13.11.05, 22:22
Moja żona rozpoczęła konkretne działania rozwodowe, powpisywała sie na serwisy
randkowe, a ja.... odchodzę od zmysłów. Nie wiem, co robić, jak sobie z tym
poradzić sad Kocham ją i tracę z każdą minutą coraz bardziej. Wariuję.
Obserwuj wątek
    • akacjax Re: Boli... 13.11.05, 22:34
      To nie jest działanie rozwodowe, ale prowokacyjne, sprawdza, czy jeszcze coś do niej czujesz...
      Nie robiłaby tego jawnie...gdyby to coś miało znaczyć, bo jesteście ciągle małżeństwem i to byłby dowód jej winy do ew. rozwodu....
      Może podejdź ją od netu-wirtualnie...jako tajemniczy nieznajomy...
      • bezecnymen Re: Boli... 14.11.05, 06:57
        albo podaj mi jej nick...
        skutecznie zniechęcam do netowych romansówsmile
        • scriptus Re: Boli... 14.11.05, 08:40
          OK, wieczorkiem możemy pogadać na GG??
          • bezecnymen Re: Boli... 14.11.05, 11:52
            OK smile
        • tricolour Bezecny... 14.11.05, 09:17
          ... nie żartuj sobie. Scriptus na serio bierze nawet nierealne pomysły...
          • bezecnymen Re: Bezecny... 14.11.05, 11:54
            wcale nie żartuję, naprawdę mam wredny charakter, a świnia ze mnie exportowa
            • scriptus Re: Bezecny... 14.11.05, 12:49
              Tak się zastanawiam teraz, czy ten serwis randkowy, a raczej zapis w logu
              przeglądarki, razem z nickiem, to nie "podrzutek" dla mnie, choć moim zdaniem
              to trochę za sprytne, jak na wiedzę komputerową mojej żony. Wygląda raczej, jak
              pozostawione przez nieuwagę i niewiedzę, co zostaje w komputerze. Zapewniam, że
              jej nie szpieguję. Siedziało to w tym komputerze dobre 2 miesiące, patrząc po
              datach zapisanych plików, wszedłem na to przez przypadek, szukając czegoś
              innego. Jeżeli to jednak jest "podrzutek", to jest on dla mnie istotnym i
              czytelnym sygnałem, co mam robić. Jeżeli to nie podrzutek, to... Bezecny, życzę
              miłej zabawy sad
              • scriptus Re: Bezecny... 14.11.05, 14:01
                Chyba nie podrzutek, bo widzę, że się znowu zalogowala na swoje konto do tego
                serwisu sad
                • julka1800 Re: Bezecny... 14.11.05, 14:23
                  to jeszcze o niczym nie świadczy, moze podrzutek moze nie
                  moze to rozpaczliwe wolanie o...... raczej do Ciebie Scriptusie
                  • scriptus Re: Bezecny... 14.11.05, 14:32
                    Cokolwiek to jest, to jestem tak zdołowany, jak jeszcze chyba nigdy
                  • bezecnymen Re: Bezecny... 14.11.05, 14:35
                    daj spokój Julko...równie dobrze można napisać, że żona zdradziła męża z
                    miłości do niego, bo chciała by do niej wrócił...
                    • julka1800 Re: Bezecny... 14.11.05, 14:41
                      nie Bezecny ja miałam na myśli to ze sama gdy próbowałam ratować swoje
                      małzenstwo /wieki temuuuuuuuuuuuuuu/ imałam sie najprzerozniejszych pomyslów i
                      gdybym wiedziala ze moj Ex grzebie w kompie na forach randkach internetowych
                      pewnie sprobowalabym zaczepic go jako "nieznajoma"

                      • bezecnymen ehm 14.11.05, 15:04
                        czy scriptus napisał gdziekolwiek, że zagląda na fora randkowe? obawiam się, że
                        nie zagląda..skąd wobec tego pomysł by tam szukać z nim kontaktu? i po co na
                        randkach jak facet nieomal prosi na kolanach o dobre słowo w realu?
                        • julka1800 Re: ehm 14.11.05, 15:15
                          miało być "fora, randki internetowe"
                          jesli jego zona domysla sie lub wie ze tam gdzies zagląda, to moze w ten sposob
                          szuka nici porozumienia
                          czasami patrzac w twarz trudniej sie rozmawia, niz za pomoca terapeuty,
                          papieru /piszac listy/ lub kompa
                          to sa tylko moje przemyslenie nie mowie ze tak jest
                    • julka1800 Re: Bezecny... 14.11.05, 14:45
                      swoją drogęą czy nie uwazasz ze takie rzeczy sie zdarzają ze gdy zadna metoda
                      na uratowanie zwiazku nie dziala czlowiek siega po te najbardziej ryzykowną
                      sama znam malzenstwo w ktorym byla zdrada, kilka miesiecy nie mieszkali ze sobą
                      i prosze teraz sa nadal razem,
                      nie mowie ze to dobre czy zle, nie mowie ze to skutkuje, ale takie rzeczy sie
                      zdarzają czasami
                      kubeł lodowatej wody na glowe
                      • bezecnymen Re: Bezecny... 14.11.05, 15:06
                        pewnie się zdarzają....
                        może gdybym ja zaszalał na boku to dotad byłbym szczęśliwym małżonkiemtongue_out
                        • julka1800 Re: Bezecny... 14.11.05, 15:16
                          oj prosze Cie nie ironizuj
                          • bezecnymen Re: Bezecny... 14.11.05, 18:37
                            osobiście wole autoironie niz rozpaczanie nad rozlanym mlekiem...czy jakoś
                            taksmile ale masz rację, juz jestem grzecznysmile
                    • ak70 Re: Bezecny... 22.11.05, 12:06
                      to nie jest wcale takie niedorzeczne jak Ci sie wydaje. Myślę, że Akacja ma
                      rację, że ona po prostu bada czy Ty cos do niej jeszcze czujesz. Okaż to co
                      czujesz, niech widzi jak boli Cię wasza sytuacja, pisz do niej smsy lub listy,
                      pisz co czujesz, że chcesz, abyście mieli jeszcze jedną szansę, że nie
                      pozwolisz jej odejść, że jest dla Ciebie całym światem - ale najpierw zadaj
                      sobie pytanie czy to wszystko możesz napisać szczerze.
                      Powodzenia i trzymam kciuki smile
                      Aga
      • scriptus Re: Boli... 14.11.05, 19:13
        akacjax napisała:

        > To nie jest działanie rozwodowe, ale prowokacyjne, sprawdza, czy jeszcze coś
        do
        > niej czujesz...
        > Nie robiłaby tego jawnie...gdyby to coś miało znaczyć, bo jesteście ciągle
        małż
        > eństwem i to byłby dowód jej winy do ew. rozwodu....
        > Może podejdź ją od netu-wirtualnie...jako tajemniczy nieznajomy...


        Nie musi sprawdzaćmoich uczuć, ja Jej to deklarowałem wielokrotnie...
        Nie robi tego jawnie, wpadłem na to przez przypadek.
        Obawiam się, że podchodzenie od strony netu jest niebezpieczne dla mnie, coś
        jak wypuszczenie diabła z butelki. Jestem teraz zbyt rozchwiany emocjonalnie,
        żeby sobie móc na to pozwolić. Coś takiego można zrobić tylko na zimno. Ale,
        jest to ciekawy pomysł, moze za kilka dni, kto wie smile))
        • akacjax Re: Boli... 14.11.05, 23:06
          To na gorąco-zapytaj, czy jest świadoma, że masz dowód, że działa przeciw Waszemu małżeństwu. (Innymi słowy-uderz w stółsmile Zasada nr jeden-działasz albo się dostosowujesz. Wybieraj, co wolisz.
          A może to tylko głupia rozrywka, zabawa, a Ty już dorabiasz sobie teorię do sytuacji?
          Może wręcz odwrotnie niż to, co pisałam-ona nie ma nic złego na mysli, nie zatarła śladów.
          Dopóki nie będziecie rozmawiać, dopóty nie będzie płaszczyzny porozumienia.
          A jak czytuję, co piszesz, to mam wrażenie, że Ty już kiedyś do niej wszystko powiedziałeś i nie zamierzasz się powtarzać-a kobiety wolą jak deklaracje są często powtarzane.
          Nie tchórz tylko walcz...albo spasuj i zacznij pożegnanie z własnym małżeństwem.
    • kvinna1 Re: Boli... 14.11.05, 10:55
      Czesc Scri,

      Widzę, ze sprawy się nie mają po Twojej myśli.
      Mozna Cię jakoś wesprzeć?


      • scriptus Re: Boli... 14.11.05, 13:12
        Kvi, dzięki, ale chyba niewiele możesz zrobić. Uśmiech kobiety i dobre słowo
        jest wprawdzie zawsze jak cukierek, ale medykamentem na moje bóle jest chyba
        teraz tylko uśmiech i dobre słowo od mojej Małżonki.
        • kvinna1 Re: Boli... 15.11.05, 09:38
          Oj, pewnie właśnie jest tak jak napisałeś.
          Życzę Ci więc uśmiechu twojej żony, życzę Ci uśmiechu wogóle. A poczucie, ze
          życie ma sens wraca. Wierz mi.
          • scriptus Re: Boli... 15.11.05, 22:18
            Chyba tego usmiechu juz nie będzie sad
            jest na randce
            • kasia9873 Re: Boli... 15.11.05, 22:42
              To, że jest na randce to jeszcze nie dramat.
              Może się nie spodoba wybrankowi, a może wybranek jej?
              Sorry za tą szczerość, ale w Twojej sytuacji to możesz liczyć tylko na "cud".
              Twoja żona chyba już postanowiła.

              A tak wogóle to skąd wiesz, że to randka?
            • joasia69 Re: Boli... 15.11.05, 22:45
              uśmiech będzie i to jeszcze nie jeden smile

              no własnie....skąd wiesz, że jest na randce?? Mówiła Ci??
              • scriptus Re: Boli... 16.11.05, 06:49
                Nie wiem, ale było późno, nie było jej... zwykle wraca wcześniej.
                W końcu wróciła, nic nie mówiła, może to chorobliwa zazdrość, sam nie wiem.
                Zresztą, co Wam, kochane Panie tłumaczyć, co czuje facet, kiedy jego kobieta z
                innym sad, nawet, jeśli to obsesyjne przypuszczenie, trochę może poparte
                wydarzeniami. W końcu zresztą to i tak ma niewielkie znaczenie, jeśli chce
                odejść sad
                • akacjax Re: Boli... 16.11.05, 08:21
                  Wszystko było proste i do przyjęcia, póki miałeś wrażenie, że jest chłód, ale nie ma nic więcej, że jest pewien stan sytuacji, do którego mogłeś się przyzwyczaić, ba, nawet dać na niego pewną zgodę.
                  Bo tłumaczyłeś nam i sobie, że rozwód Tobie nic nie zmienia, że zgadzasz się na to, co jest.
                  Zapomniałeś w tym wszystkim o tym, co chce żona, o tym, że ona będzie się zmieniać w swoich decyzjach i postanowieniach, że być może nie pozostanie na zawsze w takiej stagnacji.
                  Kiedy wykonała pierwszy ruch....(och wychodziła, wyjeżdżała i dawniej, ale wiedziałeś z kim, gdzie, to było takie oswojone, nie myślałeś, że mogłaby robić coś innego...)gdy zachowała się inaczej, Twoje męskie ego zostało postawione w stan zadziwienia i bólu.
                  Zobaczyłeś, że może ona powoli zaczyna żyć swoim, niezależnym życiem, poczułeś, że coś Ci umyka, bez uzgodnienia.
                  A może to pozory? Może ona chce zobaczyć trochę zazdrości w Twoich oczach?

                  A jaka jest prawda? Gdzie szukać zrozumienia siebie i sytuacji? Może gdybyśmy mieli zapis bieżących Waszych rozmów powstałby inny obraz, obraz, który Ty widzisz inaczej, bo w nim jesteś, a my z dala...może widzielibyśmy inaczej?
                  Jest mi przykro, że cierpisz. Nie mam we mnie złośliwości wywołanej moją sytuacją.
                  Tylko trzeba dużo odwagi, by spojrzeć prawdzie w oczy i ją zaakceptować, jakakolwiek by nie była.
                  • scriptus Re: Boli... 16.11.05, 09:28
                    Żeby to wszystko było takie proste ... sad
                    • akacjax Re: Boli... 16.11.05, 12:48
                      Takie zawichrowania w życiu nie są i nigdy nie będą proste.
                      I nie da się przeżyć takich sytuacji ot tak niezauważalnie.
                      Ale my coś na ten temat wiemy, bo każdy coś podobnego przeszedł.
                      Tylko, gdy my pojawialismy się na forum, Ty już byłeś z tym swoim problemem, nawet mówiłeś, że sugerowałeś żonie, by sama załatwiała, bo Tobie to niepotrzebne. Ja nie miałam jeszce napisanego pozwu, odbyły się moje sprawy, wyrok się uprawomocnił, a Ty ciągle byłes w tym samym miejscu.
                      Gdy cos drgęło-wpadasz w stres, rozpacz...a tu trzeba się otrząsnąć i coś działać.
                      Ja wiem, że takie pierwszy szok jest straszny, wiem, że to, że mówi się -to minie, czas zaleczy ranę-to nic dla Ciebie nie znaczy, nie widać świateła...wiem, bo przeszłam przez to.

                      Jedyne co zdaje się być ważne to szukac takiej płaszczyzny porozumienia, by przejść przez to spokojnie, jak najmniej wciągając w to dziecko. Bo to dzieci najbardziej chcą mieć mamę i tatę...
                      • scriptus Re: Boli... 17.11.05, 02:45
                        Wbrew powszechnej opinii i temu, co panie tu pisza na forum, tatę dziecko ma na
                        pewno.
                        • akacjax Re: Boli... 17.11.05, 12:01
                          A mamę? również w oczach i słowach taty?

                          Dla jasności, czy ona też ma dobre relacje z synem, czy Ty nie podkopujesz jej autorytetu(może nawet bardzo słabiutkiego)?
                          Ja do was wyraźnie mówię o traktowaniu synów przez exa, ale do dzieci-nigdy- tylko raczej: "wasz ojciec po prostu nie umie okazać, że was kocha"-choć sama jestem niepewna tej jego miłości do nichsad
                          • scriptus Re: Boli... 17.11.05, 12:29
                            Mamę synek ma również, troskliwą, dbającą o jego potrzeby, choć czasem nieco
                            oschłą. Ale mają doskonały kontakt, synowie na ogół chyba mają dobry kontakt z
                            matkami. Ja na pewno przenigdy nie podkopuję jej autorytetu, matka, to na ogół
                            najważniejsza kobieta w życiu każdego człowieka. Bolałoby mnie, gdyby mój syn
                            nie szanował swojej matki. Umniejszałoby to jego wartość w moich oczach, choć
                            to mój syn. Na szczęście jego relacje z mamą są OK. A autorytet matki też nie
                            jest słabiutki. W końcu ona lepiej ode mnie sie zna na współczesnej
                            młodzieżowej muzyce, na ciuchach itd.
                            W naszej rodzinie, obecnie już malutkiej, trzyosobowej szwankuje tylko jeden
                            bok trójkąta sad. Rozumne pytanie brzmi, który bok trójkąta pęknie w następnej
                            kolejności, w razie całkowitego rozpadu rodziny. Jak rozdarte będzie dziecko,
                            chcące utrzymać dobre relacje z obydwojgiem oddalających się od siebie ludzi.
                            Jak na te relacje może wpłynąć dodatkowa osoba, ewentualnie pojawiający sie
                            nowy partner jego mamy. Jak zostanie uszkodzona jego osobowość, w okresie
                            dojrzewania, przez takie wydarzenia. Nie dziw się, że tak się boję o Niego, to
                            w końcu jedna z najbliższych mi osób, jest bardzo do mnie podobny i bardzo
                            wrażliwy, muszę go chronić.
                            • joasia69 Re: Boli... 17.11.05, 15:38
                              Przepraszam Cię Scriptusie, ale mam wrażenie, że bardzo rozczulasz się nad sobą.
                              Wiesz, dla mnie Twoje stwierdzenie, że żona jest na randce zabrzmiało jak
                              oskarżenie. Oskarżenie absolutnie niczym nie podparte. Tylko samymi domysłami.
                              Pisząc takie rzeczy nie wolno się domyślać. Trzeba wiedzieć.
                              • akacjax Re: Boli... 17.11.05, 23:13
                                A czy jest dowód na to, że była na randce? randka to może jeszcze nie zdrada, a może już? Boli....
                                • scriptus Re: Boli... 18.11.05, 07:55
                                  Sam fakt, że zapuściłem wyszukiwarkę, by szukać Jej w publicznych zasobach
                                  internetu, nastraja mnie podle, "randkowanie" w internecie samo w sobie nie jest
                                  niczym złym, ale, kiedy poskładać wszystko, łącznie z jej stosunkiem do mnie, to
                                  późny jej powrót do domu baaardzo frustruje. Nie wiem, co robiła, nie chcę
                                  wiedzieć. Chociaż, gdybym wiedział , że nie była na prawdziwej randce, byłoby mi
                                  lepiej. A zresztą, co to za różnica, i tak jesteśmy w faktycznej, choc nie w
                                  formalnej separacji sad
                                  • akacjax Re: Boli... 18.11.05, 10:00
                                    Mój ex. też myśli, że ja wychodzę na randki...
                                    I śmieszy mnie to. I nie boli mnie, że się myli, że mu chyba tym dogryzam(niespecjalnie-sam tą teorię sobie dorobił).
                                    Fakt, że my mamy prawną separację, ale on chociaż chciał nawet rozwodu-tylko najlepiej żebym to ja załatwiła...teraz okazuje się, że nie umie się z tym pogodzić, ani w tym odnaleźć. Wybrał zły kierunek interpretacji zdarzeń. Teraz to już jego problem, chociaż w wyroku bez orzekania jest zobowiązanie nas do pomocy, ale on nie chce pomocy...na siłę nie będę pomagaćwink
                                    Są też inne zobowiązanie-zajęcie małoletnim najlepiej jak sie potrafi-no on to robi-wysyła alimenty...tyle potrafi..bo taki dostał nakaz sądu.

                                    Oj Scri, życie albo Twoja wyobraźnia chce obedrzeć Cię ze złudzeń, skonfrontować (może próbnie) z ewentualnie przykrą prawdą.
                                    Może to tylko próba, hartowanie....nie każdy miał takie szczęście...
                                    Bo w sumie może jeszcze nic!!! się nie stało.
                                    Będziesz dalej siedział i cierpiał tylko, czy jeszcze jakieś inne działania podejmiesz?

                                    • hevix Re: Boli... 18.11.05, 10:25
                                      Scriptus, znów tylko marudzisz. Czy Ty cokolwiek zrobiłeś żeby było lepiej. Z
                                      Twoich postów wynika że żona dawała i daje Ci znaki, że trzeba coś zmienić
                                      (zrobić!!!). A Ty jak zwykle nie wiesz o co chodzi i głowa w piach. Jeśli tak
                                      postępujesz na co dzień to wcale jej się nie dziwię. Ja już dawno bym się na
                                      jej miejscu rozwiodła.
                                      Wiele osób na tym forum daje Ci podobne wskazówki. Ale Ty ich nie słuchasz.
                                      Jeśli ktoś Ci zwróci uwagę abyś spojrzał na swoje zachowanie a nie szukał
                                      winnych dookoła Ty zaraz uciekasz i wycofujesz się.
                                      Lubisz jak ktoś się nad Tobą lituje, pogłaszcze, przytaknie.
                                      Sorry ale nie mogę się powstrzymać żeby Ci tego nie powiedzieć. Wyjdź wreszcie
                                      z tego swojego nieszczęśliwego świata i zrób coś. Przede wszystkim dla syna,
                                      który musi oglądać nieszczęsliwego ojca.
                                      A teraz pogłaszczę Cię wirtualnie- rozumiem że jest Ci źle - ale z drugiej
                                      strony daję Ci porządnego klapa, byś się wreszcie ruszył.
                                      • scriptus Re: Boli... 24.11.05, 11:31
                                        Wyczerpałem już listę działań pozytywnych (czyli mających na celu naprawę
                                        związku), które przyszły mi do głowy, albo mi ktoś doradził. Gotów jestem
                                        jeszcze zrobić cokolwiek, jeśli to ma sens i da nadzieję jakiegoś pozytywnego
                                        skutku. Sprawdziły się jednak wszystkie negatywne scenariusze, przeczucia.
                                        Jakkolwiek zdaję sobie sprawę, że nasz związek faktycznie już nie istnieje, nie
                                        mam zamiaru podejmować działań mających na celu demontaż resztek związku.
                                        Ponieważ demontaż związku nie był naszym wspólnym przedsięwzięciem, niech go
                                        kończy ten, kto go zaczął, ja tylko żałuję, że nie udało mi się tego
                                        powstrzymać.
                                        Wcale mi się nie śpieszy do tego ...co dalej. Na razie ciągle jeszcze mam
                                        rodzinę, z którą jestem, jemy wspólnie posiłki, rozmawiamy o problemach,
                                        chodzimy na spacery, w nocy mogę popatrzeć, jak śpią, posłuchać ich oddechów.
                                        Ostatnio byłem w podrózy służbowej w hotelu, w sumie dość luksusowym, niczego
                                        nie brakowało, nie ma na co narzekać i zdałem sobie sprawę, że po ewentualnym
                                        rozwodzie tak będzie wyglądała każda moja noc. Zdjęcia na stoliku, zegar,
                                        telewizor, komputer z internetem i świt za oknem. Nieważne, cokolwiek i z
                                        kimkolwiek by się robiło w dzień i wieczorem, ta noc nieuchronnie codziennie
                                        musi nastąpić.
                                        • akacjax Re: Boli... 24.11.05, 11:50
                                          Proszę, powiedz, czy usłyszałeś od żony, że to koniec, że ona nie życzy sobie byś słuchał jej oddechu, gdy śpi?
                                          A poza tym dalej wspólnie gospodarujecie? To jest zaprzeczenie rozkładu (do rozwodu).
                                          Poza tym pisałeś, że ona straciła pracę, ma następną? Czy jest na takim etapie, że idzie naprzód nie patrząc na boki?

                                          • scriptus Re: Boli... 24.11.05, 12:10
                                            Jak śpi, nie protestuje ... zresztą wolę posiedzieć przy synu, nie mam wtedy
                                            kłopotliwych myśli. Nieraz tak sobie siedzę, czytam książkę i patrzę na Niego,
                                            jeszcze czasami podczas snu ma taki "odruch ssący", jak małe dzieciątko, choć
                                            to już nastolatek smile)))
                                            Żona spać ze mną nie chce, powiedziała, że to koniec, że nie chce kontynuować
                                            związku, tak więc mam pełną jasność sytuacji. A wszelkie próby rozmów już
                                            zaczynają sie i kończą na tym, że nie mamy o czym rozmawiać, bo już
                                            zdecydowała. Wiem, jestem głupi. Ale chyba mądrzeję, bo coraz mniej próbuję.

                                            Oczywiście dalej gospodarujemy wspólnie, ona nie ma pracy.
                                            • maheda Re: Boli... 24.11.05, 12:15
                                              A może spróbuj rzeczy, których do tej pory nie robiłeś? Może spytaj tylko, czego
                                              Jej najbardziej brak? Bez od razu rzucania się "powiedz, czego Ci brak, a ja Ci
                                              do dostarczę przesyłką kurierską"?
                                              Tylko tyle: czego Ci brak i w jaki sposób chciałabyś to dostawać?...
                                              • scriptus Re: Boli... 24.11.05, 12:49
                                                Wiesz, nasunęła mi się od razu odpowiedź, jaką mogę usłyszeć "Alimentów,
                                                przelewem na konto"....

                                                Aż muszę teraz sprawdzić, czy się nie mylę sad a może się już robię złośliwy...

                                                Chciałbym, żeby wymieniła czułość, miłość, czas spędzony ze mną, pieniądze na
                                                coś o czym marzy...
                                                • maheda Re: Boli... 24.11.05, 12:54
                                                  Ale zauważ, że ja nie mówię o rzeczach, które chciałaby dostawać OD CIEBIE.

                                                  Ja proponuję, żeby Ją spytać o to, czego najbardziej Jej brak W OGÓLE.
                                                  Co jeszcze chciałaby spotkać na swojej drodze życia.
                                                  • maheda Re: Boli... 24.11.05, 12:56
                                                    Aha - a jeśli powie np. "prawdziwą miłość" - to nie popadaj ani w zdenerwowanie,
                                                    ani przygnębienie, tylko spytaj, czym się ta prawdziwa miłość charakteryzuje i
                                                    po czym Ona pozna, że będzie prawdziwa. Takie np. "przyspieszone bicie serca"
                                                    mogłaby sobie darować, bo to się osiąga po zbyt wysokiej dawce kofeiny, a i
                                                    wszyscy w wieku powyżej 30tki wiedzą, że to jest stan przejściowy i zawsze się
                                                    pojawią jakieś problemy winkp
                                                  • scriptus Re: Boli... 24.11.05, 13:06
                                                    No dobrze, idę po tę czwartą kawę, może poczuję trochę miłości....
                                                    W sumie nic mi nie przeszkadza w tym, żeby kupić jakieś winko i zainicjować
                                                    jakąś przyjemną rozmowę (ciekawe, ile minut będzie przyjemna), i może przy tej
                                                    okazji zadać takie pytanie, choć mam już z tym niemiłe doświadczenia. Ja mniej
                                                    więcej wiem, czego ona oczekuje od życia, jakie ma plany, wiem też, że mnie w
                                                    tych planach nie ma, ale masz rację, gdyby się udało zainicjować jakąś miłą
                                                    rozmowę o Niej i o przyszłości...
                                                  • maheda Re: Boli... 24.11.05, 13:09
                                                    ale pamiętaj... z pozycji życzliwego Jej przyjaciela.
                                                    A nie męża.
                                                    Na pewno będzie to dla Ciebie trudne, ale to chyba ostatnia deska ratunku... o
                                                    ile jest w ogóle jakiś.

                                                    "Całkiem spokojnie wypiję trzecią kawę. Nie dzwoń do mnie, kiedy będę stary."
                                                    Znasz? smile
                                                  • scriptus Re: Boli... 24.11.05, 17:51
                                                    znam wink
    • tricolour Do Scriptusa... 18.11.05, 18:35
      Już ponad rok użalasz się nad sobą, co staje sie coraz bardziej żałosne. Przez
      ten rok nic nie zrobiłeś w sprawach rodziny i małżenstwa, a jeśli coś próbowałeś
      zrobić, to i tak bez efektu. Czyli nic konkretnego nie zrobiłeś.

      Tymczasem żona zaczyna interesować sie innymi facetami, co mnie nie dziwi, bo
      człowiek lubi mieć kogoś obok siebie. Zaczęła od internetu, bo to najprostsze i
      najłatwiejsze przez anonimowośc i poczucie bezpieczeństwa.
      Bawi mnie poszukiwanie "prawdziwych" przyczyn ślęczenia żony przed kompem. Bawi
      mnie, gdy ktoś myśli, że żona chce "sprawdzić męża" lub "robi na złość".
      Żona siedzi przy kompie, bo CHCE ZNALEŹĆ FACETA. Najlepiej z jajami, bo jednego
      bez jaj już ma i nie jest zadowolona.
      Jak znajdzie tego z jajami, to się z nim spotka i... dalej już poleci.
      Potem będzie drugi facet, trzeci... wiadomo.

      A Ty płaczesz na forum. Całą Twoja aktywność to użalanie sie nad sobą i dlatego
      jesteś pożałowania godny.

      Tyle, bracie
      smile
      • kasiar74 Re: Do Scriptusa... 18.11.05, 21:11
        Tricolour lubisz kopać leżącego? Tego cię nauczyła psychoterapia?
        • tricolour Psychoterapia nauczyła mnie... 18.11.05, 22:50
          ... brać rzeczywistość taką, jaką jest. Odważnie stawać wobec przeciwności i
          nazywać rzeczy po imieniu.
          Gościa, który przez rok tylko się żali nazwałem żałosnym. To nie jest kopanie
          tylko nazwanie rzeczy tak jak ją rozumiem.

          Jeżeli Ty chcesz Scriptusa pocieszać, to proszę bardzo.
          • akacjax Re: Psychoterapia nauczyła mnie... 18.11.05, 23:02
            Może Scri powinien iść na terapię, ale ponoć bardzo trudno mężczyznom przyznać się, że potrzebują pomocy.
            Tri, co Cię do terapii zmoblizowało?
            • tricolour Mnie nic nie zmobilizowało. 18.11.05, 23:16
              Mnie postawiono pod ścianą i ZMUSZONO bym pójszedł na terapię, bo nie można było
              ze mną wytrzymać.
              Dano mi wybór - albo psycholog albo won z roboty!

              I za takie jasne postawienie sprawy dziękuję ludziom, którzy potraktowali mnie
              jak człowieka, a nie jak kota do głaskania.
              • kasiar74 Re: Mnie nic nie zmobilizowało. 23.11.05, 15:06
                Tri twoje teksty wypędziły juz drugiego faceta z tego forum, niedługo
                pozostaniesz bez konkurencji
      • joasia69 Re: Do Scriptusa... 19.11.05, 00:16
        i tu się musze z Tobą Tri zgodzić!
        Aby ratować związek nalezy pracować nad nim, starać się...ale starać sie z
        efektem. tzn. efekt u Scri jest...tylko chyba nie taki jaki miał być.

        Sory ale jakoś nie bardzo lubie użalających się nad sobą wiecznie ludzi.

        Każdy może mieć zły dzień, dwa, trzy .....ale wiecznie??!!
      • maheda Od roku?! 22.11.05, 17:41
        I tak cały czas?!
        A już chciałam gościowi powiedzieć, że ma zebrać du** sprzed kompa i zabrać się
        za ratowanie swojego małżeństwa, możliwe, że zaczynając od przeczytania kilku
        książek typu "świadomość własnego życia bez owijania wszystkiego w bawełnę i
        cackania się ze sobą" indifferent
        Ale widzę, że tutaj nie ma co do gościa mówić...
        Ciekawe, czy żona próbowała to wszystko ratować, czy Ona również poprzestała na
        załamywaniu rąk.
        Echhhhh........
    • shimmya Pozwolę sobie włączyć się w tym miejscu..... 23.11.05, 01:56
      Niemal wszyscy widzicie w Scriptusie faceta, który "nic nie robi" i "użala się
      nad sobą". Chciałabym tu dodać jeszcze jeden potencjalny kontekst. Być może
      zjawisko takie jak rozwód jest dla Sriptusa z innej planety czy nawet
      galaktyki. Być może głęboko w sercu ma zapisany wzorzec, według którego
      małżeństwem się po prostu jest, a wszelkie kryzysy są czymś, co trzeba
      przeczekać. Co nie znaczy, że takie przeczekiwanie jest pozbawione bólu. Do
      czego zmierzam. Otóż wydaje mi się, że osoby "prorozwodowe" światopoglądowo w
      tego typu sytuacji życiowej mają chyba o jedno cierpienie mniej. Dokonują
      rewolucji w swoim życiu, ale nie kosztem tej głęboko tkwiącej światopoglądowej
      matrycy. Mam wrażenie, że w przypadku Scriptusa ból jest spotęgowany niezgodą
      na rozwód jako taki, jako zjawisko zagrażające jego tożsamości. Pytanie, czy
      podobną konstrukcję ma żona Sricptusa. Jeśli nie...to ...niestety perspektywa
      wewnętrznej rewolucji totalnej wydaje się nieunikniona. Nie można przecież
      tworzyć małżeństwa w pojedynkę. Scriptusie, czy mój trop jest zasadny?
      • akacjax Re: Pozwolę sobie włączyć się w tym miejscu..... 23.11.05, 07:32
        A kto go namawia na rozwód ? Namawiamy na ciągłą, nieustanną walkę o to małżeństwo.
        • bursztynowe Re: Pozwolę sobie włączyć się w tym miejscu..... 23.11.05, 09:15
          Namawiamy Scripiego by wziął się w garść. Zaczął działać. Czymkolwiek by to
          działanie nie było: rozwodem, terapią. Z tego co pisze wynika, że rozwodu nie
          da się uniknąć.
          Przychodząc na forum, zabierając głos publicznie, niejako zwraca się o pomoc.
          A jak można mu pomóc?
          Gadaniem "będzie dobrze, będzie dobrze, mój ty biedniuteńki"?
          Raczej nie sądzę...
          • ak70 Re: Pozwolę sobie włączyć się w tym miejscu..... 23.11.05, 09:42
            Muszę powiedzieć, że go rozumiem... może scri działał, ale bez rezultatu? Może
            napotykał na mur obojętności i rozbijał się o niego (wiem, jak to jest bo
            miałam to samo)? Może wcześniej nie zauważył sygnałów ze strony żony, a kiedy
            się zorientował było już za późno? Kiedy druga strona sie zamyka i odgradza od
            ciebie NIC nie jesteś w stanie zrobić, bo tak naprawdę choć jeszcze jest z tobą
            decyzję o rozstaniu juz podjęła.
            Moim zdaniem scri musi - w odpowiednim momencie, kiedy nikt im nie przeszkadza,
            TV wyłączony, a żona np. pije herbatę przy gazecie - zadać jej jedno konkretne
            pytanie: czy ona jeszcze chce ratować związek? Jeśli tak, to co on musi zrobić,
            jeśli nie to dlaczego. Jednocześnie musi złożyć samokrytykę i powiedzieć jej,
            że bardzo chce, aby nadal byli razem.
            Szczerość ponad wszystko - wtedy sytuacja będzie jasna.
            Powodzenia!
            • maheda Jedno zastrzeżenie 23.11.05, 11:55
              Pełna zgoda. A najlepiej (jeśli są dzieci) wysłać maluchy do rodziców na kilka
              godzin w sobotę (albo do jakichś znajomych, jeśli rodzice daleko), żonę wziąć
              pod pachę i wyjechać za miasto, pospacerować trochę pod lasem, albo wyjść do
              kawiarni, jeśli nie lubią otwartej przestrzeni.
              Rozmawiać wszędzie, byle nie w domu! W domu trudniej kobiecie będzie powiedzieć
              "nie chcę być już Twoją żoną".
              Dlatego wg mnie jednak rozmowa - KONIECZNIE, ale POZA domem.
              • akacjax Re: Jedno zastrzeżenie 23.11.05, 13:50
                tzw. neutralny gruntsmile
                I tu jakbym słyszał odpwoeidź Scri: on już mówił...bez echa.
                A ja namawiam go, by drążył, by nie pasował, bo pat jest najgorszym rozwiązaniem.
                • maheda Re: Jedno zastrzeżenie 23.11.05, 15:33
                  Ależ Ona MUSI odpowiedzieć.
                  I tylko pod tym warunkiem rozmowa ma w ogóle sens...
            • bursztynowe Re: Pozwolę sobie włączyć się w tym miejscu..... 23.11.05, 17:45
              ale z tego co pamiętam to żona nie chce kontynuwać związku....
              tylko że Scriptus nie chce się z tym pogodzić.

              Szczerze mówiąc ja również się nie godzę na mróż i zawieje śnieżne.
              Tylko co z tego.
              • scriptus Re: Pozwolę sobie włączyć się w tym miejscu..... 24.11.05, 11:57
                Oj, Bursztynku, mróz i zawieje śnieżne, to pesteczka dla mężczyzny. W domu
                trzeba solidnie ogrzać, a na zawieje - łopata w garść i jazda, walczyć ze
                śniegiem. Gwarantowanie, jak odśnieżysz 15 metrów podjazdu do domu ręcznie (są
                na to również i maszynki), zrobi sie Ci ciepło, jaki by nie był mróz. Kiedy się
                nie godzę na mróz i zawieje, po prostu umiem z nimi skutecznie powalczyć. Z
                babą, jak się zaweźmie, nie wygrasz. Na złość odmrozi sobie uszy.
                Co do woli mojej żony braku kontynuacji związku, rzeczywiście, nie chcę, nie
                potrafię się z tym pogodzić, ale to chyba najbardziej mój problem, być może
                wymagający jakiejś psychoterapii w przyszłości. Jak widać, w tym wypadku
                moje "niechcenie" to za mało na zmianę status quo. Zdecydowanie łatwiej
                wyruszyć z łopatą na zaspy śnieżne.
                • bursztynowe Re: Pozwolę sobie włączyć się w tym miejscu..... 24.11.05, 16:22
                  Mówię tylko, (co prawda bardzo dookólnie i nieskładnie), że brak akceptacji
                  siebie i swojego toczenia skutkuje cierpieniem. Tylko ludzie pogodzeni (w
                  szeroko rozumianym znaczeniu tego słowa) moga być szczęsliwi.

                  smile

                  PS. Nadmieniam, że tak się wymądrzam i pouczam, jednak się do szczęsliwych nie
                  zaliczam. Taki erotoman-gawędziarz ze mnie. Nie zmienia to faktu, że uważam jak
                  napisałem powyżej. Co więcej, empiria zdaje się potwierdzać tę tezę...

                  Pozdro.
                  • scriptus Re: Pozwolę sobie włączyć się w tym miejscu..... 27.11.05, 02:16
                    I jestem chyba na drodze do akceptacji.... tylko na tej mojej drodze nie ma
                    rozwodu, choć brak perspektyw wspólnego życia...
      • scriptus Re: Pozwolę sobie włączyć się w tym miejscu..... 24.11.05, 17:49
        W większości masz rację, z tym, że moim zdaniem kryzysy trzeba nie tyle
        przeczekać, co pokonać. Przeczekiwanie jest może jedną z metod na kryzys, nie
        najbardziej efektywną.
        • arek-zabki Re: Pozwolę sobie włączyć się w tym miejscu..... 27.11.05, 03:39
          To wszystko chyba "za mądre" dla mnie. Ale czytam i wysiągam wnioski. Jestem sam
          ale nie samotny. ...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka