Ja bardzo chcialabym, aby moj 11-letni syn troszke sie odpepowil i jezdzil na
kolonie, chocby latem. Mlody byl po 2 klasie na obozie kondycyjnym ze swoim
klubem plywackim i zrazil sie niemilosiernie. Warunki mieszkalne mieli
kiepskie, a i organizacja pozostawiala wiele do zyczenia. Nie dziwie mu sie,
ze mu sie nie podobalo.
Potem na sile wypchnelam do z klasa na zielona szkole i wrocil nawet
zadowolony.
Nie da sie tez ukryc, ze co roku jezdzil ze mna i woli takie wyjazdy, bo i
warunbki lepsze i luzu wiecej i przyjemnosci inne. W tym roku razem pewnie
nigdzie nie pojedziemy, bo czeka nas troszke wydatkow w najblizszym czasie,
wiec chcielibysmy wyslac ich na kolonie.
Mloda jak zawsze bardzo chetnie, bo ona jest samodzielna i zahartowana zyciem
w bojach. Namowila Mlodego, zeby tez pojechal i dal sie namowic.
Moj chlop nawet zalatwil, ze oboje mogliby jechac z jego zakladu pracy, choc
nie sa rodzienstwem, po prostu za mojego bedziemy musieli zaplacic calosc, a
Mloda bedzie z dofinansowaniem.
Problem polega na tym, ze to kolonie na 3 tygdonie, no i teraz to ja juz nie
wiem, co zrobic, bo mi sie to dlugo wydaje

((( Moglibysmy jechac do nich na
weekend, chocby ubrania dowiezc, ale to niezla wyprawa, bo pewnie ze 600 km,
bo nie ma za duzego wyboru tylko w jedno miejsce organizuja. Na dodtek Mlody
sie upiera, ze chca byc razem w pokoju. Ja nie wiem, jak jest teraz, ale za
moich czasow to chlopcy byli osobno, a dziewczynki byly osobno. No i pokoje
byly wieloosobowe, bo jakby byly dwuosobowe, to moze i daloby sie to zrobic.
Boje sie, ze po tygodniu on nie bedzie chcial tam zostac, ze bedzie wyl, ze
chce do domu, a wydatek 1350 zl jest dla mnie dosc duzym wydatkiem, zeby
sobie to tak w bloto wywalic

Z drugiej strony 3 tygodnie nad morzem na odpornosc na pewno dobrze wplynie,
a oboje chorowali w tym roku na potege

Decyzje musimy podjac najpozniej do jutra

(((((((((((
Jak sadzicie zaryzykowac?