W sobote jechałam z koleżanką i naszymi dziećmi do miłej, solennej
pary malżeńskiej i ich domku na wieś. Liczba naszych wspólnych
dzieci przekraczała liczbę siedzeń

. Koleżanka wrzeszczała na swoje
dzieciaki, słowem tabor cygański jak z Kusturicy, tylko kradzionych
kur na dachu brakowało. I żeby rozładować atmosferę zaczęłam śpiewać
kawałki Bielizny - Narzeczoną tapicera, Prywatne życie kasjerki PKP.
No i stało się - ta kasjerka za mną łazi. Mam nadzieję, że sobie nie
wykraczę...