zbyta
18.03.08, 18:19
mam dziś doła i w związku z tym nachodzą mnie różne przykre myśli. Jedna z
nich jest taka, że związek "na całe życie" jest utopią od samych jego podstaw.
Patrząc na życie moje, mojej rodziny oraz przyjaciół i znajomych, widzę, że
prawie niemożliwym jest, by być szczęśliwym z jedną osobą przez dłuuugie lata.
Prędzej czy później wszystko nam powszednieje, taka już jest nasza natura,
więc choćby kobieta cały czas była piękna, zadbana, zabawna i super babka, to
z czasem znudzi się mężczyźnie, to samo działa w drugą stronę. Po kilku latach
żyjemy mechanicznie, często obok siebie, a nie razem. Rozmawiamy o tym co
zrobić na obiad, jaki samochód kupić i gdzie jechać na wakacje, przestajemy
natomiast rozmawiać o nas samych, o książkach, polityce itd. Sex choćby
cudowny na początku z czasem staje się mechaniczny i coraz mniej spontaniczny.
W tej chwili myślę, że nie zwiążę się już z nikim "na całe życie", bo po co,
skoro to uczucie i tak kiedyś minie. Wszystko to jest po prostu do d..y.