zuza145
16.03.08, 15:56
Odnośnie taktyki sądowej- na pierwszej rozprawie mąż jako powód
został zobowiązany ( są dzieci małololetnie) oraz jest zdrada (
koleżanka z pracy) do stawienia się wraz ze świadkiem.
Stawił się z siostrą- pozew- bez orzekania o winie- ja- wnisoek o
oddalenie pozwu.
Na pewniaka, po mediacjach o które wnioskowałam- z uśmiechem na
ustach stwierdził że siostra i tak nie będzie opowiadać o nas tylko
o dzieciach.
Sąd- tu byłam zaskoczona- nie pozwolił na odmowę zeznań w kwestii
dotyczącej na i szybciorem- po pytaniach dotyczących czy dbam o
dzieci, czy i jak przeżywają przeszedł do pytań dotyczących- a cóż
tpo zaszło w naszej rodzinie.
Swiadek- siostra mężą nieco się zdziwiła i chciała odmówić- tu
zaskoczenie- sąd nie pozwolił- i wyszło że kochanka, że zdradził
brat, itd.
Na zakończenie mąz usłyszał że: proszę pana- jako strona winna nie
może pan pozwu złożyć- więc jaka decyzja- czy wycofuje pan czy
przemianuje?
Na jaki- pyta mąż- - sąd- no musi być z winy czujejść- to bych- na z
winy obu stron.
I teraz mąz biedak- wydany przez własnego świadka wymyśla
niestworzone różnośći- ostatnio czytająć doszłam do wniosku że albo
jakiś artykuł z babskiej gazety przepisał o mężach tyranach i
zmienił płeć tyrana albo kochanka swój pozew pokazała biedakowi.
Reasumując- teraz brnie coraz to dalej w tę totalną głupotę- a ja
wykazuuję gdzie- i jak wprowadza sąd w błąd.
Im spokojniej to robię- tym bardziej jest zły. Oskarża, szantażuje
ale kłamie dalej.
Doszło do paradoksu- udowadniam że był super mężem a ja super żoną-
do czasu aż nie dopadł go kryzys wieku średniego.
Temu tez przeczy. A świadkowie- on bez- ja mam- zeznają że
zazdrościli.
Sąd pouczył go na drugiej sprawie- że dlatego dostaliśmy czas na
przygotowanie wniosków dowodowych aby sąd oceniał nie na podstawie
tegpo co się mówi ale na podstawie dowodów.
Jemu ich brak.Więc opowiada dalej niestworzpone historie a po
zakończeniu sprawy wybiega z sali nawet bez "Do widzenia"
skierowanego do sądu. Ze o sobie nie wspomnę.
Czeka mnie teraz w maju trzecia sprawa- znowu dwóch świadków- linia
obrony - taka sama. Zobaczę czy dalej kłamie- to niewiarygodne ale
prawdziwe. I to ja jestem agresorem podobno- z prostej przyczyny- bo
nie zgadzam się.
Zbiłam już kilka jego teorii i przyznam jedno- też obawiam się tej
sprawy- bo robi ze zmnie już chyba trzecią osobę. Gdyby ktoś ze
znajomych posłuchał- doznałby szoku totalnego.
W miedzyczasie, po wprowadzeniu w życie gróźb- załatwiłam
zabezpieczenia alimentów dla dzieci.
Teraz staram się odpocząć- i zaczęłam odczuwać czasami wyraźne
wpspółczucie dla męża. Ot- ośmieszył się - całkowicie samodzielnie.
Tym niemniej mam obawę- nie jest to koniec tego co zrobi i powie.
Taktyki nie zmieniam jednak. Atakować nie mam zamiaru.