dzis odebrałem wezwanie do sądu. rozprawa w lutym. troche czekalem bo pozew
złożyłem w połowie września. Kazali przyprowadzic swiadka na okoliczność
sytuacji "małoletniego dziecka stron". I teraz sąd bedzie decydował o
przyszłosci mojego dziecka.

I dziś resztę rzeczy mojej żony przewieźlismy do jej nowego mieszkania.
dziwne to wszystko. jeszcze zostały zdjecia do podzielenia, filmy z wakacji.
Jak pakowaliśmy jej rzeczy to wracały mi wspomnienia. Ja pamiętam dobre
rzeczy, ona tylko złe.Pakowała resztki biżuterii, pamietam jak 2,5 roku temu
wybierała nad morzem kolczyki z bursztynem, podobały jej sie dwa, długo sie
zastanawiała, wybrała a ja zaraz potem w tajemnicy pobiegłem i kupilem tą
drugą parę. Potem po miesiacu, juz w Warszawie jej dalem, cieszyla sie, ze
taka niespodzianka. A wtedy miala już romans z facetem. Niby człowiek ze
wszystkim pogodzony, ale jakis taki żal pozostał. I nadal cholera boli.
Pomagam jej, a ona ona cały czas kłamala, ja walczyłem ze sobą, żeby
wybaczyć, walczyłem o rodzinę a ona z nim potrafiła sie spotykac, mimo ze
mieszkala ze mną i utzrymywałem ją. naprawdę ze mnie niezły idiota.
Ale dzis było i wesoło. Z kumplem przewozilismy te rzeczy do jej nowego
mieszkania i okazalo sie że kanapa (cholernie wielka , rozkladana ) nie
wchodzi do windy i targalismy ją na 7 pietro po schodach, potem nie moglismy
wsadzic jej do mieszkania. Zlani potem, po ustawieniu jej zorientowalismy sie
że taszczylismy ja razem z materacem, który wazył 1/3 kanapy. Porechotalismy
sie z kumplem.

Dziwny jest swiat, dziwne życie, dziwne losy....