Jestem samotną mamą nastolatka i
> studenta. Mąż odszedł do innej kobiety 10 lat temu. Teraz już z nią nie jest,
> założył nową rodzinę jeszcze z inną panią. W momencie rozwodu zostawił mi
> mieszkanie i auto - w zamian rozwód bez walki i orzekania o winie. Płacił i
> placi sumiennie - 500zł na dziecko. Gdy odchodził była to suma na jaką było go
> stać. Ja w momencie rozwodu nie pracowałam - to była wspólna decyzja - mąż
> wręcz nalegał bym była w domu. Po rozwodzie musiałam stanąć na nogi - zaczęłam
> pracę,skończyłam zaocznie studia, awansowałam. Zarabiam obecnie około 2,5tys.
> brutto. Mąż też jednak awansował i to znacznie. Wspinał się na kolejne
> szczeble kariery, osiągnął zawodowy sukces na ogromną skalę. Jego obecna żona
> też robi ogromną karierę. Ich wspólne dochody sięgają kilkudziesięciu tysięcy
> złotych miesięcznie. Na dzieci wciąż płaci po 500zł. - starszemu do ręki
> (studiuje w innym mieście), młodszemu do moich rąk. Bywają u niego i jego
> nowej rodziny regularnie, dostają tam prezenty, ubranie, gadżety, nawet
> jedzenie na takim poziomie, na który mnie nigdy nie będzie stać. Na wakacje
> też wyjeżdżają z nową rodziną ojca - alpy francuskie, Malediwy, Dominikana,
> czy weekendy w luksusowych hotelach w Polsce czy w Europie. Ja nie mogę
> zaoferować nawet dziesiątej części tych atrakcji. Nawet na remont mieszkania
> nie bardzo mnie stać (powoli coś robię "metodą gospodarczą" ale nie mam szans
> dorównać willi ojca), samochód stareńki, a wakacje w "kwaterach" nad morzem i
> "z ołówkiem w ręku". Oni to widzą, ostatnio usłyszałam od młodszego, że u ojca
> jest lepszy świat. Zabolało. (…

Rozmawiałam z ex o podwyżce alimentów. Powiedział, że jak
> wystąpię do sądu to natychmiast utnie wszelkie dodatkowe płatności i nie kupi
> im nawet gumy do żucia. Mam dylemat - w końcu ojciec wywiązuje się, jest
> dobrym ojcem ale oni mieszkają tu - w odrapanym, maleńkim mieszkaniu ze
> starymi meblami, jeżdżą starym autem, jedzą to na co mnie stać, tam są od
> święta. Wciąż też ja jestem ta zła - co nie daje, oszczędza, nie ma, zaczynają
> chyba mną gardzić i wstydzić się, że tak żyją (małe miasto, prowincja). Ja nie
> mam szans konkurować z jego stylem życia, on jest supertatą z lepszego świata,
> z gestem, ja kutwą dla której nowe spodnie to wydatek. Waham się czy wystąpić
> o zwiększenie alimentów czy nie.
Ojciec dochodów się nie wypiera. Jest znany w swoim środowisku, czasem nawet
pokażą go w gazetach czy tv. Dla dzieci jest dobry - tyle, że "z doskoku",
akcyjnie. Muszą wpasować się w jego i jego żony "grafik". Na przykład od kilku
lat nie spędziłam z chłopcami świąt - oni wtedy właśnie wyjeżdżają na wakacje -
jak mówią wtedy mają wolniejsze terminy zawodowe, no i uciekają od polskiej,
"przaśnej" tradycji obżarstwa i telewizoromanii. Jest mi strasznie przykro ale
co mam zrobić - zabronić?! Ja im Malediwów czy Alp Francuskich nigdy przy moich
dochodach nie zapewnię. Ubrania i buty kupują też akcyjnie - ot są w sklepie, to
moim też kupią. Zabrać pozwalają, więc w domu jest mix - sandały za 500zł i
adidasy za 60zł. Dla stóp dzieci byłoby lepiej żeby były dwie pary za 200...
Ojciec, a przede wszystkim jego żona, komentuje też to, że jestem biedniejsza.
Kiedyś młodszy syn wrócił z wakacji z walizką nowych ubrań, mimo, że dałam mu
wszystko co potrzeba - powiedział, że Dorota powiedziała,że wstydzi się z nim
jechać do takiego ośrodka z jego ciuchami i pojechała kupić. Komentując przy tym
moją niezaradność i skąpstwo. Tyle, że potem mają swoje ważne sprawy i
zapominają o dzieciach. A zapłacić trzeba - a to za komitet, a to za książki, a
to za wycieczkę, a to za basen. A potem komentarze: "co to nawet karnetu na
basen Ci nie kupi?". No i bacznie obserwują jak ja wyglądam. Umalowana - znaczy
zamiast karnetu kupiła cienie i od razu komentarz do dzieci - że się źle
gospodarzę. W moim miasteczku mieszka matka exa i cały czas czuję jej "oddech".
Zagląda do mnie do chłopców a przy okazji do lodówki - czy jest jedzenie. To
upokarza. Nawet jak by chłopców chcieli wziąć (w co wątpię), to ja bym się bała
czy ich dopilnują - między konferencją, sympozjum a podpisywaniem kontraktu.
Mają zresztą własne dzieci, chowane właściwie przez całodobowe nianie i
gosposie. Poza tym mam oddać bo jestem biedniejsza? Przecież ja ich kocham! O
alimenty pytam nie dlatego, że chcę dla siebie - chcę dla nich tylko bardziej
systematycznie no i czasem na bardziej przyziemne potrzeby niż play station 2.
Boję się jednak, że jak ex się zaprze to zatrudni prawników, rozpocznie walkę a
chłopcom nic nie da. Zależy mi na ich dobru - stąd wątpliwości.
Kochają mnie, mamy dobry kontakt. Ojca też
kochają, podziwiają, lubią jego żonę, uważają ją chyba za jakiś
wzór, ikonę nowoczesnej kobiety, ja jestem zwykła mama. Co do
teściowej to robi to niezauważenie, a potem od dzieci słyszę, że u
ojca komentowane są jogurty z biedronki i jakie mam kosmetyki w
łazience (nie daj boże jak krem dla mnie za 20zł). Mówię im
otwarcie, że mnie nie stać. Niby rozumieją ale widzę żal. Ostatnio
ojciec zaproponował im swój stary telewizor - wymieniał na plazmę.
Wzięłam - był parę razy lepszy niż nasz ale czułam się z tym źle -
jakbym zjadała resztki z pańskiego stołu. Ostatnio też wyjeżdżali do
Egiptu - w czasie roku szkolnego. Nie zgodziłam się na wyjazd
małego - koniec szóstej klasy to nie przelewki, a on sporo chorował
i opuszczał. No i kto był ten zły a kto dobry? A potem okazało się,
że jeśli nie doceniam, to na wakacje na obiecany przez ojca obóz
językowy młody pojedzie jak dołożę przynajmniej 30%, bo nie szanuję
jego gestów. A ja nie mam z czego dołożyć. I jeszcze komentarze, że
do lekarza nie chodzę prywatnie i leków immostymulujących nie
kupuję. Poszli oni, kupili, ale co się młody z bratem nasłuchali o
nizaradnej i skapiącej mamusi to ich. Zbieram się wystąpić o tę
podwyżkę ale - z drugiej strony - dzieci moga mieć żal, jak ex
rzeczywiście groźby spełni. (…

, ale niestety gotówka daje
wygodę i oni za nią tęsknią. Tam pani do sprzątania i prasowania -
tu trzeba swój pokój odkurzyć, tam mają pokój z antykami (naprawdę)
i własnym kinem domowym tu - meble nie pierwszej młodości itd.
Ostatnio łodszy mi opowiedział - bez złośliwości, że Dorota mu
tłumaczyła, że trzeba zdrowiej gotować - więcej ryb, chudego mięsa,
mniej zup, pierogów, że naleśniki niezdrowe. No i co miałam
odpowiedzieć. A i konno powinien jeździć, to rozwija. Boję się, że
ich stracę.
(…

Któraś z was pytała skąd
wiem - początkowo chłopcy, zwłaszcza młodszy bezwidnie albo nie
rozumiejąc intencji po prostu je przekazywał, opowiadając jak było u
taty. To nie są grubiańskie uwagi, raczej zaowalowane komentarze,
przytyki. Tłumaczę sobie, że on ich po prosu do końca nie rozumiał
tak jak dorosły. Przykład? Kiedyś mały opowiadał żonie swojego ojca,
że nie pojedziemy nigdzie na wakacje bo musimy oszczędzać na remont
kuchni, usłyszał radę, że ludzie zapobiegliwi i gospodarni to
starają się więcej zarobić a nie więcej oszczędzić, na dzieciach
zwłaszcza. No i mi tą mądrość przekazał. Innym razem, gdy robili
razem zakupy w jakimś drogim sklepie zdziwił się cenie serka czy
jogurtu, przekazał mi potem, że tylko ludzie wyjątkowo skąpi
zwracają uwage na takie szczegóły i jeszcze dzieciom to przekazują.
Przy tych ciuchach przekazał wiernie, że "Dorota powiedziała, że
wstydzi się jechać ze mną do TAKIEGO hotelu w takich ciuchach" i
poprosiła, żeby mamie przekazał, żeby tak na dzieciach nie
oszczędzała. Rozumiecie - zrobiła to dla jego dobra, bo o niego dba.
Do dziś mi ta rozmowa dźwięczy w uszach. A, że hotel rzeczywiście
był podobno "super mamo, super, nawet sobie nie wyobrażasz jakie tam
były baseny", to przyjął za prawdę, że jego t-shirty tam nie pasują.
Z kolei p