Dodaj do ulubionych

wiem, czemu ona jest "lepsza" (rachunek sumienia)

06.04.08, 08:28
Bo była przyjaciólką, która rozumie, bo w pracy wyglądała ślicznie,
a nie chodziła w wytartej bluzie i dżinsach (mąż widywał mnie ok. 22
i nie nosiłam już pracowego garnituru). Bo częściej się śmieje, bo
ma pasje (ja też, ale moje mąż już zna), bo jest pogodniejsza i
mniej się wścieka. No i pracują razem od 10 rano (ja wstaję o 6).
maożna razem rano wypić kawę, pośmiać się i pożartować. W jaki
sposób ja, z którą mąż widział się 40 minut dziennie codziennie mogę
konkurować z kimś nowym, fajnym, ciepłym, spijającym słowa z ust?
Zbyt często byłam umordowana i zjadliwa. Ale miałam poczucie,że
wszystko co robię sama, w tzw. rodzinach dzieli się + - na pół.I
byłam perfekcjonistką. Teraz rozpieprzone zabawki i brudna podłoga
mi nie przeszkadzają. A jak było u was?
Obserwuj wątek
    • akacjax Re: wiem, czemu ona jest "lepsza" (rachunek sumie 06.04.08, 09:21
      Rachunek sumienia (choć trudno się nie porównywać-a nie należy)to niech sobie zrobi on.
      I nie szukaj w sobie tylko wytłumaczenia-wiadomo brak kontaktu-czyli co z oczu...ale to nie musiało tak być
      Teraz pora, byś zajęła się sobą-wszak jesteś obolała i poraniona-a taki stan wymaga dodatkowej pielęgnacji-nikt poza Tobą samą nie zaopiekuje się Tobą teraz lepiej.
      • teuta1 Re: wiem, czemu ona jest "lepsza" (rachunek sumie 06.04.08, 10:11
        Chodzę do kosmetyczki, kupiłam sobie ciuchy, mniej sprzątamwink,
        zajmuję się dziećmi jak dawniej, a w dni kiedy tata bierze dzieci do
        siebie leżę, odpoczywam, chodzę do kina i cieszę się, że wreszcie po
        9 latach ktoś mi przyznał dwa popołudnia wolne. Ale nie czuję, żebym
        do końca okrzepła. A taki temat mi przyszdł do głowy, bo myślę, że
        wina rozpadu tego małżeństwa rozkłada się 40% po mojej, a 60% po
        jego stronie (w te 60% wliczam romans). Bo samej siebie w tym
        związku z ostatniego roku też trochę nie lubię (za wybuchowosć i
        zjadliwość). A jak jeszcze można sie zająć sobą?
        • zuza145 Re: wiem, czemu ona jest "lepsza" (rachunek sumie 06.04.08, 10:21
          to z łaski swojej zrób nowa kalkulacje rozkładanie się win
          • zuza145 Re: wiem, czemu ona jest "lepsza" (rachunek sumie 06.04.08, 10:22
            sorki- miało być- zaburzone poczucie własnej wartości.
            • teuta1 Re: wiem, czemu ona jest "lepsza" (rachunek sumie 06.04.08, 10:45
              No, cholera, chyba masz rację. Czułam sie jak jednoosobowe koło
              gospodyń wiejskich co to "śpiewa, tańczy, recytuje, daje d... i
              gotuje". A kiedy się tym zmęczyłam i zaczełam coraz bardziej
              natarczywie domagać sie sprawiedliwszego podziału obowiązków, to mąż
              zaczął uciekać jeszcze bardziej w pracę i wyjazdy. A swoją drogą
              zawsze wszystko musiałam mieć zaplanowane - soboty,niedziele.
              Wiązało sie to z tym,że trzeba było kupić buty, meble, załatwić
              sprawy zaległe przez cały tydzień. Przyjaciółka powiedziała mi
              ostatnio, że mąż ode mnie odszedł, bo byłam za doskonała. Dzieci
              zadbane, uśmiechnięte, wybawione, dom lśniący, dużo znajomych,
              wieczorem dzieci już spią i tylko padająca na mordę żona czeka na
              męża, żeby docenił. Ponoć on w żaden sposób nie mógł się wykazać.
              Pytanie, czy chciał.
              • tricolour Ja bym nie chciał... 06.04.08, 10:51
                ... nie chcę mieć nic wspólnego z chodzącymi ideałami, planistami, urbanistami,
                sprzątaczkami, administratorami i inżynierami związków w jednym.
              • teuta1 Re: wiem, czemu ona jest "lepsza" (rachunek sumie 06.04.08, 10:51
                Z zarzutów meża przy odejściu: zawsze o wszystkim decydowałaś (więc
                jego rzeczy 2 miesiące czekały, aż je spakowałam), pozwalałaś mi na
                wszystko i czułem się w ten sposób pozbawiony miłości. No i przy
                okazji wyszło, że dobrze, że kupiłam sobie nową bieliznę (wisiała na
                suszarce), bo na tę z czasów małżeńskich nie mógł patrzeć. Na
                pytanie, czemu nie kupił mi takiej, jaką lubił, nie odpowiedział. w
                ogóle od lat odpowiada na starannie wyselekcjonowane przez siebie
                pytania. Tylko tyle usłyszałam zarzutów. Cholera, może powinnam
                zmienić nick na "perfekcyjna pani domu"? Może ja ślepa jestem i za
                mało wad widze w sobie?
                • teuta1 do tricolour 06.04.08, 10:58
                  Dopiero teraz Cię przeczytałam. no ja też bym nie chciała mieć do
                  czynienia. bo ja przy tym jeszcze wesoła i z humorem baba jestem.
                  Słyszałeś o "czasie Indian Hopi"? Na pytania antropologów, kiedy
                  bedą świetować przesilenie letnie, odpowiadają "kiedy będzie czas".
                  I mój mąż też tak miał. Wiec rachunki były płacone z karami, w
                  jesiennych butach dzieci chodziłyby zimą, wakacje wykupywane na
                  ostatnią chwile, itp. Pracuję nad sobą. Dzięki mężowi przestałam
                  pojawiać sie na dworcu PKP z 40-minutowym wyprzedzeniemwink.
                  Przychodzę 5 min. wcześniej. W drugą stronę to też mogłoby trochę
                  działać, co? BTW, kiedy nasze zalety stają się naszymi wadami?
                  • tricolour Kiedy zalety stają sie wadami? 06.04.08, 11:00
                    Kiedy nie znajduje sie balansu między hedonizmem, a ascezą.
                    • teuta1 Re: Kiedy zalety stają sie wadami? 06.04.08, 11:09
                      No wiemwink. Wydaje mi się, że daleko odeszłam od "najpierw obowiązek,
                      potem przyjemność" i że już jestem w polowie drogi. Mężowi też się
                      wydawało, że odszedł daleko od "najpierw przyjemność, potem
                      obowiązek" i że jest w połowie drogi. Tylko że to nie byl ten
                      środek, w którym mogliśmy się spotkać. Dzięki za przypieprzanie,
                      wciąż sobie robię rachunek sumienia.
                    • zuza145 Re: Kiedy zalety stają sie wadami? 06.04.08, 12:39
                      lub kiedy następuje zmiana miejsca siedzenia he he he. Więc i
                      perspektywa się zmienia.
                  • manderla Re: do tricolour 06.04.08, 11:06
                    teuta1 napisała:

                    > ...kiedy bedą świetować przesilenie letnie, odpowiadają "kiedy
                    będzie czas".

                    Hehe, dobre, tez tak miałam ze swoim pięknym.
                    Z tym ze ja bardzo szybko sie uczę wink. Kiedy robiłam kolacje na
                    godz. np 18 (bo się zapowiadał ze na tę godzine wlasnie wroci), a on
                    przychodzil o 21, to owszem zdarzało mi się odgrzewac kolacyjke i
                    podawac pod nos. Potem byl etap, ze kolacja była, ale musiał sam
                    sobie odgrzewac. A nastepnie - to juz nawet kolacji nie było. Sam
                    sobie musiał zrobić. wink
                    W koncowej fazie efekt byl taki, ze juz sam robił sniadania, obiady
                    i kolacje. Tez sie nauczył. Ale za późno. smile
                    • teuta1 Re: do tricolour 06.04.08, 11:17
                      No wiesz, Manderla, kolacji to nie było od dawna, bo po kilkunastu
                      razach, kiedy jadł w pracy przestałam je robić. Przygotowywał sobie
                      sam i prasował sam. Nie znoszą prasowania. Jak dzis patrzę na
                      podłogę i porozpieprzane zabawki, to myślę, że sprzatać też nie. To
                      po jaką chlerę miałam wysprzątane? Kiss the cook, the cleaner, the
                      mother? Pojęcia nie mam. A może ja po prostu chora byłam? Dostałam
                      faceta tylko instrukcji obsługi mi do niego zabrakło i 9 lat
                      próbowałam w ciemno? On był milkliwy, to nic nie mówił...
                      • manderla Re: 06.04.08, 11:52
                        teuta1 napisała:

                        To
                        > po jaką chlerę miałam wysprzątane? Kiss the cook, the cleaner, the
                        > mother? Pojęcia nie mam.

                        Faktycznie, bez sensu uważam wink Tez przestałam, kiedy stwierdziłam
                        ze nie ma to najmniejszego znaczenia dla niego - czy jest
                        posprzatane, ugotowane i tp czy nie. Swoja drogą specjalnie sie
                        nigdy nie poswiecałam i nie nalezalam nigdy do kategorii zony-matki
                        dla swojego faceta. Ale wiem co mu dałam i on to docenia teraz -
                        budowałam jego męskie ego i poczucie wlasnej wartosci, ale chyba
                        przesadziłam tez, bo urosło wyzsze od himalajów i bajki z
                        rzeczywistoscia mu sie zaczely mylic.
                        A teraz znow puka do moich drzwi, wie co stracił. mnie juz nie boli,
                        juz nie jestem wsciekla, nie czuje sie ponizona, upokorzona itp. Bo
                        teraz on cierpi. Moze wlasnie dla tego się tak dobrze czuję? wink

                        >Dostałam faceta tylko instrukcji obsługi mi do niego zabrakło i 9
                        lat próbowałam w ciemno? On był milkliwy, to nic nie mówił...

                        Ja z czasem wypracowałam takie podejscie: jezeli zauwazasz ze
                        taktyka nie dziala, to ją zmień. Trudno , aby postepujac za kazdym
                        razem w ten sam sposob, oczekiwac innego efektu. Więc moja taktyka
                        zaczeła być zmienność i nieprzywidywalność. ...po jakimś czasie
                        zgłupial biedactwo.

                      • akacjax teksty 06.04.08, 11:57
                        za dobra byłaś, wzięłaś na siebie wszelką odpowiedzialność...znam doskonale-też wydawało mi się, że może miał rację...ale zaraz przypominałam sobie, co działo się gdy nie brałam tej odpowiedzialności...A teraz już wiem: było nie brać tej odpowidzialności za niego, tylko nogi za pas-a odpowiedzialność? No, wtedy byłaby tylko moja, nie niby za kogoś.

                        • teuta1 Re: teksty 06.04.08, 12:04
                          No chyba, a ja głupia c napisałam nawet propozycję nowego kontraktu
                          małżeńskiego. Zaczynał sie od tego, że małżeństwo to nie
                          martyrologia i męka, ale świadomy wybór, w którym obie strony mają
                          prawo do wolności, samotności i dzielą się odpowiedzialnością (z
                          miejscem na własne propozycje i uwagi, bo chciałam dostać jakąś
                          zwrotną). Po tym jak mnie tricolour wezwał do tablicy, to nawet
                          znalazłam ten kontrakt. I usłyszałam od męża, że propozycja jest
                          kusząca, ale do tej pory - od lutego- na nią nie odpowiedział. I
                          choruje u pani,a potem wraca do siebie. No to teraz ja próbuję
                          posprzątać po naszym związku. Znów przejęłam inicjatywę.
                          • catalina26 Re: teksty 06.04.08, 12:13
                            Teuta1
                            Normalnie jestem pod wrażeniem powtarzalnośći historii
                            Różnią się szczególami, elemantami, ale ...........

                            Ja też byłam zmęczona, upierdliwa, wymagająca.
                            A ona - wypoczęta, uśmiechnięta, elegancka, zadbana.

                            Mój faceta nie miał na tyle przyzwoitości zeby wziąć winę na siebie.
                            To ja zawiniłam. Moja wina polegała na tym, że w czasie ciąży
                            siedziałam po nocach i robiłam zlecone projekty, żębyśmy mieli
                            więcej kasy na spaełnianie marzeń.
                            Miesiąc po porodzie znowu usiadłam do projektów. Cały dzien byłam
                            samiutenka z małym - choć teściowa 5 minut drogi od nas. Do tego
                            synek był nerowowy rozwrzeszcany - teraz wiem dlaczego - bo matka
                            była nerwowa, bo miałą stres czy zdąży przez noc zrobić projekt do
                            jutra.
                            Nigdy nie zapomnę nocy, gdy mały miał dwa miesiące, ja siedzialam
                            nad projektem, dziecko budziło się co 3 godziny na pierś - i tak
                            latałąm od komputera do łożeczka, aż zastał mnie swit. A pan mąż
                            chcrapał w najlepsze bo przecież on do pracy idzie.
                            Teraz widzę że ja pracowałam o wiele ciężej a on tego nie widział,
                            nie szanowal - bo ja sama siebie nie szanowałam, uważąłam, ze to
                            normalne tak się poświęcać.
                            I głupia nawet z tych pieniędzy nic sobie nie kupiłam.
                            Nigdy już nie poświęce się tak dla faceta.

                            Oni chyba wolą egoistki.
                            • manderla Re: teksty 06.04.08, 12:31
                              catalina26 napisała:

                              > Nigdy już nie poświęce się tak dla faceta.
                              >
                              Chyba błąd w założeniu wink Zadna miłość (czy to do faceta, czy do
                              dziecka) nie polega na tym by sie poswiecac.
                              Bo potem wychodza takie kwiatki...
                            • nangaparbat3 Catalina - czy jesteś pewna 06.04.08, 19:28
                              że dla niego tak się poswiecalaś?
                              A moze dla pieniedzy (to wynika z Twego postu).
                              A moze poswięcalaś się dla swoich wyobrazeń o tym, co powinniscie miec - a do
                              tego potrzebne pieniadze.
                              A moze te wyobrazenia wcale nie były Twoje, tylko narzucone Ci z zewnatrz -
                              przez rodzinę, przyjaciół, moze nawet media.
                              Szkoda zycia.
                          • zuza145 Re: teksty 06.04.08, 12:16
                            tylko za niego to nie sprzątaj= swoje zrób- na luzie- kiedy cię
                            ochota najdzie- sotatecznie jak będziesz szczęśliwa sama w sobie- to
                            otoczenie też nieco twego szczęścia dostanie- bo to emanuje- czy się
                            chce czy nie- to szczęście-pozim czystości chaty, czy tez cena
                            ciucha ma się do tego nijak.
                            Złoty środek chyba trzeba.
                            Zaś ewidentnym jest jedno- jak się sama widzisz- tak widzą cię inni.
                            EWIDENTNIE.
                            • teuta1 Re: teksty 06.04.08, 12:29
                              Dlatego wszystko robię wolniej, pytając siebie czego nie chcę, a co
                              mi odpowiada. Dopiero się uczę. Dziękuję wam wszystkim za pomoc.
                              • animka25 Re: teksty 06.04.08, 13:33
                                Mój ex powiedział mi dopiero na odchodne, co mu nie pasowało.
                                Powiedział też, ze sam wie co robił źle i tą wiedze będzie teraz
                                wykorzystywał, w nowym związku...
                                • teuta1 Re: teksty 06.04.08, 13:53
                                  No masz, a robił coś źle? bo mój tylko mówi, że spieprzył sprawę. i
                                  to powinno mi wystarczyć. A lista zarzutów wobec mnie dosć kiepska i
                                  krótka. Mój m raczej okopał się na z góry upatrzonych pozycjach. Ale
                                  żeby jakaś zmiana? No chyba że chodzi o dzieci. Ze mną nie jest, z
                                  panią bywa, we mnie chciałby mieć koleżankę, taki jest dziarski i
                                  przyjazny jak przychodzi.
                                  • animka25 Re: teksty 06.04.08, 14:01
                                    Jak przeczytałam Twój pierwszy post, to poczułam się jakby o mnie
                                    była mowa.
                                    Mój chyba był pod silnym wpływem Pani, bo zapomniał o wszystkim
                                    dobrym co było i myślał o mnie same złe rzeczy. Później, jak mu się
                                    przypomniały te dobre i chciał wrócic ...to okazało się, że Pani
                                    jest w ciąży.
                                    Też był dziarski i przyjacielski, jakby nic się nie stało, opowiadał
                                    nawet jak teraz fajnie żyje.
                                    Co robił złego? Właściwie nic, ale byłam sama, nie czułam wsparcia w
                                    żadnej sytuacji, a on zachowywał się jak dziecko, myślał tylko o
                                    sobie. Teraz jest już zaangażowany w nową rodzinę. Rozstaliśmy się
                                    rok temu.
                                    • teuta1 dziarski 06.04.08, 14:45
                                      No właśnie. Przez tę okazywaną sympatię oraz telefony typu "cześć
                                      skarbie" dziś od rana musiałam sobie przypominać, czemu postanowiłam
                                      zupelnie się odciąć. A przecież w piątek mówił, że w odpowiedzi na
                                      moje warunki podjął decyzję i zamierza z nią być. Ale na razie nie
                                      dojrzał, by z nią mieszkać. No a od rana miłe telefony, jak dzieci,
                                      przygotuję pit-y itp. Jakbyśmy odtwarzali stare rytuały małżeńskie.
                                      I jak jestem zjadliwa, to jestem na siebie zła. jak za przyjazna,
                                      tez. No to staram się być oficjalna. BTW on jest dziarski i
                                      przyjacielski codziennie, bo odprowadza dzieci do szkoły i
                                      przedszkola. mijamy się w drzwiach. Minęły 3 m-ce a ja nadal nie
                                      czuję, że od nas odszedł.
                                      • animka25 Re: dziarski 06.04.08, 14:51
                                        Mój tak samo, dzwonił do mnie ze słowami "żabko....." dziwne. Ale
                                        teraz wiem, że to były zagrywki z jego strony. Jak związałam się z
                                        drugim facetem, to nagle zaczął żałowac odejścia, opowiadał jak to
                                        mu źle, jak nie kocha nexi, ale z czasem się zaangażuje. Nie wiem po
                                        co to robił, tak naprawdę to i tak nic nie zmieniało, może myślał,
                                        ze rzucę mu się na szyję?
                                        To były poprostu jakieś chore ataki na moje uczucia, tak jakby
                                        chciał mnie rozregulowac emocjonalnie. Na szczęście to już minęło.
                                        • teuta1 Re: dziarski 06.04.08, 14:54
                                          Jezu, a jak długo to trwa? Bo to potrafi rozpieprzyć psychicznie na
                                          cały dzień. Już lepiej byłoby, gdyby twardo mówił, że nie kocha i
                                          natychmiast spakował swoje rzeczy - jeszcze trochę ich tu jest
                                          zapakowanych przeze mnie.
                                          • animka25 Re: dziarski 06.04.08, 16:26
                                            Po pierwszym zachłyśnięciu się wolnością, jakieś 2 miesiące po
                                            wyprowadzce. Jak przyjeżdżał do małego to przesiadywał ze mną,
                                            nieraz opowiadał co robią z nexią (tupet czy głupota?), a nieraz, ze
                                            nie jest szczęśliwy i tęskni. Ja nic nie robiłam. Ale po każdej
                                            takiej wizycie miałam właśnie rozpieprzony cały dzień. Przstałam go
                                            widywa. Dziecko przekazywałam przez babcię, jego next zaszła w ciążę
                                            i wszystko się uspokoiło. Całe szczęście.
                                            Do dzisiaj zastanawiam się o co mu chodziło.
                                            • sylwiamich Re: lepsza? 06.04.08, 16:54
                                              ...hihi-hiba żart.Jest inna, nigdy lepsza
                                              • manderla Re: lepsza? 06.04.08, 17:06
                                                Dodajmy - tylko w tych a nie innych okolicznościach smile
                                                Bo za chwile sie moze okazac ze Twoj stary sie nią totalnie znudzil
                                                i zostawi ją tak jak zostawil Ciebie.
                                                Nie ma co płakać nad...zkwaśniałym mlekiem wink
                                                • sylwiamich Re: lepsza? 06.04.08, 17:12
                                                  Mnie mój stary niestety nie zostawił.A ułatwiłby mi parę spraw takim
                                                  posunięciem.
                                                  Za to zostałam zostawiona-niezostawiona rok temu.Na pocieszenie
                                                  dostałam:
                                                  -Zawsze będę kochał tylko Ciebie.
                                                  -Ona jest znowu w ciąży.
                                                  -Nie kocham jej.
                                                  -Każdy ma swoją drogę do Damaszku
                                                  -Szkoda że nie umarłem.
                                                  A popłakać se trzeba jak mawiają starzy ludzie...oczy się ładniejsze
                                                  robiąsmile)
                                                  • manderla Re: lepsza? 06.04.08, 17:20
                                                    Oj Sylwuś, wziąć sprawy w soje rece, bo co niektorzy to potrafią
                                                    sie zachowywać jak ostatnie cioty. To ze on nie radzi sobie ze swoim
                                                    zyciem, to nie znaczy ze TY! masz problem ze sobą. Olać go! z gory
                                                    na doł. A ONA? niech bedzie w ciazy po raz setny nawet, co Cie to
                                                    obchodzi?
                                                    Kurde, no, tak jestesmy skonstruowani, ze ludzie jak wilki, muszą,
                                                    powinni i chcą zyć w jakimś stadzie (rodzina, zwiazek formalny,
                                                    nieformalny, niewazne). Ale sa głupsi od wilków nawet, bo sami
                                                    dobrowolnie to rozwalają, a potem żałują.
                                                    Czasami mam takie klimaty, ze coraz słabiej wierze w gatunek ludzki
                                                    i wjego instynkty samozachowawcze.
                                                    Musze konczyc, zaraz wracaa do mnie mój wabik smile- syn znaczy się.
                                                    trzymanko. bedzie dobrze!
                                                  • teuta1 Re: lepsza? 06.04.08, 19:13
                                                    dlatego ta "lepsza" była w cudzysłowie.
    • kartagina72 Re: wiem, czemu ona jest "lepsza" (rachunek sumie 06.04.08, 16:24
      a mi moj nic nie powiedzial,
      ze odchodzi, ma kogos i tyle
      nie wnikam dlaczego, bo wiem, ze ma charakter lekkoducha, nie dorosl do roli
      ojca, mysli swoim hm....wiadomo czym, zero odpowiedzialnosci

      bylam kochanka na kazde skinienie i w formie jakiej on chcial, po prostu
      zapragnal nowosci, a skoro nowosc jest warta porzucenia domu, zony, syna- to juz
      jego sprawa
      • zuza145 Re: wiem, czemu ona jest "lepsza" (rachunek sumie 06.04.08, 20:18
        tiaaaaaaaaaa- coś mi się widzi że mamy jednego faceta za męża chyba?
        No- i nawet ten facet takie podobne teksty wali. Mało oryginalny
        jest.
    • mindsailor Re: wiem, czemu ona jest "lepsza" (rachunek sumie 07.04.08, 13:24
      teuta1 napisała:

      > Bo była przyjaciólką, która rozumie, bo w pracy wyglądała
      ślicznie,
      > a nie chodziła w wytartej bluzie i dżinsach (mąż widywał mnie ok.
      22
      > i nie nosiłam już pracowego garnituru).

      w domowym stroju też można wyglądać ładniesmile i niekonicznie trzeba
      chodzić w garniturze. ale zauwazyłam, że duzo ludzi chodzi w domu
      jak flejtuchy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka