Załozyłem ten watek bo nurtuje mnie pewne pytanie....
Czy naprawde nie nadzesżły jakies chore czasy???
Czytałem prawie wszystkie wątki na tym forum i stwierdzam że i Panom i Paniom
cos sie w główkach chyba poprzewracało?
Zaczne od siebie.....poznałem dziewczyne...sielanka trwała 2 lata, Ona
nalegała na ślub, niby zartem ale pytała co chwila kiedy sie pobierzemy,
kiedy sie oświadcze itd
Pobralismy sie, kochalismy sie jak dwa wariaty, wszyscy dookola mówili jaka
fajna z nas parka.
Było Bosko,byłem super szczesliwym człowiekiem, rozpieszczałem tą niewiaste
jak mogłem, wiele czytałem o tym ze kobiety i mężczyźni myslą
inaczej...chcialem byc idealnym mezem i takim ponoc byłem, zawsze Jej
słuchałem, zawsze bylem na Jej życzenie....troche pantoflarz...
I co było dalej?
Ona zaczęła mocno awansowac w pracy, zaczeła spędzac tam wiekszosc zycia, ja
tymczasem rozkecałem swoja firme.
na brak kasy nie narzekalismy nigdy, planowalismy kupno nowego mieszkania,
planowalismy dwójke dzieci....
W pewnym momencie faktycznie oddalilismy sie troche od siebie zajmujac sie
swoją pracą....
Ja zamiast natychmiast to zmienic sądziłem ze wszystko gra, moja zna cieszy
sie ze swojej pracy, ja mam swietnie prosperujaca firme....
Któregos dnia zadałem pytanie co jest dla niej wazniejsze praca czy rodzina,
bez zastanowienia odpowiedziała praca, zatkało mnie, czym predzej tłumaczylem
jej ze dorabianie kogos na dłuższa mete nie am wiekszego sensu, ze powinnismy
powaznie pomyslec o dzieciach o Nas....
Nie chciała miec jeszcze dzieci bo za jakis czas ma szanse zostac
Dyrektorką....
Zamiast zrobic wtedy totalna rewolucje w domu ja spasowałem, zająłem sie
swoja praca i zarabianiem tych zasranych pieniedzy.
Ktoregos pieknego dnia Ona usiadła powiedziała mi ze nie jest
szczesliwa...ze mysli o rozwodzie...nie wierzyłem
A jednak juz nastepnego dnia poprosiła bym sie wyprowadził, bym dał jej czas
na przemyslenie, ja głupek wyszedłem i czekałem na decyzje 2 tygodnie....
Usłyszałem tylko chce sie rozwiesc....załamałem sie.
Wesoły szczesliwy chłopak nagle stał sie strrzępkiem nerwów, kompletnie nie
poradziłem sobie, jadłem czekolade tabliczkami codziennie by jakos choc na
chwile sie odstresowac, pomagało choc na krótko.
Odwiedziłem kilku psychologów i poza tym ze wydałem na nich pieniądze
niewiele pomogli, proponowali terapie, jakies wyjazdy, wszystko zapewne po to
by znowu wyciagnac kase.
Przytyłem 40kg, zrobiłem sie swinia, moja dobrze prosperujaca firma chyli sie
ku upadkowi, nie mam juz checi jej prowadzic, choc wiem ze pracowac i zaabiac
trzeba to jest silniejsze ode mnie.
Czy miłosć istnieje? ja w nią nie wierze, jest jakies tam zauroczenie, u
jednych trwa krotko u innych dłuzej,odkochałam sie i koniec, zadnej próby
walki z jej strony o małżeństwo, płakałem, pisałem listy, kupowałem kwiaty,
wręcz zebrałem, po co? co mi to dało? NIC
W jej oczach jestem 30 leszczem którego rzuciła, kolejnym płaczącym frajerem
którego zostawiła, ja nie jestem frajerem, ja ja tak bardzo kochałem, ja
wierzyłem ze małżeństwo to "wielka rzecz"
Nigdy przenigdy nie sadziłem ze sie to tak zakończy, nie kłócilismy sie,
chwaliła mnie, mysle ze albo jest niedojrzała albo olała mnie moze dla kogos
innego...
Dlaczego ludzie teraz tak szybko sie rozwodzą? dlaczego ranienie innych
przychodzi im tak łatwo? dlaczego małzeństwo nie jest tak jak kiedys czyms
bardzo mocnym?
Niedawno moja bardzo dobra kolezanka opowiedziała mi cos co mnie poprostu
dobiło.....jej maz wyjechał na 2 tygodnie do USA, była na jakiejs
zabawie...sąsiad spytał czy wejdzie do niego na kawe...zgodziła sie, super
żona, matka 2 dzieci i naprawde madra jak mi sie wydawało osoba...to co
usłyszałem potem zamurowało mnie cytuje:
" jak weszlismy do niego do domu to w pewnym momencie rzucił sie na mnie,
zdarł mi dzińsy i......zrobilismy to..."
Spytałem czy sie broniła czy sie jakos darla na niego, próbowała sie bronic a
ta kobieta mi mówi ze NIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Że tak ją to podkręciło ze sie zgodziła, to darcie dzińsów podziałało tak na
Nią ze sie nie broniła.............
LUDZIE LITOSCI!!!!
Chore czasy?
Ludzie nie maja zadnych wartosci? czy w zyciu naprawde liczy sie tylko sex i
kasa?
Spytała sie mnie co ma zrobic, ze maz ja zabije jak sie dowie, miała wyrzuty
sumienia itd.
Dla mnie to jest chore, ludzie rozwalaja małzeńśtwa bez zadnego pomyslunku,
ot idzie z jakims kretynem do łozka lub jak nieraz słysze od swoich pseudo
kolegów a to był w Agencjii XXX albo z koleżanką ma romansik....
Czy to nie jest załosne? Dla mnie jest to KATASTROFA
Ilosc rozwdów w Polsce jest rzerazajaca, ja myslałem ze moja cudowna zona
która sie we mnie odochała jest jakims wyjatkiem, okazuje sie czytajac to
forum ze absolutnie nie, ze takich głupoli jest wiecej na swiecie, ze nie
zastanawiaja sie jak rania druga osobe.
Ktos pisze w poscie ze mąz ma kochanke za granica...nie wie co robic....to
jest załosne i strasznie mi zal takich osób.
Czasy zrobiły sie chyba bardzo chore, kasa , sex, kariera to podstawowe
wartosci dla jak widze wielu wielu ludzi.
Wiecie czego sie boje najbardziej? Tego ze ja juz drug raz nie zaufam juz
nigdy nikomu, nie dam sie drugi raz zrobic w trabe.
3majcie sie przepraszamz e tak długo ale cos mnie naszło