Dodaj do ulubionych

Przeciąganie rozwodu

21.03.06, 14:48
Jak Wam to wygląda - człowiek po 15 latach małżeństwa, 4 lata od rozstania
mówi - "nie złożyliśmy wniosku o rozwód, bo żadnemu z nas nie było to
potrzebne. Ale wiem, że trzeba to w końcu zrobić."

Ja to rozumiem tak, że "nie było potrzebne" oznacza, że żadne z nas nie
brało pod uwagę możliwości wejścia w nowy związek, lub braliśmy/bierzemy pod
uwagę powrót.

Ja w pół roku po rozstaniu (3 lata małżeństwa) złożyłam pozew o rozwód, mimo
że nie jest mi to potrzebne, ale uważam że jest to konieczny krok do
ostatecznego rozstania. W innym przypadku byłoby to dla mnie trzymanie
otwartej furtki.

Co myślicie na temat przeciągania decyzji o formalnym rozwodzie?
Obserwuj wątek
    • scriptus Re: Przeciąganie rozwodu 21.03.06, 15:01
      Masz rację, że jeżeli ktoś tak powiedział, to znaczy że nie brał pod uwagę
      możliwości tworzenia nowego związku i być może pragnął powrotu. Co za tym idzie,
      nie zależało mu na dokonaniu ostatecznego rozstania, trzymanie otwartej furtki
      jednak wcale nie znaczy, że ktoś przez tę furtkę przejdzie.
      W przyrodzie obowiązuje zasada minimalizacji energii, jeżeli jakaś czynność nie
      jest potrzebna do przetrwania, nie jest wykonywana. Załatwianie rozwodu jest
      czaso- finanso- i energochłonne, jeżeli komuś to nie jest potrzebne, nie musi
      tego przeprowadzać, co nie znaczy, że liczy jeszcze na jakiś powrót
      • mindsailor Re: Przeciąganie rozwodu 21.03.06, 15:34
        nie zgadzam się. niektórzy ludzie lubia mieć w zyciu porzadek i nie odwlekaja
        spraw i tak juz zakończonych (chodzi mi o złożenie wniosku rozwodowego), co
        niekoniecznie oznacza, że nie czekaja na powrót drugiej strony. u mnie tak
        było. mąz pół roku od rozstania złozył wniosek, bo miał dość takiego stanu
        zawieszenia - formalnie razem, ale tak naprawde osobno. złozył wniosek, bo
        chciał mieć spokój. a mój nie-mąż pierwsze co zrobił, to podpisał intercyzę, bo
        jak stwierdził, rozwód mu do niczego nie potrzebny. dopiero teraz, po prawie
        dwóch latach od rozstania i kiedy będzie dziecko, zdopingował sie do
        przyspieszenia rozwodu.
        moim zdaniem świadczy to o czyjejś dojrzałości i odpowiedzialności, bądź nie.
        jedni ludzie lubią miec sprawy pozałatwiane do końca, innym bałagan w zyciu
        osobistym nie przeszkadza w ogóle.
        • scriptus Re: Przeciąganie rozwodu 21.03.06, 15:45
          Bałaganem w życiu jest już samo zwichrowane, czy nieudane małżeństwo. Tego
          rozwód nie usuwa. Nawet nie pomaga w tym, by zapomnieć.
          Ile osób ma miejsce zamieszkania różne od miejsca zameldowania i wcale się tym
          nie przejmuje, a to taka sama formalność, jak rozwód. Taki sam bałagan w
          papierach. Mieszkasz w Warszawie, a w prawie jazdy, w dowodzie itd masz np.
          Kielce.... większość odpowie - a co za różnica
          • mindsailor Re: Przeciąganie rozwodu 22.03.06, 08:20
            znowu sie z Toba nie zgadzam. z formalnościami typu dowód osobisty, prawo jazdy
            nie jestes emocjonalnie związany - z żoną tak. i moim zdaniem rozwód pozwala
            sie odsunąć od partnera, to kolejne zerwanie więzi. niby tylko formalnośc, ale
            ważna, dla mnie przynajmniej.
            • scriptus Re: Przeciąganie rozwodu 22.03.06, 09:09
              Czyli, może konkluzją jest, że rozwód jest ważny dla tych, którzy pragną
              zerwania więzi, są w jakimś sensie motorem rozpadu związku?
              Ja to widzę tak, że niezależnie od faktu formalnego rozwodu, była partnerka
              pozostaje częścią mojego życia, mam związane z nią wspomnienia, dobre i złe,
              dzieci, jakieś resztki więzi emocjonalnej, sam rozwód nie zmniejszy ani nie
              zwiększy naszej więzi. Jeżeli już nic do siebie nie czujemy, to nie ma żadnej
              więzi do zerwania, jeżeli mimo wszystko łączy nas jakaś więź, urzędowe
              załatwienie sprawy nie ma tu żadnego znaczenia. Serce nie sługa, są ludzie, co
              zakochują się nawet (o zgrozo) w obcych mężatkach, a to jeszcze gorzej, niż
              kochać swoją żonę po rozwodzie. Rozwód potrzebny jest tylko do formalnego
              zawarcia innego związku, podobnie, jak zmiana zameldowania do objęcia mieszkania
              komunalnego, nie dostaniesz mieszkania komunalnego, jak się w nim nie
              zameldujesz. Ot, urzędowe formalności.
              A, formalne zawarcie nowego związku? Do czego jest potrzebne? Ze względów
              obyczajowych, moralnych (dzieci powinny mieć formalną rodzinę) podatkowych
              (wspólne opodatkowanie), majątkowych (dziedziczenie, chociaż , o dziwo , w wielu
              drugich związkach od początku funkcjonuje intercyza, co to zatem za małżeństwo,
              raczej seks klub tongue_out), prawnych (ja ci pokażę, jak mnie porzucisz, zrujnuję cię,
              będziesz mi płacił do końca życia wink))))) ) itp. Taka może być druga strona
              łagodnego oświadczenia - jeżeli mnie kochasz, to się ze mną ożeń...
              Jest jeszcze jeden powód, dla kórego może się ożenić ktoś, kto nie ma majątku,
              dzieci odchowane, dochody w wysokości takiej, że zysk na wspólnym opodatkowaniu,
              to grosze bez znaczenia.... To chora ambicja. Pokazać sobie i innym, że pomimo,
              że mi się nie udało małżeństwo, jeszcze jestem zdolny stworzyć normalną rodzinę,
              może nawet, w wieku na przykład koło pięćdziesiątki spłodzić nowe dzieci.
              Przekreślić to co było, zacząć wszystko od nowa. Często nawet odcinając się od
              dzieci z pierwszego małżeństwa.
              • tricolour Zwykle piszesz dośc sensownie... 22.03.06, 09:29
                ... ale teraz Ci nie wyszło.

                Najwyraźniej tak bardzo nie chcesz pogodzic się z niebezpieczeństwem własnego
                rozwodu, że odbierasz sens takiej decyzji w ogóle. Ludzie sie rozwodzą z wielu
                powodów - także z tego, że im źle ze sobą i nie potrafią tego zmienić. Chcą
                jednak być szczęśliwi i dochodzą do wniosku, że muszą zmienić partnera. Nie są
                to żadne urzędowe formalności tylko CHĘĆ i DECYZJA zainteresowanych.

                A nowy, formalny związek potrzebny jest do tego, do czego potrzebny był stary:
                aby był PORZĄDEK: formalna rodzina, sprawy podatkowe, spadkowe, wspólne nazwisko
                i setki innych rzeczy, które z tym sie wiążą, a przede wszystkim poczucie
                WSPÓLNOTY. Także zapisane na papierze.

                Wyobraź sobie, że komuś nowy związek jest potrzebny po to, czego Ty tak
                strasznie bronisz w swoim starym.

                smile
                • aika3 Re: Zwykle piszesz dośc sensownie... 22.03.06, 09:50
                  Moim zdaniem związek dwojga ludzi powinien opierać się na uczuciu zaufaniu chęci bycia ze sobą wzajemnym zrozumieniu tolerancji itp. a nie na formalnym dokumencie urzędowym który daje nam prawa ale i narzuca zobowiązania które mogą okazać się kłopotliwe w przypadku kiedy stwierdzimy że po raz kolejny się pomylilismy.Jestem więc za nieformalnymi zwiazkami po rozwodzie.
                  • tricolour Jasna rzecz... 22.03.06, 10:06
                    ... że związek opiera sie na tym, co napisałaś. Natomiast formalizm zapisany na
                    papierze jest wyrazem chęci partnerów. Jedni są za formalnymi związkami, a inni
                    za nieformalnymi - ludzie są różni.

                    Dziwi mnie tylko pomysł, że lepiej żyć w nieformalnym, bo to duże ułatwienie
                    podczas rozstawania. Może lepiej zyć w samotności, bo to jeszcze bardziej
                    upraszcza rozstawanie. Rozstawanie jest wręcz bezbolesne...

                    Mówiąc inaczej: żyje sie nieformalnie po to, by się łatwiej było rozstać? To nie
                    ma sensu.
                    • aika3 Re: Jasna rzecz... 22.03.06, 10:35
                      Checi partnerów do czego? Bardzo to uprościłes.Wiążąc się z kims nie mozesz byc pewien że będziesz z nim/nią do końca zycia.Oczywiscie zawsze tak zakładamy na poczatku znajomości.Z czasem okazuje sie że to pomyłka.I co? Ciagniesz dalej ten zwiazek? Zwłaszcza jesli jest to juz którys kolejny? Zyje sie nieformalnie po to aby nie pakowac sie w niepotrzebne nikomu do niczego zobowiazania które nie sa gwarantem trwałości zwazku.
                      • mindsailor Re: Jasna rzecz... 22.03.06, 11:49
                        kiedys czytałam wywiad z psychologiem, który powiedzial, że gdy dwoje ludzi sie
                        kocha, tak naprawde kocha i chca byc razem, to naturalną rzeczą jest slub. tak
                        naturalną, że nikt nie rozważa za i przeciw. po prostu ludzie ida do urzedu
                        stanu cywilnego, czy koscioła i wiążą sie formalnie na dobre i złe. a w
                        związkach, gdzie jedna ze stron analizuje, czy brac ślub, czy nie, czy
                        wlaściwie po co (tak jak piszesz, po co kłopoty w razie rozstania), znaczy, że
                        czegos brakuje, że to nie do końca to.

                        i ja sie z tym zgadzam. z autopsji. u mnie tak jestsmile
                        pewnie są wyjątki, jak wszedzie.
                        • scriptus Re: Jasna rzecz... 22.03.06, 12:06
                          Mindie, jestem za ślubami, to coś, co bardzo łączy i zbliża ludzi, tylko
                          dlaczego oni potem nie dbają o swój związek? Pokaż mi, kto normalnie myślący
                          kupując nowy samochód potem nie dba i nie dolewa oleju w odpowiednim czasie....
                          • mindsailor Re: Jasna rzecz... 22.03.06, 12:13
                            nie wiem, Scriptus dlaczego tak jestsad

                            świat zwariowałsad(
                            • scriptus Re: Jasna rzecz... 22.03.06, 12:30
                              Ja też nie sad
                              Mogę tylko gadać i nawoływać do opamiętania się, co zresztą nie ma absolutnie
                              żadnego znaczenia.
                      • scriptus Re: Jasna rzecz... 22.03.06, 12:00
                        Ja nie jestem urzędnikiem państwowym, ani prawnikiem i jakkolwiek wiem, że
                        przepisy i prawo są potrzebne, to same w sobie nic nie załatwiają.
                        Dobrego małżeństwa nie da się zawrzeć na najpiękniejszym nawet i najdroższym
                        pergaminie, ręcznie wypisanym gęsim piórem i z pieczęcią lakową o średnicy 10
                        cm. Jeżeli jacyś ludzie nadają się do tworzenia związku, nie jest potrzebna
                        żadna formalność, dokument. Oczywiście, jestem za uroczystościami ślubnymi,
                        weselem, to są radosne chwile w związku, jeżeli kogoś na to stać, to warto
                        urządzać "wesela" w każdą rocznicę ślubu, aby radosnych chwil było jak
                        najwięcej. Wiem, że w patologicznej rodzinie, gdzie pijak i sadysta znęca się
                        nad bliskimi, potrzebna jest ochrona prawna, formalności prowadzące do jego
                        (czasem jej) poskromienia przez społeczeństwo, stąd konieczność instytucji
                        separacji i rozwodu. Ale wśród tak zwanych "normalnych ludzi" powodem rozwodu
                        jest ... niedopasowanie!!! Czyli co? Nuda. Lenistwo umysłowe, brak starań o to,
                        jak urządzić wspólne życie. Wzajemne pretensje, on nie naprawił kranu, ona nie
                        wyprasowała koszuli, on nie zaprosił do teatru, ona kiepsko ugotowała, nie mają
                        sobie nic ciekawego do powiedzenia, nie potrafią znaleźć wspólnych rozrywek, ba,
                        nie potrafią sobie znaleźć zajęcia nawet osobno. W łóżku od lat ten sam rytuał,
                        albo z nudów nie ma go wcale. I, wspomnienia, a, kiedyś tam, miałem / miałam 19
                        lat, to był wspaniały chłopak / dziewczyna, i pomysł, może ten następny /
                        następna będzie potrafił ułożyć mi życie.
                        A to wszystko nie tak. Nudzisz się, poczytaj coś, zrób coś. Pogadaj o tym co
                        poczytałaś, wysłuchaj o tym, co było u partnera / -rki w pracy (może i
                        nieciekawe, ale ważne, zbliża i pomaga go/ją lepiej rozumieć) nie chcesz iść z
                        facetem na ryby, bo nie lubisz komarów, nie idź, on zresztą wcale tego nie
                        pragnie, ale np wyhoduj piękną dużą rybkę w akwarium, może będzie zachwycony i
                        będzie ci przynosił dla niej najlepsze i najtłustsze robaczki.
                        Nie znam się na patologiach i patologicznych małżeństwach, ale myślę, że u
                        "normalnych ludzi" rozwód, to patologia. W szafie każdego z nich pod stertą
                        czystej bielizny znajdą się brudne koszule.
                        I tylko tyle chciałem wyrazić, może w trochę prowokacyjny sposób, ale wyrażam
                        tym moje głębokie przekonanie, "normalni ludzie" (czyli nie degeneraci i
                        kryminaliści) PRZEWAŻNIE rozwodzą się z zaniedbania, nudy i lenistwa, innych
                        wyimaginowanych przyczyn, niż dla jakichś prawdziwych powodów.
                        • mindsailor Re: Jasna rzecz... 22.03.06, 12:11
                          normalni ludzie" (czyli nie degeneraci i
                          > kryminaliści) PRZEWAŻNIE rozwodzą się z zaniedbania, nudy i lenistwa, innych
                          > wyimaginowanych przyczyn, niż dla jakichś prawdziwych powodów.


                          to prawda!!! pod tym podpisuję się nogami i rękomasmile)
                    • scriptus Re: Jasna rzecz... 22.03.06, 12:39
                      Niezbyt wysoko cenię papiery, ze względu na łatwość ich tworzenia i likwidacji.
                      Jestem za uroczystymi ślubami, gdzie świadkiem jest cała społeczność, w której
                      dana para się obraca, tak się to zresztą zwykle odbywa, na ślubach zwykle są
                      rodziny, bliźsi i dalsi znajomi itd. Brak jednak mi społecznego potępienia i
                      nacisku na tych, co się nie sprawdzają w związkach rodzinnych, najczęściej
                      ludzie się dystansują, nie nasza sprawa. A papier, co znaczy papier, jeden
                      więcej, czy mniej, jak kogoś stać, to załatwiony przez pełnomocnika, bez
                      wysiłku, lekko, bez wartości. Wartość mają związki i stosunki między ludźmi, a
                      nie papiery. Jak zawaliłeś związek, znaczy, że nie szanujesz i lekceważysz nie
                      tylko swojego partnera, ale również tych, co świadczyli przy jego zawieraniu.
              • mindsailor Re: Przeciąganie rozwodu 22.03.06, 11:56
                scriptus napisał:

                > Czyli, może konkluzją jest, że rozwód jest ważny dla tych, którzy pragną
                > zerwania więzi, są w jakimś sensie motorem rozpadu związku?

                przeciez pisałam, że nie. mój mąż wystąpił z wniosekim rozwodowym, chociaz nie
                on byl winny rozpadowi małżeństwa.


                Ja to widzę tak, że niezależnie od faktu formalnego rozwodu, była partnerka
                > pozostaje częścią mojego życia, mam związane z nią wspomnienia, dobre i złe,
                > dzieci, jakieś resztki więzi emocjonalnej, sam rozwód nie zmniejszy ani nie
                > zwiększy naszej więzi.

                na początku może i nie, ale potem, gdy juz nawet papier cie nie trzyma - na
                pewno

                Jeżeli już nic do siebie nie czujemy, to nie ma żadnej
                > więzi do zerwania, jeżeli mimo wszystko łączy nas jakaś więź, urzędowe
                > załatwienie sprawy nie ma tu żadnego znaczenia.

                ma znaczenie. odcinasz sie od pewnego etapu życia, chcesz pomoc sobie wejśc w
                nowy z czystym kontem, a nie z niezałatwionymi formalnosciami

                Serce nie sługa, są ludzie, co
                > zakochują się nawet (o zgrozo) w obcych mężatkach, a to jeszcze gorzej, niż
                > kochać swoją żonę po rozwodzie. Rozwód potrzebny jest tylko do formalnego
                > zawarcia innego związku, podobnie, jak zmiana zameldowania do objęcia
                mieszkani
                > a
                > komunalnego, nie dostaniesz mieszkania komunalnego, jak się w nim nie
                > zameldujesz. Ot, urzędowe formalności.

                ja np nie zamierzam związać się formalnie w obecnym związku, a mimo wszystko
                cieszę, się, że mam rozwód i będzie mnie cieszył także rozwód mojego nie-męża.
                chociaż , jak piszesz, do niczego tak naprawde nam to niepotrzebne, po prostu
                dla mnie to komfort psychiczny, że ojcem mojego dziecka nie będzie cudzy mąż, a
                ja nie jestem zona kogo innego, a matką dziecka tez kogo innego


                i wybacz, ale dla mnie rozwód, a prawo jazdy, czy miejsce zameldowania to
                zupelnie różne, nieporównywalne sprawy. chociaz teraz wraz z kupnem nowego
                lokum zamierzam i to sformalizowaćsmile)

                > A, formalne zawarcie nowego związku? Do czego jest potrzebne?

                do tego Scriptus, do czego potzerbny jest pierwszy formalny związeksmile

                Ze względów
                > obyczajowych, moralnych (dzieci powinny mieć formalną rodzinę) podatkowych
                > (wspólne opodatkowanie), majątkowych (dziedziczenie, chociaż , o dziwo , w
                wiel
                > u
                > drugich związkach od początku funkcjonuje intercyza, co to zatem za
                małżeństwo,
                > raczej seks klub tongue_out), prawnych (ja ci pokażę, jak mnie porzucisz, zrujnuję
                cię,
                > będziesz mi płacił do końca życia wink))))) ) itp. Taka może być druga strona
                > łagodnego oświadczenia - jeżeli mnie kochasz, to się ze mną ożeń...
                > Jest jeszcze jeden powód, dla kórego może się ożenić ktoś, kto nie ma majątku,
                > dzieci odchowane, dochody w wysokości takiej, że zysk na wspólnym
                opodatkowaniu
                > ,
                > to grosze bez znaczenia.... To chora ambicja. Pokazać sobie i innym, że
                pomimo,
                > że mi się nie udało małżeństwo, jeszcze jestem zdolny stworzyć normalną
                rodzinę
                > ,
                > może nawet, w wieku na przykład koło pięćdziesiątki spłodzić nowe dzieci.
                > Przekreślić to co było, zacząć wszystko od nowa. Często nawet odcinając się od
                > dzieci z pierwszego małżeństwa.
                >
                • scriptus Re: Przeciąganie rozwodu 22.03.06, 12:25
                  Nie mam zwyczaju krytykować nikogo oprócz siebie, lub "ogólnie". Ma to jedną
                  charakterystyczną cechę. Jeśli ktoś się nie poczuwa, to przytaknie, "taaak, oj
                  ludziska, we łbach się przewraca", jeżeli jednak się poczuwa, to wtedy strasznie
                  protestuje big_grinDDDD
                  • mindsailor Re: Przeciąganie rozwodu 22.03.06, 12:43
                    alez ja nikogo nie krytykuję!!!!
                    • scriptus Re: Przeciąganie rozwodu 22.03.06, 15:03
                      Mindie, to nie było o Tobie, nie napisałem że Ty krytykujesz, miałem na myśli
                      siebie, że to ja krytykuję, dodatkowo, w znacznej części się zgadzam z Twoim
                      zdaniem.
      • afryka75 Re: Przeciąganie rozwodu 21.03.06, 15:38
        Dokładnie tak- moj ex, choc to on odszedł, nigdy pewnie nie zloży pozwu,
        ponieważ nie ma zamiaru brać po raz drugi ślubu (nie oznacza to, ze nie chce
        sie z nikim wiązać). Tak, ze i tak zostanie to na mojej głowie.
        Nie zależy mu na rozwodzie, tak jak nie zależało mu też na tej formalnosci,
        jaką był ślub (to ja bardziej chciałam, zęby być również pod względem prawnym
        rodziną). I z calą pewnością nie znaczy to również, ze nie jest pewny swojej
        decyzji.
        • tachazit Re: Przeciąganie rozwodu 23.03.06, 10:00
          A wiecie, mi się wydawało, że moja decyzja o rozwodzie jest ostateczna i proces
          rozstania już dawno za mną, ale też odciągałam moment złożenia wniosku
          rozwodowego. A kiedy się za to w końcu zabrałam (bo mój stan umysłu dopuszcza
          drugi związek małżeński, poza tym lubię mieć porządek w formalnych sprawach) to
          poczułam ogromny ból. Ból ten uświadomił mi, że rozstanie to nie taka szybka
          sprawa.
          • scriptus Re: Przeciąganie rozwodu 23.03.06, 10:26
            To trochę podobnie, jak przy likwidacji firmy, trzeba to zrobić, bo jak nie, to
            cię urzędy będą ciągać, nieważne, że firma nie działa, ale jak nie jest
            wyrejestrowana, trzeba składać różnee papiery. A wyrejestrowywanie, ile to
            opłat, chodzenia, pisania i to też boli, bo robi się to za darmo, po nic, żre to
            czas i pieniądze, nie będzie już z tego żadnej korzyści, nic to nowego nie
            wnosi. Tyle, że tu urzędy mają na człowieka znacznie większy regres, niż w
            przypadku spraw rozwodowych.
          • mindsailor Re: Przeciąganie rozwodu 23.03.06, 11:32
            a ja jestem po formalnym odcięciu więzi małzeńskiej od prawie roku, a
            emocjonalnie jeszcze nie wyszłam z tego związkusad
            • to.ja.kas Re: Przeciąganie rozwodu 23.03.06, 11:39
              Mind....przepis na sczęście :
              7.00 - pobudka. Przeciągasz siebie, patrzysz w łóżku pusto. Myślisz, kurcze jak
              wygodnie. Nikt nie chrapał. Ale się wyspałam. W zależności od tego czy weekend
              czy też nie. Idziesz powoli robić kawę i zastanawiasz sie jak miło spędzić ten
              dzień, lub pędzisz do kuchni, pijesz kawę na jednej nodze
              7.20 - mycie i malowanie - W końcu jesteś piękna, ale ....tak fajnie czuć się
              jeszcze atrakcyjniej. A niech się za mną pooglądają. Co mi tam smile

              7.40 - pędzisz do pracy

              8.30 - przychodzisz. Usmiechasz sie do kolegów, rzucasz "część, co tacy
              markotni? Kto robi kawę??" i włączasz forum.

              17.00 - wychodzisz z pracy i
              I opcja
              pędzisz na babskie zakupy. Po drodze butelka wina. A co, zrobie sobie łososia ,
              a do tego wino pasuje
              II opcja
              pędzę bo umówiłam się z przyjaciółmi. Fajna sztuka w teatrze

              21 - siadasz do netu albo telefonu, rozmawiasz sie i śmiejesz do kkogoś.
              Miziasz jakieś zwierzątko, gadasz z dzieckiem. Ewentualnie ogladasz jakiś
              śmieszny film, albo czytasz coś fajnego, albo masz jakichś gości i
              przegadujecie czas do rana.

              2.00 - kładziesz się spać. Całe łóżko dla siebie. Znów się wyśpię. smile))

              Świat jest piękny. A jutro...może ktoś do mnie się uśmiechnie????
              • mindsailor Re: Przeciąganie rozwodu 23.03.06, 12:02
                hej Kas,

                nie jest tak źle, że jestem nieszczęsliwawink)
                a za przepis dzięki - tylko wina nie mogę, a mam na nie zawsze straszną
                ochotęwink)
                • to.ja.kas Re: Przeciąganie rozwodu 23.03.06, 12:06
                  Mind smile Zastąp wino czym sobie chcesz.
                  Kilku rzeczy nie wolno zastapic niczym:
                  u smiechu
                  pozytywnego myślenia
                  poczucia własnej wartości
                  • mindsailor Re: Przeciąganie rozwodu 23.03.06, 12:08
                    Kas, ale ze mna nie jest az tak źle, seriosmile)))
                    i mam poczucie własnej wartości, i pozytywnie myslę i sie usmiechamsmile

                    a że nie moge sobie popradzić z emocjami zw. z mężem, to inna sprawa... pracuję
                    nad tym i chyba zblizam sie do szczęsliwego finałusmile obysmile
                    • to.ja.kas Re: Przeciąganie rozwodu 23.03.06, 12:10
                      Trzymam kciuki. Uszy do góry, pierś do przodu, męża z serca/ głowy won. Dzielna
                      jesteś, oby tak wszystkie smile
                      • mindsailor Re: Przeciąganie rozwodu 23.03.06, 12:11
                        no właśnie nad tym "won" pracuję dzielniesmile))
                        musze byc dzielnasmile
                        • to.ja.kas Re: Przeciąganie rozwodu 23.03.06, 12:14
                          Nie, mind. Nie musisz! chcesz!!!! I jeśli chcesz to Ci się uda.
                          Chcenie szuka możliwości.

                          Pozdrawiam
    • zwierciadlo0 Tachazit... 26.03.06, 20:09
      ...zajrzyj do poczty.
    • nie_oceniam Re: Przeciąganie rozwodu 04.04.06, 21:03
      ja nie biorę rozwodu tylko dlatego, że wspólne rozliczanie podatków nam się opłacasmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka