Dodaj do ulubionych

czy to początek końca czy już koniec

24.03.07, 22:24
witam
od jakiegoś czasu miotam sie w małżeństwie, nie wiem co robić, dalej brnąć czy
zakończyć imprezę.Z mężem nadajemy na zupełnie innych falach (nie wiem jak
mogliśmy wcześniej tego nie zauważyć), niby każdy robi jakieś gesty ale bez
efektu. Jestem zła, zdołowana, zmęczona On zresztą też. Mąż zupełnie nie
angażuje się w dom, rodzinę , dziecko w pracy też jest zmęczony. Czas wolny to
tv albo idzie spać, śpimy osobno, żadnych czułości... Pewnie można też tak
żyć, żeby sobie nie wchodzić w paradę tylko chyba nie po to ludzie sie
pobierają? Raz zbieram się i postanawiam że przetrwam, że będę walczyć drugi
raz wydaje mi się, że nie warto, że szkoda czasu bo jemu i tak wszystko jest
obojętne. W życiu można iść na kompromis ale czy warto zrezygnować ze
wszystkiego żeby tylko być " pełną rodziną" ? będę wdzięczna za Wasze zdanie
na ten temat, pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • grzanka23 Re: czy to początek końca czy już koniec 24.03.07, 22:29
      Jesli jestes z Warszawy to przyjdz na spotkanie-czytaj watek "Na piwo w
      niedziele marsz".Na pewno spotkasz wiele zyczliwych ludzi,kt Ci doradza co
      robic.
      • dakota32 Re: czy to początek końca czy już koniec 24.03.07, 22:50
        Dziękuje za zaproszenie ale niestety nie jestem z Warszawy
    • jarkoni Re: czy to początek końca czy już koniec 24.03.07, 22:33
      dakota, a gdzie przyczyna?
      Ja tak miałem przez 5 lat...
      Skończyło się na rozwodzie bez rozmowy i prób wyjaśniania, ona nie chciała
      niczegokolwiek wyjaśniać..
      Moja propozycja: bez rozmowy i próby wyjaśnienia o co naprawdę chodzi- licz się
      z równią pochyłą, aż do rozwodu, pewnie mało miłego... Przemyśl
      • dakota32 Re: czy to początek końca czy już koniec 24.03.07, 22:49
        moje próby rozmowy nie spotykają sie ze zrozumieniem, zawsze jest "później" albo
        "nie wiem" albo " o co ci znowu chodzi" byłam nawet u psychologa, który po
        wysłuchaniu moich opowieści poradził mi, żebym poszukała sobie dobrego
        adwokata...Mój mąż wydaje sie widzieć swoje niechciejstwo do wszystkiego i
        nawet sam o tym wspomina tylko dlaczego nie chce sie wysilić? skoro sam mówi że
        mu to przeszkadza, że chciałby coś zmienić? Chyba że boi sie sam podjąć decyzję
        o rozwodzie i chce to zrzucić na mnie? Wiesz to takie upokarzające ciągle
        zderzać się z niechęcią i ciągle dawać szansę
    • wiona11 Re: czy to początek końca czy już koniec 24.03.07, 23:01
      Mąż zupełnie nie
      > angażuje się w dom, rodzinę , dziecko w pracy też jest zmęczony. Czas wolny to
      > tv albo idzie spać, śpimy osobno, żadnych czułości...
      A może twój mąż po prosu ma depresję. Może warto, żeby porozmawiał z lekarzem,
      choćby z mądrym lekarzem pierwszego kontaktu. Mądry rozpozna i postawi
      diagnozę. Skoro "niechciejstwo" twojego męża też jego męczy, warto wziąć to pod
      uwagę. Jego zachowanie wcale nie musi wynikać ze złej woli. I wcale nie musi
      znaczyć, że Cię nie kocha. Nie trzeba od razu przeć do rozwodu. Rozwód to
      zawsze ostateczność. Zamiast uciekać od problemu, warto spróbować go rozwiązać.
      Powodzenia. W.
      • dakota32 Re: czy to początek końca czy już koniec 24.03.07, 23:32
        mój mąż nigdy nie był wulkanem energii a ze sposobu w jaki funkcjonuje w innych
        niż domowa relacjach wnioskuję, ze nie jest to depresja.Bardziej jestem skłonna
        uznać to za sposób wychowania ( jego rodzina funkcjonuje podobnie ale o tym
        dowiedziałam sie niestety już po ślubie i to jest moja wina). Wiesz do kolegów
        to mój ślubny poszedłby na łokciach gdyby mu nogi połamać. Ja widzę, że jego też
        męczy to że ja ciągle coś chcę, a to żeby się do dziecka uśmiechnął, a to
        żebyśmy o czymś porozmawiali, a to żebyśmy coś razem zrobili choćby
        spacer..Problem w tym, że my do siebie nie pasujemy i oboje to wiemy tylko nikt
        nie chce wyjść przed szereg. Ale mnie taka sytuacja przeraża, ja nie jestem w
        stanie siedzieć z założonymi rekami i patrzeć jak się zamęczamy oboje i
        unieszczęśliwiamy
    • zipka Re: czy to początek końca czy już koniec 24.03.07, 23:09
      U mnie było tak samo. W chwili obecnej mąż mieszka u innej kobiety i tam o dziwo
      jest wzorowym mężczyzną, na wszystko ma ochotę i we wszystkim jej pomaga.
      Ciekawe jak długo wytrzyma.Rozwód w tokusmile Pozew sama składam , jemu się ie chce.
      • dakota32 Re: czy to początek końca czy już koniec 24.03.07, 23:37
        no ja za swojego to musiałabym jeszcze znaleźć inną kobietę i go tam
        przeprowadzić smile
        • cosmopszczolka Re: czy to początek końca czy już koniec 24.03.07, 23:46
          uważaj na tego typu stwierdzenia, bo życie bywa bardzo przewrotne i może Cie
          zaskoczyć!, czego oczywiście Ci nie życzęsmile.
          • dakota32 Re: czy to początek końca czy już koniec 24.03.07, 23:58
            taki żartobliwy wyraz mojego braku wiary w to, że mojemu mężowi ustąpi
            przewlekłe lenistwo
            • anula36 Re: czy to początek końca czy już koniec 25.03.07, 00:05
              strasznie ciezka decyzja- tak czy tak jestes sama, bo nie masz w mezu partnera tylko teraz formalnie jestes mezatka, a po rozstaniu - rozwodka.
              Rozumiem Cie bo mialam podobnie - odstawilam mojego eks rodzicom, oni nic od niego nie chca, on mam swiety spokoj, a ja czuje ze zyje i sie juz nie szarpie.
              Ale taka decyzje kazdy musi podjac sam, sam musi byc swoim guru.
              p.s. na wychowanie i schematy rodzinne nie poradzi sie nic bez silnej determinaccji zainteresowanego do zmiany.
              • dakota32 Re: czy to początek końca czy już koniec 25.03.07, 00:15
                owszem decyzja baaardzo trudna; w dodatku nie ma u mnie jeszcze takiej totalnej
                niechęci do męża jest za to dużo naiwności, ze coś sie w końcu zmieni ( choć
                rozum podpowiada, że się nie zmieni). To jak skok na linie, w teorii mam
                wszystko opanowane tylko jeszcze sie trzeba odważyć.
                • anula36 Re: czy to początek końca czy już koniec 25.03.07, 00:22
                  a jakbys go jeszcze zawlekla na terapie przed ostatecznym skokiem? Bo samo to sie nie zmieni.
                  • jarkoni Re: czy to początek końca czy już koniec 25.03.07, 00:31
                    Rozwód jako taki to ostateczność.
                    A co Ty na to, żeby złożyć pozew tylko po to, żeby obudzić w nim to "coś"..
                    Mam na myśli rodzaj przestrachu przed ostatecznością i, być może, otrząsnięcie
                    się z niemocy i określenie się...
                    Być może to rodzaj terapii wstrząsowej, a pozew możesz wycofać..A dowiesz się na
                    czym stoisz, czy będzie panika i chęć naprawy, vzy też głębokie "ufff" bo za
                    niego podjęłaś decyzję..
                    • dakota32 Re: czy to początek końca czy już koniec 25.03.07, 00:46
                      a jeśli uff? Wiesz można być mocnym w gębie a w rzeczywistości nie dać sobie
                      rady (myślę o sobie). To byłaby naprawdę terapia wstrząsowa tylko dla kogo? Czy
                      ja jestem gotowa na spojrzenie prawdzie w oczy?
                  • dakota32 Re: czy to początek końca czy już koniec 25.03.07, 00:38
                    myślę, że się zgodzi tylko... posiedzi poobiecuje i zaśnie jak zawsze w domku
                    zanim położę dziecko spać. Ja już nie wierzę, że sie coś zmieni.Wiesz, to nie są
                    moje przemyślenia z ostatnich kilku dni tylko od 1,5 roku tak sie zamęczamy. Już
                    nawet sie na siebie nie wydzieramy i nie obrzucamy błotem ani mięsem, ja go nie
                    wyrzucam on nie odchodzi. Tak sobie żyjemy jak współlokatorzy w akademiku, każdy
                    po swojemu z wymuszonymi uśmiechami. Tylko czy to ma jakiś sens?
                    • anula36 Re: czy to początek końca czy już koniec 25.03.07, 00:45
                      a na to to juz musisz sobie sama odpowiedziec czy to ma sens dla ciebie, jego , dziecka, waszego zycia.
                      Skladanie pozwu aby obudzic meza i wycofywanie go uwazam za dziecinne i do niczego nie prowadzace.Patologiczne niechciejstwo jest jak alkoholizm - sila wszysty esperal nie pomoze na dluzsza mete.
                      • jarkoni Re: czy to początek końca czy już koniec 25.03.07, 01:29
                        Dobrze, może dziecinne..Jakieś inne wyjście? Wyprowadzić się, czy zagrozić
                        wyprowadzką? Też dziecinne..
                        Awantura z tłuczeniem rodowej zastawy?
                        Wszystko można nazwać "dziecinne"...
                        A on się położy spać i tak dzień za dniem aż do usr... śmierci...
                        Masz inny pomysł Anula poza krytykowaniem?
                        • anula36 Re: czy to początek końca czy już koniec 25.03.07, 10:24
                          kilka pomyslow juz podrzucilam, wiec jak widac nie tylko krytykuje.
                          Zabaw ze skladaniem pozwu nie popieram w takiej sytuacji kiedy malzonek jeszcze w trakcie malzenstwa juz jest w nie totalnie niezaangazowany - takie akcje uswiadomia mu tylko ze konsekwencja nie jest drugim imieniem zony i wreszcie konczy sie malzenski ucisk.
                          Co robic? walkowac o terapie - w obecnosci 3-ciej osoby mozna latwiej i jasniej powiedziec sobie co sie naprawde czuje, czego oczvekuje od 2 sooby. Nie zgodzi sie? Nie bedzie mial czasu? To oznacza ze ma naprawde dalej wszystko w nosie i musi sie dziewczyna zastanowic czy naprawde na nastepne 30 lat czy wiecej chce miec w domu mebel o nazwie " maz" w opcji polaczonej na stale z fotelem, a czasem z kanapa jak pod fotelem zona szura odkurzaczem.
                          czy chce zyc ciagnac ten wozek sama, bez partnera, bez seksu, coraz bardziej wkurzona i rozczarowana czy woli zaryzokowac wersje solo, z opcja wymiany na lepszy model.
                    • akacjax Re: czy to początek końca czy już koniec 25.03.07, 09:10
                      Rozumiem, że czujesz się przez męża zaniedbana i obciążona domowymi sprawami. Czy to znaczy, że mąż prowadzi życie towarzyskie, gdy Ty siedzisz z dzieckiem?

                      Może trzeba zadbać o siebie-rzucić mu dzisiaj ty kładziesz dziecko spać, bo ja wychodzę...czasem trzeba pokazać, że Ty też jesteś, też masz prawa.
                      A może dziecko zostawić u kogoś i samej wystroić się(zwykle działa jak szpileczkasmile i pójść do koleżanki?

    • panda_zielona Re: czy to początek końca czy już koniec 25.03.07, 11:30
      Jak długo trwa ten stan marazmu? Jeśli utrzymuje się dłużej niż rok,to nie nie
      warto utrzymywać fikcji.Zamęczysz się i sama popadniesz w jakąś depresję.
    • marek_gazeta Re: czy to początek końca czy już koniec 25.03.07, 15:07
      Ciężko, marazm i obojętność są najgorsze. To już lepiej już sobie do oczu skakać, przynajmnniej jakieś uczucia są, chociaż niekoniecznie pozytywne.

      Może czas od siebie odpocząć? Pomieszkać osobno i zobaczyć, co dalej?
    • z_mazur Re: czy to początek końca czy już koniec 25.03.07, 16:31
      W pewnym stopniu zgadzam się z Markiem. Może nie koniecznie od razu mieszkanie osobno, ale po prostu zacząć żyć dla siebie i na własny rachunek nie oglądając się na męża.

      Wyjdź do ludzi, przerzuć na męża część obowiązków, nie wyręczaj go we wszystkim.
      Nic się nie stanie jak zlew z brudnymi naczyniami trochę postoi, albo jak mężowi po tygodniu skończą się czyste gatki.
      Jemu to Status Quo pasuje Tobie nie, więc zmień ten stan. To może wyrwie go z marazmu i dotrze do niego, że Tobie ta sytuacja nie pasuje.

      Zobacz koniecznie film z Sophie Marceau "Zostaję", zrozumiesz o czym mówię.
      • panda_zielona Re: czy to początek końca czy już koniec 25.03.07, 18:29
        Wierzę,że to co piszesz z_mazurze może mieć zbawinne skutki.
        W kręgu moich dobrych znajomych była podobna sytuacja jak u autorki wątku.
        Tyle,że mąż pracował w domu (miał jakiś warsztat)i też nic go nie interesowało
        poza jego interesem,nie udzielał się w domu,jak już po pracy to siedział w domu
        przed Tv w rozciągniętym dresie,nieogolony itp.Ona
        pracowała,wracała,sprzątała,gotowała,zajmowała się dziećmi,aż w końcu nie
        wytrzymała,zaczęła wychodzić z domu,czasem go nawet trochę zaniedbując,chyba
        nawet były jakieś niezobowiązujące kawki z kolegami z pracy.No i pan mąż jak
        się dowiedział,że jego pozycja spada,przejrzał na zapyziałe oczęta,zaczął o
        siebie dbać i miał czas na rozmowy wspólne wyjścia i wszystko dobrze się
        skończyło.Więc taki kubeł zimnej wody może pomóc.
        • dakota32 Re: czy to początek końca czy już koniec 26.03.07, 00:35
          większość Waszych propozycji już przerabiałam bezskutecznie jednak. Czasem
          wyjeżdżam z dzieckiem na 2-3 dni z nadzieją, że mąż zatęskni ale on sie cieszy
          że jestem w dobrych rękach i się świetnie bawię więc skutek jest odmienny niż
          bym sobie życzyła. W tym roku postanowiłam, że pojadę na wakacje z dzieckiem
          nad morze bez męża i to też przeszło bez większych sprzeciwów.
          A dzisiaj nawet zdobyłam sie na kolejną rozmowę na temat tego co mnie boli jak
          się w tym małżeństwie czuję, ba nawet zakomunikowałam, że brak zrozumienia i
          poprawy (choćby niewielkiej) zakończy się rozwodem. Powiedziałam jasno i
          wyraźnie, że myślę o rozwodzie i nie chcę takiego nijakiego małżeństwa. A mąż
          skwitował, że go szantażuję. I nic więcej, nawet nie mrugnął.
          Co do opcji pozostawienia domu w jego rękach- mój mąż umie świetnie lawirować
          pomiędzy caaaałym naszym dobytkiem rozrzuconym przez dziecko i pozostawionym
          własnemu życiu na okres nawet 2 tygodni. Nie mamy nic tak dużego co zmieściłoby
          się w domu a czego nie dałoby się obejść lub przeskoczyć smileJak sami rozumiecie
          nie zaryzykuję experymentu z pozostawieniem dziecka z tatusiem, bo mogłabym
          siedzieć za zaniedbanie dziecka.
          A może to ja jestem szurnięta bo mam taki tolerancyjny skarb, który pozwala mi
          się realizować jako żonie, matce, sprzątaczce, praczce a ja głupia nie umiem
          docenić? Jak myślicie? Pozdrawiam
          • anula36 Re: czy to początek końca czy już koniec 26.03.07, 00:39
            na temat twojego malzenstwa to juz sie wypowiedzialam, ale dodam cos co mi sie rzucilo w oczy - masz fantastyczne poczucie humoru i pewnie jeszcze dlatego odnajdujesz sie w tym wszystkim.
            • dakota32 Re: czy to początek końca czy już koniec 26.03.07, 00:42
              szkoda, że nie jesteś moim mężem winkwreszcie czułabym się doceniona. Pozdrawiam
    • anja_pl dakota 27.03.07, 09:55
      jeśli jeszcze kochasz męża i masz siły walczyć, to zaciągnij męża "siłom i
      godnościom osobistom" na terapię, ale niestety ty musiałbyś wszystko
      przygotować,
      jeśli jest ci obojętny, to zrób bilans za i przeciw, a potem na terapię ;-P
      jeśli już nie masz siły go oglądać, to pisz pozew i niestety będziesz musiała
      osobiście wszystko załatwić,
      zastanów się czy będziesz miała gdzie mieszkać z dzieckiem i czy dasz sobie
      radę,
      ale znając życie, na pewno jakoś to będzie,

      i zanim cokolwiek zrobisz, jak juz podejmiesz decyzję, powiedz o tym swojemu
      mężowi podająć mu swoje argumenty, może on znajdzie jakies "przeciw", albo "za",
      może to was połączy lub ewentualnie rozdzieli,


      • dakota32 Re: dakota 27.03.07, 23:10
        co do terapii to już wzięłam sprawy w swoje ręce i jestem w trakcie dogrywania
        terminu. Tylko zastanawiam się, że warto. Mam wrażenie, że mojego męża trzeba by
        było wychować od początku. Często zachowuje się tak, że mi szczeka opada.
        Dzisiaj mieliśmy rocznicę ślubu. Chciałam miło spędzić czas i zrobić mężowi
        przyjemność. Zapakowałam córcię do autka i pojechałam kupić bilety do kina.
        Jechałam w korkach 45 minut ( a miałam do przyjechania tylko 3 km), dziecko
        marudziło z nudów. Poprosiłam mamę,żeby przyjechała popilnować dziecko (jechała
        50 km w jedna stronę). Wmówiłam mężowi, że jedziemy na terapię, żeby miał
        niespodziankę. Zapakowałam go do auta zawiozłam pod kino i ...dowiedziałam się,
        że mąż oczywiście pamięta że mamy dziś rocznicę. Film mu się nie podobał, kawa w
        kawiarni była taka sobie, fotele niewygodne itp. itd. Niestety nie doczekałam
        się ani na "dziękuję" ani na jakieś życzenia ani nie stało sie to pretekstem do
        poprawienia naszych stosunków. Nic. A teraz od godziny mój książe z bajki śpi.
        Nie wydaje Wam się, że nie warto sie starać?
        • marek_gazeta Re: dakota 28.03.07, 08:46
          Przypomina mi się końcówka mojego małżeństwa - wszystko było Królowej źle. Nawet, jakby miodem tyłek jej wysmarować, to by się okazało, że nie taki miód. No, ale ona już wtedy myślała o rozwodzie, a potem pichciła pozew, może dlatego. "Dziękuję" usłyszałem w sądzie, po wyjściu z sali - pierwszy raz od dwóch lat (i jak dotąd ostatni smile ).

          A czy warto się starać... Trudno powiedzieć. Może facet ma jakieś problemy z sobą, ze zdrowiem lub psychiką. Może naprawdę lepiej po prostu pomieszkać osobno. Jeśli sam nie dojdzie do wniosku, że coś jednak Was łączy, oszczędzisz trochę życia. Ja wiem, że chcesz mieć czyste sumienie - ale pamiętaj, że terapia to też wiele miesięcy, po pierwszym-drugim spotkaniu bajka nie wróci.
        • nangaparbat3 Re: dakota 28.03.07, 09:06
          wiesz co? Bardzo mieszane mam uczucia, jak to czytam.
          Bo faktycznie nie robisz nic złego, na odwrot, starasz się - ale też starasz
          się zgodnie z jakimiś swoimi wyobrazeniami i potem masz pretensje, ze sie nie
          spelniają.
          Na przykład - gdyby to był film, o ktorym wiedzialabys na pewno, ze on chce go
          obejrzeć - no OK, to jeszcze ma sens. A był?
          Albo - film mu sie nie podobal - i co miał robic, udawać, ze sie podoba?
          Pewnie, ze są i takie chwile, kiedy najgorsza szmira sie podoba, bo "znią", "z
          nim". albo trafi się na kogoś, komu prawie wszystko sie spodoba, zawsze
          znajdzie cos dobrego czy ciekawego, nawet w szmirze. Ale to juz niemal
          patologia. A w każdym razie wielka rzadkość.
          No i juz kompletnym nieporozumieniem jest oczekiwanie wdzieczności za to, ze
          zorganzowałaś mu dzień tak jak to sobie umysliłaś. Nie chcę przez to
          powiedzieć, że źle by było, gdyby był wdzięczny, wprost przeciwnie. Ale jesli
          sprawiamy komus przyjemność OCZEKUJAC wdzięczności, to o kant d. rozbic, no nie
          może sie udać.
          Z drugiej strony patrząc - on naprawdę wyglada na czlowieka z depresją, wiec
          dopoki sie nie zacznie leczyć, mozesz ogonkiem merdać, oczkami mrugać, nic nie
          pomoze, tak to jest.
          A, jeszcze. To "wmowilam mezowi ze jedziemy na terapie, zeby miał
          niespodziankę" po prostu mnie powaliło. Takie rzeczy mozna robić w czasie
          ostrej ajlawki, wtedy wszystko ujdzie. Albo w zwiazku superharmonijnym, gdzie
          sie naprawdę ma poczucie, ze jest głebokie porozumienie i duzo poczucia humoru.
          Albo wtedy, kiedy na 100% wiesz, ze kogos uszcześliwisz po prostu - to rzadko
          sie zdarza.
          a tak? Własciwie dziwne, ze sie nie wściekł. Ale moze dlatego, ze przy depresji
          często jest zupełnie wszystko jedno.
          jednak - skoro macie takie problemy, jak opowiadasz, a kochasz go, pewnie jest
          jeszcze o co powalczyć.
          • jarkoni Re: dakota 28.03.07, 23:02
            ja w podobnej sytuacji przeżyłbym wszystko, i film, i kawę, i jeszcze wrotki i
            nawet kąpiel w fontannie...I mówił spokojnie, że jest super i tylko o tym
            marzyłem... I proszę, dajcie mi spać...I żadnych więcej "miłych niespodzianek"...
            Dziękuję
          • dakota32 Re: dakota 30.03.07, 00:33
            Wiem,że nie rozumiesz o co mi chodzi. To nie ma znaczenia czy to było kino,
            teatr, kolejka górska czy balet nowoczesny. Ja nie mam zamiaru sie z moim mężem
            licytować ani przepychać jak dzieciaczki w piaskownicy kto komu co i jak.
            Chciałam zrobić nam przyjemność i wyrwać sie gdzieś bez dziecka. Tylko my we
            dwoje. W tym kinie mogliśmy się rzucać sobie na szyję i sie obściskiwać i....
            Nie czekałam na laurkę order itp. Chciałam zobaczyć w jego oczach, że jeszcze
            możemy coś, cokolwiek razem zrobić. I tego mi brakowało. Codziennie
            zapierdzielam w domu jak Hammond na torze i nikt mi nie dziękuję. Robię bo chcę
            żeby nam było fajnie. To co mi spędza sen z powiek to pytanie czy mój mąż już
            mnie nie kocha i dlatego ma wszystko w d. i moje wysiłki żeby nam sie polepszyły
            relację są zbyteczne czy też chciałby poprawy relacji ale mu coś przeszkadza(np.
            deprecha) i wtedy wiem, że muszę znaleźć siłę, żeby przez to z nim przejść. A
            ponieważ mąż unika odpowiedzi to czuję się jak idiotka, której ktoś drwi prosto
            w oczy. Ileż można działać bez motywacji czy też "nagrody"? tylko nie zrozum
            mnie znów zbyt dosłownie. Nagrodą może być wszystko od cukierka po uśmiech.
            A co do tego Twojego "OCZEKUJĄC" (nie wiem czemu krzyczysz?) to odsyłam Cię do
            książki Wojciszke "Psychologia miłości". Myślę, że ta pozycja wyjaśni Ci wiele i
            nie będziesz mnie raczył takimi obłudnymi frazesami. Mój drogi Rozmówco, każdy
            czegoś oczekuje zwłaszcza od osoby, która "kocha do końca swoich dni". Chyba że
            zapomniałeś przysięgi małżeńskiej? Każdy ma jakieś wyobrażenie drugiej strony,
            oczekiwania. z czasem wydaje nam się że znamy się tak długo, że wszystko o sobie
            wiemy a tu nagle trach coś zupełnie nieoczekiwanego, odwrót i cała wstecz ku
            przerażeniu współmałżonka (czyt. mnie). I wcale nie są to moje jak piszesz
            pretensje tylko ból i strach " czy to początek końca czy już koniec".
            Tyle.



            • nangaparbat3 Re: dakota 30.03.07, 01:07
              Że wdzięcznosci nie nalezy oczekiwać, to nie jest obludny frazes. Oczekiwanie
              wdziecznosci niszczy wszystko, co dobrego robimy dla innych.
              Moze niepotrzebnie tak zapierdzielasz, moze moglabys troche odpuscic, i byloby
              weselej?
              Nie piszę tego, zeby Ci dokuczyc, doswiadczenie mi to podpowiada.

              Piszesz, ze kazdy czegos oczekuje. Niestety tak. Ale własnie nasze oczekiwania
              i wyobrażenia sa tym, co najbardziej nam szkodzi. I nawet o sobie samych nie
              wiemy wszystkiego, co dopiero o drugim czlowieku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka