Dodaj do ulubionych

kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, ale...

06.12.06, 04:36
Witam wszystkich, smutne, ale tylko tutaj jako pierwszym i ostatni powiem Wam
anonimowi słuchacze to co przelewa mi się przez serce od kilku miesięcy, a
właściwie lat. Właśnie kilka miesięcy temu wyprowadziłem się z domu (decyzję
podjęliśmy wspólnie) mamy dwóch wspaniałych synów: 8 i 11 lat (chłopcy są
świetni, zdrowi, uczuciowi i kochani). 13 lat temu mając 21 lat bez pamięci
zakochałem się w mojej żonie, zawsze uważałem, że uczucie przezwycięży
wszystko, był duży problem z wiarą i brak akceptacji naszych rodziców jednak
dla mnie najważniejsza była Ona, świat kręcił się wokół niej. 2 lata potem, w
tym samym roku był pogrzeb mojej mamy (chorowała od dłuższego czasu) oraz
skromna ceremonia ślubu i narodziny starszego syna, teraz z perspektywy czasu
czuję się winny bo uważam, że gdyby nie ciąża może odeszła by wtedy ode mnie
a ja zaoszczędziłbym jej wiele ciężkich przeżyć, (zresztą niejednokrotnie mi
to mówiła w ciągu ostatnich kilku lat, w chwilach jak było "źle" pomiędzy
nami). Ale stało się, urodził się nam syn i na pewno tego nie żałuję i nigdy
nie żałowałem, po 3 latach "bez planowania" narodził się drugi syn. Żona w
między czasie skończyła studia, a ja, no cóż ukończyłem w indywidualnym toku
studia oraz już od dłuższego czasu ogarnął mnie chaos pracy na 2,3 etatach.
Potem kariera w dużej firmie, praca po 15 godzin, częste delegacje i
awanse... świadomość , że "wszystko mogę" i spełniałem się zawodowo.... ale
równolegle zaczęliśmy się oddalać z żoną od siebie, ja nie dostrzegałem jej
potrzeb, ona moich... dla niej od początku najważniejsi byli, są i będą nasi
synowie, niejednokrotnie mówiła mi, że kocha ich "bezwarunkowo" a ja no cóż
po latach uważam, że czasami czułem się jak "5 koło u wozu", a czasami , że
na to zasłużyłem. Niewątpliwe ważną „cegiełka” do takiego stanu rzeczy była
podświadoma własna izolacja, ze względu na fakt iż, żona wychowywała synów w
swojej wierze (wyraziłem na to zgodę, jednak pomimo to czułem się coraz
bardziej wyobcowany). Już po narodzinach pierwszego syna, sytuacja była
ciężką ... ja zapatrzony (może celowo) w pracę, żona zajęta starszym synem ,
domem i ambicją rozwoju zawodowego na tyle oddaleni, że poczęcie drugiego
syna było cudem ze względu na te „nasze rzadkie wspólne chwile”. Potem
popełniłem największy błąd zawodowy w moim życiu: moja żona zaczęła ze mną
pracować, a jestem osobą bardzo wymagającą i perfekcyjną w pracy w stosunku
do wszystkich, także byłem i taki w stosunku do swojej żony. Firma się
rozwijała a my małe mróweczki trwaliśmy w tym kieracie, gdzie coraz więcej
więcej, a stres nas nie opuszczał, nawet nie wiem kiedy po raz pierwszy
podniosłem na Nią głos…. (zresztą nie tylko na nią, ale tez na innych
pracowników, ale wiem , że mnie to nie usprawiedliwia, jednak pragnę
zapewnić, kochane Panie, które to przeczytają, że na Żonę nie podniosłem
ręki ani nie wypominałem nigdy finansowo jej sytuację ani tez nie było
problemu z alkoholem oraz pochodzimy oboje z „pełnych” rodzin) Błędne koło
się zamykało: w ciągu dnia wspólne nerwy w pracy, a nocą stres z „powodu
zimnej wzajemnej obojętności”, wzajemne pretensje i prośby by druga strona
poszła do specjalisty po pomoc, lub „żebym znalazł sobie inną osobę”, wtedy
uważam , że nie stanęliśmy na wysokości zadania „bycia dojrzałym i ratowania
związku”. Tak bardzo czułem się samotny , a może tylko się tłumaczę przed
Wami, że zdradziłem Ją z młodą dziewczyną, która wychowywała się bez ojca i
wcale nie chodziło mi o seks (jeśli by tak było zrobiłbym to dużo
wcześniej : okazje, propozycje, imprezy zawodowe, niestety „świat prostych
wartości” XX! wieku) jeśli możecie uwierzcie przede wszystkim byłem w to ,
że „czułem się dla tej dziewczyny potrzebny” , ta „sielanka” trwała, przez
ponad rok, doszło do tego , że czasami nie nocowałem w domu, z jednak strony
czułem się spełniony psychicznie bo znowu byłem dla kogoś ważny, a drugiej
strony coraz bardziej brakowało mi synów i Żony, miałem olbrzymie wyrzuty
sumienia, wręcz zdarzało się, że praktycznie mówiłem dla Niej „o tym” wprost,
chciałem wręcz by się to „skończyło”, żeby się dowiedziała i zaczęło jej
zależeć , jednak nie widziała tego, dopiero jak przeczytała SMS-y z mojego
telefonu, które też świadomie nie kasowałem reakcja Jej była jaka już się
domyślacie, odwrotna, poprosiła bym się z domu wyprowadził, zaczęła spotykać
się z adwokatem w sprawie rozwodu.

Próbowałem, prosiłem, walczyłem, przez te kilka miesięcy, aż w końcu do mnie
dotarło: widok moich dzieci śmiejących się na mój widok i w tej samej chwili
uczucia: żalu i braku zrozumienia w Jej oczach. Znam Ja bardzo dobrze i
wiem, że bardzo trudno jej przebaczyć , na przestrzeni 11 lat naszego
małżeństwa to ja przychodziłem i przepraszałem „setkami raz” wtedy gdy
powinienem i nie tylki, Ona hmmmm tylko kilka razy….. Niestety pomimo, że
dwa tygodnie temu wysłała mi dwa bardzo smutne SMS-y , a ja oczywiście
przyjechałem , przytuliłem Ją (może nie powinienem przyjeżdżać) dobrze wiem,
że od dawna szuka swoją Duszą nie od dziś kogoś zupełnie innego, a ja czy
uwierzycie lub nie ….. nie potrafię przestać ją kochać i przytulając synów
nie zwracać uwagi na zimno bijące od niej, jestem wtedy taki smutny a dzieci
niestety to czują. Ona uważa i uważać będzie mnie za osobę, która ją
oszukiwała, oszukuje i będzie ją oszukiwała.
Rozmawiałem tak często, próbowałem ……., ale jestem już naprawdę tak bardzo
zmęczony…… do tego jeszcze gdyby miała być sprawa rozwodowa no nie …..
przepraszam Was.

Niestety tu każdy wybór jest zły, ale już podjąłem ostateczną decyzję:
otrzymałem bez problemu wizę biznesową do USA, byłem także (w razie czego) u
notariusza, gdzie prawo do połowy majątku mojej firmy potwierdziłem dla Żony
i dzieci a drugą połowę opisałem na przyjaciela, który jest za razem
wspólnikiem w firmie. Pozostałe sprawy już praktycznie także dopiąłem.

Obserwuj wątek
    • wildheart2 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 04:43
      Kocham Ją na tyle, że wyjechać i nigdy już nie będzie miała ze mną do
      czynienia, życzę Jej z całego serca by znalazła sobie tą osobę, którą szuka a
      nie znalazła we mnie , żeby „kiedyś pokochała naprawdę odpowiedniego
      człowieka”…..
      A ja no cóż nie martwcie się , zacznę wszystko gdzieś daleko („za kałużą”wink od
      nowa, mając cichą nadzieję, że może kiedyś jeszcze z Nią się spotkamy ….. ale w
      następnym życiu

      Nie pisze do Was kochani by narzekać, bo i tak uważam, piszę tu do Was, ku
      przestrodze pozdrawiam wszystkich, bardzo będę tęsknić za synami, i wiem, że
      nikt nie zastąpi im ojca, ale nigdy więcej nie mogę być ojcem, którego mama
      nie kocha i który ją tak skrzywdził, a widzę to codziennie w jej oczach.
      • libra22 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 08:19
        Współczuję Tobie i Wam, ale nie będę łagodna:
        Uciekasz i tchórzysz tak naprawdę według mnie.
        Wolisz, żeby synowie nie mieli Cię w ogóle, gdyż nie umiesz spotykac się z żoną?
        • libra22 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 08:25
          Nie napisałeś, czy zdecydowaliście się oboje na terapię małżeńską? Skoro
          kochasz ją i dzieci, a i ona coś czuje ciągle do Ciebie (tak mi wychodzi z
          tego, co piszesz), czy nie warto zawalczyć? Kiedy wyjedziesz, nie bedziesz mógł
          ani walczyć, ani widywac synów za czesto, ani pomagać im w trudnych chwilach,
          ani uczestniczyć w radosnych.... Wyobraziłeś to sobie?
          Chyba, że po prostu chcesz wyjechać, a to być może pretekst (nie twierdzę, że
          robisz to świadomie)
      • marek_gazeta Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 08:30
        Bardzo to wszystko smutne. Historia podobna w wydźwięku do mojej, chociaż fakty inne.

        To bardzo ładnie, że zabezpieczyłeś rodzinę finansowo, ale wyjazd jest chyba jakąś próbą ucieczki od odpowiedzialności. Kochasz synów, ale chcesz ich na zawsze zostawić? Z opisu wynika, że wcześniej nie angażowałeś się za bardzo w ich wychowanie (praca). Wiesz, czym dla nastoletniego chłopaka jest brak ojca? Ja to wiem. Nie rób tego, jesteś im potrzebny. Dorośnij do bycia ojcem.

        Jesteś pewien, że relacji z żoną nie można będzie już naprawić? Czas koi ból, jeśli nawet miłość jest stracona, dlaczego nie możecie być przynajmniej partnerami? Ale na to trzeba zapracować, a nie wykonać unik.

        "Zacząć wszystko od nowa"? Tak się już nie da. Masz dzieci i o ile je naprawdę kochasz, będzie Ci to ciążyło. Życie to nie praca - którą można rzucić i zacząć inną, rzeczywiście od nowa - trzeba tę różnicę dostrzec.
        • madii77 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 09:14
          Witaj...

          u mnie tez można odnaleźć kilka elementów podobnych tej smutnej historii..

          uderzyło mnie brak odpowiedzialnośći, ucieczka od problemów i zetknięcia się z
          trudna sytuacją

          nie wiem nie chcę generalizować, ale faceci robią poważny błąd, uciekają...

          mój teść "uciekł" za granicę zostawił swojej już eks żonie podupadającą firmę,
          a ona postawiła ją na nogi,( wrócił wtedy kiedy firma nabrała obrotów, ale kedy
          wrócił po niecałym roku rozwiedli się, i teraz on prowadzi tą firmę)... hmm..

          z kolei Mój Wielce Szanowny Mąż tez uważa ,że należy "uciec" od
          odpowiedzialności np. wychowanie córki, nie przeszkadza mu to i jak sam
          stwierdził pozostanie tylko ojcem biologiczny... ( tez w czasie trwania
          małżeństwa rzucił się w wir pracy, a nic nie wie na temat córki , co lubi itp..
          uważa ,ze córka chodzi do przedszkola... a jest drugoklasistką...)

          smutne to.....zastanów się czy dobrze robisz..

          bardzo podoba mi się stwierdzenie Marka, " Życie to nie praca- którą można
          rzucic i zacząć od nowa"...
      • scriptus Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 09.12.06, 14:55
        Zdradziłeś, rozbiłeś swoją rodzinę, ponosisz ciężką winę. Niech pierwszy rzuci
        kamieniem, kto jest bez grzechu, zatem ja oceniał Was nie będę. Moim zdaniem
        jednak, nic Cię nie zwalnia z obowiązków względem Twoich dzieci, a to zarówno z
        materialnego ich utrzymania, jak i udziału w ich wychowaniu. Na to Ci nie może
        brakować czasu, nie jest to łatwe, nawet, gdy żyjesz w sąsiedztwie, schowanie
        się, ucieczka, wyjazd, chowanie głowy w piasek niczego nie załatwią. Owszem,
        wyjazd na kilka miesięcy, by zarobić, nie jest niczym dobrym, ale nie jest
        czymś nagannym, czasem to konieczność. Ucieczka od dzieci na stałe na pewno
        jest złem im wyrządzonym.
    • anja_pl Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 09:42
      dla mnie: typowy facet
      obowiązki w domu: ucieczka w pracę, do pracy etc.
      oddalenie: ucieczka w ramiona innej,
      narobił w domu gnoju: ucieczka jak najdalej od niego, inne miasto, inny kraj, a
      najlepiej inny kontynent, bo jeszcze nie ma lotów na inne planety,

      nie potrafi brać odpowiedzialności za swoje słowa, czyny, zawsze ucieka,
      tchórzy!!!

      gadanie kocham żonę, kocham dzieci jest niczym nie podparte, to tylko formułka,
      która ładnie brzmi - dobre PR,

      zabezpieczeni żony i dzieciaków, to twój psi obowiązek, innaczej byłbyś kawałem
      s...a,

      co tak naprawdę zrobiłeś, by uratować swoją rodzinę, którą jak piszesz kochasz?
      bo nigdzie tego nie znalazłam ,
      nie napisałeś czy skończyłeś romans czy ze swoją kochanka uciekasz?
      gadanie: życze jej jak najlepiej, niech sobie kogoś znajdzie jest podłe i
      oszukujesz siebie, chcesz zagłuszyć własne sumienie? bo piszesz, że żona jest
      osobą religijną, ale nie wiadomo czy jej wiara zezwala na ponowne zawarcie
      związku małżeńskiego,
      i tak sobie myślę, że po takim facecie jak ty, nie ma ochoty na jakąkolwiek
      bliższą znajomość z jakimkolwiek facetem, dałeś jej popalić,

      jesteś totalnym tchórzem

      na szczęście są jeszcze prawdziwi mężczyźni, pozdrawiam, a nie tylko faceciki


      • wiewiorka29 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 10:07
        Dobrze napisałaś Aniu. Bezmyślnie skrzywdził rodzinę, myslę, że w pewien sposób
        skrzywdził też tę kochankę "młoda dziewczyna wychowywana bez ojca"...zapewne
        nieraz przez niego płakała (jak i żona), ciekawe co jej nagadał, żeby przez rok
        z nim była... Gra na czyjejś wrażliwości, za wielką wodą tez znajdzie
        naiwne,...na jakiś czas,... do kolejnej ucieczki przed odpowiedzialnością... A
        żona juz z naiwności i wiary w niego, zaufania, po prostu wyrosła, i to go
        zabolało. Bo nie chce wiedzieć że sam to zniszczył. Ot tak, z własnej wygody,
        tchórzostwa, egoistycznego nie liczenia się ze skutkami własnych czynów,
        niezauważania uczuć innych ludzi... A teraz płacz jaki to on wrazliwy i
        nieszczęśliwy bo "życie" (nie on sam, nie jego czyny, ale takie ogólne
        bezimienne życie...) sie tak jakoś potoczyło i "niepoukładało"...
        Nie jesteś pierwszy ani ostatni. Smutne.
      • agash4 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 07.12.06, 22:11
        zgdzam sie z przedmowcami.. Wild Ty po prostu wiejesz, gdzie pieprz rosnie.
        Tchorzostwo i latwizna .. takie mi przychodza okreslenia. A powod? Hmmm, powod
        Twojej ucieczki, to jak piszesz: "chlod Twojej zony". Jezuuuuuuuuuu...!
        Zasluzyles na to. Udzwignij to, patrz codziennie w jej smutne oczy, w ktorych
        na pewno widzisz, ze zawiodles. Owszem kazdy woli byc chwalony, ubostwiany,
        podziwiany i nikt nie mowi, ze bedzie Ci latwo, albo przyjemnie. Ale Twoja
        rodzina niczego innego nie potrzebuje jak Twojej obecnosci, Twojego wsparcia,
        Twojego istnienia, prawdziwego! Czy to tak trudno dostrzec i zrozumiec? Uwierz
        mi nic innego sie nie liczy i nie ma znaczenia. A jak mina lata - niczego nie
        da sie odwrocic, stracone chwile i lata, wtedy kiedy Cie nie bylo i moze nie
        bedzie ... pozbawiasz siebie, a przede wszystkim ICH najcenniejszych momentow w
        zyciu. Nie ma wazniejszej rzeczy teraz, po prostu badz z nimi. A przykrosci i
        pretensje ustana, jak zobacza, ze jestes i nie zawodzisz ich. Ot, cala
        sprawa. "chlod z oczu zony" traktuj jak pokute, pozwoli Ci isc wlasciwia droga,
        wizja rozczarowania, jakim byles. Powodzenia, jesli uda Ci sie zrozumiec moje
        wyjasnienia.
    • mauriti Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 09:48
      Przed tym co siedzi w człowieku nie da się nigdzie uciec.
      Nawet na biegunie twoje uczucia nie dadzą ci spokoju.
      Oczywiście możesz próbować je zagłuszać, wyprowadzając się daleko od żony i
      dzieci. Ale to chyba nie rozwiąże twojego problemu.
      Nie rozumiesz się z żoną, ale ponad wszystko kochasz dzieci. Nie dopuść do
      zerwania z nimi kontaktu.
    • joasia69 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 09:53
      mój już eks-mąż też twierdził, że kocha. Wyjechał i nie wrócił nawet na sprawę
      rozwodową. Nie chciał się wypowiadać w kwestii rozwodu, nie robił też nic aby
      do rozwodu nie doszło. W kraju zostało dwoje dzieci. Dzieci, które cholernie
      mocno potrzebują ojca i które nijak pojąć nie mogą dlaczego ojciec twierdzi, że
      nie ma po co wracać. A do dzieci nie warto wracać?? Cholera! nie rozumiem
      postępowania mojego eks tak samo jak nie rozumiem postępowania twojego. Jeśli
      się kocha, robi się wszystko dla ratowania małżeństwa. Wyjazd to ucieczka, ja
      to tak właśnie odbieram. Ucieczka za którą kiedyś nasze własne dzieci rozliczą
      nas. Za wielką wodą żyje się wygodnie, bez problemów, bez dzieci, bez
      zobowiązań. Ma sie pieniądze i czas dla siebie. Ma się czas na przemyślenia.
      Nie ma się tylko jednego....nie ma się dzieciaków. Za chwilę też nie będzie się
      miało ich miłości, bo ileż czasu można kochać przez telefon????
      • brzoza75 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 10:03
        kurcze tez to uwazam za tchórzostwo, najlepiej wyjechać zostawić dwójke dzieci i
        mieć w nosie to ze będa tęskniły, a może tak stanąć twarzą w twarz z tym co się
        stało i stanie ? Hmm a gdyby Twoja zona zostawiła dzieci i wyjechała jak sie na
        to zapatrujesz?
      • marek_gazeta Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 10:11
        > Nie ma się tylko jednego....nie ma się dzieciaków. Za chwilę też nie będzie się
        >
        > miało ich miłości, bo ileż czasu można kochać przez telefon????
        Dzieci się kiedyś odwdzięczą - trzema zdawkowymi telefonami w roku.
        • anja_pl Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 11:00
          marek_gazeta napisał:

          > Dzieci się kiedyś odwdzięczą - trzema zdawkowymi telefonami w roku.

          dwa: Boże Narodzenie i Wielkanoc, a trzecie? wink
          • marek_gazeta Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 11:04
            Każdy ma urodziny, które kiedyś tam przypadają. Jeśli dzieci nie zapomną, to będzie trzeci telefon.
            • anja_pl Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 11:14
              marek_gazeta napisał:

              > Każdy ma urodziny, które kiedyś tam przypadają. Jeśli dzieci nie zapomną,
              >to będzie trzeci telefon.

              a on będzie pamietał kiedy one mają? nie sądzę, chyba, że sekretarka mu rano
              listę przygotuje,

              prędzej imieniny,
              imienia nie mogą zapomnieć, bo to w dowodzie wpisanie wink
              ale w Stanach imienin nie świętują...
              • joasia69 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 11:21
                dzieci nie zapomną pewnie o urozinach taty, ale tata niestety zapomni z czasem.
                Tak jak mój eks własnie. jak potem wytłumaczyć dziecku, ze szanowny tatuś
                zapomniał o tak ważnym święcie jak urodziny, nawet jeśli dzieciak chwali sie
                tortem i gośćmi, którzy właśnie dom opuścili? ja nie wiem jak.....
    • 0lana Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 10:29

      Nie wyjezdżaj,skrzywdzisz tych,których kochasz,jeszcze bardziej.
      --------------------------------
      ...łatwiej uciec,trudniej żyć...
      --------------------------------
    • ivone7 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 11:34
      Wspolczuje ci najbardziej, tego zapetlenia, tego ze tak naprawde nie chcesz lub
      nie mozesz spojrzec prawdzie w oczy...zawsze najtrudniejsze sa najprostesze
      rozwiazania, rozmowa i proba zawalczenia o to co bylo najlepsze w twoim
      zyciu...niestety jak z bolacym zebem sie nie ucieknie, co wiedza juz wszyscy i
      trzeba pojsc do dentysty choc strach jest ogromny, przed tym co Cie dotknelo
      tez nie uciekniesz ani do innego kraju, ani na inny kontynent choc bardzo bys
      chcial.Trzeba spojrzec prawdzie w oczy i stanac na wysokosci zadania, bo nawet
      jak cos sie skonczylo, trzeba to zakonczyc z twarza a nie uciekac jak tchorz,
      choc radze stanąc do boju i walczyc, walczyc bo jest o co i o kogo....powodzenia
      • inkaspinka1 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 11:42
        No to ratuj to małżeństwo. Idźcie do psychologa, skoro sami nie potraficie
        poradzić sobie z porozumieniem się. Zbyt duży mur, by go roztrzaskać
        samodzielnie. Ale przecież są resztki miłości a miłość nawet tylko tlącą się
        rozdmuchać można
    • wildheart2 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 13:59
      Kochani, widzę , że jest tu na forum wiele, głównie skrzywdzonych Kobiet,
      którym trudno nabrać dystansu i wczytać się w mój "essej", zresztą wcale Wam
      się nie dziwię i po części Was rozumiem. Natomiast powinniście jedno zrozumieć,
      że każda sytuacja jest inna a prawda zwykle leży "po środku", nie da się
      skwitować to słowami, że stchórzyłem itd. Wcale nie twierdzę też, że jestem bez
      winy i nie chodzi mi o to żeby się "wybielić". O'key może za mało opisałem
      naszą sytuację, ale postaram się Wam przybliżyć: 1. Ojcostwo - to prawda, że
      do ojcostwa trzeba dojrzeć i w moim przypadku stało się to bardzo późno, ale
      powoli, coraz silniej to odczuwałem i systematycznie angażowałem się, pomimo
      uwarunkowań o których Wam pisałem poprzednio. No cóż: granie w piłkę, kino,
      bilard czy kurs tańca dla jednego synów, wspólne rodzinne wyjazdy na narty do
      Austrii, Słowacji czy w polskie góry to te moje ślamazarne początki, nie wiem
      czy dobre i super cudowne, ale zawsze akceptowane przez synów i jeszcze wtedy
      przez moją Żonę.

      2. Odpowiedzialność - hmm daty urodzin synów i żony pamiętam, nr pesel tak
      niezbędny w wizytach lekarskich mam wpisany w "organizerze" rzadko, ale czasami
      z niego korzystałem. Oczywiście moja Żona jest wspaniałą Matką i większość
      wizyt u lekarzy, odrabianie lekcji, rozmowy o szkole z synami to głównie Jej
      zasługa i za to zawsze Ją szanowałem i będę ją szanował. Typowe moje męskie
      małe plusy: to "spawanie extra barierek" na balokach jak chłopacy byli mali (w
      naszych blokach nie trudno o wypadek), dbanie by zawsze byli odwożeni i
      przywożeni ze szkoły, zakupy nart, butów, deski snowboardowej itp... czy to
      dużo czy mało , nie wiem. Wiem do której klasy chodzą, ale czy to wystarczy bym
      powiedział, że jestem okey.... zresztą przecież wiecie, że nie o to tu chodzi.

      3. Na koniec przyziemny, ale ważny wątek materialny: firma nie upada, a ma się
      dobrze, pracuje kilkanaście osób i jest w miarę poukładana, od strony
      zarządzającej każdy zna swoje miejsce w szeregu, jest sprzedaż, usługi,
      produkcja a nawet import, jeśli mam być szczery wszystkie decyzje przez 11 lat
      w interesach od początku podejmowałem sam, oczywiście te dobre i te złe,, co
      niestety wiązało się czasami z "troszqę" dużym stresem o którym z Żoną starłem
      się nie rozmawiać i jej nie obciążać (może to też było złe, ale „mleko” dawno
      już się rozlało...). Oczywiście zawsze była dla mnie Partnerem i wiernie
      pracowała na to co mamy obecnie. Tak czy siak wyniki są dobre, a ja w oczach
      Żony a i wszystkich pracowników oraz konkurencji jestem żelaznym i sprawnym
      menadżerem (choć bez serca). Od kilku tygodni, wspólnie zadecydowaliśmy, że
      Żona pracować w firmie będzie tylko 2 godziny dziennie, resztę dnia poświęca
      dla siebie i dla dzieci - mówiła wcześniej i to rozumiem , że przez pracę
      zaniedbywała dzieci. Ja tak zorganizowałem pracę biura by miała jak najmniej
      obowiązków a sam od tamtej pory staram się ją omijać i nie mieć żadnych
      drażliwych sytuacji zawodowych, jak kiedyś często miało miejsce.

      4. Tchórzostwo mówicie, a ja Wam skromnie pisałem „ Próbowałem, prosiłem,
      walczyłem, przez te kilka miesięcy, aż w końcu do mnie dotarło: widok moich
      dzieci śmiejących się na mój widok i w tej samej chwili uczucia: żalu i braku
      zrozumienia w Jej oczach.”
      Może powinienem napisać próbowałem tysiąc razy, ale zrozumiecie…..
      Oczywiście jak to mówią "nic niestety na siłę” i „do tanga trzeba dwojga”,
      Kochani, gdybym miał jeden promyk nadziei to wiara na nowo by się odbudowała i
      dodałaby mi sił. Jeśli wiary nie ma i doskonale wiem, że Żona nie tylko nie
      widzi życia razem ze mną , ale przede wszystkim mnie nie cierpi a wręcz
      nienawidzi za zmarnowanie 13 lat Jej życia, powiecie, że cierpi i jest zraniona
      tak rozumiem to i tak sobie tłumaczyłem przez wiele miesięcy, walczyłem,
      prosiłem, starałem się, ale zawsze coś było nie tak i niestety teraz wiem , że
      tak zostanie, bo od dawna się ze mną „męczyła”. Napisałem , że zawsze do niej
      przyjadę „przebaczę i przytulę” , tak ostatnio zrobiłem jechałem o 24 w nocy na
      drugi koniec miasta by ją pocieszyć, a może to właśnie jest złe, może
      powinienem się na stałe usunąć i dać jej szanse by spełniło się Jej marzenie:
      gdzieś tam jak sama myśli ktoś inny na nią czeka?, ktoś bardziej wartościowy ?
      Wiem , że tak myśli na pewno a ja kocham Ją na tyle by więcej już nie próbować,
      czy tchórzę i uciekam przed dziećmi, nie mogę być z nimi i Jej nie kochać i
      udawać, że jestem wesoły pogodny i szczęśliwy, zasługują na coś lub kogoś
      lepszego niż wieczną moją „niedyspozycję”. Dodatkowa Żona jeśli tylko zbiorę
      się w sobie i jestem z dziećmi krytykuje, że za mało, że nie tak……. może to
      moja pokuta za te wszystkie lata gdy ja Ją nie doceniałem. ….. i tak szczerze,
      Kochani czuję się tak źle z tym wszystkim, że jeszcze trochę a ten z tego
      żelaznego menadżera nie zostałoby „nic” w dosłownym tego słowa znaczeniu, a nie
      chcę tym ich obciążać, także jedni nazwą , że uciekam ….. inni no cóż każdy
      może mnie oceniać, ja Was ani swoją Żonę nie oceniam i życzę dużo szczęścia… bo
      kto pierwszy jest bez winy niech rzuci kamień….. może po prostu zatęskni Ona za
      mną i ponownie mnie pokocha i będę wart by mnie odnaleźć ….. heh zawsze lubiłem
      romantycznych bohaterów …… pozdrawiam ciepło wszystkich

      p.s. informacja dla Pań , które o to pytały do USA wyjeżdżam sam, jak tylko
      moja Żona przeczytała SMS-y przestałem się spotykać z tą młodą dziewczyną,
      pomimo, że stwierdziła , że bardzo mnie kocha, ale niestety zna mnie na tyle by
      wiedzieć, że zawsze będę kochał swoją Żonę i jak tylko zwróci się kiedykolwiek
      do mnie po pomoc zawsze Jej pomogę”
      • marek_gazeta Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 14:04
        > Dodatkowa Żona jeśli tylko zbiorę
        > się w sobie i jestem z dziećmi krytykuje, że za mało, że nie tak……. może to
        > moja pokuta za te wszystkie lata gdy ja Ją nie doceniałem.
        To, niestety, rozumiem, bo sam przećwiczyłem. Kiedy zacząłem się starać, aby coś poprawić, czułem z jej strony jakąś - bo ja wiem - ironiczną krytykę, sceptycyzm, zero wsparcia. Czułem, że czeka na potknięcie, aby je wytknąć. Może już wtedy było zbyt późno. Też to tak odbierałem - jako pokutę.
      • ladyhawke12 Moim zdaniem 06.12.06, 14:14
        Po pierwsze byliscie za młodzi zeby tworzyc rodzine.
        Po drugie gdzies sie gubi to o co naprawdę chodzi w zwiazku jakim kolwiek.
        Po trzecie ważen jest żeby, nigdy nie przestac rozmawiac, wiem dzieci itd., ale
        własnie ale, trzeba raz czasem zostawić dzieci pod opieką opiekunki babci itd. i
        isc z żona, męzem , chłopakiem dziewczyną do kanjpki na lampeczke wina czy
        piweczko czy cos innego oderwac sie, pogadac o czyms innym niz dom, praca, kasa.
        Po czwarte zadne pieniadze, czyli praca na 2,3 etaty, nie jest dobra, ja mam
        takie motto ze nie potrzebuje luksusów, chce miec czas dla dzieci dla siebie
        dla kogos kogo kocham, nic tego czasu nie zastapi, nic. Bardzo trudno odbodowac
        wiezi ktore sie urwaly, a przez prace na iles tam etatow to nastepuje. moze inni
        maja wiecej odemnie ale ja mam to czego oni nie maja, usmiech dzieci, rozmowy,
        wspolne przebywanie.
      • wiewiorka29 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 14:27
        Bo widzisz bardzo łatwo cos spieprzyć w relacjach między bliskimi, szczególnie
        jesli chodzi o uczucia i zaufanie. I bardzo trudno to odzyskać. A Ty przez lata
        to pieprzyłeś , ponad rok romansowałeś z inną i żonę miałeś głęboko, jej uczucia
        jej "promyki nadziei ze ten związek ma sens", rozkochałeś w sobie następną
        panienkę po to tylko, żeby nakarmić się jej uczuciami i ją też porzuciłeś bo się
        wydało przed żoną... Nie dlatego, że chciałeś naprawiać małżeństwo ale dlatego,
        że dłużej nie dało się tego ukrywać. A teraz uważasz, że skoro już się nie
        spotykasz z kochanką to od razu wszystko będzie świetnie, żona błyskawicznie
        wybaczy i będziecie żyć długo i szczęśliwie?? Jakim cudem tak ma się stać? Za
        bardzo ja zraniłeś, upokorzyłeś. Będzie do ciebie miała niechęć jeszcze długo bo
        zapewne dawala Ci nie raz szansę i czekała żeby było lepiej, a Ty w tym czasie
        wgłębiałeś się w uczucia kochanki. Piszesz "gdybym miał ten promyk nadziei...dla
        zony on już zgasł. A jak Tobie jak twierdzisz tak bardzo zależy to sie staraj i
        pięć lat, może ci kiedyś znowu zaufa jesli jej udowodnisz że warto. Po długim
        okresie karencji.
        • wildheart2 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 14:55
          ... Miła "Wiewiórko29" .... może i łatwo wszystko spieprzyłem... ale też nie
          czytasz mnie uważnie... jeśli napisałem Wam.. że jak jeszcze "byliśmy razem"
          było źle i mówiłem o specjalistach i terapii a słyszałem .... "żebym sobie
          kogoś znalazł" ?? powiedz czy wtedy jeszcze Jej na mnie zależało??.... obawiam
          się , że już nie, czy tylko ja mam być dojrzały nie spieprzyć tego czy
          tamtego ?? .... hej łatwo Ci oceniać i krytykować i być troszeczqę
          nieobiektywną... ale ja Ciebie nie oceniam bo wiem, że ktos też Ciebie
          skrzywdził, tylko tak się składa, że tym kimś nie byłem Ja.... a co do tego
          roku.... uwierz z niczym się nie kryłem, "praktycznie" mówiłem wprost... i nie
          dlatego, że ja taki macho.... tylko to był wtedy ostatni, wielki dzwonek, żeby
          zaczęło NAM zależeć... może to był taaaki duży egzamin.... a może po prostu
          powiesz, że się tłumaczę.... wink...powiem Ci tylko tyle... przez te parę
          ładnych miesięcy jak sie wyprowadziłem.... naprawdę do niedawna zależało mi
          tylko na Niej i na dzieciach i chociaż miałem wiele "sytuacji", że byłem
          doceniany, lubiany... itd... to wszystko się dla mnie nie liczyło..... teraz
          mam dosyć wszystkiego, może potrzeba czasu byśmy zrosumieli chociaż już się nie
          łudzę.... bo co mogę im "dać" czego nie możnaby skrytykować.... heh jeszcze raz
          ciepło pozdrawiam....
          • wiewiorka29 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 15:05
            Jesteś powalający... Znalazłeś sobie kochankę w trakcie małżeństwa z którą się
            nie kryłeś bo "zależało ci, żeby żonie zaczęło zależeć na Tobie bo Ty ją
            kochasz"... Świetne metody, naprawdę świetne. Mówiłeś żonie o terapii a sam
            osobiście poszedłeś do psychologa po radę? Czy wolałeś jednak prosto do
            kochanki jak w dym, żeby się odegrać na żonie za to "znajdź sobie kogoś"...? I
            teraz jeszcze się "poświęcasz" bo masz "sytuacje" a mimo to z nich nie
            korzystasz... Daj spokój. Dorośnij.
    • wildheart2 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 14:38
      wiem, że życzycie mi dobrze i Wasze rady są niocenione tylko, uwierzcie
      wszystkiego próbowałem, jak jeszcze "byliśmy razem" kosmetyczka, make up to
      było święto, chociaż nigdy nie niczego nie wypominałem a wręcz się o to kiedys
      dopominałem (make up), kurta skórzana za 500 zł specjalnie przez nia zamówiona
      musiałem być sam i troszqę "na siłe" .........to ja prosiłem namawiałem i
      wyciągałem Żonę na Sylwestra, by gdzieś pójść sami,załatwiałem opiekunkę lub
      prosiłem Tatę, no cóż zawsze stawiała dobro dzieci ponad wszystko, niestety od
      momentu jak się urodzili były i są najważniejsze, ale nie mam o to
      pretensji .... tylko smutno, że nie znaleźlismy "złoty środek" w tych
      sytuacjach a ja tak łatwo dałem za wygraną i poszedłem tą typowo "prostą" i
      męską drogą, pozdrawiam
      • tricolour Urzekła mnie Twoja historia... 06.12.06, 14:54
        ... ale nie rozumiem czego oczekujesz od forum. Opowiedziałeś banalną historyjkę
        o lekceważeniu związku i przedkładaniu innych zajęć ponad małżeństwo.
        To historyjka jakich wiele i nikogo nie zaskoczyłeś i chyba nikt zbytnio (ja na
        pewno) Ci nie współczuje - bo jak latami pracowałeś wytrwale nad rozwaleniem
        związku, to czego teraz oczekujesz?
        • wildheart2 Re: Urzekła mnie Twoja historia... 06.12.06, 15:02
          "trzy kolorki"... niczego od Cibeie...na pewno chcę nie żebys się
          denerwował.... może "forum jest jak spowiedź".... jesli Ci to wystarczy i się
          uspokoisz pzdr... a swoją drogą jesli nie chcę czytac nie czytam a jak mam zły
          dzień idę na siłownie.... przepraszam za te banalne frazesy, ale jeszcze nie
          leżę na łopatkach... więc peace Bracie
          • tricolour Pokój, pokój... 06.12.06, 15:15
            ... tym bardziej, że się nie denerwuję. W ogóle nie interesuje mnie ani Twoje
            życie, ani tym bardziej taki jego szczegół jak związek, bym się mógł denerwować.

            Po prostu mam taki styl formułowania myśli, że nie lubię elaboratu (Twojego) na
            kilka stron, z którego wynika... przewrotność losu, okrucieństwo kosmosu itp.

            Jeżeli masz odwagę stanąć wobec rzeczywistości i powiedzieć, żeś spieprzył swoje
            i czyjeś życie (a może i kilka), to stań i powiedz. Możesz to powiedzieć na
            forum, ale nie oczekuj, że będę Ci się w pas kłaniał albo wymownie milczał.

            Poza tym, peace. Jasna rzecz.
            • marek_gazeta Re: Pokój, pokój... 06.12.06, 15:22
              Po prostu zajmij się teraz wychowaniem swoich synów. I już. Więcej nie trzeba. Jak dorosną - za 5-10 lat - będą Cię mniej potrzebować i wtedy będziesz mógł ułożyć sobie życie z kimś innym. Ale będziesz miał synów, kochających, bliskich, z którymi będziesz mógł porozmawiać o wszystkim. Którym może Ty kiedyś pomożesz utrzymać ich małżeństwo.

              Proste recepty - nikt nie twierdzi, że łatwe.
              • tricolour Można też spróbować.... 06.12.06, 15:28
                .... ułożyć sobie życie z kimś innym i jednocześnie być ojcem dla dzieci. To nie
                stoi w sprzeczności... nawet przeciwnie.
                Można też zniknąć zupełnie.

                Sprawa wyboru.
                • wiewiorka29 Re: Można też spróbować.... 06.12.06, 15:32
                  sprawa wyboru-
                  ale takiego, żeby tu nie przyjść znowu za X lat i długo a kwieciście wzdychać
                  jak to "życie" się nie poukładało bo...... (w załączniku wybory lekkie łatwe
                  mało zobowiązujące... i równie mało satysfakcjonujące).


                • marek_gazeta Re: Można też spróbować.... 06.12.06, 15:37
                  Wystarczy czasu na pracę, dwa domy i dwie rodziny? Jeśli tak, to rzeczywiście nie widzę sprzeczności.
                  • tricolour Starczy na pracę, jeden dom i jedną rodzinę... 06.12.06, 15:41
                    ... i zainteresowanie się dziećmi. Wspólne wyjścia co jakiś czas - a im dzieci
                    większe, tym w zasadzie rzadziej.
                    Zresztą ex-żona też może sobie kogoś znaleźć, to trudno przychodzić codziennie smile)

                    Chodzi o to, by ojciec BYŁ.
                • agash4 Re: Można też spróbować.... 08.12.06, 16:46
                  Wild, tak sobie czytam i Ciebie, Wiewiorke, Tri, Marka_, oni mowia Ci co wynika
                  z ich doswiadczenia i dojrzalosci, a Ty uparcie "udowadniasz", ze robisz tak
                  jak Ci sie podoba i ze nikt oprocz Ciebie nie ma racji, a na pewno nikt nie wie
                  jak jest i jak bylo. To jest bledne kolo - cala ta Twoja maskarada tutaj, bo po
                  raz ktorys pokazujesz, zes zawziety uparty i brak skruchy refleksji a przede
                  wszystkim brak u Ciebie empatii, prezentujesz czy zamykanie oczu i uszu na to
                  co powinienes, choc to trudne a moze niewygodne, nieprzyjemne, ciezkie,
                  przerastajace Cie? Moze tak byc, bo zeby przezyc uczciwie, godnie i pieknie
                  zycie trzeba i wielkiej wiedzy i otwarcia i uczucia, doswiadczen i wsluchania
                  sie w swoich najblizszych: dzieci, zone. Trzeba umiec zrezygnowac ze swoich
                  potrzeb lechtania ego przez otoczenie, trzeba znalezc w sobie sile wewnetrzna i
                  w kazdej sekundzie zycia podejmujac decyzje pamietac o najwiekszych
                  wartosciach. Miotanie sie i skakanie z kwiatka na kwiatek, prowadzi do chaosu i
                  frustracji.
          • weekenda a mnie nie urzekła Twoja historia 06.12.06, 15:40
            ... bo jakbym swojego exa czytała:

            ciągnął mnie na sylwestra, pewnie... tylko jakoś nigdy się mnie nie zapytał czy
            chcę "tam" i z "tymi" ludźmi iść. A jak mu mówiłam i sugerowałam, że może tym
            razem gdzie indziej i z kimś innym to twierdził, że grymaszę, wymyślam itd. po
            kilku takich "zabawach" powiedziałam pass... i od razu wrzask, krzyk, że
            niewdzięczna, że wymyślam i czego ja w ogóle chcę. A Twoja żona chciała chodzić
            na te sylwestry? na takie sylwestry?

            kosmetyczki, fryzjery, ubranka... w 99,9% płaciłam za to wsio z własnej
            kieszeni, a to co od exa "dostałam" do tej pory mi w gardle stoi - do dzisiaj o
            tym mówi ile to dla mnie zrobił: kostium mi kupił (jeden - w 1997 roku -
            pamiętam do dziś, za całe 150 zł); na szczęście za mejkapy to już ja płaciłam.
            Ty też wciąż pamiętasz jakąś durną skurę za 500 zł. A ona kiedykolwiek mówiła,
            że codziennie po Tobie sprząta, pierze Twoje rzeczy, dba o Twoje dzieci?

            mój ex też cały dzień/tydzień pracował - tia... a potem strasznie się dziwił,
            że ja swoje życie mam, mam swoich znajomych, swoje zainteresowania, chodzę
            sobie w swoje miejsca ze swoimi znajomymi - co będę tak sama tu siedziała...

            A jeszcze jej dowaliłeś młodą panną... to po co jej taki facet. To jest mąż?
            mąż, który z założenia powinien być oparciem, wsparciem, bezpieczeństwem i
            opoką dla żony? sory facet ale spieprzyłeś. Na całej linii.

            Opisałeś klasykę. Podszedłeś jak typowy facet: "mam coś dane na całe życie".
            Żona dzieci dom - to już mam. Tylko nie wziąłes pod uwagę, że w tym domu jest
            żywa kobieta.
            Tak to jest. A potem rozpacz tragedia "bo się oddaliliśmy". pewnie. tylko
            trzeba o tym myśleć od początku i przez cały czas. i generalnie wspólnie. Bo
            mój jeszcze - mądrze zresztą - dodawał: "jak ci się nie podoba to zmień"; to
            zmieniłam. niewdzięczna. Twoja też zmienia.
            • maheda Zgadzam się. 06.12.06, 15:52
              Wypominanie wszystkiego, co w ogóle zrobił dla niej (swoja drogą - jeśli to jest
              wszystko, to ona musi go bardzo kochać, jeśli do tego pory jeszcze nie odeszła),
              bez zastanawiania się, ile ona zrobiła dla niego.
              Swoje winy określa gość jako "no cóż, skrzywdziłem ją, ale jak się zorientowała,
              że ją krzywdzę, to bez mrugnięcia okiem przestałem" - bez grama refleksji, że ta
              rana istnieje i upłynie wiele wody, zanim się zabliźni - a blizna zostanie do
              końca życia, bo tak już jest z bliznami, i nigdy już nic nie będzie takie, jak
              wcześniej - bo akurat w tym punkcie, to on zawalił mocno sprawę.
              Nie spodziewaj się, weekendo, że autor watku to zrozumie. Jest wcieloną OMC
              niewinnością, ze swoimi winami malutkimi, przy bezmiarze winy żony, jakim jest
              brak zaufania.
              Tacy już są faceci - i mam (o ja głupia?) nadzieję, że jednak nie wszyscy...
              • weekenda Mahedo... 06.12.06, 16:17
                ... co to znaczy OMC? Czy powinno mi być głupio, że nie wiem?

                tia...: "jak się zorientowała to ją przestałem krzywdzić..." no większej
                pustoty dawno nie słyszałam. Myślałam, że to tylko mój ex tak potrafił. A tu
                popatrz... A facet nawet to wsio składnie opisał, więc kształcony jest. Chyba.
                Nie wiem. W głowie się nie mieści. Myślałam, że tylko ja trafiłam na takiego
                pana ale takich widzę więcej. Czyli w dalszym ciągu w/g takich panów ludzie
                składają się z ludzi i kobiet?
                • maheda Re: Mahedo... 06.12.06, 17:52
                  OMC to skrót od "o mało co" - potykam się na niego co drugi krok, słysząc go
                  również wśród nieznanych sobie osób, myślałam, że to powszechny skrót - widać
                  jednak nie, bardzo Cię przepraszam.

                  A co do autora wątku - nie wiem, jak wg niego dzielą się ludzie, ale wiem, że do
                  dojrzałego związku to on się jeszcze nie nadaje...
                  Związek to nie handel, tylko bycie z drugim człowiekiem i wyczulenie na jego
                  potrzeby, a tego autor wyraźnie nie potrafi.
      • marek_gazeta Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 15:47
        Sorry, ale wyliczanie, że się coś żonie za ileś kupiło to wg mnie max żenada. Kupiłeś po to, aby się publicznie pochwalić? No to trzeba było dać pięćdziesiąt kawałków, bo pińcet nie robi żadnego wrażenia.
    • madii77 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 16:18
      Brzózkosmile

      bywa tak,ze człowiek kiedy poczuwa się do wiekszej czy mniejszej winy musi
      sie "wybielić"

      i w tym przypadku tak chyba jest

    • wiewiorka29 Re: weekenda 06.12.06, 16:52
      Ale on nie chodził do kochanki po to żeby krzywdzić żonę, tylko po to żeby żonie
      pokazać jak bardzo mu na żonie i małżeństwie zależy! Nie rozumiecie tak
      podstawowej rzeczy... smile To żona go nie rozumiała choć on tak czytelnie się z
      nią porozumiewał smile... Męska filozofia. Niestety częsta...
      • weekenda Re: weekenda 06.12.06, 17:00
        ups Wiewióreczko... widzisz jaka ze mnie tępa masa... już zapomniałam jak to
        jest i jak mi mój ex mówił: "ja chcę cię zmienić bo cię kocham i chcę aby moi
        najbliżsi byli najlepsi". A ja niewdzięczna nie chciałam najlepszą być. No
        popatrz jak szybko się zapomina...
        • wiewiorka29 Re: weekenda 07.12.06, 13:49
          Ja niestety pamięć mam dobrą... smile. Może za jakiś czas postępująca skleroza
          mnie uratuje, bez lecytyny czasem łatwiej żyć. smile
    • wiewiorka29 Re: weekenda 06.12.06, 16:59
      Dobrze przynajmniej, że kochanka go rozumiała, że on żonę kocha i się dla
      kochanki nie rozwiedzie, bo jakby ona też go nie zrozumiała i zaczęła sobie
      wyobrazać coś więcej, potem odwalać histerię, że jednak chce z nim być i tak
      łatwo nie pozwoli się rzucić, to dopiero byłby cyrk!
    • wildheart2 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 17:38
      .... heh... dziękuję.. za liczne pouczanki i połajanki.... nie powiem, żebym
      się tego nie spodziewał chciałem przeczytać jak reagujecie właśnie Wy Kobiety
      (pozdrawiam p. Wiewiórkę29, Weekenda, Maheda ....) widzę , że Wasz były Ex
      siedzi Wam w głowie i zawsze czytając tego typu wypowiedzi porównujecie
      wszystko do waszej sytuacji.... w może byłyście podobnej sytuacji, a może
      kompletnie różnej.... dajcie pokój Sylwestra itd.... chciałem tylko powiedzieć,
      że zawsze wszystko wychodziło ode mnie.... i nie decydowałem tylko proponowałem
      i czekałem za zgodę, skąd tyle jadu w Waszych odpowiedziach.... naprawdę mam
      nadzieję, że kiedyś będę ponad to... i nikomu tak subiektywnych ocen nie będę
      pisać.... co do wyliczania co i ile ... litości Dziewczyny tu nie chodzi o
      ceny, kwoty itd.... chciałem bardziej przybliżyć Wam sytuację, że przy głupiej
      kurtce musiałem sam decyzdować.... gdy chciałem zawsze by Ona sama
      decydowała... a uwierzcie nigdy nie wypominałem i tego nie zrobię, to nie w
      moim stylu... i nikomu ością w gardle nie stanie.... co do mojej zdrady....
      uwierzcie nie jest mi lekko... i nigdy nie będzie , nie napisałem, że mam
      czyste sumienie... ale nic nie zaczyna się bez powodu... jeżeli jest tego typu
      sytuacja... są sygnały... i o tym TRZEBA ROZMAWIAĆ WSPÓŁNIE.... ale głośno i
      dojrzale... tutaj był największy problem.... kto z Was przez 13 lat
      decydował... decydował... i decyzował.... wszędzie i o wszystkim..... tu
      właśnie leży problem.... zmęczenia, zniecierpliwienia... braku partnerstwa....
      na jakim świecie wy żyjecie.... słyszałem mojego eks.... do końca świata i
      jeden dzień dłużej nie przebaczycie ?.... i co dalej .... nawet jak nie
      przebaczycie dla Eks... będziecie musiały przebadzyć dla naszego brzydkiego
      rodzaju, bo jak inaczej się otworzycie... a może świat bez mężczyzn... bo
      wszyscy są beeee... a u nas świat bez Kobiet bo wszystkie są eeeeeee.... o
      jakiej Wy odwadze mówicie... odwadze do wiecznej i nie konstruktywnej
      krytyki.... żenada... przykro mi ale jak jest to towarzystwo dojrzałe i uczące
      się na własnych błędach.... za dużo dla mnie zgorzknienia, ironii i Waszeych
      belesnych wspomnień..... a za X lat.... hmmmm życzę Wam pogody ducha i żeby
      byli EKS kojarzyli się jako mgliste ale tylko dobre wspomnienie.... pzdr
      • madii77 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 17:50
        przeczytałam...

        czyli jeśli decydowałeś o wielu rzeczach w Waszym życiu,a żona była osobą mam
        rozumieć biern..... hmm uległą..??

        to w końcu Ona podjęła decyzję o rozstaniu...

        a może to Ty nie dałeś jej szans decydowania..
        bo Twoja racja jest najlepsza, najwłaściwsza..??
        a jej racja to jest bleee
        nie wiem tak tylko głosno myślę.......

        mam tylko taką cichutką nadzieję, ze tak nie było..
      • tricolour Skoro tak Ci tu nie pasuje... 06.12.06, 18:02
        ... to nikt siła nie trzyma. Powodzenia!

        Chciałeś posłuchać, co o Tobie myślą inni, to posłuchałeś, ale widac nie
        przywykłeś do krytyki. Dlatego sądzisz, że krytykujące towarzystwo jest be.
        Próbujesz nawet negatywnie oceniać niektóre piszące (na Twoją prośbę) osoby, co
        świadczy ile jesteś wart w bezpośrednim kontakcie.

        Bracie - dajesz dupy co krok. Czas uciekać za wielką wodę...
      • anja_pl Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 21:32
        wildheart2 napisał:

        > .... heh... dziękuję.. za liczne pouczanki i połajanki....

        nie ma sprawy, zawsze do usług

        >nie powiem, żebym
        > się tego nie spodziewał chciałem przeczytać jak reagujecie właśnie Wy Kobiety
        > (pozdrawiam p. Wiewiórkę29, Weekenda, Maheda ....) widzę , że Wasz były Ex
        > siedzi Wam w głowie i zawsze czytając tego typu wypowiedzi porównujecie
        > wszystko do waszej sytuacji.... w może byłyście podobnej sytuacji, a może
        > kompletnie różnej.... dajcie pokój Sylwestra itd....

        oczywiście, że nasz ex, bo ty na pewno nie, ktoś z kim sie żyło tyle lat zawsze
        bedzie gdzieś tam w głowie siedział

        >chciałem tylko powiedzieć,
        >
        > że zawsze wszystko wychodziło ode mnie.... i nie decydowałem tylko
        proponowałem
        >
        > i czekałem za zgodę, skąd tyle jadu w Waszych odpowiedziach.... naprawdę mam
        > nadzieję, że kiedyś będę ponad to... i nikomu tak subiektywnych ocen nie będę
        > pisać.... co do wyliczania co i ile ... litości Dziewczyny tu nie chodzi o
        > ceny, kwoty itd.... [ciach]

        a może twoja zona nie miała ochoty na żadną z tych "twoich" proponowanych
        rzeczy, ale twoja bezwzględność ja do tego zmuszała, dla "świętego spokoju"

        >i nigdy nie będzie , nie napisałem, że mam
        > czyste sumienie... ale nic nie zaczyna się bez powodu... jeżeli jest tego
        typu
        > sytuacja... są sygnały... i o tym TRZEBA ROZMAWIAĆ WSPÓŁNIE.... ale głośno i
        > dojrzale... tutaj był największy problem....

        i dlatego znalazłes sobie kochankę, z którą wspólnie omawiałeś problematyke
        twojego małżeństwa, dlatego tez nie kasowałes sms'ów, abu żona mogła je znaleźć
        i z tobą wspólnie porozmawiac o czekającym was rozwodzie, bo tobie brakło
        uczciwości i odwagi, aby jej o tym powiedzieć


        > kto z Was przez 13 lat
        > decydował... decydował... i decyzował.... wszędzie i o wszystkim..... tu
        > właśnie leży problem.... zmęczenia, zniecierpliwienia... braku
        partnerstwa....
        > na jakim świecie wy żyjecie.... słyszałem mojego eks.... do końca świata i
        > jeden dzień dłużej nie przebaczycie ?....

        aby przebaczyć, ktoś musi prosić o przebaczenie, aby prosić o przebaczenie,
        trzeba zrozumieć jaką krzywdę się zrobiło drugiej osobie, ty tego nie widzisz,
        mój jeszcze mąż także, dlatego nie muszę przebaczać, bo nikt o to nie prosi...

        >i co dalej .... nawet jak nie
        > przebaczycie dla Eks... będziecie musiały przebadzyć dla naszego brzydkiego
        > rodzaju, bo jak inaczej się otworzycie...

        a tego nie rozumiem? żeby się spotykac z innymi mężczyznami MUSZĘ przebaczyć
        mężowi? może to wytłumaczysz?

        >a może świat bez mężczyzn... bo
        > wszyscy są beeee... a u nas świat bez Kobiet bo wszystkie są eeeeeee....

        "Kopernik była kobietą i Maria Skłodowska też"
        mi na razie mężczyźni nie są potrzebni,


        >o
        > jakiej Wy odwadze mówicie... odwadze do wiecznej i nie konstruktywnej
        > krytyki.... żenada...

        o tej najtrudniejszej odwadze, która potrafi w codziennym życiu zaprotestować
        przeciwko złu i krzywdzie, przeciwko egoizmowi, przeciwko kłamstwu,o tej co
        mówi partnerowi: "brak mi ciebie, zostań ze mną, pomogę tobie", takiej, która
        nie pozwala na ucieczkę w prace do kochanki, za wodę, takiej, która pozwala
        spojrzeć dzieciom prosto w oczy i powiedziec: zawaliłem sprawę z mamą, ale chce
        i spróbuję to naprawić, nie chcę was dzieciaki stracić,
        łatwo mówić o odwadze jeśli trzeba ratować życie innych ludzi : w kopalni, po
        zejściu lawiny itp,
        trudniej o tej zwykłej codziennej

        >przykro mi ale jak jest to towarzystwo dojrzałe i uczące
        >
        > się na własnych błędach.... za dużo dla mnie zgorzknienia, ironii i Waszeych
        > belesnych wspomnień.....

        no cóz my po główce bardzo rzadko głaszczemy, zwłaszcza tych, którzy czują się
        pępkiem świata

        >a za X lat.... hmmmm życzę Wam pogody ducha i żeby
        > byli EKS kojarzyli się jako mgliste ale tylko dobre wspomnienie.... pzdr

        pogody ducha nam nie brak, a eks niech bedzie tam, gdzie jego miejsce i
        najlepiej bez wspomnień, żadnych,

    • maheda Re: weekenda 06.12.06, 17:49
      Ależ jakie czarnowidztwo?
      Przecież facet (bo przecież nie mężczyzna) napisał wyraźnie, że kochanka
      protestowała przeciw zerwaniu kontaktów, pewnie się kretynka zakochała, a to
      przeca czysty seks miał być!
      No idiotek na świecie nie sieją, słowo daję...
      smile
    • crazysoma A czy Ona Cie w ogole 06.12.06, 18:09
      kochala? Bo mnie, w Twoich poooooooostach uderza jedno: ja, ja ja ja, czyli Ty
      Ty, Ty... Ty ja pokochales, Ty uwazales, ze milosc przezwyciezy wszystko, Ty
      dbales, rozpieszczales... Moze ona Cie w ogole nie kochala. Wcale. Bierzesz pod
      uwage taka mozliwosc? Godzila sie na to wszystko bo tak naprawde bylo jej
      wszystko jedno. Milosc, ktorej nie miala do Ciebie przelala na dzieci. Bo je na
      pewno kocha (nie wiem, skad ale mam taka pewnosc). Wiesz, najlatwiej sie
      dowiedziec czy ktos nas kocha to przypomniec sobie, kiedy z ust tej osoby
      padlo "kocham cie". Bo czy zasuszona ryba, czy rasowy, emocjonalny autystyk,
      kiedy KOGOS kochaja to nie ma sily, zeby tego nie powiedzieli.
      A co do dzieci... Juz tu padlo co powinienienes zrobic. No wlasnie, nie wazne
      czy bedziesz mieszkal tysiace kilometrow od nich czy kilometr. Najwazniejsze,
      zebys byl, tak dlugo dopoki Cie potrzebuja.
      • madii77 Re: A czy Ona Cie w ogole 06.12.06, 18:19
        hmm... a mnie jeszcze zaskoczyło Twoje stwierdzenie.. gdyby nie ciąża, ona
        odeszłaby od Ciebie....


        czemu..??

        może tu wogóle nie było miłości...
        • tricolour Facet wciska swoją wersję... 06.12.06, 18:25
          ... a na jakiekolwiek komentarze, które są niezgodne z jego pomysłem, jest
          głuchy. Próbuje elegencko się wywijać i sili się na grzeczność. Pisze tasiemce
          zamiast rzeczowo powiedzieć po co pisze te tasiemce.

          Zresztą jak ktoś pisze, że "prawda leży pośrodku" to właśnie mija się z tą
          prawdą. Bo prawda leży tam, gdzie leży - trzeba tylko chcieć ją poznać.
          • ivone7 Re: Facet wciska swoją wersję... 06.12.06, 20:57
            Zresztą jak ktoś pisze, że "prawda leży pośrodku" to właśnie mija się z tą
            > prawdą. Bo prawda leży tam, gdzie leży - trzeba tylko chcieć ją poznać.
            bozeee juz tyle czasu to mi sie kolatalo po glowie i nie potrafilam tego
            wyartykuowac
            dziekuje, dziekuje
            • wildheart2 Re: Facet wciska swoją wersję... 06.12.06, 23:55
              do dwóch powyższych adwersarzy ... jejqu, no nie czyżbyście źle mnie czytali:
              dla mnie oczywistym jest, że stwierdzenie "prawda leży po środku" czytam "wina
              jest wzajemna obu stron, czyli trzeba pracować nad sobą dla nas Obojga (to
              właśnie miałem na mysli), przepraszam za taki skrót myślowy ale właśnie tak
              często piszę.....P.S. Do wszystkich: nie przywykliście jak ktoś z Wami się nie
              zgadza... a skąd ta pewność , że Państwo macie patent na Rację w tym co
              piszecie.... a to nie podoba się styl: "elaboratu" a to bardzo podobny do
              EKS.... itd.... powiem Wam jedno jeśli rzeczywiście macie rację, że Żona NIE
              KOCHAŁA mnie od poczatku (faktycznie często zastanawiałem sie sam nad tym),
              nigdy nie użalałem się i nie będę użalał się nad sobą i pisał w przyszłości z
              nienawiścią o mojej EKS i porównywał ją do kogokolwiek w przyszłości
              opisywanego na tym forum... o nie nie mam do tego prawa i nidgy nie będę
              żałował tych 13 lat chociaż nie były łatwe, żałowanie i rozgrzebywanie a przede
              wszystkich mówienie jaki to EKS jest bee ... hmmmm to właśnie jest droga słabych
              niczego nie żałuje chciałbym tylko bym był na tyle otwarty i wyniósł z tego
              lekcję... swoją Żonę szanuję i kocham, za to że była do tej pory i urodziła mi
              dwóch fantastycznych chłopaków, jeśli jednak teraz nie ma miejsca dla mnie przy
              nich i pomimo moich licznych prób jak mówicie dawno mnie skreśliła, no cóż
              swoja decyzją właśnie uszanuję Jej wybór.... a może w przyszłości to doceni,
              pzdr raz jeszcze Wszystkich Was i przepraszam za kolejny "elaborat" p.s.może
              kiedyś się naucze i wypowiem słowa Kanta: "Niebo gwieździste nade mną i prawo
              moralne we mnie...."
              • ajmj Re: Facet wciska swoją wersję... 08.12.06, 10:02
                szkoda, ze nie moge znaleźć nigdzie linka... Kobieta pisała, ze zakochała sie i
                zostawiła męza, ma wyrzuty sumienia i ... ani jedna osoba ją nie skrytykowała,
                a jedynie dostała pocieszenie od innych kobietwink...
                • tricolour A co się dziwisz? 08.12.06, 22:39
                  Raczej nie wyobrażam sobie krytyki od innych kobiet, które też pewnie z chęcią
                  by sie w kims zakochały nawet za cenę małżeństwa.

                  tongue_outP
                • anja_pl Re: Facet wciska swoją wersję... 09.12.06, 09:57
                  u nas na forum??
                  ciekawe, poszukaj linka, chętnie przeczytam,

                  ale wildheart2 się nie zakochał w innej,
                  on tą druga potraktował instrumentalnie, jak przedmiot,...
    • nangaparbat3 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 06.12.06, 23:13
      Oj, Serduszko, moze Ty i jesteś "zelazny i sprawny manadżer", ale w srodku -
      dzidziuś, jak juz zreszta wiee osob pisało.
      Bo Ciebie obchodzi najbardziej, zeby ktoś Cie kochał. W rzeczy samej w sobie
      nie ma nic zlego, kazdy pewnie by tego chcial, ja sama na pewno, ale...
      W miarę dojrzewania zazwyczaj zaczynamy rozumieć, że w mi losci wazniejsze być
      podmiotem, nie przedmiotem. A Ty, chcąc być kochanym i nie mogac znieść
      sytuacji bycia niekochanym, porzucasz dwie osoby, ktore potrzebuja Ciebie
      bardziej niz ktokolwiek na świecie.
      Bo porzucasz - dziecko potrzebuje ojca na co dzień, czesto na zawołanie, a Ty -
      przeskakujesz kalużę? Tak to nazwaleś?
      Ktos napisal, ze za mlodzi byliscie zakladajac rodzinę - i pewnie. A teraz
      jestes wyraźnie za mlody na rozwod - bo to tez trzeba umiec zrobić.
      Co Ty proponujesz synom? Ojczyma? OK, zapewne zdarzaja się i wspaniali. Masz
      gwarancje, ze Twoja zona takiego wybierze? Jakieś wątpliwosci sie we mnie rodzą.
      Ja zawsze powtarzam, ze prawdziwa milość powinna też pozwolić odejść - jeśli
      trzeba. Jestem przekonana, ze nie warto za wszelka cene ratować małzeństwa,
      zwłaszcza za cenę rownowagi emocjonalnej dzieci. Ale tez trzeba z tymi dziećmi
      być.
      Jest tu na forum dziewczyna, ktora została sama, a całą rodzine ma na drugiej
      połkuli - zapraszają ja do siebie, a ona nie jedzie, bo chce, zeby dzieci miały
      kontakt z ojcem, ktory jest tu.
      Moze Twopi pracownicy znają "swoje miejsce w szeregu" - ale Ty nie znasz
      wlasnego. Chyba pora sie obudzić.

      I powstrzymam sie juz od komentarzy na temat tej mlodej dziewczyny, ktorą
      jednak emocjonalne wykorzystałeś.
      • wildheart2 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 07.12.06, 00:13
        byc może jestem "dzidzisiem" jak napisałaś, i w życiu rodzinnym ze mnie "noga"
        tak tylko się zastanawiam, czy słyszałaś taką piosenkę Big Cyc "na krzywy
        ryjek..." czyli wchodzić wszędzie i byc nieproszonym, zakładam , że jednych to
        kręci a innych włąsnie nie....zawodowo nieraz to robiłem,bo musiałem ale
        prywatnie wybacz.... no coż może rzeczywiście mnie nie kochała od dłuższego
        czasu i może dlatego jest konflikt interesów: dzieci, które mnie potrzebują i
        Żona, która lekko mówiąc "krytykuje" a w rzeczywistosci ma żal a przede
        wszystkim nienawidzi za czas ze mną stracony stracony... uwierz mi ciężko się
        zbierać do "kupki" po jednym spojrzeniu i nie pokazywać tego po sobie przed
        dziećmi, a co im przekażessz i nauczysz jak nie bedziesz silny i pełny życia,
        swój "marazm i wieczne rozterki", oni szukają w Nas wzorców, czy nie uważasz,
        że np. lepiej wychowywać się bez ojca, niż z ojcem alkoholikiem który jest
        ciągle piany.... a mówić Ci, że próbowałem uwierz, że próbowałem, co do młodej
        dziewczyny nie oszukiwałem ją od początku wiedziała o mojej sytuacji, zresztą
        może masz rację powstrzymam się od komentarzy... poza tym nikt nie jest Ideałem
        i to może właśnie ja jestem "noga" czy dosadniej mówiąc "dupa" w życiu
        rodzinnym, oczywiście może tak być, pozdrawiam Wszystkich
        • crazysoma Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 07.12.06, 00:50
          >dzieci, które mnie potrzebują i Żona, która lekko mówiąc "krytykuje" a w
          > rzeczywistosci ma żal a przede wszystkim nienawidzi za czas ze mną
          stracony...

          Ja nadal nie rozumiem - zmusiles ja do tego slubu? Przykules na 13 (?) lat do
          kaloryfera, zamknales w piwnicy? Przeciez piszesz, ze kochasz ja bardzo i tak
          bylo od poczatku. Ze wszystko krecilo sie wokol jej potrzeb. Dlaczego ona cie
          nienawidzi? Jakas totalna sprzecznosc tkwi w tym, co piszesz TY i tym, co czuje
          ona do Ciebie. I jeszcze jedno. Jestes egoista, skupionym na przezywaniu
          wlasnego bolu i rozterek duszy, zwiazanych z zona. A jestes ojcem dzieci,
          ktorym rozlecial sie dom. Wyjdz poza wlasne, zranione ego i skup sie na tych,
          ktorzy Cie potrzebuja - ale tak naprawde sie nimi zainteresuj, jesli nie chcesz
          zeby kolejne 2 osoby stwierdzily, ze zaluja, ze Cie znaly.
        • nangaparbat3 do jasnej cholery 07.12.06, 00:56
          czy Ty nie widzisz, co piszesz? A piszesz, ze niechetne spojrzenie zony jest
          dla Ciebie wazniejsze niz kontakt z synami.
          Oczywiscie ze nikt nie jest idealem. Ale jak się ściąga dusze na ten padół, to
          trzeba przyjac konsekwencje tegoż.
          Z tego co piszesz mozna podejrzewać, ze Twoja zona nie jest wiele dojrzalsza od
          Ciebie. I co, zostawisz z nia samą dzieci?
          • crazysoma Re: do jasnej cholery 07.12.06, 01:10
            Nanga - On nie widzi. Ma prawo, ale On chyba nie chce zobaczyc. A to gorzej.
            Mozna sobie gadac, On pewnie sie znow oburzy, ze nie rozumiemy. I pojedzie, bo
            nie rozumie...
            • weekenda Re: do jasnej cholery 07.12.06, 09:16
              świnte słowa Crazy... możemy sobie tu mówić, pisać, gdybać, przypuszczać, ale
              on i tak wie swoje.

              Ciekawa jestem czy kiedykolwiek zapytał się swojej żony jakie są jej
              oczekiwania, czego ona pragnie, czego chce. Jeśli jest taki "wychodzący-na-
              przeciw-i-wszystko-organizujący" to chyba powinien zadbać też o to aby robił
              coś DLA żony...

              Jakoś mi tak wychodzi, że kochał ją dla SIEBIE, nie dla NIEJ, ale dla siebie.
              • sagita_74 Re: do jasnej cholery 07.12.06, 11:39
                Bożesz Ty Mój (jak mówi serialowa bohaterka);
                męczące w sumie to Twoje życie - kochasz żonę ale boisz się jej zimnego
                spojrzenia, więc sobie zwijasz manatki miast być mężczyzną. Uwielbiasz dzieci i
                się o nie troszczysz, ale jakoś przewrotnie dowodzisz, ze dla nich większym
                dobrem bedzie brak ojca niż ojciec SMUTNY. No weź, to wszystko niepoważnie wygląda.
                Wcale nie oceniam Twojego małżeństwa, głupcem jest ten, kto myśli, że bycie z
                kimś do śmierci to taka znowu droga mleczna. Popełniłeś kilka kardynalnych
                błędów (zdrada), no ale w końcu jesteśmy ludźmi. Są sposoby, zeby zasłużyć na
                wybaczenie. Natomiast Twoje plany na dalsze życie są nikczemne - dowodzą
                niezbicie, że tchórzysz, zamiatasz pod dywan, pławiąc się w fałszywym poczuciu,
                ze przecież kochasz, jesteś szlachetny i masz w sobie moralne prawo.
                No weź zrób uczciwy rachunek sumienia i powiedz sobie, że to wszystko do kupy
                składa się na portret faceta słabego i niedojrzałego kompletnie mimo
                trzydziestki z okładem na karku - przynajmniej tak się prezentujesz hic et nunc...
                • wildheart2 Re: do jasnej cholery 07.12.06, 14:07
                  ... a wiecie dzisiaj znów wstało słoneczko... a przynajmniej na pewno gdzieś
                  tam jest... troszqe dzięki Wam, troszkqę także dziękmi Komuś Ważnemu w moim
                  życiu, który kiedyś stwierdził, że włąsnie na takim Forum można spotkać
                  te "właściwe życie" a przede wszystkim posłuchać prawdy o nim, a nie kolorowe
                  okładki czasopism czy świetne reklamy w TV gdzie wszystko super i 100% perfect,
                  gdzie jesteśmy szcupli, cute i handsome. Ktoś kiedyś powiedział mi ,że w życiu
                  najbardziej się liczy spokojne i systematyczne budowanie swojej Itaki, a
                  nie "wszystko albo nic" co przy moim charakterze Byka i typowej 8 jest takie
                  typowe.... na pewno do tego zakrętu życia także doprowadziło mnie moje EGO
                  (tylko któż z nas nie jest Egocentrykiem).... sukcesy w pracy: czyli "łamanie
                  zasad grawitacji" - świadomość, że wszystko potrafię i nie ma dla mnie rzeczy
                  niemożliwych, spojrzenia pełne szacunku i wielkości znajomych, ale też i kobiet
                  z branży.... może to wszystko sprawiło, że jestem taaaki "niesamowity i jak
                  mnie można nie kochać" i zapomniałem o najważniejszej osobie, która mnie
                  wspierała i zawsze przy mnie była , może nie miała sił otwarcie powiedzieć ,
                  że: jest koło mnie i potrzebuję właśnie mojego wsparcia (a nie moich sukcesów),
                  co czuje a najważniejsze CZEGO oczekuję, ... na pewno prawda jest też taka, że
                  z perspektywy czasu sama także inaczej by postąpiła, pewne rzeczy naprawiła....
                  ale do tego trzeba Dwojga i wcale nie "walki" jak napisałem poprzednio, ale
                  spokojnego ZROZUMIENIA swojego Kochania jeśli nim jest ... czy zależy mi na
                  NIEJ .... być może dopiero teraz zaczynam dogłębnie rozumieć : "ZALEŻY" i jak
                  okazywać "SZACUNEK I UCZUCIE".... oby nie było za późno.... dziękuję Wam za
                  wszystko a przede wszystkim trzymajcie za mnie kciuki bym "jutro" pamietał o
                  tym co najważniejsze by "złoty środek" zatriumfował a nie pogoń za "zyskiem" i
                  śmiesznym "sztucznym lśnieniem".... pozdrawiam ciepło.... p.s. a tak szczerze
                  jak się obejrzę co się dzieje wokół czy nie sądzicie, że tych którzy to
                  rozumieją jest taaak mało, bo większość wydaje mi się to "świat prostych
                  wartości XXI wieku....
                  • tricolour Ty się lecz. Na głowę. 07.12.06, 15:44
                    Bo ze stylu pisania to srajmajtek wychodzi.

                    A może się tylko dobrze tutaj bawisz - tak też może być, że wyssałeś historyjkę
                    z palca.
                    W każdym razie przedstawiłeś się jako głupi, ślepy i dupek. Możesz mieć dziesięć
                    dobrze prosperujących firm, ale i tak piszesz jak dupek.

                    Nie, przepraszam, użyję Twojego słownictwa - głupeczek i dupeniek.
                    • anja_pl no wiesz, Tri... 07.12.06, 21:49
                      zapomniałeś podziękować...
                      jak mogłeś...
                    • wildheart2 Re: Ty się lecz. Na głowę. 07.12.06, 23:45
                      Tri.... hmmm już wiem dlaczego jesteś zawsze 3-ci, heh mam się zniżyć do
                      Twojego poziomu, Facet użyj troszqę wyobrażni, powalcz, zaskocz mnie, swoją
                      elokwencją... a może po prostu masz z tym problem... fakt, że w sklepie "nie
                      dla idiotów" są promocje na zestawy qomputerowe i udało Ci się sprawić taki, bo
                      ochrona pomimo powyższego hasła sklepowego zaspała i wszedłeś do środka.... smile
                      pomyśl napisz cos takiego jak wyżej i pobij mój nędzny rekord wolnego
                      myślenia .... rozwijaj się Man, bo latka lecą... całe życie chcesz być
                      zgorzkniały i warczac naokoło pilnujesz swój nowozdobyty wirtualne teren
                      samca ... może pomimo całej sytuacji w jakiej znaleźli się tacy ludzie jak
                      my ... gdzieś tam właśnie świeci słońce dla każdego z nas.... najprościej jest
                      wszystko negować i wszystkich krytykować .... można to robić ale rób to z
                      Klasą ... a Tobie została sama Zebra.... przechodzisz przez ulicę na pasach i
                      nucisz: : "pojawiam się i znikam".... ok dosyć tego... ale nie mogę po prostu
                      zrozumieć takiego zachowania jeśli ktoś inny w podobnej sytuacji inaczej się
                      zachowuje ni Wy to już kiepsko i piszesz , że stroje sobie żarty i wymysliłem
                      sobię ta historykę ?? bo każdy musi posypywać główkę popiołem.... i broń Boże
                      nie mogę używać zdrobnień !!!..... heh 3-i pamiętaj szanując innych pokażesz
                      czy jesteś W-ki czy maluczki.... wybór należy do Ciebie "niech moc będzie z
                      Tobą"... pozdrawiam Cię tym "elaboratem" .... przepraszam za jazdę po bandzie
                      ale niestety należało Ci się...
                  • crazysoma Uroczy belkocik 07.12.06, 23:24
                    "U niektórych samoanaliza staje się po prostu samolizą - samolizaniem się
                    wdzięcznego kotka."

                    Stanisław Ignacy Witkiewicz


    • der1974 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 08.12.06, 00:28
      Czytam sobie wszystko ale jakoś nie mogę poukładać tego wątku. Facet prezentuje
      to co jest niewątpliwie w każdym mężczyźnie czyli walka o ego. Praca,
      spełnienie zawodowe, pieniądze i potrzeba docenienia tego. Ukształtował się
      swoisty wzorzec oceny mężczyzny według tych kryteriów i jednocześnie wzorzec
      samooceny. Nie da się ukryć, że tkwi to w każdym z nas - mężczyzn. Byłbym
      hipokrytą gdybym mu to zarzucał. I nie ocenię gościa negatywnie, tylko dlatego,
      że o tym pisze. Przekornie powiem, że brzmi to w tym zakresie rozsądnie, a
      nawet pozytywnie. Co chcieć od mężczyzny, który pracuje, stara się o
      zabezpieczenie finansowe rodziny? Ja też pracuję, lubię swoją pracę, lubię
      zarabiać pieniądzę, bo po to właśnie pracuję. Nawet jeśli dzisiaj nie moge być
      ze swoimi dziećmi na codzień to również po to pracuję, żeby zaspokajać ich
      potrzeby. I wszelkie sukcesy zawodowe karmią moje ego i jest mi z tym lepiej,
      niz wtedy kiedy ponoszę porażki zawodowe, a weryfikowany jestem na tym polu
      niemal codziennie. Więc tu rozumiem faceta.

      Pomysł z wyjazdem do US też nie jest całkiem niedorzeczny. Jeśli zapłaci
      alimenty a zrezygnuje z kontaktu z dziećmi to przecież jego wybór. Zapłaci za
      to cenę tak czy owak. No kto przymusi mężczyznę do kontaktów z dziećmi? Nikt.
      Na forum jest mnóstwo pań, które żalą się, że faceci mają w nosie dzieci nawet
      jeśli mieszkają w tym samym mieście. Więc to nie jest kwestia miejsca
      zamieszkania a kwestia nastawienia.

      Z drugiej strony pojawia się oczywiście u mnie niechęć - czuć u autora wątku
      taką nieprzemakalność - ja mam rację i już. I jasny przekaz: Tri jest głupi (a
      nie jest na pewno, oj nie, chociaż może irytować - oj tak, ale to nieprzeciętna
      postać i już) a panie sfrustrowane (owszem bywają sfrustrowane ale trudno się
      im dziwić po ekscesach eksów). I generalizowanie - "Wy", "posypujecie sobie
      głowę popiołem". Ja osobiście nie życzę sobie oceniania mnie przez Wy, bo ja to
      ja i moje uczucia są moje własne i kompletnie ich gościu nie znasz. A uczucia
      innych ludzi mogę starać się zrozumieć, jeśli ich lepiej poznam.

      Wildheart2 - po co Ty to piszesz? Jesteś przecież wirtualnie przekonany, że
      jesteś the best. Ale może jakieś kompleksy Cię jednak zżerają? Nie martw się.
      Każdy je ma. Ja też. Ale nie wyleczysz ich szukając poklasku na forum.

      Osobiście wydaje mi się, że nie możesz zrozumieć i pojąć, że żona nie chce z
      Tobą być, chociaż Ty taki wspaniały jesteś. Znam to jakby z drugiej strony.

      • wildheart2 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 08.12.06, 03:30
        nareszcie... ktoś .... nie pisałem Wy w znaczeniu oceny także i Ciebie...
        pisałem tak ponieważ to właśnie ja czułem się krytykowany i to tak
        niewybrednie,\... swoja drogo Tri może i nie jest głupi ale sposób w jakim
        przekazuje swoje opinie.... ja wiem wiem ma taki styl... ale właśnie jaki ?? mi
        wystarczyło jak napisałem o "posypywaniu głowy popiołem" i generalizowałem "Wy"
        a miałem tylko na mysli, że powinniśmy wychodzić ze skorupki i próbowac... może
        to ja jestem głupi i staram się być "the best" i "uszczęśliwiać" wszystkich,
        ale wolę mieć nadzieję ( chociaż matka takich jak ja głupich) niż bez nadziei
        się ostatać... co do oceny Tri: zastanawiał się czy nie robię sobie żartów i
        całej swojej historii nie wymyśliłem, ale zapewniam jestem śmiertelnie poważny
        po prostu od wczoraj zmieniło się wiele u mnie bo z Wami "porozmawiałem" (choć
        mówicie, że nie słucha, słucham słucham ale nie musze się z wszystkim co do
        joty zgadzać), ale nie tylko Wami rozmawiałem, przede wszystkim wczoraj
        rozmawiałem ze Swoją... nie, nikt na szyję nikomu się nie rzucał, ale wydaje mi
        się, że trochę zaczęłem Ją rozumieć a to najważniejsze... i wydaję mi się, ze
        mnie nie nienawidzi, po prostu głęboko ją zraniłem i już mi nie wierzy... stąd
        zupełnie inne moje nastawienie i jeśli tak można mówić ciut większa pogoda
        ducha.... za co wszystkim , którzy mi pomogli dziękuję. p.s. co do mojego
        warczenia na Tri, no cóż każdy z nas tak ma, po prostu nie leży mi jego sposób
        bycia i tyle.....
        • misbaskerwill Wszystko jasne, ale... 08.12.06, 09:47
          ...po co uciekasz do Stanów? Przed życiem nie uciekniesz...
          Bądź mężczyzną, zostań weekendowym tatusiem, zmierz się z nową sytuacją.
          Nawarzyłeś piwa, więc je wypij. Wasze dzieci nie są odpowiedzialne za to, że ich
          rodzice się nie kochają (i nie gadaj, że tylko żona Cię nie kocha, bo o Swojej
          miłości do niej przypomniałeś Sobie stanowczo za późno).

          Jeśli kochasz własne dzieci, to zrób coś dla nich! Wystarczy, że straciły
          rodzinę, nie muszą tracić ojca.

          A tak na marginesie - wydaje mi się, że w kraju masz szansę na znacznie lepszą
          karierę niż w Stanach... W końcu, osiągnąłeś tu już pewną pozycję?

          Zarób więc kupę kasy i zafunduj dzieciom superwycieczki (razem z Tobą), jakieś
          "elitarne" zajęcia fakultatywne... niech coś z tego mają.
          To banalne pomysły, ale chyba lepsze to, niż chowanie głowy w amerykański piasek
          i ew. tłumaczenie braku kontaktów odległością.
      • madii77 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 08.12.06, 09:45
        Dersmile
        Brawo smile

        masz rację każdy robi to na ile go stać i każdy jest kowalem swojego losu.
        Każdy z nas ponosi wszelkie wybory, najepsze w danym momencie na jakie go stać,
        moze za pare lat dojdzie do nas ,że ta decyzja która podjęliśmy jest zła.

        Ale podjelismy ją.. i tyle a teraz musimy ponieść wszelkie konsekwencje.

        Jeśli ktos uważa ,ze jest the besti jego racje są najlepsze to niech tak myśli..
        życie zweryfikuje to


        a teraz Wildheart2: ułóż najlepsze relacje z żoną, jest zraniona jak każda z
        nas, rozumiem ją...

        bądź otwarty na nią i na jej relacje....

        niech to bedzie lekcja dla Ciebie, wyciągnij wnioski...jeśl;i sie da napraw
        błędy...bedzie ciężko bo wiem ,ze nie łatwo jest zaufac osobie, która raniła...


        ale nie poddawaj się


        p.s. może (niedokońca) twoja historia coś mi przypomina...
        ale styl pisania i formułowania myśli...jest mi baaardzo znany..

        nie sądze abyśmy się znali w realu ale strasznie mi kogos przypominasz..
        więcej nie powiem na ten temat..wink
        • wildheart2 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 08.12.06, 14:29
          madi77: dzięki za ciepłe słowa wsparcia mam nadzieje, że nie zawiodę przede
          wszystkim Jej, ale i samego siebie i Was. Oczywiście jest ciężko, ale "kto
          powiedział , że bedzie letko" to co "letko przychodzi zazwyczać się długo nie
          szanuję".... pzdr. ciepło p.s. Madi77 co do stylu pisania jak to napisał
          Tri.... no wiesz siusiumajtek (czy jakoś) tam ze mnie...
    • kurka_wodna2 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 08.12.06, 16:13
      Perfekcja doboru ideologii do potrzeb.

      • wildheart2 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 08.12.06, 16:47
        kurka_wodna2 napisała:

        > Perfekcja doboru ideologii do potrzeb.
        >
        perfekcja krytyki... ale pozdrawiam
    • raqu46 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 08.12.06, 16:18
      a ja chciałem ciebie westrzeć. masz odruch ucieczki. znam to. sam ma ochote
      uciec od siebie.
      jakos tak jest ze wszystkie surowe uczesniczki forum wydały wyrok na ciebie. to
      (wg nich) ty miałes obowiazek dabać o jej uczucia. a ona jest niewinna jak
      listek brzozy wiosna. trzymaj sie stary, skrobne cos w poniedziałek.
    • tricolour Do Wildheart2. 08.12.06, 19:12
      Wiem, że mam wredny styl. Nie używam go do poniżania i walenia w łeb dla samego
      walenia.
      Używam języka do przekazu antypatii do Twoich postów. Od ludzi oczekuje
      spójności - jeśli trafi sie jakis pomyleniec (to nie do Ciebie) to ma sie
      zachowywać raczej jak pomyleniec. Jak się się trafi kobieta lekkich obyczajów,
      to ma chodzić w miniówie i zżerać wzrokiem, a nie łazić w... sutannie (jak sie
      nazywa kobieca sutanna dla siostry zakonnej?) żebym jej nie pomylił z nikim
      istotnym.

      W Twoich postach nie wyczytałem spójności i to mnie irytuje. Irytuję się zawsze
      jak czytam pokręcone posty inteligentnych ludzi, którzy poniewierają swój
      potencjał. Skoro nie szanują siebie sami, to i ja pozwalam sobie na sobacze
      traktowanie.

      Jeśli możesz, to zastanów się czy Twoje wyobrażenie o sobie nie mija się
      znacznie z odbiorem przez innych?
      • fankaaa Re: Do Wildheart2. 08.12.06, 20:22
        Hm, muszę przyznać,że mnie też słowo "pokrętny" przemknęło przez głowę, kiedy
        czytałam te elaboraty... Jednak jest dla mnie dość oczywiste, że ludzie są jacy
        są, a nie tacy jacy mają być według Ciebie. I rozumiem, że podobają Ci się
        spójni,i lubiłbyś,żeby byli tacy jednowymiarowi i jednoznaczni. I wtedy by Cię
        nie złościli. Jednak im bliżej się kogoś poznaje, tym bardziej widać,że tacy
        nie są, albo nie całkiem. Oczekwanie,że będą według Twoich upodobań, to trochę
        jak oczekiwanie,że w zimie powinien być śnieg. Wyjrzyj przez okno .....
        • tricolour Nie zrozumiałaś. 08.12.06, 22:26
          Nie można być jakimś, a w swoich postach być innym. Chodzi o spójność między
          osobą, a słowami, które wypowiada.

          Nie ma to nic wspólnego z róznością osób.
          • fankaaa Re: Nie zrozumiałaś. 08.12.06, 23:33
            Takie podałeś przykłady. Jeśli piszesz,że oczekujesz od pewnego rodzaju
            kobiety,że będzie nosić mini i pożerać cię wzrokiem (czy coś takiego..),zebyś
            jej przypadkiem nie pomylił z innym rodzajem kobiety to znaczy dokładnie to co
            napiasałam: oczekujesz,że ludzie powinni być wewnętrznie spójni. To jednak
            zdarza się dość rzadko.Kobieta chodząca w habicie może przy bliższym poznaniu
            okazać się kokietką, a ta w miniówie, kimś ważnym. Są ludzie przebojowi w pracy
            i kompletnie niedecyzyjni w domu. Zmierzam do tego,że każdy w mniejszym lub
            większym stopniu nie jest spójny. Czasem nawet sprzeczny. Może Ty trochę też ..?
            Tyle ,że u siebie trudno to zauważyć.
            Chyba, że nadal Cię nie zrozumiałam.

            • tricolour I ja takich ludzi unikam. 09.12.06, 16:43
              Unikam zalotnych zakonnic i świętych dziwek. Nie umiem sie poruszać w takiej
              mizerii.

              Znam Ludzi przebojowych w pracy i niedecyzynych w domu. Mam taką zahukaną
              znajomą, co "pampersy" musi mężowi zmieniać, a w poważnym koncernie jest na
              kierowiczym stanowisku. I wiesz co?
              To jest nieszczęśliwa osoba, która leci przez miasto, bo mąż wodę rozlał.
              Lekcewazy tym innych ludzi i traci przyjaciół. Wstyd jej swojego zachowania i
              musi szukać wykrętów, by się usprawiedliwiać - nie zauważa, że kłamie.

              Unikam jej, bo nie szanuję.
      • 13monique_n Re: Do Wildheart2. 08.12.06, 21:27
        tricolour napisał:

        >Jak się się trafi kobieta lekkich obyczajów,
        > to ma chodzić w miniówie i zżerać wzrokiem, a nie łazić w... sutannie (jak sie
        > nazywa kobieca sutanna dla siostry zakonnej?)
        HABIT big_grinDDD

        Tri, a "przyzwoita" kobieta, taka po prostu, może czasem chodzić albo w czymś na
        wzór habitu (skromna, sensowna kiecka0, albo w miniówie? (tak z ciekawości
        pytam, bo mnie zaskoczył ten opis - ofc. zupełnie off-topic). M

    • der1974 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 08.12.06, 23:14
      Misbaskerwill dobrze i konkretnie Ci odpisał. Masz kasę i pozycję - to je
      spożytkuj choćby częściowo na dzieci.

      I nikt nie wymaga od Ciebie przyjmowania czegokolwiek od nas. Również krytyki.
      Masz inne zdanie - pozostań przy nim. Poczytaj, przemyśl i wyciągnij własne
      wnioski. Bo w sferze emocji nikt Ci niczego nie doradzi. A większość piszących
      na forum przeszła podobne emocje, zapewne z innej strony, stąd pewna niechęć.
      Postaraj się to zrozumieć.

      Pozdrawiam i życzę powodzenia
      • erzsi Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 09.12.06, 09:24
        W sytuacjach kryzysowych odruch ucieczki pojawia się u bardzo wielu ludzi. To
        naturalne. Jednak więszość z nich z czasem zaczyna nad nim panować i próbuje
        stawić czoła problemowi. Bo tak jest ZAWSZE lepiej /pomijając sytuacje
        patologiczne/, choć dużo trudniej.
        Wild, zakładając, że jesteś normalnym facetem na życiowym zakręcie, a nie
        draniem: wyobraź sobie, że masz 80 parę lat i wiesz, że śmierć jest bliska.
        Czego będziesz żałował bardziej? Że nie wyjechałeś i nie zarobiłeś więcej
        pieniędzy? Czy że nie byłeś ojcem, a jedynie źródłem utrzymania swoich dzieci?
        Potrzebujesz tego czasu tak samo jak Twoja żona. Bez wzglęu na to czy uda Wam
        się uratować to małżeństwo czy rozstaniecie się. Zaryzykowałabym nawet, ze w tym
        drugim wypadku będziesz potrzebował czasu jeszcze bardziej.
        • agash4 Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 12.12.06, 20:31
          a ja troche lape o czym pisze tri,.. tzn o braku tej tzw. spojnosci wewnetrznej
          autora watku. Idzie o to, ze czlowiek namalowal swoja sytuacje, opis faktow
          plus jego emocje, troche emocje zony. A wiec jest to jakis rozrachunek ze soba,
          mozna wiec wymagac minimum wysilku od autora watku, ze jesli doszedl to etapu
          proby "ogarniecia" kilkunastu lat swojego zycia, pewna dojrzalosc oraz
          struktura, refleksja, a przede wszystkim pokora, bylaby wysoce oczekiwana.
          Jednakze w obliczu takiego zametu i kolejnych pochopnych czy tez szalonych
          decyzji (planow wyjazdu), oraz odzewu od pawaznych doswiadczonych kolezanek i
          kolegow z forum, autor watku wykazuje sie egocentryzmem, unikami,
          niefrasobliwoscia, a nawet focha strzela, bo ktos smie mowic, ze nie nie jest
          cacy i wielki (a przeciez kupil zonie skore za pare setek! oraz inne temu
          podobne mierniki jego wielkosci... tego biedaczka ale jakzesz pokrzywdzonego,
          bo mu sie tak zla zona przytrafila).. "Bo to zla kobieta byla"! tssss i juz.
          • marek_gazeta Re: kochałem i kocham swoją żonę i dwóch synów, a 13.12.06, 12:04
            Jeśli wildy jest w depresji, to nie dziwne, że się miota. Ja sam spędziłem swego czasu dwa pełne dni na rozpaczliwym przeglądaniu ofert pracy w Wielkiej Brytanii (bardzo gruntownie, chyba wszystkich większych pośredników), ale na szczęście już mi przeszło.

            To są emocje "okołorozwodowe", bardzo silne, człowiek nie wie, co ma robić, miota się, samopoczucie jak sinusoida, itp. Spokojnie, powoli sytuacja zacznie się klarować, potrzeba trochę czasu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka