Dodaj do ulubionych

chore czasy???

06.01.07, 22:57
Załozyłem ten watek bo nurtuje mnie pewne pytanie....
Czy naprawde nie nadzesżły jakies chore czasy???
Czytałem prawie wszystkie wątki na tym forum i stwierdzam że i Panom i Paniom
cos sie w główkach chyba poprzewracało?
Zaczne od siebie.....poznałem dziewczyne...sielanka trwała 2 lata, Ona
nalegała na ślub, niby zartem ale pytała co chwila kiedy sie pobierzemy,
kiedy sie oświadcze itd

Pobralismy sie, kochalismy sie jak dwa wariaty, wszyscy dookola mówili jaka
fajna z nas parka.
Było Bosko,byłem super szczesliwym człowiekiem, rozpieszczałem tą niewiaste
jak mogłem, wiele czytałem o tym ze kobiety i mężczyźni myslą
inaczej...chcialem byc idealnym mezem i takim ponoc byłem, zawsze Jej
słuchałem, zawsze bylem na Jej życzenie....troche pantoflarz...
I co było dalej?

Ona zaczęła mocno awansowac w pracy, zaczeła spędzac tam wiekszosc zycia, ja
tymczasem rozkecałem swoja firme.
na brak kasy nie narzekalismy nigdy, planowalismy kupno nowego mieszkania,
planowalismy dwójke dzieci....
W pewnym momencie faktycznie oddalilismy sie troche od siebie zajmujac sie
swoją pracą....
Ja zamiast natychmiast to zmienic sądziłem ze wszystko gra, moja zna cieszy
sie ze swojej pracy, ja mam swietnie prosperujaca firme....
Któregos dnia zadałem pytanie co jest dla niej wazniejsze praca czy rodzina,
bez zastanowienia odpowiedziała praca, zatkało mnie, czym predzej tłumaczylem
jej ze dorabianie kogos na dłuższa mete nie am wiekszego sensu, ze powinnismy
powaznie pomyslec o dzieciach o Nas....
Nie chciała miec jeszcze dzieci bo za jakis czas ma szanse zostac
Dyrektorką....
Zamiast zrobic wtedy totalna rewolucje w domu ja spasowałem, zająłem sie
swoja praca i zarabianiem tych zasranych pieniedzy.
Ktoregos pieknego dnia Ona usiadła powiedziała mi ze nie jest
szczesliwa...ze mysli o rozwodzie...nie wierzyłem
A jednak juz nastepnego dnia poprosiła bym sie wyprowadził, bym dał jej czas
na przemyslenie, ja głupek wyszedłem i czekałem na decyzje 2 tygodnie....
Usłyszałem tylko chce sie rozwiesc....załamałem sie.
Wesoły szczesliwy chłopak nagle stał sie strrzępkiem nerwów, kompletnie nie
poradziłem sobie, jadłem czekolade tabliczkami codziennie by jakos choc na
chwile sie odstresowac, pomagało choc na krótko.
Odwiedziłem kilku psychologów i poza tym ze wydałem na nich pieniądze
niewiele pomogli, proponowali terapie, jakies wyjazdy, wszystko zapewne po to
by znowu wyciagnac kase.
Przytyłem 40kg, zrobiłem sie swinia, moja dobrze prosperujaca firma chyli sie
ku upadkowi, nie mam juz checi jej prowadzic, choc wiem ze pracowac i zaabiac
trzeba to jest silniejsze ode mnie.
Czy miłosć istnieje? ja w nią nie wierze, jest jakies tam zauroczenie, u
jednych trwa krotko u innych dłuzej,odkochałam sie i koniec, zadnej próby
walki z jej strony o małżeństwo, płakałem, pisałem listy, kupowałem kwiaty,
wręcz zebrałem, po co? co mi to dało? NIC
W jej oczach jestem 30 leszczem którego rzuciła, kolejnym płaczącym frajerem
którego zostawiła, ja nie jestem frajerem, ja ja tak bardzo kochałem, ja
wierzyłem ze małżeństwo to "wielka rzecz"
Nigdy przenigdy nie sadziłem ze sie to tak zakończy, nie kłócilismy sie,
chwaliła mnie, mysle ze albo jest niedojrzała albo olała mnie moze dla kogos
innego...

Dlaczego ludzie teraz tak szybko sie rozwodzą? dlaczego ranienie innych
przychodzi im tak łatwo? dlaczego małzeństwo nie jest tak jak kiedys czyms
bardzo mocnym?

Niedawno moja bardzo dobra kolezanka opowiedziała mi cos co mnie poprostu
dobiło.....jej maz wyjechał na 2 tygodnie do USA, była na jakiejs
zabawie...sąsiad spytał czy wejdzie do niego na kawe...zgodziła sie, super
żona, matka 2 dzieci i naprawde madra jak mi sie wydawało osoba...to co
usłyszałem potem zamurowało mnie cytuje:
" jak weszlismy do niego do domu to w pewnym momencie rzucił sie na mnie,
zdarł mi dzińsy i......zrobilismy to..."
Spytałem czy sie broniła czy sie jakos darla na niego, próbowała sie bronic a
ta kobieta mi mówi ze NIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Że tak ją to podkręciło ze sie zgodziła, to darcie dzińsów podziałało tak na
Nią ze sie nie broniła.............

LUDZIE LITOSCI!!!!

Chore czasy?

Ludzie nie maja zadnych wartosci? czy w zyciu naprawde liczy sie tylko sex i
kasa?

Spytała sie mnie co ma zrobic, ze maz ja zabije jak sie dowie, miała wyrzuty
sumienia itd.

Dla mnie to jest chore, ludzie rozwalaja małzeńśtwa bez zadnego pomyslunku,
ot idzie z jakims kretynem do łozka lub jak nieraz słysze od swoich pseudo
kolegów a to był w Agencjii XXX albo z koleżanką ma romansik....

Czy to nie jest załosne? Dla mnie jest to KATASTROFA

Ilosc rozwdów w Polsce jest rzerazajaca, ja myslałem ze moja cudowna zona
która sie we mnie odochała jest jakims wyjatkiem, okazuje sie czytajac to
forum ze absolutnie nie, ze takich głupoli jest wiecej na swiecie, ze nie
zastanawiaja sie jak rania druga osobe.

Ktos pisze w poscie ze mąz ma kochanke za granica...nie wie co robic....to
jest załosne i strasznie mi zal takich osób.
Czasy zrobiły sie chyba bardzo chore, kasa , sex, kariera to podstawowe
wartosci dla jak widze wielu wielu ludzi.
Wiecie czego sie boje najbardziej? Tego ze ja juz drug raz nie zaufam juz
nigdy nikomu, nie dam sie drugi raz zrobic w trabe.

3majcie sie przepraszamz e tak długo ale cos mnie naszłosmile
Obserwuj wątek
    • blue_a Re: chore czasy??? 06.01.07, 23:20
      kurna, alex, ten człowiek, który założył ten wątek
      też jakby nie wyrzucał pieniążków przez okno ani
      nie wspierał głodujących...
    • weekenda Re: chore czasy??? 06.01.07, 23:31
      alexdelpierrro napisał:

      > Czytałem prawie wszystkie wątki na tym forum i stwierdzam że i Panom i Paniom
      > cos sie w główkach chyba poprzewracało?
      >

      Jestem na tym forum troszkę dłużej niż Ty i nie przypominam sobie żadnego wątku
      ani żadnej osoby, dla której kasa (brak vs. nadmiar) byłaby podstawowym i
      jedynym powodem rozwodu.

      Alex... jasne, że czasy są chore. Dopiero teraz to zauważyłeś? Ala sami na to
      pozwoliliśmy i zgadzamy się na to. Dopiero nasze wnuki zaczną widzieć w
      pobratymcach Ludzi i zaczną zachowywać się jak Ludzie i cenić Ludzkie wartości.
      Chyba, że na ich drodze stanie kolejny Wódz Narodu z jedyną prawdą na ustach...
    • tricolour Moim zdaniem czasy są normalne... 06.01.07, 23:34
      ... zwyczajne. Ludzie są rózni i zawsze tacy byli.

      Zresztą na czym polega nienormalność naszych czasów w porównaniu z innymi?
    • z_mazur Re: chore czasy??? 06.01.07, 23:35
      Rozumiem, Twój żal i rozgoryczenie, ale...

      To nie czasy są chore.
      Ludzie zawsze byli ludźmi. Dzisiaj na discovery był taki fajny program, ludzie jako gatunek na dobrą sprawę nie zmienili się od kilkudziesięciu tysięcy lat.

      Jesteśmy zwierzakami, rządzą nami hormony i popędy.

      A że kiedyś było mniej rozwodów?
      Sytuacja materialna i gospodarcza wielu rodzin była po prostu inna. Kobieta i mężczyzna potrzebowali się bardziej wzajemnie i tyle.

      Teraz jeśli coś Ci nie odpowiada w drugiej osobie. Stwierdzasz, że popełniłeś pomyłkę i odchodzisz, proste. Wolałbyś, żeby Twoja żona była z Tobą bo np. bałaby się odejść ze względu na problemy finansowe albo ostracyzm społeczny???
      • der1974 Re: chore czasy??? 07.01.07, 08:42
        Alex Ty weź przykład z żony. Od mądrych warto się uczyć. Skoro praca jest
        najważniejsza to weź się za firmę, po drugie weź się za siebie i się odchudź
        porządnie. Po trzecie skoro jesteś frajerem takim jak i ja byłem (?), to trzeba
        przestać być i zacząć dużo myśleć o sobie i swoim zadowoleniu z życia.

        Jeśli ona Cię tak potraktowała to za czym Ty tęsknisz? Nie ma za czym.
    • sbelatka Re: chore czasy??? 07.01.07, 10:58
      Coz.

      czasy jak czasy.
      i w tych czasach znam pare malzenstw, ktote po wielu latach są ze soba bardzo
      blisko.
      nie dlatego, ze sie czegos boja czy laczy ich biznes - ale dlatego, ze lacza je
      WARTOSCI.

      mozliwe, ze mieli szczescie, ze sie odnalezli.
      mozliwe, ze byli lepiej niz my lub nasi partnerzy (porzuceni i/lub pozrucajacy)
      pzrygotowani pzrez swoje rodziny do ...

      ktoz to tak naprawde wie.

      ja sie probuje otzrasnac z pozrucenia mnie pzrez męża. Dla innej..
      (pzrynajmniej wiadomo dlaczego)

      po roku JUZ zaczynam myslec, ze to moze nie koniec swiata, ze to moze ZMAINA
      ale moze ze zmiana wiaza sie nowe mozliwosci.

      jeszcze nie wiem jakie.

      Narazie wiem, ze musze zdac cholerny egazamin.

      Staniecia SAMOTNIE twarza w twarz z życiem.
      I wziecia odpowiedzialnosci za istoty, ktore w ramach milosci powolalismy do
      zycia.

      I niech to diabli - zrobie to.

      I na dodatek MAM ZAMIAR nie czuc sie tym wszytskim udreczona, upodlona,
      zgnojona i zgnebiona.

      jeszcze tylko musze przeżyc smutek, ból i żal....

      Pozdrawiam

      P.S.

      WALCZ o SIEBIE!!!

      • julka1800 Re: chore czasy??? 07.01.07, 15:58
        "Staniecia SAMOTNIE twarza w twarz z życiem.
        I wziecia odpowiedzialnosci za istoty, ktore w ramach milosci powolalismy do
        zycia.

        I niech to diabli - zrobie to.

        I na dodatek MAM ZAMIAR nie czuc sie tym wszytskim udreczona, upodlona,
        zgnojona i zgnebiona."

        Brawo !! ja to robie caly czas i nie czuje sie z tym zle a juz na pewno nie
        zgnojona i upodlona
        Wbrew temu co przewidywal Ex, daje sobie rade sama i napisze to co kiedys
        napisalam dawno temu na tym forum: po rozstaniu i przezyciu tego koszmaru
        poczulam ze stalam sie kobieta!
    • lena510 :))) POZDRAWIAM :) 07.01.07, 11:17
      HEJ ALEX smile
      POZDRAWIAM I ŻYCZĘ WSZYSTKIEGO NAJ smile
      ŻYCZĘ CI, ŻEBYŚ ZNALAZŁ SWOJE SZCZĘŚCIE :]....

      JESTEŚ OKI, TAKICH OSÓB JAK TY JEST WIĘCEJ smile...
      ALE WIESZ, WIĘKSZOŚĆ LUDZI SIĘ PO PROSTU POGUBIŁA W TYM " SYSTEMIE
      (KAPITALIZM) "..
      KASA, SEX, WŁADZA.. ZMIENIAJĄ LUDZI - WIADOMO TO NIE OD DZIŚ.....

      TRZYMAJ SIĘ I SZUKAJ. UWIERZ.. WIELE OSÓB CHCE PODOBNYCH WARTOŚCI.. ONE JEDNAK
      WYMAGAJĄ WYSIŁKU.
      A LUDZIE SĄ WYGODNI......

      POZDRAWIAM SERDECZNIE* ..JEST JESZCZE TYLE OSÓB POTRZEBUJĄCYCH MIŁOŚCI smile)



      • blue_nights Re: :))) POZDRAWIAM :) 07.01.07, 18:27
        Nie chore czasy tylko chorzy ludzie!
    • 13monique_n Re: chore czasy??? 07.01.07, 20:07
      Nie chore czasy, ani pewnie nie ludzie. Kiedyś małżeństwo to był raczej
      kontrakt, przedsiebiorstwo rodzinne w pewnym sensie. Wzmacniało pozycje rodów i
      rodzin. I co? BYwało tak, że ludzie się pokochali i żyli, współpracowali.
      Zresztą, bądźmy szczerzy, kobiety nie miały wtedy za wiele do powiedzenia.
      Zaś z drugiej strony, jesli miłość się nie narodziła, to wtedy związek bywał co
      najmniej dziwny - z masą kochanków z obu stron...
      A teraz - teraz bywa tak, że niefortunnie dokonujemy wyboru, albo nieopatrznie
      nasze poczucie własnej wartości w całości uzależniamy od tej drugiej osoby i jej
      miłości. Kiedy to ginie, ginie nam świat, a tak być nie powinno. Ta osoba obok
      to wartość dodatkowa, dar, i ktos, kto nam wzbogaca świat (komu my wzbogacamy
      świat) a nie ktoś, kto ten świat determinuje...
      Trzymaj się Alex, zadbaj o siebie, o firmę... nawet nie zauważysz, kiedy
      będziesz stał prosto, dumny i szczęsliwy. I nagle pełno bedzie wokół Ciebie
      ludzi, których Twoje towarzystwo ucieszy. Tylko dlatego, że jesteś smile Trzymaj się
    • nika19741 Re: chore czasy??? 09.01.07, 09:11
      Skoro jestes 30- tym leszczem, to moze zastanów sie, ze ona nie wyznawała
      takich wartosci jak Ty. Musze Ci przyznac, ze jestem osoba o podobnych
      wartosciach moralnych. My poprostu idealizujemy otoczenie...dlatego dochodzi do
      rozczarowań. Ludzie łatwo sie rozwodza, bo rozwód jest najprostszym wyjsciem i
      zarazem najłatwieszym. Lepiej wszystko urwac, niz popracowac nad zwiazkiem.
      Zobacz jak ja walcze o moje małżenstwo forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
      f=24087&w=53801659 -nawet jestem na siebie zła, ze nie mam innego charakteru,
      bo inna dawno by ta sprawe rozwiazała. Albo sprawa tego kamerunczyka co tyle
      kobiet pozarazał hivem...zobacz, gdzie moralnosc, bzykaja sie, bnie mysla o
      konsekwencjach, załosne. Ja rozumiem zakochac sie, ale tak? Ot tak? Nie chce
      wyjść na jakąś "swiętojebliwą" ale podobnie uwazam, małżenstwo to wielka
      sprawa, rodzina jeszcze wieksza. Jesli nie uda mi sie, bede miała swiadomosc,
      ze chwytałam sie wszystkiego zeby nam pomóc. Trudno, jak nie wyjdzie. Trzeba
      dajej zyc.
      • gastaira Re: chore czasy??? 09.01.07, 11:52
        jestes pewna, ze zdrowszymi czasami byly te, gdy kobieta nie miala zadnego prawa
        glosu w malzenstwie, jej miejscem byla kuchnia i dzieci, a gwalt malzenski nie
        byl gwaltem? wtedy rozwodow tyle nie bylo.
    • gastaira jakie chore czasy??? 09.01.07, 11:48
      czasy sa jakie sa, zawsze takie byly -troche dobre a troche zle.
      ty sie mozesz zastanowic czy na pewno sie przykladasz do tego, zeby te "czasy"
      byly wokol ciebie lepsze.
      bo nie wystarczy samego siebie uwac za ideal do ktorego swiat ma sie
      podporzadkowac chocby po trupach.
      wielu chorych upartych w swoim widzeniu swiata "idealistow" uczynilo otoczeniu
      wiecej zla niz przecietny szary grzesznik, ktoremu zdarzy sie popelnic blad.
    • marek_gazeta Re: chore czasy??? 09.01.07, 12:13
      > Wesoły szczesliwy chłopak nagle stał sie strrzępkiem nerwów, kompletnie nie
      > poradziłem sobie, jadłem czekolade tabliczkami codziennie by jakos choc na
      > chwile sie odstresowac, pomagało choc na krótko.
      > Odwiedziłem kilku psychologów i poza tym ze wydałem na nich pieniądze
      > niewiele pomogli, proponowali terapie, jakies wyjazdy, wszystko zapewne po to
      > by znowu wyciagnac kase.
      > Przytyłem 40kg, zrobiłem sie swinia, moja dobrze prosperujaca firma chyli sie
      > ku upadkowi, nie mam juz checi jej prowadzic, choc wiem ze pracowac i zaabiac
      > trzeba to jest silniejsze ode mnie.

      Tak dalej nie można, człowieku, rób coś. Ja wiem, że łatwo powiedzieć, ale trzeba jakoś ten zamknięty krąg przerwać. Spróbuj nakreślić jakieś cele, drobne rzeczy, których realizacja sprawi Ci frajdę. I spotykaj się z ludźmi. Ja tak wyszedłem z dołka. Rób coś, bo inaczej się wykończysz i wylądujesz w szpitalu. Ta kobieta nie jest tego warta.

      Koledzy z Krakowa, napompujcie Alexa energią życiową przy najbliższej okazji!

      Co do psychologów, rzeczywiście miałem podobne wrażenie, kasociągi. Tzn. są na pewno uczciwi i kompetentni, tylko jak człowiek potrzebuje, to nie zawsze ma szczęscie na nich trafić.
      • alexdelpierrro Re: chore czasy??? 11.01.07, 19:10
        dzięki Marku bardzo za słowa otuchy, zbieram sie pomału, zaczyna do mnie
        docierac ze poprostu takie niestety życie, wydawało mi sie że znam w 100% swoją
        zonę, okazuje sie ze przez prawie 5 lat ja jej wogole nie poznałem.
        Płakalem, prosiłem, na niej nie zrobilo to zadnego wrazenia, zaczynam jej
        nienawidziec, choc to głupie ale naprawde jej obraz jak nie robi sobie nic z
        mojego wrecz błagania daje mi takiego powera ze hej.

        Straciłem swoja meskosc w jej oczach, bo sie zbłaźniłem, bo prosiłem, bo
        walczyłem, skończyła wszystko w jednej chwili, nigdy jej tego nie wybacze!!!
    • anikab Re: chore czasy??? 09.01.07, 14:25
      Małżonkowie powinni mieć takie samo poczucie wartości małżeństwa, rodziny.
      Niestety (tzn bardzo dobrze) każdy z nas jest inny. Zaślepieni zakochaniem
      nawet nie zastanawiamy sie nad tymi różnicami. Dopiero gdy dzieje się
      źle, "wychodzi szydło z worka". Jedno chce ratować, uważa za normalne kryzys,
      drugie ucieka. Fajnie byłoby się lepiej dobierać - nie byłoby tylu zranionych.
      • misbaskerwill propozycja nr 2 na motto forum 09.01.07, 15:14
        > Fajnie byłoby się lepiej dobierać - nie byłoby tylu zranionych.

        Popieram!
        Takie proste. A jakże prawdziwe.
        • jarkoni Re: propozycja nr 2 na motto forum 09.01.07, 16:56
          misbaskerwill, motto zostało dopisane wedle życzenia, łącznie z nickiem
          autora...
          Bardzo życiowo-mądre to motto i jakież mądre.. A ino jak umieć się dobrać przed
          a nie po i fakcie i ślubu, i wspólnego zycia...
          Niby wszyscy mają rację, świat się trochę zmienił, ludzie raczej nie,
          uwarunkowania raczej tak i ogólnie stosunki męsko-damskie, szczególnie w
          ostatnich dziesięcio- i nasto-leciach...
          • misbaskerwill Re: Dziękuję! 09.01.07, 18:41
            Ja tylko zacytowałem anikę. Ale za to blond czupryna naszej niezastąpionej Lady
            Pho zjeżyła się niemiłosiernie na widok nowego nagłówka.
            Cóż - wspaniałe kobiety wymagają poświeceń.
            Erase & rewindwink
        • nangaparbat3 Re: propozycja nr 2 na motto forum 09.01.07, 16:59
          misbaskerwill napisał:

          > > Fajnie byłoby się lepiej dobierać - nie byłoby tylu zranionych.
          >
          > Popieram!
          > Takie proste. A jakże prawdziwe.
          Nieprawdziwe.
          jestem przekonana, ze wybieramy dokładnie te osobe, jaka nam w danym momencie
          konieczna.
          A ze sie ranimy i boli?
          A kto nam obiecywał, ze nie bedzie bolalo?
          W Genesis jest dokladnie na odwrot.
          I nie, zebym chciala sie umartwiać (czy kogokolwiek). Ale z faktami podobno sie
          nie dyskutuje.
    • jarkoni Re: propozycja nr 2 na motto forum 09.01.07, 17:08
      To nie jest twierdzenie "Fajnie byłoby się lepiej dobierać"..
      To bardziej chciejstwo typu "wishful thinking"..
      I wtedy oby byłoby prawdziwe, albo coraz bardziej prawdziwe..
    • anikab Re: a 09.01.07, 18:05
      nie wybieramy osoby, jaka jest nam w danym momencie konieczna, lecz raczej
      widzimy w niej to, co jest nam konieczne, co chcemy widzieć. Biję pokłony
      ślepocie, różowym okularom. Ta osoba wcale nie musi taka być. Dopiero życie
      rewiduje te "konieczne nam" cechy.
      W męzu widziałam ogrom odpowiedzialności - okazało się, że wmówiłam to sobie
      patrząc i słuchając jego rodziców, i jego (moja intuicja spała).
      Poznałam kochankę męża (byłą). Tyle się o niej nasłuchałam. Miała byc pokorna,
      posłuszna, kochająca na zabój...Po czym okazało się, że żadna z zasłyszanych
      cech do niej nie pasuje - nawet mąż to przyznał. Podrywała równiez jego
      kolegów, na rozprawie o mało nie dała w mordę mojemu jeszcze mężowi smile
      O miłości można klepać i klepać. I tak dojdziemy do wniosku, że ślepą jest.
      • jarkoni Re: a 09.01.07, 19:38
        Anikab, oj ślepą jest..
        Jesteśmy w wyjątkowym, wyselekcjonowanym gronie tych, co to przejrzeli..
        I bynajmniej nie mówię o tych, którzy są ze sobą i kochają się na
        zawsze, "dopóki ich smierć nie rozłączy".. Chwała im, sam znam takie małżeństwa
        i takie związki..I oby im się działo jak najlepiej..
        Bardziej myslałem o tych, którzy tkwią nie widząc co się dzieje,
        przeczyszczając od czasu do czasu swoje rózowe okulary i wmawiając sobie i
        wszystkim wokół, że jest bardzo świetnie super dobrze, a nawet jeszcze lepiej..
        A potem nagle okazuje się troszkę inaczej...
      • nangaparbat3 anika - 09.01.07, 23:10
        to dwie rozne rzeczy - co widzimy lub chcemy zobaczyć (ale jestesmy swiadomi,
        ze chcemy), a czego szukamy naprawdę. a szukamy osoby z podobnymi ranami, z
        podobnymi problemami do naszych. To nasza wielka szansa - mozemy nawzajem
        pomagac sobie w przekraczaniu wlasnych ograniczeń, ale to tez wielkie ryzyko -
        moze doprowadzic do skostnienia tej naszej niedoskonalości, albo/i do rozpadu
        zwiazku.
        Ja nie jestem taka madra, zeby to wymyślić (polecam gorąco: Skynner, Cleese:
        Żyć w rodzinie i przetrwać, zwłaszcza dla tych, co chcą zacząć od nowa wink.
        Kiedy lata temu czytalam po raz pierwszy, nie bardzo do mnie docierało - teraz
        wiem, ze tak rzeczywiscie jest.
        a w tej chwili jestem wlasnie po długiej i bardzo szczerej rozmowie z Exem - i
        dokładnie dotyczyła tego, o czym piszę, chociaz wcale nie ja byłam inicjatorką.
        W tej rozmowie aż nadto jasno zarysowala się symetria miedzy nami, rola w zyciu
        jego matki, moim - ojca, lęk przed bliskością. Wszystko wylazlo jak na dłoni.
        Paradoksalnie, dopiero lata po rozstaniu mozemy z soba tak rozmawiać.
        • sbelatka nangaparbat 10.01.07, 11:15
          to co napisalas to takie oczyiwste dla mnie...

          i takie bolesna zarazem..

          i gdybysmy zostali ze swoimi partnerami to mozliwe, ze mielibysmy szanse zagoic
          nasze rany..
          rozstanie - oddala ten moment - w najlepszym razie.
          czasem uniemozliwia...

          żal...
    • bartikrasnik Re: chore czasy??? 10.01.07, 12:21
      świat jest chory. właśnie sie rozwodzę i to czego mnie to nauczyło to ze ludzie
      nie chcą słyszeć prawdy wolą kłamstwo takie jakiego oczekują. prawda jest zbyt
      bolesna żeby ja z chęcią usłyszeć. żonę trzeba drobnymi i wielkimi kłamstwami
      karmić, od pochlebstw po większe sprawy. tak samo na randkach bo bez tego
      sukcesu w życiu nie osiągnie. ja za bardzo sie poświeciłem zonie i starałem sie
      być idealnym nawet byłem często pantoflarzem. myślałem ze to właściwie
      postępowałem i wiecie co usłyszałem?!? ze nie byłem prawdziwym mężczyzną...jak
      postępuje prawdziwy mężczyzna.
      a co najgorsze to ze ja głupi nie potrafię sie wkurzyć na nią i jak głupi mam
      nadzieje i presto nie mogę spać po nocach jak sie nie podpije to sienie wyspie.
      to bardzo łatwa droga do alkoholizmu...też chodziłem do poradni psychologicznej
      ale to było krótkotrwała pomoc.
      Kiedyś mi bratowa powiedziała ciekawa rzecz „jak się baby nie bije to jej
      wątroba gnije” na pewno nie chodziło tu dosłownie o bicie, ale coś w tym jest
      • phokara Re: chore czasy??? 10.01.07, 12:37
        > s´wiat jest chory. w?as´nie sie rozwodze˛ i to czego mnie to nauczy?o to ze ludzie
        > nie chca˛ s?yszec´ prawdy wola˛

        Dlatego, ze sie rozwodzisz a ludzie klamia - swiat jest chory? Hmmm... a na co? Bo wyglada na
        to, ze to jakas zakazna choroba, co niebawem zaatakuje caly uklad sloneczny.
        Jest jeszcze opcja, ze swiat jest zdrowy ale Twoje widzenie swiata niekoniecznie. Po prostu w
        chwilach rozpaczy uprawiamy czarnowidztwo, ktore nie wplywa bynajmniej na realna ilosc
        swiatla dookola. Ale to inny problem.

        > i stara?em sie
        > byc´ idealnym nawet by?em cze˛sto pantoflarzem.

        Pantoflarstwo jest dalekie od idealu. Z tego, co pamietam z bajek rycerze chodzili w zbroi a nie
        w kapciach.

        > Kiedys´ mi bratowa powiedzia?a ciekawa rzecz ?jak sie˛ baby nie bije to jej
        > wa˛troba gnije?
        Bardzo to ciekawa rzecz ale chyba niezbyt prawdziwa. Ja w kazdym razie mam zdrowa watrobe
        choc mnie nikt nie bil. A moze chodzilo o to, ze "ja sie babe bije to jej sie watrobe odbije?" czy
        jakos tak...

        >jak sie nie podpije to sienie wyspie.
        No tak.

        ps.
        Nie martw sie. Ta gorycz kiedys mija. Naprawde.

        • z_mazur Re: chore czasy??? 10.01.07, 12:40
          > ps.
          > Nie martw sie. Ta gorycz kiedys mija. Naprawde.

          O ile wątroba wytrzyma tą kuracje nasenną. smile
          • phokara Re: chore czasy??? 10.01.07, 12:47
            Jak nie wytrzyma to tez mija... Ostatecznie wrecz.
      • tricolour Wcale sie nie dziwię, że masz problemy... 10.01.07, 13:11
        ... w życiu skoro wyrażasz takie durnowate poglądy.

        Twoja durnowatość polega na:

        1. Bywaniu pantoflarzem - pantoflarzy sie nie szanuje. Po zużyciu wyrzuca się i
        kupuje nowe.
        2. Twierdzeniu, że kobiety trzeba okłamywać - kobietom trzeba mówić prawdę, a
        jak tego któraś nie zrozumie, to należy z niej zrezygnować i szukać prawdziwego
        materiału na żonę.
        3. Nie potrafisz wkurzyć sie na zonę - prawidłowo, bo wkurzać powinienieneś się
        na siebie za kłamstwa i pantoflarstwo.
        4. Krótkotrwale chodziłeś do psychologa - do psychologa chodzi sie tak długo aż
        on zdecyduje, że terapia przestała byc potrzebna.
        5. Wypowiedź bratowej uważasz za "ciekawą" - jeżeli uważasz, że bratowa mówi
        prawdę, to daj jej w zęby (żeby wyleczyć jej wątrobę) a zobaczysz ile warta
        była jej rada.
      • bursztynowe Re: chore czasy??? 10.01.07, 21:31
        Bo to zła kobieta była!
        Znam taką jedną.
        I ona potrzebuje lania. Choć to logice wbrew. O miłości nie wspomnę. Ale
        skurwysyn będzie dla niej najlepszy.

        Niektóre tak mają.
        Wiem, że to dziwne.
        Wiem, poniewczasie.
        Ale i tak nie potrafiłbym.
        Jakoś tak k..., nie!
      • alexdelpierrro Re: chore czasy??? 11.01.07, 19:23
        bartikrasniksmile)))))))))))))))))))

        Rozwaliłeś mnie i odrazu polepszyłes mi humorsmile))))

        Pewnie nie czytałeś mojej historii wiec napisze krótko: WITAJ W KLUBIE!!!

        Haha sorki ze sie smieje ale ja myslałem ze jestem jednym z naprawde niewielu
        któremu trafiła się.....

        Ale widze ze nie, ze takich kobiet jest wiecej.
        Ja juz wiem ze są kobiety które nie zniosa zagłaskania, na poczatku im sie to
        bardzo ale to bardzo podoba lecz jest moment kiedy należy to natychmiast
        zakończyc.
        Głupie? ale prawdziwe

        pozdrawiam
        • anikab Re: chore czasy??? 11.01.07, 19:35
          alex, jak sprawa?!

          to forum to skarb, zanim go znalazłam, myślałam, że to się przydażyło tylko
          mnie smile
          • alexdelpierrro Re: chore czasy??? 11.01.07, 19:59
            anikab napisała:

            > alex, jak sprawa?!
            >
            > to forum to skarb, zanim go znalazłam, myślałam, że to się przydażyło tylko
            > mnie smile


            dokładnie myslałem tak samo, wiesz najlepsze i najbardziej ciekawe wg mnie jest
            to że ja nie pisze o obcej osobie ktra pragnę zdobyc tylko pisze o swojej
            zonie, o kimś o kogo zabiegałem i wreszcie zdobyłem jej serduszko.
            POzanałem jej rodzine, jej przyjaciół, jej znajomych.
            Było naprawdę cudnie, myslałem ze wiem o Niej wszystko, gdyby mi ktos napisał
            ze mysie mozemy rozwiesc to chyba bym padł ze smiechu.
            I nagle koniec,wszystko w jednej chwili sie wali, naprawde jednego dnia: nie
            jestem szczesliwa, chce sie rozwiesc i koniec, choc na poczatku jest ogromny
            szok i człowiek nie wie jak sie zachowac....mnie zamurowalo...
            Nie uwierzycie ale ostatniej nocy usiadłem przy jej łózku i ryczałem całą noc,
            patrzyłem na nią i płakałem jak małe dziecko.
            Nie docierało do mnie ze juz jutro mam sie wyniesc, ze juz jej ngdy nie
            przytule, ze niegdy nie rozsmiesze, ze nie podziemy na nasze ulubione
            spacery.....WSZYSTKO SIE SKOŃCZYŁO
            Patrzyłem na moją sliczną zone i na jej buzie jak śpi i czułem jak mało mi
            serce nie eksploduje z rozpaczy.
            Rano wstała, zrobiłem jeszcze sniadanie, patrzyłem na nią i płakalem, nie
            zrobiła nic, z kamienna twarza wyszła do pracy, potem napisała smsa zebym sie
            wyniósł...za co? co ja tej osobie takiego zrobiłem? za zagłaskałem?
            Trudno, skoro od samego poczatku, to wszytsko co robiłem bardzo jej
            odpowiadało, nie sadzilem ze w końcu sie znudzi, teraz wiem ze sie znudzisad

            Wiem ze trzeba byc silnym, wiem ze jestem facetem i wiem tez ze sie podniose.
            Juz pomału wstaje, to forum naprawde pomaga, jak czyta sie rózne wpisy to
            człowiek jakos sie podswiadomie podnosi.
            Wszyscy jej przyjaciele są ze mną, zerwali z nią kontakt, pomagaja mi i za to
            bede im wdzieczny do końca zycia.
            Popełnilismy gdzies razem bląd oddalajac sie od siebie czy jedynym wyjsciem
            jest rozwód? ja wiem ze NIE ale niestety trafilem na taki egzemplarz
            ze.....szkoda gadac, choc czasem sobie mysle ze moze ja o Nią jeszcze
            zawalczesmile))))) i odrazu dostaje takiego powera ze hohohosmile


            • anikab Re: chore czasy??? 12.01.07, 23:10
              Dobrze alex, power Ci sie przyda, byś stanął na nogi. Nawet mając za cel
              odzyskanie byłej, choć nie wyglada na wartą Twoich uczuć. Minie trochę czasu i
              nawet nie zauważysz kiedy, zamiast zabiegac o względy byłej, zauważysz fajną
              wartościową kobietę, która docenia Ciebie smile))
              samo określenie "była" oznacza byłą nieobecną nie kochającą odtrącającą Ciebie!
              aha, uczucia uczuciami, ale w Tobie huczy również urażone ego, bo to ona
              zostawiła Ciebie - często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Ale jak to
              przeboleć? Jeszcze nie wiem.
              powodzenia smile
    • bartikrasnik Re: a to mój drugi ulubiony sterotyp 10.01.07, 12:31
      i tu ukazuja swoją głupote...
    • phokara Nie placz... 10.01.07, 12:51
      ... jeszcze nie pora. Dopiero, jak nam wysiadzie watroba (po SKS-ie) ale nie od bicia. Od picia.
      • z_mazur Re: Nie placz... 10.01.07, 12:54
        I nowe przysłowie polak sobie kupi...

        "Jak kobieta pije to jej wątroba czuje się absolutnie wyjątkowo"
        • phokara Re: Nie placz... 10.01.07, 12:56
          zeszzzz wredziolu....

          Hmmm - w skrocie: Waniliowa watroba.
    • tricolour Mowy nie ma... 10.01.07, 13:22
      ... wytarczy, że byłem pacjentem.

      Poza tym jakby przyszła jakas fajna laska, to musowo bym ją chciał wykorzystać.
      Wiem o tym więc się nie nadaję...
      • alexdelpierrro Re: Mowy nie ma... 11.01.07, 19:29
        tricolour napisał:

        > ... wytarczy, że byłem pacjentem.
        >
        > Poza tym jakby przyszła jakas fajna laska, to musowo bym ją chciał
        wykorzystać.
        >
        > Wiem o tym więc się nie nadaję...

        smile))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
    • bartikrasnik Re: Wcale sie nie dziwię, że masz problemy... 10.01.07, 13:26
      po pierwsze to jej nie okłamywałem
      po drugie jak sie baby nie bije to jej wątroba nie gnije nie stosowałem
      po trzecie psycholog pocieszał mnie wykazując jej błędy zwalając winę na nią ale
      zawsze wina jest po obydwu stronach nic nie robienie to tez wina.
      po czwarte pantoflarstwo polegało a tym ze ona rządziła domem i sama sobie
      podejmowała decyzje(oczywiście problem do mnie ze sie nie angażuje w sprawy i
      nie znam odpowiedzi z którymi nie mogła sobie sama poradzić)
      po piąte nie wiem jak powinien się zachowywać mężczyzna ona mi tego nie
      powiedziała i tego jak powinna zachowywać się prawdziwa kobieta, czyli sami
      sobie kreujemy idealnego partnera.
      • tricolour To kobieta ma mówic mężczyźnie (Tobie)... 10.01.07, 13:28
        ... jak ma się zachowywać? Sam tego nie wiesz? Wiesz, co to jest partnerstwo,
        dojrzałość, lojalność, odpowiedzialność za związek?
        • bartikrasnik Re: To kobieta ma mówic mężczyźnie (Tobie)... 10.01.07, 13:50
          powiem tak moja rodzina to była moja przyszłość starałem sie pogodzić osobiste
          życie z.. nie moje osobiste życie to było partnerstwo z zoną. oj długo by pisać
          chodzi oto ze najpierw była ona a potem moje potrzeby.

          odpowiedzialność za związek...była za granicą 2,5miesiaca na 3tyg przed przyjazdem
          pisała ze byłem ideałem a po przyjeździe coś jej odbiło i jaki to ja jestem..2
          tyg za nią łatałem dowiedzieć sie o co chodzi i jak rozwiązać problem a ona
          porostu mnie olała oczywiście sama szukała rozwiązania i…… złożyła pozew i poco
          mi to było tyle nerwów.

          jak bym ją olewał od początku to bym sie nawet cieszył z rozstania
          do tej pory jestem lojalny chociaż nie jesteśmy razem jeszcze to wykorzystywała
          aż sie wkurwiłem i znikła całkowicie... taka to lojalność.
          Ale serce nie wybiera…a mówią że u faceta miedzy dwoma główkami nic nie ma..smile
          • tricolour Moim zdaniem... 10.01.07, 19:37
            ... w związku na pierwszym planie powinny być MOJE potrzeby. Sztuka znaleźć taką
            kobietę, której potrzeby byłyby w znacznej części zbieżne z moimi. I by
            dodatkowo partnerzy umieli czasem rezygnować ze swojego egoizmu na rzecz drugiej
            strony.

            W żadnym razie nie można stawiać dobra czyjegoś nad swoim, bo to nieuczciwe
            względem siebie i człowiek sie zatraca.
            • jarkoni Re: Moim zdaniem... 10.01.07, 19:54
              BINGO...
              Jakież to proste...
            • nangaparbat3 Re: Moim zdaniem... 10.01.07, 21:12
              tricolour napisał:

              > ... w związku na pierwszym planie powinny być MOJE potrzeby. Sztuka znaleźć
              tak
              > ą
              > kobietę, której potrzeby byłyby w znacznej części zbieżne z moimi. I by
              > dodatkowo partnerzy umieli czasem rezygnować ze swojego egoizmu na rzecz
              drugie
              > j
              > strony.
              >
              > W żadnym razie nie można stawiać dobra czyjegoś nad swoim, bo to nieuczciwe
              > względem siebie i człowiek sie zatraca.

              A ja mysle że stawianie czyjegokolwiek dobra na pierwszym miejscu jest bez
              sensu. Cały ten podzial - "moje" =- "twoje" -
              Myslę, ze raczej mniej istotne potrzeby powinny ustepować tym ważniejszym -
              jesli w ogóle cos takiego rozpatrywać
              Poza tym nigdzie nnie jest powiedziane, ze WSZYSTKIE nasze potrzeby muszą byc
              zaspokojone, zebysmy byli szczęsliwi. Powiedzialabym, ze wręcz na odwrot.
              • wiewiorka29 Poczucie własnej wartości + 10.01.07, 21:22
                + tolerancja + wyrozumiałość + asertywność...

                I z głowy smile

                Proste jak ... idealna teoria smile.
            • anikab Re: Moim zdaniem... 11.01.07, 14:53
              Jak juz znajdziemy partnera, którego potrzeby są zbieżne z naszymi, to nie
              wystarczą kompromisy. Trzeba sie umieć porozumiec, powiedzieć o swoich
              oczekiwaniach, co nam pasuje a co nie i wzajemnie - "kobieta ma mówić
              mężczyźnie i męzczyzna kobiecie". Mikt nie jest wróżką, nawet gdy kocha. I
              oczywiscie nie zatracić siebie. Zwiazek to ciężka praca, ale jak pojawią się
              odciski, to coś już jest nie tak smile))
              • nangaparbat3 Re: Moim zdaniem... 11.01.07, 14:59
                >>>Zwiazek to ciężka praca, ale jak pojawią się
                odciski, to coś już jest nie tak smile))


                jeszcze gorzej: jak sie wydaje, ze nia ma zadnych odciskow, to dopiero jest nie
                tak!!!!
          • alexdelpierrro Re: To kobieta ma mówic mężczyźnie (Tobie)... 11.01.07, 19:41
            bartikrasnik napisał:

            > powiem tak moja rodzina to była moja przyszłość starałem sie pogodzić osobiste
            > życie z.. nie moje osobiste życie to było partnerstwo z zoną. oj długo by
            pisać
            > chodzi oto ze najpierw była ona a potem moje potrzeby.
            >
            > odpowiedzialność za związek...była za granicą 2,5miesiaca na 3tyg przed
            przyjaz
            > dem
            > pisała ze byłem ideałem a po przyjeździe coś jej odbiło i jaki to ja jestem..2
            > tyg za nią łatałem dowiedzieć sie o co chodzi i jak rozwiązać problem a ona
            > porostu mnie olała oczywiście sama szukała rozwiązania i…… złożyła
            > pozew i poco
            > mi to było tyle nerwów.
            >
            > jak bym ją olewał od początku to bym sie nawet cieszył z rozstania
            > do tej pory jestem lojalny chociaż nie jesteśmy razem jeszcze to
            wykorzystywała
            > aż sie wkurwiłem i znikła całkowicie... taka to lojalność.
            > Ale serce nie wybiera…a mówią że u faceta miedzy dwoma główkami nic nie m
            > a..smile

            Ja czytając Twoją historię zaczynam pomału rozumiec decyzje swojej żony choc
            oczywiscie upieram sie przy swoim ze malzeństwo to za powazna sprawa żeby
            rozwalac je w jednej chwili.

            Ja byś moze podobnie jak Ty, ciągle słysząc jakim to cudownym mezem
            jestem ,,odpusciłem" w pewnym momencie...
            Moja zona zajęła sie swoja pracą, ja swoją firmą....oddalilismy sie od siebie,
            pozwalałem jej by to Ona podejmowała większosc decyzji i.....usłyszałem na
            koniec ze wszytsko jest na jej głowie i nie moze na mnie liczyc itd.
            Prawda była jednak inna, popełniłem pewien błąd i zaczynam go rozumiec, byelm
            pewny naszej miłosci zreszta ciągle naprawde ciągle ją sobie wyznawalismy......
            Czekam na rozwód, oczywiscie prawdą jest jak ktos tu napisał, że gdyby jednak
            ze sobą rozmawiac, rozmawiac,rozmawiac to mysle ze tak błahe problemy mozna
            szybko rozwiazac i byc nadal szczesliwym małzeństwem, założyc rodzinę i być
            szczesliwym.
            A teraz? żona złożyłą pozew, ja sie załamałem i zaczynamy obydwoje wszystko od
            nowa, a wystarczyła naprawde jedna rozmowa: chcialabym zebys odpuscił
            zarabianie tych gównianych pieniedzy a wiecej czasu poswiecił nam....jedna
            rozmowa i az jedna,
            pozdrawiam
    • tricolour Na codzień jest spokojnie... 10.01.07, 13:26
      ... ale "czasem typem staję się upiornym"
      • z_mazur Re: Na codzień jest spokojnie... 10.01.07, 13:28
        > ... ale "czasem typem staję się upiornym"

        Forum wie coś na ten temat. ;-P
        smile)))
        • tricolour I Ty, Brutusie, przeciwko mnie? 10.01.07, 13:29
          smile)
    • crazyrabbit Re: chore czasy??? 13.01.07, 14:06
      Zawsze zadziwia mnie, rozczarowuje i zastanawia ta niezwykła łatwość z jaką
      żonaci faceci, uważani za idealnych mężów i ojców, składają mi
      propozycje "miłego spędzenia czasu"..
      Ani ze mnie diva, ani super laska, może rozsiewam wokół siebie jakieś totalne
      ilości feromonów (vide "Pachnidło") i nie mogą się oprzeć??????????????
      O tempora o mores...
      • marek_gazeta Re: Idealni i nieco mniej idealni 13.01.07, 19:33
        Pewnie nieidealni nie składają takich propozycji...(?) Bo nie są idealni. Ciekawe.

        A może oni tacy idealni się robią, bo mają wyrzuty sumienia ("zaruchałem na boku, to teraz będę grzeczny")?

        Na marginesie, bardzo proszę - mniej skromności smile Króliczek hmmm.. ponętny. Ale nieidealny, żonaty, kochający swoją nieidealną mimo wszystko by nie skorzystał.


        • crazyrabbit Re: Idealni i nieco mniej idealni 13.01.07, 20:06
          No to chyba wolę tych nieidealnych , ale z zasadami.
          Notabene , dawno się tak nie uśmiałam jak tego ...hmmm ponęntnego smile)))
    • moje-serce dlaczego jestescie dla niego takie mile? 14.01.07, 19:32
      przeciez jest chamski.
      a może ma rację twierdząc, że trzeba być draniem, żeby utrzymać przy sobie
      kobietę?
      łykacie jak młode pelikany
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka