Dodaj do ulubionych

druga rozprawa

06.12.05, 21:31
no cóż, to już jutro. I nawet nie wiem za bardzo co w tej chwili czuję, że się
boję - wiem, że spać nie mogę - wiem, że uciekam w pracę, w setki zajęć
zajmujących głowę i ciało - wiem, ale co myślę, co czuję, tego nie wiem, nie
wiem czy potrafiłabym tak od serca przebaczyć gdyby chciał wrócić, nie wiem
czy mam siłę walczyć o tzw. "swoje", a tak naprawdę o prawdę, nie wiem.
I boję się, że jutro się rozsypię, stracę głos - to jedna z "zalet" mojej
choroby, po operacji mam tylko, i to częściowo, struny głosowe tylko po jednej
stronie, rozpłaczę się, roztrzęsę, a może dam radę i wyjdę "wolna" z tej
sali... Nie wiem, i tak naprawdę nie wiem czy chcę się dowiedzieć. Gdyby można
było przesunąć czas i to do przodu, by było już jutrzejsze popołudnie.
Przyznam Wam się najszczerzej jak potrafię, że nawet operacji tak się nie
bałam, nie miałam tylu obaw, nie miałam też złudzeń -wiedziałam co mi jest i
jakie mam szanse...
Bardzo, bardzo proszę o wsparcie duchowe, jak to wszystko przetrwam, dotrę do
domu i do siebie - opiszę Wam jak to było.
Obserwuj wątek
    • szarafela1 Re: druga rozprawa 06.12.05, 21:36
      Kochana trzymaj się.Wiem doskonale co czujesz,co przezywasz.
      • bezecnymen Re: druga rozprawa 07.12.05, 05:36
        dasz radęsmile są gorsze rzeczy niz druga rozprawa, sama dobrze o tym wieszsmile
        kciuki trzymam na wszelki wypadek
        • porucznikk Re: druga rozprawa 07.12.05, 05:48
          bezecnymen napisał:

          > są gorsze rzeczy niz druga rozprawa, sama dobrze o tym wieszsmile
          Reszta to tylko szczegóły techniczne. Tak, śmak, tędy lub owędy - jakoś wyjdzie
          lub będzie. Jesteś luż abyta, otrzaskana z sądem.
          por.
          ----------------------------------------------
          Kulawa kasztanka na czeskie szlabany ...
    • maheda Re: druga rozprawa 07.12.05, 06:53
      Powiedz, jak wrócisz - jak sobie dałaś radę.
      Idzie ktoś z Tobą pójść jako wsparcie?
      Jeśli nie - jak najszybciej pójdź po rozprawie do kogoś bliskiego, do kogoś, o
      kim wiesz, że jest Ci życzliwy.
      Współczuję ogromnie, też przez to przeszłam. To są bardzo ciężkie chwile.
      Trzymaj się dziś.
      • beata407 Re: druga rozprawa 07.12.05, 07:56
        no niestety idę sama, rodziców tym problemem nie mogę obarczać, zresztą bardzo
        pokochali mojego męża i trudno im się pogodzić z tym co się stało. Prosiłam
        koleżankę o spotkanie po, ale w tym czasie ma swoje bardzo ważne spotkanie
        zawodowe, ale wiem, że dobrymi myślami wiele osób jest ze mną. Chciałabym, by
        było to spotkanie w sądzie ostatnie, by nie wyznaczono dalszych rozpraw, w końcu
        mimo jego ewidentnej winy(przyznaję nieczęsto zdarza się wina tylko jednej
        strony, chyba,że moją winą będzie, że ciężko zachorowałam)zgodziłam się na
        rozwód bez orzekania o winie, byle poniósł koszty tego procesu w całości. Nie
        jest to chyba żądanie zbyt wysokie.
        Dzięki z góry za Wasze dobre myśli, trzymane kciuki, duchowe towarzyszenie. "Po"
        napiszę jak poszło.
      • porucznikk Re: druga rozprawa 07.12.05, 13:28
        maheda napisała:

        > Idzie ktoś z Tobą pójść jako wsparcie?
        > Jeśli nie - jak najszybciej pójdź po rozprawie do kogoś bliskiego, do kogoś, o
        > kim wiesz, że jest Ci życzliwy.
        Ja sobie obiecałem, że pojdę do knajpki i zamówię piwko. Będę sam i zatonę w
        sobie. To jeden z wymiarów szczęścia, nie potrzebuję do niego spodnicy.
        • maheda Re: druga rozprawa 07.12.05, 14:48
          Ależ to była moja propozycja złożona Beacie, a nie Tobie!
          Nigdy bym Ci niczego takiego nie zaproponowała, ot co.
    • anja_pl Re: druga rozprawa 07.12.05, 08:43
      jestem myślami z Tobą,
      • beata407 wróciłam 07.12.05, 13:19
        właśnie wróciłam, no cóż znów przyszedł na rozprawę bez potrzebnych dokumentów,
        zaplądał się w zeznaniach, został upomniany, że zeznaje pod przysięgą, i
        odroczono sprawę bez podania terminu... A dla mnie każdy taki stres to coś
        potwornego, również ze względów zdrowotnych, nie wiem jak zbiorę siły na
        następną rozprawę. I tak naprawdę to czuję się ukarana przez Sąd, za to że on
        nie odrobił zadania domowego, smutne to, ale niestety prawdziwe.
        Jeszcze raz dzięki wszystkim za wsparcie, idę na gorącą herbatkę.
        • porucznikk Re: wróciłam 07.12.05, 13:33
          beata407 napisała:

          > właśnie wróciłam, no cóż znów przyszedł na rozprawę bez potrzebnych dokumentów,
          > zaplądał się w zeznaniach, został upomniany, że zeznaje pod przysięgą, i
          > odroczono sprawę bez podania terminu...
          A niech go jasny szlag!
          > A dla mnie każdy taki stres to coś
          > potwornego, również ze względów zdrowotnych, nie wiem jak zbiorę siły na
          > następną rozprawę.
          Cierpliwie, małymi krokami. Gdzieś jest taki dzień, jest na pewno, będziesz
          wolnym człowiekiem.
          por.
          • beata407 Re: wróciłam 07.12.05, 14:33
            Ja mu tak źle nie życzę. W ogóle to ja nikomu źle nie życzę. I może dlatego tak
            jeszcze raz próbuje mnie wykorzystać, wziąć na przeczekanie, może się ugnę,
            zrezygnuję, nie upomnę.
            A że taki dzień nadejdzie, pewnie tak, tyle, że tu nastąpi tylko rozwiązanie
            małżeństwa cywilnego, przed Bogiem nadal jestem jego żoną. I tu nie zamierzam -
            mimo, że podstawy są - występować o unieważnienie. Na to już nie mam sił i
            zdrowia. Tak, że wolna byłabym dopiero po jego śmierci, a tej mu nie życzę. Czas
            pokaże jaki nam dalszy los pisany...


            • tricolour Co do stwierdzenia nieważności... 07.12.05, 18:19
              ... małżeństwa kościelnego to tak bym się nie zarzekał. Przychodzi kiedyś czas
              by zadać sobie pytanie co dalej z nową miłością...

              I wtedy warto znać odpowiedź na pytanie co jest ważne. Jeżeli wiara jest
              rzeczywiście istotna, to warto postarać się o stosowną nieważność wcześniejszego
              związku. Szczególnie gdy są podstawy.

              smile
        • maheda Re: wróciłam 07.12.05, 14:52
          Porozmawiaj z tym swoim za przeproszeniem mężem i powiedz mu, że jeśli jeszcze
          raz przyjdzie nie przygotowany, to zmienisz pozew z "za porozumieniem" na "z
          orzeczeniem winy".
          Napij się tej gorącej herbatki, weź ciepłą kąpiel z masą piany i weź do łazienki
          jakiś sprzęt grający albo książkę.
          Musisz odpocząć.
          • beata407 Sąd był lepszy 07.12.05, 16:43
            Sąd był lepszy bo sędzina zapowiedziałą, że w związku z tym, że przychodzi
            nieprzygotowany przychyla się do wniosku o to by to on w całości ponosił koszty
            rozwodu i adwokatów, dostało się też jego adwokatce, ale nie zmienia to faktu,
            że mogło się to dziś skończyć, a tak to jeszcze będzie trwać. A "za
            przeproszeniem mąż" nie odbiera moich telefonów, przeprowadził się w ciągu
            niecałych dwóch lat 3 razy, a w firmie - kiedyś naszej - nie chcę mu robić afer,
            no takie, cholera, mam zasady...
            • maheda Re: Sąd był lepszy 07.12.05, 17:31
              Akurat jeśli ma adwokatkę, to wystarczyłoby przekazać informację właśnie tej
              pani. Ona by już to przekazała "tzw mężowi", bo byłoby to również w jej interesie.
              Nic to, na razie nie ma co gdybać i zastanawiać się, "co gdyby", bo powinnaś
              dojść do siebie po dzisiejszej sprawie.
              Mam nadzieję, że herbata pomogła? smile
              • beata407 pewnie tak 07.12.05, 19:23
                Masz rację, można by rzec słówko adwokatce, tyle tylko, że ona im bardziej się
                "napracuje" i większej ilości spotkań nauczestniczy tym więcej zarobi, niestety...
                • maheda Re: pewnie tak 08.12.05, 15:19
                  smile Ale z tego, co zrozumiałam, to nie Ty będziesz za to płacić?
          • porucznikk Re: wróciłam 07.12.05, 18:43
            maheda napisała:

            > weź ciepłą kąpiel z masą piany i weź do łazienk
            > i
            > jakiś sprzęt grający albo książkę.
            Nie wpakuj do wody, jeśli już - to książkę.

            • beata407 ja z dziada pradziada 07.12.05, 19:22
              Poruczniku - ja z dziada pradziada elektryk, aż dziw bierze, że jeszcze żadne z
              nas prezydentem nie zostałowink))), a na książki, że czytam namiętnie - wszędzie
              dodam - mam specjalną półeczkę, co by się broń Boże książka w pianie nie
              zamoczyła, w WC każdy miał swoją półkę - teraz mamy jedną wolną...co nie znaczy
              pustą. I w tych pomieszczeniach mamy też najlepsze światło, bo że lampka
              punktowa z góry nad łóżkiem do czytania - to już chyba dodawać nie muszę.
              • vertigo5 Re: ja z dziada pradziada 07.12.05, 20:29
                trzymaj się Beata...
                to się kiedyś musi skończyć...
              • tricolour :)))))))) 07.12.05, 21:28
                Hehehe... a ja mam przy kibelku też taki koszyczek, gdzie lektura sobie leży.
                Umilam sobie czas przy... no... tego.

                smile
                • anja_pl Re: :)))))))) 07.12.05, 22:02
                  a ja mam półeczkę, na którek leża krzyżówki lub sudoku,
                  ludzie jak czegoś tam nie ma , to nie wiem co mam robic wink
                  • beata407 Re: :)))))))) 08.12.05, 06:24
                    u mnie to taki "gazetnik" z IKEI. Wcześniej różności leżały na podłodze,
                    utrudniając sprzątanie. A teraz zawsze coś można wybrać, no i być na bieżąco z
                    literaturą młodzieżową. No i chyba jak u anji - nie zdarzyło się by coś nie
                    leżało...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka