normalnainaczej2
10.09.07, 23:27
Przez przypadek natrafilam na Wasze forum.Poczytalam troche i sila
rzeczy wrocily mi wspomnienia calkiem jeszcze swieze.Moi rodzice
rozwiedli sie niecale trzy lata temu.Mialam wtedy niecale
siedemnascie lat, a moja siostra niecale piec.Wydawaloby sie, ze dla
siedemnastolatki rozwod to pryszcz i bulka z maslem. Przeciez
sztandarowe haslo wszystkich zimnych zwiazkow, to wlasnie dobro
dzieci.Mnie zawalil sie caly moj swiat.Zwlaszcza, ze tata odszedl do
innej kobiety.Jemu chyba najbardziej nie potrafilam wybaczyc tego,
ze zostawil mnie i moja siostre, bo mialam z nim lepszy kontakt niz
z mama.Tata od poczatku dbal o mnie i siostre, dzwonil, zabieral do
siebie.Mama dostawala takiej jazdy przed kazdym z nim kontaktem, ze
chyba wylaczalo sie jej myslenie, bo na macoche nie powiedziala
inaczej niz ta k****, plakala, ze my tez ja zdradzamy, ze tata nie
jest wart naszej milosci.A my najzwyczajniej w swiecie tesknilysmy
za nim i chcialysmy sie spotkac z nim, isc na zakupy, do kina.Ja
bylam wtedy w okresie burzliwego dojrzewania, wiec potrafilam mamie
powiedziec "nie". Przy okazji z mojego "nie" korzystala siostra,
ktora miala regularny kontakt z tata.Oczywiscie mnie tez nie bylo
latwo odnalezc sie w nowej sytuacji, zwlaszcza, ze z racji wieku
mama uwazala, ze powinnam przejac czesc obowiazkow, ktore wczesniej
dzielili z tata czyli na przyklad opieke nad siostra.Mnie to
przerastalo.Bo ja sama cierpialam, a mala stala sie placzliwa,
czesto agresywna, a ja czesto spedzalam z nia cale popoludnia i
wieczory, bo mama pracowala.Tata zabieral nas w kazdy weekend,
czasami nawet w ciagu tygodnia, dzwonil, dbal jak potrafil w nowej
sytuacji. Mame to wszystko przeroslo, usilowala nami manipulwac,
lacznie z tym, ze chciala ograniczyc tacie prawa rodzicielskie, mnie
chciala na swiadka w sadzie, zebym zeznawala przeciwko niemu.Ja na
szczescie skonczylam osiemnascie lat i o mnie nie decydowal sad, kto
ma sie mna opiekowac, kiedy rodzicie brali rozwod.Moja siostra
zostala bezwarunkowo przypisana mamie.Te jazdy trwaja nadal,
najbardziej cierpi moja siostra, do mamy zadne argumenty nie
trafiaja. Na studia wyjechalam na drugi koniec Polski, mimo, ze
mieszkam w duzym uniwersyteckim miescie.Jedyna osoba, ktorej mi bylo
zal zostawiac to byla moja siostra. Przez ostatni rok bylam w domu
tylko na swieta, wakacje sobie sama zorganizowalam w UK. Pewnie mi
sie zaraz zarzucicie, ze jestem egoistka. Egoistami sa moi rodzice,
ktorzy przez cale lata zyli w klamstwie, uludzie i zgodnie z bozymi
przykazaniami i stereotypem dobrej rodziny. Tata od lat mial
kochanke, o ktorej mama wiedziala, jak sie okazalo pozniej. Ale
stworzyli pozory rodziny w imie dobra dzieci.Klamstwo, ktore peklo
jak banka mydlana.Dzieci czesto nie potrafia wyrazic tego co czuja.
Ja tez nie potrafilam, bo pozornie wszystko bylo poukladane. To byla
na pozor dobra rodzina. Rodzice obydwoje z wyzszym wyksztlaceniem,
wysoki status materialny. Byly wiec wspolne egzotyczne wakacje, zima
narty, angielski prawie od poczecia, nauka jazdy konno, modne
ubrania, gadzety.Gdyby mnie ktos zapytal w wieku lat dziesieciu na
czym polega roznica miedzy moim domem a domem mojej przyjaciolki ze
szkoly, nie potrafilabym nazwac, choc czulam, ze tam jest
inaczej.Powiedzialabym, ze ona mieszka w bloku a ja w swoim wielkim
domu. W wieku lat dziesieciu tak odebralabym ta innosc.A tam bylo
inaczej, tam sie rozmawialo o wszystkim i ze wszystkimi, z dziecmi,
a przede wszystkim rodzice z soba rozmawiali. Jak sie jest dzieckiem
to przyjmuje sie istniejacy stan rzeczy za jedyny i absolutny. U nas
bylo cicho, chlodno, bez emocji.I kiedy patrze na to z prespektywy
tych trzech lat i swojego prawie roku "nie bywania" w domu ani
jednym ani drugim( tata ozenil sie z kochanka i ma dziecko), to
zastanawiam sie co byloby lepsze dla calej naszej czworki, mnie,
Oli, mamy i taty? Po roku terapii u psychologa potrafie zdefiniowac
swoje "zmory".