verita75
21.06.06, 11:05
Tak się z Wami witam. I się wpraszam do Waszego grona. A głupia jestem. W
jakie ja rzeczy naiwnie wierzyłam,nie widząc ewidentnych oznak zdrady to woła
o pomstę do nieba!!! Czytam Was, oczy mi się otwierają do granic możliwości ,
szczególnie te oczy duszy! I od paru dni na takim wytrzeszczu funkcjonuję,
nawet śpię.
Ale czytanie Was trochę koi. I dodaje sił. Dobrze, że jest takie miejsce.
Dokładniej się przedstawię jak trochę się zbiorę ale teraz jedno pytanie.
Zdążyłam zauważyć, że uważacie nowe związki stworzone na gruncie zdrady i
kłamstwa nie przetrwają, są złe. No pewnie, że są złe. Może jakieś kojące
przykłady, przemyślenia...
Nie można chyba budować szczęścia na czyimś nieszczęściu?
Może moja postawa jest zła i nie powinnam chcieć widzieć jego klęski. Ale
chcę! Zranił mnie, kłamał, zdradzał, mataczył. I do ostatniego momentu
zapewniał mnie o swojej miłości, był czuły, dobry. Po prostu sielanka... Po
co????
I nawet myślę, że pewnie w jakiś sposób kochał.
To jak teraz zdoła stworzyć normalny związek? Z panią, która się pojawiła w
jego życiu nie zwracając uwagi na to, że jest żonaty. Szczególnie, że nie
jest dojrzały emocjonalnie, jest tchórzem, kłamcą, dzieciakiem. Mimo
iż ..dzieści już stuknęło a nasz związek ładne paręnaście lat trwał.