Dodaj do ulubionych

sama...ale szczęsliwa

07.02.08, 10:59
Jestem po rozwodzie i mogę powiedzieć,że zaczynam nowe życie. Mam wspaniałaego synka i czas dla siebie. Nikt nie wytyka mi zbędnych kilogramów i niepozmywanych naczyń.Urlop spędzam tak jak ja chcę a nie jak Pan kazał....nareszcie nie jestem zdenerwowana i nie spóźniam się do pracy...bo on się nie spieszy...Czasem wieczorem byłoby miło się do kogoś przytulić ale na to też przyjdzie czas. Rozwódki nie załamujcie się...to boli ale da sie przeżyć. Warto zobaczyć szansę dla własnego rozwoju i poswięcic czas dla dziecka bez pośpiechu i nerwów. pozdrawiam A.
Obserwuj wątek
    • akacjax Re: sama...ale szczęsliwa 07.02.08, 11:21
      Jak długo jesteś po rozwodzie?
      • ak365 Re: sama...ale szczęsliwa 08.02.08, 10:06
        sama jestem 2 lata...formalnie 10 m-cy...ale czy to ważne jak długo, każda z nas ma swój rytm powrotu do życia....
        • akacjax Re: sama...ale szczęsliwa 09.02.08, 23:05
          Ważne jak długo. Życzę Ci byś tak mogła napisać i za kolejne dwa lata(gdy już uczucie ulgi się zmniejszy) i za kolejne....

          Mogłby bycciekawy wątek-co to jest rytm zycia i jak przebiega powrót do niego. Świetny na to forum, gdzie tyle osób pyta-co dalej?
    • plujeczka Re: sama...ale szczęsliwa 07.02.08, 12:17
      i proszę pojawił sie watek optymistyczny, miło czytać tak pozytywne
      wiadomosci oby było ich na tym forum coraz wiecej, pozdrawiam
    • sadaga Re: sama...ale szczęsliwa 07.02.08, 14:49
      miło czytać takie posty...budujące jest to że jest Ci dobrze samej
      ze sobą...ja też już w ten etap wchodzę powoli...i już mi w miarę
      dobrze...mimo ze jeszcze tyle się dzieje i tyle przede mną...

      >Warto zobaczyć szansę dla własnego rozwoju i poswięcic czas dla
      dziecka bez pośpiechu i nerwów.

      smile
    • moonloo Re: sama...ale szczęsliwa 09.02.08, 10:40
      gratuluje
      cudownie przeczytac ze ktos wyszedl z tego dola zwiazanego z rozowdem
      to wielka iskra nadziei dla wszystkich
      bierzmy przyklad!!!!

    • biedroneczka33 Re: sama...ale szczęsliwa 09.02.08, 10:43
      ooo w tym watku widze lopatke dla mnie ...no moze przynajmniej droge do kopareczki ktora pomoze mi zasypac moj dolek ...ohhhh...
      Gratuluje i podziwiam takie optymistyczne podejscie do zycia.
      • moonloo Re: sama...ale szczęsliwa 09.02.08, 19:20
        czy o optymizmie piszesz o mnie?
        nie do konca
        ale dookola tylko wszyscy narzeakaja jak jest zle, jest zle i to
        bardzo ale musi przeciez byc lepiej,prawda?
        • aron95 Re: sama...ale szczęsliwa 10.02.08, 08:30
          Nie każdy facet lubi się przytulać i jak trafisz na takiego to co .... znowu
          nieszczęśliwa ??/
          • ak365 Re: sama...ale szczęsliwa 10.02.08, 12:01
            Właśnie dlatego piszę ,że nic na siłę...znajdę takiego co to lubi...hehe. A ze swojej sytuacji zamierzam wysnuć wnioski. A ten sie nie myli co nic nie robi...jak się człowiek nauczy upadac to tak nie boli...zawsze najgorszy pierwszy raz...Ale to tylko słowa...nie wiem co mi los przyniesie...nie mozna się marwic na zapas...i bac się kazdego dnia.
            • 1czarodziejka Re: sama...ale szczęsliwa 10.02.08, 12:38
              hmmm...myślę, że z postu ak354 wynika coś jeszcze innego, nie mniej ważnego. Że
              szczęście powinno sie nosić w sobie, a nie czekać, że ktoś nam je da...jeśli da,
              to może i zabrać... A jeśli czujemy sie szczęśliwi, lubimy i akceptujemy siebie,
              to ktoś z zewnątrz nam tego nie popsuje, nawet jeśli to osoba najbliższa , czyli
              mąż (czy zona). Często nie cierpimy dlatego, że ktoś odszedł, tylko z poczucia
              winy, że odszedł...i zadręczamy się pytaniami, co z nami nie tak? A z nami
              wszystko jest tak, tylko trzeba trafić na Pana Właściwego (Panią Właściwą)i
              wszytko powinno zagrać.
              Pozwalam sobie na takie wnioski będąc osobą rozwiedzioną i szczęśliwą w stanie
              "bez męża"..owszem szukam, ale bez bólu i tęsknoty, a jeśli nigdy nie
              znajdę...to zawsze mam siebie (i Młodych, którzy nadają memu życiu sens)
    • kacprus A co ja mam robic?? 13.02.08, 12:37
      Czesc dziewczyny.
      Jestem na początku tej drogi. przez 9 lat bycia z moim meżem wnioski sa
      niestety nie najlepsze.
      Nie dostałam od mojego meza nic dobrego poza majatkiem w postaci mieszkania. to
      nie to czego chce od zycia!mam 30 lat i nie wiem co to znaczy byc szczesliwym.
      Duzo rozmawialismy ostatnio choc przez tyle lat to bardzo rzadko poniewaz nie
      potrafilismy ze soba rozmawiac.
      Mój mąz wpadl w doł psychiczny, placze , mysli - tylko po co? ja przez 9 lat
      wylalm tyle lez przez niego ze teraz jego lzy mnie nei ruszaja.
      Jest mi tak ciezko pisac co kolwiek bo nie chce zeby wyszla tu mega historia ale
      prosze was dziewczyny czy ktoras zechciałaby ze mna porozmawiac na priva i dodac
      mi chceci do działań? bo ja juz nie mam sily poprostu działac, gubie sie.
      Wczoraj była rozmowa o tym ze ja nie chce byc z nim, ze on doszedl do wniosku ze
      przez alkohol duzo stracil ze mial wiele szans ode mnie bo juz 2 krotnie sie
      wyprowadzalam ale mnie zatrzymał, ze jest samolubem ktory myslal do tej pory o
      sobie, i tylko o swoich potrzebach, ze on sie pogodzil, ze wie ze juz nie ma
      szans odwrotu, ze wie ze spier.. mi zycie, ze doskonale mnie rozumie ze nie chce
      byc dluzej z takim czlowiekiem jak on itd itd- fajnie brzmi prawda!? po czym
      informuje mnie ze bedzie wymieniał popekane kafelki na podlodze w kuchni! no
      jasna anielka! rece mi opadły! nie wiem co robic co myslec,nie wiem w ktora
      strone isc!? jak 35 letni facet moze myslec ze skoro chcemy sie rozastac to on
      sie nie wyporwadzi! on ma takie mozliwosci ja nie (aczkolwiek powiedzial mi
      ostatnio ze skoro mam tyle przyjaciol to moge sie wyprowadzic z domu do ktoregos
      z moich przyjaciol napewno mnie ktos pod obcy dach wraz z dziecmi przygarnie)
      prosze was jesli ktoras z was jest juz po to prosze o jakies wskazowki.
      pozdowienia
      czekam z niecierpliwoscia
      • akacjax Re: A co ja mam robic?? 13.02.08, 13:03
        Problem mieszkaniowy w naszym kraju powoduje, że razem się mieszka i po rozwodzie czasm.
        Czy to mieszkanie jest wspólne? Czy powiedziałaś mu wprost, że chciałabyś by on się wyprowadzi, a Ty go spłacisz(gdy wspólne?)
        Piszesz o alkoholu-czy to uzależnienie? Leczone?
        Czy masz podstawy do rozwodu-tzn.trwały rozpad małżeństwa na wszystkich frontach?
        Może trochę zabrzmi to dla Ciebie sucho-ale lepiej jest dyskutować, gdy się jakieś fakty ustali.
        • kacprus Re: A co ja mam robic?? 13.02.08, 13:18
          Tak mieszkanie jest na nas oboje (100m2, 2 poziomowe)
          Alkohol? kiedys sie z nim spierałam ze jest alkoholikiem i zeby poszedl sie
          leczyc bo przesadzal okropnie i co weekend pij z kolega podczas gdy ja
          siedzialam w ciazy w domu i czekalam dopoki nie wroci po czym go rozbieralam i
          mylam i biegalam z miska czesto oddajac podobna zawartosc do tej miski co on!.
          I prosilam mowilam.
          czy tak sie zachowuje osoba ktora kocha,szanuje?
          NIE
          Mąż ktory kocha nie podnosi reki na cieżarna zone ktora sie z nim szarpie i
          błaga zeby nie robil krzywdy kotu ktory sie zesikla na koldre, ani nie kopie w
          drzwi robiac dziure bo zona prosi zeby kupil chleb.
          Wiezi emocjonalnej, uczuciowej, fizycznej ZADNEJ nie ma od kilku miesiecy
          • akacjax Re: A co ja mam robic?? 13.02.08, 13:24
            Poszukaj pomocy dla wspóluzależnionych. Na tym forum nie znajdziesz odpowiedzi na pytania, które ciągle sobie stawiasz.
            A na przemoc-zawsze należy wzywać policję, robić obdukcje itd. Wtedy jest podstawa do orzekania winy przy rozwodzie.
            Majątek wspólny-do podziału. Chyba, że ktoś jest tak dobry, że odda swoją cześć. Twój mąż na dobrego nie wygląda.
      • a.niech.to Re: A co ja mam robic?? 13.02.08, 14:39
        kacprus napisała:

        > czekam z niecierpliwoscia
        Zacznij od cierpliwości.
        • ak365 Re: A co ja mam robic?? 15.02.08, 15:58
          Nie można być w związku tylko dlatego ,że nie potrafi sie
          inaczej...a bycie w związku z facetem który pije to uwłacza kobiecej
          godności. On zawsze będzie sie kajał jak wytrzeźwieje...a bez
          leczenia na które trzeba Jego silnej woli nic dobrego z tego nie
          bedzie. Teraz jeszcze masz siłę zaczynać od poczatku za parę lat nie
          bedzie lepiej a i Tobie już się nie bedzie chciało walczyć. Pewnego
          dnia dojdziesz do wniosku że cos przeoczyłaś....nie dobrowadzaj do
          tego. To bardzo trudne decyzje ale czasem trzeba je podjąc. Ja ,
          kiedy rozpadło sie moje małżeństwo myślałam ,że to koniec
          świata...ale żyje i o dziwo mam sie dobrze....Pozdrawiam
          • a.niech.to Re: A co ja mam robic?? 15.02.08, 17:15
            ak365 napisała:

            > Ja ,
            > kiedy rozpadło sie moje małżeństwo myślałam ,że to koniec
            > świata...ale żyje i o dziwo mam sie dobrze....
            Stąd zalecam cierpliwość.smile
            -------------

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka