Dodaj do ulubionych

Problem kolonijny

17.04.07, 09:02
Ja bardzo chcialabym, aby moj 11-letni syn troszke sie odpepowil i jezdzil na
kolonie, chocby latem. Mlody byl po 2 klasie na obozie kondycyjnym ze swoim
klubem plywackim i zrazil sie niemilosiernie. Warunki mieszkalne mieli
kiepskie, a i organizacja pozostawiala wiele do zyczenia. Nie dziwie mu sie,
ze mu sie nie podobalo.
Potem na sile wypchnelam do z klasa na zielona szkole i wrocil nawet
zadowolony.
Nie da sie tez ukryc, ze co roku jezdzil ze mna i woli takie wyjazdy, bo i
warunbki lepsze i luzu wiecej i przyjemnosci inne. W tym roku razem pewnie
nigdzie nie pojedziemy, bo czeka nas troszke wydatkow w najblizszym czasie,
wiec chcielibysmy wyslac ich na kolonie.
Mloda jak zawsze bardzo chetnie, bo ona jest samodzielna i zahartowana zyciem
w bojach. Namowila Mlodego, zeby tez pojechal i dal sie namowic.
Moj chlop nawet zalatwil, ze oboje mogliby jechac z jego zakladu pracy, choc
nie sa rodzienstwem, po prostu za mojego bedziemy musieli zaplacic calosc, a
Mloda bedzie z dofinansowaniem.
Problem polega na tym, ze to kolonie na 3 tygdonie, no i teraz to ja juz nie
wiem, co zrobic, bo mi sie to dlugo wydaje sad((( Moglibysmy jechac do nich na
weekend, chocby ubrania dowiezc, ale to niezla wyprawa, bo pewnie ze 600 km,
bo nie ma za duzego wyboru tylko w jedno miejsce organizuja. Na dodtek Mlody
sie upiera, ze chca byc razem w pokoju. Ja nie wiem, jak jest teraz, ale za
moich czasow to chlopcy byli osobno, a dziewczynki byly osobno. No i pokoje
byly wieloosobowe, bo jakby byly dwuosobowe, to moze i daloby sie to zrobic.
Boje sie, ze po tygodniu on nie bedzie chcial tam zostac, ze bedzie wyl, ze
chce do domu, a wydatek 1350 zl jest dla mnie dosc duzym wydatkiem, zeby
sobie to tak w bloto wywalic sad
Z drugiej strony 3 tygodnie nad morzem na odpornosc na pewno dobrze wplynie,
a oboje chorowali w tym roku na potege uncertain
Decyzje musimy podjac najpozniej do jutra sad(((((((((((
Jak sadzicie zaryzykowac?
Obserwuj wątek
    • mamba30 Re: Problem kolonijny 17.04.07, 09:13
      Pewnie że tak. 11 lat to już taki wiek, że mamusia nie jest do szc zęścia
      potrzebna. Mój młody od 5 lat wyjeżdża samodzielnie na obozy sportowe, trenuje
      taekwondo. Jak pojechał na 1 obóz, miał coś kole 8-9 lat, postanowiliśmy z exem
      (jeszcze wtedy byliśmy małżeństwem) pojechać tam na weekend. Wyprawa też była
      długa, ponad 500 km i do tego motorem. Młody owszem ucieszył się, ale trwało to
      tylko chwilkę. Bardziej był zaabsorbowany treningami, zajęciami i
      przyjemnościami obozowicza. Co prawda on już wzceśniej był samodzielnie na
      kolonii przez 2 tyg. ale specjalnie wysłałam go pod Wawę, żeby móc w każdej
      chwili do niego pojechać.
      Teraz Twój będzie miał przy sobie kogoś bliskiego kogo zna, mam na myśli córkę
      Twojego partnera, więc na pewno będzie mu dużo raźniej. W tym wieku zaczyna już
      u chłopców zachodzić proces rywalizacji i pokazywania jakim to ja już jestem
      dorosłym facetem, więc raczej nie powinien płakać i chcieć wracać. Ja bym
      zaryzykowała.
      • pelagaa Re: Problem kolonijny 17.04.07, 09:27
        > 11 lat to już taki wiek, że mamusia nie jest do szczęścia potrzebna.

        No mojemu wlasnie jest sad Na swoje wytlumaczenie mam tylko to, ze ma problemy
        zdrowotne i dlatego jest troche za bardzo wychuchany.
        Te 3 tygodnie to i dla mnie sa problemem psychicznym, bo ja nieprzyzwyczajona
        jestem. Ale boje sie przed wszystkim, ze on az tyle nie wytrzyma. Na 2 tygodnie
        bez wahania bym go wyslala.
        • mamba30 Re: Problem kolonijny 17.04.07, 09:32
          Mama, odpuść troszkę tę spódnicę, bo sobie kalekę wychowasz smile))
          A co na to młody? Jak on się na to wszystko zapatruje? Jeżeli masz możliwość,
          to mu załatw komórkę na ten czas o ile jej nie ma, będziecie w stałym
          kontakcie. Mój to nawet sporadycznie dzwonił do mnie, a właściwie prawie wcale.
          Jak ja dzwoniłam, to jeszcze coś tam pobakał przez tel. Z własnej woli wysłał
          mi rok temu sms-a, że zdał na kolejny stopień egzamin na obozie smile) U mnie jest
          przegięcie w 2 stronę, a będzie jeszcze gorzej, lada moment zacznie dojrzewać,
          w czerwcu kończy 13 lat. Szok jak dla mnie, że tak szybko czas zleciał.
          • pelagaa Re: Problem kolonijny 17.04.07, 10:02
            > A co na to młody? Jak on się na to wszystko zapatruje?

            On sie zdecydowal tylko dlatego, ze Mloda go namowila, bo sam w zyciu by nie
            pojechal. On nawet jak jedzie na 3 dni z moimi rodzicami to dzwoni do mnie
            kilka razy dziennie wink
            Ale nie jest znowu jakis bardzo niesamodzielny, umie sobie jedzenie zrobic,
            ubrania naszykowac, sprzatac, czy powlec posciel tez potrafi.

            Aaaa chyba panikuje wink
            • mamba30 Re: Problem kolonijny 17.04.07, 10:21
              Chyba jednak panikujesz smile)))


              Zobaczysz, będzie dobrze. Pozna dużo dziewczyn i się zajmie swoimi sprawami. Co
              innego z dziadkami, a co innego z rówieśnikami. Jestem pewna, że taki wyjazd
              powinien mieć miejsce. Dla chłopca w tym wieku to nie koniec świata, troszkę go
              to odpępowi smile))
      • konkubinka Re: Problem kolonijny 17.04.07, 09:33
        Ja juz Ci wspominałam, ze jezdzilam na kolonie co roku.Ale sa tez dzieci i to
        glownie chlopcy,ktorzy nie znasza tego najlepiej.Sa tez plusy tych czasow-
        telefony komorkowe ,nawet jak młody nie bedzie pod telefonem to pewnie
        wychowawca bedzie.
        Drugi plus, kolonie sa z zakladu pracy a nie z biura podrozy gdzie roznie mozna
        trafic.
        Mysle, ze powinnas go posłac ale tez wytlumaczyc chocby sprawe pokoju.Napewno
        oddzielnie sa chlopcy i napewno gdyby byli razem to byloby niezreczne dla nich
        tam na miejscu.
        Moj syn , choc mlodszy, tez jest zwiazany ze mna i wydaje mi sie malo
        samodzielny.Jednak gdybym miala szanse na taki wyjazd dla niego to
        zdecydowalabym sie.Bralabym tez pod uwage, ze moze sie zdarzyc , ze bedzie
        trzeba zabrac go wczesniej ale to naprawde w skrajnej sytuacji.
        Kolonie to fajna sprawa jesli sa dobrze i profesjonalnie zosrganizowane.
        Jestem tylko stanowczo przeciwna koloniom nad morzem.Wedlug mnie takie kolonie
        to maks na 10 dni jesli w ogole.iestety ni ewyłapałam dokąd sa te o ktorych
        piszesz.
        • pelagaa Re: Problem kolonijny 17.04.07, 09:45
          Kolonie sa nad morzem, w nieduzej miejscowosci.
          Probowalam tlumaczyc sprawe pokoju, ale oni sie upieraja, ze powiedza, ze sa
          rodzenstwem i chca razem byc. Oni chcieli wlasnie nad morze, bo w gorach i jego
          i drugie bylo i im sie chodzic po gorach nie chce, wola sie w piasku grzebac, a
          moga to robic cale dnie i im sie nie nudzi nic a nic. Kopia dziury i buduja
          samochody i zamki i ciezko ich oderwac od tej zabawy.
          O samodzielnosc w kwestii ubrania sie nie boje, bo oboje zmieniaja ciuchy, a i
          uprac jakos w rekach upiora. Boje sie troche jedzenia, bo na "jadkow" nie
          trafilo, szczegolnie moj jest oporny w tym temacie. Ale od tego nie umra przez
          3 tygodnie.
          Najbardziej boje sie, ze Mlodemu sie "odwidzi", zrobi histerie i bede ganac po
          niego nad morze. W tym terminie moi rodzice tez wyjezdzaja, a ja nie bede mogla
          wziac urlopu w ostatnim momencie.
          Pewnie zaryzykujemy, ale ja jak nic dostane zawalu sad(((((((((((
          • konkubinka Re: Problem kolonijny 17.04.07, 09:50
            Minus kolonii nadmorskich:
            dziki tłum na plazy strzezonej
            dzieci wpuszczaja na 3 minuty z gwizdkiem do morza
            gdy nie ma pogody (choc podobno ma byc pieknie) rzadko jest co robic.
            Jak na moj gust kolonie nadmorskie to meczarnia, moja mama i kolezanki jezdza
            jako wychowawcy i to potwierdzaja.Odwiedzalismy tez nasza dziewczynke i
            poprostu zal nam bylo tych dzieci.Wszystko zalezy od okolicy i osrodka .
            No i od pomyslowosci wychowawcow.
            Razem nie powinni byc nawet jak ktos na to sie zgodzi , bo obawiam sie, ze
            dzieci moga byc niesprawiedliwe i robic im przykrosci.Rodzenstwa zwykle jezdza
            osobno a kupa zajec i tak jest razem.ZReszta to nie wydaje mi sie problem,
            przejdzie im ta ochota jak tylko poznaja inne dzieci.
            • mamba30 Re: Problem kolonijny 17.04.07, 09:57
              Jak sama napisałaś, wszystko zależy od organizacji. Mój Sebek właśnie co roku
              nad morze jeździ. Jeżeli idą na plażę, to mają wydzielony i ogrodzony taśmami
              swój teren, po którym nie chodzą inni plażowicze, z kąpielami tez nie ma
              problemów, jest sporo wychowawców i kąpiel jest swobodniejsza.

              Pelaga, a nie myslłałaś żeby zapisać młodego na jakieś ciekawe zajęcia
              sportowe?? To bardzo zmienia charakter i podejście do życia młodego człowieka.
              Napewno uczy większej samodzielności.
              • konkubinka Re: Problem kolonijny 17.04.07, 10:02
                oczywiscie ze zalezy ale i mozliwosci sa mniejsze.W srodku sezonu wieksze
                prawdopodobienstwo to to , ze bedzie szesc kolonii jednoczesnie.
                Poza tym to tez zalezy od dziecka.Moj syn zameczylby sie, byc moze dzieci
                Pelagi beda zadowolone.DLatego trudno doradzic cos jednoznacznie.
                Ja chyba bym nie wysłała.Na miejscu pelagi pewnie wysłałabym choc w tej cenie
                mozna zalatwic cos ciekawszego na krócej.
                Ale to jest moje zdanie.
                • mamba30 Re: Problem kolonijny 17.04.07, 10:27
                  Ale Pelaga pisała, że dzieciaczki kochają morze, więc chyba jest to lepsza
                  opcja niż góry, czy mazury. Chociaż ja osobiście bardzo cenię Mazury. Jak nie
                  spróbuje, to się nie dowie.
                  • konkubinka Re: Problem kolonijny 17.04.07, 10:48
                    ja sie nie spieram ale moj syn wlasnie dlatego ze kocha morze zameczylby sie
                    tamsmile
                    Natomiast duzy plus to to , ze dzieci pelagi kochaja piasek.
                    • mamba30 Re: Problem kolonijny 17.04.07, 11:12
                      mnie również morze męczy, ogólnie lubię tam być, ale tak naprawdę każdy dzień
                      jest monotonny. Do tego ten dziki tłum ludzi, to już nie dla mnie, chyba się
                      starzeję smile)))
              • pelagaa Re: Problem kolonijny 17.04.07, 10:12
                > Pelaga, a nie myslłałaś żeby zapisać młodego na jakieś ciekawe zajęcia
                > sportowe??

                Mlody od 4 lat nalezy do klubu sportowego, do sekcji plywackiej i z ta sekcja
                byl pierwszy raz na obozie i nie bardzo mu sie podobalo, mimo, ze i trenera
                znal i dzieci byly znajome. Ale jak pisalam i organizacja i warunki
                pozostawialy wiele do zyczenia.

                Wlasnie ogladam osrodek, wyglada nienajgorzej.
                • mamba30 Re: Problem kolonijny 17.04.07, 10:26
                  Wiesz, nie zawsze trener zna do końca warunki, gdzie dzieci jadą. U nas może i
                  jest monotonnie, bo co roku jeżdżą do Darłówka, do tego samego ośrodka. Ale
                  przynajmniej wiadomo jakie są warunki, mają swoje miejsce do treningów,
                  ogrodzony plac, blisko morze i ogólnie wiadomo czego się spodziewać. W tym roku
                  chciałam syna wysłać gdzieś indziej, ale on się uparł, że na obóz chce. Jego
                  wola, jak mu tam dobrze.

                  A czy te zajęcia to jest to, co on chce trenować? Ja osobiście nie jestem
                  miłośniczką taekwondo, ale młody ma już spore osiągnięcia i kilka medali na
                  koncie, więc już nie ingeruję. Bardzo ciekawym sportem dla chłopców jest
                  aikido. To chyba najlepsza ze wszystkich sztuk walki, najmniej agresywna,
                  najbardziej pozytywnie działająca na psychikę, to tak moim zdaniem. Może takie
                  zajęcia jakoś bardziej by chłopaka rozruszały?

                  A skoro ośrodek wygląda ok, to dzieci powinny być zadowolone smile Pomysl sobie,
                  że sobie odpoczniecie, będzieicie mieli czas tylko dla siebie, to bardzo
                  ważne smile
                  • pelagaa Re: Problem kolonijny 17.04.07, 11:07
                    Dla mojego Mlodego basen to koniecznosc, bo jest po dlugotrwalej rehabilitacji
                    i zabiegu. Stad taki wybor, niestety na nic innego nie wystacza juz czasu, bo
                    basen ma 3 razy w tygodniu.

                    Ale co tam. Wysylamy, najwyzej bede po niego jechac.
                    • mamba30 Re: Problem kolonijny 17.04.07, 11:13
                      Nie kracz kobieto, mysl pozytywnie smile)) Jeszcze się zdziwisz, jak się okaże, że
                      nie będzie chciał wracać smile) Aaaaa i nie zrzędź swojemu NM w tym czasie, znam
                      milsze sposoby na wykorzystanie sam na sam tongue_out
                      • konkubinka Re: Problem kolonijny 17.04.07, 11:19
                        przypomnialo mi sie jak pierwszy raz moj ojciec zabral Młodego na wakacje
                        zagraniczne, na krete i to samolotem.W nicy budziłam sie zlana potem ,
                        slyszalam Młodego przez sciane.Ogladlam pogode i tvn24 czy nie mowia o jakims
                        wypadku.Normalnie schizabig_grin
                        • mamba30 Re: Problem kolonijny 17.04.07, 11:30
                          he he.... ja kiedyś też byłam schizowata na punkcie syna. Chyba już mi w dużej
                          mierze przeszło. Pamiętam jak wracałam z zakupów, a syn był na trzepaku.
                          Myślałam, że na zawał zejdę, kazałam mu natychmiast zejść. Potem sie popukałam
                          w czoło, prtzecież ja całymi dniami na trzepaku się bawiłam i wyczyniałam o
                          wiele większe sztuczki niż mój syn smile)
    • morskie_oko Re: Problem kolonijny 17.04.07, 10:01
      My planujemy wysłać młodego na kolonie w tym roku, mimo że jest młodszy od
      Twojego synka. Ma 9 lat ale pomysł kolonii bardzo mu się spodobał. Pewnie dużo
      zależy od dziecka, nasz jest bardzo samodzielny i ogólnie otwarty do
      równieśników. Zobaczymy, czy te chęci mu nie miną w miarę zbliżania się
      wakacji smile Moim zdaniem takie wakacyjne wyjazdy bardzo dobrze wpływają na
      dzieci (oczywiście warunkiem jest dobra organizacja kolonii czy obozu i
      odpowiednie zaplecze). Ja sama jeździłam jako dziecko od małego i z własnego
      dziecięcego doświadczenia wiem, że najgorszą sprawą są odwiedziny rodziców w
      trakcie - wtedy szansa na kryzys z postaci chęci powrotu do domu rośnie. A tak -
      rówieśnicy, jakaś tam dyscyplina w postaci wychowawców (to nie mama) robi
      swoje, dziecko się usamodzielnia, nabiera pewności siebie. Ja bym zaryzykowała,
      nawet jeśli ten pierwszy wyjazd skończy się wcześniejszym powrotem, to pierwsze
      koty za płoty smile
    • zielnaa Re: Problem kolonijny 17.04.07, 10:05
      Mój najstarszy był pierwszy raz na obozie po trzeciej klasie podstawówki. Trzy
      tygodnie w domkach letniskowych "zapałczanych", w krzakach wśród komarów, pod
      opieką niespełna szesnastoletniego druha. Pojechaliśmy go odwiedzić i myślałam,
      ze się popłaczę. Ale wytrzymałam wink Od tamtej pory jeżdzi co roku, od dwóch
      lat na pełny miesiąc (w końcu już harcerz, a nie zuch). Na swoje doleglowości
      zabiera lekarstwa z dokładną instrukcją doręczaną drużynowemu co i jak i w
      jakich okolicznościach (teraz jest trochę łatwiej, bo sam zaczyna nad tym
      panować, kiedyś zdawałam się na odpowiedzialność jego druha). Od drugiego
      wyjazdu miał ze sobą komórkę (zakupioną specjanie na tę okoliczność), właściwie
      psu na budę, bo na obozach komórki lądują u kadry i wydawane w razie potrzeby
      tylko wieczorem. Przeżyłam już brak jakiegokolwiek kontaktu z dzieckiem przez
      kilka dni; przeżyłam brak wiadomości po przyjeździe na miejsce i przez dwa dni
      kolejne mimo błagań, żeby odezwał się, jak już się rozłożą z manelami.
      Wypracowałam postawę - brak wiadomości to dobra wiadomość smile
      Podsumowując - bardzo dobra sprawa - uczy samodzielności, odpowiedzialności,
      pozwala na naturalne rozluźnianie więzów. I pomaga dorosnąć rodzicom do
      realnych potrzeb ich dorastających dzieci smile
      a.
      • konkubinka Re: Problem kolonijny 17.04.07, 10:07
        ja dodam, ze mimo wszystko mnie balabym sie kolonii niz tak dlugiego wyjazdu z
        eksem.Jak mi eks pol roku temu powiedzial, ze zamierza zabrac B. nad Balaton
        samochodem turystycznym to malo nie zemdlalam.Moje modlitwy zostaly wysluchane
        i po urodzeniu sie jego córki pomysl sie rozmylbig_grin
      • pelagaa Re: Problem kolonijny 17.04.07, 10:18
        > Przeżyłam już brak jakiegokolwiek kontaktu z dzieckiem przez kilka dni;
        > przeżyłam brak wiadomości po przyjeździe na miejsce i przez dwa dni
        > kolejne mimo błagań, żeby odezwał się, jak już się rozłożą z manelami.
        > Wypracowałam postawę - brak wiadomości to dobra wiadomość smile

        Weeeeeezzzzz nie strasz!!!!!! Ja nie jestem gotowa na taka postawe!!!

        > I pomaga dorosnąć rodzicom do
        > realnych potrzeb ich dorastających dzieci smile

        No moj chlop wlasnie mowil, ze jak bede potem przez 3 tygodnie marudzic, to on
        juz woli nie wysylac ich na te kolonie wink))) Na razie toczymy boje, ze trzeba
        na weekend jechac, bo on wcale nie chce, a ja mu tlumacze, zeby sie ciszyl, ze
        chce tylko na jeden a nie na dwa jechac tongue_out
        • konkubinka Re: Problem kolonijny 17.04.07, 10:22
          mysle, zebys teraz nie planowala weekendu zwlaszcza przy dzieciach.Niech
          wiedza , ze jada na e trzy tygodnie bez was.Zobaczysz co bedzie potem, plan
          miej w zanadrzu, ukryty
    • babe007 Re: Problem kolonijny 17.04.07, 10:49
      A jak mam schizę związaną z koloniami nad wodą. Oczami wyobraźni widzę pana
      ratownika, który zamiast pilnować dzieciaków flirtuje z roznegliżowanymi
      panienkami. Dlatego, jeżeli już, to będą to góry (niewysokie wink ).
    • nzuri Re: Problem kolonijny 17.04.07, 13:17
      Myslę, że powinnaś pozwolic mu jechać. Jeżeli sam chce, to nie oponuj. Co za
      róznica dwa tygodnie czy trzy.
      Wytłumacz tylko jak tam jest z tym wspólnym pokojem.
      Zysk bedziesz miała taki, że czasu wiecej dla siebie i dla Was - jako pary, nie
      rodziców.
      • pelagaa Re: Problem kolonijny 17.04.07, 13:34
        > Myslę, że powinnaś pozwolic mu jechać. Jeżeli sam chce, to nie oponuj.

        Wiesz jak on by sie napalil i sam wyrywal, to ja nie mialabym watpliwosci.
        Problem polega na tym, ze Mloda go namowila i jemu ta chec moze szybko minac i
        tego sie boje.

        > Wytłumacz tylko jak tam jest z tym wspólnym pokojem.

        Jak zaczynam tlumaczyc, to on przestaje chciec jechac uncertain

        > Zysk bedziesz miała taki, że czasu wiecej dla siebie i dla Was - jako pary,
        > nie rodziców.

        Eeee... my to juz chyba tylko rodzicami potrafimy byc. Ja to w ogole nie wiem,
        co bedziemy robic, bo ilez czasu mozna uprawiac dziki seks w roznych miejscach
        domu? Przeciez nie 3 tygodnie wink))) A wszystko inne robimy w czworke smile
        • natasza39 Twarda bądź! Nie "miętka"! 17.04.07, 18:22
          Ja też mam w domu cycocha, co nie lubił nigdzie bez mamuni jeździć. Zreszta
          nawet teraz woli jechać gdzieś ze mną, niż z kolegami.
          Jak byłabym Murzynka z buszu karmiąca, to pewnie na odległość cyca nie
          odchodziłby beze mnie.
          Ale walczyłam z tym twardo, choć serce mi krwawiło.Po raz pierwszy pojechał na
          kolonie jak miał 9 lat. Ale było to niedaleko domu, więc jeździłam tam każdej
          niedzieli. Wiesz co on wymyslał, za każdym razem, zeby go stamtad zabrać?
          Takich cycochów dla ich własnego dobra trzeba w świat wypuszczać.
          Tez dzwonił do mnie na komórke, wydzwaniał po 5 razy dziennie. Jojczał, że nie
          wytrzyma i żebym przyjechała po niego. Szantazował, że nic nie będzie jadł.
          Wymyslał, że się na słońce uczulił i ma potworna wysypkę. Nawet w jakiejś aferze
          na obozie, nad morzem, juz kiedy miał 14 lat, uczestniczył tylko po to,żeby go
          karnie usunęli. No mówię wam, imał się wszystkiego. Ja się nie poddawałam
          konsekwentnie. Chłopak musi przez to przejsc i juz.
          Czas mija szybko i co? Potem jak przyjda studia, albo wojsko, to tez mamunia ma
          po niego przyjechać?
          Mówię ci musisz być twarda i juz. Powiedz, ze musi tam jechać i koniec, nie ma
          gadania.
          Jak bedziesz z nim negocjować, to po 3 dniach zadzwoni że masz po niego
          natychmiast przyjechać. A takie "cycowniki mamusine" jak nasze syńcie, to nawet
          goraczki moga dostać dla uwiarygodnienia, tego, ze nie wytrzymaja ani dnia dłuzej.
          Mówię Ci pela, bądź twarda, nie miętka!!!
          Nic mu się nie stanie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka