Dodaj do ulubionych

KONIEC małżeństwa pod znakiem zapytania?

23.07.07, 12:04
ostatnio na forum „kobieta” umieściłam post, pt. Totalny WKURW!!”:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=66168654&wv.x=1&a=66168654
teraz napiszę wam dalszy Ciąg historii ale pierw chcę powiedzieć że mieszkam
u teściów z mężem. Teść jest okropny, uprzykrza nam życie, wyzywa męża nawet
przy ludziach o byle co nawet o to gdy mąż ma inne zdanie niż teść. Teściowa
sama ze swoim mężem nie może wytrzymać, nie interesuje się nim, ma go daleko
w d.... Teść parę razy startował do mnie z głupimi tekstami. Między mną a
mężem zaczęło się psuć, żyjemy w stresie, po takim dniu z teściem, jesteśmy
strasznie zdenerwowani, często kłócimy się. Mieliśmy możliwość mieć własne
mieszkanie, bo mój tato chciał nam kupić w prezencie ślubnym, mąż odmówił –
nie chciał przyjąć tak drogiego prezentu bo ma w sobie wyrobione coś takiego
że boi się że później zostanie mu to wypomniane, że coś dostał. Tak go ojciec
nauczył, jak coś dostał to później jego ojciec mówił „a widzisz a ja Ci to
czy to kupiłem ...” itp. Teraz na mieszkanie nas nie stać, mój tato
mieszkania już nie kupi bo ich cena prawie drugie tyle wzrosła, a po drugie w
moim małżeństwie jest nie za wesoło i nie wiadomo co dalej będzie.
Otóż wracając do tego weekendu pod namiotami nad wodą, pojechaliśmy w piątek,
godzinkę później dołączył do nas kolega męża, mąż miał z nim wędkować i robił
to popijając piwo (miał 12 puszek piwa) ze mnie interesu nie miał, siedziałam
sobie na leżaczku ok. 3 metrów od nich, mąż siedział z kolegą na jednym
kamieniu – czułam się odrzucona, wreszcie poszłam spać do namiotu a mąż
oczywiście zasnął wypity na leżaku ok. godz. 24ej zaprowadziłam go do
namiotu. Następnego dnia kolega męża z samego rana pojechał do domu,
zostaliśmy sami z mężem, no ale cóż dla niego były ważne ryby a ja sobie
siedziałam a to na leżaku a to w namiocie, brodziłam po wodzie. Mąż zero
zainteresowania, myślałam że przejdziemy się wzdłuż plaży albo razem
popływamy. Nawet mało co się odzywał bo albo był zapatrzony w wędkę albo
spał. Do domu mieliśmy wrócić o 24ej, poprosiłam męża abyśmy o 23.30
wyjechali, zależało mi aby być jak najwcześniej w domu, bo chciałam się
porządnie wyspać, zwłaszcza że poprzedniej nocy nie wyspałam się dobrze pod
namiotem, Niestety mąż nie chciał zgodzić się na to abyśmy o te 30 min
wcześniej wyjechali, a wiedział że mi na tym zależy, bo na drugi dzień o
godz.9ej była msza za moją zmarłą Mamę, więc chciałam wyprasować jeszcze
ubrania, wykąpać się i przede wszystkim wyspać się. I o te 30 min zrobiła się
wielka awantura, że aż mąż zaczął zwijać namiot i chciał już jechać do domu o
16e. Jednak jakoś go przekonałam abyśmy jeszcze z godzinkę zostali i
dokończyli grillowanie.
Dziś niedziela – rano pojechaliśmy na mszę, po mszy ok 15ej był festyn. Z
początku było fajnie, do momentu kiedy mój mąż zaczął przesadzać z alkoholem,
prosiłam aby przestał już pić bo zatacza się i używa brzydkich słów w
obecności mojej rodziny. Nie posłuchał mnie, stawiał się do mnie na oczach
rodziny, nawet mój tato zwrócił mu uwagę aby zachowywał się grzecznie, mąż
wtedy chciał wejść z moim tatą w dyskusję, tato jasno mu powiedział że nie ma
sprawy pogada z nim ale jak wytrzeźwieje (mój mąż). I chciał odejść wtedy mój
mąż złapał go i przyciągnął do siebie (troszkę szarpnął bo mojemu tacie aż
zegarek się odpiął). Mimo wszystko tato mój odszedł – poszedł do domu. Ja
męża też chciałam zgarnąć do domu bo miał już sporo wypite. Mąż wpadł w
nerwę, wstał cisnął piwem o ziemię ale poszedł ze mną do domu (mój rodzinny
dom), bo chciał dokończyć rozmowę z moim tatą. Wszedł do pokoju mojego taty,
kazał mu usiąść na fotelu bo chciał z nim pogadać, mnie mąż wyprosił z
pokoju, bo chciał rozmawiać z nim bez mojej obecności, gdy weszłam do pokoju
to mnie lekko wypchnął i trzasnął za mną drzwiami (drzwiami od pokoju mojego
taty). Chcąc słyszeć co mówi mojemu tacie stanęłam za drzwiami i
nasłuchiwałam – i wiecie co?? ... ale mój mąż na mnie narzekał, żalił się że
mu nie robię codziennie śniadań, że nie zawsze obiad nakładam mu na talerz,
że w piątek wyszłam z domu i nie powiedziałam gdzie idę i wróciłam po ok 4
godzinach. To mi się zdarzyło raz, wyszłam wkurzona z domu bo mąż zabrał się
i pojechał z kumplem na ryby a ja zostałam sam na sam z teściem, więc
zabrałam się i wyszłam do koleżanki. A jemu takie wypady parę razy się
zdarzyły np. wyszedł z domu pod pretekstem że idzie na 10 min do sklepu i
wracał po 5 godzinach po 10 godzinach wypity (był z kumplami) dwa razy na noc
nie wrócił do domu i to według niego jest ok. A ja wyszłam raz bez wieści na
4 godzinki jakie hallo robi, że ojcu mojemu się żali z tego, że on się tak o
mnie martwił a ja sobie poszłam nie mówiąc gdzie. Zaczął żalić się że mało
współżyjemy, że dzieci nie ma bo ja każę mu zakładać prezerwatywę. Ludzie
kochani i on takie rzeczy, takie szczegóły z naszego życia intymnego mówił
mojemu tacie. To powinno być tylko między nami. A tak w ogóle to prawda mało
współżyjemy ale dlatego że tak jak już pisałam mieszkam z teściami, teść
wyprowadza mnie z równowagi, męża również, żyjemy w stresie, odczuwam to na
własnej skórze, zrobiłam się nerwowa, mąż również, są kłótnie, na dodatek
straciłam pracę jestem bezrobotna – ten fakt też mnie dobija, zwłaszcza że
mąż wytyka mi moje bezrobocie. Staram się, szukam pracy, ciężko jest, z miła
chcę chęcią poszłabym do pracy, przynajmniej wyrwałabym się z domu, odpoczęła
od atmosferki jaka w nim panuje. Mąż parę razy mnie okłamał, jak leżałam w
szpitalu on wykorzystał ten moment i jednego dnia jak poszedł z kumplami to
nawet do domu na noc nie wrócił, teściowa dzwoniła do mnie spytać czy mąż śpi
ze mną w szpitalu bo go nie ma w domu. To wszystko sprawiło że powstała we
mnie wewnętrzna blokada, przestałam mieć chęć na taki częsty seks jak był
dotychczas. Mówiłam, tłumaczyłam mężowi czemu tak jest niestety on tego nie
rozumie, tłumaczy to sobie że pewnie już go nie kocham albo mam kochanka. I
wiecie co to wszystko powiedział mojemu tacie. W pracy w której pracowałam
ponad rok czasu, poznałam starszego o 5 lat chłopaka (żonaty, troje dzieci)
nawiązaliśmy przyjaźń (i nic więcej). Fajnie mi się z nim rozmawiało, on zna
moje problemy z mężem, potrafił podtrzymać mnie na duchu, porozmawiać.
Żadnego romansu nie było. Koleżanka z pracy z która miałam zadry
rozpowiedziała po niektórych pracownikach że mamy romans, co jest bzdurą. Ona
mnie nie lubiła, nawet w Internecie zamieściła mój anons, że ja niby szukam
sponsorów że lubię seks itd. podała mój nr gg, codziennie dostawałam mnóstwo
sprośnych wiadomości od chłopaków/mężczyzn musiałam zmienić nr gg. Nawet
jeden z pracowników firmy zaoferował mi seks za pieniądze. Czuję że to
sprawka tej „koleżanki” Odmówiłam Wracając do sprawy mąż wziął kartkę i
zaczął mojemu tacie rozpisywać wszystkie „za” na podstawie których oskarża
mnie o zdradę. Przykro mi się zrobiło a zarazem napłynęła mnie taka
adrenalina wściekłości, że nie wytrzymałam i weszłam do pokoju,. Zadałam
jedno sensowne pytanie mężowi w obecności mojego taty „czy kiedykolwiek
wróciłam z pracy później do domu, albo czy kiedykolwiek wyszłam z domu
wieczorem tak bez niego” odpowiedział że „nie”. Więc mu wtedy wykrzyczałam w
twarz, żeby nie robił ze mnie ku.. bo nigdy go nie zdradziłam. Mąż zaczął
dalej zarzucać mi zdradę, nie wytrzymałam bo to tak jakby na siłę robił ze
mnie kurwę i to w oczach mojego taty. Zaczęłam krzyczeć na niego (nerwy
puściły). Bo ileż można mu tłumaczyć, że żadnego romansu nie było, setki razy
mu to mówiłam, a w tej pracy nie pracuję już z półtorej roku!! A on ciągle
swoje.
Obserwuj wątek
    • pati_31 ciąg dalszy 23.07.07, 12:05
      Powiedziałam mu żeby spojrzał na swoje minusy, na to co on wyczynia, zaczęłam
      się bronić, bo on nieustannie zarzucał mi zdradę. ZAWSZE byłam mu
      wierna, nigdy prze nigdy go nie zdradziłam. Były momenty że mąż nie dopuszczał
      mnie do słowa, nerwy puściły, zaczęłam krzyczeć. Wtedy mąż nie wytrzymał wstał
      i wyszedł do korytarza, zaczęłam mu na nowo tłumaczyć, co on wyprawia po co to
      wszystko wywleka, przecież tyle razy mu mówiłam że żadnego romansu nie było,
      prosiłam go aby się uspokoił, ale on dalej ciskał się. Mój tato jest chory na
      serce, został mi tylko on, bo Mama już nie żyje. A on mojego tatę w to wciąga,
      po co? Aby załamał się. To ja sama do taty nie mówiłam całej prawdy jak jest,
      bo mam na względzie jego zdrowie. A mój mąż tak mu wszystko ładnie przedstawił,
      jaką to okropną córkę sobie wychował itd. Siostra nie wytrzymała podeszła do
      niego i powiedziała mu, że jest gó..arzem bo raz że wie że mój tato jest chory
      to jeszcze potrafi mu taką awanturę w domu zrobić a po drugie że jest idiotą bo
      jak śmie oskarżać mnie o zdradę. Mąż wpadł w jeszcze większy szał, tata mój
      próbował go uspokoić, tłumacząc aby zamilkł i nie mówił nic więcej bo późnej
      jak wytrzeźwieje może żałować swych słów, że po pijaku nie ma co rozmawiać.
      Wtedy mój mąż zbliżył się do niego nadstawił twarz i powiedział „jak chcesz to
      mnie uderz”. Siostra zabrała tatę do pokoju, ja zostałam sama w korytarzu z
      mężem. Prosiłam aby przestał, bo to człowiek schorowany, aby poszedł i się
      położył a jak wytrzeźwieje to na spokojnie porozmawiamy. Mąż powiedział że
      gó.. go obchodzi że tato jest chory. Po czym poszedł do łazienki, zamknął się,
      a po chwili wyskoczył przez okno. Wyszłam szybko za nim, bo mimo wszystko
      martwiłam się o niego aby jakieś głupoty nie zrobił bo strasznie był wściekły.
      Wyszedł na drogę mówiąc że idzie piechotą do swojego rodzinnego domu (tam
      właśnie mieszkamy) ok. 10 km dalej. Podeszłam do niego, prosiłam aby się
      zatrzymał, wtedy powiedział „spie..j” nie wytrzymałam uderzyłam go w plecy a
      jak się odwrócił to uderzyłam go w twarz. Wściekł się i powiedział, że jak
      jeszcze raz podniosę na niego rękę to on mi wtedy zajeb... z pięści.
      Powiedział, że przesrałam sobie u niego tym że miałam śmiałość go uderzyć.
      Dodał, że małżeństwo zostało zakończone, że jego noga nie przekroczy progu
      mojego domu bo mój tata i siostra wyzwali go od gó..arzy itp. że potraktowali
      go jak śmiecia. Zaczął mówić, że być może zostanę młodą wdówką i wtedy będę
      mogła wziąć ślub kościelny z innym. Powiedział mi że po tym co mu dziś nagadała
      moja siostra uważa ją za kurwę. I że po dzisiejszej awanturze u mnie w domu
      przestał mnie kochać. Miałam ochotę go jeszcze raz uderzyć ale z trudem
      powstrzymałam się. Po co to wszystko zaczynał, wystarczyło tylko aby na tym
      festynie więcej piw nie pił, a on raz że nie posłuchał to jeszcze mojego tatę
      wciąga w nasze problemy. Odwróciłam się i poszłam do swojego domu a on poszedł
      do swojego.
    • pati_31 Re: KONIEC małżeństwa pod znakiem zapytania? 23.07.07, 12:06
      zdziwiło mnie bo rano mąż do mnie zadzwonił. Na telefon stacjonarny taty, że
      miał śmiałość ale cóż inaczej nie miał jak się ze mną skontaktować bo moja
      komórka została w naszym domu. Zadzwonił i spokojnie zapytał czy dziś przyjadę
      do naszej miejscowości a jak tak to abym mu przywiozła jego klucze, dokumenty i
      telefon bo zostawił u mojego taty. Ja z wściekłością wykrzyczałam mu przez
      telefon że jedynie mogę pojechać do domu po swoje rzeczy i nie mam zamiaru mu
      zawozić jego. Jak ma śmiałość to wie gdzie miesza tata i niech sobie sam
      odbierze jak ma śmiałość po wczorajszym pokazać się na oczy. O dziwo mąż przez
      telefon był grzeczny nie podnosił głosu za to ja nie szczędziłam strun
      głosowych i wykrzyczałam mu że skoro uważa że go zdradziłam to jest skończonym
      kretynem. Mąż powiedział że ma mi za złe bo uderzyłam go w twarz, więc mu
      powiedziałam że sobie sam na to zasłużył bo mnie zbluzgał i wciągnął w nasze
      sprawy moją rodzinę w tym schorowanego tatę i dostał też za to że powiedział do
      mnie spie..j. Wykrzyczałam mu to wszystko przez telefon i się rozłączyłam,
      zadzwonił ponownie ale już nie odebrałam telefonu, po paru minutach znów
      zadzwonił siostra odebrała i powiedziała że nie ma mnie w domu i się szybko
      rozłączyła
      • to.ja.kas Re: KONIEC małżeństwa pod znakiem zapytania? 23.07.07, 12:21
        Sorry ale to co czytam podnosi włosy na mojej głowie....12 piw, spierdalaj,
        szarpanie, trzaskanie drzwiami, siostra to kurwa.......to nie małżeństwo, to
        gnój w którym tkwicie po uszy i wciagacie w to osoby
        trzecie....obrzydliwe....nie wiem dlaczego koniec małżenstwa pod znakiem
        zapytania, bo ja nie doczytałam w którym momencie był KONIEC????
        Wg mnie powinien byc juz dawno....jesli tak wyglada na codzien...tragedia!
        • notting_hill Re: KONIEC małżeństwa pod znakiem zapytania? 23.07.07, 15:15
          Mnie się tu zdecydowanie rzuciła w oczy kwestia alkoholu. To jest do czego
          powinnaś się odnieść w pierwszej kolejności.

          Ja wiem, że "wszyscy piją" i że to "robienie z kogoś alkoholika", ale jeśli
          osoba pije do upojenia, i to mimo że otoczenie to dezaprobuje, to ma problem.
          Nie dyskutuj z pijanym mężem, nie pilnuj go i nie kładź spać. Pierwsza rzecz
          jakiej powinien się dowiedzieć to taka, że jeśli pije, bo tak chce, to będzie
          musiał chcieć też ponosić tego konsekwencje.
          Tu masz linka do stron o uzależnieniu i współuzależnieniu:
          www.alkoholizm.akcjasos.pl/73.php
          Godząc się na istniejący stan rzeczy, grozi Ci popadnięcie we
          współuzależnienie, a wtedy wyrwanie się z tego układu będzie dużo trudniejsze.
          Trzymaj się i zachowuj spokój. Dowiedz się więcej, przemyśl to, ale nie
          zostawiaj spraw swojemu biegowi, bo one najprawdopodobniej będą się toczyły
          tylko z złym kierunku, niestety.


          • to.ja.kas Re: KONIEC małżeństwa pod znakiem zapytania? 23.07.07, 15:18
            A mipoza tym rzuciła sie jeszcze w oczy przemoc...psychiczna i fizyczna...i to
            z obydwu stron.
            Jesli rzeczywiscie Ci to przeszkadza i taka forma komunikacji jaka istnieje w
            Twoim zwiazku Ci nie odpowiada to mocno sie zastanów co z tym zrobic...Bo tu
            juz nie chodzi tylko o tresc ale i forme...
          • notting_hill Re: KONIEC małżeństwa pod znakiem zapytania? 23.07.07, 15:26
            A, i jeszcze coś- to zachowanie jakie opisałaś to typowe zachowanie osób
            wciągniętych w krąg uzależnienia- on coś bluzga, wy z nim dyskutujecie,
            eskaluje się przemoc, wszyscy tracą zimną krew, a rano mąż próbuje coś
            załagodzić, stawiam na to, że Cię przeprosi, ukorzy, obieca że już nigdy, a Ty
            mu przebaczysz i przez jakąś chwilę będzie ok. Te cykle się będą powtarzać
            regularnie, z coraz większym nasileniem.

            Skąd to wiem? Bo sama przez to przeszłam, sama się tak zachowywałam. To nic
            złego, próbujesz sobie radzić z sytuacją jak potrafisz, ale w końcu to Cię
            przerośnie. Nie ma tu miejsca na opisywanie jak się rodzi współuzależnienie,
            ale czytając tę Twoją historię tak mi się nasunęło, że właśnie weszłaś na tę
            drogę.

            Niewiele zmieni się w Waszym życiu, jeśli mąż nie przestanie używać alkoholu
            dla zagłuszania swoich emocji i nie nauczy się ich wyrażać w inny sposób. Jeśli
            potrzebujesz więcej informacji czy wsparcia, pisz na priv.
          • pati_31 Re: KONIEC małżeństwa pod znakiem zapytania? 23.07.07, 17:39
            mąż wysłał mi esa w którym znów przeprasza za swoje zachowanie i obiecuje że
            jak najszybciej uciekniemy od jego rodziców i jeśli tylko będę chciała to
            pójdziemy do psychologa, poradni rodzinnej.
            • tricolour Osoby uzależnione mają wielką łatwość... 23.07.07, 17:43
              ... składania deklaracji.

              Poza tym powinien tak przeprosić, by nie trzeba było przeprosin powtarzać sto
              razy dewaluując ich znaczenie.
        • pati_31 ja.kas 23.07.07, 17:28
          > to gnój w którym tkwicie po uszy i wciagacie w to osoby
          > trzecie....obrzydliwe....

          przecież pisałam że to mąż wciągnął moich najbliższych w nasze sprawy a nie ja.
          Ja się nie żaliłam tylko on
        • pati_31 ja.kas 23.07.07, 17:36
          > Wg mnie powinien byc juz dawno....jesli tak wyglada na codzien...tragedia!

          nie tak nie jest na codziennie, układało się w miarę dobrze bez większych
          awantur. Co prawda przez ostatnie dni teść dał nam obojgu we znaki, jego wyzwał
          i mnie też się dostało. Codziennie to my mieliśmy jazdy z teściem. Mąż zaczął
          jeździć na ryby aby się zrelaksować dzięki swojemu hobby. Ja nie chciała
          jeździć bo wędkowanie to nie dla mnie. Ciągłe kłótnie z teściem spowodowały,
          że pomału zaczął rosnąć w nas gniew. Przed ślubem chodziliśmy z mężem ponad 6
          lat (było ok) przez rok mieszkaliśmy razem z dala od jego rodziców (było ok).
          Mąż na festynie chciał odreagować ten stres piciem piwa, no i się upił w trupa
          a ja mu się sprzeciwiłam a wiadomo pijany w gadce hamulców nie ma. Mimo
          wszystko powinien się pohamować, niestety tego nie zrobił i jest jak jest.
          • to.ja.kas Re: ja.kas 23.07.07, 23:15
            Nie przekonuje mnieto....ale jesli przekonuje Ciebie....
    • pati_31 ciąg dalszy1 23.07.07, 17:26
      mąż dzwonił kilka razy. A po południu szwagier zawiózł mnie do domu, tam
      spotkałam męża. Zaczęłam pakować najpotrzebniejsze rzeczy, mąż skruszony z
      łzami w oczach przepraszał mnie, prosił o wybaczenie, powiedziałam mu aby
      zszedł mi z drogi bo nie ręczę za siebie, bo jeszcze mogę mu raz strzelić w
      twarz za wczorajsze, wtedy on się nastawił i powiedział abym go uderzyła ile
      tylko będę chciała ale żebym z nim została. Powiedziałam, że nie uderzę go i
      nie zostanę. Pakowałam się dalej, nie chciał mnie wypuścić z domu, powiedziałam
      żeby nie pogarszał sytuacji. Mąż powiedział, że już nigdy nie przesadzi z
      alkoholem, że nigdy taka sytuacja się nie powtórzy i że pojedzie do mojego taty
      i siostry prosić o przebaczenie. Zaczął obiecywać, że wyniesiemy się z pod
      dachu jego toksycznych rodziców. Teść jak mnie zobaczył, że wynoszę reklamówki
      z moimi rzeczami z głupim uśmiechem na twarzy spytał „wyprowadzasz się? nie
      wygłupiaj się” a teściową na odchodne poprosiłam aby podlewała moje kwiaty i
      wiecie co usłyszałam od niej „a zabierz i kwiaty” i to taki głupi uśmiech na
      twarzy miała. Łzy stanęły mi w oczach, mąż akurat schodził ze schodów i słyszał
      jak ona się do mnie odezwała, widział moje łzy a ja powiedziałam mu
      tylko „zobacz sam co z naszym małżeństwem zrobiło mieszkanie pod jednym dachem
      z Twoimi kochanymi rodzicami”. Przecież prze rok przed ślubem mieszkaliśmy sami
      (wynajmowaliśmy mieszkanie w mieście w którym studiowałam) i układała się
      dobrze, zero poważnych kłótni a jak zamieszkaliśmy z jego rodzicami zaczęło się
      psuć. Teście wtrącają się w nasze sprawy, teść wyzywa, bluzga i obmawia. Jak
      wychodziłam z domu mąż wybiegł za mną, płakał i przepraszał, wręcz błagał i
      obiecał że wyniesiemy się od nich jak najdalej ale żebym tylko do niego wróciła
      a już nigdy nie da mi powodu do odejścia. Ja mimo wszystko wsiadłam do
      samochodu i z rzeczami trafiłam do taty.
      • tricolour A czy możesz powiedzieć o co chodzi... 23.07.07, 17:31
        ... jeszcze poza opowiedzeniem smutnej historii? Chcesz wsparcia, chcesz sobie
        popisać, szukasz pomocy?
        • pati_31 tricolour 23.07.07, 17:43
          > ... jeszcze poza opowiedzeniem smutnej historii? Chcesz wsparcia, chcesz sobie
          > popisać, szukasz pomocy?

          chciałam to wyrzucić z siebie a tym samym ulżyć sobie. Wsparcie też by się
          przydało bo jest mi ciężko
          • tricolour To ulżyłaś sobie, a my wiemy już co Ci napisać. 23.07.07, 17:49
            Widzę to tak:

            1. Nie jest normalne, że na 2 osoby zabiera się 12 puszek piwa. No chyba, że
            celem jest, by sie nawalić.
            2. Nie jest normalne, że po alkoholu ktoś staje sie agresywny. No chyba, że
            stracił kontrolę nad piciem i zachowaniem.
            3. Nie jest normalne, że dorosły facet żali się na żonę obcym osobom - takie
            sprawy dorosły facet załatwia z żoną.

            Najwyższy czas, by Twój mąż zajął się sobą pod kątem problemu alkoholowego. Ty
            też, bo zwykle choroba alkoholowa rodzi współuzależnienie u bliskich.
            • notting_hill Re: To ulżyłaś sobie, a my wiemy już co Ci napisa 23.07.07, 18:09
              No, Tri ujął to lapidarnie a celnie.

              Co możesz teraz zrobić?
              Bo to, że się wyprowadziłaś i powiedziałaś kilka słów w gniewie to jedno, a
              długofalowe działanie to drugie. Jeśli nie otrzymasz fachowego wsparcia, za
              chwilę zaczniesz go żałować i mieć pretensje do siebie, że się uniosłaś. A
              jeszcze otoczenie może próbować mediacji i w końcu dojdziesz do wniosku, że
              jesteś przewrażliwiona. Tak to właśnie tak działa.

              Gdybym była na Twoim miejscu spokojnie i rzeczowo poinformowałabym męża, że
              macie problem, że nie wrócisz do niego zanim on nie podejmie konkretnych
              działań zmierzających do naprawy tej sytuacji, w tym wizyta w poradni
              uzależnień. Ty niezależnie od niego też się tam udaj i porozmawiaj z terapeutą.
              Nikt Cię tam nie zje, a powie co możesz zrobić żeby mniej cierpieć.
              I bądź konsekwentna. Kiedy już zrobisz ten pierwszy krok, nabierzesz trochę
              dystansu i spokoju, bo spotkasz ludzi, którzy Ci mogą pomóc, jeśli będziesz
              tego chciała.
              • pati_31 notting_hill 23.07.07, 18:34
                > Jeśli nie otrzymasz fachowego wsparcia, za
                > chwilę zaczniesz go żałować i mieć pretensje do siebie, że się uniosłaś. A
                > jeszcze otoczenie może próbować mediacji i w końcu dojdziesz do wniosku, że
                > jesteś przewrażliwiona. Tak to właśnie tak działa.

                nie mam pretensji do siebie. Tylko do męża o takie jego zachowanie i do teściów
                że wpierdzialają się w nasze małżeństwo. Nikt z otoczenia nie próbuje mediacji,
                tata i siostra uważają że dobrze że wyprowadziłam się od męża a tym samym od
                teściów. Mój tato nie lubi moich teściów, uważa ich za popiep... ludzi.
                • notting_hill Re: notting_hill 23.07.07, 19:30
                  To bardzo dobrze, że masz wsparcie w rodzinie. To co napisałam wynika tego, że
                  sama doświadczyłam i słyszałam od innych jakie są typowe reakcje na tego typu
                  zachowania. Dopóki jesteś zraniona i wkurzona i z dala od męża, sprawa jest
                  dosyć prosta. Te uczucia Cię napędzają i to na razie wystarczy.
                  Problem powstaje w momencie kiedy trzeba się porozumieć (albo i nie) i podjąć
                  jakieś decyzje praktyczne.

                  Osoby uzależnione są bardzo dobre w manipulowaniu innymi i w osiąganiu swoich
                  chorych celów. Chodzi po prostu o to, żeby konsekwentnie stawiać im swoje
                  granice i trzymać się tego, a to nie zawsze bywa łatwe.
                  Pozdrawiam.
                  • geo_v Re: notting_hill 24.07.07, 11:00
                    Pati, problem macie oboje. Mąż pije, ty masz tendencje do usrawiedliwiania
                    tego, co robi:"Mąż na festynie chciał odreagować ten stres piciem piwa, no i
                    się upił w trupa
                    a ja mu się sprzeciwiłam a wiadomo pijany w gadce hamulców nie ma. "
                    Tak jak radzą inni-wizyta w poradni uzależnień, koniecznie. Pomoc będzie
                    potrzebna Wam obojgu. Nigdy nie jest tak, że z terapii korzysta tylko
                    strona "czynnie" pijąca.
            • ka-aktus Re: To ulżyłaś sobie, a my wiemy już co Ci napisa 24.07.07, 23:04
              Tri -i tu masz rację!

              Nie częśto mamy jednakowe zdanie, a w tym wypadku sie zgadzam z Tobą.

              Odnośnie alkoholu...Tak sobie myslę: do faceta doszły słuchy (plotki) o
              zdradzie żony, ona temu zaprzecza. Być może "topi smutki w alkoholu". Nie
              mówię, ze to jest dobre, ale tak czesto robią ludzie rozdzarci wewnetrznie.

              Dzieciak jest - zamiast z Tobą porozmawiać, zali się "tatusiowi". Nie mam
              usprawiedliwienia dla takiego zachowania.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka