nangaparbat3
24.02.08, 15:47
Przeryczałam wczoraj pół dnia jak dziecko. A poszlo o dziecko, o ktore się
bałam, z którym sie skonfliktowałam, i pierwszy raz od lat odczułam, ze
wychowuje ja sama, nawet jeśli ex jest OK i na wezwanie, i nigdy nie zawiódl.
Ale pewnych rzeczy sie nie da, kiedy sie mieszka osobno. Prawdopodobnie tak
samo byloby, gdyby wyjechal i byl daleko, ale niezaleznie od rozwodu.
Ryczałam okropnie, bo chyba po raz pierwszy doswiadczyłam tak naprawdę
samotnego macierzyństwa - tak jakbym dopiero wczoraj naprawdę się rozwiodła.
No dobra, wyjasniło sie, jest - zapewne - OK. Moze wzniesiemy sie na wyzszy
stopień relacji matka - dorastajaca córka. Jakoś w to wierzę.
A poza tym - lato, u nas, we Wrocławiu, lato, poszłam z kundlem nad rzekę w
letniej spodnicy i zakiecie, i ten zakiet musiałam nieść pod pachą, i słońce,
i wielki klucz ptaków na niebie.