ze sie rozwodze. Przejrzalam pare watkow i widze ze nie ja jedna mam
taki problem. Przezylam koszmar (eks przemocowiec), proby terapii,
rozmow, tak zwanej naprawy zwiazku, dla dobra dzieci ofkors, w koncu
nie wytrzymalam. A jednak mam jakies irracjonalne poczucie, ze robie
zle, ze dla dobra dzieci powinnam sie dalej meczyc, ze beda mialy
rozbita rodzine wiec beda mialy problemy i beda czuly sie gorsze, ze
nie dam rady finansowo itd. Wiem, ze to glupie, rozwod to moje
najwieksze marzenie ostatnich lat, ale cos takiego we mnie siedzi