proszę o radę

26.08.09, 21:02
Witam,

może nie jest to temat na konkretnie to forum,ale czytając Was myślę, że jesteście odpowiednimi osobami by coś mi doradzić,oto moja historia:

Jesteśmy razem 4 lata, mam 28 lat, on jest młodszy 4 lata.ja mam stałą pracę, on jeszcze jest studentem, jestem jego pierwszą dzioewczyną, własciwie był jescze w szkole sredniej jak sie pzonalismy i zeszlismy.rok zylismy na odleglosc, bo ja studiowalam w innym miescie.potem on przyjechal na studia tam gdzie ja, zamieskzalismy razem. mieszkamy juz 3 lata ze soba. bylo wszystko swietnie.mam kilka zwiazkow za soba, ale nigdy nie czulam tego co czuje z nim. a on jest dobrym czlowiekiem, byl przy mnie zawsze na dobre i zle, a jestem osoba trudna do wspolzycia.byl zawsze dla mnie, zawsze mi oddany. stawal na rzesach by szybciej skonczyc studia, by moc samoedzielnie nas utrzymac, bym mogla spokojnie urodzic nam dziecko i je wychowac bez odmawiania sobie nizcego. myslelismy o naszej pzryszlosci, o slubie... i nagle dowiedzialm sie, ze spotykal sie z kims. to byla jego kolezanka ze studiow. on jest bardzo spokojna, rozsadna osoba.wrecz typem samotnika -idealisty.ona raczej typem rozwzreszczanej imprezowej dziewczynki. dowiedzialm sie o wsyztkim przez przypadek, kiedy przeczytalam smsy od niej.dodam, ze nie bylam latwa do zycia osoba, a to glownie wynikalo z moich obaw o nasza przyszlosc, o brak wiary w to,ze spotkalam tak dobra osobe, ze byc moze jestem jego pierwsza dziewczyna i to byla tylko fascynacja, zauroczenie, chociaz sama w to chyba nie wierzylam...ale to powodowalo moje zachowanai typu nie odzywanie sie, jakies przykre slowa, wyzwiska pod jego katem...on to znosil,plakal,zapewnial ze jest pewien siebie i nic w zyciu nie chce zmieniac. gdy sie dowiedzialam, dlugo rozmawialismy, nie szczedzilam wyzwisk,wyrzucilam go z domu, pokornie wysluchal,pokornie sie spakowal...wkoncu po spokojnej rozmowie wyjasnil mi wsyztko.kiedys ona napisla mu jakiegos smsa, niewinnego, odpisal jak kumpeli z grupy, i tak jakos doszlo do kilkurozmow po szkole, spacerow, wyjscia na herbate i jednego pocalunku. twierdzi ze to ona zaczela, ze go pocalowa, ze ona go wyciagala na pogaduchy, wierze mu, bo znam go na tyle, by w to wierzyc. prosil, blagal o szanse, dalam mu ja, choc moje zaufanie bylo juz tak znikome, ze nie potrafilam racjinalnie sie zachowywac.codzien awantury,pobicia(tak,to ja go bilam),wyrzucanie z domu,przeczekiwal w aucie, po czym wracal nad ranem kiedy mu pozwolilam, wracal i prosil o wybaczenie, mial wtedy sesje, blagal by mogl sie odrobine pouczyc, nie umialm sie z tym pogodzic, czasem bywal dzien kiedy byl spokoj, ale generalnie ten miesiac to byl jakis koszmar.zaraz po tym jak dowiedzialm sie o tych smsach zadzwonil do niej przy mnie i wyjasnil, ze ejst ze mna w stalym zwaizku, ze mielismy gorsze chwile i akurat ona w tym czasie nawiazala z nim znajomosc, ale zeby sobie za wiele nie wyobrazala i ze nie chcial by tak wyszlo.nie zrozumiala tego chyba,bo bylo kilka smsow z pretensjami, na ktore on nie odpowiedzial, bo stwierdzil ze be sensu z kims takim wchodzic w dyskusje.
po miesiacu wyjechalam na tydzien za granice. w tym czasie mial chwilowo zablokowany telefon,nasz kontakt byl tylko na gg i smsmy z bramki. na wyjezdzie napislam mu ze to koniec(w sumie co drugi dzin tak mu mowilam,dlatego wyrzucalam go z domu),nawyzywalam mu okrutnie prze caly czas, pislam okropne rzeczy i ze po moim powrocie ma go juz nie byc. wrocilam,zaczal sie pakowac, ale zatrzymalam go w sumie sila.nastepnego dnia stwierdzil ze powinnismy ochlanac i wyprowadzil sie na dwa dni.wrocil i poprosil bysmy jzu normalnie zaczeli zyc i ze nie pragnie niczego oprocz tego o czym marzylismy i do zcego dazylismy pzrez te lata wspolnie spedzone. zgodzilam sie po kilku dniach kzrykow,bicia i jego spania na podloze przy mnie jak wirnego psa. za tydzien dowiedzialm sie ze podczas mojej nieobecnosci spotkal sie z nia jescze kilka razy, pomogl jej w jakis zadaniach,i mial nowy numer do tel(karte jak twierdzil kupil bo mu zablokowali tel, ale jednak nie pwoeidzial mi o niej).wtedy jak sie wyprowadzil byl z nia na piwie. niby ona czegos znowu ozcekiwala ale na nic jej nie pozwolil. jak sie o tym dowiedzialam drugi raz, przylozylam mu tak obrzydliwie ze mial podejrzenie wstrzasu mogu.opiekowalm sie nim pzre tydzien. obecnie nadal to pieklo trwa. wyzywam go i robie okropne rzezcy.on plazce i blaga o szanse o litosc.
mozecie mnie skarcic za moje zachowanie, ale nie potrafie zapanowac nad soba,jestem tego swiadoma, chce isc do lekarza po jakies uspokajacze.ale nie tego tyczy sie moj post.
prosze o rade, co ja mam robic? kocham go. wiem to i jestem tego pewna. i bylam pewna ze on tez mnie kocha.to dobry czlwoiek,poswiecil mi wiele,byl na kazde moje zawolanie.znosil wsyztsko.ale mimo to nie umiem zrozumiec jak mogl az tak sie zatracic,by powtornie, pomimoze po pierwszym razie obiecal ze nie zrobi mi krzywdy , oszukal mnie swiadomie i celowo. ogolnie ostatni czas byl trudny dla nas obojga. trzeba podjac powazne kroki, planowalismy wspolne zycie, wiem ze on sie tego bal, wiem ze naciskalam na wiele rzeczy, on probowal sie w tym odnalezc. wiem,ze mlodego chlopaka moze pzrerazac dorosle zycie, wiem ze oczekiwlam od niego bardzo bardzo wiele, ale wlasnie dlatego mu ufalam bo wierzylamze podola, ze sie stara, ze tego chce. nie ufam mu teraz. to co teraz trwa to pieklo. nie potrafoe sie pozbierac, przyjac do wiadomosci ze byl w stanie skrzywdzic swoja najblizasza osobe, wiem ze nią bylam nadal jestem. on zawsze stronil od ludzi,nigdy nie byl na imprezie studenckiej,z kumplem na piwie, nie ze mu bronilam, nawet sama go wyciagalam, nie chcial, twierdzil ze ma wsytztko zcego mu trzeba w naszym kacie.idlatego tak trudno mi to pojac, czemu ona tak mu zaimponowala?napisla mi list, ze tak naprawde przytloczyla go ta doroslosc, ze sie gdzies pogubil, a ona taka beztroska panienka jakos odciagala go od rzezcywistosci, ze wydawalo mu sie ze my pomalu sie oddalamy,ze zawsze bylo jakos mniej problemow i on nie mogl sie pogodzic ze sa miedzy nami jakies zgrzyty, ze myslal ze tak wyglada koniec...napisal, ze nic nigdy dla niego nie znaczyla, ze nigdy nie przestal mnie kochac i jest pewny ze ze mna chce spedzic zycie...tylko ja nie potrafie zzyc z ta swiadomoscia. nie umiem tego przetrawic. nie ufam mu. co mam robic?jak zyc?jak zapomniec?codzien wracam do tych sytuacji. po kilka godzn rozmawiamy, wypytuje o najmniejsze sczegoly,analizuje..to jest chore, jak zyc?kocham go, boje sie ze wkoncu on tego nie wytrzyma i odpusci. nie chce tego,ale nie potrafie zmienic swojego nastawienia,a bez tego nic nie bedzie lepiej.prosze Was o porade...i jecsez jedno, do osób,ktore byly tymi zdradzajacymi...czy naprawde mozna tego az tak zalowac, czy moge mu zaufac ze po tymw sytzkim juz nigdy tego nie zrobi? nie umiem w to uwierzyc, skoro drugi raz wpakowal sie w to samo...moze jak juz raz sie sprobowalo to jest sie do tego po prostu zdolnym,ma sie to we krwi? nie chodzi głównie o zdrade,ale o to ze skrzywdzil mnie swiadomie,pomimo ze dostal sznse by wsyztko naprawic...wiem,ze on jest młody,zcasem sobie tłumacze,ze moze lepiej jak spróbował"czegos innego"niz ja, ze utwierdzil sie ile dla niego znacze, ale czy nie powinien sie o tym przekonac zaraz po tym pierwszym razie?czy w ogole trzeba sie przekonywac w ten sposob ile druga sooba znaczy?boje sie zawierzyc mu swojego zycia, a nie chce po prostu sprobowac,ze moze sie uda moze nie,ale jak mialabym mu przysiegac przed oltarzem?jak mialabym uwierzyc w jego przysiege? chce spokojnegoz zycia, rodziny, czekalam na niego tyle lat...moze to pierwszy znak,ze trzeba sie rozejsc?ze po slubie czekalby nas tylko rozwód?ale jestem idealistka, wierze w jedyna milosc, i jestem pewna ze on nia jest.nigdy nikomu nie ufałam, oprócz niego...
mam tysiece pytan i watpliwosci,ale nie chce jzu przedluzac, wszytskim ktorzy cokolwiek doradza z calegos erca dziekuje..
    • ravny Re: proszę o radę 26.08.09, 21:10
      Proponuję, żebyś przeczytała to co napisałaś tak jakby to pisała inna osoba
      i w kilku zdaniach wypunktuj jaki jest problem i skąd się wziął.
      • endy-wia Re: proszę o radę 27.08.09, 21:53
        rzeczywiscie zbyt wydłużyłam ta historię, ale problem jest złożony i dlatego chciałam jak najwięcej przekazać, no ale w punktach:

        1.para, 4letni staż,3 lata pod wspólnym dachem, ona starsza o 4 lata,on studiuje,ona pracuje, ona jego pierwsza dziewczyna(zeszli sie on18-ona22lata)

        2.zwiazek spokojny,wrecz idealne dopasowanie,pomimo trudnych sytuacji zyciowych(smierc rodziców,trudna sytuacja w pracy) wspomagaja sie nawzajem,wspolne plany i marzenia...

        3.ona-trudnosci z zaufaniem(wczesniejsze doswiadzcenia),kocha i czuje sie kochana, ale obawy z racji wieku, napawaja strachem, to jest przyczyna jej trudnych zachowan(poczucie ze marnuje mu zycie, ze jest jego pierwsza dziewczyna i to tylko fascynacja itd..czeste ciche dni,"fochy",przykre słowa)

        4.on-typ indywidualisty,spokojnego i trzezwo stapajacego po ziemii,myslacego o przyszlosci,o tym jak szybko skonczyc studia i zalozyc rodzine.nagle-pojawia sie kolezanka ze studiow(w momencie kilkudniowego nieodzywania sie i potegujacego sie kryzysu), kilka spacerow,pocalunek(wszytsko z jej inicjatywy),

        5.ona sie dowiaduje przypadkiem(sms)-awantury,pobicia(niego prze nia), łzy,krzyki, rozmowa- on placze twierdzac ze go przerosla cala ta doroslosc i to ze nie da rady jej sprostac,ze jej zachowanie wydawalo mu sie poczatkiem konca,twierdzi ze do kolezanki nic nei czuje, zwykly przypadek,ona daje mu szanse

        6.mija miesiac, on blaga o wybaczenie, ona urzadza codzienne krzyki,wyzwiska,awantury,wyrzucenia z domu,pobicia
        po miesiacu ona wyjezzda na tydzien, on ma zablokowany tel,maja kontak przez gg i bramke sms;ona pisze ze to koniec,nie chce z nim rozmawiac, on blaga o szanse

        7.ona wraca,on na dwa dni wyprowadza sie,twierdzac ze musi ochlanac

        8.on wraca,spi na podlodze, nadal blaga o szanse,ona wyzywa,krzyczy,bije,

        9.po tyg ona dwoiaduej sie,ze podczas jej wyjazdu spotkal si z tamta kilka razy,kupil sobie zastepcza karte do tel oktorej nie powiedzial,mial z nia kontakt prze tel i w szkole, twierdzi ze stracil wiare w zwiazek,ze nie mysla o tym co robi,ze nigdy nie przestal jej kochac i wierzyc w zwiazek, ze tamta nic nie znaczyla,

        10.obecnie- on nie odpuszcza, blaga o sznase, o odrobine zaufania, ze odbuduje,ze udowodni jak mu zalezy,ze chce tych marzen ktore kiedy sie zrodzily
        .
        11.ona-nie potrafi uwierzyc,zaufac,pogodzic sie z tym,ze najblizszy czlowiek dwa razy skrzywdzil w ten am sposob

        PYTANIE: CO ROBIC?ONA GO KOCHA,ALE NIE UMIE SOBIE WYOBRAZIC NORMALNEGO ZYCIA.NIE UMIE OPANOWAC EMOCJI. JAK UWIERZYC KOMUS,KTO RAZ OBIECAL ZE NIGDY WIECEJ NIE SKRZYWDZI, A SAM Z SIEBIE SKRZYWDZIL ZA NIESPELNA MIESIAC?
        CZY JELSI ZDRADZILO SIE RAZ, TO NAPRAWDE MOZNA POCZUC TEN WIELKI ZAL,ZE NIGDY SIE TEGO NIE ZROBI?A MOZE TO JEST WE KRWI?RAZ BYLO SIE W STANIE TO ZROBIC TEJ UKOCHANEJ OSOBIE, TO I KOLEJNY MOZNA?
        CO ROBIC?JAK ZYC?
        • endy-wia Re: proszę o radę 27.08.09, 21:59
          acha, dodam,ze nic miedzy nimi nie zaszlo, spacery i rozmowy(twierdzil,ze czul sie oderwany od rzeczywistosci w domu, ze mogl po prostu pogadac o musyce,ksoazkach), tamta - typ imprezowej panienki,raczej szybkiej,co wywnioskowalm ze po tyg go pocalowala,i po tym co wypisywala(wrecz oblesne smsy).on naprawde typ wrecz"cielaka",ktory jak dzieciak ulegl akiejs fascynacji,ktorej nigdy nie doswidczyl.no tak, wierze w jego milosc i dobro,ale czy facet w wieku 22 lat moze byc czegos pewien?a jelsi znowu go ktos zafascynuje?ktos w jego typie(bo tamta byla pierwsza lepsza, raczej nawet nie w jego typie-w sensie podejscie do zycia)
        • tricolour Problem nie leży w facecie... 27.08.09, 21:59
          ... który się w jakiejś zauroczył tylko w Tobie samej.

          Nie dbasz o siebie, o związek więc nie masz podstaw, by wymagać
          czegokolwqiek od partnera. "ona wyzywa,krzyczy,bije" - to jest
          podstawa do sprawy karnej, a nie do budowy związku.
          • takisiakinijaki Re: Problem nie leży w facecie... 27.08.09, 22:07
            'ona' się musi uspokoić przede wszystkim Tricolour

            jak się tak 'miota' - to wszystko sobie zamiecie...

            • tricolour Uspokoić? 27.08.09, 22:13
              Przemoc nie jest formą niepokoju tylko zaburzeniem psychicznym.
              Agresja (wyzywanie, poniżanie) także.
              • endy-wia Re: Uspokoić? 27.08.09, 22:36
                a co jesli to zaburzenie psychiczne wywolala najblizsza na swiecie osoba?
                • tricolour To wtedy to jest czarna magia... 27.08.09, 22:42
                  ... a tak na serio, to nie kombinuj.

                  Prosiłaś o opinię, to dostałaś i przyjmij ją na klatę: nie masz
                  prawa poniżać, wyzywać, stosować przemocy w ŻADNEJ sytuacji. Twojego
                  problemu nikt nie wywołał tylko sama nosisz w sobie. Okoliczności
                  spowodowały, że objawy się nasiliły.
          • endy-wia Re: Problem nie leży w facecie... 27.08.09, 22:13
            prosze, nie oceniaj mnie po tym co sie dzialo od momentu jak sie dowiedzuialam, przez 4 lata nigdy nie zrobilam mu krzywdy, moej nastroje wynikaly ze strachu,ktory nosze w sobie od kilku lat po ostatnim zwiazku...sama siebie przerazilam tymi reakcjami,bo zawsze myslalam ze w takiej sytuacji poprostu zamkne sie w sobie i reszte zycia spedze sama...wiem,ze mam problem z emocjami i chce go wyleczyc,chocby farmakologicznie,terapią itp... jestem idealistką i nie potrafie pogodzic sie z tym,ze mój ideal naszego zwiazku tak nagle zniknął...
            • lima Re: Problem nie leży w facecie... 27.08.09, 22:18
              Od lat żyjesz w pół-związku podszytym Twoimi strachami.
              Wiesz, że masz problem z emocjami.
              Chcesz go wyleczyć.

              Co faktycznie zrobiłaś przez te lata w tym kierunku, by swój problem wyleczyć?

              Jak się deklarowane "chęci" mają do praktyki?

              Bo tu jest sedno. Następny facet też może w jakiejś części nie być "idealem". I
              co, znowu go pobijesz za to? Czy planujesz inaczej zareagować?
              • endy-wia Re: Problem nie leży w facecie... 27.08.09, 22:26
                nie zrobilam nic,masz racje, ale wydawalo mi sie, ze to trywialne iosc do terapeuty, bo mas zobawy ze facet moze sie tylko zafascynowal,ze jestes starsza i cie rzuci...to jak reaguje od 3 miesciey mnie przeroslo,moze ten caly czas zwiazku byl poczatkiem tych moich reakcji,ale naprawde w zyciu bym nie przypuszczala, ze taka agresja we mnie jest.
                problem w tym ze nie mam nikogho,oprocz niego.moze dlatego tak panicznie boje sie go stracic.on teraz blaga bysmy probowali,ze nie widzi zycie beze mnie.a ja chce,ale nie umiem sie przemoc.
                • lima Re: Problem nie leży w facecie... 27.08.09, 22:41
                  Koniec związku to nie koniec świata. Zawsze później jest następny, więc już nie
                  wydziwiaj z tym "jestem idealistką", itd
                  Ale jesli związek wartościowy to warto o niego zadbać, by przez jeden wybryk go
                  nie zepsuć. Jeśli jednak nie potrafisz czegoś wybaczyć/zaakceptować to nie ma
                  sensu w tym tkwić, a karygodne jest wyżywanie się na kimś i poniżanie go...
                  Terapeuta Ci nie powie "zostań z nim" albo"rzuć go", ma za zadanie odkryć Twoje
                  prawdziwe uczucia i ich źródło, żebyś samodzielnie podjęła najlepsza decyzję.
                  Rozumiem, ze wieść o zdradzie może wywolać furię.. ale trzeba szanowac też
                  siebie. Jeśli masz problem z panowaniem nad emocjami, to idź po porade dla
                  własnego dobra, nawet abstrahując od tego związku... Te uczucia nie wzięły się
                  "znikąd", nie wyżywaj sie na obecnym za byłego czy za cale życie... itd.
                  I jeszcze - z wrzeszczącą, awanturująca się osobą nie da się ROZMAWIAĆ.
                  Najpierw doprowadź sie do stanu (z pomocą terapeuty) w którym możliwa będzie
                  rozmowa. Bo deklaracje "kocham go", "kocham ją" nic tu nie warte, jeśli brak
                  wspólnego języka jakim się można porozumieć w chwilach kryzysu.
        • takisiakinijaki Re: proszę o radę 27.08.09, 22:01
          przebrnąłem
          chyba

          bardzo chcesz jeszcze wierzyć

          usprawiedliwiasz wszystko co, 'z zewnatrz' jest nie do
          usprawiedliwienia

          może przsadzasz, może marginalizujesz - tego na tym etapie
          emocjonalnym ani Ty sama, ani tym bardziej ktoś tutaj nie jest w
          stanie stwierdzić

          musisz ochłonąć przede wszystkim

          tyle na razie mogę Ci napisać
        • lima Re: proszę o radę 27.08.09, 22:08
          Niech ona weźmie jego pod pachę, lub niech on weźmie ją pod pachę i niech razem
          idą do psychologa. Możliwe, że to nie uratuje ich związku, ale i jej i jemu
          pomoże poukładać siebie, bo jak na razie mają coś nie-halo-pod-sufitem. Niech
          ona przestanie się na nim wyżywać i go poniżać bo to chore, nazywa się znęcaniem
          lub nieradzeniem sobie z agresją. Niech on przestanie kłamać bo to tchórzliwe i
          sypiać na podłodze bo to stawianie się w pozycji ofiary i poniżanie siebie.

          Brniecie w destrukcyjną patologię. Biegiem razem do psychologa niech nauczy was
          rozmawiać ze sobą, opanowywać agresję
          i podejmować odpowiedzialne decyzje.
          • endy-wia Re: proszę o radę 27.08.09, 22:17
            no walsnie, my bylismy tak cholernie zgrani,dobrani..ze az nie mozliwe ze doje ludzi az tak moglo zyc soba nawzajem, naprawde, wszyscy wkolo zawsze sie dzilili,wrecz fascynowali(dokladnie tak to okreslali)jak my mozemy tyle ze soba rozmawiac,non stop byc w kontakcie..po wyjsciu zpracy cala godzinna droge do domu przegadywalismy, poic zymw domu nie mglismy sie soba naieszyc, i tak prze caly czas..wierzcie lub nie, ale tak było...
            • nangaparbat3 Re: proszę o radę 27.08.09, 23:17
              O ile pamietam, zupelnie podobnie ZACZYNAJĄ sie zwiazki kobiet z przemocowcami.
              Wiec moze zwiazki meżczyzn z przemocowczyniami takoz.
    • nangaparbat3 Re: proszę o radę 27.08.09, 22:24
      Jak baba chłopa nie bije, to mu watroba gnije.
      On dba o swoja, wiec podsuwa Ci powody do bicia.
      Proponuję kupic szpicrutkę i oficerki, pewnie wtedy przestanie sie spotykac z inną.
      • endy-wia Re: proszę o radę 27.08.09, 22:30
        chyba zle interpretujesz. to ze go bije,nie wynika z tego, ze przez to on mialby sie z inan nie spotykac. to wynika z wscieklosci jaka we mnie ejst.nie wiem. czuje ulge, jak widze jak sie kuli, plaacze i prosi o wybaczenie.czuje ulge, bo wydaje mi sie,ze jak zrobie mu gorsza krzywde niz on mi, to bede miecw yrzuty sumienia i wybazce to co on zrobil,inaczej na niego spojrze...wiem to chyba chore.
        • lima Re: proszę o radę 27.08.09, 22:44
          "krzywdę jak on mi"...
          a to on Cię też tak pobił, że kuliłas się i prosiłas o wybaczenie?
          widzisz się w takiej roli i pozie? może się wczuj....

        • nangaparbat3 Re: proszę o radę 27.08.09, 22:47
          Tu nie ma co interpretowac - Ty sie nad nim znęcasz, a on Ci daje wciąż nowe
          powody/preteksty.
          Widac Wam to pasuje.
          Ale powinnas uważac, skoro juz raz bylo blisko wstrzasu mozgu, mozesz
          przesadzic, szkoda zycia, i Twojego, i jego.
          Mowiac wprost - to jest powaznie chore, głeboko chore, gdybys byla męzczyzna, a
          on kobietą, nie zostawiono by tu na Tobie suchej nitki.
          Biegiem na terapie, zanim poczniecie jakies dziecko - bo jak nie, to kiedys
          bedziesz czula ulge patrzac jak to ono kuli sie i placze i prosi o wybaczenie -
          • lima Re: proszę o radę 27.08.09, 22:52
            o raju, o wstrząsie mózgu też było? przyznaję czytałam poczatek i koniec, tekst
            niechlujny, z błędami, palcówkami, niestrawny, nieczytelny, bez poszanowania
            czytelnika,
            oczu szkoda bo i tak wygląda z niego jedno- chaos i patologia.
        • killa_bunnies Re: proszę o radę 31.08.09, 18:09
          to nie jest normalne.
          dziewczyno, przestan analizowac jego bledy, bo to ty masz bardzo duzy problem z
          agresja. na jego miejscu zwialabym juz dawno do ciebie, przykro mi. widocznie on
          tez ma jakis problem, skoro sie na to wszystko godzi.

          co do jego zdrady - jak dla mnie raczej malego kalibru, o ile w ogole. raczej
          przyjelabym ja na klate, bo twoje bicie jego w moim odczuciu jest raczej
          nieporownywalne do tego. tobie mozna bardzo duzo zarzucic, wiec nie wymagaj od
          niego, zeby byl krysztalowy. zwlaszcza ze, jak piszesz, ponizasz go i robisz mu
          jazdy od zawsze.

          idz do psychologa albo psychiatry, bo z twoich opisow wyglada, ze jestes bardzo
          toksyczna. a potem popracuj nad zwiazkiem, moze jeszcze cos z was bedzie. ale
          najpierw zajmij sie soba i daj sobie spokoj z analiza jego zachowania. zacznij
          od siebie.
        • ewa009 Re: proszę o radę 31.08.09, 18:52
          Chore jest to ze Ty mu chcesz sobą zasłonić cały świat -no bo on w twojej głowie
          jest Twoją własnościa. Upodlisz siebie, poniżysz jego i po co to wszystko?? bo
          go kochasz i tak do siebie pasujecie?? Jak nie zadbasz o zdrowe relacje między
          wami to gruchnie to wszystko w swoim czasie.
    • endy-wia Re: proszę o radę 27.08.09, 22:51
      dziękuję Wam za komantarze, wiem,ze we mnie tez jest wina, ale proszę Was tez o interpretacje Jego zachowania...
      czy jeśli załózmy, dojde do siebie, wezme sie za siebie zpomoca terapii,lekow itp...
      czy ten zwiazek ma szanse? czy jego zachowanie moglo byc spowodowane tym co bylo we mnie?czy wydaje sie Wam to realne,ze kochajac kogos ponad wszytsko, mozna az tak sie pogubic,mozna byc zdolnym oszukac ta ukochana osobe,skrzywdzic ja?
      • lima Re: proszę o radę 27.08.09, 22:56
        Twój chłopak też się nadaje na terapię. Żaden "normalny" nie wpakuje się w
        związek gdzie jest tak gnojony przez drugą osobę... Powinien zwiewać.
        Ty daj mu spokój i z zastanawianiem się jak to "ponad życie" się kochacie... bo
        faktycznie będzie miłość "ponad życie" jak go zabijesz "za swoje straszne
        krzywdy jakie ci wyrządził" patelnią i zamieszkasz w więzieniu wspominając
        miłość idealną i plany spokojnego domu jaki miałaś założyć.
      • tricolour To nie jest miłość... 27.08.09, 22:57
        ... miłośc wyraża się innymi zachowaniami, a przede wszystkim
        szacunkiem.
        • endy-wia Re: To nie jest miłość... 27.08.09, 22:58
          szanowałam go do "tego"momentu...czy brakiem szacunku nie jest okłamywanie i zdrada?
          • tricolour Szacunek nie jest "do momentu"... 27.08.09, 23:01
            ... jeśli szacunek był "do momentu" to był to zwyczajny interes,
            wymiana.

            Masz podstawowe braki w rozumieniu istoty relacji w związku.
            • endy-wia Re: Szacunek nie jest "do momentu"... 27.08.09, 23:06
              jesli mam zaburzenia emocjonalne, to czy mam za to byc skarana? chce sie zmienic, bo chce byc szcesliwa.bo bylismy szczesliwi. nie mozna potepiac za to ze ktos jest chory.i ja chce sie z tego wyleczyc! tylko czy moge choc odrobine uwierzyc,ze te jego zachowania byly wynikiem, nie wiem, jakiegos strachu?przed przyszloscia? przed tym ze nie podola?ze zwyczajnie sie zagubil?czy wtedy , robiac cos takiego, mozliwe jest ze sie kogos kocha naprawde?mowia, ze rani sie najbardziej tych,ktorych sie najbardziej kocha, czy to mozliwe?
              • tricolour W gabinecie psychologa... 27.08.09, 23:07
                ... znajdziesz odpowiedzi na te pytania.
                • endy-wia Re: W gabinecie psychologa... 27.08.09, 23:09
                  wyraź swoją opinię, proszę...
              • nangaparbat3 Re: Szacunek nie jest "do momentu"... 27.08.09, 23:14
                jeśli jestes jego pierwsza kobieta, bardzo mozliwe, ze chcial "spróbowac", jak
                bedzie z inną. Bardzo mozliwe, że naciskali tez na niego w tym kierunku znajomi,
                rodzina - skoro jestes od niego kilka lat starsza, to bardzo prawdopodobne.
                Bardzo prawdopodone, ze się "zagubił".
                I ze jest od Ciebie tak uzalezniony, ze mozesz go byc pewna.
                Ale wlasnie o to chodzi, ze jestescie od siebie nawzajem uzaleznieni, bardzo
                mocno. Bardzo mozliwe, że do konca zycia bedzie razem - tylko co to za zycie?
                Milosc to szacunek i troska, wiernosc i zaufanie, i wybaczenie. Co z tego jest
                miedzy Wami?
                Na pewno oboje powinniście przejsc terapię - kazde z osobna, i to głeboką - Ty,
                bo znajdujesz spokoj w widoku jego cierpienia, on, bo daje soba poniewierac i
                wrecz zebrze o to. Oczywiscie mozna tak zyc, to Wasza sprawa. Ale chcecie miec
                dziecko - a dla dziecka taka rodzina to koszmar.
                • endy-wia Re: Szacunek nie jest "do momentu"... 27.08.09, 23:17
                  dziekuje, jesli chodzi o rodzine, raczej nie, stoja za mna murem jego rodzice, i cala reszta,znajomi, chyba jestem jego jedyna bliska osoba...
                  • nangaparbat3 Re: Szacunek nie jest "do momentu"... 27.08.09, 23:23
                    endy-wia napisała:

                    "chyba jestem jego jedyna bliska osoba..."

                    Jeszcze jeden powod, by wybrał sie do psychologa.
          • lima Re: To nie jest miłość... 27.08.09, 23:03
            A kto ci każe być z kimś kto Cię zdradził? Przeciez to Tobie sprawia
            przyjemnośc poniżanie go. Nie sprawia Ci przyjemności powiedzenie mu "sory, nie
            wybaczę zdrady, żegnaj". Wolisz go trzymać u siebie na podłodze dla
            przyjemności ogladania jak płacze.
            Teraz też prowadzisz rozmowę w kierunku - powiedzcie jaki on jest podły. Jego
            zdrada i wina nie zmniejsza wagi Twoich fatalnych zachowań.

    • lampka_witoszowska Re: proszę o radę 31.08.09, 01:05
      przeczytałam wątek
      jak dla mnie jedynym wyjściem jest terapia
      przydałaby się Wam obojgu, ale neiistotne, czy on się zdecyduje czy
      nie - ważne, żebyś Ty na terapię poszła

      myślę, że teraz nie jest ważne, czy ten związek ma szansę - na to
      pytanie dasz radę odpowiedzieć sobie po dobrych przynajmniej kilku
      miesiącach ciężkiej pracy nad sobą, po przyjrzeniu się sobie,
      swojemu zapętleniu, Waszemu związkowi, po pracy nad wybaczeniem i
      jemu, i sobie

      wtedy też łatwiej "ogarniesz" to, co się dzieje
      bez karmienia się ładnymi słowami o wyjątkowej wspanialej miłości
      - takie słowa, nawet zgodne z prawdą - już sam widzisz, okazują się
      niewystarczajace

      idź na terapię i przejdź ją do końca, naprawdę skorzystasz
    • ewa009 Re: proszę o radę 31.08.09, 12:41
      Przeczytałam to co napisałaś i przyznam ,ze odpowiedzi bardzo pobieżnie.
      Pierwszy wniosek to taki ,ze masz ogromny problem z samą sobą i potrzebujesz
      leczenia chyba raczej psychiatry a potem psychologa. Twój problem to poczucie
      niższej wartości i strach dlatego agresja. Nie On to powoduje tzn nie
      bezpośrednio to Ty czujesz ,że lat Ci przybywa a dzieli was te 4lata i tego
      nigdy się nie pozbędziesz bo zawsze bedziesz o te 4 lata starsza. Twoja "furia"
      to dla mnie taka przemoc psychiczna ,którą stosujesz aby go trzymać blisko aby
      mu tak w głowie namieszać by tylko Twoja osoba była w tej głowie. Wiesz takie
      tarcia zdarzają się ludziom bardzo młodym 17, 18lat. Musisz się zastanowić nad
      sobą bo możesz "zmęczyć" materiał ,który tak naginasz i facet po prostu Cię w
      końcu zostawi. Ty po prostu boisz się spokoju bo spokojne życie może oznaczać
      rutynę a jak bedzie nuda to on może zaglądać na inne młodsze a tego się boisz.
      Myślę ,że jesteś przekonana ,że faceci kochają zołzy. Kobieto idz bo to nie
      wstyd do fachowca i lecz swoją duszę bo jeśli kochasz a tak piszesz i on Cie
      kocha to warto.
    • ewa009 Re: proszę o radę 31.08.09, 13:02
      I jeszcze jedno a to bardzo ważne --Ten mężczyzna nie jest Twoją własnością,
      pamiętaj o tym.
    • triss_merigold6 Re: proszę o radę 31.08.09, 18:52
      Zapraszamy na terapię dla sprawców przemocy.
      To żadna miłośc tylko toksyczny układ.
      Zastanów się z jakiego powodu dorosła, pracująca kobieta trzyma się
      kurczowo młodszego od siebie studenta. Do tego stopnia, że stosuje
      przemoc w wersji sankcjonowanej przez prawo i liczy jeszcze na pomoc
      całej rodziny chlopaka.
      Koleś powinien jak najszybciej się od Ciebie uwolnić i zerwać
      wszyskie kontakty, dla własnego zdrowia psychicznego.
    • lemonna Re: proszę o radę 31.08.09, 19:44
      jestes pierdolnie...ta. naprawde. wspolczuje tobie. a on ma pewnie psychiczne
      skrzywienie z domu dlatego to znosi.
    • doctor.no.1 Matematyka 03.09.09, 12:57
      Ja mam problem z liczbami przytoczonymi przez Ciebie... jesteście
      razem 4 lata, ale zaczęliście się spotykać jak miałaś 22 a teraz
      masz 28?

Inne wątki na temat:
Pełna wersja