Dodaj do ulubionych

z perspektywy dwudziestolatki

10.09.07, 23:27
Przez przypadek natrafilam na Wasze forum.Poczytalam troche i sila
rzeczy wrocily mi wspomnienia calkiem jeszcze swieze.Moi rodzice
rozwiedli sie niecale trzy lata temu.Mialam wtedy niecale
siedemnascie lat, a moja siostra niecale piec.Wydawaloby sie, ze dla
siedemnastolatki rozwod to pryszcz i bulka z maslem. Przeciez
sztandarowe haslo wszystkich zimnych zwiazkow, to wlasnie dobro
dzieci.Mnie zawalil sie caly moj swiat.Zwlaszcza, ze tata odszedl do
innej kobiety.Jemu chyba najbardziej nie potrafilam wybaczyc tego,
ze zostawil mnie i moja siostre, bo mialam z nim lepszy kontakt niz
z mama.Tata od poczatku dbal o mnie i siostre, dzwonil, zabieral do
siebie.Mama dostawala takiej jazdy przed kazdym z nim kontaktem, ze
chyba wylaczalo sie jej myslenie, bo na macoche nie powiedziala
inaczej niz ta k****, plakala, ze my tez ja zdradzamy, ze tata nie
jest wart naszej milosci.A my najzwyczajniej w swiecie tesknilysmy
za nim i chcialysmy sie spotkac z nim, isc na zakupy, do kina.Ja
bylam wtedy w okresie burzliwego dojrzewania, wiec potrafilam mamie
powiedziec "nie". Przy okazji z mojego "nie" korzystala siostra,
ktora miala regularny kontakt z tata.Oczywiscie mnie tez nie bylo
latwo odnalezc sie w nowej sytuacji, zwlaszcza, ze z racji wieku
mama uwazala, ze powinnam przejac czesc obowiazkow, ktore wczesniej
dzielili z tata czyli na przyklad opieke nad siostra.Mnie to
przerastalo.Bo ja sama cierpialam, a mala stala sie placzliwa,
czesto agresywna, a ja czesto spedzalam z nia cale popoludnia i
wieczory, bo mama pracowala.Tata zabieral nas w kazdy weekend,
czasami nawet w ciagu tygodnia, dzwonil, dbal jak potrafil w nowej
sytuacji. Mame to wszystko przeroslo, usilowala nami manipulwac,
lacznie z tym, ze chciala ograniczyc tacie prawa rodzicielskie, mnie
chciala na swiadka w sadzie, zebym zeznawala przeciwko niemu.Ja na
szczescie skonczylam osiemnascie lat i o mnie nie decydowal sad, kto
ma sie mna opiekowac, kiedy rodzicie brali rozwod.Moja siostra
zostala bezwarunkowo przypisana mamie.Te jazdy trwaja nadal,
najbardziej cierpi moja siostra, do mamy zadne argumenty nie
trafiaja. Na studia wyjechalam na drugi koniec Polski, mimo, ze
mieszkam w duzym uniwersyteckim miescie.Jedyna osoba, ktorej mi bylo
zal zostawiac to byla moja siostra. Przez ostatni rok bylam w domu
tylko na swieta, wakacje sobie sama zorganizowalam w UK. Pewnie mi
sie zaraz zarzucicie, ze jestem egoistka. Egoistami sa moi rodzice,
ktorzy przez cale lata zyli w klamstwie, uludzie i zgodnie z bozymi
przykazaniami i stereotypem dobrej rodziny. Tata od lat mial
kochanke, o ktorej mama wiedziala, jak sie okazalo pozniej. Ale
stworzyli pozory rodziny w imie dobra dzieci.Klamstwo, ktore peklo
jak banka mydlana.Dzieci czesto nie potrafia wyrazic tego co czuja.
Ja tez nie potrafilam, bo pozornie wszystko bylo poukladane. To byla
na pozor dobra rodzina. Rodzice obydwoje z wyzszym wyksztlaceniem,
wysoki status materialny. Byly wiec wspolne egzotyczne wakacje, zima
narty, angielski prawie od poczecia, nauka jazdy konno, modne
ubrania, gadzety.Gdyby mnie ktos zapytal w wieku lat dziesieciu na
czym polega roznica miedzy moim domem a domem mojej przyjaciolki ze
szkoly, nie potrafilabym nazwac, choc czulam, ze tam jest
inaczej.Powiedzialabym, ze ona mieszka w bloku a ja w swoim wielkim
domu. W wieku lat dziesieciu tak odebralabym ta innosc.A tam bylo
inaczej, tam sie rozmawialo o wszystkim i ze wszystkimi, z dziecmi,
a przede wszystkim rodzice z soba rozmawiali. Jak sie jest dzieckiem
to przyjmuje sie istniejacy stan rzeczy za jedyny i absolutny. U nas
bylo cicho, chlodno, bez emocji.I kiedy patrze na to z prespektywy
tych trzech lat i swojego prawie roku "nie bywania" w domu ani
jednym ani drugim( tata ozenil sie z kochanka i ma dziecko), to
zastanawiam sie co byloby lepsze dla calej naszej czworki, mnie,
Oli, mamy i taty? Po roku terapii u psychologa potrafie zdefiniowac
swoje "zmory".
Obserwuj wątek
    • jarkoni Re: z perspektywy dwudziestolatki 11.09.07, 00:18
      Zaczynasz myśleć, to dobrze... Nie każdy rozwód to Tata ten ostatni, a Mama święta..
      Zresztą o wieloletnim chłodzie w rodzinie mimo statusu i społecznego i
      materialnego, i o super, cudownej i doskonałej rodzinie "na zewnątrz" pisałem i
      w swoim pierwszym wstępniaku i pierwszych postach.
      Zazwyczaj psuje się długo i powoli, a dzieci (jak widać) widzą i wiedzą więcej
      niż myślimy..
      Ku przestrodze..
      Pozdrawiam Normalnainaczej, nie daj sobą manipulować
      • markus_wak Re: z perspektywy dwudziestolatki 11.09.07, 01:50
        Ciesze się, że zdecydowałaś się napisać tu o swoim punkcie widzenia.

        To że dziecko nie zna innej rzeczywistości nie jest wystarczającym powodem, aby
        fundowac mu wzorzec "miłości" do partnera, gdzie bezinteresownośc i
        zaangażowanie są zastąpione koniunkturalizmem i manipulacją męża/żony. I dlatego
        rozwód nie musi byc końcem świata, a może być początkiem trudniejszej ale
        bardziej uczciwej części życia.

        A od rodziców wolno i należy bezwzględnie wymagać dojrzałości w postępowaniu
        wobec dzieci, i sądzę, że o tyle można wybaczyć to, że nie potrafili podjąć
        właściwej decyzji na początku swej dorosłości, o ile potrafią dorośle podejść do
        kwestii bankructwa ich małżeństwa.

        Twój post utwierdza mnie w przekonaniu, ż enie sam rozwód jest tragedią dla
        dzieci, ale relacje miedzy ich rodzicami oraz koniunkturalne manipulacje.

        Życzę Ci szczęśliwych wyborów w Twoim życiu.

        Jeszcze tylko jedno, rozumiejąc tak dużo masz możliwość pomóc swojej siostrze
        przetrwać emocjonalnie presję matki. To nie jest Twój bezwzględny obowiązek - to
        rodzice nasiali spustoszenia- ale jedna z możliwości własnego rozwoju. Jest taka
        zasada - nie czyń drugiemu co tobie niemiłe.

        Pozdrawiam
        Markus





        • sylwiamich Re:cieszę się 11.09.07, 05:53
          ...że się rozwiodłam...smile))Bo tak wyglądąłby świat moich dziecismile)
      • sylwiamich Re: z perspektywy dwudziestolatki 11.09.07, 06:40
        ... Nie każdy rozwód to Tata ten ostatni, a Mama świ
        > ęta..


        Zaraz, zaraz....obydwoje popełnili błąd.Mąż nie musiał się godzić na
        taki chory układzik.Przyzwalając na to...będąc z kobietą do której
        nic nie czuje przyłożył rękę.Nie dziwne że ona była ta gorsza.On
        miał swoją miłość...ona nic.
        • normalnainaczej2 Re: z perspektywy dwudziestolatki 11.09.07, 08:52
          Wlasnie Jarkoni tak powinien brzmiec tytul mojego watku "ku
          przestrodze" Zanim sie spolodzi w malzenstwie dzieci dorosli powinni
          sie zastanowic czy relacje miedzy nimi sa tyle silne, ze beda sobie
          w stanie z rodzicielstwem poradzic w kazdej sytuacji. Moi sobie nie
          poradzili.Za to mam do nich najwiekszy zal. Faktycznie ojciec
          poszedl na gotowe, ale nie rozumiem mamy, dlaczego przez tyle lat
          walczy o cos, czego juz nie ma i dawno nie bylo, zapiekle i w
          zlosci.Jest atrakcyjna kobieta w swoim wieku, ma calkowita
          niezaleznosc finansowa, zreszta tata odchodzac zostwil jej wszystko,
          wiec nie musi walczyc o byt. A jednak walczy, siejac ziarno
          nienawisci u Oli. Przeciez moglaby zamknac ten etap w swoim zyciu i
          pomyslec nad nowym zwiazkiem.Marku masz racje, ze powinnam pomoc
          siostrze.Trudne jest to na odleglosc. Na razie musze pomoc sobie.
          Dwa lata( czyli do momentu matury) ja zylam jak w transie, mature
          zdalam na "wspomagaczach", bo wiedzialam, ze tylko dostajac sie na
          studia, bede mogla prysnac jak najdalej od domu.Efektem tego byly
          owszem dobre studia, ale rowniez depresja.Trzy miesiace leczenia
          plus rok prawie wizyt u psychoterapeuty. Wiec na razie musze pomoc
          sobie, potem pomysle o siostrze, kiedy ja sama bede miala na to
          wystarczajaco duzo sily.
          • sylwiamich Re: z perspektywy dwudziestolatki 11.09.07, 08:58
            Wiesz czemu Twoja mama walczy? Dla idei. Bo sie zaplątała. Bo
            powinna odejść dawno...a zainwestowała w to następne kilka lat.Ona
            jest jak w amoku.A w amoku ludzie działają irracjonalnie.Ona czuje
            się jak w samym środku tornada...wokół wszytsko wiruje.Trudno zebrać
            mysli.A co najgorsze...pewnie juz uczyniła z tego jedyną wartość
            swojego życia.Masz rację że musisz sama się pozbierać.Ale przyjdzie
            taki moment Twojego stawania na nogi w którym stwierdzisz że nie
            pójdziesz dalej o ile nie spróbujesz pomóc siostrze.Daj sobie
            czas...na ten moment.Bo musisz być silna wtedy...pozdrawiam Cię
            serdecznie.
          • olowa Re: z perspektywy dwudziestolatki 11.09.07, 10:31
            gdybyczlowiek wiedzial, ze sie przewroci to by sobie usiadl...Nie
            podoba mi sie zdanie, ze "zanim sie splodzi w malzenstwie
            dzieci...bla, bla..."
            NIe potepiaj swoich rodzicow, jestes dorosla i masz swoje zycie,
            wazne, ze wyciagnelas wnioski...
            • to.ja.kas Re: z perspektywy dwudziestolatki 11.09.07, 10:42
              Jakbym wiedziała wychodzac za mąż jak ono bedzie wyglądało to bym
              uciekła z USC.....ale szłam do ślubu pełna dobrej wiary, wręcz
              PEWNOŚĆI ze moje zycie będzie udane i piękne...rodziłam dziecko i
              byłam PEWNA, że bedziemy najszczesliwszą rodziną na
              świecie....hahahaha....pewnego mozna byc jednego....śmierci...bo juz
              podatki aż takie pewne nie sa...tongue_outPP
              • olowa Re: z perspektywy dwudziestolatki 11.09.07, 10:50
                otoz to...stad moje zniesmaczenie na obwinianie rodzicow...
                • jasminowo Re: z perspektywy dwudziestolatki 28.09.07, 08:08
                  Wiem, że jedną ze spraw, które mnie potwornie bolały i do dziś nie
                  mogę tego przełknąć jest to, że planując dziecko byłam pewna, że
                  jesteśmy szczęśliwi, że będziemy udaną rodziną. Dziecko było
                  zaplanowane choć pierwotnie nigdy nie chciałam mieć dzieci. On wręcz
                  przeciwnie. Przy rozstaniu powiedział, że już przed urodzeniem małej
                  był nieszczęśliwy i uważał, że to niedobry związek. Poczułam się jak
                  naczynie do urodzenia mu dziecka. Wykorzystana. I czułam, że
                  skrzywdziliśmy to dziecko... Dorośli to czasem straszne głąby...
          • markus_wak Re: z perspektywy dwudziestolatki 11.09.07, 23:38
            Nie napisałem że powinnaś. Napisałem że masz możliwość. To nie to samo. I
            rozumiem że może to byc dla Ciebie zbyt trudne na tym etapie.

            A podjąłem temat twojej siostry bo sam też mam młodsze dziecko i mam
            stuprocentową pewność że zarówno starsze jak i młodsze są manipulowane i
            stawiane przed koniecznością wyborów dla nich zbyt trudnych, wyborów przed
            którymi powinny być chronione.

            Jak to wyglądało u Twoich rodziców może wiesz, a może nie do końca.
            Lepiej będzie dla Ciebie samej jeśli spróbujesz uprościć problem żądając tego co
            tobie i siostrze sie od nich należy (np spokoju, prawa do miłosci do każdego z
            nich etc).

            Nie chcę zabierać glosu w niczyim imieniu, ale ja potrzebuje miłości moich
            dzieci przynajmniej w takim samym stopniu jak one mojej. Myślę, ż enie jestem
            odszczepieńcem wśród rodziców. Twoi zapewne też nie sa inni. Dlatego matka
            usiłowała ukarac ojca najdotkliwiej jak umiała usiłując odebrać mu waszą.
            Finansowo juz nie mogła.

            Pęd młodzieży do kobierca już minął. Twarda ekonomia weryfikuje tradycyjne
            wybory i pozycję społeczną. To dobrze i źle. Lat temu nie tak wiele temu
            małżeństwo było naturalnym wyborem dla większości z nas. I wielu, wielu, weszło
            w związki bez wiedzy o sobie najważniejszych rzeczy. Dziś długo testują się
            wzajemnie. Niestety tak jak kiedyś 100% gwarancji sukcesu nie ma. Więc ucz się
            na cudzych błędach i uważaj.

            Jedno pytanie. Czy Ola widuje się z ojcem? Czy u niego bywa?

            Trzymaj się i życzę odporności na trudy życia. Studia niestety stały sie troche
            mniej beztroskie niż epoke temu.

    • ewiku w imię dobra dzieci... 11.09.07, 10:42
      ten najbardziej zszargany frazes ma usprawiedliwiać nieudolność rodziców nawet
      do podjęcia decyzji o rozwodzie...

      piszę o tym tak gorzko bo ja z bratem już w szkole podstawowej prosiliśmy mamę,
      żeby się z ojcem rozeszła bo był dla nas wszystkich absolutnym tyranem...
      a moja mam nie miała tej siły... szkoda bo efekt jest taki, że się rozchorowała
      i zmarła a mój brat (człowiek inteligenty i wykształcony) nie dość, że nigdy nie
      potrafił sobie ułożyć życia z żadną kobietą to teraz po 40 stce zaczął korzystać
      z pomocy psychoterapeuty...

      a ja dopiero teraz zrozumiałam, że moja matka była emocjonalnie uzależniona od
      mojego ojca i w sumie dla niego poświęciła nas dzieci... szkoda


      ----------------------------------------------
      Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
      • jasminowo Re: w imię dobra dzieci... 28.09.07, 08:19
        ewiku napisała:

        > mój brat (człowiek inteligenty i wykształcony) nie dość, że nigdy
        ni
        > e
        > potrafił sobie ułożyć życia z żadną kobietą to teraz po 40 stce
        zaczął korzysta
        > ć
        > z pomocy psychoterapeuty...

        Trochę to tak zabrzmiało jakbyś nie akceptowała tego, że brat
        korzysta z pomocy psychoterapeuty... mam nadzieję, że tylko mi się
        tak wydaje, bo uważam, że to nic zdrożnego. Lepiej późno niż wcale.
        A może po tej terapii będzie potrafił nawiązać udany związek...
        >
    • olowa no co Wy...? 11.09.07, 10:53
      co to za zbiorowe wieszanie psów na kobietach? matkach? zonach? bo
      za bardzo kochaja? bo sie uzalezniaja (podobno od wszystkiego
      szybciej i intensywniej)? bo, KURWA, nie ma im kto pomoc?
      • ewiku Re: no co Wy...? 11.09.07, 11:00
        mojej matce faktycznie nie miał kto pomóc... babka płakała po kątach a znajomi
        rodziców udawali, że nic nie widzą...
        takie to były czasy...


        ----------------------------------------------
        Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
        • panda_zielona Re: no co Wy...? 12.09.07, 04:06
          Nie zgadzam się,że takie były czasy.No chyba,że myślisz o czasach
          międzywojennych.Moja mama rozwiodła się na początku lat 60
          (niektórych tu piszących w planach jeszcze nie było) i miała pomoc i
          rodziny,i znajomych.
      • normalnainaczej2 Re: no co Wy...? 11.09.07, 11:04
        Ja nikim psow nie wieszam, ani nie potepiam.Zastanwaiam sie tylko co
        byloby dla mojej rodziny lepsze. Moze gdyby rodzice rozstali sie z
        soba wczesniej byloby inaczej? A taka jest prawda, ze w calym tym
        zamieszaniu,to tata, mimo, ze zdrajca i wiarolomca, zachowal sie w
        stosunku do mnie i mojej siostry, z wieksza klasa, anizeli mama.Nie
        wiem Olu co bys powiedziala o swojej mamie, ktora dostaje ataku
        szalu polaczengo z histeria, kiedy tata ma zabrac na trzy godziny
        mnie i moja mala siostre? Na trzy godziny, po dwoch miesiacach
        izolacji? Kiedy krzyczy, ze my jestesmy takie same jak on, ze ja
        zdradzamy, ze mamy wy****c do taty i jego kochanki? To jest milosc?
        Do kogo pytam sie?
        • to.ja.kas Re: no co Wy...? 11.09.07, 11:12
          I dlatego chyba zle sformułowałas komunikat...bo to nie tyle samo
          rozstanie rodziców było probleme....problemem było zachowanie
          mamy....zachowywała sie tak, ze wpadłyscie w poczucie winy,
          stałyscie sie powierniczka jej bólu i zalów, "zdemolowała"
          najważniejszą wartosc, ze dzieci są ponad konfliktem rodziców....

          Ja wierzę, ze znajdziesz siły by stanać na nogi i że zrozumiesz
          kieduyś, ze ani dla dzieci, ani dla siebie nie warto sztucznie
          podtrzymywac związku....i ze zakonczenie związku nie zwalnia zadnej
          ze stron z myslenia i miłosci do własnych dzieci (a nie tylko do
          przezywania własnej porażki i odgrywania sie na dzieciach)
        • olowa Re: no co Wy...? 11.09.07, 11:14
          normalnainaczej...nie bede sie licytowac z Toba na to czyja matka
          gorzej postepuje/postapila...(moja na ten przyklad nie umiala odejsc
          i nie odeszla do dzis - 25 lat, rozpila sie na dobre, na wiadomosc o
          rozpadzie mojego malzenstwa stwierdzila, ze gdybym nie byla ... to
          maz by mnie nie zostawil etc., etc...i tez zgotowali nam takie
          zycie, ze ledwie skonczylam 18 lat - tez zwialam na drugi koniec
          Polski)...trudne dziecinstwo nie usprawiedliwia - to raz...a po
          drugie - nie obwniam moje matki, czy ojca...rodzicow sie nie
          wybiera, zyja jak umieja, dokonuja takich, a nie innych
          wyborow...kochaja jak potrafia...Jedyne, co mozna - to jesli nie da
          sie pomoc, nie chce, nie potrafi - WYCIAGNAC WNIOSKI I ZYC LEPIEJ!!!
          Myslisz, ze jedyne, co zrobila Twoja matka to po 9 cudownych
          miesiacach urodzila Cie (taki mini wyczyn), nie spala troche, troche
          sie bala jak chorowalas, pare razy wytarla nos...no i tak bardzo Cie
          nie kochala, nie kochala Twojego ojca, ze postanowila zjebac Wam
          zycie??!! perspektywa 20-letniej studentki jest baaaardzo malo
          obiektywna...a wystarczy juz byc 25-letnia matka 3-letniego syna w
          trakcie rozwodu i widzisz wiecej...
      • burza4 Re: no co Wy...? 11.09.07, 11:06
        wiesz, to co naprawdę jest między dwojgiem ludzi - wiedzą oni oboje.
        Nikt więcej.

        czytając takie historie zakłada się po prostu, że ona była biedna,
        on wredny. Tymczasem różnie bywa, czasem powody pozostania razem są
        czysto materialne, czasem jest to szantaż ze strony kobiety "bo
        dzieci tego nie przeżyją". Znam takie kobiety, które nie zwracają
        uwagi na romanse, bo wygodny dom, status, prestiżowa rola żony...

        najbardziej takie rozstanie dotyka te kobiety, które spędziły z
        facetem całe życie - i innego nie znają, nie wyobrażają sobie innej
        drogi. Zabrnęły za daleko, teraz wydaje im się, że jest za późno na
        odgruzowanie swojego życia. Tym większa złość do partnera, bo on
        sobie życie ułożył, a ona została sama. Od lat wszystko co złe było
        jego winą, trudno wziąć odpowiedzialność za swoje błędy. Pretensje
        że nie podjęło się właściwej decyzji i zmarnowało kawał życia -
        spadają na partnera.

        Cały świat im się wali, kiedy odchodzi, nieważne, że łączyły ich od
        lat głównie kłótnie i manipulacje i grali rodzinę a nie nią byli.
        Jak w Samych Swoich "wróg, nie wróg - ale zawsze SWÓJ, na własnej
        piersi wyhodowany".
        • normalnainaczej2 Re: no co Wy...? 11.09.07, 11:45
          Ola czytaj to co pisze ze zrozumieniem.Ja sie nie licytuje, nie
          potepiam. Kocham moich rodzicow obydwoje. Moze jest juz mniej
          bezwarunkowa milosc niz byla wczesniej ale ich kocham.Staram sie
          zrozumiec i jedno i drugie.I nie mow mi, ze moja perspektywa jest
          mniej lub bardziej subiektywna niz Twoja. Kazda prespektywa jest
          subiektywna.Ty bedac niewiele starsza odemnie wyszlas za maz i
          urodzilas dziecko. Czy pomyslalas choc przez chwile, ze gdyby Twoj
          dom rodzinny i rodzice byli inni, moze inaczej wygladaloby Twoje
          zycie? Czy zamazpojscie w moim wieku i urodzenie dziecka nie jest
          forma ucieczki? Ja sie tylko zastanawiam jak wygladaloby moje zycie,
          gdyby rodzice inaczej je sobie ulozyli? Moja siostra jest desperacka
          proba laltania ich zwiazku, ktory kulal od poczatku. Ola tyle mu
          pomogla, ze po jej urodzeniu tata znalazl sobie kochanke. Czy nie
          byloby lepiej dla wszystkich gdyby sie rozeszli pietnascie lat temu?
          To sa w zasadzie pytania bez odpowiedzi. Ale nie odbieraj mi Olu
          prawa do ich zadawania.
          • olowa Re: no co Wy...? 11.09.07, 12:47
            moje zycie wyglada tak, jak je sobie ukladam...NIGDY nie bede nikogo
            winila za to, ze zyje tak, a nie inaczej..a juz z pewnoscia nie
            rodzicow.Pytania nalzezaloby stawiac wlasnie w stosunku do siebie -
            co JA moge zrobic, zeby zyc inaczej? jak JA moge nie powielac
            bledow? JA...a nie co by bylo, gdyby...Zrzoumialam wlasnie miedzy
            wierszami, ze masz zal i pretensje rodzicow i kwestionujesz milosc
            Twoje matki...
            • jasminowo Re: no co Wy...? 28.09.07, 08:37
              Niesstety nie jest tak prosto, że decydujemy wyłącznie sami o sobie.
              Geny i środowisko kształtują nas niesamowicie. Gdyby tak nie było
              nie było by na przykłąd DDA. Rodzice zaszczepiają w nas sposób
              postępowania, myślenia, działania. My jako dorośli możemy to zmienić
              ale na to potrzeba mądrości i czasu. Widzę ją w osobie, która
              zapoczątkowała ten wątek. I wcale nie uważam, że nie warto zadawać
              sobie pytań co by było gdyby. Nie warto jednak uzalezniać od
              odpowiedzi poczucia szczęścia.
              Ja jestem DDA i wiem jak dużo daje to jacy rodzice nas wychowywali.
              I pamiętam chwilę gdy rozważając losy całej rodziny od czasów
              dziadków zaklęłam szpetnie - gdyby nie to, że ta czwórka osób
              przeżyła wojnę - dziesiątki innych osób nie cierpiało by tak
              strasznie - po prostu by ich nie było. To było lata temu. Teraz nie
              ma we mnie już takich emocji ale fakt jest jeden - nie jesteśmy w
              stanie uwolnić się od przeszłości.
    • menab Re: z perspektywy dwudziestolatki 11.09.07, 13:13
      Mam bardzo mieszane uczucia po przeczytaniu postu, zarówno wobec
      autorki jak i innych biorących udział w dyskusji.Okazało się, że to
      co miało być dla dobra dzieci odniosło się zupełnie na odwrót.
      Normalnainaczej2 ma żal do matki o te utrudnainie widzenia z ojcem.
      Patrzę pod moim kątem i co widzę - moje dziecko nie widuje się ze
      swoim tatą, bo on tego nie chce, po 2 miesiącach zabiera ją na 2
      godzinki i ma łzy w oczach, że tak za nią tęskni.A normalnie nie
      pamięta o jej istnieniu. Bóg wie co jej opowiada, być może to, że
      mama nie pozwala mu się z nią widywać...
    • brygida_jonska Re: z perspektywy dwudziestolatki 11.09.07, 13:54
      zauważyłam sprzeczność: rozwód był katastrofą, ale i wspólne
      mieszkanie również. pytanie zatem co byłoby dla Ciebie dobre?
      • turzyca Re: z perspektywy dwudziestolatki 28.09.07, 00:56
        kulturalny rozwod? tudziez kulturalne zycie po rozwodzie?

        Piszac kulturalne mam na mysli pewien poziom obejmujacy przede wszystkim
        niewciaganie dzieci w wasnie rodzicow. Rozstanie a nie wojne.
    • crazyrabbit Re: z perspektywy dwudziestolatki 11.09.07, 20:54
      A ja rozumiem o czym piszesz i dlaczego masz żal.

      Zrozumiałam to w chwili , gdy moja 12-letnia wtedy córka
      podziekowała mi , że się wyprowadziłyśmy. Bo teraz chce jej się
      wracać do domu...
      • chalsia Re: z perspektywy dwudziestolatki 11.09.07, 23:48
        moja przyjaciółka i jej o 4 lata starsza siostra największy zal
        miały do rodziców, że rozwiedli się dopiero gdy młodsza miała ze 16
        lat. Bo przez wiele lat w domu panowała kulturalna lodówa
        emocjonalna między rodzicami.
    • bursztynowe Re: z perspektywy dwudziestolatki 12.09.07, 00:22
      Normalna, dobrze że wyrzuciłaś to wszystko z siebie. Przykro mi bardzo, że tak a
      nie inaczej potoczyło się życie Twoje i Twojej rodziny. Nie Twoja, i w gruncie
      rzeczy niczyja wina.

      Trzymaj się z tym wszystkim i pamiętaj, że dorośli tylko wyglądają na dorosłych.
      Jak mawia poeta "ludzie są dziećmi dużemi"

      Pozdrawiam.
      • toja365 Re: z perspektywy dwudziestolatki 12.09.07, 08:55
        Normalna obnaza cala hipkryzje wiekszosci malzenstw czyli
        najbardziej wyswiechtany frazes wszechczasow czyli dobro dzieci, a
        tak naprawde to strach przed zmianani i zwykle wygodnictwo.Jak
        rowniez typowe dla porzuconych kobiet dowalnie przez dzieci, wlasnie
        poprzez manipulacje,ograniczanie kontaktow.Normalna jestes dzielna
        dziewczyna, bardzo dojrzala w swoim roczniku. Trzymaj dalej taki
        kurssmile))
        • sbelatka Re: z perspektywy dwudziestolatki 12.09.07, 09:56
          przyczytałam cały wątek - rzadko mi sie to zdarza..
          i cóz.. jak to zwykle - jedne wypowiedzi sa mi bliskie a inne burza
          mi krew

          będac po 17 latach małżeństwa porzucona dla innej ... nie jestem
          (tak mysle)mimo wszystko radyklana w głoszonych przez siebie
          poglądach

          bo bycie wspólne ludzi , nawet TYLKO dla dobra dzieci , nie MUSI
          oznaczać lodówki emocjonalnej..

          i nie musi byc przejawem hipokryzji - i powiem więcej - najczęsciej
          nie jest

          jest pewnie lękiem przed zmianami...
          kto sie nie boi tak radyklanych zmian - nich rzuci kamieniem

          nie zgadzam sie z mysleniem o ratowaniu rodziny, małżeństwa - jako o
          zwykłym wygodnictwie...
          ja byłam sklonna wybaczyc exowi romans - i próbować odbudowywac to
          co bylo dobrego... a wiele bylo

          jestś Normalna jeszcze młoda
          i nie wierz tym, którzy twierdzą, ze wszystko jest proste, łatwe,
          oczywiste
          że da sie przewidzieć
          że zawsze wiadomo co jest dobre a co złe ...

          w naszym domu bylo ciepło i radośc i rozmowy...
          dzieci chcialy tu być
          i dla moich dzieci - decyzja o rozwodzie była szokiem

          jestem pewna, ze moje dzieci nie maja wątpliwości - co dla nich
          byloby lepsze..
          dzieci nie zaglądaja do sypialni
          jesli jest bezpiecznie i ciepło - to im najczęsciej wystarcza

          ale rozumiem tez, ze każdy z nas tutaj ma swoją odrębna historie i
          swoje podsumowania

          przykro mi, ze borykasz sie z problemami Twojej mamy
          TO powinno byc zaoszczędzone Tobie i twojej siostrze

          ale juz cos ktos gdzieś pisal o "grzechach rodziców"....

          mam nadzieje, że poradzisz sobie z tym co Cie spotkalo
          i że mimo złości i bólu - choc to trudne niezmiernie - nie
          zatrzaśniesz drzwi do mamy...i taty też..

          powodzenia





          i
          • ewiku Re: z perspektywy dwudziestolatki 12.09.07, 10:34
            sbelatka napisała:



            > nie zgadzam sie z mysleniem o ratowaniu rodziny, małżeństwa - jako o
            > zwykłym wygodnictwie...
            > ja byłam sklonna wybaczyc exowi romans - i próbować odbudowywac to
            > co bylo dobrego... a wiele bylo
            >

            >
            > w naszym domu bylo ciepło i radośc i rozmowy...
            > dzieci chcialy tu być
            > i dla moich dzieci - decyzja o rozwodzie była szokiem
            >
            > jestem pewna, ze moje dzieci nie maja wątpliwości - co dla nich
            > byloby lepsze..
            > dzieci nie zaglądaja do sypialni
            > jesli jest bezpiecznie i ciepło - to im najczęsciej wystarcza
            >

            ... nie rozumiem jednego, jak mogło być ciepło i jednocześnie Twój mąż
            zainteresował sie inną kobietą?


            ---------------------------------------------
            Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
            • toja365 Re: z perspektywy dwudziestolatki 12.09.07, 12:35
              Hipokryzja jest dla mnie, kiedy juz nie ma co ratowac, a mimo
              wszystko ludzie utrzymuja zwiazek. Oczywiscie, ze warto ratowac
              malzenstwo, bo rozwod jest w jakis sposob porazka zyciowa(
              przynajmniej dla mnie) Ale jezeli zawodza wszelkie mozliwe srodki i
              mozliwosci, a ludzie tkwia w takim zwiazku to jak to inaczej nie
              nazwac jak zaklamaniem? Klamaniem samych siebie. Nikt nie mowi
              Normalnej, ze zycie jest lekkie latwe i przyjemne, bo ona sama juz
              poznala jego gorycz, az nazbyt dobrze.
    • jerii Re: z perspektywy dwudziestolatki 18.09.07, 11:23
      Denerwuje mnie pojawiająca się i w tym wątku czysta hipokryzja bo
      czemóż to nieszczęśliwy w małżeństwie mężczyzna nie odejdzie do
      nikąd/do siebie i nie zamknie straego związku nim rozpocznie nowy.
      Czysty egoizm i wygodnictwo.

      ps. Normalna bardzo podoba mi się Twoja próba dojrzałego sprostania
      sytuacji. Trzymam za Ciebie kciuki.
    • elein Re: z perspektywy dwudziestolatki 18.09.07, 12:08
      Niektórzy tkwią w przekonaniu, ze małżenstwo to wyrok dla drugiej osoby na
      resztę życia zwalniający siebie z obowiązku dbania o związek i uczucia miedzy
      małżonkami. Wystarcza status stałego związku, bezpieczeństwo finansowe, podział
      obowiązków, wspólne dzieci. Miłości zero, szacunku niewiele..
      Kolejni znajomi powielają schemat Twoich rodzicow. Związek od początku nieudany,
      drugie dziecko jako próba utrzymania związku i uwiązania męża w domu, skuteczna
      na tyle, że małżenstwo trwało dalej ale nadal w kłótniach i bez uczuć. Mąż
      -kolejne kochanki na które żona przymykała oczy, a gdy dzieci "odchowali", mąż
      poczuł się z "obowiązku" zwolniony i odszedł do innej kobiety. I tego mu już
      żona nie wybaczyła rozpoczynając wojnę o wszystko i mieszając w to dzieci, może
      myśląc przedziwnie, że nie po to akceptowała kochanki by teraz ten .... chciał
      rozwodu? A on myślał przedziwnie, ze tkwiąc w małżeństwie dla dzieci jest
      zwolniony z troski o żonę?

      Normalna, wiesz już wiele o życiu, ból będzie trwał jeszcze długo ale z upływem
      czasu z większą wyrozumiałością się podchodzi do błędów rodziców.. masz już
      świadomość z czego wypływa... możesz tworzyc świadomiej swoje życie. Jak
      będziesz silna i nie tak bardzo w centrum wydarzen, to i uda się stawiać matce
      granice i może ukierunkować jej myślenie na inne tory. Ona tez była kiedyś
      dzieckiem któremu wielu spraw nie uświadomiono... bo nikt przecież świadomie
      krzywdy dzieciom nie robi. A siostrę wspieraj, telefonem, ciepłym słowem, niech
      wie, że ma w Tobie życzliwą osobę, że matka jest teraz chora-nieszczęsliwa
      ale... może ją też jeszcze miłosc uzdrowi..
      • libra22 Re: z perspektywy dwudziestolatki 18.09.07, 17:40
        Normalna - jesteś mądrą dziewczyną i dobrze, że mogłaś chodzić na terapię. Myślałam, czy mogłabyś pomóc swojej siostrze, a z drugiej strony osobiście jestem przeciwko nakładaniu na rodzeństwo roli rodzica, kiedy rodzice zyją. Fajnie ktos powiedział, że możesz po prostu dac jej znać, ze jesteś i że ją kochasz. Ale może Twoja mama rozumiałaby coś gdybyś napisała jej (bo mówić jest trudniej) o swoich odczuciach w związku z jej zachowaniem? Może zmieniła by się w stosunku do twojej siostry? Może - jak to się ładnie mówi - przejrzała by na oczy?
        Czy ona nie przekłada na siebie twojej terapii i ucieczki do innego miasta? Czy sama nie chciała iść na terapię?
        Powodzenia Cismile
        • normalnainaczej2 Re: z perspektywy dwudziestolatki 19.09.07, 09:13
          Dziekuje za wszystkie opinie i mile slowa.Oczywiscie, ze Oli nie
          zastapie stabilnych rodzicow, ale staram sie jak moge, zwlaszcza,ze
          za niecale dwa tygodnie rozpoczynaja mi sie studia i ona oczywiscie
          zostanie sama z mama.Wiecie co w tym wszystkim jest najgorsze, co
          wzbudza we mnie poczucie winy? I nie moge tego powiedziec nikomu,
          choc psycholog radzil sie otworzyc przed tata, przynajmniej na razie
          tylko przed nim.Uwazam, ze tata dokonal dobrego wyboru i gdyby mama
          odnalazla sie w tym wszystkim, ten uklad bylby calkiem stabilny i
          korzystny dla wszystkich, zwlaszcza do Oli, ktora potrzebuje
          kontaktu z obydwojgiem rodzicow. Nowa zona ojca jest dobrym
          czlowiekiem, w stosunku do mnie i Oli zawsze byla ciepla i
          serdeczna. Teraz maja swoje dziecko, wiec tym samym my mamy malego
          brata.Na poczatku jej nienawidzilam szczerze i jak najgorzej jej
          zyczylam, bo zabrala mi tate.Z tata mialam zawsze dobry kontakt.To
          on w naszym domu staral sie wnosic jakies ozywienie,wymyslal jakies
          nowe sporty albo wycieczki.To jemu pierwszemu powiedzialam o
          pierwszej miesiaczce i pierwszej milosci.Z mama nie mialam takiego
          kontaktu, ona jest malomowna,surowa, zamknieta w sobie, wymagajaca
          wobec siebie, ale takze od innych.Dlatego nienaiwdzilam kochanki
          taty, bo zabrala mi jego. Teraz wiem, ze to nie ona go zabrala, to
          tata dokonal wyboru, zrobil to idiotycznie, bo zranil wszystkich.
          Ale jego obecna zona jest calkowitym przeciwienstwem mamy.Nienawidze
          sie za te mysli, bo dla mnie sa jak zdrada mamy.Chcialabym z Ola
          bywac u taty jak najczesciej, zzyc sie z moim bratem.Ale to mnie
          przerasta, bo mama traktuje kazde wyjscie do ojca jak zdrade jej. A
          ja czuje sie jak peknieta na pol.Mama moj wyjazd na studia i terapie
          potraktowala jak kolejna moja fanaberie wieku dorastania.A
          psychologow uwaza za idiotow, ktorzy robia ludziom sieczke z
          mozgu.Jest co najmniej dziwne u kobiety, ktora ma doktorat z
          ekonomii i pracuje jak prezes duzej firmy konsultingowej, gdzie jest
          caly dzial public relations.
          • movisz Re: z perspektywy dwudziestolatki 19.09.07, 23:55
            Dlatego wlasnie nigdy nie chodze do psychologow.
            A ty nie masz co miec wyrzutow sumienia. Tlumaczy cie mlody wiek i
            brak doswiadczenia zyciowego.
            Wierze ze za dwadziesia lat spojrzysz na cala sprawe innaczej.
            Mama jest jaka jest a ze bardziej pasuje ci charakter taty to nie
            umniejsza to temu ze twoj tata zmarnowal jej duza czesc jej zycia
            zreszta najpiekniejsza a kochana macocha pelnila role ku.. w swoim
            czasie.
            Miejmy nadzieje ze twoje zycie potoczy sie innaczej niz twojej mamy
            i bedziesz umiala podejmowac wlasciwe decyzje.
            • sylwiamich Re: z perspektywy dwudziestolatki 20.09.07, 09:36
              movisz napisała:

              > Dlatego wlasnie nigdy nie chodze do psychologow.
              > A ty nie masz co miec wyrzutow sumienia. Tlumaczy cie mlody wiek i
              > brak doswiadczenia zyciowego.
              > Wierze ze za dwadziesia lat spojrzysz na cala sprawe innaczej.
              > Mama jest jaka jest a ze bardziej pasuje ci charakter taty to nie
              > umniejsza to temu ze twoj tata zmarnowal jej duza czesc jej zycia
              > zreszta najpiekniejsza a kochana macocha pelnila role ku.. w swoim
              > czasie.
              > Miejmy nadzieje ze twoje zycie potoczy sie innaczej niz twojej
              mamy
              > i bedziesz umiala podejmowac wlasciwe decyzje.


              Co za brednie!!!!
            • nangaparbat3 movisz 20.09.07, 10:44
              Chyba się zagalopowałaś.
          • akacjax Re: z perspektywy dwudziestolatki 20.09.07, 00:10
            Z tego, co piszesz wygląda na to, że mama ma taka trudną naturę, albo z powodu własnych cierpień w dzieciństwie, albo z powodu olbrzymiego obciążenia.
            Dla niej ten rozwód był wielkim przeżyciem. Jej zgoda na kochankę ojca świadczy, że gotowa była na wiele byle nie utracić potrzeby stabilności.
            Oczywiście mogłaby spróbować sobie pomóc. Bo co będzie gdy tego nie zrobi...depresja itd.

            Jesteś osoba dorosłą i możesz spróbować żyć wg siebie nie ulegając poczuciu winy, które chce wywołać mama. Nie da się-może poszukaj dla siebie pomocy psychologa, tam, gdzie będziesz studiować.
            Powodzenia!
          • nangaparbat3 Re: z perspektywy dwudziestolatki 20.09.07, 10:55
            Jakoś bardzo mnie ruszylo to z pierwszą miesiączką, ze to ojciec sie o niej
            dowiedzial, nie mama - dla mnie to taki skrót Waszej rodzinnej sytuacji.
            Przyznam się, ze nie rozumiem Twojej mamy, nawet nie bardzo umiem sobie
            wyobrazic, co moze czuć, dlaczego podejmuje takie a nie inne decyzje. Racje ma
            Akacja, ze pewnie została w dzieciństwie skrzywdzona.
            Ja bym Ci radziła poczytać książki Alice Miller - jest na przykład taka mała
            książeczka "Dramat udanego dzieciństwa" - i tam o dzieciach z tak zwanych
            dobrych rodzin, gdzie nie ma bicia, znęcania się, a mimo to -
            Poczucie winy wobec mamy musi byc potwornie bolesne i wpływać na całe Twoje
            zycie, jesli psycholog pomaga Ci jakos uporac sie z tym wszystkim, to bardzo dobrze.
          • movisz Re: z perspektywy dwudziestolatki 20.09.07, 20:13
            Wszyscy cie glaszcza tutaj po glowie i poklepuja ale nie ty jedna
            jestes tutaj ofiara tego rozwodu. To ze mama jest malomowna i
            zamknieta w sobie to nie znaczy ze nie czuje i nie cierpi. Takze
            nie znaczy ze byla zla zona czy matka. W obecnej sytuacji nie
            potrafi sie znalezc ale to nie jest jej wina. Jedne osoby
            potrzebuja rok by zapomniec o osobie ktora je skrzywdzila,
            upokorzyla i zostawila w sytuacji bardzo niekorzystnej tak jak
            zrobil to twoj tata a inne osoby nie potrafia dojsc do siebie przez
            cale zycie.
            To nie jest blachostka zostawic kobiete z dwojka dzieci. Samemu
            przejsc lekkim krokiem z gotowego na gotowe, ukladac sobie wszystko
            po nowemu i jeszcze miec za soba wszystkie kobiety w rodzinie
            zabiegajace o niego. To jest zycie! Tak jest duzo latwiej zyc
            anizeli osobie stlamszonej zyjacej przez piec lat w upokorzeniu i
            opiekujacej sie samej dziecmi, odbierajac dodatkowo ciosy od
            zbuntowanej nastolatki i patrzacej na cierpienia jakie przezywaja
            dzieci z tego tytulu.A to boli najbardziej kazda matke.
            W podziekowaniu za ten wysilek stwierdzasz ze macocha jest
            sympatyczniejsza. Szkoda ze nie byla taka dobra, ciepla, serdeczna
            i wspolczujaca dla was jak walczyla o odebranie wam ojca przez 5
            lat.
            Teraz osiagnela co chciala i moze byc dobra.
            A ty walczysz o relacje ze swoim ojcem tak jak twoja mama walczyla
            przez piec lat i podswiadomie boisz sie ze moze cie znowu w jakis
            sposob odrzucic jak to juz raz zrobil dlatego chcesz byc blisko
            niego bo czujesz sie niepewnie. Zwroc uwage ze masz ten sam sposob
            rozwiazywania problemow co twoj tata. Po prostu uciekasz od
            problemow (ty - studia daleko, twoj tata - znalazl sobie nowa
            bardziej tolerancyjna, mila zonke i sie wyprowadzil od problemow).
            Masz pretensje do mamy ze nie umie sobie dac rady w roli porzuconej
            zony i matki. Wiem ze najlepiej byloby jakby stara zona i nowa
            wymienialy sie konfiturami na zime i wszyscy byliby szczesliwi, ale
            nie kazdy tak potrafi.
            Wedlug mnie to na ta terapie powinnas pojsc razem ze swoim tata. To
            nie mama mimo niewlasciwych komentarzy jest przyczyna twoich
            rozterek ale on i konsekwencje jego postepowania.
            Miej tylko i wylacznie pretensje do taty i mamy nastepczyni ze
            zgotowali wam taki los.
            Mimo iz nie jestem zwolenniczka brzydkich slow to niestety czasami
            nie da rady innaczej i calkowicie przyklaskuje twojej mamie
            nazywajac ku ..e ku..wa a swinie swinia.
            Oczywiscie kazda sytuacja jest inna ale mam w swoim otoczeniu
            podobna sytuacje i dzieci odciely sie calkowicie od swojego ojca
            bez zadnej sugestii matki. Same po prostu ocenily sytuacje i doszly
            do wniosku ze skoro ojciec podjal decyzje o porzuceniu ich to niech
            sie cieszy sam nowym szczesciem. Prawdopodobie nie byly z nim tak
            zzyte jak ty ale ja bym zrobila to samo. Dlaczego wszyscy na okolo
            musza ponosic konsekwencje bo jednemu odbilo. Chcial zmian to niech
            je ma.
            Nie dziwie ci sie ze lgniesz do jego domu. Kazde dziecko lubi
            atmosfere rodzinnych spotkan. Ale twoja rodzine rozbila kochanka i
            tata. Oczywiscie tobie nie przeszkadza by zamienic teraz swoj
            rodzinny dom na przyszywany. Idziesz tam gdzie jest ci lepiej.
            Niestety ale jest to rodzaj wygodnictwa, nielojalnosci i braku
            solidarnosci z mama.
            Takie jest moje zdanie i mam prawo do niego.
            • nangaparbat3 Re: z perspektywy dwudziestolatki 20.09.07, 20:32
              >>>>>>bys powiedziala o swojej mamie, ktora dostaje ataku
              szalu polaczengo z histeria, kiedy tata ma zabrac na trzy godziny
              mnie i moja mala siostre? Na trzy godziny, po dwoch miesiacach
              izolacji? Kiedy krzyczy, ze my jestesmy takie same jak on, ze ja
              zdradzamy, ze mamy wy****c do taty i jego kochanki?


              Tego bronisz?
              matka Normalnej jest dojrzałą, samodzielna, wykształcona kobieta na wysokim
              stanowisku.
              Ze swoim bólem i poczuciem odrzucenia nie umie sie sama uporać, ale zamiast
              poszukac pomocy, jeździ po wlasnych dzieciach.
              A Ty pieknie jej sekundujesz, usiłujac podwazyć - mam nadzieje, że bezskutecznie
              - w Normalnej wiarę w milość ojca.
              I ja rozumiem współczucie dla matki Normalnej.
              Ale nie rozumiem checi dowalenia dziewczynie.

              > Mimo iz nie jestem zwolenniczka brzydkich slow to niestety czasami
              > nie da rady innaczej i calkowicie przyklaskuje twojej mamie
              > nazywajac ku ..e ku..wa a swinie swinia.

              To ja tez Ci powiem: Ty zła kobieta jesteś.
              • to.ja.kas Re: z perspektywy dwudziestolatki 20.09.07, 20:47
                Nanga daj spokój to kolejne wcielenie bet. Jak jedzie po kochankach
                to one juz ja znaja i olewaja. szkoda ze kopie teraz dziiewczyne
                która juz kopniaki w swoim zycu dostała. Od własnych rodziców. Mam
                nadzieje, ze nie wezmie do głowy tych bredni i nie zacznie na nowo
                miec poczucia winy za to co stało sie z jej domem, mama, ojcem i z
                powodu uczuc jakie zywi.

                Zgadzam siie z Toba Nanga....to zła kobieta jest....
                • nangaparbat3 Re: z perspektywy dwudziestolatki 20.09.07, 20:59
                  Tez pomyslałam o Bet, ale styl wydał mi sie inny - taki jednak bardziej
                  powściagliwy.
                  No i w ogole inteligentniejsza od Beci sie wydaje.
                  • to.ja.kas Re: z perspektywy dwudziestolatki 20.09.07, 21:13
                    za to tak samo okrutna i bezmyslna i tak samo pelna jadu...nawet
                    jesli to nie to samo ciało to mentalnosc dokladnie ta sama...
                    Moze Nat zajrzy i moze bedzie wiedziec czy to nasza
                    forumowa "przesladowczyni pokątnych związków"
              • normalnainaczej2 Do movisz 20.09.07, 20:55
                Ty nic nie rozumiesz i czytasz bez zrozumienia.Jak dlugo mozna zyc
                przeszloscia? Tata odszedl od nas trzy lata temu, a moja mama jest
                sliczna, wyksztalcona, niezalezna kobieta i gdyby tylko zechciala to
                mialaby mezczyzn na peczki. A tego nie chce, woli drapac rany. I
                kiedy czytam Twoje posty Movisz to slownictwo przypomina wlasnie
                mame. Ona nigdy inaczej nie nazwala kochanki taty. Nadal jest
                k****wa, a ich dziecko, czyli moj brat bachorem.Nie wiem kto i kiedy
                w malzenstwie moich rodzicow popelnil blad, nie chce tego dociekac,
                bo i tak to nic nie zmieni.Mama nie chce na ten temat rozmawiac,
                tata natomiast pewnie jest jednostronny.I jakim prawem Mowisz
                odmawiasz mi kontaktow z tata? To jest chore.Co mam sie wedlug
                Ciebie wyprzec ojca? Bo co? Zostawil mame, mnie i siostre na
                poniewierke i biede? Zostawil mamie wszystko, placi kupe kasy
                alimentow regularnie i do tego jeszcze daje mnie i Oli kase extra.
                Gdyby nie jego upor i sila woli, moja siostra pewnie mialaby juz
                mgliste pojecie o swoim ojcu.To mojej mamie jest potrzebny
                psycholog, a ja jakbys uwaznie przeczytala moje posty ten etap mam
                juz za soba.I powiem Ci Movisz, ze tak lubie odwiedzac tate i
                macoche. Bo tam jest milo. A kazdego normalnego czlowieka ciagnie
                tam gdzie jest milo. A macocha, gdyby byla potworem, to wlasnie
                teraz nie musialaby sie starac, bo osiagnela to co chciala. A nadal
                jest mila, dla Ciebie dziwne i podejrzane? I przeczytaj sobie moje
                posty, w ktorych pisze, ze kocham cala moja rodzine czyli mame tate
                i Ole.Tylko, ze jedynie tata ulatwia mi ta milosc i jej okazywanie.
                I tym sie rozni od mamy.
                • to.ja.kas Re: Do movisz 20.09.07, 21:00
                  Normalna, mam taka rade jaka tu stosujemy na ta panią.....olej ją
                  albo sprzedaj jej jakis przepis kulinarny - pomaga - znika na jakis
                  czas....niestety nie chce na zawsze.
                  • normalnainaczej2 Re: Do movisz 20.09.07, 21:06
                    Toja kas nie bywam tu zbyt czesto, ale nie rozumiem takiego atatku
                    na moja osobe.Raczej uslyszalam tutaj duzo cieplych i milych slow od
                    osob duzo starszych odemnie, niektorzy z Was pewnie mogliby byc
                    moimi rodzicami.Co ja zlego zrobilam i komu? Poza tym, ze usiluje
                    sie odnalezc w tym calym zamieszaniu. Wiec dlaczego ktos mnie
                    atakuje?
                    • to.ja.kas Re: Do movisz 20.09.07, 21:11
                      Bo jest głupi, bezduszny, bezmyslny i okrutny.
                      Bo ma empatii tyle co burak cwikłowy i rozum jak truskawka...
                      Nie przejmuj się. To bardzo ładne co piszesz o swojej
                      rodzinie...zarówno o siostrze, mimo wszystko o mamie, tacie i
                      bracie...a nawet o nowej zonie taty....jesli kiedys postanowisz
                      nienawidzic za wszelka cene, postawisz sobie to za cel, przypomnij
                      sobie movisz jej post...to nienawisc robi z ludzi...
                    • movisz Re: Do movisz 20.09.07, 21:33
                      Przepraszam dziewczyno jezeli cie urazilam swoja opinia na twoja
                      sytuacje. Naprawde nie mialam zamiaru ani cie atakowac ani
                      krytykowac. Jedynie chcialam zebys starala sie wiecej zrozumiec
                      swoja mame.
                      Ja tez jestem duzo starsza od ciebie i przemawia przeze mnie
                      zarowno wlasne doswiadczenie jak i moich przyjaciol. Takie
                      doswiadczenie Takie rozwody czesto odbija sie na calym zyciu nie
                      tylko dzieci ale wlasnie tych skrzywdzonych zon. Dzieci sa mlode i
                      moga roznie poprowadzic swoje dalsze zycie, dorosla skrzywdzona
                      osoba nie ma juz tyle czasu.
                      Nigdzie nie namawialam cie bys nie miala kontaktow z tata.
                      Po prostu przykro mi bylo jak wysilek matki nie jest doceniony i
                      czulam sie w obowiazku stanac w jej obronie mimo iz jestem zla
                      kobieta.
                      Podobno jestem dobra jak spie. Tak na pocieszenie.
                      • elein Re: Do movisz 20.09.07, 22:05
                        Nigdy nie jest za późno jeśli się CHCE zmienic swoje zycie na
                        lepsze. Twierdzenie ze dziecko łatwiej "kiedys ułoży sobie życie"
                        będąc ofiarą rozgrywek dorosłego, który się uczepił swojej
                        nienawiści do ex-małżonka... jest bzdurą do potęgi. Nie masz chyba
                        pojęcia jak poharatane życiowo są dzieci rodziców chorych z
                        nienawiści.
                        • movisz Re: Do movisz 20.09.07, 22:20
                          Nie masz chyba
                          > pojęcia jak poharatane życiowo są dzieci rodziców chorych z
                          > nienawiści.

                          Musze ci przyznac racje. Nie wiem.
                          Ale za to wiem jak sa pocharatane zyciowo dzieci tatusiow ktorzy
                          postanowili sobie zmienic zycie czyims kosztem.
                          • elein Re: Do movisz 20.09.07, 22:33
                            w tym przypadku ojciec jest wsparciem dla dzieci bez względu na to z
                            kim jest, a matka gra ofiarę KOSZTEM DZIECI i wyładowuje na
                            dzieciach nienawiść z którą sobie NIE CHCE poradzić. Możliwe, ze
                            powinna popracowac z psychologiem wiele lat temu, to nie zachowywała
                            by się tak teraz..
                            szkoda, ze ta matka nie ma mądrej przyjaciółki która by ją
                            zaprowadziła do psychologa. Bo zapewne nikogo oprócz bliskiej
                            przyjaciółki którą lubi nie posłucha.. wietrząc spisek przeciw niej-
                            jedynej nieszczęśliwej.
                            • movisz Re: Do movisz 20.09.07, 23:04
                              Ty widzisz to tak a ja widze ze kobieta czuje sie bardzo zraniona
                              bo zawalil sie jej caly obraz rodziny jaka budowala i nie ze nie
                              chce dac sobie z tym rady tylko nie moze. Wiele ludzi nie potrafi
                              pogodzic sie z porazka jaka poniesli. Wymaga to wiecej czasu niz u
                              innych ale napewno to kiedys nastapi. Tym trudniej jest, im
                              bardziej sie kochalo utracona osobe.
                              Ale jedno czego nie doceniaja mlodzi ludzie to jest to ze to jest
                              matka. Macocha nia nie jest. Ona nie wycierala im nosow ani nie
                              zmieniala pieluch.
                              • to.ja.kas Re: Do movisz 20.09.07, 23:09
                                movisz piszesz:
                                >Tym trudniej jest, im
                                > bardziej sie kochalo utracona osobe.
                                Normalna tez "straciła" kochana osobe ojca.... jakby to zależało od
                                jej mamy to musiałabymnapisać słowo "straciła" bez cudzysłowu. A
                                Normalna tez ma uczucia. w rozgrywkach maz - zona - tata - mama jej
                                uczucia i jej siostry powinny byc priorytetem.

                                > Ale jedno czego nie doceniaja mlodzi ludzie to jest to ze to jest
                                > matka. Macocha nia nie jest. Ona nie wycierala im nosow ani nie
                                > zmieniala pieluch.

                                Normalna widzi roznice miedzy mama i macocha i do kazdej ma osobne
                                uczucia i jestem pewna ze o ile lubi macoche to mame KOCHA....szkoda
                                ze mama nie daje prawa swoim córkom do kochania przez nie ojca
                              • elein Re: Do movisz 20.09.07, 23:16
                                To nie wina dzieci, że dorośli są niedorośli i nie potrafią opanować
                                swoich emocji. A to zbrodnia dorosłych jesli krzywdzą dzieci swoimi
                                zachowaniami, tym bardziej jesli to są rodzice a wyżywają się na
                                małoletnich dzieciach z zemsty na partnerze. Za swój CHARAKTER
                                jesteśmy odpowiedzialni my sami. Jeśli ktoś postanawia zostać na
                                resztę życia masochistą bo partner go zostawił...i wyzywać się na
                                dzieciach (z braku partnera na którym mógłby) to powinien się
                                leczyć, i nic dziwnego, ze dzieci się od niego odwrócą...choć mogą
                                kochać jako rodzica, ale nie muszą chcieć z nim być, żyć i znosić
                                codziennie jego "jazd".
                                żadna KOCHAJĄcA matka nie powie dziecku "zmieniałam ci kiedyś
                                pieluchy więc masz mnie gówniarzu kochac bez gadania".
                              • nangaparbat3 movisz 20.09.07, 23:26
                                Mnie pieluchy zmieniały niańki.
                                A nos sama szybko nauczyłam sie wycierac.
                                A mame kocham, bo jest moja mamą.
                                Bo mnie kochała i kocha, po prostu.
                                Wyswiechtane, ale prawdziwe: dziecko jest jak walizka, co włozysz, to wyciagniesz.
                          • nangaparbat3 Re: Do movisz 20.09.07, 22:51
                            movisz napisała:

                            > Nie masz chyba
                            > > pojęcia jak poharatane życiowo są dzieci rodziców chorych z
                            > > nienawiści.
                            >
                            > Musze ci przyznac racje. Nie wiem.
                            > Ale za to wiem jak sa pocharatane zyciowo dzieci tatusiow ktorzy
                            > postanowili sobie zmienic zycie czyims kosztem.

                            "Lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy sie kamieniach..."
                            To dość proste zapaść się w rozpaczy pomieszanej z nienawiscią, i niech sie
                            dzieje co chce. Z dziećmi.
                            Jeśli ktos połozy niemowlaka na szynach, a ja przechodząc i widząc to zacznę
                            rwać wlosy z głowy i wrzeszeć, jak można, kanalie, co zrobili dziecku - ale tego
                            dziecka stamtad nie zabiorę - to kto bedzie winien jego smierci?
                            Bo na pewno nie tylko ten, kto go połozył.
                            • to.ja.kas Re: Do movisz 20.09.07, 22:58
                              nangaparbat3 napisała:

                              > "Lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy sie kamieniach..."
                              > To dość proste zapaść się w rozpaczy pomieszanej z nienawiscią, i
                              niech sie
                              > dzieje co chce. Z dziećmi.
                              > Jeśli ktos połozy niemowlaka na szynach, a ja przechodząc i widząc
                              to zacznę
                              > rwać wlosy z głowy i wrzeszeć, jak można, kanalie, co zrobili
                              dziecku - ale teg
                              > o
                              > dziecka stamtad nie zabiorę - to kto bedzie winien jego smierci?
                              > Bo na pewno nie tylko ten, kto go połozył.

                              Mądre
                        • nangaparbat3 Re: Do movisz 20.09.07, 22:46
                          elein napisała:

                          > Nigdy nie jest za późno jeśli się CHCE zmienic swoje zycie na
                          > lepsze. Twierdzenie ze dziecko łatwiej "kiedys ułoży sobie życie"
                          > będąc ofiarą rozgrywek dorosłego, który się uczepił swojej
                          > nienawiści do ex-małżonka... jest bzdurą do potęgi. Nie masz chyba
                          > pojęcia jak poharatane życiowo są dzieci rodziców chorych z
                          > nienawiści.

                          Świete słowa.
                      • akacjax Re: Do movisz 20.09.07, 23:26
                        >Jedynie chcialam zebys starala sie wiecej zrozumiec
                        swoja mame.

                        To mama jest(była w chwili rozwodu) dorosła i to jej obowiązkiem było chronić dzieci, z którymi mieszka przed dodatkowym stresem.
                        Zawalił się matki świat-niech pomyśli o lekarzu. Bo to jest chore wywoływać u dziecka poczucie winy.

                        Perspektywa dzieci jest zupełnie inna niż rozwodzących się rodziców. One bezwarunkowo kochają. I to jest piękne. A ludzie, którzy uważaja, że należy kochać rodziców wybiórczo, wg ich harmonogramu, sami na miłość dziecka nie zasługują.
                        • movisz Od movisz 21.09.07, 02:47
                          >>>To mama jest(była w chwili rozwodu) dorosła i to jej obowiązkiem
                          było chronić dzieci,
                          z którymi mieszka przed dodatkowym stresem<<<

                          Tak, chronic dwoje dzieci a skad brac na to sily? Przejmujesz stress
                          od jednej corki, za chwile druga potrzebuje, procz tego jest stress
                          codzienny w pracy i od znajomych czy rodziny ktora na pewno tez
                          miala dobre rady powodujace stress.
                          Poki co tatus zakladal nowe gniazdko i opiekowal sie dziewczynkami
                          jak mogl (to byl cytat), mama natomiast musiala bo nie miala innego
                          wyjscia. Normalna musiala sie zajmowac mlodsza siostra kiedy mama
                          poszla do pracy, znowu zal do mamy a dlaczego nie do taty przeciez
                          przez niego musiala to robic, tata organizowal czas dziewczynkom,
                          bardzo dobry tata ale nic nie wspomina ze mialy pewnie ugotowany
                          obiad i bylo posprzatane. Wlasciwie po co. Wszystko co mama robi to
                          sie nalezy a co tata robi to jest wspaniale i pelne poswiecenia.
                          Tatus dodaje stresu, mamusia ma obsorbowac wszystko by tylko chronic
                          dzieci od stresu.
                          Chyba to jest troche niesprawiedliwe.
                          Jak sie mawia milosc matki po prostu sie ma zapewniona a na milosc
                          ojca trzeba zapracowac.
                          Koncze dyskusje bo mnie nie lubia tutaj.
                          Normalnej zycze ulozenia stosunkow z mama bo jestem pewna ze kocha
                          ja nad zycie.
                          • sylwiamich Re: cytuję siebie 21.09.07, 04:18
                            "Zaraz, zaraz....obydwoje popełnili błąd.Mąż nie musiał się godzić
                            na
                            taki chory układzik.Przyzwalając na to...będąc z kobietą do której
                            nic nie czuje przyłożył rękę.Nie dziwne że ona była ta gorsza.On
                            miał swoją miłość...ona nic"

                            Nie jest tak że nikt nie widzi jakie są przyczyny zachowania
                            matki.Tylko na Boga...to jej nie usprawiedliwia.Są ludzi którzy
                            robią sobie za cel życiowy dokopanie komuś.I nie widzą nic.A
                            szkoda...
                          • akacjax Re: Od movisz 21.09.07, 10:56
                            Oczywiście dorosli mają chronić dzieci, ale nie gdybając, ale patrząc na fakty-dzieci mieszkały z matką w tym momencie. Jej niedorosłość powodowała przerzucanie swych problemów(nie umiała sobie z nimi poradzić-może nawet nie próbowała, no i wychodziło tak, że rozładowuje je przerzucając na dzieci).

                            Absolutnie nie bronię ojca, tym bardziej, że ja zakładałam sprawę, ja występowałam o alimenty, ze mną były dzieci, widziały co się działo i nie było innego wyjścia...a jednak w pierwszym odruchu-oskarżały mnie, że jednak to robię.
                            Oczywiście tylko ze względu na nasze relacje, na dobry kontakt, rozmowy wystarczyły, by zrozumieli, że tak było trzeba.
                            Tym bardziej wiem jakie mechanizmy powstają. Bo dzieci patrzą na sytuację inaczej.
    • aron95 A niby dlaczego 20.09.07, 22:19
      mamy olewać "movisz" . ma takie samo prawo do pisania tu jak inni
      normalnainaczej2 skoro napisała na forum musi się spodziewać zarówno głaskania
      jak i krytyki . Skoro została skrytykowana przez movisz powinna jedynie
      podziękować , bo usłyszała opinię osoby która poświęciła czas dla niej , która
      sprawę widzi z innej perspektywy .
      I tyle
      • to.ja.kas Re: A niby dlaczego 20.09.07, 22:29
        Aron znamy twoje preferencje i gusta....i jako ze o gustach sie nie
        dyskutuje wiec ne bede ciagnac tematu

        Movisz ma prawo byc okrutna i pisac co jej na jezyk slina
        przyniesie, ja mam prawo poradzic Normalnej by to zlekceważyła i sie
        nie przejmowała . Dajesz prawo wszystkim daj takie samo mi....
        I pozwól ze Normalna oceni czy za rade movisz chce podziekowac czy
        powiedziec "z takimi radami i empatia prosze ale z daleka ode
        mnie"...ma do tego prawo? czy prawa dajesz tylko tym poranonym zonom
        którym daje to wg nich prawo do jezdzenia po kochankach (to moge
        zrozumiec), mezach (to doskonale rozumiem) ale i dzieciach (a to dla
        mnie okrucienstwo i absurd ) i wiesz co Aron - mam takie samo prawo
        do tego by tak uwazac jak movisz do nazywania innych kurwami,
        bachorami i pokazywania ze Normalna jest niewdzieczna i nieczuła....
        Mozesz we mnie rzucic przepisem jak chcesz, mozesz to poradzic
        innym...mi to wisi...
        smile
        • aron95 Re: A niby dlaczego 20.09.07, 22:50
          Aron znamy twoje preferencje i gusta....i jako ze o gustach sie nie
          > dyskutuje wiec ne bede ciagnac tematu

          O moich preferencjach i gustach to Ty wielkie g.... wiesz .
          Każdy ma prawo do swojego zdania i je wyraża .
          normalna do movisz odpowiedziała normalnie i Twój apel olała co było słuszne .
          Namawianie innych do ignorowania niektórych uczestników forum jestem objawem
          chamstwa .
          • to.ja.kas Re: A niby dlaczego 20.09.07, 22:55
            naprawde sie popłacze.
            Taka opinia z ust kogos takiego jak ty Aron, bet, movisz i osob
            ktore nawet dzieciom nie odpuszcza bo je tak strasznie boli jest dla
            mnie komplementem....i pociełabym sie jakbyś zmienił zdanie o mnie.
            POwaga.


            O Twoich gustach wiem tyle na ile je objawiasz tutaj i o nich nie
            dyskutuje..wg ciebie dlatego ze jak to kolokwialnie ująłes
            (absolutnie nie po chamsku a wrecz jak dzentelmen)g....wiem a wg
            mnie dlatego, ze byłoby to dla mnie żenujace...

            Amen
            • aron95 Re: A niby dlaczego 20.09.07, 23:03
              to.ja.kas napisała:

              > naprawde sie popłacze.
              > Taka opinia z ust kogos takiego jak ty Aron, bet, movisz i osob
              > ktore nawet dzieciom nie odpuszcza bo je tak strasznie boli jest dla
              > mnie komplementem....i pociełabym sie jakbyś zmienił zdanie o mnie.
              > POwaga.

              Ale jak widać to Ty masz z tymi osobami problem .
              I dla mnie, czy dla nich, jest obojetne czy się potniesz , powiesisz.
              Bo one Cie bardziej obchodzą niż Ty je .




              >
              >
              > O Twoich gustach wiem tyle na ile je objawiasz tutaj i o nich nie
              > dyskutuje..wg ciebie dlatego ze jak to kolokwialnie ująłes
              > (absolutnie nie po chamsku a wrecz jak dzentelmen)g....wiem a wg
              > mnie dlatego, ze byłoby to dla mnie żenujace...


              Załatwianie się w miejscu publicznym jest żenujące

              >
              > Amen
              >
              • to.ja.kas Re: A niby dlaczego 20.09.07, 23:13
                Nie wiem skad takie wnioski u Ciebie, ale wiesz co...nie chce mi sie
                z Toba dyskutowac...

                Skoro załatwianie sie w miejscu publicznym jest zenujace (zgadzam
                sie) to radze bys skorzystał z toalety...tak robia w cywilizowanych
                krajach...serio....
                Skoro tak mało Cie nteresuje to prosze nieprzejmuj sie tym co pisze
                i po prostu mnie olej...potrafisz? Bo jak znów sie odezwiesz to
                słowo daje pomysle ze jednak sciemniałes z ta obojetnością na mnie
    • scriptus Re: z perspektywy dwudziestolatki 26.09.07, 12:51
      Mam sytuację podobną, chłodne małżeństwo, dzieci, które kocham ponad
      wszystko i z przerażeniem tylko patrzę, by tego chłodu między nami
      nie odczuwały dzieci. W przeciwieństwie do Twojego Taty
      (jeszcze????) nie zdecydowałem się odejść i prawdopodobnie nie
      zdecyduję się, dopóki dzieci nie dorosną. Nie chcę być przez
      to "lepszy", to czysty rachunek zysków i strat, nie mam tu na myśli
      spraw majątkowych, czy alimentów, tylko sprawy emocjonalne. Moje
      codzienne życie pełne jest bólu i frustracji, ale z drugiej strony
      mam codzienny, bardzo bliski i serdeczny kontakt z dziećmi. Wiele
      już osób z Tego forum sugerowało mi już kiedyś, że powinienem
      odejść, "dać spokój żonie". Jednak zadałem sobie pytanie, skoro ona
      tak ze mną cierpi, nie znosi naszej rodziny, to czemu to ja mam
      odchodzić, a nie ona, jeśli tak pragnie się ze mną rozstać, w końcu
      jest równouprawnienie. Sprawy majątkowe nie są problemem, nawet nie
      zależy mi na przykład na alimentach, jestem mężczyzną i potrafię
      utrzymać rodzinę. Szczerze powiedziawszy, mam już dość tej sytuacji,
      wiem, że jeśli chodzi o moj osobiste sprawy, donikąd ona nie
      prowadzi, ale postanowiłem wytrzymać do momentu, gdy młodsze dziecko
      założy rodzinę. Nie chcę jednak, by moim dzieciom, jak to napisałaś,
      zawalił się świat.
      Po tym, co napisałaś widzę, że wolałabyś, żeby Twój Tata nie
      odchodził, pomimo zimnego związku Twoich Rodziców. Moje odczucie
      jest podobne, to, co jest między nami, małżonkami, jest między nami,
      w stosunku do dzieci ze strony obojga nie powinno się przenosić tych
      problemów.
      Bulwersuje mnie zatem rozgrywanie spraw przez Twoją matkę
      poprzez dzieci. Musiało u Was być dość toksycznie, skoro Tata nie
      wytrzymał i odszedł, i widać, że jest zdolny do tworzenia ciepłej,
      pełnej miłości rodziny, jeżeli tak jest w Jego nowej rodzinie. Być
      może jednak tam uzyskasz dla siebie coś, czego ja, nie decydując się
      na taki krok nie jestem w stanie dać swoim dzieciom, czyli wzorzec
      takiej pełnej ciepła rodziny.
      Kochaj obojga swoich rodziców niezależnie od tego, jacy są, ale
      staraj się w życiu naśladować tylko ich dobre cechy i zachowania. Na
      pewno nie należy do nich ani zatruwanie życia swojemu partnerowi,
      ani posiadanie kochanki na boku (choć to być może już tylko efekt
      poprzedniego), jednak, z tego, co piszesz, w stosunku do Was oboje
      Rodziców było dobrych i dbających o Was.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka