Dodaj do ulubionych

Siedzi mi w głowie sprawa tej 14-latki

27.10.06, 09:03
Co słyszę wiadomości i pada informacja na temat tej 14 latki z Gdańska,
przechodzą mnie ciarki.
Moja córka ma 14 lat i na samą myśl....
Brrrr
Obserwuj wątek
    • kasiar74 Re: Siedzi mi w głowie sprawa tej 14-latki 27.10.06, 09:12
      w pracy rano dyskutowalismy na ten temat, że niepojęta akcja, gdzia była reszta
      klasy?? też mi ciarki przeszły jak pomyslałam ze moją cókę bogłoby cos takiego
      spotkac
    • nangaparbat3 Re: Siedzi mi w głowie sprawa tej 14-latki 27.10.06, 09:19
      Moja ma 15. I kielbie we łbie, choc to naprawde bardzo madra osoba. I ja tez
      czasem truchleję.
      Sama mam na co dzień kontakt z nastolatkami (pracuje w bardzo dobrym liceum,
      kwiat mlodzieży po prostu) i od paru lat widzę, że zanika empatia. Jakies trzy
      lata temu probowalismy rozmawiać o tym z pracownikami uniwersytetu - zbyli
      nas, "bo na mlodzież zawsze sie narzeka, to najlatwiejsze". ale to nie tak. My
      po prostu wcześniej nie slyszelismy wypowiedzi typu "Na jej miejscu
      (niepełnosprawna dziewczynka) tez nie czułabym sie dobrze w naszej klasie, ale
      to jej problem, nie nasz" - to z ust stypendystki premiera sprzed kilku lat,
      bardzo dobrze wychowanej (te maniery!) dziewczyny, która na pewno odniesie w
      zyciu tak zwany sukces.
      Ech, gadać mi sie nie chce, i do pracy muszę smile
      • libra22 Re: Siedzi mi w głowie sprawa tej 14-latki 27.10.06, 10:06
        Sprawa ma kilka aspektów i znaków zapytania, które złożyły sie na tragedię.
        Znamy je z mediów, więc nie wiadomo do końca, czy informacje są prawdziwe.
        1. Podobno była typem "kozła ofiarnego", prześladowanego od jakiegoś czasu, czy
        komuś o tym mówiła?
        2. Co rodzice na to? I w ogóle jaka była sytuacja w domu?
        3. Co nauczyciele na to? Czy wychowawczyni wiedziała o tym?
        4. Czy wiedzieli o zachowaniu swopich dzieci rodzice chłopców? Podobno od
        jakiegoś czasu sprawiali już problemy. Czy rodzice reagowali?
        5. Zachowanie klasy - przyzwolenie na prześladowanie innej osoby (byle nie
        czepili się mnie) i brak odwagi cywilnej- bardzo pwoszechny w dzisiejszych
        czasach i wśród nastolatków, ale też wśród dorosłych (przyczyn jest wiele).

        Może to tak sucho, ale chodzi mi o to, że nie majac wszystkich informacji
        trudno podjąc się oceny.

        Jedno jest pewne: straszna tragedia, która nie powinna się wydarzyć.

        I dodam, ze tak naprawdę nauczyciele nie mają przygotowania psychologicznego do
        rozwiązywania problemów, które przynoszą dzieci ze sobą (najczęściej z domów) i
        ich działania często są nieskuteczne (piszę w kontekście ogólnym, bo klasy,
        szczególnie z problemami, nauczycielka nie powinna samej zostawiać ).
        • sinsi Re: Siedzi mi w głowie sprawa tej 14-latki 27.10.06, 10:18
          libra22 napisała:

          > 4. Czy wiedzieli o zachowaniu swopich dzieci rodzice chłopców? Podobno od
          > jakiegoś czasu sprawiali już problemy. Czy rodzice reagowali?

          ojciec jednego stwierdzil(na gorąco), ze to są normalne zachowania dzieciakow, i
          nic synowie specjalnie nagannego nie zrobili, takie "niewinne przepychanki", "co
          pan nigdy w szkole nie był?"...

          skad te dzieci biorą wzorce? z obojetnosci dorosłych wokoło,codziennego
          przyzwolenia na bezprawie i przemoc, z amerykanskich filmow, i idoli na miare
          Wojewodzkiego i Barow,
          oceniac? społeczeństwo?
          "takie będą rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie" .

        • crazysoma Re: Siedzi mi w głowie sprawa tej 14-latki 27.10.06, 14:12
          > I dodam, ze tak naprawdę nauczyciele nie mają przygotowania psychologicznego
          do rozwiązywania problemów,

          Wiesz Libro ja mysle, ze od tego jest psycholog i pedagog w szkole. A wychowaca
          musi umiec uwaznie obserwowac dzieci i reagowac w odpowiednim czasie... Tylko,
          ze to jest troche nierealne, bo dzieci potafia sie bardzo skutecznie
          kamuflowac. Moja Starsza jest w 1-szej gimnazjum wlasnie i ma ciekawa
          wychowaczynie. Kobieta sama ma dwoje, czy troje dzieci, w tym jedno z adhd,
          slucha rocka (na zebraniu powiedziala, ze woli chodzic na koncerty rockowe niz
          do filharmonii, ale "niech sie panstwo nie boja, do filharmonii tez pojdziemy :-
          ) a w pierwszym tygodniu ostrzegla dzieci, ze jesli zobaczy, jakiekolwiek
          przejawy najmniejszej agresji, obiecuje, ze kara nie skonczy sie na
          zawiadomieniu rodzicow i dyrektora ale... prokuratury. I ze ona naprawde nie
          zartuje, bo sa rzeczy, ktorych nigdy nie bedzie tolerowac (i tu miedzy innymi
          wymienila, gdyby ktos mial watpliwosci o jakie chodzi). I faktycznie po 2 m-
          cach nauki widac, ze reaguje na wszystko co jej sie zglasza.
          W klasie mojej corki jest dziewczynka, sympatyczna, swietnie sie uczy, grzeczna
          ale ma takie dziwne zachowania jak rozpieszczona ksiezniczka, ktorej wszystko
          wolno, a jak czegos zabraniaja to tupie nozkami az nie dostanie. Moja buntujaca
          sie od urodzenia Strasza prawie codziennie sie z nia scinala. (moja Nat dziwnie
          sciaga takie "wiszace" na niej osoby, czego nie cierpi). Az doszlo do
          konfrontacji miedzy dziewczynkami na basenie. O podeszla do mojej Nat, rabnela
          ja swoja torba w plecy (to mial byc zart) torba sie rozleciala a ona podniosla
          wrzask, ze winna jest temu moja N. Dalej byl ciag dalszy smile.Miedzy innymi O
          probowala, oczywiscie dla zartow, ciagnac moja Nat za noge w wodzie, sciagajac
          ja w dol. Inne "dzieci" to widzialy i wyobraz sobie, ze zareagowaly - ze od
          jakiegos czasu obserwuja co O (przewodniczaca klasy) robi, ze to nie jest fajne
          ani smieszne zachowanie, jesli ma problemy z opanowaniem sie, to niech idzie do
          psychologa, a w ogole to jesli sie nie uspokoi, to ta sprawa bedzie poruszona
          na lekcji wychowaczej, bo chyba juz czas, zeby przewodniczacym byl ktos inny. I
          wyobraz sobie, ze "prowodyrem" zwrocenia uwagi O byl chlopiec wygladajacy tak,
          ze staruszki w autobusie robia na jego widok znak krzyza, metalowiec z
          przekonania smile
          A co do O, przeprosila moja Nat, i z tego co wiem od tamtego wydarzenia (a to
          bylo w poniedzialek) na razie jest cisza. Nie wiem, co bedzie dalej, ale jak
          rozmawiam z Nat o wydarzeniu z Gdanska, to mowi, ze wszystkie "dzieci" w klasie
          i poza, komentuja to tak samo, ze to co sie stalo jest przerazajace i to jest
          beznadziejne, ze w szkole spedzaja tyle czasu, a to w ich odczuciu jest
          miejsce, w ktorym nie maja poczucia bezpieczenstwa.
        • nangaparbat3 Re: Siedzi mi w głowie sprawa tej 14-latki 27.10.06, 17:22
          Libra, ta dziewczynka była w klasie kozlem ofiarnym, skoro dreczono ja od
          września i nic sie nie wydarzylo, co by to moglo powstrzymać. Prawdopodobnie
          byla mniej niz przeciętne dzieci odporna, wrazliwsza, moze bardziej wstydliwa.
          ale blagam Cię, nie pisz "byla typem kozła ofiarnego" - kozłem może zostać
          każdy, wystarczy, ze zostanie wskazany i że w grupie nie ma nikogo, kto by
          odwazył sie przeciwstawic mechanizmowi, jaki po takim wskazaniu sie uruchamia.
          Nasze szkoly pelne są kozłow ofiarnych, niektorych produkuja sami nauczyciele,
          a w wiekszosci przypadkow (nie we wszystkich, na szczęście) wespołdzialaja z
          klasą. Nie slyszałaś o uczniach, na ktorych "pani się uwzięla"?
          Jestes ostatnia osobą, ktorą podejrzewałabym o takie myslenie, ale jak piszesz,
          że "była typem kozla ofiarnego" jakis glupek moze uznac, ze po prostu sama
          sobie winna.
    • misbaskerwill Re: Siedzi mi w głowie sprawa tej 14-latki 27.10.06, 14:09

      Chyba każdemu siedzi ona w głowie.
      I na pewno każdy widział coś podobnego we własnym dzieciństwie/młodości.
      Choć może nie na tyle okrutnego i z tak tragicznym skutkiem.

      Łatwo wskazywać winnych, ale w sytuacji, kiedy nauczyciele wolą strajkować i
      dorabiać niż _wychowywać_, takie rzeczy dzieją się od dawna.
      Bycie nauczycielem - to nie tylko zawód, to powołanie...
      Uczyłem się dość długo w kraju, w którym nauczyciele są naprawdę biedni, a
      pomimo to - przejmowali się losem poszczególnych uczniów, chcieli pomagać (i nie
      chodziło im tylko o płatne korepetycje), rozmawiali, zostawali po lekcjach...
      W Polsce - nie do pomyślenia, bo u nas są za "biedni" na takie wygłupy.

      Ale może przesadzam z tym wychowywaniem - tu chodzi o przyzwolenie płynące z
      góry. Ponieważ nauczyciele doskonale widzieli i wiedzieli, co się dzieje.
      Ale oni tylko zarabiają pieniądze, a "młodzież zawsze sobie dokuczała".
      • libra22 Misiu 27.10.06, 15:03
        Noblesse oblige.
        W Twoim wypadku inteligencja powinna zobowiązywać Cię do nieferowania prostych
        wyroków.
        Nauczyciele nie strajkowali od 1992 roku.
        Większość nie dorabia.
        Jak w każdym zawodzie nie ma szans, aby 100% było z powołania.
        Są i u nas tacy, którzy zostają po lekcjach.

        I jak już pisałam - ta sprawa ma kilka składowych.
        Bywają nauczyciele skuteczni, ale bywają i uczniowie, wobec których mało kto
        taki będzie.
        Do pewnych zachowań, czy sytuacji potrzeba dobrego psychologa.
        A tacy też raczej nie będą z powołania siedzieć w szkole.
        • niebieskooka35 Re: Misiu 27.10.06, 16:57
          Nauczyciel powinien poszczegac klase jako calosc ,ale rowniez jako poszczegolne
          jednostki.Z kazdym uczniem [znajac charakter itp] ,trzeba rozmawiac
          inaczej.Przeciez nauczyiele ,jak ktos wyzej napisal ,powinni doksztalcac sie
          Ale co sie teraz dzieje w szkolach to przekracza ludzkie pojecie.To nauczyciele
          boja sie uczniow[nie mowie ze wszyscy]Teraz panuje moda w szkolach "na stada" w
          ktorych ,jest"przywodca ",a poza stadem jest taki malutki ,boi sie wlasnego
          cienia .I wlasnie uczniowie ,przestaja reagowac ,na czyjas krzywde ,bo jak sie
          wtraca ,w obronie ofiary ,to nastepna ofiara beda oni.Panuje znieczulica,strach
          itp Mam duzo kolezanek nauczycieli ,najgorzej jest w podstawowkach i
          gimnazjach.W liceach ,uczniowie wiedza ,ze jak cos narozrabiaja ,to wek ze
          szkoly.Nie ma przymusu.Mnie rowniez ta "sprawa siedzi w glowie" .Takie sprawy
          trzeba naglasniac.
      • kruszynka301 Re: Siedzi mi w głowie sprawa tej 14-latki 27.10.06, 17:19
        misbaskerwill napisał:

        >
        > Chyba każdemu siedzi ona w głowie.
        > I na pewno każdy widział coś podobnego we własnym dzieciństwie/młodości.
        > Choć może nie na tyle okrutnego i z tak tragicznym skutkiem.

        Dokładnie, i tutaj chyba jest sedno sprawy. Sama w podstawówce byłam zarówno molestowana (skonczyło się wytarganiem za uszy pierwszego delikwenta przez moją ciocię, z drugim sobie poradziłam sama, waląc go na przerwie przy całej klasie).
        Jednocześnie też wspólnie z innymi (dziewczynami!) rozebrałyśmy na przerwie koleżankę - kradła, i taką karę jako głupiutkie 13-latki wymyśliłyśmy - o dziwo, poskutkowało. Teraz, gdy o tym myślę, robi mi się słabo, ale wtedy pamiętam, wszyscy w klasie uznali to za świetny dowcip i wymierzenie "sprawiedliwości".

        Do czego zmierzam. Przemoc jest, była i będzie. To natura ludzka, wychodzi w najmniej spodziewanych momentach. Nie można z tym walczyć, ale można przygotować własne dzieci. Dzieci muszą czuć się chciane, kochane, muszą widzieć w domu pokojowe rozwiązywanie konflitów, muszą czuć, że w każdej sytuacji mają w nas oparcie - no i nie zaszkodzi również zapisanie dziecka na judo czy fitness, żeby w sytuacjach ekstremalnych przyłożyć komuś.
        Mnie (po kilku latach judo i kilkunastu latach fitness) zdarzyło się tylko raz, i to niedawno, znokautować faceta, kiedy w samo południe w centrum Krakowa próbował mnie obmacywać.

        Paradoksem jest, że kochany, pewne siebie dziecko czy dorosły, jest o wiele mniej narażony na ataki i zaczepki ((o tym mówi wiktymologia).

        Największą tragedią według mnie nie jest zachowanie chłopców - tylko to, że Ania nie miała do kogo się zwrócić, wstydziła się powiedzieć rodzicom o tym, co ją spotkało.

        Jeszcze raz - rozmawiajcie z dziećmi, bądźcie nie tylko rodzicami, ale i przyjaciółmi.
        • nangaparbat3 Kruszynko, Misiu 27.10.06, 17:44
          Przemoc jest, była i będzie. To natura ludzka, wychodzi w najmniej
          spodziewanych momentach. Nie można z tym
          walczyć
          natura ludzka to zdolność do agresji, ktora bywa bardzo potrzebna. ale
          stosowanie przemocy - niekoniecznie juz takie naturalne. a juz zupelnie nie
          pojmuje Twego stwierdzenia "nie mozna z tym walczyć". Może niefortunnie sie
          wyrazilaś.
          Oczywiscie lepiej usuwać przyczyny przemocy niż walczyc z nią samą, ale jak już
          się pojawia, , w tym wypadku w szkole, to po pierwsze:
          nauczyciel powinien ją dostrzec
          po drugie: powinien stanowczo sie sprzeciwic i nie pozostawic cienia
          wątpliwości, ze na nawet drobniutka przemoc nie ma zgody.
          To nie wymaga głebokiej wiedzy psychologicznej, ale z drugiej strony zdolność
          do tego typu zachowań - jasnych i zdecydowanych - nie każdemyu jest dana, a
          niektorzy nie są w stanie sie tego wyuczyć.
          Misiu, przesadzasz, nauczyciele są rożni. Dorabiać muszą, zeby przeżyć. Juz nie
          mowię o kupnie książki czy bilecie do teatru. Ale rzeczywiscie, nie jest to
          usprawiedliwienie zaniedbania.
          Jeszcze raz: sa najrozniejsi, madrzy i glupi, tępi i olsniewający, a tak
          naprawdę - tacy nauczyciele, jakie społeczeństwo. Jacy rodzice.
          Inna rzecz, ze nieprzygotowani do zawodu, bo dobry nauczyciel musi mieć przede
          wszystkim wysokie kompetencje komunikacyjne i inne umiejetności
          psychospoleczne, zdolność do autorefleksji, odporność na stresy i wysokie
          poczucie wlasnej wartości. Do tego energię. I wiedzę - merytoryczną i
          metodyczną. Acha, i intuicje pedagogiczną do tego (to sie naprawde tak nazywa).
          I zdarzaja się wariaci, ktorzy maja to wszystko i idą harować za 1500 zł (netto
          to chyba po jakichs 5 latach pracy) - ale przecież oświata nie moze na
          wariatach się opierać, prawda? Fajnie jest samemu zarabiac, a dzieci oddać
          świrom z powolaniem, ktorzy będą sie zastanawiać, czy stac ich na kupienie
          codziennej gazety.
          Sorki, zeźliłam się.
          • kruszynka301 Re: Kruszynko, Misiu 27.10.06, 18:09
            nangaparbat3 napisała:


            > natura ludzka to zdolność do agresji, ktora bywa bardzo potrzebna. ale
            > stosowanie przemocy - niekoniecznie juz takie naturalne. a juz zupelnie nie
            > pojmuje Twego stwierdzenia "nie mozna z tym walczyć". Może niefortunnie sie
            > wyrazilaś.

            Nango, tutaj akurat pisząc o bezskutecznej walce z agresją, miałam na myśli "pomysły przedwyborcze" Kaczyńskiego i Giertycha. Najnowszy pomysł - zlikwidować gimnazja, bo w nich najczęściej dochodzi do przemocy.
            Co do szkół specjalnych, to pamiętając zachowanie dzieci w mojej podstawówce, do szkół dla trudnej młodzieży zakwalifikowałoby się 95% uczniów, oczywiście ze mną włącznie.
            Tego typu pomysy na walkę z przemocą są skazane na niepowodzenie, i najprawdopodobniej eskalację przemocy (na zasadzie: uczeń dostaje papier, że jest trudnym przypadkiem, więc oczywiście będzie się zachowywał, jak na taki "przypadek" przystało).

            Co do odpowiedzialnośći za wychowanie, to tutaj nie polegałabym na nauczycielach, tylko na rodzicach - nauczyciel może nakierować, zachęcić, ale nie wierzę, że mając pod opieką trzydziestu paru uczniów, może cokolwiek zrobić. To my, rodzice jesteśmy w głównej mierze odpowiedzialni za dzieci, a nie szkoła i wychowawca.
            • nangaparbat3 Re: Kruszynko, Misiu 27.10.06, 18:50
              Acha, to sie rozumiemy.
              I oczywiście, że rodzice decyduja, ale nauczyciel tez może cos zaradzić, i to
              bardzo wiele. Im młodsze dzieci, tym więcej. Czasem aż trudno uwierzyć, jak
              wiele - i dobrego, niestety i zlego. Tak naprawdę w wychowaniu najpewniej moze
              coś się udać wtedy, kiedy rodzice i nauczyciele wspołpracuja ze sobą - ale nie
              mam tu na mysli "wspolnego frontu" przeciwko dzieciom.
            • niebieskooka35 Re: Kruszynko 27.10.06, 19:03
              Oczywiscie ,ze My rodzice ,ale za dziecko ,ktore jest w szkole odpowiada
              SZKOLA.Dlaczego tak sie dzieje ze sa klasy w ktorych ,sa dzieci samych[wysoko
              postawionych] ,a sa klasy ,gdzie dzieci sa z rodzin patologicznych.Takie sa
              Nauczyciel majac takich uczniow musi byc silny psychicznie ,aby dac rade.A ile
              nauczycieli "laduje" na oddzialach psychosomatycznych].Ale sa tez
              nauczyciele ,jak wyzej napisal ktos ,ktorzy potrafia sie uwziasc na uczniu ,czy
              uczennicy ,za byle co ,bo jest ladnie ubrana itp I za byle co 1-dyny ,az
              dochodzi do dramatu.Wine za to ponosza uczniowie ,ktorzy tego faktu nie
              zglosili ,nauczycielka ,ktora zostawila klase bez opieki i oczywiscie sprawcy
              • kruszynka301 Re: Kruszynko 27.10.06, 20:13
                niebieskooka35 napisała:

                > Oczywiscie ,ze My rodzice ,ale za dziecko ,ktore jest w szkole odpowiada
                > SZKOLA.Dlaczego tak sie dzieje ze sa klasy w ktorych ,sa dzieci samych[wysoko
                > postawionych] ,a sa klasy ,gdzie dzieci sa z rodzin patologicznych.

                Jeśli chodzi o klasy bogate i biedne (bo faktycznie, staje się to nagminne), to niestety, głównymi sprawcami tego stanu rzeczy są rodzice (przynajmniej tak to się dzieje w małej miejscowości pod Krakowem). To rodzice zrobili listę bogatych i zażądali stworzenia odrębnje klasy. Inicjatywa wyszła od rodziców. Szkoły teraz szukają sponsorów (malowanie klasy, przybory, sprzęt RTV), więc z reguły godzą się na takie żądania rodziców.

                Moja córeczka dopiero w przyszłym roku zacznie podstawówkę, i mam nadzieję, że trafi do normalnej klasy, mieszkam zresztą w trochę większym mieście, więc ludzie tak bardzo się nie znająwink.
            • misbaskerwill Re: Kruszynko, Misiu 27.10.06, 20:25
              Przepraszam, jeśli ktoś odebrał to, co napisałem jako zrzucenie całej winy na
              nauczycieli (choć tak to faktycznie wyszło, wybaczcie - wpływ antybiotykówwink).
              Bardziej chodziło mi o to, żeby podkreślić znieczulicę, oraz fakt, że spora
              część nauczycieli akceptuje zachowania "stadne", bo tak jest... prościej.

              Tajemnicą poliszynela jest, że dzieci w szkole wychowują się ... same.
              No nie powiecie mi chyba, że godzina czy dwie tygodniowo (lekcja wychowawcza)
              załatwiają sprawę. Oddziaływań społecznych dzieci uczą się na ... przerwie,
              pozostawione zwykle same sobie. I choć niezmiernie ważne jest to, co ktoś wynosi
              z domu, i tak trzeba dostosować się do tłumu. Ja miałem szczęście. Moja
              trzydziestoczteroosobowa klasa miała tylko kilku takich "wyrostków", którzy dość
              szybko się uspokoili pod wpływem rozsądnej większości. I już wtedy wiedziałem,
              że jest to coś wyjątkowego i że mam szczęście, że moja klasa złożyła się tak, a
              nie inaczej.

              Co do gimnazjów - z tego co pamiętam, wprowadzone zostały właśnie po to... by
              chronić uczniów.
              Dokładniej - chronić np. czwartoklasistów przed atakami dwumetrowych
              siódmoklasistów...
              I w tym kontekście nie było to na pewno głupsze od pozostałych reform wink

              A żadna decyzja administracyjna nie pozwoli nam uniknąć takich tragedii.

              I zgadzam się z Kruszynką - prawdziwą tragedią było to, że Ania nie miała się do
              kogo zwrócić.
              Złożyło się tu wszystko - wiek dojrzewania, a więc - brak ufności w to, że
              "dorośli" (rodzice) zrozumieją, brak zaufania do nauczycieli, brak reakcji ze
              strony najlepszych koleżanek (no jak to - moja koleżanka mówi mi, że "się
              zabije", a ja to puszczam mimo uszu?).
              Brak ludzkiej komunikacji, który obrócił się w tragedię. Chyba każdy po trochu
              jest tu winny. Nie cofniemy tej tragedii, ale aby zapobiec następnym należałoby
              naprawdę wykonać dużo pracy "u podstaw".
              I nawet lekcje z psychologami w szkołach (którzy przecież są) tu nie pomogą. A
              do wielu dzieci w tym wieku chyba nawet nie dociera zależność
              przyczynowo-skutkowa tego zdarzenia ("chłopaki zrobili mocny kawał, a ta nie
              wytrzymała"). Dlatego niesamowita okazała się matka Ani - większość Polaków
              rozstrzelałaby tych chłopców, a ona wręcz "nie obwinia".
              • nangaparbat3 Misiu 27.10.06, 21:35
                misbaskerwill napisał:

                > Przepraszam, jeśli ktoś odebrał to, co napisałem jako zrzucenie całej winy na
                > nauczycieli (choć tak to faktycznie wyszło, wybaczcie - wpływ antybiotykówwink).
                Toz nie "ktoś", tylko ja. Nanga.
                Co do antybiotykow - zyczę zdrowia.

                > Bardziej chodziło mi o to, żeby podkreślić znieczulicę, oraz fakt, że spora
                > część nauczycieli akceptuje zachowania "stadne", bo tak jest... prościej.

                W pelni sie przychylam.

                > Tajemnicą poliszynela jest, że dzieci w szkole wychowują się ... same.
                > No nie powiecie mi chyba, że godzina czy dwie tygodniowo (lekcja wychowawcza)
                > załatwiają sprawę. Oddziaływań społecznych dzieci uczą się na ... przerwie,
                > pozostawione zwykle same sobie.
                Lekcja wychowawcza nie zalatwia niczego, podobnie jak zaden najpiekniej
                wymyslony program wychowawczy.
                Jeśli dzieci sie wychowuje, to dzień po dniu, minuta po minucie, wlasnym
                przykladem i reagowaniem - ale bez prawienia moralów. Dlatego takie ważne
                jest, jakiej "jakosci" jest nauczyciel jako osoba.
                Lekcje wychowawcze i programy to jak broszka, ktorą mozna przypiąć - albo nie.

                I choć niezmiernie ważne jest to, co ktoś wynos
                > i
                > z domu, i tak trzeba dostosować się do tłumu.
                Tu nie do końca się zgadzam. W każdym razie w tym dostosowaniu sie powinny byc
                granice. W Gdańsku te granice bardzo daleko przekroczono.

                Ja miałem szczęście. Moja
                > trzydziestoczteroosobowa klasa miała tylko kilku takich "wyrostków", którzy
                doś
                > ć
                > szybko się uspokoili pod wpływem rozsądnej większości. I już wtedy wiedziałem,
                > że jest to coś wyjątkowego i że mam szczęście, że moja klasa złożyła się tak,
                a
                > nie inaczej.
                >
                Dawniej z reguly tak było - klasy w wiekszości w ten czy inny sposob radziły
                sobie z grupkami usilujacymi dominować. Ostatnio coraz cześciej widze klasy, w
                ktorych jest dominujaca gupka i reszta w rozsypce, uległa i cierpiaca.


                > Co do gimnazjów - z tego co pamiętam, wprowadzone zostały właśnie po to... by
                > chronić uczniów.
                > Dokładniej - chronić np. czwartoklasistów przed atakami dwumetrowych
                > siódmoklasistów...
                > I w tym kontekście nie było to na pewno głupsze od pozostałych reform wink
                >
                > A żadna decyzja administracyjna nie pozwoli nam uniknąć takich tragedii.
                >
                Ja nie jestem przeciwniczka gimnazjow, to co robi w gimnazjum moja córka po
                prostu mnie zachwyca (inna sprawa, ze trafiła na fantastycznych nauczycieli).
                ale absolutnie przeciwna jestem szkolom, w ktorych jest wiecej niż 300 uczniow,
                klasom, gdzie jest ich ponad 20. Pamietam moja dyskusje z kolegą, matematykiem
                pracujacym wtedy dla MENu, ktory wyliczył, ze tylko duze szkoly są oplacalne.
                Przekonanie tego skadinad naprawde inteligentnego i mądrego nawet czlowieka, ze
                w oswiacie należy kierować się rachunkiem ekonomicznym prymitywnie pojetym,
                było nie do podważenia. No i mamy.


                > I zgadzam się z Kruszynką - prawdziwą tragedią było to, że Ania nie miała się
                d
                > o
                > kogo zwrócić.
                > Złożyło się tu wszystko - wiek dojrzewania, a więc - brak ufności w to, że
                > "dorośli" (rodzice) zrozumieją, brak zaufania do nauczycieli, brak reakcji ze
                > strony najlepszych koleżanek (no jak to - moja koleżanka mówi mi, że "się
                > zabije", a ja to puszczam mimo uszu?).
                > Brak ludzkiej komunikacji, który obrócił się w tragedię. Chyba każdy po trochu
                > jest tu winny. Nie cofniemy tej tragedii, ale aby zapobiec następnym
                należałoby
                > naprawdę wykonać dużo pracy "u podstaw".
                Tez się zgadzam. Dodałabym jeszcze jedno - przyzwolenie na przemoc seksualna
                wobec kobiet, dziewczynek.
                Pamietam, ze w szostej klasie podstawówki wracalam ze szkoły okrężną drogą,
                chowając się przed chłopcem, ktory mi "dokuczal". Pamietam, co robili w tym
                czasie dziewczynkom inni koledzy. To prawda, nie posuwali sie tak daleko, jak
                ci z Gdańska. Ale za daleko. I zadna z nas nie poskarzyła sie nikomu dorosłemu -
                wstydziłysmy sie w ogole przyznać, ze cos takiego sie dzieje.
                Moja corka i jej koleżanki w tej samej szostej klasie były odważniejsze, poszły
                do pani pedagog prosić o pomoc. Uslyszały: to ich nie prowokujcie.
                • misbaskerwill Re: Nanga... 27.10.06, 22:02
                  Po pierwsze:
                  -"duże szkoły są bee"

                  Znowu nie generalizujmy!!!
                  Ja właśnie do takich molochów chodziłem (ówczesny rekord - bodajże 13
                  równoległych klas), zwł. 4 lata podstawówki (obecnie przerobionej właśnie na
                  gimnazjum).
                  Nie chodzi o "ogromne" szkoły, tylko o klasy. Bo to właśnie klasy są
                  społecznością, a interakcje z pozostałymi uczniami są zwykle znikome.
                  Moje odczucie jest takie, że klasy powinny być znacznie mniejsze, po 15-20 osób.
                  Pomimo, że mamy teraz niż demograficzny, klasy są w dalszym ciągu znacznie
                  większe...
                  Pewnie nie jest to lekarstwo na grupki i "przywódców", ale taka klasa może
                  szybciej się "dotrzeć", każdy lepiej poznać. A przyjaciół tak chętnie się już
                  nie krzywdzi...
                  Jak wspomniałem, moja klasa "dotarła się", choć trwało to - bagatela - dwa lata.
                  I zawdzięczaliśmy to w znacznym stopniu właśnie wychowawcy, który praktycznie
                  całą klasę zabierał co najmniej raz w roku na długie wycieczki w góry.
                  I dość twardo tam nas trzymał, choć bez przesadywink.
                  • pudeleczko_75 zabrakło rodziców.... 27.10.06, 22:12
                    rodziców małej Ani - jej zaufania do nich i wiary, że z nimi nic nie bedzie
                    straszne...
                    rodziców tych chłopaków - wychowania ich w taki sposób, aby wiedzieli, co jest
                    złe...
                    rodziców innych dzieci - którzy powinni ich nauczyć co złe co dobre i kiedy
                    nalezy reagowac.....

                    szkoła nie jest wszystkim w wychowaniu, podstawą jest to co dzieci otrzymuja w
                    domu. ale dodatkowow w tej szkole tez wiele zabrakło, jak w wielu innych
                    dzisiaj.
                • misbaskerwill Re: po drugie - brawo! 27.10.06, 22:10
                  > Moja corka i jej koleżanki w tej samej szostej klasie były odważniejsze,poszły
                  > do pani pedagog prosić o pomoc. Uslyszały: to ich nie prowokujcie.

                  Nanga, to naprawdę świetne, że one potrafiły tak zrobić.
                  A cóż - pani pedagog została najwyraźniej na poziomie 6 klasy... z naszego
                  dzieciństwawink.

                  I to jest najbardziej oburzające... Takie panie powinno się kierować na krótki
                  czas do tych "schronisk dla nieletnich", gdzie trafili m.in. ci niesławnie
                  słynni chłopcy.
                  Na pewno potem już nie udzielałyby tak prostych rad.
                  Może przesadzam, ale chyba bym szczerze porozmawiał z tą panią jako rodzic.
                  Choć po tym nagłośnionym skandalu pewnie nie będzie to potrzebne.
    • anja_pl Re: Siedzi mi w głowie sprawa tej 14-latki 27.10.06, 21:55
      kolega z pracy - nie ma dzieci, rocznik 1973 - powiedział, że by wziął takiego
      i walił jego głową w mur, dopóty, dopóki nie zrobiłby dziury w murze
      • libra22 jeszcze kilka refleksji 28.10.06, 00:14
        Nango - jak najdalej byłam od tego, żeby twierdzić coś takiego "że sama sobie
        była winna". Widać niefortunnie to sformułowałam. Choć sa osoby, których
        zachowanie, cechy i to co wyniosły z domu wskazują częściej niż inne na
        stawanie się owym "kozłem". Niestety. Do tego potrzebny jest psycholog: dla
        dziecka i rodziny w sumie.

        Ja też się oburzyłam na Misia za poglądy w pierwszym poście (następne zmazały
        to wrażenie).

        Pomysł z gimnazjami w praktyce okazał się beznadziejny. Tylko nie mam już sił
        pisać dlaczego.
        A wiem to, bo pracuję od kilku lat.

        Nauczyciele też zawinili w tej sprawie.

        Nigdy jako matka nie powiedziałbym, że wybaczam chłopcom - przynajmniej nie w
        tym momencie. Chyba, ze sama bardzo czułabym się winna z jakichś powodów.

        "Śmierć każdego czlowieka umniejsza mnie.....Nie pytaj więc komu bije dzwon.
        Bije on Tobie"
        • misbaskerwill Re: jeszcze kilka refleksji 28.10.06, 13:32
          Libra, a ja tu się nie zgodzę - "kozioł ofiarny" z definicji zawsze się znajdzie.
          Będzie to albo najbardziej wątły chłopak, albo najbardziej wrażliwa dziewczyna.

          Czy mamy im fundować "koszary", aby nie byli tacy wrażliwi? Mamy ich "wyrównać"
          do poziomu? Nawet jak wszyscy będą jednakowi - "kozioł" z definicji zawsze się
          znajdzie.

          Czy lepiej psychologa fundować potencjalnym ofiarom niż potencjalnym oprawcom?
          Wbrew pozorom, ani jednych, ani drugich tak łatwo nie "wykryjesz". W końcu Ania
          podobno często się uśmiechała...a jej oprawcy to byli zwykli, równie
          "niegrzeczni" co inni w tym wieku, chłopcy.
          • julka1800 Re: jeszcze kilka refleksji 28.10.06, 15:08
            Brawo Mis, zgadzam sie w 100%
            jedno dodam za czasami jest odwrotnie, moze to byc najwatlejsza dziewczynka lub
            najbardziej wrazliwy chlopiec(!)
            • libra22 Re: jeszcze kilka refleksji 28.10.06, 19:46
              Nie we wszytkich grupach (klasach) występuje rola "ofiary". W zasadzie w
              większości nie występuje. Naprawdę. Dlatego nie zgodzę się, że "zawsze się
              znajdzie". Chyba, że źle zrozumiałam.
              • nangaparbat3 Libra 29.10.06, 20:41

                wysłałam priva
    • po.prostu.on1 Re: Siedzi mi w głowie sprawa tej 14-latki 30.10.06, 15:51
      moja tez sad
      rodzice nie wychowuja dzieci
      nauczyciele boja sie uczniow
      rodzice dyskredytuja nauczycieli
      szkola nic nie moze zrobic

      Nie ma autorytetow oprócz pieniadza i przyjemnosci dla duzej czesci rodzin,
      ktore zapominaja o tym co naprawde jest wazne.
      • libra22 Re: Siedzi mi w głowie sprawa tej 14-latki 30.10.06, 16:07
        A najsmutniejsze wydaje mi się obecnie to,
        że jest to sprawa, którą politycy bardzo wykorzystują dla zdobycia własnej
        popularności;
        że będzie to wg mnie kolejne bicie piany, które nic nie zmieni,ewentualnie
        przyniesie kolejne papierki do wypełniania lub zakazy, które nie rozwiążą
        problemu;
        że debatują nad nią politycy i dziennikarze, a nie zaprasza się do tej dyskusji
        nauczycieli (powiedzieliby by kilka prostych rozwiązań i nie mieliby o czym Ci
        politycy debatować)

        ech
        sad

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka