nie wiem czy już o tym filmie było??? w każdym razie ja byłam
dzisiaj i polecam każdemu!!! film z tych mało ambitnych - i
dobrze!!! wspaniale się śmiałam. wystarczy zobaczyć jak James Bond
śpiewa ckliwe kawałki i można sikać po nogach!
ja jednak nie o tym chciałam... piosenki ABBY może ambitne również
nie były, ale poruszyły coś we mnie... coś co mnie zmartwiło...
prawie rok już jestem w separacji z mężem. stosunki raczej poprawne,
zdarzylo się kilka kłótni, zgrzytów i trzaskania drzwiami, ale były
też sympatyczne przyjacielskie gesty. nie było żadnych podtekstów
erotycznych, nawet 1 pocałunku, choć mój mąż bardzo mnie nadal
kręci. on nadal twierdzi, że mnie kocha, choć nie chce ze mną być.
ja właściwie nie wiem czy kocham (może jeszcze gdzieś w głębi serca
tak?). ja nie mam nikogo, on twierdzi, ze też nie, choć raczej
czuję, że jest inaczej. to tytułem wstepu...

no i w pewnym momencie, a dokładnie w tym:
dino914.wrzuta.pl/audio/6WEN58a62G/abba_-_the_winner_takes_it_all
...poprostu się poryczałam. nie umiem tego zrozumieć, ale pomimo
świadomości, że nic już z tego nie bedzie... zaczęłam myśleć o tym,
że powinnam mu powiedzieć, ze go kocham... że jak odwiezie córeczkę,
to z całej siły się wtulę...
kurcze, ludzie! jak sobie z tym wszystkim poradzić? na chłodno wiem,
że to nie ma sensu, ale najwyraźniej zamiotłam to wszystko pod
dywan, nie umiem sobie dać rady... nie umiem nie czuć nic w takich
chwilach...
nie mamy rozwodu, bo mój mąż twierdzi, że rozwód nie jest mu do
niczego potrzebny... a ja czekałam aż nabiorę pewności, że to
koniec. że będę umiała w pozwie napisać, ze nastapiło NIEODWRACALNE
I TRWAŁE...
napiszcie co myslicie, parę słów... że dam radę...