprawiemoja
      mama była świadkiem, który opisywał kontakty ojca z synem( 2 letnim), w jakich
      warunkach mały się chowa itp. Nie był wyznaczony żaden kurator. Po drugiej
      rozprawie byliśmy już roziwdzeni. Dla mnie byłoby upokarzające brać brudy przed
      sądem. Wolałam tak to załatwić (mam nadzieję że z klasą) niż udawadniać winę
      (porzucenie dla kochanki podczas ciąży)i rozdrapywać rany na nowo.
      • tricolour Z klasą. 10.03.05, 23:25
        W moim rozumieniu Twój rozwód był po prostu "ułożony". Aby oszczędzić sobie
        niepotrzebnych przykrości zrobiliście tak, jak piszesz. Szybko i spokojnie.

        Ja mam bardziej konfrontacyjną naturę. Poruszłbym sprawę kochanka, ciąży - bo
        taka jest prawda. W moim rozumieniu "prawda" i "klasa" są mocno spokrewnione.
        • czekolada72 Re: Z klasą. 11.03.05, 10:01
          Tricolour, przepraszam, ze sie wtrace - a co bys osiagnal/a tym, ze poruszylbys
          sprawekochanki w ciazy? skoro oboje zdecydowali sie na rozwod bez orzekania ??
          • tricolour Z klasą cd. 11.03.05, 10:26
            Tytul mojego komentarza brzmiał "Z klasą" i na tym temacie starałem sie skupić.
            Jakoś mi nie pasowało "układanie się" z eksem, pomijanie prawdziwych powodów
            rozwodu - bo zrozumiałem, że ta kochanka, ciąża to główny powód. To pomijanie
            kłóci się z moim rozumieniem słowa "klasa".
            Tyle.

            A co osiągnąłbym poruszając sprawę kochanki? Poczucie, że rzeczy są właściwie
            nazywane. Dla mnie to ważne, dla innych mniej...
            • czekolada72 Re: Z klasą cd. 12.03.05, 18:30


              > A co osiągnąłbym poruszając sprawę kochanki? Poczucie, że rzeczy są właściwie
              > nazywane. Dla mnie to ważne, dla innych mniej...

              Owszem, to jest wazne tylko jak sobie tow praktyce wyobrazasz?
              Facet zdradza zone (od tad juz nie mozna mowic o klasie), ona to przezywa,
              cierpi itd. W koncu dochodzi do wniosku, ze nie da rady tak dalej zyc. Decyduja
              o rozwodzie. Nie chce przechodzic po raz drugi, rozdrapuwac ran, nie zalezy jej
              na pieniadzach od niego dla siebie. Nie cma zamiaru kupic skrzynki zgnilych
              pomidorow i obrzucic nimi panienke, ani robuc w sadzie pyskowki. Wiec co
              proponujesz?
    • czekolada72 Bursztynowe!! 11.03.05, 10:03
      Napisałas:
      prawdopodobnie będziecie musieli przedstawić świadka który zezna jak te kwesit
      wyglądają (świadka będzie musiała zgłosić strona powodowa).

      A jezeli powod nie ma jak wskazac swiadka, bo rodzina i znajomi z jego strony
      nie utrzymuja zadnych kontaktow z dzieckiem, to co wtedy??
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka