Cos mi dzis jest, ewidentnie.
Zastanawiam sie, bo wczoraj powiedzialam zdanie ktore mnie sama
zaskoczylo: "Ja sie niczego sie nie boje".
A jednak boje sie.. jednej rzeczy, boje sie zburzenia mojego
budowanego, przez ostatnie trzy lata, z mozolem DOMU. I nie chodzi
tu wylace o mury, tylko o to, ze tu, niezaleznie czy na zewnatrz
szaleje wichura, pada deszcz, czy ktos zrobil mi przykrosc, czuje
sie i bede sie czula bezpiecznie.
Jeszcz rok temu mowilam, ze ja tu tylko mieszkam, domu nie mialam
nigdzie. A teraz...ciesze sie, ze ma twierdze, w ktorej mam nadzieje
przezyje kolejnych wiele lat. Do niedawna wydawalo mi sie ze rownie
stala rzecza w moim zyciu jak dom sa dzieci. Ale to nieprawda,
dzieci sa a pozniej odejda. Dom zostanie.
Pozdrawiam wszystkich w te paskudna marcowa pogode