Dodaj do ulubionych

Ale ja głupia jestem!!!

21.06.06, 11:05
Tak się z Wami witam. I się wpraszam do Waszego grona. A głupia jestem. W
jakie ja rzeczy naiwnie wierzyłam,nie widząc ewidentnych oznak zdrady to woła
o pomstę do nieba!!! Czytam Was, oczy mi się otwierają do granic możliwości ,
szczególnie te oczy duszy! I od paru dni na takim wytrzeszczu funkcjonuję,
nawet śpię.
Ale czytanie Was trochę koi. I dodaje sił. Dobrze, że jest takie miejsce.

Dokładniej się przedstawię jak trochę się zbiorę ale teraz jedno pytanie.
Zdążyłam zauważyć, że uważacie nowe związki stworzone na gruncie zdrady i
kłamstwa nie przetrwają, są złe. No pewnie, że są złe. Może jakieś kojące
przykłady, przemyślenia...
Nie można chyba budować szczęścia na czyimś nieszczęściu?
Może moja postawa jest zła i nie powinnam chcieć widzieć jego klęski. Ale
chcę! Zranił mnie, kłamał, zdradzał, mataczył. I do ostatniego momentu
zapewniał mnie o swojej miłości, był czuły, dobry. Po prostu sielanka... Po
co????
I nawet myślę, że pewnie w jakiś sposób kochał.
To jak teraz zdoła stworzyć normalny związek? Z panią, która się pojawiła w
jego życiu nie zwracając uwagi na to, że jest żonaty. Szczególnie, że nie
jest dojrzały emocjonalnie, jest tchórzem, kłamcą, dzieciakiem. Mimo
iż ..dzieści już stuknęło a nasz związek ładne paręnaście lat trwał.
Obserwuj wątek
    • kasiar74 Re: Ale ja głupia jestem!!! 21.06.06, 11:10
      dopoki sie nie zdystansujesz i nie skoncetrujesz tylko i wyłącznie na sobie to
      się od tego nie uwolnisz, a niech mu się wiedzie, w koncu zylas z nim iles tam
      lat, tobie bedzie teraz elpiej, kiedys to zrozumiesz, dal ciebie ejst lepiej
      byc nawet bez niego ale bez kretacw i oszustw
    • ladyhawke12 Re: Ale ja głupia jestem!!! 21.06.06, 11:10
      Nie ty jedna i nie ostania, ja też byłam głupia przez 16 lat, witaj w gronie,
      ale czy aby napewno tak do końca głupich, może tylko uczciwych, i kochających,
      nie łamiących danych obietnic.
    • misbaskerwill Re: Ale ja głupia mężczyzna jestem!!! 21.06.06, 12:02
      Jak szczerość to szczerośćsmile

      Tyle, że u mnie trwało to krócej, bo... "głupi ma szczęście" i przypadkiem się
      wydałosmile
      I Wam życzę dużo szczęścia, skoro już się przyznałyście, to się z % należysmile
    • verita75 Re: Ale ja głupia jestem!!! 21.06.06, 12:08
      Tak się zastanawiam, a propos tych kłamstw.
      Jak można kłamać osobę dobrą, uczciwą, która nas kocha, ma bezgraniczne
      zaufanie?
      Skłamać kogoś kto sam kłamie to jeszcze ewentualnie. Ale wiele razy go
      prosiłam, by mnie nie okłamywał, bo po prostu na to nie zasługuję. Tchórzostwo
      tchórzostwem ale jak można?
      Pewnie mi powie, że dla mojego dobra. Bo jeszcze z nim nie rozmawiałam. Nie ma
      go teraz i mam czas na ochłonięcie.
      Ale bardzo się boję tej rozmowy. Ciekawe co mi powie. Jakie winy mi przypisze?
      Że moja wiara i uczciwość była zbyt nudna?
      • mirlen Re: Ale ja głupia jestem!!! 21.06.06, 12:29
        Ja już usłyszałam, że to dla mojego dobra...
        Kiedy kogoś kochasz tak bezgranicznie, ufasz mu i przymykasz oczy na ewidentne
        przejawy innej kobiety. Zwłaszcza kiedy ukochany kłamie patrząc Ci prosto w
        oczy.
        My, kochające żony jesteśmy nudne, nie stanowimy wyzwania, jesteśmy na
        wyciągnięcie ręki. Można nas zobaczyć w wałkach i z zasmarkanym nosem. No i z
        odrostami. I pryszczem na nosie. I w wielu innych, mało fascynujących
        sytuacjach. Ale to chyba nie powód, żeby kłamać. Do tego trzeba być człowiekiem
        bez honoru. A po co nam tacy? wink
    • phokara Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 12:08
      > To jak teraz zdo?a stworzyc´ normalny zwia˛zek? Z pania˛, która sie˛ pojawi?a w
      > jego z˙yciu nie zwracaja˛c uwagi na to, z˙e jest z˙onaty. Szczególnie, z˙e nie
      > jest dojrza?y emocjonalnie, jest tchórzem, k?amca˛, dzieciakiem.

      No to gratulujemy nowej damie wspanialego nabytku. I niech im sie wiedzie.
      • verita75 Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 12:12
        A wiesz, że tak trochę jej gratulujęsmile) Bo coś mi się zdaje, że on niezbyt
        łatwo sobie poradzi ze wstydem, poczuciem winy. Będzie próbował wypierać złe
        uczucia ale w końcu jakoś muszą go dopaść, prawda?
    • muszla1410 Re: Ale ja głupia jestem!!! 21.06.06, 12:13
      Verita i wszyscy zdradzeni współczuję Wam bardzo...
      Ale obawiam się, że rozumiem troszkę Waszych małżonków.
      Nie jestem tu od wylewania nikomu na głowę kubła zimnej wody...pewnie za jakiś
      czas dołączę do grona rozwiedzionych,tyle że rozwód będzie przez m o j ą
      zdradę... Z reguły niestety zdradzony nie czuje się absolutnie winny. Zaznaczam
      - winny rozpadu związku, nie tego, że przyprawiono mu rogi.

      • misbaskerwill Re: Ale ja głupia jestem!!! 21.06.06, 12:22
        ja się czuję winny:
        -że nie trzymałem jej na smyczy
        -nie kontrolowałem jej maili, komórki
        -wierzyłem w jej kłamstwa...

        No, ale wiadomo - wina za rozpad związku jest zawsze po obu stronach (i to
        akurat piszę serio).
        Ja najbardziej czuję się winny, że doprowadziłem do tego związku, że nie
        przejrzałem na czas tej tak bliskiej mi osoby...
        • mirlen Re: Ale ja głupia jestem!!! 21.06.06, 12:35
          Witaj w klubie ludzi myślących podobnie.
          Ja jeszcze czuję się winna, że mój mąż miał wszystko podane na tacy. Miód i
          ciepło. A trzeba było trochę lodu i piołunu. O!
        • muszla1410 Re: Ale ja głupia jestem!!! 21.06.06, 12:35
          A wiesz że się zgodzę? Z tą smyczą. Może to trochę przesadne określenie ale
          łatwo wpaść w pułapkę "zaufania" od którego już tylko krok do...obojętności?
          pewności posiadania na własność?
          Później tak prosto się mówi, że ktoś był "za dobry". Faktycznie na zewnątrz tak
          to może wyglądać.

          Ale faktycznie to nie na temat.

          Jak budować na cudzym nieszczęściu? Faktycznie to obrzydliwe i nieuczciwe, tylko
          że niektórzy trwają w małżenskim nieszczęściu latami, druga strona tego nie
          zauważa taka jest przekonana o własnej idealności.
          I właśnie dlatego czasem romans ciągnie sie latami...bo taki wstrętny tchórz boi
          się tej budowy na cudzej krzywdzie a jednocześnie odkrył, że jednak nie jest tak
          beznadziejny jak mu się zdawało, że ktoś go kocha za to że jest a nie dlatego,
          że ma na to papier...

          Tak, jestem tchórzem i jakim tam jeszcze epitetem można mnie obdarzyć sad
      • phokara Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 12:23
        Ja akurat uwazam, ze nigdy nie ma jednostronnej winy.
        Ale to nie jest temat tego postu. O ile winy sobie mozna dzielic na pol (to naduzycie, to sie po
        rowno nie rozklada) to juz akurat ja sie absolutnie nie poczuwam do nawet grama tandety, kiczu
        i syfu, ktore zafundowal nam moj wspanialy Ex.
        Jak sie chce zdradzac, to jeszcze trzeba to umiec. A ze moj mezczyzna byl w ogole srednio
        utalentowany, po dzis dzien sie zastanawiam, czy bardziej mnie meczy, ze tyle lat bylam z
        totalnym zlamesem czy wybitnym idiota. Pytanie retoryczne.
        • der1974 Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 12:30
          OK wina rozpadu związku to jedna sprawa, ale oszukiwanie świadome partnera to
          druga sprawa. Jeśli taką masz optykę jak w poście, to czemu mu zwyczajnie nie
          powiesz, że go zdradzasz, z kim i dlaczego? Wtedy byłoby uczciwie.
      • verita75 Re: Ale ja głupia jestem!!! 21.06.06, 12:32
        I tu się mylisz. Czuję się winna. Nawet myślę, że zbyt wiele tej winy biorę na
        siebie. Tylko, że nawet jeśli było mu coś źle w naszym związku, mógł
        powiedzieć. A pytałam parę razy bo po kryzysie, który mieliśmy kiedyś nie
        chciałam, by było cos niedomówione. I wciąż słyszałam, że wszystko jest w
        porządku, że kocha, że jestem kobietą jego życia, chodził ze mną normalnie do
        łóżka, wychodziliśmy, bawiliśmy się, cód-miód. Żadnego rozpadu związku nie
        było. Poza tym, że on gdzieś indziej też się zabawiał.
        Tej zdrady nic nie usprawiedliwia. Zresztą żadnej. Jeśli decydujemy się z kimś
        być to w końcu bierzemy odpowiedzialność i za siebie i za związek i za tę drugą
        osobę.
        • phokara Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 12:36
          Ja nic z tego nie rozumiem...
          To chyba Tobie 'cos bylo zle w tym zwiazku' skoro zdradzilas meza. Co on mial niby mowic i po
          co, jesli byc moze akurat jemu bylo dobrze? Sie to wszystko kupy nie trzyma.
          • phokara Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 12:37
            Ale ja glupia jestem!!! (tez - jak w tytule).
            Pomylily mi sie panie. Chyba z goraca. Przepraszam.
            • verita75 Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 12:42
              Nie ma sprawysmile)
              Ale aż zwątpiłam co ja nawypisywałam i przeglądałam moje posty by znależć jakąś
              podstawę dla twoich słów.
          • muszla1410 Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 12:51
            Skoro pytasz, choć wchodzę w cudzy wątek - odpowiem.

            Mnie jest źle w związku. Mężowi też nie najlepiej, jak się okazało w trakcie
            którejś z rzędu kłótni. Ja mówiłam, dawałam sygnały, niektóre aż zbyt oczywiste.
            Jemu zawsze było "ok". Poprawa była kilkutygodniowa i na zasadzie "mówisz że nie
            Cię nie całuję - będę Cię całował codziennie 3 razy między 18 a 22". I aż było
            widać jak się spina żeby akurat o tym całowaniu, które było tylko przykładem nie
            zapomnieć. A już inwencji własnej zero.

            Po drugie, nawet jeśli komuś jest idealnie - ma DBAĆ a nie tylko pławić się we
            własnym zadowoleniu z życia.

            Po trzecie ktoś napisał, że żonę widujemy w wałkach, z pryszczem na nosie itp.
            Owszem, ale problem w tym, że źle jest jeśli widujemy ją w takim stanie 3/4
            czasu jaki razem spędzamy. Przychodzi taki moment, po którym nawet seksowne
            stroje i dbałość o siebie nie pomogą.

            Wiem, zaraz napiszecie, że to Was absolutnie nie dotyczy. Bardzo możliwe, że
            nie. Z tym, że znam dwie zdradzane żony - one mają zupełenie inne zdanie na swój
            temat niż inne, obiektywniej chyba patrzące osoby i nie mówię tu o sobie.


            A tak na koniec - nadal czekam na to, że w oczach męża zobaczę ten błysk, ten
            zachwyt...którego tam nie ma pomimo tego, że mówi o miłości. Tylko ile można
            czekać...
            • phokara Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 13:25
              > Mnie jest z´le w zwia˛zku.

              To go skoncz i zacznij nowy. Rownolegle zycia maja to do siebie, ze bardzo daja w dupe zbyt
              duzej liczbie zaplatanych w nie osob. Niektore na to nie zasluguja. Naprawde. Nie wszyscy chca
              grac w brazylijskiej telenoweli zwlaszcza nieswiadomie.

              >Me˛z˙owi tez˙ nie najlepiej, jak sie˛ okaza?o w trakcie
              > którejs´ z rze˛du k?ótni. Ja mówi?am, dawa?am sygna?y, niektóre az˙ zbyt oczywiste.

              No oczywiste dla Ciebie, ale niekoniecznie dla niego. Faceci maja inna percepcje odbierania
              komunikatow. Takie zycie.

              > Jemu zawsze by?o "ok". Poprawa by?a kilkutygodniowa i na zasadzie "mówisz z˙e ni
              > Cie˛ nie ca?uje˛ - be˛de˛ Cie˛ ca?owa? codziennie 3 razy mie˛dzy 18 a 22". I az˙ by?o
              > widac´ jak sie˛ spina z˙eby akurat o tym ca?owaniu, które by?o tylko przyk?adem ni
              > zapomniec´. A juz˙ inwencji w?asnej zero.

              Rozumiem problem (naprawde) ale to zadne usprawiedliwienie. Trzeba bylo brac faceta z
              inwencja. No sorry.

              > Po drugie, nawet jes´li komus´ jest idealnie - ma DBAC´ a nie tylko p?awic´ sie˛ we
              > w?asnym zadowoleniu z z˙ycia.

              jesli komus jest faktycznie idealnie to we wlasnym mniemaniu dba o ten zwiazek i wszystko jest
              ok. Warto zrozumiec jedno - ludzie sa z natury leniwi i moga sie plawic we wlasnym zadowoleniu
              z zycia w nieskonczonosc. Trudno sie dziwic. To Ty bylas niezadowolona, to Tobie czegos
              brakowalo i to Ty chcialas cos zmienic. Ja to nawet swietnie rozumiem, staram Ci sie tylko
              powiedziec, ze nie mozna wymagac od partnera daru jasnowidzenia. Zwlaszcza partnera rodzaju
              meskiego.

              > Po trzecie ktos´ napisa?, z˙e z˙one˛ widujemy w wa?kach, z pryszczem na nosie itp.
              > Owszem, ale problem w tym, z˙e z´le jest jes´li widujemy ja˛ w takim stanie 3/4
              > czasu jaki razem spe˛dzamy. Przychodzi taki moment, po którym nawet seksowne
              > stroje i dba?os´c´ o siebie nie pomoga˛.

              Jesli masz taka filozofie, to w ogole blado widze dlugodystansowosc zwiazku, w ktory wejdziesz.
              Zalozenia fatalistyczne 'swietnie' kreuja rzeczywistosc.

              > Wiem, zaraz napiszecie, z˙e to Was absolutnie nie dotyczy. Bardzo moz˙liwe, z˙e
              > nie. Z tym, z˙e znam dwie zdradzane z˙ony - one maja˛ zupe?enie inne zdanie na swó
              > temat niz˙ inne, obiektywniej chyba patrza˛ce osoby i nie mówie˛ tu o sobie.

              Zazwyczaj mamy o sobie troszke inne zdanie niz inni - to fakt. Ale nie wiem jak to sie ma do
              tematu... Ja sie akurat zgadzam, ze niektore zony swiadomie lub nie 'motywuja' partnera do
              zdrady. Ale czy to oznacza, ze majac motyw musimy kogos zabic? Bez przesady.

              > A tak na koniec - nadal czekam na to, z˙e w oczach me˛z˙a zobacze˛ ten b?ysk, ten
              > zachwyt...którego tam nie ma pomimo tego, z˙e mówi o mi?os´ci. Tylko ile moz˙na
              > czekac´...

              No coz... troche jak czekanie na ksiecia na bialym koniu, co? No to chyba mozna czekac w
              nieskonczonosc.
              Acha, wszystkie bajki sie zazwyczaj koncza na hucznym slubie i magicznej formulce : "i zyli
              dlugo i szczesliwie". Jak to zrobili, to juz autor nie chce nam powiedziec. Wredny autor.




              • muszla1410 Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 13:53
                Phokara trochę Ciebe czytałam i nie ukrywam, że darzę dużym szacunkiem.
                I jeśli chodzi o powyższe, też się zgadzam. Patrząc obiektywnie. Ale na własne
                życie trudno spojrzeć obiektywnie.
                Skończyć i zacząć...jeszcze kilka miesięcy temu tak samo bym radziła.
                Co do odczytywania sygnałów przez facetów - śmiem twierdzić, że im wygodnie jest
                mówić że nie rozumieją. Mój mąż akurat przyznał uczciwie, że WIDZIAL ale...no
                właśnie ale nie potrafi powiedzieć dlaczego nic nie robił.
                Jeśli chodzi o jasnowidzenie to niektórzy posiedli ten dar. A może tylko chce im
                się obserwować, słuchać, zwracać uwagę na drobnostki...

                Niektóre żony "motywują" do zdrady - dobre smile I prawdziwe. Obawiam się, że to
                często te, które później pytają czemu rzucił je po kilkunastu latach... Bo był
                wierny przez ten czas, ale w końcu "nie dał rady" (świadomie trochę ironizuję,
                no i tak samo może to dotyczyć kobiet.

                Książę na białym koniu już zajechał...Tylko, że musiałabym rozwalić dwa
                królestwa aby z nim odjechać. A z tym nie damy rady żyć. I tak naprawdę zbieramy
                siły, żeby wznieść tak wysoki mur, by się nawzajem nie widzieć i jakoś żyć w
                tych swoich warownych zamkach

                > Jesli masz taka filozofie, to w ogole blado widze dlugodystansowosc zwiazku, w
                > ktory wejdziesz.
                > Zalozenia fatalistyczne 'swietnie' kreuja rzeczywistosc.

                Nie bardzo rozumiem. Jeśli ktoś przez lata nie dbał o to by być atrakcyjnym dla
                partnera, dla siebie, dla kogokolwiek - jedne stringi tego nie zmienią.
                Szczególnie opięte na dużej pupie. I naprawdę nie jestem złośliwa.
                Z resztą nie czarujmy się, to nie o fizyczność tylko chodzi. Raczej o charakter(ek).
                • misbaskerwill Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 13:59
                  muszla1410 napisała:
                  > Książę na białym koniu już zajechał...Tylko, że musiałabym rozwalić dwa
                  > królestwa aby z nim odjechać. A z tym nie damy rady żyć. I tak naprawdę >zbieramy
                  > siły, żeby wznieść tak wysoki mur, by się nawzajem nie widzieć i jakoś żyć w
                  > tych swoich warownych zamkach

                  OK, to rozumiem tak, że poużywałaś i znowu chcesz się "poświęcić" dla tego
                  okropnego małżeństwa, Twojego i Twojego Adonisa...
                  To skąd Twoja wzmianka o rozwodzie w pierwszym poście?
                  Czy to jednak się wydało i teraz nagle wychodzi Twoja gotowość "poświęcenia",
                  czy jednak chcesz oszczędzić emocji małżonkowi, zanim się jakoś dowie?
                  • muszla1410 Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 14:29
                    Proste by to było Misiu...
                    Tak się składa, że trudno przekreślić wspólne naście lat. I mimo tego co robimy,
                    nie jesteśmy potworami, raczej nie będziemy budować na nieszczęściu...Ale to nie
                    znaczy, że dam radę wytrwać w tym co jest, jeśli nie będzie żadnych pozytywnych
                    zmian.
                    • misbaskerwill Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 14:56
                      > nie jesteśmy potworami, raczej nie będziemy budować na nieszczęściu...

                      Zgadzam się z phokarą. Lepiej zmień bajkę.
                      Bo nieszczęście i tak już jest. I Twoje, i męża (skoro nawet sam się przyznał,
                      to znaczy, że faktycznie jest mu źle). I rodziny księcia też.

                      Nie wiem czy jesteście potworami. Na razie, na pewno jesteście oszustami.
                      • muszla1410 Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 15:03
                        Jesteśmy.
                        Znajdujemy na siebie wiele gorszych określeń.
                • phokara Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 14:31
                  > I jes´li chodzi o powyz˙sze, tez˙ sie˛ zgadzam. Patrza˛c obiektywnie. Ale na w?asne
                  > z˙ycie trudno spojrzec´ obiektywnie.

                  To prawda. Dlatego trzeba patrzyc na nie SZCZERZE. To pomaga.

                  > Jes´li chodzi o jasnowidzenie to niektórzy posiedli ten dar. A moz˙e tylko chce i
                  > sie˛ obserwowac´, s?uchac´, zwracac´ uwage˛ na drobnostki...

                  Byc moze niektorzy posiedli ten dar. Byc moze takze ten dar jest latwiej dostrzec u kogos mniej
                  wyswiechtanego niz maz. Byc moze widzisz w kochanku coc czego w nim wcale nie ma. To
                  naturalne zjawisko - idealizacja przedmiotu milosci. A jesli nawet nie o to chodzi, to pomysl, ze
                  ten drugi mezczyzna chce Cie obserwowac i sluchac bo jestes dla niego (ciagle) bardzo
                  egzotyczna wyspa. Co bedzie, jak pozna wszystkie jej zakamarki i wydepcze wszystkie
                  sciezki? Byc moze przestanie mu sie chciec nia zachwycac. Byc moze bedzie w stanie
                  odkrywac ja wciaz na nowo. Tego nie wiemy - choc Ty jestes pewnie pewna, ze jest to
                  mezczyzna Tobie pisany. Normalna sprawa. Ja to bardzo dobrze rozumiem, choc wolalabym nie.

                  > Niektóre z˙ony "motywuja˛" do zdrady - dobre smile I prawdziwe. Obawiam sie˛, z˙e to
                  > cze˛sto te, które póz´niej pytaja˛ czemu rzuci? je po kilkunastu latach...

                  Coz, dziwic sie jest rzecza ludzka. Ale zeby tak nie napadac na zony trzeba sprawiedliwie
                  zauwazyc, ze niektore z tych wrednych zon byly kiedys fajnymi kobietami, a w role cholery
                  weszly zyjac dlugie lata u boku swojego meza. Czy on byl w istocie rycerzem? Smiem watpic.
                  Poza przypadkami patologicznymi partnerzy wplywaja na siebie w rownym stopniu. Stad
                  uwazam, ze 'wina' lezy zazwyczaj posrodku. Tak wina grzechu,. jak i zaniechania.

                  > Ksia˛z˙e˛ na bia?ym koniu juz˙ zajecha?...Tylko, z˙e musia?abym rozwalic´ dwa
                  > królestwa aby z nim odjechac´. A z tym nie damy rady z˙yc´.

                  To ciagle ta sama znajoma bajka... ksiaze zawsze przyjezdza za pozno i nie w pore, kiedy
                  polowa krolestwa nalezy do kogos innego. Tak naprawde pozostaje pytanie - czy to aby
                  napewno TEN ksiaze? No bo w przypadku milosciwie panujacego krola tez nam sie przeciez
                  wydawalo ze to TEN i tylko ten. I co? jak to oszacowac, skoro gwarancji nikt nam nie podpisze?

                  Wiesz ile razy mi sie wydawalo, ze to moj ksiaze? haha.... no nie pamietam. I ciagle czekam z
                  przekonaniem, ze teraz to juz z pewnoscia bedzie on, choc lekko spozniony.
                  Troche w tym ironii, ale uzasadnionej. A zreszta ja juz mialam ksiecia z odzysku. Byl to moj Ex,
                  haha... No coz, taka bajka.

                  > si?y, z˙eby wznies´c´ tak wysoki mur, by sie˛ nawzajem nie widziec´ i jakos´ z˙yc´ w
                  > tych swoich warownych zamkach.

                  To zycze Ci tej sily... choc nie sadze zeby ona jakos szczegolnie pomogla Twojemu mezowi.
                  Znajac zycie i nasza pokrecona nature - nawet jak zamkniesz sie w wysokiej wiezy przed swoim
                  ksieciem, to bedziesz wieki cale wzdychac do idealnego portretu wykreowanego w swojej glowie.
                  I bedziesz mocno wierzyla w to, ze byl Tobie pisany, tylko podly los namieszal w scenariuszu. A
                  dopoki bedziesz w to wierzyla - stary krol u boku bedzie Ci sie wydawal smieszny, smutny i
                  zalosny. I coraz wiecej bedziesz widziala w nim wad az w koncu stwierdzisz, ze unieszczesliwil
                  Cie strasznie pojmujac za zone.
                  Nie wiem, jakie jest wyjscie... Moze zmienic bajke? Tylko ktora?



                  I tak naprawde˛ zbieram
                  > y
                  > si?y, z˙eby wznies´c´ tak wysoki mur, by sie˛ nawzajem nie widziec´ i jakos´ z˙yc´ w
                  > tych swoich warownych zamkach
                  • muszla1410 Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 14:57
                    Ech kobieto...jakaś Ty mądra. A ja to wszystko wiem...też jestem mądra? Chyba
                    jednak głupia.
                    Wiesz co jest śmieszne? Że dużo o naszej sytuacji rozmawiamy z tym "przebrzydłym
                    kochankiem". I dochodzimy do takich samych wniosków jak Ty. Nikt nikogo nie
                    oszukuje, tak naprawdę to fundujemy sobie nawzajem psychoterapię trochę.

                    > dopoki bedziesz w to wierzyla - stary krol u boku bedzie Ci sie wydawal
                    smieszny, smutny i zalosny. I coraz wiecej bedziesz widziala w nim wad az w
                    koncu stwierdzisz, ze unieszczesliwil

                    Chyba jestem bardziej pokręcona niż się zdaje, bo to wszystko już było. Teraz
                    zaczynam go doceniać za to czym różni się od kochanka (tak, widzę jego wady!) na
                    nowo zaczynam doceniać zalety... Jestem do męża przywiązana. Może nawet nadal go
                    kocham, uczciwie muszę powiedzieć, że tego nie wiem. Mam nadzieję, że mój romans
                    zmierza ku przyjaźni, z resztą ona gdzieś tam cały czas jest.
                    • misbaskerwill Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 15:03
                      muszla1410 napisała:
                      > kocham, uczciwie muszę powiedzieć, że tego nie wiem. Mam nadzieję, że mój romans
                      > zmierza ku przyjaźni, z resztą ona gdzieś tam cały czas jest.

                      Facet nigdy nie szuka w łóżku przyjaciela. Może tam mieć co najwyżej misia do
                      przytulenia i wykorzystania. I nie łudź się, że jest inaczej.

                      Nazywając gacha "przyjacielem", chcesz zachować i rybki i akwarium.
                      Rozumiem, że w ramach szeroko pojętej przyjaźni, będziecie wskakiwać sobie do
                      łóżka nie częściej niż raz na miesiąc (normalnie celibatsmile).
                      Za taką q...ska postawę - u mnie dyskwalifikacja!
                      • muszla1410 Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 15:08
                        > Nazywając gacha "przyjacielem", chcesz zachować i rybki i akwarium.
                        > Rozumiem, że w ramach szeroko pojętej przyjaźni, będziecie wskakiwać sobie do
                        > łóżka nie częściej niż raz na miesiąc (normalnie celibatsmile).

                        Rozumiem że jesteś "po przejściach" i tylko tym jestem w stanie usprawiedliwić
                        taki komentarz. Nic nie wiesz o nas, za to wydaje Ci się, że wiele wiesz o życiu.

                        Masz rację, dyskwalifikacja. I bynajmniej nie chodzi o słowo na "k".
                        • misbaskerwill Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 15:26
                          masz prawo się obrażać (i tak długo wytrzymałaśsmile ).
                          Ale spróbuj zrozumieć, że mieć jednocześnie dalej kochanka-przyjaciela i być
                          wierną i uczciwą wobec męża... czy to nie hmmm... kuszenie losu? hipokryzja? A
                          może to tylko zmiana definicjismile
                          • muszla1410 Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 15:36
                            Misiu...To na pewno ciężko zrozumieć, ale ja przez naście lat byłam kryształowo
                            uczciwa. Wręcz hmmm..."dzika"? Każdy przejaw zainteresowania ze strony innego
                            mężczyzny traktowałam jak atak na swoje terytoriu, nie flirtowałam, byłam wierna
                            jak tylko można. Mimo, że od lat byłam nieszczęśliwa w małżeństwie. Tak, widzę
                            także swoją winę - trzeba było gadać, gadać, gadać...
                            To co robię teraz tak naprawdę bardzo mnie męczy. Jego z resztą też.
                            Znam parę, która zaczęła od romansu a obecnie są najlepszymi przyjaciółmi. A
                            mają oboje ponad 50 lat, romansowali jakieś 20 lat temu smile

                            Nie mówię, że się uda. Może się rozstaniemy z żalem, może z ulgą, może w złości
                            choć nie wydaje mi się. Ale na pewno nie z założeniem, że będziemy się
                            przyjacielsko bzykać po kątach.
                            • misbaskerwill Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 15:42
                              Cóż...
                              Prościej by było zacząć od przyjaźni i na przyjaźni poprzestać... (bo chyba tak
                              to zaczęliście)

                              Tylko nie licz na to, że mąź zaakceptuje tą przyjaźń. Choćby miała być już potem
                              wzorcowa. To taka przestroga miała byćsmile
                              Lepiej wszystko spalić i niczego nie zachowywać. Bo prawda lubi w dziwnych
                              momentach wypływać na powierzchnię. I jak mu wytłumaczysz wtedy, że "my n lat
                              już tylko na kawę chodzimy, a bzykać to było wcześniej"?
                              • muszla1410 Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 15:47
                                To nie takie proste smile Nie da się uniknąć kontaktów, to dopiero byłoby podejrzane.

                                Ale masz rację, żałuję, że pozwoliłam sobie na wiarę, że ktoś może mnie
                                pokochać.Pożądać.Teraz mam tego dowody każdego dnia i zamiast dodawać skrzydeł
                                raczej dobija. Ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.
                                • misbaskerwill Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 15:51
                                  > To nie takie proste smile Nie da się uniknąć kontaktów, to dopiero byłoby podejrza
                                  > ne.
                                  To już rozumiem, o co chodzi z tą przyjaźnią...
                                  Niejako z koniecznoścismile)
                                  • muszla1410 Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 15:55
                                    Hehe no fakt musielibyśmy zainscenizować jakąś Wielką Kłótnię smile A i wtedy
                                    znaleźliby się tacy, co chcieliby godzić.

                                    A poważnie mówiąc boimy się, że znów będziemy samotni. Bo w małżeństwach
                                    jesteśmy i nic tego nie zmieni, choćby się nie wiem jak poprawiło.
                                    Ech człowiek stary a głupi... Ja to DOPIERO głupia jestem jak widać! smile
                                    • misbaskerwill Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 16:09
                                      > A poważnie mówiąc boimy się, że znów będziemy samotni. Bo w małżeństwach
                                      > jesteśmy i nic tego nie zmieni, choćby się nie wiem jak poprawiło.

                                      "sie poprawilo"... samo to 'sie' moze najwyzej dziecko pokaleczyć. A i tak
                                      będzie to czyjaś wina/zasługa.
                                      1)Twój mąż jasnowidzem nie jest (to chyba dobrze w Twoim przypadkusmile )
                                      2)żeby coś poprawiać, to potrzebna jest wola i DZIAŁANIE z obu stron. A póki
                                      budujesz coś z kimś innym, to nie dziwię się, że w Twoim 1 związku nie ma
                                      widoków na poprawę. To tylko plac budowy bez robotników.
                                      • muszla1410 Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 16:16
                                        Fakt.
                                        Bez ŻADNYCH robotników.
                                        Mam sama zapie...ć? smile
                              • phokara Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 16:18
                                Zawsze mnie zastanawiala latwosc, z jaka sie rzuca kamieniami w kogos obcego. Doprawdy
                                trudno mi to pojac. Ja rozumiem, ze to nie jest forum dla hodowcow kanarkow czy rybek
                                akwariowych i wszyscy sa dosc mocno poobijani emocjonalnie, ale moze sporobujmy spojrzec
                                na wszystko z pewnym dystansem. Na siebie zwlaszcza.
                                Zycie trudno sobie rowniutko poukladac w kostke, jak koszule w szafie. I nie zawsze jest to wina
                                naszego balaganiarstwa... albo moze nie tylko. Bardzo prosto jest kogos osadzic i potepic, duzo
                                duzo trudniej niz zrozumiec. Ok, nie ma takiego obowiazku. Tylko czasami jak czytam pewne
                                wypowiedzi na tym forum i nie widze w nich cienia tolerancji, to zastanawiam sie czy jest to
                                efekt przejsc rozwodowych czy moze (takze) ich przyczyna.

                                Ja bym strasznie chciala, zeby w zyciu bylo jak w bajce i zeby jeszcze wszystkim sie ta sama
                                bajka podobala. Ale tak nie ma i nie bedzie. Bo niestety w ludzkiej naturze lezy przewracanie sie
                                i podnoszenie. I kazdy ma do tego prawo. To jest jego indywidualne prawo zwiazane z wolna
                                wola, takie samo, jak prawo innych do wytykania mu bledow lub nie.
                                Fakt, ze ludzie zachowuja sie zle nie znaczy wcale, ze chca byc zli. I doprawdy czynnik losowy
                                w zyciu jest faktem. I czasem cos nas przerasta, niestety (albo wlasnie stety) bo nie kazdemu
                                dana jest laska bycia 'ksieciem niezlomnym'. Mi osobiscie dana nie jest, do czego sie przyznaje
                                bez bicia.

                                Nie wierze w zadne calkowicie biale charaktery i postawy - one sa najczesciej jedynie widmem
                                naszej zyczeniowosci ale z realiami maja niewiele wspolnego. Nie trzeba zdradzac meza/zony
                                zeby byc wrednym czlowiekiem. Sa tysiace innych sposobow zasluzenia sobie na to miano.
                                Znam na tony wiernych i przykladnych malzonkow, ktorzy nigdy nie beda dla mnie zadnym
                                przykladem, bo na innych polach daja ciala az milo. Znam tez ludzi, ktorzy sie potkneli, bolesnie
                                obili sobie (i innym przy okazji) tylek ale wstali, podniesli te druga osobe i wyszli z tego z twarza
                                nie obarczajac nikogo swoja wina i nie szukajac usprawiedliwienia dla swoich pomylek.

                                Czesto przewija sie tutaj slowo "prawda". Ale zycze powodzenia kazdemu, kto bedzie sie staral
                                ustalic obiektywna prawde w opowiesci tyczacej minimum dwoch osob, a snutej z jednych ust.
                                Nie wierze w taka prawde. Juz nie. Tak sie bowiem dziwnie zlozylo, ze zycie bardzo
                                stemperowalo w kwestii wydawania kategorycznych sadow i ocen. Na tysiac durnych i
                                kiczowatych historyjek trafic sie moze jedna prawdziwa i wzruszajaca. Wiec chyba zawsze
                                warto posluchac. W ciszy i bez wrzaskow.




                                • muszla1410 Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 16:24
                                  Jestem pod wrażeniem klarowności przekazu no i przede wszystkim jego treści.

                                  Jak to mówią...szacunek smile
            • anja_pl Re: Ale ja g?upia jestem!!! 21.06.06, 22:46
              a co ty robisz, żeby ten bysk wydobyć?
              lepsza łatwizna: nowy facet, nowe podniety...
              jak długo mozna zmieniać facetów, bo nie ma błysku?
              łatwiej zdobyć obcego niz zadbac o włsnego partnera, ...
        • misbaskerwill Re: Ale ja głupia jestem!!! 21.06.06, 12:51
          > porządku, że kocha, że jestem kobietą jego życia, chodził ze mną normalnie do
          > łóżka, wychodziliśmy, bawiliśmy się, cud-miód. Żadnego rozpadu związku nie
          > było. Poza tym, że on gdzieś indziej też się zabawiał.

          No właśnie. Też miałem podobnie, a potem nagle okazuje się, że było tak
          strasznie, że aż ją musiał jakiś "tatuś" pocieszać...
          A potem znowu, chce byśmy byli razem, bo przecież było tak piękniesmile))
          Gdzie tu logika?
          Czy ja aż tak głupi jestem? Już trochę mniejsmile)
          • mirlen Re: Ale ja głupia jestem!!! 21.06.06, 12:57
            Powiększam grono głupich do niedawna wink
            Tylko u mnie sytuacja jest jasna. Po 10 miesiącach walki i ciągłych stwierdzeń
            kocham - nie kocham, chcę bardzo - nie chcę, tęsknię - nie mogę patrzeć (dodam,
            że nasze pożycie było normalne - w tym czasie nawet zaszłam w ciążę, którą
            niestety straciłam) poddałam się. Czułam się jak na karuzeli, a tak się składa,
            że mam chorobę lokomocyjną...
          • muszla1410 Re: Ale ja głupia jestem!!! 21.06.06, 12:59
            > strasznie, że aż ją musiał jakiś "tatuś" pocieszać...
            > A potem znowu, chce byśmy byli razem, bo przecież było tak piękniesmile))

            No to akurat logiczne smile
            Po prostu tatuś nie okazał się tak fajny jak się zdawało na początku, więc Twoje
            akcje wzrosły smile
            • ladyhawke12 do Muszla 21.06.06, 13:26
              U mnie było innaczej, zamienił zadbaną i elegancką kobiete,zaznacze odrazu
              dbajaca o dom i o dzieci, na cos co wyglada jak wystraszone, niedoczesane
              stworzenie i gdzie tu logika.
              • muszla1410 Re: do Muszla 21.06.06, 13:35
                No bywa sad
                Takie przypadki też się zdarzają, pewnie Pan Mąż miał kompleksy i potrzebował
                kogoś dla kogo będzie taki Duży i Silny...

                • ladyhawke12 Re: do Muszla 21.06.06, 13:48
                  hahahahaha....
            • misbaskerwill Re: Ale ja głupia jestem!!! 21.06.06, 13:28
              > Po prostu tatuś nie okazał się tak fajny jak się zdawało na początku, więc Twoje
              > akcje wzrosły smile

              Tyle, że moje akcje wzrosły momentalnie po tym, jak się wszystko przypadkiem
              wydało... Tak nagle "przejrzała" na oczy, czy też zobaczyła rachunek korzyści i
              strat?
              • muszla1410 Re: Ale ja głupia jestem!!! 21.06.06, 13:32
                Ba! Oczywiście, że bilans jej niekorzystnie wyszedł smile
              • verita75 Re: Ale ja głupia jestem!!! 21.06.06, 13:42
                No właśnie. To też mnie ciekawi. Jeśli rzeczywiście w pewnym momencie przejrzą
                na oczy? Czy nawet dokonaja tego rachunku? I co, walczą? Pewnie różnie to bywa.
                Mnie się nie chce wierzyć, że mój zawalczy ale qrcze jeśli tak, co wtedy
                zrobię? Chcę mieć siłę ale cały pech polega na tym, że go kocham. Nabardziej to
                bym go chciała już nigdy nie widzieć. Ale się nie da. Nie będę takim tchórzem
                jak on.
                • misbaskerwill Re: Ale ja głupia jestem!!! 21.06.06, 13:47
                  jak poczytasz na tym forum, to zwykle jest tak (on-zdradzajacy,ona-niekoniecznie):
                  -on sie kaja, ona w koncu wybacza
                  -zyja "spokojnie" (no prawie) od pół roku do kilku lat
                  -potem ona odkrywa kolejny romans
                  -on albo sie kaja albo juz nie bardzo (bo ty mnie dolowalas)
                  -ona albo wnosi o rozwod, albo powtarza to jeszcze pare razy...
                  ...i wnosi o rozwodsmile

                  To czarnowidztwo, ale tacy ludzie rzadko się zmieniają - moim zdaniem, oczywiściesmile
                  Skok w bok- to pomyłka, błąd - należy wybaczyć
                  Romans - to świadome kłamstwa, świadczy o zgniliźnie partnera...
                  • verita75 Re: Ale ja głupia jestem!!! 21.06.06, 14:14
                    Tak, tak - zgnilizna partnera - lepiej bym tego nie ujęła.
                    Tylko wiesz co? Ja ciągle nie mogę jeszcze w tę zgniliznę uwierzyc. Ciągle chcę
                    go tłumaczyć, usprawiedliwiać. Nawet nie wiem czym. A może to bardziej chcę
                    tłumaczyć siebie. Że przez tyle lat byłam z człowiekiem, który okazał się tak
                    bezwartościowy. No ale cóż. Patrz tytuł.

                    Zawsze byliśmy świetną parą. Nasi znajomi się zdradzali a on gdy tylko się o
                    czymś takim dowiadywał nie mógł się z tego długo otrząsnąć. Wręcz się od nich
                    dystansował. A tu proszę. Taka zmiana.
                    Ale cóż to ta zgnilizna - pewnie i jego dopadła.
                    • der1974 Re: Ale ja głupia jestem!!! 21.06.06, 15:25
                      Muszla1410 - może w tym co piszesz jest część prawdy. Trudno się nie zgodzić z
                      wieloma poglądami. Nikt na tym forum nie stwierdził, że do rozpadu małżeństwa
                      dochodzi tylko z winy jednej strony. Prawie zawsze można postawić zarzuty
                      obojgu partnerom. Najczęściej zdrada jest wynikiem ustania uprzednio relacji
                      między stronami. Jest po prostu skutkiem tego, że jednej a może obu stronom
                      było źle. Niemniej jednak uczucia jakie powstają w zdradzanym parterze są po
                      prostu bardzo bolesne bez względu na przyczyny i bez względu na to w jaki
                      sposób przyczynił się do rozpadu małżeństwa. Bo zdrada to już jest po prostu
                      oszukiwanie partnera. Ładnie to usprawiedliwiasz brakiem odwagi. Ale to za mało
                      żeby się ekskulpować, zrzucać z siebie winę. Ja faktycznie żony już nie kocham
                      (?), i zgadzam się, że oboje rozwaliliśmy to małżeństwo. Nie ma tu dyskusji.
                      Jednak boli mnie to, że mnie okłamywała i boli, że trwało to tak długo. Poza
                      tym mnie boli ta druga szansa. Bolą mnie jej motywacje bo śmiem przypuszczać,
                      że weszła w związek z tym człowiekiem dla dalszego rozwoju kariery. I o to mam
                      prawo mieć do niej pretensje. Pozytywne jest to, że kompletnie nie wyobrażam
                      sobie życia z nią po tym wszystkim.
    • crazysoma tak sobie tu roztrzasamy, 21.06.06, 15:18
      ze kochanki wredne, ze rozwalaja rodziny, ze maz tchorz,bo nie walczyl, ze zony
      nie dbaja o siebie i meza, a czy taki np. Pitt z Angelina maja jakies wyrzuty
      sumienia z jakiegokolwiek powodu? Nie, nie maja. Ludzie sie przyzwyczaili, pol
      swiata bije sie o zdjecie potomkini, Jenifer ryczy i pewnie zaluje, ze dziecka
      z Pittem nie miala a zycie toczy sie dalej. Jaki wniosek? Egoisci odporni na
      opinie zyja szczesliwie lapiac i wykorzystujac kazda chwile a tchorze rycza u
      psychoanalitykow na kanapach, zalujac jak "glupi Polak po szkodzie".

      pozdrawiam
      • misbaskerwill Re: tak sobie tu roztrzasamy, 21.06.06, 15:21
        Fakt. Poza tym wszyscy i tak pozostają "przyjaciółmi"smile))
        Zasady moralne strasznie utrudniają życie, ale tylko tym, co się do nich stosująsmile))
        • muszla1410 Re: tak sobie tu roztrzasamy, 21.06.06, 15:42
          Niektórzy z tego, że są moralni i uczciwi robią swój sztandar. Szkoda tylko, że
          czasem to jedyne zalety takiego osobnika... Nic mu się nie chce, nie rozwija
          się, nie dba o siebie ani o partnera ale jest uczciwy i to ma wystarczyć za
          wszystko.

          Tak na wszelki wypadek - to nie do Ciebie, po prostu mi się nasunęło smile
          • misbaskerwill Re: tak sobie tu roztrzasamy, 21.06.06, 15:44
            muszla1410 napisała:
            > Niektórzy z tego, że są moralni i uczciwi robią swój sztandar. Szkoda tylko, że
            > czasem to jedyne zalety takiego osobnika...

            Szkoda, że Ci akurat tak naprawdę moralni wcale nie sąsmile))) Ale co tydzień w KRK
            - pierwsza ławka i na wyścigi do komunii, coby cała wieś widziałasmile
            • muszla1410 Re: tak sobie tu roztrzasamy, 21.06.06, 15:51
              Eee nie ma tak łatwo smile
              Nie tylko tacy smile
      • muszla1410 Re: tak sobie tu roztrzasamy, 21.06.06, 15:21
        Nie wierze że nie mają
        • crazysoma Re: tak sobie tu roztrzasamy, 21.06.06, 15:23
          a dlaczego mieliby miec jesli im dobrze w swoim swiecie (taka hipoteza)? poza
          tym wyrzuty sumienia daja sie stlumic. a poza tym sa ludzie, ktorzy naprawde
          nie wiedza co to sa te wyrzuty sumienia. serio.

          pozdrawiam
          • muszla1410 Re: tak sobie tu roztrzasamy, 21.06.06, 15:40
            Pewnie, że są. Ale to chyba nie tylko tego środowiska dotyczy. Wydaje mi się
            też, że muszą mieć jakiś pancerz, skoro cały świat wie o wszystkim - od koloru
            majtek poczynając na ślubach i rozwodach kończąc.
          • daleko_do_siebie Re: tak sobie tu roztrzasamy, 21.06.06, 19:25
            Znou ja. Podczytuję prawie codziennie, ale nie piszę. Większośc z Was chociaż
            "na huśtawce" nastroju, a ja mam doła, bez huśtawki. Ale nie o tym. Myślę, że to
            jedno z drugim ma związek. Kto ma skłonności do zdrady na ogół nie miewa
            wyrzutow sumienia. Inaczej nie mógłby żyć po zdradzie. Inaczej nie umiałby
            zdradzić, bo sumienie odezwałoby się przed... Paru znam osobiście, paru też
            pewnie znacie (nie piszę tylko o mężczyznach, jakby co!). Takiego, którego
            gryzłoby sumienie- nie. Przeciwnie - sumienie gryzie dłużej lub krócej drugą,
            zdradzoną stronę. Dochodzącą latami, miesiącami do tego co zrobiła źle i czy
            gdyby... Zdradzający są na ogół szczęśliwi - w drugim (trzecim??, piątym)
            związku. Rozwód nie ciągnie się za nimi latami, nie tracą zaufania do
            kobiet/mężczyzn, nie cierpią. Na dodatek - nie wychowują dzieci (przeważnie),
            nie "wiążą końca z końcem". Rozejrzyjcie się. Ta druga strona układa sobie życie
            po latach - albo wcale.
            Zastanawiam się czasem czy to widać? czy widać wcześniej, czy są jakieś sygnały
            ostrzegawcze - potencjalna zdolność do zdrady.
            • kruszynka301 Re: tak sobie tu roztrzasamy, 21.06.06, 21:58
              > Zastanawiam się czasem czy to widać? czy widać wcześniej, czy są jakieś sygnały
              > ostrzegawcze - potencjalna zdolność do zdrady.

              Tak, jak najbardziej widać - ale - niestety, widzą to osoby postronne, a nie zakochani w tej osobie. Poza tym ta bezgraniczna wiara, że po ślubie się zmieni....
              Ja przez 8 lat tkwiłam zadowolona i szczęśliwa w związku, a później po rozwodzie zbierałam gratulacje od ludzi, że już dłużej się z nim nie będę męczyć....I rozwód był najlepszą rzeczą, jaka mnie w tym związku spotkała (oprócz cudownej córeczki, oczywiście).
              • daleko_do_siebie Re: tak sobie tu roztrzasamy, 21.06.06, 22:15
                Taaa, bezgraniczna wiara, że JA go zmienię - bo mnie wybrał.
                Nie, tego nie przerabiałam. Ja się zakochuję dłuugo i wcześniej zdrowy rozsądek
                mi działa.
                I też pudło. Kamuflaż doskonały?? Zawsze mówiłam jakie cechy cenię i lubię i jak
                są dla mnie ważne. Więc chciał być taki? I przez jakiś czas był?
                • der1974 Re: tak sobie tu roztrzasamy, 21.06.06, 22:30
                  Nie ma co się zastanawiać nad ludźmi, którzy zdradzają. Niezależnie od własnego wkładu w rozpad małżeństwa (co warto przemyśleć na przyszłość) to jest oszustwo i tyle. Niech sobie zdradzają i odchodzą. Nie warto z takimi być i żyć. Nikt z nas nie ma prawa dla nich poświęcać życia. Nie wolno i już. Ja o swojej mau myślę, że to wampir emocjonalny. Wysysa chęć do życia. Odchodzi i bardzo dobrze. I nie użalać się nad sobą tylko cieszyć się trzeba, że taki beznadziejny związek się kończy. A popłakać czasem to ludzka rzecz. Ale oni i tak nie zrozumieją. Będą się tylko śmiać. Więc płaczcie cichutko w kiblu, żeby nie słyszeli, bo tylko im energię dodajemy.
                • kruszynka301 Re: tak sobie tu roztrzasamy, 21.06.06, 22:31
                  no widzisz, w pierwszym również zakochiwałam się długo i klapa. W drugim - błyskawicznie, bez rozsądku - no i wyszłowink.

                  Wymyśliłam sobie teorię, że w związkach trzeba wyłączyć rozum a włączyć intuicję.

                  "Więc chciał być taki? I przez jakiś czas był?"
                  Czasem podświadomie chcemy wyglądać w oczach partnera tak, jak on sobie nas wyobraża - polecam felieton Leszka Talko w Twoim Stylu.
                  Skoro mówiłaś mu, jakie cechy są dla Ciebie ważne, i jeszcze, że długo się zakochiwałaś - no to facet miał ułatwione zadanie.

                  Pytanie jednak pozostaje - po co? Chociaż mój eks odpowiedział mi prosto "bo chciał".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka