Dodaj do ulubionych

Moja zona nie chce iśc do pracy!!

24.05.09, 16:53
Mam 4 letnie dziecko ktore moze iść juz do przeedszkola Nie utrzymamy sie z
2500 zl bo takie mam m-czne dochody .Zona rozleniwiła sie w domu i nie mysli o
pracy Powiedziala ,ze nie bedzie sie plaszczyć za 1000 zl przed nikim kto
bedzie nia rzadził.
Jakich użyć argumentów, aby ją przekonać?
Obserwuj wątek
      • jor80 Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! 24.05.09, 16:58
        Oddaje jej cala wyplate poza drobnymi kieszonkowymi ktore zostawiam sobie na
        piwo .To ona zajmuje sie zakupami ,oplatami itd ale niestety teraz juz nie
        wystarcza od pierwszego do pierwszego .Jak cos zlapeie dodatkowego to mamy
        wiecej gotowki ale wiadomo ,ze z ta dodatkowa robota jest roznieOna jest
        polonistka i moze pracowac w pobliskiej szkole ale jej sie nie chce!!
              • Gość: pump Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.05.09, 10:20
                Dokładnie. Większość kobiet we Wrocławiu jest taka.
                Albo singielki (pseudo feministki- jak nie jesteś z nami to jesteś obiektem
                męskiej dominacji), które mają nawet po 30-tce, bawią się cały czas lub szukają
                księcia - a później będą płakać mając 35, że mają problemy podczas ciąży lub nie
                mogą zajść. Albo takie szukające jelenia, który będzie na nie pracował a same
                będą na prawo i lewo dawały to i owo...
                To co się stało w Polsce z podejściem kobiet do życia i związków przez ostatnie
                10 lat woła o pomstę...
                Ale i to się skończy, na zachodzie przeżywali to jakiś czas temu i faceci w
                końcu zmądrzeli i role powoli się odwracają :)
              • Gość: żonka Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! IP: 94.254.190.* 30.05.09, 22:33
                Helooł! A ja ?
                6 lat w partnerskim małżestwie,prawie wszystko robimy razem.Czyli oprócz
                gotowania,prania(co również robi moj mąż) koszę trawę,dorzucam węgiel ,robie
                dobne remonty ( adaptacja strychu !)I pracuje zawodowo( etat+ dorabianie).Autko
                mam fajowe - Opel Omega i uwierzcie,że wyciaga wiecej niz 40;)Także
                zaradna,pracowita a jednoczesnie troskliwa itp.
                Ale sobie reklamę zrobiłam :)) No i dobrze-niech mąż mnie docenia bo cholerną
                macie racje-niektóre laski są beznadziejne...Nie pracują(bo im sie nie chce),nie
                mają prawka( po co jak mężuś ma),nie potrafią zrobić przelewu przez internet...
                Nie chce straszyć ale znałam takiego jednego 40 latka,który caly czas siedział w
                pracy,żeby na wszystko starczyło.I facet się wykonczył...A jego zona jak
                siedziala w domu tak siedzi i rente po nim dostaje.Smutne prawda?
            • Gość: też żona Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.05.09, 08:18
              Jest jeszcze grupa jak ja. Troje dzieci w tym bliźniaki 13
              miesiączne - w żłobku. Mąż zarabia całkiem nie źle a ja w pracy bo:
              1. jak posiedzę w domu jeszcze parę lat to "wypadnę z obiegu" i
              porównywalną posadę nie dostanę
              2. co zrobi taka domowa żona kiedy mąż postanowi odejść - alimenty
              to trochę mało bo max mogą ściągnąć 60 % zarobków męża
              3. no i mimo tego co o ZUSie się mówi jak przychodzi czas to każdy
              na emeryturę by chciał iść
              4. nie zgodzę się na drugi etat mojego męża (by żyło się lepiej) bo
              go już wcale w domu nie będzie a nie po to zakładałam rodzinę
            • Gość: Kaja Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.05.09, 20:23
              Po pierwsze to musze sie odniesc do jednego komantarza z poczatku.
              Kobiety nie dzilea sie na dwie glupie kategorie moj drogi T.
              Sa rozni ludzie i tez rozne kobiety.
              Ja tez na poczatku malzenstwa siedzialam w domu- nie z lenistwa-
              trafilam w obce miejsce-chcialam sie oswoic.
              Ale szybko znalazlam prace i jestem z niej bardzo zadowolona.
              Ja bym proponowala porozmawiac o szacunku, bo jesli zona ma
              gdzies,ze maz zacharowuje sie dla rodziny,a ona ani mysli palcem
              kiwnac, to chyba meza za bardzo nie szanuje....
            • Gość: margot Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.09, 07:28
              Tak, bo Wy byście chcieli mieć wszystko. Żeby żona gotowała,
              prasowała, wychowywała dzieci i jeszcze do tego pomagała w
              utrzymaniu rodziny.
              Trzeba się na coś zdecydować. Albo pełne równouprawnienie, czyli
              wtedy liczysz się z tym, że też będziesz musiał gotować jak żona
              będzie wracać później z pracy, będziesz pomagać w domu i zajmować
              się dziećmi a jak nie to po prostu zmień pracę. Bo przecież w końu
              to obowiązek mężczyzny żeby utrzymać rodzinę a jak nie jesteś w
              stanie jej utrzymać to po co ją zakładałeś..?
              • Gość: g4 Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! IP: *.lublin.mm.pl 29.05.09, 19:31
                I o to chodzi, faceci nie mają tylko wyboru: albo tyranie na rodzinę z
                niepracującą żoną, albo dzielenie się wszystkimi obowiązkami z pracującą. Można
                jeszcze być samemu, do seksu znaleść od czasu do czasu kogoś, i mieć całą pensję
                dla siebie. Tyle że tej ostatniej opcji za bardzo nie ma w mentalności kobiet.
                Już widzę te epitety od leni i nieudaczników...
              • Gość: Nell Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! IP: *.adsl.inetia.pl 31.05.09, 17:58
                a gdzie jest napisane że to facet ma zarabiać na utrzymanie rodziny?
                moze w epoce kamienia łupanego, lub średniowieczu no i w PRL-u
                czasami. teraz moja droga mamy inne czasy, teraz kobiety też pracują
                i robią wszystko w domu jak nalezy. tylko są też takie trutnie co to
                zawsze znajdą pretekst żeby zalec przed telewizorem, albo udaja ze
                silnie zmęczone prasowaniem lub praniem(hmm dziwne bo wymyślili coś
                takiego jak pralka)a gotowanie? no cóz dla mnie nie ma
                przyjemniejszej rzeczy, więc też nie bardzo można się zmęczyć. Tylko
                nie wiem dlaczego faceci tak chronia pod kloszem te swoje trutnie.
                ja z poborami mojego męża mogłabym niepracować, ale nie wyobrażam
                sobie tego, bo w domu bym się zanudziła. Pozdrawiam pracujące,
                inteligentne i wykształcone kobitki!!
                • Gość: qwerty Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! IP: *.chello.pl 01.06.09, 18:31
                  > czasami. teraz moja droga mamy inne czasy, teraz kobiety też pracują
                  > i robią wszystko w domu jak nalezy.
                  A z jakiej racji kobieta ma pracować i jednocześnie robić robić wszystko w domu?
                  Jak równouprawnienie to równouprawnienie. Facet też rączki ma i może posprzątać,
                  ugotować i uprać.

                  Śmieszą mnie ludzie, którzy w kwestii zarobków żądają równouprawnienia, ale
                  prace domowe już dzielą na kobiece i męskie.

                  > takiego jak pralka)a gotowanie? no cóz dla mnie nie ma
                  > przyjemniejszej rzeczy, więc też nie bardzo można się zmęczyć
                  ROTFL
                  Bo ty lubisz to znaczy że nikt się nie męczy. Co za logika!
        • horpyna4 Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! 24.05.09, 21:48
          Więcej zarobiłaby jako sprzątaczka. I praca nie taka stresująca, jak
          nauczycielki.
          Ale nie wyobrażaj sobie, że praca żony to takie proste zwiększenie
          domowego budżetu. Bo żona niepracująca może przygotowywać tańsze
          obiady, te tańsze są zwykle pracochłonne. A jak wróci późno do domu,
          to najszybsze będzie usmażenie befsztyka z polędwicy wołowej.
          Zastanówcie się też, czy nie dałoby się podjąć jakiejś pracy
          chałupniczej. Czy innej na własny rachunek, skoro żonie nie
          odpowiada wyrobnictwo na etacie.
          Tak, czy owak, nie najeżdżaj na żonę, tylko wysłuchaj jej racji i
          spróbujcie wspólnie coś wymyśleć.
                • Gość: asdf Ja tam wole żone w domu! IP: *.isinfo.pl 26.05.09, 14:40
                  Juz niedlugo dwa lata stukna jak moja zona siedzi w domu. Oczywiscie
                  zaczelo sie od dziecka. Jak ma tyrac za 1500 w szkole, do ktorej
                  musi jechac godzine w jedna strone, to ja na prawde wole zeby sobie
                  siedziala w domu, zajmowala sie dzieckiem, robila obiadki itp.
                  Chrzanic te 1500. Jak obserwuje znajomych u ktorych oboje pracuja to
                  az mi ich zal chwilami jak musza kazdy dzien planowac zeby dziecko
                  odebrac/dostarczyc do szkoly/na basen/cokolwiek, o ile wiecej kasy
                  wydaja na zakupy bo czesto nie ma czasu i trzeba kupowac szybko,
                  blisko i drogo, jak sa zmeczeni oboje po procy z zalawieniu kazdego
                  dnia wszystkie co do zalatwienia jest. Pomsyl o tym.
                • twojabogini Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! 27.05.09, 11:42
                  Gość portalu: R napisał(a):

                  > choć z drugiej strony nie można zapominać,
                  > że przedszkole dla rozwoju dziecka w tym wieku
                  > jest ogromnie ważne i opieka mamy mu tego nie zastąpi! :)

                  Propaganda. Dla 4-letniego dziecka z poprawnie funkcjonującej
                  rodziny pobyt poza domem przez 8 godzin dziennie w jednej sali z 20
                  innych dzieci i dwiema paniami jest ogromnie ważny? A czemuż to
                  niby? Bo dzieci wierszyki poklepią na pamięć? Zaraz się zacznie o
                  kontaktach spolecznych. Dziecko potrzebuje kontaktu z innymi
                  dziećmi, ale w rozsądnych granicach, a nie przez 40 i więcej godzin
                  w tygodniu na małej przestrzeni. Z czego połowa kolegów i koleżanek
                  notyrycznie ma katar i goraczkę, bo rodzice "musieli" iśc do pracy.
                  Moje dziecko poszło do przedszkola, bo musiałam wrócić do pracy.
                  Znalazłam dobre przedszkole (za drugim podejściem). Nadal jednak
                  uwazam przedszkola za chorą instytucję.
                  Inaczej przy rodzinach dysfunkcyjnych - dziecko dostanie trzy
                  posiłki, w tym jeden ciepły i będzie 8 godzin w miejscu, gdzie nikt
                  go nie bije, ani nie wyzywa. Te dzieci zyskają na przedszkolu.
                  • kachax ad przedszkola 28.05.09, 15:15
                    Uprzejmie się nie zgodzę z przedmówczynią. Oprócz zasmarkanych
                    dzieciaków w przedszkolu jest podstawowa umiejętnośc porozumiewania
                    sie z rówieśnikami, niezbędna do wygodnego życia w przyszłości. G
                    prawda że siedzenie z mamusią to zastąpi. Ja siedziełam z dzadkami i
                    rodzicami, dzieci w rodzinie było mało, to jak mnie w końcu posłali
                    do szkoły to sie bawić chciałam z nauczycielami, a do dzieci mówiłam
                    przesadnie rozwinietym językiem - tak że nie chciały sie ze mną
                    bawić i bolało mnie to mocno i długo. Różnice w zachowaniu
                    skorygowało życie... po kilkunastu latach. To co, mam od razu hurtem
                    rodzić żeby mieć w domu dzieci, czy może przypominać sobie jak
                    myśłałam majac 4 lata i zachowujac sie jak 4 latek (czego nie
                    potrafię) żeby było dobre? Nikt mi tego numeru celowo nie wyciął,
                    wszycy w domu zdrowi i chcieli dobrze..a wyszło jak wyszło. Nie
                    uogólniaj, dzieci są różne, rodziny sa różne. Warto poznać świat
                    poza własnym grajdołkiem! Przedszkola są potrzebne tak samo jak mama
                    i tata, babcia cy dziadek, a obiadek w nim dla dzieci z rodzin
                    dysfunkcyjnych to rzecz wtórna!
                    Ależ masz argumentację..
            • Gość: xxx Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! IP: *.toya.net.pl 26.05.09, 23:09
              Gość portalu: fomica napisał(a):

              > Słuszne spostrzeżenie. A jeszcze ubrania do pracy, dojazdy, podręczniki, inne
              > materiały. Mniej czasu na sprzątanie, pranie, gotowanie, szukanie tanich
              > produktów na odległym bazarku. Może i jakąś nianię trzeba będzie czasem
              > załatwić. Policzcie wszystko, bo może się okazać że więcej wyda niż by zarobiła

              a emerytura później sama z nieba spadnie?
            • Gość: ? Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! IP: *.olsztyn.mm.pl 26.05.09, 23:19
              W domu żona biega na waleta? Nigdzie nie jeździ i nie kupuje biletów, rozumiem,
              że codziennie oblatuje wszystkie bazarki i ziemniaki są zawsze najtańsze. Boże,
              widzisz i nie grzmisz na taką głupotę! A co jeśli facet straci pracę? Zostają z
              niczym, a tak byłaby pensja żony! A co z jej emeryturą? Bo z zarobków męża
              dużej, która starczy na dwoje nie będzie, poza tym, żeby dostać cokolwiek po
              mężu trzeba mieć minimum 10 lat składkowych! Ludzie, myślcie trochę, to nie boli!
              • Gość: fomica Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! IP: *.acn.waw.pl 27.05.09, 09:35
                Chyba niepotrzebnie tak się unosisz. To co piszesz o emeryturze, składkach,
                drugiej pensji itd. jest słuszne, jednak trzeba na to spojrzeć z obu stron, może
                to nie jest wcale takie jednoznaczne. Jeśli głównym celem pójścia żony do pracy
                ma byc zarabianie - to wynika ze słów autora wątku - to może się okazać że mniej
                zarobi a więcej wyda. Założe sie że każdy idac do pracy ubiera się bardziej
                "wyjściowo" niz wychodząc 100 m po bułki, albo z dzieckiem do piaskownicy. Także
                dojazdy do pracy dwa razy dziennie to znacznie większy koszt niż wyjście 2 razy
                w tygodniu po większe zakupy. Dziecko jest jeszcze małe, więc może akurat w tym
                momencie można jeszcze wstrzymać się z powrotem do pracy. Nie wiemy jaka jest
                dokładnie sytuacja tej rodziny, jak daleko do tej pracy, ile kosztuje
                przedszkole itd. więc wiadomo że sobie tylko teoretycznie rozważamy. Warto
                zrozumieć także racje drugiej strony zamiast wrzeszczeć jak półgłówek o głupocie
                i niemyśleniu.
              • twojabogini Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! 27.05.09, 11:53
                Gość portalu: ? napisał(a):

                > A co jeśli facet straci pracę? Zostają z niczym, a tak byłaby
                pensja żony!
                Zostaną z zasiłkiem. Do czasu, aż któreś z nich znajdzie pracę. Może
                stracić pracę, ale nie musi. Przy takiej ostrożności, to i dziecka
                nie pownni mieć, bo a nuż cos pójdzie nie tak?

                > A co z jej emeryturą? Bo z zarobków męża dużej, która starczy na
                >dwoje nie będzie, poza tym, żeby dostać cokolwiek po mężu trzeba
                >mieć minimum 10 lat składkowych!

                Coż, można dopasować się do systemu i robić to, czego on od ciebie
                oczekuje - tj. zap..ć do roboty, a dzieci dać na wychowanie państwu
                (żłobek, przedszkole, edukacja szkolna). Przyszłe emerytury, nawet
                dwojga ludzi, nie starczą im na godne życie. System nas dyma.
                Poczytaj jak wychodzą symulacje - po 500-600 zł.

                Za bardzo się martwisz na zapas. Rozejrzyj się, jesteś TU i TERAZ.
                Ciesz się tym.


                • Gość: ello Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! IP: *.adsl.inetia.pl 31.05.09, 18:08
                  z twoim podejściem to ja się już nie dziwie ze jest tyle zadłużonych
                  ludzi z masą kredytów," bo jakoś to będzie, żyj tu i teraz" niestety
                  zasiłek nie starczy nawet na opłaty, a życie?? cos trzeba
                  jeśc,więcej szkody swojemu dziecku takim podejściem wyrządzacie, niż
                  to że bedzie musiało chodzić do przedszkola (a z drugiej strony na
                  lepsze mu to przedszkole wyjdzie)
          • twojabogini Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! 26.05.09, 15:40
            horpyna4 napisała:

            > Ale nie wyobrażaj sobie, że praca żony to takie proste zwiększenie
            > domowego budżetu. Bo żona niepracująca może przygotowywać tańsze
            > obiady, te tańsze są zwykle pracochłonne.

            Jeśli ma otrzymać pensję 1000 zł, to po jej pójściu do pracy stopa
            życiowa na pewno wam spadnie. Nie tylko droższe jedzenie, ale koszt
            jej ubrań i kosmetyków do pracy, dojazdy, imieniny, prezenciki z
            okazji imienin, składeczki, koszt przedszkola. Dziecko na pewno
            zacznie w przedszkolu chorować, więc jeszcze leki i albo opiekunka,
            albo jej pensja 80%.
            Za tysiąc złotych to ma rację, że nie idzie. Będzie wam gorzej, przy
            1800 warto pomysleć. Tylko czy dziecko jest gotowe pójść do
            przedszkola? Nie wszystkie są w tym wieku...
              • twojabogini Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! 27.05.09, 08:58
                Gość portalu: ? napisał(a):

                > Sorry, ponownie zapytam: czy w domu żona chodzi nago i czy nie
                stosuje
                > kosmetykow? Wygląda jak zombie? czy waszym zdaniem kobieta w domu =
                > kocmołuch?!!!!! Co wy wypisujecie za brednie?!

                Gdy siedziałm z dzieckiem w domu potrzebowalam zupełnie innych
                ubrań, niż do pracy. Kupowałam raz na jakis czas parę dzinsów na
                promocji, tanie bojówki, parę bawełnianych koszulek i jakiś
                sweterek, bluzę. Buty? Tenisówki, sandałki. Tanie. Nie malowałam się
                na codzień, tylko od swięta. Miałam też jeden "odświętny" strój na
                wizyty i rodzinne uroczystości. Wyobrażasz sobie kobietę w pracy w
                bojówkach i bawełniaku, a do tego sandały? Większość szefów nie.
                Do pracy potrzebuję zupełnie innych ubrań - spódniczka, bluzeczka,
                marynarka, spodnie od garnituru, wszystko z kategori eleganckie, a
                więc i zapłacić trzeba odpowiednio. Jeden komplet nie wystarczy. Do
                tego bizuteria. Ja maluję się nadal tylko od swięta, ale wielu
                kobietom dochodzi jeszcze spory wydatek na kosmetyki do codziennego
                makijażu (baza, podkład, fluid, korektor przebarwień, korektor
                cieni, fluid, róż, tusz do rzęs, szminka, kredka do ust, kredka do
                oczu...). Perfumy.
                Nie wiesz o czym piszesz, to nie pisz.
                • myniek1 Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! 28.05.09, 23:18
                  twojabogini napisała:

                  Ja maluję się nadal tylko od swięta, ale wielu
                  > kobietom dochodzi jeszcze spory wydatek na kosmetyki do
                  codziennego
                  > makijażu (baza, podkład, fluid, korektor przebarwień, korektor
                  > cieni, fluid, róż, tusz do rzęs, szminka, kredka do ust, kredka do
                  > oczu...). Perfumy.
                  > Nie wiesz o czym piszesz, to nie pisz.


                  O mój boże! I ty to wszystko nakładasz na twarz???
                  Pracuję w takim zawodzie, gdzie wygląd zewnetrzny jest bardzo ważny -
                  fakt, praca niezle płatna. Ale gdy zaczynałam kupowałam podkład za
                  15 - 20 zł, a nie za 150zł. jak teraz. I też był dobry,
                  wystarczający.
                  No i kobiecie wystarczy z powodzeniem: podkład 20 zł, tusz 20 zł,
                  szminka 20zł, cienie 20zł. Tusz i podkład starczą na 2 - 3 mce,
                  reszta na dłużej. Więc koszta nie rakie straszne. A perfumy mogą być
                  z Avonu lub jeszcze inne, niekoniecznie Chanel.
                  Twojabogini, ty nie stosuj tyle tego na twarz ile napisałaś bo rysy
                  twarzy ci się zatrą :)

                  A jeszcze jedno. Moja bratowa mieszka w mieście powiatowym w woj.
                  mazowieckim. Jest sekretarką burmistrza i realia są takie, ze po 4
                  latach pracy dostaje 1000 zł na rękę. Dojeżdza ok. 10 km. Poza tym
                  jest śliczna bo zadbana, zawsze ładnie umalowana i ubrana, z klasą i
                  modnie. Kupuje ciuchy na bazarkach, w Bon Prix itp. Jej mąż zarabia
                  1400 zł, mają synka w przedszkolu. I dają radę bo są zaradni! A ona
                  jest po prostu ambitna i nie pozwoli by tylko mąż pracował i o
                  wszystkim myślał.

                  Co do żony autorki wątku: przerażają mnie takie kobiety i tyle. "Nie
                  pójdę do pracy by ktoś mą pomiatał za 1000 zł" - co to za tekst w
                  ogóle. To nie siedz babo w domu ale się rusz, miałaś tyle lat z
                  dzieckiem w domu by podnosić kwalifikacje, zmienić branżę, myśleć o
                  przyszłości! Można tak, bo sama tak robiłam siedząc 1,5 roku w domu
                  z córką: 3 kursy skończyłam i nauczyłam się języka, zaczęłam studia.
                  Wszystko przez internet, korespondencyjnie lub w weekendy gdy mąż
                  mógł mnie zastapić. Teraz zbieram profity.
                  A niezaradnych, leniwych bab nienawidzę.
              • Gość: fomica Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! IP: *.acn.waw.pl 27.05.09, 09:45
                Ja nosze inne ubrania do pracy i inne w domu. Zwłaszcza w domu gdzie jest małe
                dziecko, które się brudzi, pluje jedzeniem, sika, trzeba je przebierać, albo
                umyc naczynia, gotować, bawic sie z dzieckiem w piaskownicy. I wcale nie oznacza
                to wyglądania jak kocmołuch, po prostu w domu wykonuje sie często "brudne" prace
                i lepsze, droższe, jasne ubrania sie oszczędza. Akurat mam taka pracę gdzie jest
                duzo spotkań z klientami, musze wyglądać elegancko. Nawet gdy wracam z pracy to
                zanim zabiorę się za gotowanie obiadu przebieram sie, żeby nie zabrudzić tych
                lepszych ubrań. Nie wiem, co cie tak w tym szokuje.
                • Gość: Selle Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! IP: *.adsl.inetia.pl 31.05.09, 18:18
                  ja po powrocie z pracy (praca biurowa) nie przebieram się w dresy,
                  czasami tylko bluzke zmieniam, bo czemu mój mąż ma mnie widzieć jako
                  kocmołucha i wierz mi że też sprzątam i gotuję i nie przeszkadza mi
                  to i się nie brudzę, a z drugiej strony rzeczy sie pierze i ja
                  przynajmniej drugi raz bluzki chodzonej nie noszę, więc mi rybka czy
                  chdzę w niej do końca dania, ale jak widzę czasami kobiety z dziećmi
                  bez makijażu i w wyciagnietych dresach to się nie dziwię że 70%
                  mężczyzn korzystających z usług prostytutek to żonaci, mieć taka
                  niezadbaną w domu to porażka
                  • Gość: fomica Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.09, 21:14
                    Czyli jednak sie przebierasz! Ja również nie przebieram się w dresy. Zreszta nie
                    posiadam ani jednego, nigdy czegoś takiego nie nosiłam. Makijażu nie zmywam,
                    nosze taki sam przez cały dzień. Nie gotuje ani nie sprzątam ubrana w garnitur.
                    Równiez piorę ubrania, co nie zmienia faktu że plamy z pomidora, oleju czy soków
                    schodza trudno i jeśli mam na sobie ulubiona śnieznobiałą bluzke to ja na czas
                    gotowania zdejmuję. Nadal nie rozumiem co to za sensacja. Czy każdy kto nie nosi
                    w domu służbowego mundurka to kocmołuch?
          • Gość: Wiesiu Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! IP: *.devs.futuro.pl 26.05.09, 16:41
            Befsztyk? Polędwica? Jezus maria ja czegoś takiego nawet na zakładowej stołówce
            nie mam, bo w domku
            rosołek/pomidorowa/ziemniaczanka/barszcz/rosołek/ogórkowa/pomidorowa ... jako
            wkładka to możesz sobie obgryźć kurę(koguta) albo porcje rosołową która
            posłużyła do garnka.

            Moja kobieta wytrzymuje kołki ciosane po głowie w sądzie jako protokolantka, z
            wypłaty jeszcze dorzuca się swoim rodzicom. Sprzedaje jakieś pierdołki na
            allegro żeby w ogóle mnieć na siebie..

            Leniwe baby zajmijcie się czymś - wystarczająco wasze chciwe pazurki sprowadziły
            nieszczęść na ten świat!!
            • Gość: Apryl Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! IP: *.chello.pl 26.05.09, 20:39
              No pomnożyć to razy 2 daje 30 zł sam obiad.Plus sniadanie i kolacja i razy 30
              dni.gratulacje.A gdzie reszta?gratuluje oszczędności.Ja wydaje 15 zł dziennie na
              dwie osoby na wszystko.Nie moge przekraczać wiecej bo nie mam.Sa przeciez
              opłaty,odzież,wakacje,utrzymanie samochodu,leki.Jedzenie jest smaczne i
              treściwe.Jest mieso ,owoce i warzywa.A ja pracuje i muszę znaleźć czas.Ale
              przychylam sie do zdania że trzeba obliczyć zyski i straty pujścia do pracy za
              konkretna pensje.No i jaki rodzina preferuje styl rodziny.Niektórzy wola
              tradycyjny dom z mamą która sie spełnia w domu nawet kosztem poziomu
              materialnego.Nie wszystko da się przeliczyć na pieniadze.Najlepiej jest tak jak
              pasuje wszystkim domownikom i kompromis jest nieodzowny.
        • ideefiks mnie to nie dziwi... 26.05.09, 13:47
          jor80 napisał:

          > Oddaje jej cala wyplate poza drobnymi kieszonkowymi

          To jest właśnie odpowiedź na pytanie czemu nie chce się jej
          pracować. Spróbuj przez kilka miesięcy nie dawać jej ani grosza,
          jeśli będzie chiała kupić cokolwiek niech za każdym razem prosi cię
          o pieniądze - na fryzjera, na buty, na jakiegoś perfuma itp..

          Wadą tej "szkoły życia" jest to, że musiałbyś sam robić wszystkie
          zakupy ale tu już musisz wybrać co jest dla ciebie ważniejsze -
          niewygoda łażenia po sklepach czy żona na twoim utrzymaniu.

          Inna sprawa, że jeśli już siedzi tylko w domu i uważa, że nie będzie
          pracować, to nie masz prawa tknąć w domu czegokolwiek - pranie,
          gotowanie, sprzątanie, płacenie rachunków, zakupy, opieka nad
          dzieckiem to też praca, i skoro zdecydowała się ją wykonywać to
          niech ją robi sama i nie ma od ciebie prawa żądać czegokolwiek (poza
          oczywiście byciem ojcem dla dziecka i mężem dla żony, co
          oczywiste :)

          Po przyjściu do domu masz mieć obiadek podstawiony pod nos, dom
          czyściutki, wysprzątany i pachnący a żona wieczorem podobnie -
          czyściutka, wysprzątana i pachnąca... ;)

          Odpowiedz sobie na pytanie co ci się bardziej opłaca - żona na
          etacie kury domowej czy na etacie "w terenie" ale wtedy od zmywania
          garów i podłogi już nie uciekniesz bo skoro oboje pracujecie to i
          oboje w równym stopniu dbacie o dom. Jedno i drugie rozwiązanie ma
          swoje plusy dodatnie i plusy ujemne :)
          • Gość: Zaduma Re: mnie to nie dziwi... IP: *.chello.pl 26.05.09, 21:39
            No prosze.Jaki ten swiat dziwny.Jak baba siedzi w domu na utrzymaniu pana i
            władcy(bo kto zarabia ten dyktuje warunki niestety)to faceci na siłe chcą z niej
            zrobic niezależna finansowo i samodzielna nie potrzebujaca faceta kobitke.Ma
            prace,ma kase jest zabezpieczona finansowo moze dyktowac warunki i w domu robić
            olewke bo ...pracuje i wymaga.Musi sie wypacykowac bo do pracy musi
            wyglądać.Przebywa między ludzmi,między facetami co ja adoruja.Ech.sami na siłe
            (wręcz szantażem)robicie z baby feministke bo wam kura domowa przeszkadza.A
            potem dochodzicie czterdziestki i szukacie młodej dupeczki co to pracą sie nie
            hańbi bo moze was z kasy zczesać i wydajecie na nią lekka rączka tyle co zona
            zarobi albo i wiecej i nawet was serce nie zaboli.Nie myślicie...leniwa i
            cwana.A zona kiedys cukiereczek do slubu -będe cie nosił na rękach skarbie...a
            potem dziecko i won do roboty bo to że prowadzisz dom to za mało musisz jeszcze
            na siebie zarobic .Ot panowie.W domu nie ma bo cały dzień pracuje źle,w domu
            siedzi żle.Za to facet zawsze jest oki.Wystarczy jak pracuje.Jak nie pracuje tez
            dobrze bo jak kocha to na kasie nie powinno jej zależeć.
        • girl.of.your.nightmares Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! 28.05.09, 21:05
          jor80 napisał:
          Ona jest
          > polonistka i moze pracowac w pobliskiej szkole ale jej sie nie chce!!

          nauczycielką nie chce być?!
          przecież nauczyciel ma wszystkie weekendy wolne, święta, dwa miesiące wakacji i chyba jakieś 18 godzin pracy w tygodniu...

          no żyć nie umierać

          gdybym miała faceta, który zarabia i cierpliwość do dzieci i młodzieży, to byłabym nauczycielką:D
    • hypatia69 Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! 24.05.09, 17:03
      ;] Zająć sie robieniem opłat i zakupów, a jej wydzielać kieszonkowe.
      Zobaczysz wtedy, że [jeśli nie mieszkacie w Warszawie] za dwa i pół
      klocka z palcem w tyłku da się przeżyć. Nawet jeśli palicie 2 paczki
      szlugów dziennie, a Ty dodatkowo wypijasz codziennie 2 browarki.
      Inny argument niż brak gotówki zawsze dostępnej do małżonki nie
      przemówi, mozesz mi wierzyć. Jak też nie jest to kwestia zwykłego
      rozleniwienia tylko normalne reakcja na dłuższe niepracowanie.
      Jeśli nie chce sie płaszczyć za 1000,- to niech poszuka roboty za
      4000,-;>
      • pan_i_wladca_mx Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! 24.05.09, 18:21
        hypatia69 napisała:

        > Zobaczysz wtedy, że [jeśli nie mieszkacie w Warszawie] za dwa i pół
        > klocka z palcem w tyłku da się przeżyć.

        szur, jezeli nie wynajmuja mieszkania :) wbrem pozorom 2,5 kola na 3 osoby minus
        rachunki, paliwo i inne takie, na 3 osoby to wcale az tak duzo nie jets, da sie
        przezyc a i pewnie, mozna przezyc nawet i za 200zl to akurat wiem:) ale z reszta
        sie zgadzam, zabrac jej kase, albo niech notuje ile na co wydaje i pod koniec
        miesiaca wyjdzie szydlo z worka gdzie kasa ucieka, czy przypadkiem nie na
        zabicie nudy pani domu
        • hypatia69 Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! 24.05.09, 18:42
          Dużo nie jest. Ale da się. Nawet przy wynajmie. Osobiście obserwuję
          od kilku lat taki przypadek: właśnie małżeństwo z dzieckiem, właśnie
          na wynajmie, nie na najdroższym, ale jednak. Tyle, ze na paliwo nie
          wydają, bo nie mają samochodu. Trudno powiedzieć, zeby opływali w
          dostatki i żeby kobitka 3 razy w miesiącu kupowała sobie gacie z
          brylantami, ale odżywieni dobrze, to kina czasem wyskocząi tak
          dalej. Jednakowoż pani nie tylko gaci z brylantami nie kupuje, ale
          też nie zaopatruje sie co tydzień w kieckę, nie lata po solariach i -
          o ile wiem - nie pieprzy przez telefon z koleżankami po półtorej
          godziny.
      • zegmarek Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! 27.05.09, 16:12
        A czy chociaż przez chwilę pomyślał pan o swojej żonie. Przecież ona w domu
        pracuje. Wychowuje dziecko , które mam mamę a nie panią w przedszkolu. Jednym
        słowem ma prawdziwe dzieciństwo. Wiem , że to co piszę nie ma już dzisiaj
        wartości , może jednak ktoś się zastanowi czy pogoń za karierą i pieniędzmi
        może zastąpić prawdziwą miłość dziecka.

        www.doradca-rynku.pl
        • Gość: Terii Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! IP: *.adsl.inetia.pl 31.05.09, 18:30
          o jak ja nie lubię takiego bezsensownego tłumaczenia. ja jak byłam
          mała to płakałam że chce iść do przedszkola, bo inne dzieci
          chodziły , bo tam było wesoło,a nie z mamą się nudzić i domowe
          przedszkole oglądać.teraz lepsze dla dziecka jest przedszkole, bo
          nabywa pewności siebie, komunikatywności i zaradności życiowej co
          będzie owocowało w przyszłości. takie tłumaczenie jest tylko
          wyłącznie rodziców którym sie nie chce pracować żona siedzi w domu ,
          a mąż może się pruć w pracy z sekretarką, a żona udaje że jest git,
          ugotuje obiad i myśli że trzeba jej dać medal za urodzenie dziecka i
          prowadzenie domu. Ja pracuję i mam czas na wszystko tylko jest
          jeszcze jedna ważna rzecz. Trzeba być ZARADNYM!!
    • kolter_one Re: Moja zona nie chce iśc do pracy!! 24.05.09, 19:16
      jor80 napisał:

      > Mam 4 letnie dziecko ktore moze iść juz do przeedszkola Nie utrzymamy sie z
      > 2500 zl bo takie mam m-czne dochody .Zona rozleniwiła sie w domu i nie mysli o
      > pracy Powiedziala ,ze nie bedzie sie plaszczyć za 1000 zl przed nikim kto
      > bedzie nia rzadził.
      > Jakich użyć argumentów, aby ją przekonać?

      Zostaw ją na trzy miesiące daj 500 zł alimentów !! to z biedy szybko do roboty
      poleci !!
    • camel_3d przypal jej stopy 25.05.09, 16:52
      jor80 napisał:

      > Mam 4 letnie dziecko ktore moze iść juz do przeedszkola Nie utrzymamy sie z
      > 2500 zl bo takie mam m-czne dochody .Zona rozleniwiła sie w domu i nie mysli o
      > pracy Powiedziala ,ze nie bedzie sie plaszczyć za 1000 zl przed nikim kto
      > bedzie nia rzadził.
      > Jakich użyć argumentów, aby ją przekonać?
      • troll_bagienny A o równouprawnieniu słyszałaś? 26.05.09, 16:58
        Nie każdy facet ma ochotę całe życie grać rolę krzyżówki jelenia z
        buhajem rozpłodowym, nie mając przy tym pewności, czy małżonka,
        znudzona kolejnym serialem nie nadstawia swojej łaskawej kufy
        listonoszowi albo hydraulikowi, albo księdzu proboszczowi, co akurat
        wpadł z wizytą. Jak się ma baba puszczać, to niech przynajmniej
        trochę kasy do domu przyniesie, a jak pozna prawdziwą pracę, to jej
        zabraknie czasu na duperele. Nie ma to jak poznać smak ciężko
        zarobionej złotówki i nie ma to jak uderzenie ku...cy mózgowej,
        kiedy człowiek pracuje na tę złotówkę w pocie czoła, a babiszon
        zbierze masę tych złotówek i przepieprzy na szmatę, w której i tak
        wygląda jak koczkodan.
          • kotek.filemon Re: A o równouprawnieniu słyszałaś? 26.05.09, 22:50
            > "Facet" co nie potrafi utrzymać rodziny i wysyła "do pracy" samicę to d... nie
            > facet.
            > Mężczyzna płci żeńskiej.

            Mam alergię na trutnie, zwłaszcza te płci żeńskiej. I jestem zdania, że każdy utrzymuje się sam (w rozsądnych granicach). Robienie jak dziki osioł na trutnia, którego głównym zadaniem jest leżenie i pachnienie ładnie zostawiam większym frajerom...
              • dritte_dame Re: Dritte 27.05.09, 03:40
                Gość portalu: aga napisał(a):

                > No jakby nasza dritte dame coś o tym słyszała to nazwałaby się
                erste dame. W
                > najgorszym razie zweite. Dritte mówi samo za siebie :-)

                Gdyby mój nick coś Ci mówił to wiedziałabyś że powinnaś była
                napisać: Zweyte a nie zweite ;))
            • sikorka68 Re: A o równouprawnieniu słyszałaś? 27.05.09, 00:26
              > Mam alergię na trutnie, zwłaszcza te płci żeńskiej. I jestem zdania, że każdy u
              > trzymuje się sam (w rozsądnych granicach). Robienie jak dziki osioł na trutnia,
              > którego głównym zadaniem jest leżenie i pachnienie ładnie zostawiam większym f
              > rajerom...

              No nie wiem. W malżeństwie, gdzie oboje pracują jest trochę inny podział
              obowiązków. Facet niejako musi przejąć trochę obowiązków domowych- czyli kto
              jest większy frajer?

              I tak pól serio, pól żartem; odwracając kotka ogonkiem:
              Kobieta która idzie do pracy, niejako miga się od części prac domowych.

              A tak całkowicie serio, to jest sprawą każdej pary, czy kobieta będzie pracować,
              czy nie. I nikomu nic do tego.
            • dritte_dame Re: A o równouprawnieniu słyszałaś? 27.05.09, 03:09
              kotek.filemon napisał:

              > jestem zdania, że każdy u trzymuje się sam

              No to też i żyj i mieszkaj sam.

              Mężczyzna w rodzinie dopóty jest mężczyzną dopóki potrafi
              zapewnić rodzinie utrzymanie na właściwym poziomie całkowicie
              samodzielnie
              .

              Jego wybranka może zająć się pracą zawodową poza domem
              jeśli zechce
              .
              Ale gdy zmuszają ją do tego okoliczności ponieważ oferma "mąż" nie
              potrafi wywiązać się ze swojej męskiej roli, to ówże "mąż"
              automatycznie traci wszelkie pretensje do męskości.

              A jeśli na dodatek jeszcze taki "mąż" sam rozgłasza że mu nie staje
              (zdolności zarobkowych) to już całowita żenada i masakra...


              > (w rozsądnych granicach).

              Rozumiem.
              Poza tymi rozsądnymi granicami to szanowni tatuś i mamusia
              pomagają :D