teuta1
19.04.08, 14:32
Mijaję cztery miesiące od odejścia męża. Już nie mam wrazenia, jakby
odłączono mi cześć mózgu. Ale wszystko robię w żółwim tempie -
planowane od tygodni przemeblowanie i zrobienie ze wspólnego pokoju
tego WŁASNEGO znów odłożyłam na następny tydzień. Maż przychodzi
codziennie odprowadzać dzieci do szkoły i przedszkola. A mnie
podczas tych wizyt albo boli brzuch z nerwów, albo zupełnie nic nie
czuję. Tylko takie narastające zmęczenie. skąd bierzecie siłę?