razdwatrzy11
01.09.07, 02:50
byłam kochanką.
przez kilka początkowych miesiący nie wiedzialam ze ma zonę.
potem byłam zbyt zaangażowana żeby odejść.
to jego pomysłem było nasze wspólne życie razem i przekonał mnie do
niego, pomimo żony.
rozwiodł się, bo nie chciał dłużej ciągnąc fikcji którą było jego
wieloletnie małżeństwo.
tak, zrobił to dla mnie, ze wstydu że mnie okłamał i widząc we mnie
ideał zasad które w życiu pogubił,
wiedząc że nie może ze mną ciągnąć byle jakiego związku bo na to się
nie zgodzę.
nieważne, że nie jesteśmy już razem.
jego rozwód niewiele tu nie zmienił, zarzt manipulacji prawdą nie
zdezaktualizował się.
czasem lepiej być samemu niż tkwić w kłamstwie udając szczesliwego.
co dały jemu i jego żonie lata tkwienia w nieudanym związku?
wieloletnią niechęć wzajemną i problemy dzieci: z narkotykami, w
związkach, w życiu.
i wojnę i wydzieranie majątku przy okazji rozwodu.
nakreślcie raczej portret własnego małżeństwa. modląc się o
kochankę która wreszcie rozpieprzy wam to co niewarte nazwania
małżeństwem...