jawanda
15.02.07, 10:21
Mój mąż 3 lata temu wyjechal do Anglii,pracuje tam.Gdzieś po roku wymyślił
sobie,że szkoda jego życia na rodzinę.Pierwsze swoje zarobki przeznaczył na
siebie
;wstawił sobie zeby/zawsze miał z tym problem/10 tyś.bo porcelanowe
pojedyńcze,kupił laptopa,aparat cyfrowy.Nie podobało mi się to,ale on
powiedział,że ciężko pracuje i chciałby zrealizować swoje marzenia.Jakiś rok
temu zaczęło się.Do domu dzwonił sporadycznie/mówił,że pracuje na
nadgodzinach/,przyjeżdżał też do domu rzadziej,tłumaczył jak wyżej.Wierzyłam
ponieważ miałam do niego zaufanie,niczego nie podejrzewałam.I pewnego dnia
jak grom z jasnego nieba telefon od nieznajomej kobiety.Pytała czy to
mieszkanie Marka S.a potem z kim mówi.Kiedy dowiedziała się,że z żoną była
nie mniej ode mnie zaskoczona.Pogadałyśmy sobie i wyszło iż Marek ma
kobietę,tzn. nie spotkali się jeszcze,pisali do siebie i rozmawiali na
skype,ale mieli się spotkać i ona chciała go sprawdzić,ponieważ nie bardzo mu
wierzyła.Po rozmowie ze mną od razu urwała z nim kontakt.On na kolanach
przysięgał,że to chwilowe zapomnienie,bo brakowało mu kontaktów z normalnymi
ludżmi,ponieważ z nim pracują same prostaki i takie tam.Uwierzyłam mu.Jednak
w krótkim czasie okazało się,że to nie był odosobniony przypadek,tych kobiet
było sporo,jednocześnie.Nam Marek kazł oszczędzać,bo po jego powrocie
wybudujemy dom,a sam przylatywał do Polski co miesiąc,spotykał się z różnymi
kobietami,zapraszał je do Londynu na kilka dni/oczywiście finansował to/i
śmiał mi powiedzieć kilka dni temu,żec miał do tego prawo,bo to jego ciężko
zarobione pieniądze...Teraz jest z jedyną kobietą,która zechciała z nim
zamieszkać,zrobił się pewny siebie,gdyż osiągnł swój cel.Powiedział mi,że ma
prawo do szczęścia,a dzieci nie będą go ograniczać.Wg niego dzieci to mój
problem:nie musiałam iść z nim do łóżka.Starszy syn studiuje
anglistykę/płatnie/ jego tatuś powiedział,że nie będzie na niego łożył może
iść do pracy.Średni choruje na astmę i jest alergikiem,wg Marka to nasze
wymysły...Zupełnie odcina się od nas i nie poczuwa się do jakiejkolwiek
odpowiedzialności.Założyłam pozew o alimenty...Poradżcie co robić,chcę być
dobrze przygotowana na rozprawę...Nie pozwolę,aby moje dzieci cierpiały
niedostatek....Od września 2006 nie dostaliśmy od niego żadnych
pieniędzy...Zmienił adres i dopiero udało mi się zdobyć nowy w stycznou tego
roku....Poza tym znam adres pracy Joanny z którą ma zamiar zamieszkać,jej
domowy to tylko formalność...Więc nie mam problemu teraz z ustaleniem jego
pobytu....