tijgertje
02.10.06, 15:05
Tak mi sie przyplatalo dzisiaj... Ja wiem, ze wszystkie genialne jestesmy
i NASZYM dzieciom sie zadne wypadki nie zdazaja, ale... Wypadki jednak chodza
po ludziach, niestety. Ciekawa jestem, jak sobie radzicie w sytuacjach, gdy
dzieco sie skaleczy, stlucze, czy oparzy? Moze tak jak moj maz, mlody kiedys
zawadzil gdzies skorka przy paznokciu i pojawila sie kropla krwi: tatus
w panice w krzyk KREW!!! KREW!!!, od razu do mnie, biedak z wrazenia malo nie
zemdlal. Sama kiedys stracilam na chwile przytomnosc, na szczescie na bardzo
krotko, bo moj genialny maz probowal mi wlewac do gardla wode.
Wiecie, jak sie zachowac w razie wypadku?
Ze mna najgorzej chyba nie jest, sztuczne oddychanie i masaz serca juz dawno
w praktyce sprawdzilam ( niestety, nawet mimo pomocy lekarza nic to wowczas
nie dalo), nie wzrusza mnie widok krwi, myslalam kiedys o medycynie, bo mi sie
sekcje zwlok podobaly (tylko nie mowcie, ze to normalne...), ale za leniwa bylam:-(
Sa organizowane rozne kursy pomocy w naglych wypadkach u dzieci. Chodzilysce
na cos takiego, czy moze macie wiedze z zajec w szkole albo wlasnego douczania
sie, a moze wychodzicie z zalozenia, ze wam to niepotrzebne, bo zawsze mozna
112 zadzwonic?
Temak mi tak wyskoczyl bo widoku stazystki w aptece. W czwartek mialam
zoperowany lokiec, rana calkiem dluga, 11 szwow nieszczegolnej urody, wczoraj
zdjelam opatrunek, a dzisiaj poszlam po plastry, zeby ja przykryc, jak chce
jakis kudlaty sweter zalozyc. Najlepszym sposobem dopasowania plastra jest
obejrzenie rany. Jedno dziewcze malo nie zemdlalo na jej widok, a ja z trudem
powstrzymalam sie od wybuchu smiechu, taka wredota ze mnie:-)