joanna9969
22.08.07, 05:24
utknelismy w martwym punkcie , maz mnie nijak nie wspiera,
a jeszcze oczekuje wsparcia odemnie , a ja ledwo moge
poradzic sobie ze soba .
On oczekuje ze poprostu przejdziemy nad tym wszystkich
jak gdyby nigdy nic do porzadku dziennego .W domu cisza az dzwoni .
Coraz wiecej rzeczy do mnie dociera , rozumiem juz ze to ze
nasze malzenstwo bylo tak dobre jak bylo to byla glownie moja zasluga
to ja sie staralam jak moglam .Ale juz mi sie nie chce starac , juz mi sie nie
chce nic w tym zwiazku , chcialabym by ktos teraz dla odmiany postaral sie dla
mnie ale dla mojego meza to chyba za wysokie oczekiwania .
Ostatnio powiedzial mi ze jestem dziecinna i naiwna i pewnie ma racje
.Dobrze ze przynajmniej tu moge wylac swoje mysli bo powiem wam szczerze ze w
realu to prawie nikt o naszych problemach nie wie.
On nawet swoim rodzicom naklamal ostatnio jak mowil czemu slub sie nie odbyl
ale to juz jego sprawa .