a.niech.to
07.09.06, 11:45
Ciągle na forum przewija się wątek dokuczliwej samotności. Zastanawiam się,
czy stanowię w tej mierze wyjątek, odkąd odeszłam od exa, coraz mniej
odczuwam osamotnienie, a właściwie wcale. Chciałabym wręcz powiedzieć: mnie
to nie dotyczy, ale byłaby to z pewnością przesada (?). Zupełnie się nie
orientuję, co jest grane z odczuwaniem przeze mnie samotności. Gdybym była
normalna, to przecież powinnam... Nurują mnie różne obawy; najpoważniesza z
nich, że ze mną coś nie tak. Czuję się nieswojo, gdy pomyślę, że ze mnie
urodzony singiel, niemieszczący się w stadzie nawet o dość luźnej definicji.
Nie chodzi o mnie, mnie to nie przeszkadza.