Dodaj do ulubionych

Jak przeżyć...

07.12.05, 08:21
..pierwsze święta bez Niego? Wszędzie kolorowe światełka, choinki, dźwięki
kolędy - a w moim sercu ból, smutek, rozgoryczenie i wielka wielka nadzieja
związana z magią tych Świąt. A może...? Może On coś wreszcie zrozumie? Może
będzie mu tak samo pusto jak mnie choć idę w grono rodzinne na Wigilię? Ale z
drugiej strony czy warto (jeśli przyjdzie i poprosi o drugą szansę)budować
coś na magii chwili?
Jak to przeżyć i nie płakać przez całą Wigilię?
Obserwuj wątek
    • bezecnymen Re: Jak przeżyć... 07.12.05, 08:37
      przeżyjesz.... tak jak wielu z nas
      pewnie, że boli jak cholera! ale na inne podejście do tematu trzeba po prostu
      duzo czasu
      to takie banalne, a jednak prawdziwe
    • szarafela1 Re: Jak przeżyć... 07.12.05, 09:13
      I nie spodziewaj się,ze on zrozumie,ze odczuje pustkę.Ja tez na to
      liczyłam .Czas pokazał jak bardzo myliłam sie
      • ak70 Re: Jak przeżyć... 07.12.05, 10:11
        Liczyłam na pocieszenie z Waszej strony...
        Ale może prawda, choć tak strasznie boli, jest lepsza?
        Dzięki za wywalenie kawy na ławę... chyba im prędzej sie z tym pogodzę tym
        lepiej... tylko dlaczego to musi byc takie trudne????!!!!
        • julka1800 Re: Jak przeżyć... 07.12.05, 12:46
          przeżyć po prostu musisz i tyle.

          Jest tyle rzeczy które dorosły człowiek musi, wyobraź zatem sobie ze to tez
          jedna z tych rzeczy.

          I napisze tak jak poprzedniczka Sz1, były takie Święta, nie Boże Narodzenie,
          ale te wiosenne Wielkanoc, kiesy czekałam na jeszcze-meża, ze zadzwoni, ze
          zapuka, ze bedzie z nami...
          Nie zadzwonił, nie zapukał, nie był z nami ani w te ani w następne...
        • porucznikk Re: Jak przeżyć... 07.12.05, 12:54
          Przełkniesz, popijesz, wypluczesz.
    • porucznikk Re: Jak przeżyć... 07.12.05, 12:52
      A ja mam nadzieję, że jej nie zobaczę i cały czs dumam, co zrobić w tym celu,
      żeby sie spełnilo moje świąteczne marzenie.
      • bioo Re: Jak przeżyć... 07.12.05, 13:51
        wiesz, miałam takie świeta rok temu, jeszcze nie wiedziałam, ze cos sie
        świeci... najgorsze świeta do tej pory, a mialy byc najpieknijeszymi, bo 1-sze
        z nasza córeczką smile, teraz kombinuje jak sie wymigac od tych swiat i od niego,
        bo teraz on chce byc z nami pod pretekstem bycia z mała...a ja mam
        dosc "wspólnych" świat gdy płacze, a on siedzi i oglada tv, zerkajac zaledwie
        na mała, taka byla wielkanoc (po wielkim powocie), żenada...
    • maheda Re: Jak przeżyć... 07.12.05, 14:07
      Czy wydaje Ci się, że jeśli odszedł, to w okresie Bożego Narodzenia spłynie na
      Niego otrzeźwienie, że kocha Cię najbardziej na świecie?
      Otóż - jeśli taki cud by się wydarzył i nie będzie chwilowym kaprysem - to
      nawet, jeśli wyłączysz telefon komórkowy (żeby nie mógł Ci zepsuć humoru) będzie
      próbował się z Tobą skontaktować po Świętach.
      Nie licz na żaden kontakt, bo zepsujesz humor nie tylko sobie, ale całej
      Rodzinie. Wyobrażasz Sobie, że jakaś kobieta do Ciebie przyjeżdża na Wigilię i
      psuje wszystkim humor, bo cały czas się maże z powodu jakiegoś #$^&*&??
      Nie wiem, czy będę miała czas, żeby Ci złożyć życzenia z okazji Świąt - pozwolę
      sobie zatem na złożenie pierwszych w tym roku życzeń z tej okazji.
      Otóż życzę Ci spokojnych Świąt Bożego Narodzenia, znalezienia tych radości,
      które w nich do znalezienia będą, i wykorzystania ich do poprawienia włąsnego (i
      dzięki temu - ludziom wokół Ciebie) nastroju - przynajmniej w okresie
      Świąteczno-Noworocznym.
      smile
      • ak70 Re: Jak przeżyć... 10.12.05, 07:30
        Maheda - dziękuję! I wzajemnie Tobie życzę wspaniałych, rodzinnych Świąt,
        pełnego przeżycia tej radosnej chwili, kiedy błyska pierwsza gwiazdka,
        radosnego śpiewania kolęd i zachwytu nad dziećmi, które aż jarzą się przy
        rozpakowywaniu prezentów smile)
        Wszystkim, którzy mnie teraz pocieszają i uświadamiają - bez względu na etap, w
        jakim sie znajdują - życzę, aby te Święta były radosne, bez względu na wszystko
        i aby dały nam nadzieję na lepsze jutro.
        Aga
        PS. Maheda - i postaram sie nie mazać smile) choć to będzie trudne...
        • zwierciadlo0 Re: Jak przeżyć... 16.12.05, 13:59
          Dac czasowi czas, choc to trudne, ale bez watpienia potrzebne. Wbrew pozorom to
          2 dni tylko i nie buduj nic na magii chwili, bo dla Ciebie to bedzie znaczylo
          cos waznego, dla Niego moze chec zaspokojenia znow tylko swoich potrzebcrying

          Pomysl o dzieciach i o sobie. Tylko zmiana Twojej postawy moze nie zmienic, a
          jedynie dac szanse na przemyslenia jemu. Jednak na jak dlugi czas i czy wogole
          sie to zdarzy nie wiemy. A najwazniejsze to: czy wogole warto..? Ja mowie NIE.
          Nawet jak kochasz to to minie, z czasem stwierdzisz ze kochalas wyobrazenie o
          nim...Boli, ale oznacza ze jestes coraz silniejsza kobieta. Czego Ci zyczesmile
          • ak70 Re: Jak przeżyć... 19.12.05, 08:40
            Zwierciadlo - thx! Masz rację, że nie należy próbowac budowac czegoś trwałego
            na magii chwili - ja niestety próbuję... Ostrzegasz mnie, dzięki, ale to tak
            ciężko zrealizować! Jeśli on teraz - w te rodzinne święta - nie dostrzeże braku
            rodziny, nie odczuje pustki, a jednocześnie nie zobaczy z mojej strony dobrej
            woli i chęci zmiany, podjęcia jeszcze jednej próby i tej drugiej szansy - to
            już nigdy do siebie nie wrócimy. Powiedział mi podczas jednej z naszych
            ostatnich rozmów: "ja narazie jeszcze nie wiem co czuję, jestem niezdecydowany,
            więc zrób coś, abym chciał wrócić do was, abym uwierzył, że warto spróbować
            jeszcze raz. Bo jeśli zdecyduję się na życie w samotności lub układanie sobie
            go bez ciebie to już nie będzie odwrotu". Powiem szczerze, że zabrzmiało to dla
            mnie trochę jak szantaż, ale takie są jego uczucia (zresztą ja czuje podobnie,
            też musze widziec, że warto, aby się ponownie na niego otworzyć, bo za bardzo
            mnie ranił przez ostatni czas).
            Jak będzie - czas pokaże. Ponoć on jest najlepszym z lekarzy...
            Pozdrawiam śnieżnie!
            • maheda Re: Jak przeżyć... 19.12.05, 09:05
              Czasem zastanawiam się, gdzie się podziali ci wszyscy mężczyźni, którzy mówili
              "ja tylko muszę wiedzieć, że TY chcesz - od działania jestem JA".
              Owszem, pewne niedobitki zostały - spotkałam nawet jednego takiego kiedyś na
              swojej drodze życia, ale nie jest to ani mój Eks, ani Drugi.
              Czemu w większości przypadków to ONI mogą być niezdecydowani, to ONI mają
              problemy i to ONI sobie nie radzą, a my musimy za oboje wózek ciągnąć?...
              Gdzie tutaj miejsce na miłość? sad((((((((( Na bycie kochaną?
            • akacjax Re: Jak przeżyć... 19.12.05, 09:11
              On Was oskarża, przerzuca winę..nie daj się zamanipulować. Ty jeżeli chcesz, by wrócił-powiedz mu to, z drugiej strony jeżeli będziesz się ciągle łudzić, że możesz coś zrobić i on wróci-to ułuda. To on musi też chcieć, też próbować.

              Gdyby w tej chwili mój ex powiedział, że chce odwrotu tego co sie stało...nie zrobiłby na mnie wrażenia, wiele trwało nim usunęłam resztki uczucia, które jeszcze się tliło, gdy zaczął się "początek końca". Pozbywałam się ich świadomie, wspominając jego złe zachowania, moje stresy, które wywołał, trudne sytuacje w jakich mnie postawił(i to nie z całego życia ale z ostatnich kilku lat). To mi było potrezbe, by zmierzyć się pewnie z wszystkimi obowiązkami, które na mnie spadły. A może nie z obowiązkami, bo te juz miałam tylko z brakiem jakiegokolwiek wsparcia drugiej osoby. Zwłaszcza, że jak wiadomo, mój ex-m. rozstając się ze mna rozstawał się też ze sprawami dzieci.
              I nikt z nas nie może liczyć na jego pomoc. Ale umiemy z tym żyć i świetnie nam idziesmile

              Gdyby więc mój ex chciał powrotu, musiałby zacąć wszystko od początku, a gwarancji by miał mniej niż 20 lat emu(bo ja go juz znam na wylotsmile
              • ak70 Re: Jak przeżyć... 19.12.05, 12:26
                No właśnie... każda z nas ma swoją historię, ale wszystkie chcemy tego samego:
                aby ktos nas kochał, szanował, wspierał, aby było sie do kogo przytulić w
                trudnej chwili i na kim oprzec kiedy nam ciężko. Miłość uskrzydla... kiedy
                wiemy, że ktoś nas kocha, że na nas czeka, że jesteśmy dla niego wyjątkowe,
                niepowtarzalne i najważniejsze na świecie jesteśmy w stanie przenosić góry!! A
                kiedy jeszcze w gre wchodzą dzieci i ich uczucia (których one same często nie
                są w stanie dokładnie określić) to już sytuacja staje sie bardziej niż
                skomplikowana.
                Mam nadzieję, że każda z nas znajdzie kiedyś takiego Mężczyznę - opokę, na
                której będzie mogła się wygodnie, pewnie i bezpiecznie oprzeć. Czy to będzie
                ktoś nowy czy "stary, wysłużony ex" - nieważne... oby tylko kogoś takiego mieć.
                I tego Wam i sobie życzę!
                Aga
                PS. Skąd jesteście?
                • maheda Re: Jak przeżyć... 19.12.05, 12:44
                  Gdzieś już to było wink
                  Kraków.
                  • zwierciadlo0 Re: Jak przeżyć... 19.12.05, 15:25
                    Wrocek tu pozdrawiasmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka