iga-filip
29.08.09, 23:20
Wyprowadziłam się z 1,5-rocznym synkiem do rodziców, mąż wrócił do swojej
mamy. Dzieli nas 60 km. Zaproponowałam mężowi, że do czasu rozwodu będę mu
przywozić małego na co drugą niedzielę do jego mieszkania, poza tym może go u
nas odwiedzać jak często chce. Mąż twierdzi, że to za mało i chce już zabierać
młodego na co drugi weekend, bo babcia też się chce pocieszyć wnukiem. Ja
wolałabym jeszcze z noclegami poczekać, bo jak dotąd synek spędził beze mnie
tylko jedną dobę i strasznie to przeżywał. Chciałabym osobne weekendy
wprowadzić stopniowo - mały dopiero rozstał się z cycem, od października idzie
do żłobka, nie chcę mu w tej chwili dorzucać nowych stresów. Półtora roku był
ze mną 24 h na dobę, tata zajmował się nim po pracy przez 3 godziny dziennie
(w pokoju obok), jednocześnie czytając gazetę albo grając na komputerze. Z
teściową mam fatalne układy, a nasze poglądy na pielęgnację i wychowanie
dziecka są skrajnie różne.
Z jednej strony chciałabym, żeby młody miał dobry kontakt z tatą, a z drugiej
- zwyczajnie się o synka martwię (i nie ma co ukrywać - egoistycznie nie chcę
oddawać młodego teściowej, która przez cały okres małżeństwa robiła mi na
złość i krytykowała).
Jeżeli będę zawozić małego na co drugi weekend dopiero po rozwodzie (czyi -
mam nadzieję - za jakiś rok), to wyrządzę mu krzywdę albo zrobię z niego
maminsynka?