Dodaj do ulubionych

Czemu mam się zgodzić?

25.11.06, 14:01
Poradźcie jak mam uratować nasze 8 małżeństwo?. On sobie znalazł kogoś. Chce
zacząc od nowa i chce rozwodu. A ja nie chce rozwod, spedzilismy duzo dobrego
ze sobą. Metoda płaczu tłumaczenia, byćia miłą nic nie pomaga. Czuje sie
całkowicie bezsilna. Trudno mi sie zdobyc na stanowczośc i obojetnosc, być
zimną wobec niego. Ale moze to byłoby skuteczniejsze?. jakie są wasze
doświadczenia, i czy wogóle jest mozliwe wyrwanie go ze "szponów kochanki"
Obserwuj wątek
    • scriptus Re: Czemu mam się zgodzić? 25.11.06, 14:28
      Odpowiem trochę cynicznie, ale praktycznie... zastanów się, w czym kochanka jest
      lepsza od Ciebie. Albo odwrotnie, co On znalazł u kochanki, czego nie miał u
      Ciebie. Jeśli byliście ze sobą dłuższy czas, to na pewno nie jest tak, że Ty
      jesteś zupełnie do niczego, tylko on znalazł u kochanki coś, czego mu brakowało
      z Tobą, jeśli chodzi o całą resztę, Ty byłaś lepsza.
      Teraz może być mu trudno się przyznać do błędu, tacy są faceci.
      Niekoniecznie chodzi o seks. Przypomnę taką starą "mądrość ludową". Podobno
      większość mężczyzn ocenia swoje kobiety w trzech sferach: łóżko, salon i
      kuchnia. Żona powinna być damą w salonie, ladacznicą w łóżku i kuchtą w kuchni,
      źle jest, jak jej się pomylą role.
      To tylko taka sugestia kierunku myślenia, dość duże uproszczenie, jednak spróbuj
      pomyśleć w taki sposób. Z pewnością, tych "sfer" oceny żon przez mężczyzn jest
      nieco więcej, niż tylko wymienione trzy.
      Jeżeli sprawy nie zaszły za daleko, to być może możesz go "odzyskać"... Obawiam
      się jednak, że sam fakt pojawienia się kochanki oznacza, że sprawy już są za
      daleko sad. Ale, nie jestem fachowcem, ocenić musisz sama.

      Ponadto
      cosmopszczolka napisała:
      > Poradźcie jak mam uratować nasze 8 małżeństwo?....
      Domyślam się, że mowa jest o 8-letnim małżeństwie, bowiem przy ósmym małżeństwie
      bylibyście już tak doświadczeni, że chyba nikt z nas nie śmiałby Wam już nic
      doradzać tongue_out
      • phokara Re: Czemu mam się zgodzić? 25.11.06, 14:47
        >Jeśli byliście ze sobą dłuższy czas, to na pewno nie jest tak, że Ty
        > jesteś zupełnie do niczego, tylko on znalazł u kochanki coś, czego mbrakowało
        > z Tobą, jeśli chodzi o całą resztę, Ty byłaś lepsza.

        Zglaszam do nagrody "forumowy tekst roku"
      • cosmopszczolka Re: Czemu mam się zgodzić? 26.11.06, 12:56
        Tak, chodzi o 8- letnie małżeństwo, przepraszamsmile
        Sprawy juz poszły daleko. On sie wyprowadził od paru miesiecy, niejako ja mu w
        tym "pomogłam" bo mówił ze odchodzi ode mnie, ale ciągle mieszkał w naszym
        mieszkaniu, wychodził gdzieś nie mówąc prawdy, więc powiedziałam ze tak byc nie
        moze i ze jak odchodzi to konsekwentnie. Nadal mamy kontakt telefoniczny,
        • scriptus Re: Czemu mam się zgodzić? 26.11.06, 13:19
          Jeżeli za daleko, to nie masz już nad czym myśleć, nawet, jak wylałaś dziecko z
          kąpielą...
          Jeżeli zaś jeszcze się zdecydujesz powiedzieć "wróć", może wróci, ale zapłacisz
          za to Ty, chociaż on jest winien. Jeśli Cię na to stać, możesz to zrobić. Nie
          sądzę, żebyś zyskała więcej, niż stracisz, bo nie sądzę, żebyś mogła postawić
          jakieś warunki powrotu. Chyba, że wyczujesz, że on tego też chce i żałuje, tego,
          co się stało. Wtedy możesz ustalić zasady, na jakich by wrócił, ale to i tak Ty
          wtedy bierzesz na siebie odpowiedzialność za związek z nieodpowiedzialnym
          człowiekiem.

          Możesz liczyć na cud i reanimować związek - trupa, niektórym się udało, trup
          ożył. Obawiam się jednak, że więcej jest takich, którym się nie udało, zdaje
          się, że na przykład ja się zaliczam do tej drugiej liczby.
          • cosmopszczolka Re: Czemu mam się zgodzić? 26.11.06, 13:35
            Czasem jestem zła na siebie ze jestem taka odpowiedzialna, chyba za nas dwoje
            niestety. Slub kościelny, przysięga. Chce dac nam szanse, tym bardziej ze on
            nie podjął żadnej walki tylko z dnia na dzien zakomunikował mi ze chce odejść.
            Wiem ze ma uległy charakter, ale z drugiej strony jest zawzięty.
            • scriptus Re: Czemu mam się zgodzić? 26.11.06, 13:47
              Już Ci napisałem, jeżeli chcesz jego powrotu, możesz to zrealizować, ale to Ty
              będziesz animatorką wszystkiego, co się wydarzy, a on jeszcze bardziej za nic
              odpowiedzialny. Mężczyźni się czasem na coś takiego decydują, power of money is
              running show. Nie wiem, może się zdarzają również wystarczająco zdeterminowane
              kobiety. Jednak się musisz pogodzić z tym, że prawdopodobnie mamusia będzie mieć
              chłopczyka. Jeśli Cię to nie zrazi, działaj, na pewno się uda.
        • alexolo przeżyłam to!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 27.11.06, 00:05
          nie obwiniaj kochanki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
          ja to robiłam( oczywiście była winna ..bo doskonale nas znała i
          wiedziala że jesteśmy rodziną)
          odszedł bo przestał kochać . bo chce zmian...bo wydaje mu sie że teraz
          kocha wielka miłościa ...
          ...a moż e po prostu jest ..sku........który ma w d.. co czujesz i
          przeżywasz.... no ale masz stały kontakt telefoniczny...bravo skoro ci
          to wystarczy!!!!


          moja rada... tylko radykalne posuniecia...
    • phokara Re: Czemu mam się zgodzić? 25.11.06, 14:42
      Najlepiej dziala to, co najtrudniej bedzie Ci zrobic - totalna olewka i
      stanowczosc. Placz nie dziala, przymilnosc dziala dokladnie odwrotnie. Kop w
      dupe i walizki za drzwi dzialaja najlepiej - jako dorazna terapia wstrzasowa.
      Ale tylko na tych ktorzy kochaja lub maja za duzo do stracenia w ogolnym
      rozrachunku.

      Brutalna szczerosc.
      Aby go wyrwac ze szponow kochanki nalezy przede wszystkim ocenic sile wlasnych
      paznokci od tego zaczyna sie strategie.
    • majkel01 Re: Czemu mam się zgodzić? 25.11.06, 18:06
      > Poradźcie jak mam uratować nasze 8 małżeństwo?

      ktore ?? smile
    • akacjax Re: Czemu mam się zgodzić? 25.11.06, 18:41
      Możesz niezgadzać się na rozwód-tylko-czy wygrasz tym małżeństwo?
      Czasem warto przeczekać-nowa znajomość nie zawsze jest trwała. Chyba, że ten nowy związek nie jest świeży. Tylko Twoja wiedza o nimsad
      Można spróbować mediacji, ale tak napradę do tanga trzeba dwojga.
    • marek_gazeta Re: Czemu mam się zgodzić? 25.11.06, 18:56
      Strasznie ciężko coś poradzić. Nie chcę się babrać w Twoim życiu, ale sporo zależy od tego, dlaczego chce odejść. Czy tamta jest po prostu młodsza (seks), czy też facet się zakochał (gorzej)? Macie dzieci?

      Na pewno sensowne jest wyrzucenie gościa za drzwi. Jeśli nie znasz całej sytuacji, to może jest ktoś, kto by porozmawiał z mężem i sprawę zbadał (może np. jego ojciec itp.)? Może on jeszcze nie jest pewien?
    • ta Re: Czemu mam się zgodzić? 25.11.06, 19:06
      Czemu masz się zgodzić? Dla szans, które masz przed sobą, tylko ich jeszcze nie
      dostrzegasz smile Ze "szponów" wypadnie ochłap, po co ci on?
      Ta_
      • anula36 Re: Czemu mam się zgodzić? 26.11.06, 13:39
        wyrwac ze szponow kochanki moze sie tylko on sam jesli zechce. Nie jest
        przedniotem niestety a moze na szczescie- podjal decyzje i ja realizuje.
        Do ratowania malzentwa tez trzeba dwojga- ciebie i jego.
    • anikab Re: Czemu mam się zgodzić? 27.11.06, 18:39
      Mam doswiadczenie w tym temacie. Nie prosić, nie bałgać, nie starać się, to nic
      nie da. Bardzo żałuję, ze nie wyrzuciłam meża na zbity pysk i nie złożyłam
      pozwu o rozwód, gdy powiedzial, że chce układac sobie zycie z kimś innym.
      Powiedział mi to między jednym a drugim karmieniem naszego trzymiesiecznego
      dziecka. Strasznie się bałam. Zrobiłabym wtedy wszystko, by go zatrzymać. Teraz
      załuję. Być może gdybym postawiła sprawę na ostrzu noża, wystraszyłby sie
      konsekwencji. Ale nikogo nie da się zatrzymać na siłę! Po co mi taki
      nieodpowiedzialny tchórz! (sorki, wmawiam to sobie, by miec silę na rozprawe za
      kilka dni). Podeszłam do jego romansu zbyt emocjonalnie haha, wypominałam mu,
      tłumaczyłam. To na pewno był zły "trop". A on uciekał do kochanki.
      Podsumowując: nie proś, nie wyrywaj go kochance. Moze psychologia zna jakieś
      inne metody. Ale przede wszystkim w tym cały ambaras....
      czemu nie trafiłam na podobne forum rok temu, gdy byłam sama z tym wszystkim?
      Nadal się z tym nie pogodziłam i jestem wściekła, ale chyba oswajam sie z
      myślą, ze nie ma nas.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka