Dodaj do ulubionych

Re. portret kochanki

01.09.07, 02:50
byłam kochanką.
przez kilka początkowych miesiący nie wiedzialam ze ma zonę.
potem byłam zbyt zaangażowana żeby odejść.
to jego pomysłem było nasze wspólne życie razem i przekonał mnie do
niego, pomimo żony.
rozwiodł się, bo nie chciał dłużej ciągnąc fikcji którą było jego
wieloletnie małżeństwo.
tak, zrobił to dla mnie, ze wstydu że mnie okłamał i widząc we mnie
ideał zasad które w życiu pogubił,
wiedząc że nie może ze mną ciągnąć byle jakiego związku bo na to się
nie zgodzę.
nieważne, że nie jesteśmy już razem.
jego rozwód niewiele tu nie zmienił, zarzt manipulacji prawdą nie
zdezaktualizował się.
czasem lepiej być samemu niż tkwić w kłamstwie udając szczesliwego.
co dały jemu i jego żonie lata tkwienia w nieudanym związku?
wieloletnią niechęć wzajemną i problemy dzieci: z narkotykami, w
związkach, w życiu.
i wojnę i wydzieranie majątku przy okazji rozwodu.

nakreślcie raczej portret własnego małżeństwa. modląc się o
kochankę która wreszcie rozpieprzy wam to co niewarte nazwania
małżeństwem...
Obserwuj wątek
    • psyche07 Re: Re. portret kochanki 01.09.07, 07:47
      Razdwatrzy, bardzo dziekuje za Twoj post.
      Wciaz czekam na decyzje mojego mezczyzny ktory od momentu gdy sie tam ponownie
      wprowadzil, to bywa tam jeszcze mniej niz gdy mieszkal u mnie. Znika pod byle
      powodem by nie kisic sie w towarzystwie kobiety z ktora go nic nie łączy oprocz
      dzieci. Ale jej to najwyrazniej nie przeszkadza. Bo wcale nie chodzi o milosc i
      o bycie razem. Jej chodzi o to ze ' w jej rodzinie rozwodow nie ma' i 'dzieci
      musza mieć pelną rodzine' . Wedlug mnie chore zwiazki nie powinny truc psychiki
      ani doroslych ani dzieci. Kochanka jest ich szansa, katalizatorem emocji. Co
      wspanialego wyniosa z tego zwiazku ci synowie? Czekam az wszyscy wykrzyczą to
      sobie w twarz. Że tak sie nie da. Pozdrawiam Cie serdecznie. Powodzenia
      • sbelatka Re: Re. portret kochanki 01.09.07, 08:07
        bladym świtem w sobotke i to przed sniadankiem musze byc zjadliwa...
        nieco..

        dziekujmy Panu, że gówniarze, których nic nie łączy z żonami z
        wyjątkiem braku umiejetności podjęcia decyzji o zakończeniu tego co
        trwac nie powinno znajduja wybawienie...
        dla siebie
        dla swoich żon nieszczęsliwych, ktore nareszcie mogą stac sie
        szczęsliwe po odejściu mężów
        dla swoich dzieci w końcu, które nie zostana narkomanami -
        oczywiście dzieku odejściu tatusia do innej kobiety

        i wiesz co?
        to nie jest tak "wszystko jedno" czy gostek któremu sie pogubily
        idealy czy co tam jest z Toba czy nie..
        zreszta nie piszesz czy to jemu sie pogubuly idealy po raz drugi -
        czy to juz Twoja milośc wielka sie była wzięła i sflaczała ...

        a dzieci?
        cóz, moja droga
        poczytaj nieco literatury może sie dowiesz co jest najwiekszym
        emocjonalnym "wyzwalaczem" brania...
        a może już wiesz, że brak ojca...

        i dobra, nie musisz mi tu ripostowac, że jak jest do dupy w domu.. to
        że ojca moze brakowac nawet gdy tatus siedzi przez TV...

        ale błagam cie - nie usprawiedliwiaj TAKIEGO załatwiania spraw...
        PORZUCANIA rodziny dla nowej wielkiej milosci...

        rozumiem, że masz potrzebę USPRAWIEDLIWIANIA.. się.. sama przed
        sobą..
        i pewnie stąd ten post

        cóż. poczucie winy to niemiłe uczucie...

        ale tak poza tym może robic w swoim życiu to co chcesz
        jak i każdy z nas

        ale będac porzuconą zupelnie niedawno dla 20 lat mlodszej
        sekretarki - nie bede sie silic na obiektywizmy i inne...
        w osbotnie rano i to przed sniadaniem...

        acha, na pewno na forum trudne miloście czy jakimś innym znajdziesz
        dziesiatki głosów wsparcia
        po co Ci jeszcze nasze?
        porzuconych żon.....
      • sbelatka acha, psyche.. 01.09.07, 08:15
        Ty naprawde nie możesz wiedziec o co chodzi kobiecie twojego
        gówniarza, ktory sie wprowadza i wyprowadza..

        ale oczywiscie podaje ci wersje dla siebie najdogodniejszą...

        no, na pewno!!! nie chodzi o milośc ani o nic dobrego..
        zapomnialas dodac, że ta pieprzona zona na pewno ze złości i żeby ci
        dowalić go przetrzymuje...

        a list razdwatrzy pzreczytaj zwracając uwage na "nie jestesmy juz
        razem"...

        Twoj luby tez zniknie z twojego zycia..
        ale oczywiscie możesz sie z nim bujac jeszcze kilka lat
        z ideałem, który ma wredna żone...
        i z jego żoną też...

        i w tym kontekście poczulam sie lepsza od tej zony - bo jak juz
        pzryszedl czas a ex nie MOGL o wlasnych silach przeniesc tyłka z
        fotela w naszym domu NA STALE na fotel w ich gniazdku zastosowalam
        metode dobrego startu..

        najpierw lekki kopniaczek a potem juz idzie...
        i juz jest szczęsliwy zapewne z nowa wybranką
        tylko nie wiedziec czemu ciągle teraz przesiaduje u mamusi...hmmmm
        zapomniałbym - mamusie niewydarzonych gównairzy tez sa wredne .. no
        nie...

        P.S.
        "gówniarz" może mieć dowolna liczbe kllat
        mój "osobisty" ma 46...
    • ester271 Re: Re. portret kochanki 01.09.07, 08:15
      Patrzysz na to z drugiej strony - rozwalającej związek.
      Ja jestem po tej drugiej stronie. Mi tak zwana kochanka zburzyła
      małżeństwo. Nie byle jakie - podupadające, znudzone. Normalne. Ja
      się nie wznosiłam oczu do nieba prosząc o modliszke, która zabierze
      mi męża. Wznosiłam tam oczy po to, by kochać, marzyć o dziecku.
      A ONA, tak zwana kochanka, sprowadziła mnie na ziemnię..
      • clio11 CZY TO DALEJ FORMUM "ROZWÓD", CZY "ŻONY ZDRADZONE" 01.09.07, 10:01
        Moje drogie
        Nie było mnie tu sporo czasu, więc może ktoś mnie uświadomi, czy
        forum zawęziło się do grona zdradzonych żon/mężów?
        O ile mi wiadomo, istnieje już forum o tej tematyce.
        Nie jestem przekonana, czy pisanie tekstów typu "co tu robisz,
        pomiędy nami, porzuconymi żonami" nie jest wymierzaniem
        sprawiedliwości na własną rękę i czysto (subiektywną) próbą
        wyproszenia kogoś za drzwi.
        ???
        Czy może to ja w sobotni ranek mam zaburzone postrzeganie
        rzeczywistości tego forum?
        • jasmin.dor Re: CZY TO DALEJ FORMUM "ROZWÓD", CZY "ŻONY ZDRAD 01.09.07, 11:04
          Masz racje , rozwód to rozwód i różne są jego przyczyny, to tyle.

          A lewą nogą czasem każdemu zdarza się wstać smile



          "LEPIEJ ZGINĄĆ STOJĄC STOPAMI NA ZIEMI, NIŻ ŻYĆ NA KOLANACH"!!!
          • czamon Re: CZY TO DALEJ FORMUM "ROZWÓD", CZY "ŻONY ZDRAD 01.09.07, 11:22
            jasmin.dor napisała:

            > Masz racje , rozwód to rozwód i różne są jego przyczyny, to tyle.
            >
            > A lewą nogą czasem każdemu zdarza się wstać smile
            >
            > Właśnie rozwód to rozwód nie ważne czy ze zdrady czy tysiąca inych
            powodów, ale to ze ktoś wstaje lewą noga nie usprawiedliwia go. Jak
            chce wylewać jad to niech to zrobi gdzie indziej, to forum czasami
            zaczyna przypominać forum Zdradzone, taj jadu było pod dostatkiem i
            jedynym celem ataków były kochanki. Ludzie trochę wiecej zdrowego
            podejscia do zycia, nie chcemy sami byc oceniani wiec nie oceniajmy
            innych.
            >
            > "LEPIEJ ZGINĄĆ STOJĄC STOPAMI NA ZIEMI, NIŻ ŻYĆ NA KOLANACH"!!!
            • naemi czamon 01.09.07, 16:19
              Byłaś kiedys aktywnym uczestnikiem forum, które teraz opluwasz.
              Zostałaś zdradzona, rozwiodłaś się, teraz szukasz nowej miłości ,
              ale zrozumiałas , ze w twojej sytuacji została ci tylko rola
              kochanki.
              W tym kontekscie wszystko jest jasne , a zwłaszcza to , ze bronisz
              kochanek.
              Bez pozdrowień.
              • clio11 Re: czamon 01.09.07, 16:38
                A Tobie, Naemi, tak źdźbło u Czamon przeszkadza?
                "Nie sądźcie, byście sami nie byli sądzeni"...
                Nic nie jest jasne, tak jak nic nie jest proste.

                • czamon Re: czamon 01.09.07, 21:48
                  clio11 napisała:

                  > A Tobie, Naemi, tak źdźbło u Czamon przeszkadza?
                  > "Nie sądźcie, byście sami nie byli sądzeni"...
                  > Nic nie jest jasne, tak jak nic nie jest proste.
                  >

                  Ona nie potrafi zrozumniec tego ze nie wszystkie zdradzone kobiety
                  mają w sobie tyle jadu co ona i że potrafią prowadzić całkiem fajne
                  życie wcale nie w roli kochanki.
                  • naemi czamon vel wolna444 02.09.07, 13:23
                    tak wyglada to twoje fajne samotne zycie ???

                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29963&w=57075835&v=2&s=0
                    • czamon Re: czamon vel wolna444 02.09.07, 21:39
                      naemi napisała:

                      > tak wyglada to twoje fajne samotne zycie ???
                      >
                      > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29963&w=57075835&v=2&s=0


                      kobieto czy mężczyzno zacznij się leczyć, im starsza jesteś tym
                      bardziej ci się w głowie przewraca. No oceniaj wszystkich wg siebie,
                      nie mam innych ników (ale tym ze ja to wolna to rozbawiłas mnie do
                      łezsmile))
                      A i jeszcze jedno ja nie mam samotnego życia, mam wokoło siebie
                      wiele fantastycznych osób...wiem wiem zazdrościsz mi i innym którym
                      się udało, ale nie pokazuj tego tak bardzo, moze jak zaczniesz
                      mysleć i przestaniesz jad wypluwać i tobie się uda. powodzenia
                      życzę smile
              • czamon Re: czamon 01.09.07, 21:46
                naemi napisała:

                > Byłaś kiedys aktywnym uczestnikiem forum, które teraz opluwasz.
                > Zostałaś zdradzona, rozwiodłaś się, teraz szukasz nowej miłości ,
                > ale zrozumiałas , ze w twojej sytuacji została ci tylko rola
                > kochanki.
                > W tym kontekscie wszystko jest jasne , a zwłaszcza to , ze bronisz
                > kochanek.
                > Bez pozdrowień.


                Tu też jesteś?...jest jakies forum na którym nie wylewasz swojego
                jadu??
                Sory ale nie znize się do twojego poziomu i nie będę z Toba
                dyskutowac i rozczaruje nie została mi rola tylko kochanki, nie
                patrz na wszystkich z własnej perspektywy.
        • crazyrabbit Re: CZY TO DALEJ FORMUM "ROZWÓD", CZY "ŻONY ZDRAD 01.09.07, 13:30
          Clio , spokojnie smile
          To forum przechodzi oczywiście ewolucję , ludzie przychodzą i
          odchodzą , ale charakter dyskusji niewiele sie zmienił.
          Ot , sobotni kryzys weekendowy.

          Powiem szczerze , też nie bardzo podobają mi się ostatnie dysputy o
          kochankach.

          Jak czytam , to odnosze wrażenie , że niektóre kobiety traktują
          mężczyzn jak bezwolne , skretyniałe jednostki , które zbałamucone
          przez te wredne kochanki , zrobiły coś bez własnej woli. Fakt , że
          wielu to naprawdę kretyni , ale o tym kiedy indziej wink
          To nie kochanka zdradziła , to facet! Ona nie wrzuciła mu potajemnie
          narkotyku do herbatki , nie zahipnotyzowała...

          Są na tym forum różne osoby , różne historie... Nie każdy jest
          kryształowo czysty , prawda?
          A plucie jadem pozostawmy Bet. Ona jest w tym "miszczem" tongue_outPP
          • salemka1 Re: CZY TO DALEJ FORMUM "ROZWÓD", CZY "ŻONY ZDRAD 01.09.07, 23:10
            crazyrabbit napisała:

            > Clio , spokojnie smile
            > To forum przechodzi oczywiście ewolucję , ludzie przychodzą i
            > odchodzą , ale charakter dyskusji niewiele sie zmienił.
            > Ot , sobotni kryzys weekendowy.
            >
            > Powiem szczerze , też nie bardzo podobają mi się ostatnie dysputy
            o
            > kochankach.
            >
            > Jak czytam , to odnosze wrażenie , że niektóre kobiety traktują
            > mężczyzn jak bezwolne , skretyniałe jednostki , które zbałamucone
            > przez te wredne kochanki , zrobiły coś bez własnej woli. Fakt , że
            > wielu to naprawdę kretyni , ale o tym kiedy indziej wink
            > To nie kochanka zdradziła , to facet! Ona nie wrzuciła mu
            potajemnie
            > narkotyku do herbatki , nie zahipnotyzowała...

            Amen.

            > Są na tym forum różne osoby , różne historie... Nie każdy jest
            > kryształowo czysty , prawda?
            > A plucie jadem pozostawmy Bet. Ona jest w tym "miszczem" tongue_outPP
            Bet czy Naemi na jedno wychodzi;P
            • sonrisa3 Re: CZY TO DALEJ FORMUM "ROZWÓD", CZY "ŻONY ZDRAD 02.09.07, 18:01
              > Bet czy Naemi na jedno wychodzi;P
              Crazy, na jedno wychodzi bo Bet i Naemi to ta sama osobawink
              • crazyrabbit Re: CZY TO DALEJ FORMUM "ROZWÓD", CZY "ŻONY ZDRAD 02.09.07, 22:42
                sonrisa3 napisała:

                > > Bet czy Naemi na jedno wychodzi;P
                > Crazy, na jedno wychodzi bo Bet i Naemi to ta sama osobawink

                Jak zwał , tak zwał.... Miszczyni znaczy się tongue_out
                Zawsze można ja wyciąć , czyż nie tak droga Adminko Nasza Obyś Żyła
                Wiecznie?
                • anja_pl jeśli masz mnie na myśli... 02.09.07, 22:56
                  .. bo scriptus, to jednak facet wink, to potwierdzam: ciąć będę,
                  a teraz oprócz sekatorków mam tez piłę łańcuchową, jakby coś
                  większego było tongue_outtongue_outtongue_out

    • nangaparbat3 Re: Re. portret kochanki 02.09.07, 00:13
      >>>nakreślcie raczej portret własnego małżeństwa. modląc się o
      kochankę która wreszcie rozpieprzy wam to co niewarte nazwania
      małżeństwem...

      Ja akurat jestem osobą, która kochance zawdziecza wolność i szczęście - co
      prawda nie rozwaliła mego małzeństwa, ale związek poważny, w którym tkwiłam na
      swoje nieszczescie nie umiejac odejść, rozwaliła w momencie, kiedy już blisko
      było slubu, co znajac mnie i tamtego pana owocowałoby pewnie stadlem głeboko
      nieszczęsliwym, za to dozgonnym.
      dzieki tamtej kobiecie zdarzyło sie wszystko co jak dotąd najszczęśliwsze w moim
      zyciu - napisałam kiedyś, żem gotowa stopy jej całować, i podtrzymuje.
      Ale gdyby ona rzuciła mi taki tekst jak powyzszy, nawet teraz, po wielu latach -
      no cóz, nie jestem swieta, zdarza mi się dopuscic rękoczynów, nawet.
      Bo ma znaczenie nie tylko CO sie mówi, ale tez KTO i W JAKI SPOSóB mówi. I
      jeśli nawet dla niektórych zwiazków kochanka-katalizatorek jest zbawieniem, nie
      ona powinna o tym mówić - zresztą jej słowa, jako osoby bezpośrednio i silnie
      emocjonalnie zaangazowanej, nie maja w tej sprawie zadnego znaczenia.
      Kazdy zwiazek ma dwie historie. Żeby cokolwiek o nim powiedzieć, trzeba by
      wysłuchac obydwu. KOchanka słucha jednej - mniej lub bardziej swiadomie
      spreparowanej na jej uzytek, przepuszczonej przez sito samousprawiedliwień.
      Mówic na tej podstawie cokolwiek o uczuciach żony - trzeba nie mieć wstydu.
      • razdwatrzy11 to było RE 02.09.07, 01:11

        > Kazdy zwiazek ma dwie historie. Żeby cokolwiek o nim powiedzieć,
        trzeba by
        > wysłuchac obydwu.


        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=68213946

        A to "żonom" umiejętność jednostronego oseniania innych została
        odebrana razem z podpisaniem aktu ślubu?

        >KOchanka słucha jednej - mniej lub bardziej swiadomie
        > spreparowanej na jej uzytek, przepuszczonej przez sito
        samousprawiedliwień.

        A "żona" niby nie ma tej zdolności o wiele mocniej wbitej w pod-
        świadomość ?? big_grinDD
        "To kochanka ta jedyna zła i dziwka, ja-żona to uosobienie cnót!"


        > Mówic na tej podstawie cokolwiek o uczuciach żony - trzeba nie
        mieć wstydu.

        Kilka osób tu ocenia, klasyfikoje, oskarża o najgorsze cechy i
        zachowania inną kobietę, opowiada świętojebliwym tonem (tia żona-to
        tylko święta) jaka to tamta musi być wredna, nadambitna,
        sfrustrowana i egoistyczna itd,
        dlatego, że mąż zdradził i żonie nie dochował wierności??
        Żona , niech sie łaskawie zajmie swoim charakterkiem, swoim
        małżeństwem i ocenaniem tego co przez lata razem z mężem sobie
        nagrabili wzajemnie, w co przekształcili swoją wielką podobno
        miłość, o ile kiedykolwiek między nimi była. Bo trzeba nie mieć
        wstydu sadząc takie kwiatki jak tamten wątek.
        Czyż nie? A może "żona" rozumuje inaczej niż normalny człowiek?

        • sbelatka Re: to było RE 02.09.07, 01:48
          wiesz co razdwa....

          pomyślałam sobie teraz po przeczytaniu tego Twojego postu, że jakos
          w tobie duzo uczuc negatywnych...
          pewnie poczułas sie urazona tym co niektórzy z nas mysla o
          kochankach

          ale wiesz co?
          mamy prawo miec swoje przekonania
          i poki co mamy prawo do ich wyrażania

          mamy tez prawo czuc sie skrzywdzone - bez względu na to co myslisz
          Ty i inne kobiety - dla ktorych opuścili nas nasi męzowie...

          i chce Ci jeszcze powiedziec jedno - żal mi nowej kobiety mojego exa
          nie dlatego, że wzięła sobie jakiegos wrednego chama

          wręcz przeciwnie - moj ex to fajny facet i nie dziwie sie, że może
          sie komus spodobac...że można go pokochać

          ale żal mi jej bo zbudowala sobie zupelnie nieprawdziwy obraz życia
          u boku moejgo exa
          i każdego dnia będzie odkrywac jak bardzo sie mylila
          i jak bardzo moj ex nie moze jej dac tego czego ona potrzebuje...

          zreszta z wzajemnością..

          zapytasz może skąd mam taka pewnośc
          albo zarzucisz mi, ze przemawia przeze mnie jakies wredne i niskie
          uczucie...
          może .. może...

          ale cos mi sie wydaje, że twoj przykład akurat potwierdza to co
          pisze..
          cudzy mąz, którego kochalas i który odszedl dla ciebie od swojej
          rodziny - juz nie jest z tobą...albo Ty z nim ...o to zreszta
          mniejsza

          ale po co ja to wszystko pisze..
          przeciez zanim łysy księzyc w jasne słońce sie zamieni - wiele może
          sie wydarzyć....każdziusieńkiemu....
          spiewa sobie Staszek Sojka..

          no to ujme to tak - nie chciałabym byc nigdy przyczyną wylania tylu
          łez i takiego cierpienia jakie zafundowała mi "moja" wybawicielka...

          i mam nadzieje, że LOS mi tego oszczędzi...

          mam nadzieje, że moge zbudowac swoje szczęscie na czyms innym niz
          POCZUCIE krzywdy innych ludzi...
          nawet najbardziej subiektywne...

          i Tobie tez tego życze - nastepnym razem...

          • razdwatrzy11 Re: to było RE 02.09.07, 02:50
            Masz prawo do negatywnych uczuć jeśli Ciebie one dotyczą, tym
            bardziej jesli jeszcze świeze.
            Poczucie krzywdy nie występuje tylko u żon.
            Dziwi mnie osądzanie i klasyfikowanie "kochanek" jako jakiegoś
            innego gatunku kobiet niż żony. Przecież kierują się dokładnie tymi
            samymi kryteriami co żony: jedne miłością inne naiwnością, jeszcze
            inne wyrachowaniem, interesem, strachem przed
            samotnością,wygodnictwem, itd. Gama uczuć różnie rozłożona ale w
            każdym człowieku po trochę z niej jest.
            Mogłabym się pokusić o osądzanie byłej żony mojego exa, bo wiele
            mozna by jej zarzucić, ale tak naprawdę po co?
            Związałam się z nim a nie z nią, i to jego tylko rozliczyłam ze
            tego co i jak robił. Śmieszne, bo nawet się jemu oberwało ode mnie
            dodatkowo za żonę i jego do niej podejscie. Dlaczego sama go
            nie "wychowała" przy sobie na wiernego, przez lata pozwalając się
            zdradzać z innymi a mszcząc się dopiero za rozwód? Przecież nie z
            miłości...
            Też mi było trochę żal następnej kobiety mojego już exa gdy ją
            zobaczyłam. Ale tylko na początku. To jej życie i przezyje je tak
            jak na to w danej chwili jest przygotowana. Jak każdy z nas. Na
            pewno dostanie wiele pieknego i zapewne niejednym się rozczaruje.
            Doświadczenie to coś, co można zastosować dopiero popełniając
            najpierw błędy. Pokieruje swoim życiem jak zechce i na ile umie, a
            facet jest wolny, ona już nie musi borykać się z łatą "kochanki".
            On dał mi dobre i złe. I za wszystko Bóg zapłać, a szczególnie za
            miłość.
        • nangaparbat3 Re: to było RE 02.09.07, 12:27
          razdwatrzy11 napisała:

          > Kilka osób tu ocenia, klasyfikoje, oskarża o najgorsze cechy i
          > zachowania inną kobietę, opowiada świętojebliwym tonem (tia żona-to
          > tylko święta) jaka to tamta musi być wredna, nadambitna,
          > sfrustrowana i egoistyczna itd,
          > dlatego, że mąż zdradził i żonie nie dochował wierności??
          > Żona , niech sie łaskawie zajmie swoim charakterkiem, swoim
          > małżeństwem i ocenaniem tego co przez lata razem z mężem sobie
          > nagrabili wzajemnie, w co przekształcili swoją wielką podobno
          > miłość, o ile kiedykolwiek między nimi była. Bo trzeba nie mieć
          > wstydu sadząc takie kwiatki jak tamten wątek.
          > Czyż nie? A może "żona" rozumuje inaczej niż normalny człowiek?
          >

          Pisałam na ten temat w watku o kochankach:

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=68213946&a=68219055
        • crazyrabbit Razdwatrzy..... 02.09.07, 23:58
          ... chyba nieco przegięłaś...

          > Żona , niech sie łaskawie zajmie swoim charakterkiem, swoim
          > małżeństwem i ocenaniem tego co przez lata razem z mężem sobie
          > nagrabili wzajemnie, w co przekształcili swoją wielką podobno
          > miłość, o ile kiedykolwiek między nimi była. Bo trzeba nie mieć
          > wstydu sadząc takie kwiatki jak tamten wątek.

          Zajmij się swoim charakterkiem i od żon się odstosunkuj.
          Jak pisałam , niektóre zdradzone kobiety przeginają , obarczając za
          swoją krzywdę tylko kochanki.
          A kochanki przeginają , mając żony w pogardzie.
          Trochę pokory moja droga.. Nie wiesz , co jeszcze życie Ci szykuje.

          Popełniasz wielki nietakt , wchodząc na to forum i sącząc takie
          posty.

          Nie tak dawno byłam na spotkaniu , na którym pewna pani
          zaczęła "nabijać się" ze swojego żonatego kochanka i jego żony , nie
          zważając na fakt , iż w towarzystwie są właśnie kobiety zdradzone...
          Po spotkaniu wszystkie czułyśmy tylko wielki niesmak.
          I taki niesmak czuję po przeczytaniu Twoich postów.
          • razdwatrzy11 Re: Razdwatrzy..... 03.09.07, 08:59
            Jak widzisz jednak żonom dajesz więcej prawa do pogardzania kochankami i do
            "sączenia" takich postów na forach. Kochanka ma wziąć mordę w kubeł i pokornie
            się nie odzywać, bo tylko ewentualnie inna żona ma prawo innej żonie zwrócić
            uwagę. Założę się, że inaczej bym została potraktowana przedstawiając się tu
            jako żona. Dziwne?


            > Nie tak dawno byłam na spotkaniu , na którym pewna pani
            > zaczęła "nabijać się" ze swojego żonatego kochanka i jego żony , nie
            > zważając na fakt , iż w towarzystwie są właśnie kobiety zdradzone...
            > Po spotkaniu wszystkie czułyśmy tylko wielki niesmak.
            > I taki niesmak czuję po przeczytaniu Twoich postów.

            To już nie mój problem, że otaczasz się tego typu ludźmi. Jeśli takCie się to
            nie podobało to trzeba było tejże pani zwrócic od razu uwagę a nie odgrywać
            "zniesmaczonej" po spotkaniu i za jej plecami.
            • crazyrabbit Re: Razdwatrzy..... 03.09.07, 09:07
              Przeczytaj moje posty jeszcze raz. Tym razem ze zrozumieniem.
    • sbelatka razdwa.. 02.09.07, 11:15
      to co napisals w ostatnim poscie jakby brzmialo nieco inaczej niż
      "nakreślcie raczej portret własnego małżeństwa. modląc się o
      > kochankę która wreszcie rozpieprzy wam to co niewarte nazwania
      > małżeństwem..."... z postu pierwszego..

      dokładnie ten fragment twojego postu mnie wzbudził i zniesmaczyl...

      i tylko zadam pytanie - choc może pozostac bez odpowiedzi - czy TY
      modliłas sie o kochanke, ktora rozpieprzy to co miałaś...
      i nie wiem czy bylas jego zona w końcu czy nie..

      bo ja sie modliłam żeby mój ex z nami - ze mna i z dziecmi - został
      bo uważalam, że mamy fajna rodzinę - prawie idealną....
      • woda-niegazowana Re: razdwa.. 02.09.07, 14:10
        Przeczytałam to wszystko i uważam, że jestem szczęściarą bo mam wyjątkowo
        "spokojne" podejście do tych spraw. Uważam, że winę za zdradę ponosi osoba która
        zdradza. Są ludzie którzy zdradę wybaczają-ja nie wiem jak to się robi.
        Potępiacie rolę kochanki.Hmmmm. Tej osobie trzeba współczuć jeżeli jest
        nieświadoma i na coś liczy.
        Naemi napisała ....rola tylko kochanki....No nie wiem czy tylko. Chłop wpadnie
        raz na jakiś czas, żonka w domu popierze mu, poceruje, ugotuje obiadek. Miałam
        kiedyś koleżankę, która miała takie zdrowe (dla niej )podejście do życia.
        Oczywiście, że w którymś momencie zapragnęła swojego ukochanego mieć na stałe.
        Rozwaliły się dwa związki-małżeństwo jego ( i tak czysta fikcja) i jej
        konkubinat-też fikcja. Zamieszanie było na cztery rodziny. Nic się nie
        odzywałam, bo wiedziałam, że nic z tego nie będzie-i tak w końcu się zdradzą-bo
        to lubią.Teraz są osobno, ale nie wiem kto kogo, kiedy i za co zostawił.

        A teraz mam pytanie do sbelatki- czy było by Ci lżej jakby mąż zostawił Cię dla
        starszej o 10 lat pani z warzywniaka????
        Ja akurat prawie zawsze miałam chłopaków młodszych. Były jest młodszy tylko o
        rok, ale jak zaczęliśmy się spotykać odrzucił zaloty dziewczyny 10 lat młodszej
        ode mnie.Nie użalaj się nad sobą, tłumacząc sobie że zostawił Cię bo masz 20 lat
        za dużo.
        Mój były zdradził mnie z wódką- i to uświadamia mi, że nie trzeba walczyć
        "kochanką" tylko z tym kto zdradza (chociaż ja wiem czy walczyć? zostawić i nie
        żałować bo nie ma czego).
        BEZ FACETÓW TEŻ DA SIĘ ŻYĆ, JEST CAŁKIEM FAJNIE.
        • sbelatka odpowiadam 02.09.07, 14:42
          skoro zostałam wywołana..

          nie, nie byloby mi łatwiej gdyby mnie zostawil dla starszej z
          warzywniaka..

          powiem więcej - jestem mu głeboko wdzieczna, że jego wybranka jest
          20 lat mlodsza i zapewne zachwyca sie każdym jego pierdnięciem...
          sorry - głeboka wypowiedzią...

          mialabym o wiele wiekszy problem z oswojeniem się (mentalnym)
          własnie z panią w moim wieku i o podbnym, że sie tak wyraże statusie
          czlowieczeństwa..

          musialabym sie porównywać... brrr
          a z jakąs mlodociana NA SZCZESCIE nie muszę.. proste.. he he

          i woda - możesz o tym oczywiście nie wiedziec
          bo i skąd...
          ja sie naprawde nie użalam nad soba
          tym bardziej, że stanęłam już sobie na swoich osobistych nózkach i
          własnie zaczynam nowe zycie
          na tyle pogodzona z życiem na ile mogłam to zrobic pzrez kilaknaście
          miesiecy
          nie naprawiając swojego zycia za pomoca cudzego męża ( a wierz mi -
          pewnie bym mogła gdybym miala taki pomysł..)

          ale krew sie we mnie burzy jak jakas KOCHANKA, ktora rozwala cudze
          rodziny (bez wzgledu jakie one tam JEJ ZDANIEM są) każe mi dziękować
          ze stanęla na mojej ( czy czyjejś innej) drodze
          więcej - ona każe nam sie modlić o takie "dary" losu...

          i temu mówie stanowcze "nie"
          i to by było na tyle
          • woda-niegazowana Re: odpowiadam 02.09.07, 17:05
            A ja uważam, że to tylko faceci są winni. Dzięki tym kobietom po prostu wyszło
            szydło z worka. Zrozum! to TWÓJ mąż rozwalił wasze małżeństwo. Jak by był OK to
            żadna nie dałaby rady odciągnąć go od rodziny.
            Wydaje mi się, że chcesz wybielić męża, łatwiej myśleć, że jakaś franca
            rozwaliła małżeństwo (z rodziną to bym się zastanawiała), niż przyznać się przed
            sobą -wybrałam drania. Przykre.
            • sylwiamich Re:Po9lska mentalność 02.09.07, 18:07
              Winien-niewinien.Wszyscy są winni i nikt nie jest winien.Nic w życiu
              nie jest dane na zawsze.A zwłaszcza człowiek.Żony...zanidbujące
              swoich meżów, jeżdżące po nich jak po łysek kobyle, pełne pragnień
              niezrealizowanych i miłości.Mężowie nie mówiący co ich boli,
              uciekający, pogubieni i niedowartościowani.Kochanki naiwne i mając
              ewszystkich w dupie, chcące uszczęśliwić i stworzyć coś
              lepszego.Moja wina-Twoja wina.Moja miłość-Twoje nieszczęście.Twoje
              szczęście-Moja pustka.
              • ewelka01 Re:Po9lska mentalność 02.09.07, 18:51
                moja wina tez bo bylam slepa i mialam klapki na oczach i nie
                widzialam ze to jest taki , nie chce brzydko pisac ku....rz
                ale jednak
            • sbelatka Re: odpowiadam po raz kolejny 02.09.07, 19:06
              NIE wybrałam sobie drania

              bo mój ex - to nie jest żaden drań
              pogubił sie facet - bo czasem sie to ludziom zdarza... i tyle moja
              droga wodo...

              i oczywiście mozesz tego nie wiedziec - bo i skąd - że sie jego
              nexti biednej nie czepiam
              i oczywiście sam osobiście podjąl decyzje - za ktore placi on, ja,
              nasze dzieci...

              a najgorsze w tym naszym dialogu jest to, że nie tylko nie rozumiesz
              o czym pisze - ale, ze najwyraźniej nawet nie chcesz tego
              zrozumiec...a może nie możesz

              tego nie wiem - bo i skąd bym miała...

              • woda-niegazowana Re: odpowiadam po raz kolejny 03.09.07, 14:41
                Masz rację, nie rozumiem Cię.
                Z jednej strony jest w Tobie żalu na maxa, a z drugiej piszesz, że mąż się
                pogubił. W moim mniemaniu to pogubić to się można w nowym mieście, w nowych
                przepisach, w cudzej kuchni. Pogubić się może ewentualnie 15-17 letni
                młodzieniec, a nie dorosły facet. Cały czas go usprawiedliwiasz, obwiniając 20
                lat młodszą kochankę. Jeżeli nawet uważasz inaczej wg.mnie tak to wygląda. Czy
                po rozwodzie chociaż raz rozmawiałaś z psychologiem??? Dużo zdrowsze jest
                nazwanie rzeczy po imieniu, a nie udawanie, że on zbłądził, podjął decyzje za
                które płacisz TY, dzieci a czy on to nie wiem.
                Dla mnie samo stwierdzenie, że ktoś za coś płaci eliminuje zbłądzenie. Nie
                odbieraj moich słów jako atak. Przerobiłam psychologów, terapię i zmieniłam
                zdania z takiego jak Twoje na OBECNE. I wiesz mi jest mi teraz dużo lepiej.
                • nangaparbat3 Re: odpowiadam po raz kolejny 03.09.07, 19:07
                  >>> podjął decyzje za
                  które płacisz TY, dzieci a czy on to nie wiem.

                  Nie wiesz, bo moze nie czytałaś naszych rozmow tutaj o cierpieniu tego, kto
                  odchodzi, kto porzuca.
                  Pho, ktora niestety od nas odeszła, zawsze powtarzala, ze porzucic jest trudniej
                  niz zostać porzuconym.
                  Być może - zalezy komu.
                  Ale że porzucajacy tez płaci, to pewne. Dziwie sie, ze Ci tego psycholodzy nie
                  powiedzieli.
                  • woda-niegazowana Re: odpowiadam po raz kolejny 04.09.07, 10:31
                    nangaparbat3 napisała:

                    > >>> podjął decyzje za
                    > które płacisz TY, dzieci a czy on to nie wiem.
                    > Czy decyzję po której cierpią na 100% inni można nazwać zbłądzeniem? Jak
                    zbłądził to powinien w końcu odnaleźć się i mam wrażenie, że na to liczy
                    porzucona.TYLKO CZY WARTO ŻYĆ TAKĄ NADZIEJĄ?
                    > Nie wiesz, bo moze nie czytałaś naszych rozmow tutaj o cierpieniu tego, kto
                    > odchodzi, kto porzuca.
                    > Pho, ktora niestety od nas odeszła, zawsze powtarzala, ze porzucic jest trudnie>
                    Wiem co to porzucić, bo to ja zdecydowałam, że nie chcę być w chorym układzie.
                    trochę cierpiałam, ale nie obwiniam siebie. Czasami trzeba kierować się zdrowym
                    rozsądkiem, a nie emocjami.
                    > niz zostać porzuconym.
                    > Być może - zalezy komu.
                    > Ale że porzucajacy tez płaci, to pewne. Dziwie sie, ze Ci tego psycholodzy nie
                    > powiedzieli.
                    Zapłata zapłacie nie równa. On tak czy inaczej ma to dla czego porzucił, a
                    kobieta ma tylko żal i złudzenia.
                    Nie warto rozmyślać nad tym, na co nie mamy wpływu i to są święte słowa
                    psychologów. Czasami przyznanie się-nie mogę nic zrobić, zmienia nasze
                    nastawienie do świata i przynosi ulgę.
                    Ale widzę, że bardzo odeszłyśmy od tematu.
                    Dla mnie winę za zdradę ponosi zdradzający i kochanka też może być ofiarą.
                    Zastanawia mnie tylko czy potencjalne kochanki biorą pod uwagę, że skoro raz
                    zdradził, moze to zrobić następny raz?
                    • movisz Re: odpowiadam po raz kolejny 04.09.07, 18:57
                      > Zastanawia mnie tylko czy potencjalne kochanki biorą pod uwagę,
                      że skoro raz
                      > zdradził, moze to zrobić następny raz?

                      Wlasnie. Ciekawa jestem kogo one wtedy winia?
                      To moze byc ciekawe.
                      • nangaparbat3 e tam 04.09.07, 19:02
                        movisz napisała:

                        > > Zastanawia mnie tylko czy potencjalne kochanki biorą pod uwagę,
                        > że skoro raz
                        > > zdradził, moze to zrobić następny raz?
                        >
                        > Wlasnie. Ciekawa jestem kogo one wtedy winia?
                        > To moze byc ciekawe.

                        Ktos kto kiedys zdradził lub zdradzał, moze nigdy wiecej nie zdradzić.
                        Ktoś kto nigdy tego nie robił - moze sprobować, a nawet rozsmakowac się w zdradzie.
                        Wszystko jest zawsze możliwe.
            • nangaparbat3 Wodo, Sylwio 02.09.07, 20:08
              Przystańcie. I przestańcie.
              Przestańcie na chwile szukac winnego. Po co?
              naprawdę znakomita większość ludzi - i żon, i mezów, a nawet i kochanek, czemu
              nie - chce, zeby bylo dobrze. I stara sie. Ale im nie wychodzi, bo czasem trudno
              przeskoczyć siebie. Nie czasem - zawsze. To sie udaje tylko w wyjatkowych momentach.
              a nasze możliwosci są ograniczone, z najrózniejszych przyczyn, i ja nie
              doszukiwałabym sie tu złej woli, więc winy.
              Dla nas na tym forum jest jednak pocieszenie - nierzadko (choc znow - nie
              zawsze) ludzie z wiekiem i z doświadczeniem madrzeją, pod kazdym wzgledem. I
              łatwiej im sprostać sytuacjom niesionym przez zycie.
              • salemka1 Re: Wodo, Sylwio 02.09.07, 21:51
                nangaparbat3 napisała:

                > Przystańcie. I przestańcie.
                > Przestańcie na chwile szukac winnego. Po co?
                > naprawdę znakomita większość ludzi - i żon, i mezów, a nawet i
                kochanek, czemu
                > nie - chce, zeby bylo dobrze. I stara sie. Ale im nie wychodzi, bo
                czasem trudn
                > o
                > przeskoczyć siebie. Nie czasem - zawsze. To sie udaje tylko w
                wyjatkowych momen
                > tach.
                > a nasze możliwosci są ograniczone, z najrózniejszych przyczyn, i
                ja nie
                > doszukiwałabym sie tu złej woli, więc winy.
                > Dla nas na tym forum jest jednak pocieszenie - nierzadko (choc
                znow - nie
                > zawsze) ludzie z wiekiem i z doświadczeniem madrzeją, pod kazdym
                wzgledem. I
                > łatwiej im sprostać sytuacjom niesionym przez zycie.
                >
                Nanga... podejrzewam, że na forum już jest Twój fanclub? gdyby go
                nie było, to ja zakładam, jeśli jest, to ja sie zapisuję.. Kobieto,
                skad u Ciebie taka mądrość? wyrazy szacunkuwink
                • anja_pl Re: Wodo, Sylwio 02.09.07, 22:07
                  jest już fan klub Nangi, jestem jego członkinia big_grinbig_grin
                  • crazyrabbit Re: Wodo, Sylwio 02.09.07, 23:43
                    anja_pl napisała:

                    > jest już fan klub Nangi, jestem jego członkinia big_grinbig_grin

                    Ja oczywiście teżsmile)))
                    Nawet spotykamy się od czasu do czasu przy ..... powiedzmy , że
                    bezalkoholowym (z mrugnięciem)...
                    Zapraszamy serdecznie smile

                    Kontakt na priv big_grin
                    • salemka1 Re: Wodo, Sylwio 03.09.07, 15:24
                      crazyrabbit napisała:

                      > Ja oczywiście teżsmile)))
                      > Nawet spotykamy się od czasu do czasu przy ..... powiedzmy , że
                      > bezalkoholowym (z mrugnięciem)...
                      > Zapraszamy serdecznie smile
                      >
                      > Kontakt na priv big_grin

                      no bardzo dziękuję wink zapisuję się równieżwink
              • tricolour Do fanclubu Nangi nie zapiszę sie... 03.09.07, 15:42
                ... szczególnie gdy pisze, że ktoś się stara, a mu nie wychodzi i na tym
                poprzestaje tłumacząc, że możliwości są ograniczone.

                Nanga proponuje atrakcyjne rozwiąznie polegające na uproszczeniu, że jeśli
                możliwości są ograniczone, to trudno. Taki los. Trzeba usiąść i sobie posiedzieć
                (i broń Boże nie zastanawiać się zbytnio), bo wiadomo, że czas dodaje
                doświadczenia...

                Prawda jak fajnie nic nie robić?
                • nangaparbat3 chyba się zapłaczę..... 03.09.07, 16:33
                  tricolour napisał:

                  > Nanga proponuje atrakcyjne rozwiąznie polegające na uproszczeniu, że jeśli
                  > możliwości są ograniczone, to trudno. Taki los. Trzeba usiąść i sobie posiedzie
                  > ć
                  > (i broń Boże nie zastanawiać się zbytnio), bo wiadomo, że czas dodaje
                  > doświadczenia...
                  >
                  > Prawda jak fajnie nic nie robić?

                  Fajnie nic nie robić. Marzę o tym od lat - zeby chociaż przez jeden tydzień nic,
                  ale to nic nie robić.
                  • tricolour Ja też lubię nic nie robić... 03.09.07, 17:27
                    ... ale tylko wtedy gdy zapracuję na taką możliwość. Lubię mieć cel i środki do
                    realizacji. Potem mogę oddać sie błogiemu stanowi odpoczynku po jego osiągnięciu.

                    smile)
                    • nangaparbat3 Re: Ja też lubię nic nie robić... 03.09.07, 18:10
                      Najpiekniejsze cele są nieosiagalne.
                      I takie podobno wyznaczaja sobie ludzie naprawdę szczęśliwi.
                      Czyli: albo odpoczynek, albo prawdziwe szczęście.
                      Błeeee.....
                      • sylwiamich Re: Uwaga!!! 03.09.07, 18:52
                        Powoli przekraczacie pewien poziom...za nim zaczyna się absurd.
                        • nangaparbat3 Re: Uwaga!!! 03.09.07, 22:17
                          sylwiamich napisała:

                          > Powoli przekraczacie pewien poziom...za nim zaczyna się absurd.

                          "...świat to sen wariata..."
                • crazyrabbit Re: Do fanclubu Nangi nie zapiszę sie... 04.09.07, 01:20
                  Pamiętam , że nie tak dawno sam radziłeś komuś (JP66) , żeby w
                  sprawie córki nic nie robił....
                  Hmmmm...
      • ewelka01 Re: razdwa.. 02.09.07, 14:13
        dla mnie facet ktory ma zone to tak jakby mial przed soba postawiony
        znak STOP albo zakaz wjazdu i nie jest dla mnie wazne czy w jego
        malzenstwie sie dobrze uklada czy zle, po prostu trzeba miec
        szacunek do siebie ale tez do tej zony, co innego jest kiedy ta
        kochanka nie wie ze on ma zone znam tez takie przypadki,tak jak tu
        kiedys ktos pisal powinno sie ich znaczyc jakos haha
        • sylwiamich Re: razdwa.. 02.09.07, 14:37
          Ja też tak zawsze uważałam.Faceci żonaci byli dla mnei wręcz
          aseksualni.Podobnie jak pewien pan z który zaczęłąm spotykać się
          czysto koleżeńsko...tak zwani...dwoje samotni w obcym mieście.Żona
          była daleko, wiedziałam o niej.Ale rozwinęło się w coś więcej wbrew
          mojej woli..dużo trupów wokół...sad(((
          • akacjax Re: razdwa.. 02.09.07, 23:02
            Moje małżeństwo padło z innych powodów, ale...nie rozgłaszam, że jestem sama, a i tak jakoś się dowiadują i co?
            Niejeden żonaty pyta, czy mam czas na kawę itp. Co jest-geny? czy niedobry własny związek? Myślę, że kobiety zadowolone w małżeństwie nie szukają przygód.
            Mam rację?
            • razdwatrzy11 Re: razdwa.. 03.09.07, 09:07
              Znam nawet kobiety niezadowolone z małżeństwa które przygód nie szukają. To
              sprawa zadowolenia, spełnienia ale i temperamentu i wychowania.
              Jak wspominasz niejeden żonaty składa Ci propozycję. Są też tacy którzy nie
              składają.. Pytanie czy są tylko zadowoleni ze swojego związku, czy mają niskie
              libido.
              Płcie nie odbiegają aż tak daleko od siebie choć zdrada męska jest łatwiej przez
              ogół usprawiedliwiana. Zdradzi ten kto sam sobie da przyzwolenie na zdradę,
              nieważne czym to wytłumaczy bo usprawiedliwień może być dziesiątki.
              • akacjax Re: razdwa.. 03.09.07, 10:05
                >Zdradzi ten kto sam sobie da przyzwolenie na zdradę

                A czy daje się przyzwolenie na zdradę, drugiej stronie, gdy się samemu zdradziło?
                Cytowane stwierdzenie jest masłem maślanym- bo jak mogę zdadzić, gdy nie daje sobie takiego przyzwolenia?


                • razdwatrzy11 Re: razdwa.. 03.09.07, 10:25
                  Ok, niektórzy żyją tak, że lekko traktują sprawy seksu. I "przygody" od czasu do
                  czasu nie uważją za cos nagannego pomimo bycia w stałym związku, dzielą
                  przyjemności i obowiązki. Problem dla nich zaczyna się gdy się "zakochają".
                  Jeśli dwoje ludzi się dobierze na poziomie podobnej moralności i zrozumienia dla
                  tej moralności to ok. Ale jesli nie?
                  Często łatwiej wybaczyć zdradę sobie niż komuś. X zdradził żonę ale nie wybaczył
                  jej gdy ona go zdradziła. Nie, nie wszyscy chcą usprawiedliwiać zdradę partnera
                  w tym samym stopniu co swoją. Y sam nie zdradzał ale wybaczał żonie liczne
                  przygody i do końca walczył o nią żeby nie odeszła do innego. Różne są
                  przypadki, ale zdradza się wtedy gdy się tego chce i "czegoś" szuka poza
                  związkiem. Masło maślane ale tak jest i obwinianie kochanek i kochanków za
                  zdradę partnera jest mało poważne. Bo to partner/ka dał/a sobie przyzwolenie
                  nie bycia lojalnym wobec stałego partnera. A bardzo często w związkach oboje nie
                  są święci lecz przy rozstaniu widzi się i ogłasza wszystkim tylko winę tego
                  drugiego.
                  • marcelka38 Re: razdwa.. 08.09.07, 18:54
                    ojej ale teoria, aż zęby bolą ... są obie strony i ta w zwiążku i ta
                    druga... jedna daje przyzwolenie na bycie nielojalnym wobec
                    partnera, druga - nieładnie mówiąc na rżniecie przez żonatego
                    faceta ... A co do facetów.. kiedyś jeden z medialnych psychologów-
                    seksuologów powiedział, że zdrowy, normalny mężczyzna nie odmówi
                    kobiecie, która wchodzi mu do do łóżka.. Bo to jakby niemęskie...
                    Bulwersujące nieco, ale...
                    A jeśli chodzi o uczucia.. O których tak ładnie piszą kochanki..
                    (coś dziwnym trafem kochankowie płci męskiej rzadziej o ile
                    wogóle...)... Uczucia w dojrzałym wieku nie spadają jak grom z
                    jasnego... Trzeba dać przyzwolenie na to, żeby się rozwinęły i
                    troszeczkę popracować ... A dojrzałość polega na umiejętności
                    dokonywania wyborów ... I jeżeli rzeczywiście związek jest
                    beznadziejny, to należałoby coś z tym zrobić... Szukać rozwiązań..
                    pracowac nad relacjami, w ostateczności zakończyć i dopiero wtedy
                    wchodzić w nowy, a nie wypłakiwac sie w innych ramionach jaka to
                    żona niedobra, a mąż safanduła... A jest z nią (nim) tylko dlatego
                    bo.. Tyle, że mam wrażenie, że tak naprawdę niewiele żon przywiązuje
                    męża do kaloryfera,albo grozi samobójstwem po to by nie odszedł do
                    kochanki.. No ale taka wersja dobrze się sprzedaje smile))
                    • sylwiamich Re: haha 08.09.07, 23:08
                      A co do facetów.. kiedyś jeden z medialnych psychologów-
                      > seksuologów powiedział, że zdrowy, normalny mężczyzna nie odmówi
                      > kobiecie, która wchodzi mu do do łóżka.. Bo to jakby niemęskie...
                      > Bulwersujące nieco, ale...

                      No...wystarczy być medialnym psychologiem-seksuologiem żeby trafić
                      do serc i głów.Coś jak medialny ksiądz-manager?smile)))Widać sprzedac
                      można wszystko..trzeba tylko umieć trafić do grupy docelowej.Czyli
                      idiotyczne teorie odmóżdzające facetów i dające im przyzwolenie na
                      jak to ładnie ujęłąś...rżnięcie. Również starte teksty że żona się
                      zabije.Również zapewnienia że ten romans nic nie znaczył.
    • betuana Portret next 03.09.07, 09:28
      Nie wiem, czy mi wolno sie wypowiadać w tym temacie, bo kochanka
      mojego ex jest juz od jakiegoś czasu jego żonasmile
      Niemniej jednak mam zamiar wtrącić swoje trzy grosze. Nasz związek
      nie był jakis rewelacyjny, ale nie był tez zły. Ot taki normaly,
      postrzegany przez znajomych jako idealny. Mój ex do ostatniej chwili
      przekonywał mnie o sile swych uczuć. Do kochanki nigdy nie miałam
      specjalnych pretensji, uważając że winnym zdrady jest zdradzający.
      Niestety, okazało się że w ramach opieki nad swych cudownym
      małzonkiem next zawiaduje i organizuje jego walkę ze mną w sądzie
      (podział majątku). Celem procesu z ich strony nie jest kasa tylko
      dokopanie byłej żonie, czyli mnie jak tylko da się najmocniej.
      A teraz pytanie: Co ja mam sądzić o tak cudownej osobie?
      • razdwatrzy11 Re: Portret next 03.09.07, 09:42
        smile Możesz sądzić mniej więcej to samo co ja o ex żonie mojego. Ale z powodu
        sporej możliwości subiektywizmu odczuć starałam się zachować je dla siebie.
      • to.ja.kas Re: Portret next 03.09.07, 10:24
        Czytam ten watek, czytam i na zmiane tak jak przy watku poprzednim
        ogarnia mnie smiech i zal.

        Nie zamierzam żonom udowadniać, że kochanka to też człowiek i na
        odwrót, nie zamierzam tłumaczyc i udowadniac kto winny zdrady, nie
        zamierzam robić plagiatu tego co napisała nanga (chociaz podpisuje
        sie pod
        tym co napisała wszystkiemi konczynami). Panie, jedne i drugie
        ciagle mowicie "Aaa bo on narzeka na next.Co to za zła kobieta jest!
        To jej wina, ze on dzieci ma w nosie i mnie zostawił i o majatek sie
        kłóci".
        Czasem wczesniej dziwicie sie , ze ta obrzydliwa kochanka uwierzyła
        w
        to co opowiadał jej nasz miś o naszym zwiazku i uwierzyła, ze nasze
        małżeństwo sie rozpada...ale same wierzycie w to , ze next
        jest okropna....bo chcecie w to uwierzyc, tak samo jak kochanka chce
        uwierzyc, ze okropna jest była czy jeszcze żona....usprawiedliwiamy
        w ten sposób własne zachowania, własną naiwność i "własnego" chłopa,
        zwalając wine na TA DRUGĄ.....zastanawiam się tylko co to daje i po
        co????
    • aron95 kochanki czy przyjaciółki 03.09.07, 09:42
      Na początku zawsze jest przyjaźń a przecież ta to nic strasznego . Więc przyszła
      kochanka to usprawiedliwia przyjaźnią bo przcież łyk kawy , rozmowa to nic
      złego, Żonie nic nie powiedzą bo żona przyjaźni nie zrozumie . A to takie niewinne .
      W pewnym momencie, po jednym ze spotkań, łyk wina za dużo, miły wieczór,
      odprowadza do domu , nieśmiała propozycja wejścia na chwilkę
      Są sami hamulce puszczają i z przyjaciółki staje się kochanką .
      W tej chwili liczy się ona i jej szczęście .Tłumaczy sie że przecież ona nie
      chciała ale pokochała . Żona zaczyna być postrzegana inaczej a najlepiej gdyby
      leżała 2 m pod ziemią .
      A on . On dalej kocha żonę i od żony odejść nie chce
      Najczęściej tak bywa .
      A kochanka robi wszystko aby ukochanego przeciągnąć do siebie.

      Och te kochanki ha ha każda nią może być .
      • razdwatrzy11 Re: kochanki czy przyjaciółki 03.09.07, 09:45
        Tak pomyślałam, że jako mężczyzna, mniej wiesz o kochankach-kobietach niż
        kochankach-męzczyznach. Możesz się wypowiedzieć o mężczyznach jako
        reprezentant, zapraszam.
        • aron95 Re: kochanki czy przyjaciółki 03.09.07, 09:55
          Tak wypowiem się obiecuję w osobnym wątku nawet .
          Do dziś brzmią mi w uszach słowa mojej ex -
          To jest mój przyjaciel , my przecież nic złego nie robimy tylko focimy

          Zakończyc chciałem - każda może być przyjaciółką
      • akacjax Re: kochanki czy przyjaciółki 03.09.07, 09:59
        A bez tego łyku wina za dużo, bez tego chemicznego zwolnienia hamulców-do niczego by nie doszło? Nie sądzę.

        W każdym małżeństwie pojawiają się gorsze dni. Trzeba mieć tego świadomość, gdy się tworzy związek. I może byłoby mniej problemów gdyby na początku więcej rozmawiać-co zrobimy gdy przyjdzie kryzys.
        Ale, czy w stanie zakochania to możliwe?
      • leeaah Re: kochanki czy przyjaciółki 05.09.07, 11:52
        A mnie szkoda lata...
        szkoda mi kolejnych 'przyjaciółek' mojego już eksa - wszystkie historie takie
        same i z takim samym zakończeniem. Koleżanka z pracy, przyjaciółka, kochanka,
        partnerka//współlokatorka, narzeczona i największy wróg, na którym nie zostawia
        się suchej nitki. O istnieniu żony żadna z nich poza pierwszą nie wiedziała.
        Królewicz przemienia się w ropucha, a królewna w kopciucha.
        Tak naprawdę to wszystkie te dziewczyny były takie same - młode, z małych
        miasteczek, zaniedbane i wpatrzone w niego jak cielęta w malowane wrota. Każda
        chciała białego welonu...
        I wiecie co, one nie są winne. Pokochały niedojrzałego drania, który je
        wykorzystał.
        Od jakiegoś czasu inaczej patrzę na kochanki - część z nich jest zwyczajnie się
        zakochuje w niewłaściwym facecie. To nie one noszą obrączki i mają rodziny...
        • bet66 Re: kochanki czy przyjaciółki 05.09.07, 15:28
          szkoda litości dla durnowatosci tego typu pań...
          A co z tymi wszystkimi panienkami rozwiedzionymi i juz niemłodymi, z
          duzych miasteczek i z duzych firm ?/
          Takie wyemancypowane, z petem przyklejonym do ust, na imprezach
          firmowych pijące więcej alkoholu niz faceci, lodziary GOTOWE NA
          WSZYSTKO dla awansu , podwyzki i dla posiadania sponsora ......
          • leeaah Re: kochanki czy przyjaciółki 06.09.07, 11:22
            bet,
            To zupełnie inna liga. Zdesperowane modliszki, które czekają na kolejną ofiarę.
            Oprócz młodych i głupich, modliszek, są jeszcze młode i pyskate - takie co
            wydzwaniają do żon domagając się, by te zostawiły ich mężczyznę i pozwoliły być
            im razem.
            • smerfetka111981 Re: kochanki czy przyjaciółki 06.09.07, 13:48
              Zadzwoniłam do kochanki powiedziała ze kocha i ze bedzie
              walczyc widocznie jej kiepsko wyszło z ta walka bo rozstali
              sie i nie wiem dlaczego pewnie już mu sie znudziła i musiał
              zapolowac na nowa..teraz chce rozwodu z mojej winy to
              dopiero ma facet tupet!
              • sylwiamich Re: kochanki czy przyjaciółki 06.09.07, 13:55
                Hm...albo postawiła mu ultimatum...wróć jak pozałatwiasz swoje
                sprawy.
                • to.ja.kas Re: kochanki czy przyjaciółki 06.09.07, 13:58
                  a może znalazła sobie innego, madrzejszego????
                  • smerfetka111981 Re: kochanki czy przyjaciółki 06.09.07, 20:48
                    Nie wiem ale wydaje mi sie że bardziej zaczeła czegoś
                    wymagac i dobry układ sie skonczył..
                    • kurka_wodna2 Re: kochanki czy przyjaciółki 06.09.07, 21:50

                      Po prostu wciska Tobie znów kit, a Ty wierzysz...
                      Skoro znalazł okazję mieć piękne papiery rozwodowe, to zrzucił na Ciebie winę za
                      wszystkie oszustwa.

                      Oni tylko lepiej się maskują-bo to kosztuje.
                      Wierz mi, nawet bardzo dużo.
                      • to.ja.kas Re: kochanki czy przyjaciółki 07.09.07, 10:20
                        Bo taka zasada wg niektorych osob obowiazuje :kochanka/kochanek ma w
                        lot wyłapywac kity i klamstwa zdrajcy bo jak nie to sa naiwni i
                        głupi...zona/mąż jak nabieraja sie dokładnie na takie same kity o
                        kochankach i nexach/nexiach to w dobrej wierze i to juz głupota i
                        naiwnosc nie jest. Zdrajca zawsze okłamuje o tym, ze prawowity ,
                        slubny partner jest beznadziejny kochanke i to ZAWSZE jest
                        nieprawda...jak mówi cos takiego o kochance to ZAWSZE jest
                        prawda......Taki fenomen....smile)))
                        • smerfetka111981 Re: kochanki czy przyjaciółki 07.09.07, 12:18
                          Tylko ja teraz nie wiem jak sie bronić...jak mam udowodnić ze On miał
                          kochankę w dodatku jeszcze bedzie przeciwko mnie zenawała moja "dobra
                          " kolezanka
                          • to.ja.kas Re: kochanki czy przyjaciółki 07.09.07, 12:25
                            Pytanie do adwokata....niestety w tym Ci nie pomogę....on
                            ma "swiadka" i dowody , Ty nie....pojecia nie mam co zrobić...
                            • smerfetka111981 Re: kochanki czy przyjaciółki 07.09.07, 12:32
                              Bede starała sie dążyć do porozumienia stron i liczyć na to że
                              sedzia nie bedzie facetem jednak znajac moje szczescie trafi sie
                              wyrozumiały Pan dla mojego meza
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka