12.01.06, 08:09
wczoraj się odbyły trzy telefoniczne rozmowy z miom eks
pierwszą spuściłam na drzewo bo była w pracy
w trakcie trwania drugiej dowiedziałam się że jestem jeszcze jego żoną i
musze mu podać swój pesel , he he he, warto dla takich chwil żyćwink
w trzeciej było gorzej, rozmowa z dzieckiem 3 minuty, a ze mną dłużej i w
temacie rozwodu, dowiedziałam się że jeśli z jego winy to się nie pojawi, nie
skomentowałam, połowę za przedszkole dostanę w lutym, ACHA, i najgorsze
nie interesuje się dzieckiem bo : pracuje, ja kurcze teżsmilei zajmuje sie
dzieckiem swojej obecnej kobiety, ręce mi opadły...,tu się odgryzłam nie
wytrzymałam.To by było na tyle...już w piątek wieczorem będę wiedziała o
jednej decyzji ważnej dla mnie bardzo i gwarantującej moje bezpieczeństwo,
oby do piątkusmile
Obserwuj wątek
    • vertigo5 Re: Rozmowa 12.01.06, 11:09
      ae po co mu Twoj pesel ?
      • brzoza75 Re: Rozmowa 12.01.06, 11:37
        powiedział, że do dokumentów, które składa do nowej pracywink
        tja ...
    • tricolour Trzymaj się do piątku... 12.01.06, 18:32
      ... a facetowi nie wierz, bo nie warto. Pesel pewnie był potrzebny, bo facet
      WSTYDZI sie rozwodu i udaje, że ma żonę.

      Jeżeli facet jest winny, to warto mieć to na wyroku. Przydaje się.
      • scrivo Re: Trzymaj się do piątku... 12.01.06, 21:36
        witaj Tri,chcę ci tylko powiedzieć,że pomimo jakiegoś oporu wobec Twoich wcześniejszych wpisów, coraz bardziej podoba mi się twoja, czasem bolesna ale jednak, bezstronność. Myślę że bedę Ci kibicować jeszcze długo. Bo i moje reakcje, choć niewidoczne tu na forum, często są podobne. PO prostu, prawda ponad wszyskim. To niewyobrażalnie ułatwia życie i pozwala jak najlepiej myslec o sobie samym.
        • nangaparbat3 Re: Trzymaj się do piątku... 12.01.06, 21:39
          Czy pesel męża/żony jest wymagany przy przyjmowaniu do pracy? Dziwne jakieś.
          • tricolour Może ten pesel nie był... 12.01.06, 21:58
            ... koniecznie wymagany, ale trudno przyznać się, że się nie zna.

            Ale pamiętam jedną wypowiedź tu na forum, jak pewna nasza koleżanka w
            kwestionariuszu pracowniczym, w rubryce "adres zamiszkania małzonka" - wpisała:
            NIE ZNANY. Potem opowiadała nam jakie to zrobiło wrażenie na kadrowej.
            Nie każdego stać na taką odwagę.

            Pamietam też, że ze trzy lata po rozstaniu twierdziłem oficjalnie żem żonaty...
            • porucznikk Re: Może ten pesel nie był... 12.01.06, 23:29
              tricolour napisał:

              > Pamietam też, że ze trzy lata po rozstaniu twierdziłem oficjalnie żem
              żonaty...
              Ja przed uprawomocnieniem wyroku mówiłem, że nie mam żony. Hmm...coś za szybko,
              choć zgodnie z ówczesnym stanem mojej świadomości.
              por.
              • tricolour Widać odważnieszy jesteś... 12.01.06, 23:33
                ... jak to porucznik.

                smile
              • nangaparbat3 Re: Może ten pesel nie był... 13.01.06, 19:22
                porucznikk napisał:

                > tricolour napisał:
                >
                > > Pamietam też, że ze trzy lata po rozstaniu twierdziłem oficjalnie żem
                > żonaty...
                > Ja przed uprawomocnieniem wyroku mówiłem, że nie mam żony. Hmm...coś za
                szybko,
                >
                > choć zgodnie z ówczesnym stanem mojej świadomości.
                > por.
                Hmmmm...
                Ja mówiłam, ze jestem sama, od kiedy mąż się wyprowadził - a rozwód wzięlismy 4
                lata później, na jego życzenie.Wydaje mi się, że było mi łatwiej stawiać sprawe
                wprost - też z uwagi na dziecko, sądziłam, że corce bedzie tym łatwiej, im
                prędzej ja zaakceptuję to, co się stało. Paradoksalnie okazało się, że były ma
                z tym problem (choć to on wymyślił i rozstanie, i rozwód), jeszcze po rozwodzie
                mówił o mnie "moja żona". Nawet miło mi było, jak to usłyszałam.
        • tricolour Jakoś tak mi się... 12.01.06, 21:50
          ... miło zrobiło smile

          I powiem Ci w zaufaniu (ale nie mów nikomu), że sam też czuje opór gdy czytam
          swoje wcześniejsze posty...

          tongue_out
    • akacjax Zastanawiam się do czego pesel 13.01.06, 21:15
      jest potrzebny?
      Do ubezpieczenia zdrowotnego, do dokumentów u lekarza, do działalności gosp. Nie wiem, czy można zaszkodzic mając czyjs pesel?
      Czy kiedykolwiek potrzebowałam pesel m.? Raczej on mój do brania wycieczek z pracy(fundusz socjalny dofinansowywał, a na wycieczki nie wiem kto jeździłwink
      • gotyma Re: Zastanawiam się do czego pesel 14.01.06, 10:31
        kochani, jak juz sie zdecydujecie rozstac z waszymi exami, to wasze dokumenty i
        wazne dane trzymajcie i absolutnie nie udostepniajcie. byc moze nie kazdy ma
        zle intencje. moj ex, juz po roku wg mnie rozstania poprosil mnie o moj dowod,
        bo cos tam, bo dzieci. wiem, ze jest molenda i potrafi drazyc tygodniami,
        dlatego bez oporow dalam. no bo przeciez dzieci... po paru miesiacach okazalo
        sie, ze jestem nieswiadoma posiadaczka wielkiego terenowego samochodu
        sprowadzonego spoza granicy. a dowiedzialam sie tylko dlatego, ze do jakis tam
        papierkowych rzeczy potrzebna jestem osobiscie. bylam przez to ciagana, po
        roznych urzedach, bo to cos tam w terminie nie zaplacone, bo cos tam mialo byc
        a nie jest i wszystko na moje nazwisko. kiedy w koncu stracilam cierpliwosc, ex
        zarzadal ponownie mojego dowodu i prawomocnictwa, bo on beze mnie wszystko
        szybciej zalatwi. gdy odmowilam, to ex zrobil mi taka awanture z szarpaniem na
        sriodku gdyni. i tu podziekowania dla anonimowego taxowkarza, ktory stal
        nieopodal i widzial wszystko i slyszal. ten pan poprostu podjechal do mnie z
        otwartymi drzwiami, gdy zaczelam uciekac i z piskiem opon wywiozl mnie z
        zagrozonego terenu.
        potem tylko szybko dokonalam sprzedarzy owego samochodu na rzecz exa. i nie
        mowcie, ze zle zrobilam, ze powinnam mu nie oddac, lub robic problemy. zrobilam
        to, bo nie chcialam juz slyszec, widziec, miec jaki kolwiek kontakt, chcialam
        spalic wszystkie mosty. niestety, potem przyszlo pismo ze skarbowki, ze jeszcze
        powinnam zaplacic podatek od wzbogacenia.
        i jeszcze jedno, znam jedna kobitke, ktora w podobny sposob jak ja dorobila sie
        kredytu, ktory bedzie splacac przez 15 lat.
        takze czsem pomyslcie zanim dacie sie wrobic jak ja.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka