Dodaj do ulubionych

Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo...

16.03.07, 08:45
Zmieniło, nie da się ukryć, jak wszystko, z czym się zetknęłam i robiłam
przez ostatnie lata. Odniosę się jednak tylko do jednego aspektu, wąskiego
wycinka.
Wczoraj mąż kazał mi odp....lić się. Hmmm... Tak po prostu. Nie pierwszy raz
użył pod moim adresem takich słów. Nie pierwszy. A kiedy to było po raz
pierwszy? Nie pamiętam. Pamiętam jednak, że nigdy wcześniej w mojej rodzinie
nikt bliski nie użyłby wobec mnie (i nikogo innego) takich słów. W mojej
rodzinie określenie "głupio gadasz" było już obraźliwe. Nikt nie powiedziałby
do nikogo bliskiego "jesteś głupia". Wybielam? Nie. Były kłótnie, czasem
ostre słowa, ale nie takie, z jakimi potem spotkałam się w moim małżeństwie.
Mąż nie szczędził mi niczego, co dotąd kojarzyło mi się raczej z patologią,
niż ze związkiem wykształconych, dobrze myślących o sobie ludzi. Na początku
za każdym razem, gdy to się działo byłam a szoku. To było nie do uwierzenia,
bolało jak diabli, wyłam z rozpaczy i przecierałam oczy ze zdumienia. I
kochałam go bez pamięci. Przepraszał potem. Gorąco i namiętnie. Wybaczałam.
Sytuacja się powtarzała. I tak w kółko, na coraz więcej sobie pozwalał, coraz
słabiej przepraszał, w końcu nie zadawał sobie nawet najmniejszego trudu,
żeby w ogóle przepraszać. A ja już nie oczekiwałam przeprosin.
To, co było patoligią, stało się normą mojego życia. Ciosy i ostre sowa
spływały, jak po kaczce. No, może nie do końca, ale tak to wyglądało.
Przewartościowało się w mojej głowie. Ciosy i słowa stały się normą, jeden
więcej, jeden mniej... Potem robiłam obiad i razem z dziećmi siadaliśmy do
wspólnego stołu. Wielkie rzeczy! Rozmawialiśmy o sprawach bieżących, jakby
nic się nie stało, z czasem sprawa przysychała i było - można powiedzieć -
miło, jak w rodzinie. Do następnego razu.
A wczoraj zdałam sobie jakoś z tego sprawę, że jednak odp...ol się nie jest
słowem, które bezkrytycznie powinnam przyjmować. Zmieniło mnie małżeństwo.
Boże, jak dobrze, że to się wreszcie kończy, może zetrę z siebie ten brud i
uda mi się wrócić do moich wartości.
Obserwuj wątek
    • z_mazur Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 16.03.07, 08:51
      Wiona jesteś ofiarą przemocy w rodzinie. To nie ważne, czy przemoc jest
      fizyczna czy psychiczna. Opisany przez Ciebie mechanizm jest wręcz książkowy.
      Eskalacja przemocy (w Twoim przypadku słownej) i powolne zobojętnienie ofiary
      to po prostu zupełnie standardowy proces.
      IMHO powinnaś pomyśleć o terapii. Skontaktuj się z niebieską linią, tam
      znajdziesz fachową pomoc. I to, że się zdecydowałaś na rozwód to tylko pierwszy
      krok, czeka Cię jeszcze mnóstwo pracy. Nie zrób błędu i nie zatrzymuj się w
      połowie drogi.
    • marek_gazeta Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 16.03.07, 09:05
      Przestał Cię szanować. Być może przestał Cię również kochać. Za pewien czas przestanie przepraszać, bo nie będzie za co. Tak to niestety działa. Trzeba umieć dostrzec ten moment, kiedy należy powiedzieć dość. I - niestety - co wiem z autopsji - nawet problemy własne małżonka (np. w pracy) tego typu zachowania usprawiedliwiać nie mogą.
      • wiona11 Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 16.03.07, 09:27
        To wszystko już się stało. Rozwód w toku. Podnoszę głowę, a to tylko refleksja
        o zmianach we mnie. O zmianach, których nie chciałam. O tym, że nie warto
        pozwalać na choćby najmniejsze odstępstaw od własnych norm. Nie warto, bo to
        równia pochyła. Byłam ofiarą przemocy w rodzinie, nie tylko słownej. Odbudowuję
        swoją godność, zasady.
        A z jeszcze mężem muszę się kontaktować, on zasad nie zmienia. Stąd te
        refleksje.
        Dobrze, że każdy dzień zbliża mnie do końca rozwodu, jakikolwiek długi by nie
        był.
        • verita75 Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 16.03.07, 09:32
          Masz rację, nie warto swoich zasad zmieniać ani naginać. Bo bardzo łatwo się w
          tym zatracić. I zniknąć. Zostać kimś-czymś bez sił, wartości, marzeń.
          Ale bardzo dobrze, że masz szansę to zakończyć i odbudować siebie.
          Dużo sił i wytrwałości Ci życzę.
          Odnoszę wrażenie, że już masz ich sporo a myślę, że im dalej tym będziesz
          więcej zyskiwać.
          Powodzenia.
        • marek_gazeta Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 16.03.07, 09:49
          Aaa, teraz dopiero skojarzyłem Cię z wątkiem "nie mam własnego życia". No cóż - tak to jest - trzeba niestety w małżeństwie mieć również swoje życie, swoje cele, hobby, swoją godność. Jednym słowem, trzeba żyć mądrze, i dla siebie w równym stopniu jak dla rodziny, również w małżeństwie.

          Moja była żona poświęciła wiele lat na wychowanie dzieci. To była nasza wspólna decyzja - ja namawiałem ją do powrotu do pracy, ale wolała zostać z dzieckiem do końca urlopu wychowawczego (w dobie kryzysu małżonka próbowała mi wmówić, że było odwrotnie, tzn. ja na to nalegałem - na szczęście moja zawodna pamięć tutaj akurat się sprawdziła). Niestety, ta decyzja załamała szanse na jej karierę zawodową. Potem umiejętnie rozbudzała we mnie poczucie winy za to, że jest jak jest i stopniowo "poszerzała" swoje "granice" kosztem moich. No a teraz jestem 4 miesiące po rozwodzie. Z jej inicjatywy, nawiasem mówiąc.
        • panda_zielona Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 18.03.07, 11:41
          Sorry,nie przeczytałam całego wątku,odeszłaś i bardzo dobrze,dasz
          radę.pozdrawiam
    • fiducia_32 Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 16.03.07, 10:02
      Droga Wiono, napisalas bardzo piekny i przejmujacy post.Jestes mi siostra. Mam
      podobna sytuacje. Obrywam slowem. Nie zawsze wulgarnym, czasami bardzo
      wyszukanym. Czasami ostrze jest zbudowane z misternej intrygi. Z cala
      swiadomoscia biore slowa, ktore tak mnie rania, sa nie z mojego swiata,
      wczesniej ich nie znalam. Biore je i....i milcze. I placze w samotnosci w
      samochodzie,w hotelu. Milcze, bo on jest ojcem mojej corki, malutkiej jeszcze.
      Rozwiesc sie nie moge, bo nie jest mezem. Ale zaczelam chodzic na terapie, nie
      jest narazie lepiej, choc sie nie poddaje. Ostatnio zaczelam myslec, ze on
      bedzie taki sam w stosunku do coreczki, mimo, ze teraz ja uwielbia. Ale jak ona
      zacznie mowic i rozumiec bedzie taki sam....
      Daje sobie czas, dojrzewam...Choc bardzo sie boje zrobic krok do przodu.
      Jeszcze sie boje.. pozdrawiam Cie Cieplo smile
      • phokara Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 16.03.07, 11:14
        Milcze, bo on jest ojcem mojej corki, malutkiej jeszcze.


        No to beda dwie ofiary tego milczenia.
        Niestety.
      • wiona11 Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 16.03.07, 11:20
        Milcze, bo on jest ojcem mojej corki,
        Właśnie. Mój "on" jest ojcem dwójki moich dzieci. Milczałam, a on z czasem
        wiedział, że dla dobra, stałości rodziny jestem gotowa na wszelkie poświęcenia.
        Nie warto. Ta rodzina w takim stanie i tak nie jest rodziną. I tak się wszystko
        rozpadło. Uwierz, naprawdę nie watro. Ja jednak nie wiedziałam, jak się
        przeciwstawić takim zachowaniom. Dotąd nie wiem.
        • julka1800 Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 16.03.07, 13:20

          "Właśnie. Mój "on" jest ojcem dwójki moich dzieci. Milczałam, a on z czasem
          wiedział, że dla dobra, stałości rodziny jestem gotowa na wszelkie poświęcenia"

          Czasem druga strona potrafi trafnie uderzac w czyły punkt wspolmałżonka. Tylko
          czy to milczenie rzeczywiscie bylo dla dobra rodziny? A jesli druga strona
          coraz mocniej uderza...? Wobec braku jakiegokolwiek sprzeciwu brnie dalej ..?
          W koncu stajemy przed wyborem "co dalej"? Pozwalac dalej czy moze juz nie...
      • panda_zielona Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 16.03.07, 14:36
        Milcze, bo on jest ojcem mojej corki, malutkiej jeszcze.
        > Rozwiesc sie nie moge, bo nie jest mezem.
        Jeśli nie jest mężem to dziwię się,że pozwalasz na to i cierpisz w
        milczeniu.Nawet gdyby był mężem nie można pozwolić na poniżanie.
        Co da Ci terapia? uodpornisz się na poniżanie.Jemu powinnaś powiedzieć,że masz
        dośc takiego traktowania i jeżeli nie zmieni swojego postępowania to niech
        wynosi się z Twojego życia,a z córeczką zawsze może kontakt i wspaniałe relacje.
      • maheda Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 16.03.07, 15:06
        Fiducio, owszem. Będzie taki sam.
        Ja odeszłam, i też z dzieckiem. Zazdroszczę Ci tego, że nie będziesz musiała
        przechodzić piekła rozwodu, chociaż i dak decyzja o odejściu była u mnie jedną z
        najcięższych i najbardziej bolesnych w moim życiu.
        Wiem, że gdybym została, to możliwe, że nie chodziłabym już po tym świecie, więc
        w sumie lepiej, że odeszłam.
        On oczywiście - też: jakie to książkowe! - szalał z rozpaczy, prosił, błagał,
        groził, płakał, ale mu przeszło - znalazł sobie kogoś, z kim był już związany,
        kiedy został orzeczony nasz rozwód.
        Takie typy nie mogą chyba żyć zupełnie same, bo każdy władca potrzebuje
        przynajmniej jednego poddanego.
        • malaika7 Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 16.03.07, 15:22
          Strasznie ważnych, pozytywnych rzeczy mnie nauczyło smile M.in. uświadomiłam
          sobie, że szkoda czasu na naginanie się tylko po to, by kiedyś pęknąć. I że nie
          warto zgadzać się na coś, co nie jest "naj". Pewnie banalnie piszę.
    • piktapatik Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 16.03.07, 23:49
      Witaj wiono,
      mnie moje małżeństwo też zmieniło - nie czuję już bólu, kiedy słyszę ty k...
      byłaś, jesteś i będzesz dla mnie gów..., zrem, szmatą itd. Podczas porodu
      rozp...liłam się i nie nadaję się już do niczego, jestem spasioną, zapuszczoną
      świnią. To nie są słowa wypowiadane w kłótni, pod wpływem emocji, ale tak po
      prostu. Nie pamiętam już, kiedy usłyszałam swoje imię. najczęściej mówi wór (po
      ciąży nie mam juz ciałą dwudziestolatki) - w sklepie, na spacerze, przy
      znajomych. Już nie boli, choć wiem, że powinno. Chodzę w domu na palcach,
      zmęczona po pracy by nie zdenerwowac Pana i Władcy. Tłumaczę się jak dziecko z
      każdych zakupów - był czas, że musiałam przynosić do domu paragony, biorę
      dodatkowe prace, żeby zarabiać choć w części tyle, ile by oczekiwał. On po
      socjologii ze specjalnością rodzina, czarujący, wygadany dżentelmen, uwielbiany
      przez kobiety - potrafi słowem podciąć gardło, potrafi też uderzyć, popchnąć i
      z uśmiechem mówić, jakie piekło mnie czeka, jak będzie palił przy córce moje
      zdjęcia i mówił jej jakim to jestem dnem. Do tego wszystkiego jestem marną
      gospodynią... i oczywiście wszystko robię źle, nic nie potrafię załatwić. Mam
      czasem wrażenie, ze jestem poddawana jakiemuś praniu mózgu...I tak
      codziennie...Boję się wspólnie spędzanych wekendów, kolejnych kłótni - mam
      wrażenie, że mieszkam z chodzącą bombą zegarową. już go nie kocham, choć i nie
      nienawidzę. marzę, ze któregoś dnia on po prostu zniknie, a ja z moją córeczką
      i psem, który bedzie mógł do mnie wreszcie wrócić będziemy spokojne i
      szczęśliwe. To ciagłe napięcie, szarpanina przeprosin i wyzwisk, jego nagłe
      zmiany nastrojów, którym podporządkowany jest cały nasz domowy świat sprawiły,
      że z nadzwyczaj spokojnej dziewczyny stałam się znerwicowaną, postarzałą
      kobietą. Nie chcę by moja córeczka żyłą w takim świecie i wierz mi niczego tak
      nie żałuję, jak tej decyzji o ślubie sprzed dwóch lat. Żałowałam jej już w
      dniu, w którym powiedziałam tak - ale tak ciężko było sprawić zawód
      rodzicom...Wiem, że powinnam odejść, ale boję się, że zostanę z moją
      dziewczynką bez mieszkania, które zresztą wspólnie kupiliśmy na kredyt...
      • angoisse Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 16.03.07, 23:56
        Kobieto, czys Ty na głowe upadła??? Fundować sobie i dziecku takie piekło i
        obciążenie na całe życie , z powodu... głupiego kredytu na mieszkanie???!!!
        rany!
      • crazyrabbit Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 17.03.07, 05:25
        Dziewczyno uciekaj! Dopóki widzisz co on robi Tobie. Bo im dłuzej , tym gorzej.
        I pi...ol mieszkanie! Po podziale będzie musiał Cię spłacić.
        Wierz mi , mieszkanie w wynajetym mieszkanku nie jest złe smile Żyję tak z moją
        młodą 9 miesięcy. I mam spokój.... Warto było się wynieść smile
        Dasz radę. Nie ma innej opcji. Po prostu.
        Bo nie możesz tak żyć. Zwariujesz.
        A jak znajdziesz mieszkanie - szybciutko składaj pozew o alimenty.

        Trzymam za Ciebie kciuki.
      • wiona11 Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 17.03.07, 10:04
        Nie wierz w ani jedno jego słowo. Nie wierz, kiedy przeprasza, bo on się nigdy
        nie zmieni, co najwyżej na gorsze. Wiem, naprawdę nie ma szans. Już wie, że
        może stosować wobec Ciebie przemoc, bezkarnie, bo Ty nie umiesz się bronić. Nie
        wierz mu! Szczególnie wtedy, gdy zaniża twoją samoocenę. Jesteś wartościową
        kobietą i jak każda z nas, poradzisz sobie ze wszystkim.
        Tylko dwa lata małżeństwa, tylko dwa lata spłat kredytu - może warto zastanowić
        się nad oddaniem mu połowy wartości tych spłat i przejęciem kredytu
        mieszkaniowego na siebie.
        Idź do prawnika, działaj, uciekaj. Nie warto tak żyć. ON SIĘ NIE ZMIENI, NIE
        BĘDZIE DOBRZE! Ja w takim związku przeżyłam 13 lat. Wiem, co mówię.
        Życzę Ci siły, odwagi. Sama zobaczysz, że to nie takie trudne.
        Trzymam za Ciebie kciuki. W
      • akacjax Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 18.03.07, 07:23
        .Wiem, że powinnam odejść, ale boję się, że zostanę z moją
        > dziewczynką bez mieszkania, które zresztą wspólnie kupiliśmy na kredyt...

        Po pierwsze to nie jest przesądzone, że taka projekcja się spełni. Można walczyć, udowodnić winę, a to niesie pewne konsekwencje.
        Czy naprawdę warto być w przemocowym domu? Fundować dziecku traumę? A może lepiej podjąć trudną decyzję odejść i z pozycji spokoju szukać najlepszych rozwiązań.
        Czy masz przyjaciół w realu, ludzi, którym ufasz, do których możesz zwrócić się o pomoc?


        A tak poza tym:
        Przemoc, czy to psychiczna, czy fizyczna, czy ekonomiczna nie jest cecha jakiegos tzw. marginesu-cokolwiek to słowo znaczy. Zdarza się w domach bogatych, u ludzi wysoko wykształconych. I to ta przemoc tworzy patologie w domu. Niestety w naszym kraju zamiata się wszystko pod dywan, udaje się, ze nie ma sprawy.
        Na szczęście coraz więcej instytucji służy realną pomocą. Mozna tam dostać darmowa terapię.
        Oto link do adresów Ośrodków Interwencji Kryzysowej:
        www.interwencjakryzysowa.pl/osrodki.php
        więcej adresów:
        www.porozumienie.niebieskalinia.pl/index.php?option=com_instytucje&Itemid=40 (sprawnie tam działa też wyszukiwarka)

      • panda_zielona Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 18.03.07, 11:37
        Wiono! przeczytałam Twój post i aż goraco mi się zrobiło.Miałam w swojej
        rodzinie bardzo podobną sytuację tyle,ze tam była trójka dzieci.Mąż uroczy pan
        preses jakiejś spółki,a w domu piekło.Jak się skończyło? Schizofrenia
        paranoidalna,pobyty w psychiatrykach,próby samobójcze- ostatnia niestety udana.
        Uciekaj od potwora,póki jeszcze potrafisz samodzielnie myśleć.
        • panda_zielona Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 18.03.07, 11:48
          o matko z emocji pomylilam nicki zamiast do Piktapatik,odpowiedziałam
          Wionie,która część koszmaru ma za sobą
      • marek_gazeta Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 19.03.07, 08:36
        Chcesz, aby kolejne X lat lat wyglądało? Uciekaj i nie zawracaj sobie głowy mieszkaniem ani innymi mało ważnymi sprawami.
      • _lafirynda piktapik!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!! 19.03.07, 12:07
        Dziewczyno zrob mu pielko w domu tak zeby sam w pospiechu spier... gdzie pieprz
        rosnie
        Ja bym radzila zapisac sie na jakas sztuke walki , jka potrenujesz to i
        depresja minie a na dodatek regularnie go skopiesz po dupie to mina mu zrzednie
        Ja to pisze calkiem serio
        Dla brutala trzeba byc wiekszym brutalem inaczej on cie zabije albo zniszczy

        zapisz sie an jakies wschodnie sztuki walki i zlej mu dupsko
        • akacjax Re 19.03.07, 12:09
          głupia porada
          • _lafirynda Re: Re 19.03.07, 12:30
            a co w tym glupiego? facet poinza te kobiete i siega do rekoczynow
            ja bym nie podarowala
            jak sie go spierze fizycznie to go to upokorzy jak nic innego
            • wiona11 Re: Re 19.03.07, 14:22
              No no! Trenuj na zapas, bo jakby - nie daj Boże - stanął Ci na drodze taki typ,
              będziesz gotowa.
              • _lafirynda Re: Re 19.03.07, 14:42
                ja sie z takimi nie zadaje
                facet musi miec bardzo wysoki status majatkowy, rzetelny stosunek do swoich
                dzieci, szacunek do rodzicow i innych wartosci oraz musi byc przyzwoicie
                wyksztalcony- wsrod takiej grupy trudno o dewianta
                dlatego zaden mnie nie trzepnal
                • z_mazur Re: Re 19.03.07, 14:47
                  _lafirynda napisała:

                  > ja sie z takimi nie zadaje
                  > facet musi miec bardzo wysoki status majatkowy, rzetelny stosunek do swoich
                  > dzieci, szacunek do rodzicow i innych wartosci oraz musi byc przyzwoicie
                  > wyksztalcony- wsrod takiej grupy trudno o dewianta
                  > dlatego zaden mnie nie trzepnal

                  Zdziwiłabyś się.
                  Status majątkowy i wykształcenie nie determinują braku predyspozycji do
                  przemocy w rodzinie. Szacunek do rodziców może być pochodną rygorystycznego
                  wychowania wymuszającego posłuszeństwo, tacy osobnicy też mogą mieć tendencje
                  do stosowania przemocy. To że kierując się takimi kryteriami nie trafiłaś na
                  dewianta to po prostu kwestia szczęścia. smile
                  • _lafirynda rozbawiles mnie 19.03.07, 14:55
                    • marie.walewska Re: rozbawiles mnie 19.03.07, 15:11
                      A mnie chlopak z mazur lafiryndo nie rozbawil, w zadnym stopniu. Moj M spelnia wszystkie Twoje
                      kryteria, z wyjatkiem dzieci, ktorych nie posiada. Wyksztalcenie ma zdrowo ponad przecietne, niezly
                      status materialny, swietne z tych punktow widzenia pochodzenie, bo te kryteria spelniaja jego
                      przodkowie do co najmnie 5 pokolen wstecz. Jego ojciec je spelnia wszystkie, choc spod pozorow
                      przemyslanego, rzetelnego wychowania dzieci z czasem wylazly gry alkoholowe. I tak to w dobrze
                      sytuowanej, inteligenckiej rodzinie pojawia sie przemoc - co pokolenie. A kazde pokolenie zapetlone w
                      swoim labiryncie wspoluzaleznien, wstydow, lekow, przemocy, tajemnic i manipulacji. Bardzo Ci zycze
                      bys nigdy nie przekonala sie na wlasnej skorze jak bardzo sie mylisz w swoich zalozeniach.
                      • _lafirynda Re: rozbawiles mnie 19.03.07, 15:18

                        dorzuce po waszych postach jeszcze w takim razie: zdrowe relacje rodzinne
                        • marie.walewska Re: rozbawiles mnie 19.03.07, 17:35
                          "bardzo wysoki status majatkowy, rzetelny stosunek do swoich dzieci, szacunek do rodzicow i innych
                          wartosci oraz musi byc przyzwoicie wyksztalcony, zdrowe relacje rodzinne"
                          Prawie ideal. Skoro z tylko takimi mezczyznami sie zadajesz to mnie sie rodzi pytanie co robisz na
                          forum "Rozwod...". To byla lekka kpina. A serio mowiac to w tym obrazie idealu barkuje mi kilku
                          elementow:
                          dobry czlowiek, inteligentny, madry (bo to jednak nie to samo), szacunek dla wartosci moralnych i
                          innych ludzi przede wszystkim w stosunku do swoich bliskich (rodzicow, dzieci, zony), pochodzacy z
                          rodziny o zdrowych relacjach, przyzwoicie wyksztalcony. Tak w takiej wlasnie kolejnosci. Taki zestaw
                          prawdopodobnie dalby gwarancje, ze zarowno pozycie malzenskie jak i rozwod przebiegna dobrze.
                          Status majatkowy olewam, za duzo znam bogatych sk... i biednych fajnych ludzi, by robic sobie z nigo
                          wyznacznik.
                          • _lafirynda marie 19.03.07, 17:55
                            ja tu wpadam raz na jakis czas, forum jest b ciekawe stad lubie go poczytac
                          • wiona11 Re: rozbawiles mnie 19.03.07, 18:09
                            > dobry czlowiek, inteligentny, madry (bo to jednak nie to samo), szacunek dla
                            wa
                            > rtosci moralnych i
                            > innych ludzi przede wszystkim w stosunku do swoich bliskich (rodzicow,
                            dzieci,
                            > zony), pochodzacy z
                            > rodziny o zdrowych relacjach, przyzwoicie wyksztalcony. Tak w takiej wlasnie
                            ko
                            > lejnosci.
                            Stuprocentowa zgoda.
                            A potem, wiedząc to wszystko, wspomagane wiedzą naszych bardziej doświadczonych
                            mam, które nas ostrzegają - zakochujemy się! Po prostu, bez pamięci. I
                            głupiejemy z tej miłości "do imentu". I szlag trafia całą wiedzę, teorię, gdy w
                            grę wchodzą uczucia. I nawet, jak coś wzbudziłoby wątpliwości, to przecież nie
                            w nas. Bo on, to czysty ideał.

                            Swoją drogą trochę zazdroszczę takim kobietom, jak Lafirynda, że potrafią tak
                            na zimno kalkulować, mierzyć, ważyć i z głową lokować uczucia.
                            • _lafirynda no nie zazdrosc 19.03.07, 19:06
                              na razie to placze z milosci bo mnie skreslono dokumentnie
                              ale tak serio to ja bym sie nie mogla zakochac np w spzredawcy z bazaru ...to
                              jest niemozliwe po prostu
                              • tricolour Wieje pustostanem z Twoich postów. 19.03.07, 19:12
                                Pomysł z niekochaniem bazarowego sprzedawcy za to, że jest bazarowym sprzedawcą,
                                uważam za cudny w swojej prostocie. Mówiąc dokładniej - w swoim prymitywizmie.
                              • wiona11 Re: no nie zazdrosc 19.03.07, 21:03
                                No dobra. A ile Ty, dziecko, masz lat, bo już ktoś tu napisał, że poziomem
                                dorównujesz gimnazjalistce. To ja jeszcze dodam, że niezbyt rozgarniętej.
                                Życzę Ci zachowania złudzeń do późnej starości.
                                • _lafirynda wiona 19.03.07, 21:10
                                  Malo rozgarniete to wy raczej jestescie bo widze nie macie dokad nawet z
                                  kawalerki ujsc z wlasnymi dziecmi
                                  a jestes tyle wart na ike wycenia was rynek, jesli nawet nie macie
                                  kawalerki....wspolczuje
                                  • maza15 Re: wiona 19.03.07, 21:18

                                    _lafirynda napisała:

                                    > Malo rozgarniete to wy raczej jestescie bo widze nie macie dokad nawet z
                                    > kawalerki ujsc z wlasnymi dziecmi
                                    > a jestes tyle wart na ike wycenia was rynek, jesli nawet nie macie
                                    > kawalerki....wspolczuje
                                    Wiesz,to co napisałaś jest bezczelne i niegrzeczne.
                                    Zastanów się co wypisujesz.
                                    • delika1 nowy osobnik na forum:) 23.03.07, 12:46
                                      ciekawe czy to prowokacja albo głupia zabawa, czy rzeczywiscie można w taki
                                      sposób myslec-miec takie priorytety, taki system wartosci? Ja nie wierze ze to
                                      sa wypowiedzi "na serio".
                                      Albo skrajny prymitywizm jakis-sorrki, no ale jak uzasadnic porade-jak Cie
                                      leje, to ty go jeszcze mocniej, albo ocenianie czlowieka w kategoriach-
                                      sprzedawca z bazaru tudziez-ma kawalerkę-nie ma kawalerki..jessssuuu!!!!
                                  • marie.walewska Re: wiona 20.03.07, 10:56
                                    Zal mi Cie lafiryndo. Dlaczego? Bo materialne/rynkowe kryterium oceny wartosci czlowieka jest puste.
                                    Pomysl ile "rynkowo", pare lat temu, zanim stal sie modny, wart byl prof. Bartoszewski ile warci sa
                                    ludzie jego pokroju - cisi boheterowie Zegoty, obecnie na marnych emeryturach, byc moze nie majacy
                                    nawet kawalerki. Ile wart jest lekarz z powolaniem pracujacy w malej miejscowosci? I przeciwstaw temu
                                    ile warta wg Ciebie jest Twoja imienniczka? lafirynda - Luksusowa dziewa utrzymanka, zeby nie nazwac
                                    tego bardziej wprost? Naprawde zamiast samodzielnie myslec i wybierac pozwalasz "rynkowi"
                                    podejmowac decyzje kto dla Ciebie jest najwiecej wart? Zal mi Ciebie - biedna z Ciebie dziewczynka.
                                    • spadajaca-gwiazda Jak bardzo zmienilo mnie małozenstwo? 21.03.07, 22:27
                                      Zastanawiałam sie juz od jakiegos czasu nad tym postem i moge napisac ze stałam
                                      sie zupełnie inna osoba.W tej chwili mam powazne klopoty z sercem spowodowane
                                      stresem i co jakis czas laduje w szpitalu ale to fizyczny obraz.Psychicznie
                                      stałam duzo mniej radosna chociaz nauczyłam sie smiac juz na nowo,kiedys byłam
                                      pełna zycia optymistka teraz jestem nastawiona pesymistycznie.Wszystko w co
                                      wierzyłam kiedys runeło jak domek z kart-nie mam zaufania do mezczyzn i nie
                                      wiem czy kiedykolwiek je odzyskam.
                                      W tej chwili staram sie jakos zyc bo mam najlepsze na swiecie dziecko i wiem ze
                                      dla Niego nie moge sie załamac wiec staram sie byc radosna i pewna siebie ale
                                      to nie jest łatwe.
                    • panda_zielona Re: rozbawiles mnie 19.03.07, 17:21
                      mnie chlopak z_mazur,też nie rozbawił,to raczej twoje zasady są nieco śmieszne.
                      Wykształcenie,status materialny itp.wcale nie muszą oznaczać,że taki ktoś
                      będzie idealnym partnerem.Czasmi jest wręcz przeciwnie,taki to potrafi
                      inteligentnie tak Ci dokopać,że śladów nie będzie,a psychika w
                      strzępach.Jeszcze wariatkę z Ciebie zrobi i do czubków zamknie.
                • wiona11 Re: Re 19.03.07, 15:00
                  Ho ho! A czytałaś uważnie cały wątek? Faceci, o których mówimy mają i
                  wykształcenie i status, a jaki Ci chodzi. Ich stosunek do dzieci wyjdzie na
                  jaw, jak będą dszieci. Za mąż wychodzi się (czy w jakiś sposób wiąże z facetem)
                  jak on jest młody, wykształcony może już jest, a status materialny dopiero się
                  zyskuje. Nigdy nie wiesz, na kogo trafisz.
                  Życzę Ci, żebyś, kierując się tymi swoimi zasadami nie trafiła na szarmanckiego
                  dla innych, a w domu damskiego boksera.
                  Psychopata wcale nie jest biednym, głupim, drobnym pijaczkiem i wcale nie
                  wygląda, jak z marginesu społecznego.
                • maza15 Re: Lafiryndo 19.03.07, 15:16
                  ten bardzo wysoki status majątkowy/oczywiście na pierwszym miejscu/
                  jest wg Ciebie gwarancją udanego związku? hahaha,jesteś w błędzie!
                  Zupełnie nie rozumiem co ma status majątkowy do tego czy Cię trzepnie,czy nie.
                  Masz tak wysokie wymagania,a wprost piszesz,że ma skopać dupe.
                  Nie podoba mi się ten pomysł zupełnie.
                  Już sobie to wyobrażam...
                  -
                  • _lafirynda ok, ok 19.03.07, 15:24
                    To tylko slowna ekspresja pasujaca do sytuacji
                    mialam napisac: nalezy naruszyc cielesnosc osobista malzonka i to tak aby
                    lekarz w trakcie obdukcji mial pelne rece roboty....????

                    Ok, zlanie mezusia po dupie to niedobry pomysl, scriptus ma racje ze skonczy
                    sie masakra
                • crazyrabbit Re: Re 19.03.07, 22:56
                  I tu się mylisz... Bardzo się mylisz...
                  • crazyrabbit Re: Re 19.03.07, 22:59
                    ja sie z takimi nie zadaje
                    facet musi miec bardzo wysoki status majatkowy, rzetelny stosunek do swoich
                    dzieci, szacunek do rodzicow i innych wartosci oraz musi byc przyzwoicie
                    wyksztalcony- wsrod takiej grupy trudno o dewianta
                    dlatego zaden mnie nie trzepnal

                    I właśnie tu się mylisz... Ciesz się , że się o tym nie przekonałaś...
        • scriptus Re: piktapik!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!! 19.03.07, 14:39
          Lafiryndko, dziecko kochane, piszę tak, bo tego rodzaju reakcja, jak Twoja,
          właściwa jest dla nastolatków w gimnazjum. Doskonale rozumiem Twoje święte
          oburzenie i reakcję, ale zapewniam Cię, że siłą się tu nic nie da załatwić, z
          tego może nastać tylko eskalacja konfliktu i przemocy. Sztuka walki sztuką
          walki, walka byka z parowozem nigdy nie doprowadzi do pozytywnego
          rozstrzygnięcia, a wyłącznie do masakry. Rozum natomiast przezwycięży każdą siłę.
          • _lafirynda scriptus 19.03.07, 14:51
            No dobra przekonales mnie
            Radze sie udac w tulaczke po przytulkach siostr urszulanek lub innych
            dominikanek, co prawda mozna w takim przybytku mieszkac nie dluzej niz 6 mcy no
            ale przez 6 mcy mozna cos wymyslic
            Chociazby skontaktowac sie z policja i prawnikiem
            • scriptus Re: scriptus 19.03.07, 14:54
              To już brzmi rozumniej smile)
      • scriptus Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 19.03.07, 14:29
        Piktapatik, chyba mam zepsuty humor na resztę dnia. Bardzo to przykre i smutne.
        Jeśli to prawda, co napisałaś, to musisz coś zrobić. Nie wyobrażam sobie, żeby
        ktoś w mojej obecności tak potraktował drugą osobę. Nie wiem, co powiedzieć, ale
        współczuję. Nie umiem Ci poradzić, bo nie jestem od tego fachowcem, myślę
        jednak, że musisz właśnie skorzystać z pomocy fachowców. To jest ewidentnie
        przemoc w rodzinie i jestem przekonany, że nikt nie zasługuje na takie traktowanie.
      • marek_gazeta Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 19.03.07, 22:37
        Wyjątkowy cham.

        Trzeba reagować za pierwszym razem. Za drugim może być już za późno. A teraz uciekaj, pieprzyć mieszkanie.
      • wiona11 Piktapatik, odezwij się! 19.03.07, 22:49
        Jak nie chcesz tutaj, możesz na maila. Jak będziesz chciała pogadać - pisz w
        każdej chwili. Nie rozwiążesz swoich problemów od razu ale z pomocą - zawsze
        lżej. Zapraszam, W.
    • ludzik_ten_sam Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 17.03.07, 11:18
      Tak czytam, co piszecie i zastanawiam się, czy nie można byłoby jeszcze przed
      ucieczką z mieszkania, które ostatecznie jest współwłasnością i przed rozwodem
      walnąć mocno pięścią w stół albo stanąć na lekko rozsuniętych nogach i dobitnie
      idiocie rzec, że więcej takiego zachowania tolerować się nie będzie. Spokojnie
      powiedzieć, że zadzwoni się na policję, jeśli usłyszy się jeszcze raz "Ty,
      kurwo, szmato" i inne raniące epitety. Nie doświadczyłam, ale widziałam i wiem,
      że takie postawienie się działa na stosującego przemoc jak kubeł lodowatej wody.
      • wiona11 Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 17.03.07, 11:51
        Nie działa!!! Naprawdę. Ty myślisz, że każda z nas nie upomina się o szacunek,
        o godność??? Nie grozi, nie prosi? U mnie była policja w domu. Nie pomogło.

        Ten typ zrobi Ci krzywdę, potem schowa twarz w dłoniach i będzie cierpiał ze
        słowami na ustach "Widzisz, do czego mnie doprowadziłaś?". A jak dobrze
        zamanipuluje, to zostaniesz po tym wszystkim ze zranioną duszą, siniakiem i ...
        poczuciem winy. Bo on przecież taki fajny, inteligentny, wszyscy go lubią,
        tylko z Tobą ma problem, to w Tobie coś jest nie tak.
        To są psychopaci, ludzie chorzy i tak ich należy traktować. Walka na walenie
        pięścią w stół, tupanie nogą nic tu nie da. Tylko ucieczka, jka najdalej i jak
        naprędzej.
        • ludzik_ten_sam "Widzisz do czego mnie doprowadziłaś" 17.03.07, 14:00
          - tak mówi psychopata. Wiona, spokojnie. Nie chcę do nikogo personalnie. Tylko
          zastanawia mnie, dlaczego sk... nie wyrzucić z domu, tylko samemu uciekać.

          Inteligentny i fajny poza domem, wpółczujący i empatyczni dla innych kobiet,
          damski bokser w domu - wiem, że są tacy dwulicowi mężczyźni.
          • wiona11 Re: "Widzisz do czego mnie doprowadziłaś" 17.03.07, 15:34
            Wiem, że nie personalnie i tak tego nie odbieram. Mój wyprowadził się na
            szczęście, ale zwróć uwagę, co pisze Piktapatik. Jest uwikłana: małe dziecko,
            wspólne mieszkanie na kredyt i coraz niższa samoocena. Ciężko się z tego
            wyplątać, w dodatku - jak się kocha oprawcę. Mi zajęło to wiele tat. I o każdy
            dzień za długo. Wszystkie dni naznaczone były nadzieją, że on zrozumie, zmieni
            się... Guzik prawda.
            Jestem od Piktapatik mądrzejsza o 11 lat życia z psychopatą. I mówię - nie
            warto!
            • marie.walewska Re: "Widzisz do czego mnie doprowadziłaś" 19.03.07, 16:07
              A ja doddam: Piktapatik natychmiast do grupy wsparcia/blekitnej linii/poradni przemocowej!!!
              Dziewczyno albo dzis wezmiesz "d" w troki albo pozwolisz skrzywdzic wlasne dziecko. Musisz trafic do
              ludzi, ktorzy Ci wytlumacza czym sie do cholery rozni milosc od uzaleznienia ofiary od oprawcy. Nie
              zastanawiaj sie wiecej co, tylko szukaj rozwiazania jak w Twoim wypadku zakonczyc przemoc. W moim
              wypadku akurat walniecie piescia, a konkretnie zatrzasniecie drzwi za plecami bylo skuteczne, bo on w
              glebi byl tchorzem. Nie zawsze dziala - dlatego Szukaj Fachowej Pomocy i Skoncz z Tym Natychmiast!
              Nie ma wytlumaczenia dla poniewierania godnosci drugiego czlowieka - nigdy i nigdzie. Jesli pozwalasz
              mu na to krzywdzisz siebie i swoje dziecko, ktore musi na to patrzec i bedzie tego doswiadczac na
              sobie, albo jego obraz swiata zostanie zepsuty na zawsze!!!
    • skrzydlate Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 20.03.07, 10:49
      przemoc psychiczna z reguły poprzedza fizyczna, ta pierwsza boli i jest
      trudniejsza do wychwycenia a ta druga jest... nie chce mi sie o tym pisać... nie
      chce sobie psuć humoru, myśl o sobie pozytywnie i tylko takich ludzi szukaj w
      swoim życiu, resztę troskliwie wykasuj
    • e07 Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 21.03.07, 22:50
      Z towarzyskiej i kochającej ludzi dziewczyny zmieniłam się w odludka. Sama nie
      mogę uwierzyć, że kiedyś tyle czasu spędzałam z ludźmi i szukałam tego
      kontaktu.
      • spadajaca-gwiazda Re: Jak bardzo zmieniło mnie małżeństwo... 23.03.07, 12:17
        Ja znow zaczynam miec kontakt z ludzmi bo inaczej oszaleje!
        • delika1 lafirynda i jej wypowiedzi 23.03.07, 12:48
          ciekawe czy to prowokacja albo głupia zabawa, czy rzeczywiscie można w taki
          sposób myslec-miec takie priorytety, taki system wartosci? Ja nie wierze ze to
          sa wypowiedzi "na serio".
          Albo skrajny prymitywizm jakis-sorrki, no ale jak uzasadnic porade-jak Cie
          leje, to ty go jeszcze mocniej, albo ocenianie czlowieka w kategoriach-
          sprzedawca z bazaru tudziez-ma kawalerkę-nie ma kawalerki..jessssuuu!!!!

          • _lafirynda Re: lafirynda i jej wypowiedzi 24.03.07, 21:40
            no a ty masz kawalerke czy cos wiekszego raczej? bez falszywego wstydu,
            mezczyzni tez na to patrza
            • delika1 Re: lafirynda i jej wypowiedzi 26.03.07, 10:11
              niektórzy patrzą, szczególnie jeden, który mniemam,że ma coś z Toba wspólnego-
              na pewno priorytety i system wartosci-podobnie "widzi" zycie i związek,
              podobna "głębię" w ma w sobie.I wiesz upaja sie teraz tymi wszystkimi dobrami
              materialnymi,ogromnym M, autem, sprzętem AGD RTV itd, itp ktore kiedyś były
              wspolne-ALE SAM-zwiałam gdzie pieprz rośnie i zaczynam wszystko od
              początku.Wolna i bezpieczna..
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka