pokopanka
01.04.09, 10:23
jestem umęczona
2 tyg temu wrócił mój mąz, powiedział, że na 10 dni, dziecku mówi,
ze do komunii, mnie, że do rozowdu (te daty sa blisko),
mieszka w domu, zajmuje duży pokój, bo tam jest spanie gościnne, no
i myślałam, ze faktycznie będzie to krótki okres, jest za to wieczny
bajzel, 2 walizki na śroku pokoju, 2 laptpy i tv 24/h, kiedy nie
jestem, on się gapi, nie robi nic...
młodej się poprzestawiały wszystkie wypracowane zasady, chodzenia
spać, zarządzania czasem, zabawy, nauki
nagle nie ma lekcji, przynosi uwagi ze szkoły i czas spedza grając w
gry, które co dzien nowe podsuwa jej tata
ja wychodzę na tę, ktra ciągle czegoś chce (czyli egzekwowania tych
zasad)
nie jemy razem, nie rozmawiamy (raz jestem złodziejka, potem
lesbijką, a potem beze mnie życ nie może), mijamy się, unikam
kontaktu z nim, nie podejmuje tematu rozwodu (raz się zgadza, raz
wycofuje), ani mieszkania
ma półke w lodówce, sam sobie robi jeść, sam pierze swoje rzeczy
do tego zachowuje się jakby nigdy nic, nagle nie pamięta swoich
niewracań na noc do domu, poalkoholowych zachwań, chamskich wyzwisk
i zastraszeń
czyli, ze niby w ogóle o co mi chodzi? on się łudził, że mi
przejdzie...
że trochę znowu sprawi wrażenie dobrego, i się powozi dalej,
ale ja juz nie mogę
po tym wszystkim co zrobił i czego nie zrobił nie mogę na niego
patrzeć, jego obecność mnie boli, a stosunek do sprawy daje bardzo
do myślenia (zachowuje się jakby rzecz dotyczyła brata bliźniaka)
zgrywanie grzecznego i super taty....żeby móc się chwalić przed sądem
brak mi sił...
czuję się jak w więzieniu...