Dodaj do ulubionych

taktyka sądowa- czyli chyba elastycznie trzeba

16.03.08, 15:56
Odnośnie taktyki sądowej- na pierwszej rozprawie mąż jako powód
został zobowiązany ( są dzieci małololetnie) oraz jest zdrada (
koleżanka z pracy) do stawienia się wraz ze świadkiem.
Stawił się z siostrą- pozew- bez orzekania o winie- ja- wnisoek o
oddalenie pozwu.
Na pewniaka, po mediacjach o które wnioskowałam- z uśmiechem na
ustach stwierdził że siostra i tak nie będzie opowiadać o nas tylko
o dzieciach.
Sąd- tu byłam zaskoczona- nie pozwolił na odmowę zeznań w kwestii
dotyczącej na i szybciorem- po pytaniach dotyczących czy dbam o
dzieci, czy i jak przeżywają przeszedł do pytań dotyczących- a cóż
tpo zaszło w naszej rodzinie.
Swiadek- siostra mężą nieco się zdziwiła i chciała odmówić- tu
zaskoczenie- sąd nie pozwolił- i wyszło że kochanka, że zdradził
brat, itd.
Na zakończenie mąz usłyszał że: proszę pana- jako strona winna nie
może pan pozwu złożyć- więc jaka decyzja- czy wycofuje pan czy
przemianuje?
Na jaki- pyta mąż- - sąd- no musi być z winy czujejść- to bych- na z
winy obu stron.
I teraz mąz biedak- wydany przez własnego świadka wymyśla
niestworzone różnośći- ostatnio czytająć doszłam do wniosku że albo
jakiś artykuł z babskiej gazety przepisał o mężach tyranach i
zmienił płeć tyrana albo kochanka swój pozew pokazała biedakowi.
Reasumując- teraz brnie coraz to dalej w tę totalną głupotę- a ja
wykazuuję gdzie- i jak wprowadza sąd w błąd.
Im spokojniej to robię- tym bardziej jest zły. Oskarża, szantażuje
ale kłamie dalej.
Doszło do paradoksu- udowadniam że był super mężem a ja super żoną-
do czasu aż nie dopadł go kryzys wieku średniego.
Temu tez przeczy. A świadkowie- on bez- ja mam- zeznają że
zazdrościli.
Sąd pouczył go na drugiej sprawie- że dlatego dostaliśmy czas na
przygotowanie wniosków dowodowych aby sąd oceniał nie na podstawie
tegpo co się mówi ale na podstawie dowodów.
Jemu ich brak.Więc opowiada dalej niestworzpone historie a po
zakończeniu sprawy wybiega z sali nawet bez "Do widzenia"
skierowanego do sądu. Ze o sobie nie wspomnę.
Czeka mnie teraz w maju trzecia sprawa- znowu dwóch świadków- linia
obrony - taka sama. Zobaczę czy dalej kłamie- to niewiarygodne ale
prawdziwe. I to ja jestem agresorem podobno- z prostej przyczyny- bo
nie zgadzam się.
Zbiłam już kilka jego teorii i przyznam jedno- też obawiam się tej
sprawy- bo robi ze zmnie już chyba trzecią osobę. Gdyby ktoś ze
znajomych posłuchał- doznałby szoku totalnego.
W miedzyczasie, po wprowadzeniu w życie gróźb- załatwiłam
zabezpieczenia alimentów dla dzieci.
Teraz staram się odpocząć- i zaczęłam odczuwać czasami wyraźne
wpspółczucie dla męża. Ot- ośmieszył się - całkowicie samodzielnie.
Tym niemniej mam obawę- nie jest to koniec tego co zrobi i powie.
Taktyki nie zmieniam jednak. Atakować nie mam zamiaru.
Obserwuj wątek
    • zuza145 Re: taktyka sądowa- czyli chyba elastycznie trzeb 16.03.08, 16:01
      odnośnie gróźb- były to groźby mężowskie skierowane w moim kierunku.
      Wytrrzymałam rok- po roku wprowadził w czyn sankcje finansowe-0
      wtedy też złożyłam wniosek o zabezpieczenie- i dostałam.
      Nie mam kasy na adwokata- sama wszystko robię- brak kasy nadrabiam
      pracą a jak mi wiadomości brak- i nie umiem sama- to pytam. na forum
      kilka mądrych porad dostałam.
    • acbr600 Re: taktyka sądowa- czyli chyba elastycznie trzeb 16.03.08, 18:54
      Czy, jeżeli jest małoletnie dziecko i chcemy rozwodu bez orzekania o
      winie, to jest szansa na krótki proces? Bez świadków, mediacji i
      całego tego bałaganu?
      • aron95 Oj zuza 16.03.08, 19:10
        sprytna dziewczynka z Ciebie ! tak trzymaj
    • z_mazur Re: taktyka sądowa- czyli chyba elastycznie trzeb 16.03.08, 19:15
      Ale ja czegoś nie rozumiem.

      Ton w jakim piszesz o swoim mężu świadczy o dużej niechęci i wielu innych negatywnych emocjach. Ty nie chcesz być z tym człowiekiem, to po co cała ta historia z orzekaniem winy? Do czego ono Ci jest potrzebne? Czy chodzi tylko o czystą satysfakcję jak to bardzo utrudniłaś mężowi uwolnienie się od siebie? Macie wspólne dziecko więc jakoś będziecie musieli ze sobą relacje poukładać, taki proces z babraniem się w brudach i mieszaniem w to całej rodziny Twojej i męża pewnie w tym nie pomoże. Ale skoro ta satysfakcja jest dla Ciebie aż taka ważna...
      • zuza145 Re: taktyka sądowa- czyli chyba elastycznie trzeb 16.03.08, 19:46
        zupełnie nietrafne spostrzeżenie- streściłam przebieg spraw.
        Ton jest normlany- jabym z boku referowała.

        Negatywne emocje- wybacz- po zdradzie i kłamstwach, których nie
        jestem powodem acz odczuwam skutki- mam prawo- ale świetnie sobie
        radzę z nimi.Ja nimi kieruję- nie zaś one mną.Już się nauczyłam.
        Fakt że mam świadomośc tego co się dzieje- i potrafie czasami
        przewidzieć poczynania męża z którym zgodnie żyłam wiele lat- został
        zaklasyfikowany jako moje chęci do walki, utrudnianie uwolnienia etc?
        Nie bardzo rozumiem dlaczego ?
        Czy tylko dlatego że akurat radzę sobie w sądzie jakoś?
        To błędne mniemanie.
        W sądzie obrałam JAK NAPISAŁAM- BYĆ MOŻE MAŁO WYRAŹNIE taktykę
        obrony- bez ataków. Uważasz że miłość automatycznie powinna się
        przełożyć na spolegliwośc i oczekiwanie co "ludzki pan" zadecyduje?
        Ja uważam inaczej.To że kocham nie daje mu prawa do krzywdzenia mnie.
        To nie ja strzelam- to on wali z kul armatnich do wróbla.
        Mam się czuć źle nie z powodu że zachowuję się tak a nie inaczej
        tylko dlatego że sobie radzę i uruchomiłam tyle szarych komórek na
        ile mnie stać było?

        Odnośnie brudów i ich prania- wyraźnie napisałam- paradoks polega na
        tym że moi świadkowie zaświadczają że było bez brudów.BEZ.
        Czy napisałam mało wyraźnie?
        ano chyba tak.
        To potwierdzam. Mąż tworzy fikcyjny obraz- miałeś taką sytuację
        kiedyś?
        Jeśli tak- to napisz co robiłeś wtedy ty?
        Jeśli nie- wybacz- mam widać więcej doświadczenia.

        W byciu wrabianą.

        I reasumując- nie satysfakcja jest ważna w tym wypadku- bo nie widzę
        w obecnej sytuacji żadnej satysfakcji i nie wiem- czemu o niej
        piszesz.Ale moja godność.
        Czemu mam czuć się źle- tylko z powodu że potrafię czasami opanować
        strach jaki czuję? Ze łapię kontekst tego co do mnie mówią i/lub o
        mnie? I potrafię wykazać kłamstwo?

        Zbyt górnolotnie?
        Możliwe.
        Nikt przez to akurat nie płacze- że nie akceptuję jak jestem
        zmuszana do traktowania ludzi przedmiotowo. Siebie też.
        Korzystam z prawa do posiadania swojego zdania.
        I zapewniam cię- pierwszą osobą której powiem że nie chcę być z
        mężem- będzie nikt inny tylko mąż.
        Nie wiem kiedy to będzie- ale bądż pewien.
        Odnośnie siebie- stosuję te same zasady co do otoczenia.
        • z_mazur Re: taktyka sądowa- czyli chyba elastycznie trzeb 16.03.08, 20:43
          Ale ja nadal nie rozumiem.

          Piszesz - obrona. Przed czym ty się chcesz bronić?
          Mąż Cię nie kocha, chce od Ciebie odejść, a Ty masz satysfakcję, że się plącze że ma problem z tym odejściem. Strona uznana za jedynie winną rozpadu małżeństwa nie może wnieść pozwu o rozwód, więc nie zgadzając się na rozwód nie pozostawiasz mężowi innego wyjścia jeśli chce się od Ciebie uwolnić musi wykazać, że jesteś przynajmniej współwinna rozpadowi małżeństwa. On może uważać, że jednak w jakiś sposób go popchnęłaś w ramiona kochanki.

          Co chcesz uzyskać? Nie rozwieść się z nim?

          Jeśli będzie konieczność przesłuchiwania świadków, zawsze dochodzi do prania brudów. Jest konieczność zadawania nieprzyjemnych pytań. Świadkowie tego nie lubią i mają potem pretensje do stron o to, że zostały na tych świadków powołane. Jeśli to członkowie rodziny, to zaczynają się kwasy i wzajemna niechęć. Pół biedy gdy w małżeństwie nie ma dziecka i strony po rozstaniu stają się dla siebie kompletnie obce. Jednak gdy jest dziecko, to takie babranie się w bródach rodziców tego dziecka nie pozostaje bez wpływu na relacje pomiędzy członkami rodzin.

          I wyobraź sobie, że miałem dokładnie taką samą sytuację.
          Jeśli Ci się wydaje, że kobiety potrafią być ponad to, i wziąć winę na siebie, to muszę Cię wyprowadzić z błędu. Więc wybacz, ale nie masz większego doświadczenia. smile

          Być może Tobie wydaje się, że jesteś obiektywna, ale w Twoich postach czuć dużą satysfakcję z powodu tego, że utrudniasz mężowi rozstanie się z Tobą, że użyję tylko jednego cytatu:

          > że sobie radzę i uruchomiłam tyle szarych komórek na
          > ile mnie stać było?

          No i co w wyniku tego uruchomienia uzyskałaś?

          Piszesz o "wrabianiu" (bosz.. jakie określenie, jeśli ono nie jest nacechowane emocjonalnie, to jakie jest), to po prostu normalna droga do osiągnięcia celu, czyli formalnego rozstania się z Tobą.

          O jakiej godności mówisz, myślisz, że ciągnący się miesiącami proces pomoże Ci w zachowaniu godności?
          Jeśli tak, to życzę powodzenia.
          • tricolour Ale o co chodzi? 16.03.08, 20:49
            Nasza koleżanka chce się pochwalić, że panuje nad rozwodem. No i sie chwali, że
            panuje... oraz, że trzeba być elastycznym. Trzeba. Nawet podczas holowania
            samochodu...
            • z_mazur Re: Ale o co chodzi? 16.03.08, 20:54
              Jak dla mnie to koleżanka panuje nad nierozwodzeniem się.
              Czyli pracuje nad nierozstaniem się z facetem, do którego z każdą chwilą coraz bardziej traci szacunek, ze względu na jego posunięcia, do których ona sama go zmusza i których być może on by sam nie chciał, gdyby nie jej postawa.
            • zuza145 Re: Ale o co chodzi? 16.03.08, 20:55
              Chwalić niestety nie mam się czym- bo fakt że zostałam zawezwana
              przez zwolennika trawy zieleńszej po drugiej stronie płotu li tylko
              z powodu że inaczej zielona była nie jest czymś , czym można się
              chwalić.
              Napisałam że sobie radzę.
              Nie powinnam?
              Czemu nie spytasz dlaczego nie chcę rozwodu?
              • z_mazur Re: Ale o co chodzi? 16.03.08, 21:03
                > Czemu nie spytasz dlaczego nie chcę rozwodu?

                Równie dobrze mógłbym się spytać dlaczego nie chcesz, żeby deszcz padał?
                Mąż chce od Ciebie odejść i zrobi to niezależnie od tego, czy wyrazisz na to zgodę czy nie. Od tego na ile mu to utrudnisz, zależy jak będą wyglądały wasze relacje po rozstaniu, co ze względu na dzieci nie jest bez znaczenia.
                • zuza145 Re: Ale o co chodzi? 16.03.08, 21:18
                  kontakty z dziećmi- kiedy tylko chce, niestety- kiedy on chce a nie
                  kiedy potrzeba.
                  Zajęty, umówiony- więc kiedy chce.
                  Nie jestem typem jak to opisywano na forum ojców : właścicielka
                  dziecka utrudnia lub wydobywa kasę za spotkania.
                  Zero manipulacji dziećmi- łącznie z faktem że to ja pilnuję coby
                  rodzina nie wyrażała się niepochlebie o nim przy dzieciach- JEGO
                  rodzina!!!!. Swoją już ustawiłam- przed faktem.
                  I pilnuję wszystkich. Również jego- bo manipuluje- tatuś z Hollywood.
                  Tak sobie zagłusza wyrzuty sumienia.

          • trzemeszno Re: taktyka sądowa- czyli chyba elastycznie trzeb 17.03.08, 11:51
            Jak nie wiadomo o co kobiecie chodzi???

            To o co jej może chodzić??

            A może o kasę??
            • zuza145 Re: taktyka sądowa- czyli chyba elastycznie trzeb 17.03.08, 18:15
              Trzemeszno,
              Co takiego zrobiłeś lub zrobiono tobie że z twojego tekstu emanuje
              rozgoryczenie?
              Odetchnij głeboko- życie Mój Drogi to nie tylko kasa.
              • trzemeszno Re: taktyka sądowa- czyli chyba elastycznie trzeb 17.03.08, 18:30
                A może Ty tak samo jak moja "jeszcze" żona opowiadasz jak to mocno kochasz
                swojego męża i jak on Cię krzywdzi.

                Tylko "kurna" niech mi ktoś powie dlaczego moja "jeszcze" żona żąda (przez
                swojego prawnika 4/5 wspólnego majątku).Ja proponowałem podział po połowie -
                nawet ze stratą z mojej strony.

                Mój adwokat mówi - ona nie ma innej drogi aby wyrwać od mnie kasę. Rozwód i tak
                dostanę - czy to jej się podoba czy nie. A jeżeli chcę szybko - to muszę
                zapłacić. To takie kobiece - no nie???

                Taka sama jesteś jak ona??

                Możliwe to jest??

                I nie jestem rozgoryczony - tylko zdumiony jak potrafią zachowywać się
                wzgardzone kobiety.
                • zuza145 Re: taktyka sądowa- czyli chyba elastycznie trzeb 17.03.08, 19:31
                  pudło, nie jestem pijawą- tobie współczuję- było to ewidentne w tym
                  krótkim tekście. Że tego doświadczyłeś -zamachu na kasę.

                  Moje wydatki są jasne- dla męża i sądu. Nikt ich nie podważył. Bo są
                  sensowne- mąż wie na co wydaję.Otrzymałam poniżej 20 % jego średnich-
                  zarobków. Plus moje- i ciągniemy- ja oraz dzieci- sama spłacam nasz
                  wspólny kredyt.JA- nie mąż.
                  Mam majątek nie wchodzący do masy wpólnej- że brzydko tak nazwę-
                  uważam że grzebał w nim razem ze mną- tworzył- i nigdy nie
                  oświadczyłam na sprawie=- że to moje- wręcz odwrotnie.
                  Kasa- to nie wszystko- dla mnie.
                  Dopuszczasz że to możliwe?
                  Bo jeśli nie- to znaczy że problem jaki masz przekłada się na ocenę
                  większości kobiet
                  • zuza145 Re: taktyka sądowa- czyli chyba elastycznie trzeb 17.03.08, 20:51
                    Jest jeszcze inna teoria- jako "ludzki pan"- dałeś propozycję
                    zwyczajowo stosowaną w sądzie- 50 na 50. Przy braku innych ustaleń-
                    intercyzy znaczy nie wiem czemu uważasz to za stratę? Swoją?
                    Majątek jakiego małżonkowie dorobili się w trakcie trwania
                    małżeństwa- jest wspólnym majątkiem i 50 na 50 jest normą.
                    Jeśli jest twoim odrębnym- to inaczej- wykładów prawnych nie będę
                    robiła- stać cię na adwokata- widać jesteś zdecydowany
                    ( Zdetereminowany) i obeznany.
                    Hm- następna teoria- "Jeszcze żona" być może obarczona opieką nad
                    dziećmi, wykorzystana jak stary but (może tak się czuje) stwierdziła
                    że ze względu na pogorszenie się jej poziomu życia ( mało pracowała
                    bo stawiała na rodzinę i wspomagała mężula w karierze zawodowej),
                    więc sama lub za poradą doszła do wniosku- że jej się należy.
                    Stąd 4/5. I teraz zasadnicza kwestia- co tak naprawdę się stało, bo
                    że się zabrała za robotę to czytam.Istnieje też możliwośc że jak
                    napisałeś- wzgardzona itd. Hm- może chcieć cię ukarać- bo jak
                    napisałeś wzgardzona kobieta itd.
                    Zdrada to zdrada, wzgarda to wzgarda a kasa- to kasa- każdego boli
                    coś innego.
                    ps: samym gadaniem to żona sobie nic nie ugra.Natomiast jeśli
                    gadanie zostanie poparte dowodami- to wtedy jej szanse wzrosną.
                    To mamy teoretycznie dwie możliwości- albo nie słuchasz i nakręciłeś
                    się gadaniem Albo"jeszcze" żona ma dowody- wtedy znaczy: mamy znowu
                    dwie możliwości- albo kobieta fabrykuje dowody albo że coś zbroiłeś
                    i nie jesteś taki kryształowy- za jakiego chcesz uchodzić.
                    Powyższe nie oznacza że jesteś niekryształowy- nie znam faktów.
                    Nie mnie oceniać i uogólniać- ŻE JEŚLI TYLKO ŻONA ŚMIE SIĘ NIE
                    ZGADZAĆ TO ZARAZ Z NIEJ OKROPNE BABSKO ROBIĄ MEŻOWIE.
                    Bo boją się o kasę.
                    Ale bynajmniej nie uważam że wszyscy mężczyźni są tacy- tylko
                    wyjątki takowe znam.
                    Jest jeszcze opcja- zmiana prawnika.
                    O tej ostatniej- zmilczę.
      • sadaga Re: taktyka sądowa- czyli chyba elastycznie trzeb 16.03.08, 20:28
        z_mazur wydaje mi się ze tu nie o satysfakcję chodzi.
        trzymaj się zuza.
        • zuza145 z-mazur- a jak skomentujesz takie coś? 16.03.08, 20:38


          Znalazłam na forum tatusiów.
          Nooooooo- powiem tak- zazwyczaj pisze się że żony utrudniają, kłody
          pod nogi złośliwie itd.
          To proszę: zdradzony mąż:

          zwiazek mojej z jej gachem dobiega konca, lub przynajmniej sie psuje
          i to powaznie. tamten nie odpisuje na jej mejle, nie daje juz jej
          tego co dawal wczesniej - tak wynika znagran. zonie zaczyna switac w
          glowie.

          troche mi sie przykro robi jak odsluchiwalem nagranie z dzisiejszej
          rozmowy zony z chlopakiem jej siostrzenicy. uncertain nie jest to zart.
          wlasnie spisalem dialog i jak bede robil finalne stenogramy to go
          tez dodam jako dowod. nad obrobka materialu siedze juz 2gi dzien.
          skrocilem 5 dni do 3 godzin. troche duzo, ale wg mnie wszystko co
          tam ma wartosc - przynajmniej dla mnie. bede sie upieral zeby sad to
          odsluchiwal nawet jak by mialy byc ze trzy rozprawy.

          a teraz perelka (slowo w slowo):

          -----------------
          ZONA- tak, bo ja nie wiem co robic sluchaj.
          on mi rozpier*lil caly zwiazek, rozumiesz, z mezem. ja nadal bym z
          nim
          siedziala tak jak bylo do tej pory, rozumiesz,
          ja nie musze z nim spac, ja nie musze z nim nic, ja zjebal*am se
          cale zycie
          rozumiesz
          XXX- wiem o co ci chodzi
          ZONA - rozwod biore ku*wa, bo zakrecil mi tak w glowie kur*a ze
          ch*j. zostaje bez
          pieniedzy (jak to mowia) zostaje z jakims pokojem z kuchnia, i
          zostaje bez
          meza (rozumiesz) sama. rozjebal mi wszystko a tera kur*a co, widzisz?
          XXX - to teraz odsuwa sie coraz bardziej od ciebie.


          Hm- to skoro ja niby złośliwa- to jak nazwać powyżej:
          ............................ uprawniony?.
          On z pewnością nie kocha.

          • z_mazur Re: z-mazur- a jak skomentujesz takie coś? 16.03.08, 20:49
            No ale nie bardzo rozumiem, co ten przykład miał zobrazować.

            Czujesz się lepsza, że Ty nie posuwasz się AŻ DO TAKICH KROKÓW, tylko do "uruchomienia szarych komórek"?
            • zuza145 Re: z-mazur- a jak skomentujesz takie coś? 16.03.08, 20:53
              Miał zobrazować co się dzieje jak ludzie się złością kierują.


              Ja sobie dałam prawo do współdecydowania o swoim życiu.
              Myślisz że nie powinnam?
              • z_mazur Re: z-mazur- a jak skomentujesz takie coś? 16.03.08, 20:56
                Ja myślę, że nie tylko powinnaś współdecydować, ale nawet decydować, całkiem samodzielnie, bez żadnego "współ".
                • zuza145 Re: z-mazur- a jak skomentujesz takie coś? 16.03.08, 21:03
                  To staram się to robić.
                  Nie ja atakuję- tylko on. Pozew zawierał stek bzdur- twoim zdaniem
                  powinnam przystać na wszystko co wyczytałam?
                  Przystałeś na wszystko co ci zarzucano?
                  Bo werbalnie to jeden zarzut przeciwko mnie był: bo się dowiedziałaś.
                  Werbalnie zaś w pozwie- kosmos.
                  • z_mazur Re: z-mazur- a jak skomentujesz takie coś? 16.03.08, 21:05
                    Nie. Ja, jak się już uporałem ze świadomością, że moja żona postanowiła ode mnie odejść i związać się z innym mężczyzną, napisałem pozew i rozwiodłem się.
                    • zuza145 Re: z-mazur- a jak skomentujesz takie coś? 16.03.08, 21:21
                      Znaczy się- mam problem z uporaniem się ze świadomością.
                      I jest to dość realna teza.
    • crazyrabbit Re: taktyka sądowa- czyli chyba elastycznie trzeb 16.03.08, 20:56
      Zuza! A puść Ty go w cholerę. Po co Ci walka , świadkowie? Niech
      dyma swoją kochanke , Ty zacznij żyć swoim nowym (i czego Ci
      szczerze życzę - LEPSZYM) życiem.
      Masz zabezpieczone alimenty na dzieci , olej dupka.
      Orzekanie nie jest tak naprawdę do niczego potrzebne...
      • zuza145 Re: taktyka sądowa- czyli chyba elastycznie trzeb 16.03.08, 21:11
        hm- nie jestem ortodoksyjna jeśli chodzi o wiarę- ale jakoś nie gra
        mi wewnętrzbnie-zgoda.
        W chwili obecnej- prócz rozważań dotyczących czy dam radę się nadal
        bronić dochodzą te dotyczące czy dam radę tak głęboko zakopać w
        pamięci- że w razie powrotu- nie będę emanowała.
        No dobra- jestem naiwna- wierzę w spawiedliwość i wierzę że się
        ogarnie. Jeszcze mam nieco sił- aby poczekać.
        Wbrew. Nie wyobrażam sobie potem że usłyszę- przecież się zgodziałaś.
        Już raz mi pojechał takim podobnym tekstem w stylu: miłości w twoich
        oczach nie widać.
        Miałam chyba na koszulce napisać że kocham. I nosić ją co dnia.
        Głupota. Ale kłamstwa nie trawię.
        • chalsia Re: taktyka sądowa- czyli chyba elastycznie trzeb 18.03.08, 00:11
          > No dobra- jestem naiwna- wierzę w spawiedliwość i wierzę że się
          > ogarnie. Jeszcze mam nieco sił- aby poczekać.
          > Wbrew. Nie wyobrażam sobie potem że usłyszę- przecież się zgodziałaś.
          > Już raz mi pojechał takim podobnym tekstem w stylu: miłości w twoich
          > oczach nie widać.

          oj, oj, słusznie ci napisał. Robisz w tej chwili wszystko, by mu wybić z głowy
          jakąkolwiek myśl powrotu do Ciebie. Jesli naprawdę zależaloby Ci na jego
          powrocie, to jedyną drogą jaką masz jest napisanie mu listu, ze z miłości do
          niego zgadzasz się na rozwód. A potem powtórzyć to w sądzie i kazać zaprotokołować.
          • zuza145 Re: taktyka sądowa- czyli chyba elastycznie trzeb 18.03.08, 18:55
            Nie wierzę w takie gesty- w przypadku mojego męża.
            Znasz parę- co takim tekstem naprawiła?
            Ja znam wiele które naprawiły- wiesz czemu?
            Bo jedno z nich zdecydowało się na powiedzenie nie. I wstrzymało
            szaleńswto.
            Całe życie byłam zgodna, kierowałam się współnym ( WSPÓLNYM) dobrem-
            nie swoim, nie jego lecz wspólnym.
            Mam prawo inaczej ocenić swoją sytuację. I mam prawo się nie zgodzić
            a takie pomysły-w wersji- dam ci kasę jak wyrazisz zgodę- też już
            miałam. Więc raczej nietrafinie oceniasz Chalsia. To że komuś się
            sprawidziło- nie oznacza że sprawdzi się u mnie.
            A miłośc to nie tylko- tak mężu, masz rację męzu, dobrze mężu.
            • sylwiamich Re: taktyka sądowa- czyli chyba elastycznie trzeb 18.03.08, 19:02
              A ja chyle czoła zuza...i nawet jak Ci nie wyjdzie to i tak
              wygrałaś.Tylko dwie sprawy...mam nadzieję że twoje opanowanie nie
              wynika ze starchu.Bo tylko kontrola sytuacji pozwala Ci zachować
              zmysły.A jesli nawet tak jest....liczę że zdajesz sobie z tego
              sprawę.I wiesz...że jak się wszytsko skończy, to dopiero to
              odchorujesz.
              • zuza145 Re: taktyka sądowa- czyli chyba elastycznie trzeb 19.03.08, 10:02
                Mogą się śmiać ze mnie tutaj, wiedziałam zanim stanęłam pierwszy raz
                na sali sądowej co mnie może czekać , w wypadku wyrażenia swojego
                odmiennego zdania i decyzje podjęłam świadomie.

                Strach jest- uczę się go opanowywać i nie okazywać.

                Ale "opanowanie" nie wynika ze strachu.W sytuacjach stresowych
                zawsze byłam opanowana- a że zawsze w pracy?- to wytrenowałam i
                teraz doszłam do wniosku że postaram się przełożyć to na życie
                osobiste.
                Zostałam zaraz na początku na głęboką wodę rzucona- i chyba to
                spowodowało że oswoiłam pewne sprawy zaraz na początku.
                Odchorowuję każde pismo- otrzymane lub wysłane- ale podjęłam
                decyzję.Obecnie- z mozołem ale wychodzę z problemów zdrowotnych w
                jakie wepnięta została dwa lata tamu.Rozpoczęłam to absolutnie sama
                bo musiałam zadbać aby rodzinę swoją oraz męża odsunąc od tej
                sytuacji.Dlatego też rodzina cała ma nadal normalne kontaky między
                sobą- bo obie sie znają oraz lubią. Fakt że nie zerwali stosunków,
                spotykają się i traktują jak kiedyś jest dowodem ( przynajmniej dla
                mnie) że robię dobrze.
                Nie znam efektu końcowego- ale chcę wiedzieć że zrobiłam wszystko co
                umiałam w takiej sytuacji.


                ps: zdaję sobie sprawę że zaraz mogę zostać zasypana postami w
                stylu: a owszem- zrobiłaś wszystko aby uniemożliwić mężowi wzięcie
                rozwodu, życie uprzykrzyć.
                Dokładnie tak samo jak wcześniej- podjęłam ryzyko narażenia się na
                ataki tego typu, pisząc tutaj.Jest to analogiczna sytuacja.
                Jednak to na mnie spocznie odpowiedzialnoć- więc decyzje podejmę
                sama- tak jak robię to dotychczas.
                A wszyscy piszący mają prawo mieć odmienne zdanie.Patrzą niektórzy z
                persepktywy swoich przeżyć- cóż- nie każdy potrafi obiektywnie
                nieznaną osobe ocenić- a raczej- dać jej prawo do odmiennego zdania,
                bez przylepienia ideologii z jaką sam się w swoim zyciu spotkał.
                Tego też się wystrzegam- rozciągania opinii na resztę.
                A przecież tylko jedna osoba w moim otoczeniu popełniła błąd-więc
                wszystkim takiej łaty przylepiać nie będę.
                to że coś stało się u mnie nie oznacza że u innej osoby było to samo
                tylko daltego że płeć się zgadza.
                Pozdrawiam
                • z_mazur Re: taktyka sądowa- czyli chyba elastycznie trzeb 19.03.08, 10:33
                  Oczywiście, to Twój wybór, Twoje życie.

                  Ja tylko mogę Ci napisać z punktu widzenia faceta, że gdyby mi
                  kobieta utrudniała w ten sposób odejście od siebie, to po prostu
                  zwyczajnie bym ją znienawidził. Nikt nie lubi być zmuszanym do
                  autorefleksji i do przyznania sie do błędu. Każdy jest do tego
                  zdolny, ale nikt nie lubi być do tego zmuszany. Takie zmuszanie
                  powoduje odruch obronny, na zasadzie może i zrobiłem coś nie do
                  końca tak jak powinienem, ale... i tu znajdzie się dziesiątki mniej
                  lub bardziej racjonalnyczh czy irracjonalnych argumentów. Ty w
                  takiej sytuacji postawiłaś swojego męża.

                  Konsekwencje mogą być najróżniejsze, ale najbardziej prawdopodobne
                  są takie, że i tak po wyniszczającym procesie rozwiedziecie się,
                  tracąc po drodze resztkę pozytywnych emocji jakie między wami
                  mogłyby się utrzymać. On Ciebie zacznie nienawidzieć, a Ty stracisz
                  do niego resztki szacunku.

                  A nie lepiej byłoby zawiesić sprawę na jakiś czas i poczekać aż
                  opadną największe emocje?
                  • zuza145 z_mazur 19.03.08, 17:01
                    To może dziwne- ale nie zmuszam go do przynania się do błędu- bo nie
                    oczekuję aż tyle.
                    Oczywiście to by było ułatwieniem do przejścia przez sytuacje jaką
                    spowodował- ale złudzeń nie mam.Żadnych- bo go znam i wiem że nie
                    potrafi- obserwowałam w pracy-jego zachowanie.
                    nie mam szansy na zawieszeie sprawy- korzystałam już z mediacji- o
                    które wystąpiłam.
                    Nie miałam okazji do skorzystania z ich dobrodziejstwa bo zostały
                    potraktowane przez męża jako rozwodowe.
                    Negocjowałam trzy sprawy: terapię, odwiedziny u dzieci- częstsze,
                    oraz współfinansowanie rodziny ( kredyt).
                    W obecnej sytuacji mogę zawiesić "sprawę" poprzez oddalenie pozwu.
                    I dać nam odpocząć.
                    Nie jestem typem uwieszonej na komórce żony, to on dzwoni i odwiedza
                    dzieci kiedy chce.Jak pasuje- w sposób całkowicie nieregularny-
                    średnio 30 minut w tygodniu.
                    Umiem opanować emocje- ale czasami- jak pisałam- im spokojniejsza
                    jestem- tym on bardziej nakręcony.
                    Więc staram się uspokoić emocje- nie kontaktując się ale chyba bym
                    straciła szacunek do siebie gdybym kiwała w obecnym czasie głową jak
                    kaczka.
                    Więc reasumując- chyba obecnie cokolwiek nie zrobię- to ma zero
                    wpływu na niego.Robię więc spokojnie- co postanowiłam- bo tylko
                    takie wyjście widzę aby dostać czasu więcej.
                    Nie twierdzę- że po tym czasie sama nie pójdę do sądu z wnioskiem o
                    zakończenie małżeństwa- ale chcę być raczej bardziej przekonana o
                    tym że mam rację niż nie- stąd takie postępowanie.
                    Oddalając pozew mogę zawiesić sprawę.
                • sylwiamich Re: taktyka sądowa- czyli chyba elastycznie trzeb 19.03.08, 10:38
                  Zuza..ludzie piszą dużo mądrych rzeczy.Trzeba każdą z nich
                  przemyśleć.Zabrać co Ci się podoba, resztę do kosza.Bo widzę że
                  świadomość posiadasz.
                  A teraz o opanowaniu.
                  Jako dziecko, lub kiedyś potem często się bałam.Powodem mógł być
                  alkoholizm, przemoc, molestowanie seksualne, rygor. (oczywiście
                  wszystkie te rzeczy mnie osobiście nie dotyczą).Mogło nauczyć mnie
                  to atakowania w każdej sytuacji gdy poczuję zagrożenie.A moja
                  empatia byłaby bardzo rozwinięta.Ale ponieważ dotyczy to w przewadze
                  mężczyzn, dotknęło mnie coś innego.
                  W sytuacji zagrożenia moje zmysły wyostrzają się.Zbieram informacje,
                  analizuję je.Czuję się za wszytsko odpowiedzialna...bo nikt mnie
                  przecież nie uchroni przed tym co a się stać.Czasami nawet ja muszę
                  chronić innych.Udawało mi się to dość często.Rosałam wtedy w swoich
                  oczach.I choć nadal byłam ofiarą, byłam też silna.Bo wydawałao mi
                  się że świadomie podejmuję decyzję.Tak więc analizuje sytuację i
                  wyciągam wnioski.Wychodzi mi to lepiej niz większości ludzi.I ja to
                  widzę i osoby które udaje mi się ochronić.To mnie
                  motywuje.Przekładam to na inne dziedziny życia.To czasami mój
                  sukces.Opanowanie i działanie.Zaczynam to lubić...tą cechę u
                  siebie.No i daje mi ona poczucie kontroli sowjego życia, bólu i
                  strachu.Zapominam że tak naprawdę to mechanizm który pozwala mi
                  przeżyć te złe chwile.Te których nigdy nie powinno być.A moja moc
                  wkurwia bliskich.I oddala ich odmnie.Lub coś w tym stylu....
                  • zuza145 sylwiamich 19.03.08, 16:46
                    Zgadzam się- masz rację- i też czasami bliskich to wkurza- że mam
                    swoje zdanie i nie czerpię z ich "złotych" porad garściami.
                    wiem że kierują się troską- ale jakośc porad poraża. Wiem też że oni
                    nie potrafią inaczej jak tak, jak mi radzą.
                    Już chyba się przyzwyczająją- więc jest mi lżej- bez pomysłów typu:
                    puśc w skarpetkach.
                    Ale był to kolejny szok- podejście bliskich do tematu. Półtora roku
                    walczyłam- o prawo do niewysłuchiwania kometarzy. Udało się.
                    Przynajmniej w tym temacie.
    • kurka_wodna2 Re: taktyka sądowa- czyli chyba elastycznie trzeb 20.03.08, 07:33
      Trzymaj się Zuzka..Nie jest jednak z Tobą tak dobrze,jak myślisz,
      czuję to po Twoim stylu pisania, wypowiedzi, błądzeniu w temacie.

      Jestem z Tobą, należy nazwać sprawy po imieniu, erotomana
      erotomanem, zdradzacza zdradzaczem, oszusta oszustem, łajzę łajzą.

      Powtórzę swoją śpiewkę-nikt kto zdradza nie kocha rodziny.
      Mając zamiar odejść - planuje nie przytulać dzieci, zostawia je na
      pastwę losu, ma zamiar nie uczestniczyć w ich życiu, planuje jak
      najdalej być od nich, nie zapiąć kurteczki, nie zawiązać szalika,
      nie pomóc włożyć bucików.
      Odejście od rodziny to odrzucenie dzieci, nie dbanie o nie, nie
      interesowanie się ich zdrowiem, zawartością tornistra, czy zjadłoby
      kanapkę czy też jajeczko.
      Zuza, masz rację, gdyby wszyscy zdradzacze mieli rozwody z takim
      orzekaniem, to matki miałyby argument, a tak ich dzieci będą
      oszukiwane przez ojca i jego rodzinę -jaka to matka była
      pomarszczona, zapracowana, otyła, ponura a tatuś był tym załamany.
      Nikt nie porzuca rodziny jeśli ją kocha, masz rację, dzieciom należy
      się prawda.
      Walcz Zuza, warto...
      • zuza145 Re: taktyka sądowa- czyli chyba elastycznie trzeb 20.03.08, 17:09
        HM- daltego piszę- bo czuję że błądzę, ale pewne sprawy jednak
        realizuję tak jak postanowiłam.
        Dzieci nie będą miały oszukaństwa- mam świetny kontak z rodziną męża-
        nadal. Z całą rodziną męża- również z tymi z którymi on nie ma- bo
        sobie tak zadecydował.
        Dzieci nie są narażone na manipulowanie ze strony mojej oraz
        rodziny, co więcej- są trzymane zdala spraw związanych z sądem.
        Tak jest zdrowiej i według mnie normalniej- bo to ja z mężem mamy
        problem- a nie dzieci.
        Oczywiście głupia nie jestem więc wiem- że one też mają problem- i
        to duży- ale chciałam zaznaczyć pisząć że to mój i męża problem- że
        w trakcie spotkań zachownie jest spokojne- więc zero awantur i
        chamstwa słownego też zero.

        Nawet jak oddalę pozew- to dzieciom nie powiem.
        W przyszłości- będę ragować tylko jeśli będę musiała- mówię zawsze
        nie na wyrost- a raczej mniej i w prosty spoób- przyznając również
        że czasami nie wiem- co mam powiedzieć albo nie wiem- dlaczego.
        Bo kłamstwa nienawidzę.I manipulacji.O obserwuję zachowanie męża
        wobec dzieci. Wkroczyłam do chwili obecnej dwukrotnie. Znaczy się-
        zwróciłam uwagę- spokojnie acz zdecydowanie. Podziałało.
        Ale czasami nie działa- wtedy rozpoczyna się sączenie głupich
        wiadomości w równie głupi sposób- wtedy muszę niwelować skutki-
        nadal spokojnie i bez rzycania jakichkolwiek ocen dotyczących ojca
        dzieci.
        Radzę acz bywa cięzko- bo jedno z dzieci w wiek dojrzewania
        wkroczyło.
        Nikt nie mówił że będzie lekko- a wręcz przeciwnie- jako pierwsza
        się przygotowywałam że będzie bardzo ciężko.
        Wiesz co mnie drażni?
        To gadanie- jak to kocham dzieci- a potem- nie mam czasu, albo nie
        będę i już. Bywało i tak: psujecie mi plany( jak prosiłam o pomoc w
        szukaniu szpitala żeby pomóc dziecku.
        A teraz- laptopy, komputery- Hollywood.
        Nie jest możliwe wytłumaczenie- że takie fundowaie jest
        niepedagogiczne- bo mąz kupuje sobie spokój sumienia- to samo zrobił
        wobec swojej rodziny.
        Przyjęli- i nadal się normalnie ze mną kontaktują.
        Hm- może faktycznie mam extra egzemplarz?
        Mężą- z inną klasą?

        Więć- muszę raczej liczyć na siebie- i się staram.
        Spokojnośc okupuję czasami zdrowiem- ale się staram spokojnie.
        No dobra- wszystkim życzę zdrowych i pogodnych Świąt - oraz dużo
        uśmiechu- a rczej- powodów do śmiechu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka